Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 12. Spotkanie - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 12. Spotkanie
A A A

 

     

 

     

może mi jesz­cze ktoś lub coś
da drugą szan­sę zwaną ży­ciem
nie­waż­ne dia­beł bóg czy los1
      

 

 

****

 

Trzecia na ranem. Powróciła bezsenność, uważa się za moją najlepszą przyjaciółkę. Prawie nie spałam, leżę zwinięta w łóżku, wpatrując się w ścianę, zawieszona gdzieś między niebem a piekłem. Na samą myśl o dzisiejszym spotkaniu robi mi się gorąco. Boję się konfrontacji z tym draniem. Wcale nie jestem dzielna, a on wygląda na starego wyjadacza.Takim zawsze jest mało i nie mają skrupułów. Coś przy drzwiach szeleści? To tylko Kuba, ale mnie przestraszył. Och, ta bezsenność! Będę miała podkrążone oczy i trudności z koncentracją. Co mi jest? Znowu wszystko widzę w czarnych barwach. Chociaż spędziłam wspaniały dzień z Antoniną, czuję się pusta, zużyta, bezwolna, niepotrzebna, jakby w moich żyłach stała woda. Niepojęte… Muszę przez to przejść, nie mam wyjścia. Wiercę się w łóżku, zrzucam kołdrę, boksuję się z poduszkami. Zatruwają mnie pytania, przeraża to, co czuję. Mecenas skłaniał mnie, żebym mu zaufała. Zakpił sobie ze mnie? Nie potrafię powstrzymać się od takich myśli.


****

– Pani Karoline Eluard?

Otarłam spocone ręce o spodnie i podniosłam się niespiesznie z krzesła.

– Tak - odparłam zdecydowanie.

– Pan mecenas prosi do gabinetu – oznajmiła młoda sekretarka.

Posłałam jej słaby, nerwowy uśmiech.

– Dziękuję!

Ruszyła przede mną długim korytarzem, kołysząc biodrami. Nasze kroki tłumił puszysty szary dywan. Sekretarka zatrzymała się przy drzwiach na końcu korytarza i otwarła je, zapraszając do środka ruchem ręki. Skinęłam głową i minąwszy ją, wkroczyłam do gabinetu. Dyskretnie się rozejrzałam: na ścianach wisiały staroświeckie czarno–białe fotografie, od razu rzuciły się w oczy. Przystojny, szczupły mężczyzna w średnim wieku, o przyprószonych siwizną włosach, na mój widok podniósł się z fotela.

- Cała przyjemność po mojej stronie – odezwał się przytłumionym głosem.

Wyciągnęłam dłoń, on ją delikatnie uścisnął i cofając się o krok, przedstawił się ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy, jego wzrok przebiegł w dół mojego ciała. Zamarłam, wstrzymując oddech, ręce wepchnęłam wstydliwie do kieszeni. Ubrana w stary, niemodny żakiet, czarne dżinsy i szpilki, tkwiłam jak istne nieszczęście wpatrzona w mężczyznę i nie mając pojęcia, co powiedzieć. Był szykownie odziany, pasował do nieskazitelnie urządzonego wnętrza gabinetu. Szary garnitur w prążki wyglądał na kosztowny, szyty na miarę. W gabinecie stała kanapa i trzy fotele. Jesteśmy sami? – przemknęło. – Mój adwokat jest nieobecny i nawet mnie nie uprzedził. Bałam się usiąść na kanapie, byłam okropnie speszona. Kiedy się w końcu odezwałam, spytałam tylko:

– Dlaczego?

Zmarszczył gęste czarne brwi i roześmiał się krótko, z nutą zaskoczenia.

– Chce pani wie­dzieć?

Coś w tym człowieku zwraca moją uwagę, na pewno w wyglądzie. Dość zarozumiałych, nadętych urzędników.

Przegarnęłam nerwowo włosy.

 – Pan wybaczy, mam swoje powody.

Cisza. Milcząc, patrzyliśmy na siebie. Moje wnętrzności przypominały spirale, kwas podchodził do gardła, ale wytrzymałam, nie odwróciłam wzroku. Zadzwoniła komórka. Przeprosił mnie grzecznie i odebrał telefon. Prawie nic nie mówił, ale z każdą sekundą robił się coraz bledszy, ręce mu drżały, widać było po mimice, że traci panowanie nad sobą, istna furia. Tym przykuł moją uwagę, zaczęłam go dyskretnie obserwować. Interesujące? Gdzie podziała się  delikatność, ale pozer – pomyślałam i poczułam się nieswojo, aż przeszedł zimny dreszcz. Mój instynkt, jakiś sygnał, wyraźnie podpowiadał, że coś jest nie tak, nie po jego myśli. Unikał mnie wzrokiem, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Szybko stało się jasne, że moja obecność go krępuje, nie wiedział, co ze sobą zrobić, zostać czy wyjść, najchętniej wlazłby pod dywan. To mnie zaniepokoiło, nabrałam podejrzeń...

– Błagam. – I natychmiast się poprawił. – Żądam – rzucił napiętym głosem. Brzmiało jak ostrzeżenie, zdradzając, jak bardzo nie lubi przegrywać. W jego oczach lśnił gniew, przypominający błyskawicę. Uhm – pomyślałam. – Karoline, miej się na baczności. Ale nic, on mówił dalej, a ja słuchałam, przenosząc wzrok na drzwi. W końcu przestał zwracać na mnie uwagę, jakbym była powietrzem.
Nie wiem, ile to trwało. Z czasem zaczął spuszczać z tonu, po kilku minutach wyciągnął chusteczkę z wewnętrznej kieszeni i otarł czoło. Mina, która od początku mnie irytowała, zniknęła. Stał zrezygnowany. Głos w słuchawce telefonu nie przestawał trzeszczeć. 

–  Poproszę o więcej szczegółów! – cicho jęknął.

Przyjmował informację niezbyt entuzjastycznie, był coraz bardziej rozwścieczony. Przeszedł mnie lekki dreszcz.

– Zabiję szczeniaka, okrywa mnie hańbą. Ciężko pracuję, musiałem walczyć zębami i pazurami ... Nigdy nic mu nie brakowało. Nie jesteśmy tacy sami, ani do siebie podobni...

Tymi słowami zakończył rozmowę i natychmiast jej pożałował, zauważyłam to po geście z jakim wsunął telefon do kieszeni marynarki.

– On dla mnie jest wszystkim. Jest pani kobietą, to może zrozumie pani ojca. To mój jedyny syn...

– Co takiego? – wykrzyknęłam, poruszona do głębi. Nogi ugięły się pode mną, jego słowa rozdzierały mi serce.

Wzruszył ramionami i parsknął śmiechem.

– Chyba mówię wyraźnie. Coś z Augustinem jest nie tak, zeszłej nocy oblał benzyną stację obsługi Renault w Ruiel, rzucił zapałkę i usiadł na ławce. Gdy przyjechała straż pożarna, nie ruszył się z miejsca. Było za późno, żeby ratować budynki, samochody spaliły się, co do jednego. Strat nie oszacowano, za wcześnie, ale podobno są ogromne. Dyżurny oficer właśnie mnie o tym poinformował.

– Gdzie on teraz jest? – rzuciłam odruchowo i zamilkłam.

To błąd, gra na moich uczuciach, próbuje diabelskich sztuczek, ale nie dam za wygraną! Z trudem przełknęłam ślinę. Mimowolnie spojrzał mi w oczy, pokręcił odmownie głową, ale po minucie namysłu usłyszałam:

– Na posterunku policji, bo gdzie...  Kiedy jeden ze strażaków walczących z pożarem poprosił, żeby się oddalił od ognia, odparł, że podziwia swoje dzieło. Augustin przyznał się do podpalenia i natychmiast aresztowali go. Jestem wściekły, zdruzgotany. Syn jest nieletni, sąd go wyśle do poprawczaka. Nie pomogę mu, nie mogę, nie tym razem!

Nie takiej reakcji oczekiwałam, byłam w szoku, odebrało mi mowę, nie takich słów oczekiwałam. Twój syn zupełnie mnie nie interesuje. Brak słów. Ciągnął dalej po chwili zastanowienia.

 – Po tamtym incydencie jeszcze nie pozbierałem się, nie byłem gotów na dzisiejszą rozmowę. Przepraszam – kontynuował. Usiłował się uśmiechnąć, odsłaniając dwa rzędy lśniących zębów. – Dzielna z pani dziewczyna. – dodał, mrużąc oczy.

Nieprawda, to jeden z jego sposobów. Rozważa coś jeszcze... Ten wzrok. Co powie? Nie, nie mogę mu odpuścić, to by mnie zabiło! Nie chcę go słuchać. Wsunął dolną wargę w zęby i czekał. Nabrałam wody w usta i stałam, z trudem trzymając pion, robiło mi się mdło. – Myśli o czymś poważnym i coś kombinuje. To mi się wcale nie wydaje.

– Wiem, że pani studiuje, ufunduję hojne stypendium, podpiszemy umowę. Wszystko da się załatwić! Proszę! Rozumiemy się? Syn poniesie karę. Trochę przypomina zachowaniem swoją stukniętą matkę. Rozwodzimy się... No i jak, co pani sądzi zostaniemy przyjaciółmi?

Oczywiste kłamstwo! Bierze mnie na litość. Uzmysłowiłam sobie i wstrzymałam oddech. Ton jego głosu był zimny, aż się wzdrygnęłam z oburzenia.


Przestań, tak do mnie mówić, ty gnojku! Nie należę do waszego klanu. Wszystko sprytnie ukartowałeś, tracisz twarz – pomyślałam poirytowana.

Nie umiałam odczytać wyrazu jego twarzy. Najeżyłam się.


– Nie dam panu żadnej odpowiedzi, a na pewno nie dziś. Muszę to wszystko spokojnie przemyśleć i omówić z adwokatem. Zapewne pan się spieszy do syna?

Mężczyzna bezgłośnie uderzał wypielęgnowanymi palcami jednej ręki o palce drugiej.

– Czułem, że pani to powie. Rani mnie, ale mimo wszystko go kocham, to mój jedyny syn. Straszny głupiec ze mnie, większy, niżby się wydawało.

– To mnie pan ma za idiotkę! Żegnam.

Kiedy to mówiłam ogarniał mnie spokój, napięcie ulatywało w niebyt. Denerwować się to zemsta na własnym zdrowiu za głupotę innych, szkoda, że tak późno dochodzę do tego wniosku. Uśmiechnął się blado i zrobił taki gest, jakby zamykał usta na klucz i go wyrzucał. Wstałam i wyszłam z kancelarii. W drodze powrotnej do domu towarzyszył mi pogodny nastrój, mimo że, miałam świadomość, że będę musiała stawić czoło niewiadomej, co do  finału mojej  sprawy. Uśmiechałam się w duchu, podtrzymując w sobie ogień. Czułam, że stało się coś, czego nikt nie jest w stanie mi odebrać, był to szacunek do samej siebie. Nie ma większej siły. Nie ma.



****

Następnego dnia zaszyłam się w domu, potrzebowałam ciszy i samotności. Mój czas ostatnimi dniami był bezlitośnie rzeczywisty, chciałam się nad nim pochylić, zastanowić, co dalej. Utknęłam gdzieś między owsianką a rachunkiem do zapłacenia za wodę. Cóż, proza życia. Dałam jeść kotu, zrobiłam porządek w kasetach z farbami i w szafie. Przy okazji odkryłam, że wkrótce będę musiała sobie kupić parę nowych rzeczy. Niektóre z ubrań świeciły dziurami. Smutna prawda, wydałam wszystkie oszczędności, nie było ich wiele, za to wydatków mnóstwo i jeszcze ten szpital.

– Karoline, wszystko będzie dobrze! – powiedziałam do swojego odbicia w lustrze.

Zaparzyłam filiżankę mocnej herbaty, usiadłam na krześle w kuchni, patrząc jak paruje. To, co przeżyłam w kancelarii, nie było właściwie niczym nadzwyczajnym, ale myśli miałam niewesołe, przygnębiały.

Jutro porozmawiam z Markiem, zobaczymy, na co mnie stać, dłużej nie mogę być na jego utrzymaniu. Sumienie zaczyna mnie męczyć. No tak, muszę poczekać ma ważniejsze sprawy, wkrótce czeka go operacja. Wszystko, co mi zaprząta umysł, musi poczekać, wystygnąć jak moja herbata.

Tak bardzo chciałam się teraz do kogoś przytulić i to natychmiast. Poczułam, że się rumienię. Ciepło na policzkach było miłe, zamknęłam oczy. Miewałam takie momenty coraz częściej.

Zanosi się, że umrę z samotności2. Czasem wyobrażałam sobie, że Victor mnie dotyka, całuje, kocha się ze mną. Seks dodawał pewności siebie i tę tęsknotę też musiałam znosić. Umysł mnie ostrzegał, ale sama myśl o seksie wywołała określony skutek, przeszedł mnie znajomy dreszcz. Po dłużej chwili wyrywam się z objęć marzeń. Echo bólu i rozczarowania Victorem jeszcze nie wybrzmiało, jest silniejsze od pragnień.

– Ech! Ostatnio życie tak wiele ode mnie chciało.

W samo południe zabrzęczała komórka. Rzuciłam okiem na wyświetlacz, odstawiłam filiżankę z zimną herbatą. Ulżyło mi, to była Antonina.

– Miałam do ciebie przyjechać, pogadać, ale coś mi ważnego wypadło jak się domyślasz stare kłopoty z mieszkaniem. Skarbie, przepraszam! Karoline, wszystko przemyślałam, radzę zmienić adwokata. Coś tu moim zdaniem śmierdzi. A pożar w Ruiel, o którym  wspomniałaś, faktycznie miał miejsce, oglądałam w telewizji wiadomości.

– Też tak sobie pomyślałam, masz rację sprawa jest popieprzona i już z daleka śmierdzi. Mecenas schował głowę niczym struś w piasek. Co z niego za przyjaciel. Powiedział przez telefon, że nie potrafi ogarnąć zagadnienia. Dał plamę. Śmieszne, prawda? – stwierdziłam. – Oskubał mnie do ostatniego piórka i zrobił ze mnie rosół. Nie chcę go znać.

Moje palce wokół telefonu spociły się, chciałam zakończyć rozmowę jak najszybciej, byłam blisko wybuchu. Miałam wszystkiego dosyć, pragnęłam żyć, kochać, malować! Od tygodnia nie byłam na uczelni, zrobiły mi się  zaległości. Antonina jest mi życzliwa, ale ile razy można mielić w kółko ten sam temat – pomyślałam.

– Karoline, teoria twojego mecenasa o umowie z klauzulą poufności zgrzyta, to chwyt poniżej pasa. Niezwłocznie powinnaś podjąć słuszne kroki. Schowaj dumę do kieszeni.

– No dobrze, przyznaję się do porażki, już zaalarmowałam Marka. Polecił dobrego prawnika, starego przyjaciela, zetknęli się kiedyś w Paryżu. Pracuje jako senior - partner globalnej kancelarii prawniczej Greenberg Traurig. Na pewno nie jest sztywniakiem, często pojawia się w przestrzeni publicznej, poważniejsze sprawy już prowadził.

– Obyś się nie przejechała, tak jak na tym twoim mecenasie.

– Litości, nie chcę już o tym myśleć, w głowie mi się kręci. Zaraz wychodzę z domu.

– Może nie powinnam dawać tylu rad?

– W porządku! Dlatego właśnie jesteśmy przyjaciółkami.


****

Spacer był ucieczką od samej siebie. Przywykłam chodzić na piechotę, ostatnio rzadko korzystałam z metra. Było ciepłe wiosenne popołudnie, wiatr cudownie dmuchał w twarze. Ludzie przechodzili obojętnie, marszcząc brwi w zadumie. Włożyłam sweter, zarzuciłam plecaczek na ramię, ręce zaplotłam na piersi i tak szłam prosto przed siebie. Potrzebowałam nadziei, że moje życie nie zawsze będzie ciężkie, wyobrażałam sobie jak zdobędę stypendium. Co roku Ecole des Beaux-Arts wybiera jednego z najlepszych studentów. Stypendium gwarantowałoby studia z pełnym pokryciem kosztów, nareszcie mogłabym trochę odetchnąć. Skręciłam w stronę Sekwany, chciałam zahaczyć o katedrę Notre Dame, usytuowaną na wyspie zwanej oficjalnie Île de la Cité. W okresie rewolucji nosiła nazwę Świątyni Rozumu.


Gdy się nie spieszę, obserwuję otoczenie: ludzi, domy, zwierzęta, zaglądam w stare podwórka. W Paryżu codziennie powstają nowe dzieła sztuki ulicznej. Prawie na każdej starej paryskiej kamienicy widnieje graffiti lub mały rysuneczek. Są jak stemple pozostawione przez anonimowych artystów. Nie umiem przechodzić koło nich obojętnie. Jeden sama popełniłam, gdy go widzę uśmiecham się szeroko, to był najlepszy pomysł, jaki wpadł mi wtedy do głowy. Zaznaczyłam swoją obecność na murze, ot tak, dla hecy. Dobrze przeżyć wariacki dzień! Świeża powierzchnia ściany musiała ustąpić miejsca szczurowi mojego autorstwa. To muskularny, pozbawiony piękna i uroku, blady osobnik. Pamiętam, zabrakło mi szarej farby, stałam niepocieszona z opuszczonymi rękami. Świat pozostał jest ten sam, nic się nie zmieniło. To prawda. Szczury to inteligentne istoty, od zawsze budziły mój respekt, bo wierzę, że w tych mądrych gryzoniach drzemie dusza. Na drugi dzień stało się coś niezwykłego tuż obok, ktoś narysował drugiego, większego i radosnego. Ze zdziwienia zrobiłam okrągłe oczy. – Co za cudny pomysł! – wykrzyknęłam. Nie ma dwóch takich samych rzeczy ani ludzi, każdy patrzy na życie inaczej.


Blisko skrzyżowania ulicy Jeanne d’Arc z bulwarem Auriol, na jednym z wieżowców, widnieje wielkie, czterdziestometrowe graffiti; nosi tytuł Rising Above Oppression i zostało wykonane przez Obey Giant.
Lubię zajrzeć do podziemi Paryża, to moje pięć minut nieba. Kryją tajemnice miasta. Niezwykle barwne graffiti widnieje w korytarzu metra na stacji Abesses, wygląda jak namalowany pastelami ogromny obraz. Co za barwy, to nie jedyny przykład prawdziwej sztuki ulicznej. Obejrzałam prawie wszystkie, nie przebieram, staram się nie wybrzydzać.

Od dawna na słupach ogłoszeniowych Paryża wiszą wielkie, kolorowe plakaty. Informują: w kameralnej galerii Ecole des Beaux-Arts rozgościła się wystawa prac Helmuta Newtona, niemieckiego Żyda, legendarnego fotografa mody. Ciągle szokuje i budzi sensację. Codziennie przez wystawę przewijają się tłumy paryżan, bilety dawno zostały wykupione. Newton zasłynął kobiecymi aktami i niezwykłym poczuciem humoru. Rozpiera mnie ciekawość, na pewno nie odpuszczę. Odpowiadają mi poglądy Helmuta Newtona, jego stosunek do płci pięknej i oryginalne spojrzenie na modę. Ukształtował jedyny niepowtarzalny styl, skończył z patrzeniem na kobietę jak na manekina. Kobiety z jego portretów pragną, kochają, wybierają partnerów. Uwielbiam rysować kobiece akty i uśmiechnięte twarze. Uśmiechy są mową aniołów, a ciało kobiety ciepłe, wdzięczne, każde kryje tajemnicę, jeżeli nie w kształtach, to w uśmiechu, spojrzeniu, fryzurze. Rozumiem, dlaczego Leonardo da Vinci tak lubił rysować kobiece włosy. Aby to robić dobrze, całymi dniami siedział nad wodą, studiując ruchy fal. Niektórzy to nazywali marnowaniem czasu i energii.

Chciałabym kiedyś, jak Newton, odejść od modelu słodkiej kobietki – motyla. Fascynują mnie kobiety dojrzałe, mimo upływu lat kwitnące, pełne wigoru, zadowolone ze swojego ciała, nad którym całkowicie panują, odpowiedzialne, egzekwujące swoją wolę. Po miesiącu eksperymentowania z farbami wciąż jestem nowicjuszką, ale najważniejsze, że robię postępy. Drażni mnie widok pustego płótna, najchętniej od razu chwyciłabym za pędzel lub ołówek, ale talent nie rozwija się jednego dnia. To trochę jak z nauką gry na fortepianie, sam słuch nie wystarczy, potrzebne są lata żmudnej pracy.
Los nieustannie improwizuje, nie da się go unieruchomić. Nie mogę poddawać się wszystkiemu bezwolnie i nieustannie czymś się martwić. Przeszłam do końca Boulevard Saint-Germain, do najważniejszej części wielkiej przebudowy Paryża po lewej stronie Sekwany i przystanęłam na moście, czekając na nieumówione spotkanie z duchem Jean-Paula Sartre’a. Wymiana poglądów o istocie bytu i nicości byłaby nader interesująca i na czasie. Był filozofem, to nic, dziś chyba dotrzymałabym mu kroku. Może tak zostać tu na zawsze? Taka myśl przyszła mi do głowy, byłam tego bliska, ale niespodziewanie coś niezwykłego, ekscytującego pojawiło się w powietrzu tuż nade mną. Gasnące niebo przecinał długi klucz ptaków. Odetchnęłam głęboko. Ten widok napełnił mnie energią, aż poklepałam się po policzku, i wtedy poczułam, że zostawiam za sobą stary smutny świat. To nie były czary. Tak, nadeszła pora by wzbić się wysoko tak jak one, by poczuć smak powietrza i lecieć, lecieć wysoko ponad chmurami, daleko – tam, gdzie chcę. A jak smakują chmury, kiedyś może opowiem.
Świat wokół mnie zawirował, nadzieja przepoiła najmniejszy kawałek ciała. Ten nowy jest zapewne lepszy, mieni się milionem barw – odbieram go wyobraźnią, a kolory są autentycznymi i wnikliwymi komentarzami życia, odzwierciedlają prawdę 2. Nagle niestraszna mi się stała żadna z prób poza nocą nieistnienia1.                                    

Może znowu szaleńczo się zakocham, poczuję ciepło oddechów, zatracę się jak dawniej. Miłości mówię tak, starej kliszy1 zdecydowane nie, przecież życie niewypełnione miłością jest puste, równie dobrze można nie żyć wcale.2 – wyszeptałam.

A właściwie czym są słowa? 

 

A właściwie, czym są słowa?

Z oknami gasło światło dnia, gdy oprzytomniałem.

****

Cztery tygodnie później ukończyłam swój pierwszy obraz. Douczyłam się światła i barwy, moje linie nareszcie przestały być karykaturą, zaczęły żyć. Z najlepszym rezultatem zdałam egzamin z teorii sztuki. To oznacza, że wstałam z klęczek, a tamten spacer zapamiętam na zawsze,

 

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………

1 - fragmenty wiersza ”eternal song” - autor Miladora, Portal Pisarski

2 - z listów Vincenta van Gogha do brata Theo

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 19.09.2017 10:13 · Czytań: 430 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 21
Komentarze
Dobra Cobra dnia 19.09.2017 20:39 Ocena: Bardzo dobre
Słodka rzecz. Lepsza, niż porzedni odcinek, nie ma co.


JOLU S,

Pięknie wijesz tę opowieść, która wije się niczym kobieta wijąca sie pod dotykiem męskiej dłoni. ;)

Dramat jednak jak jasna cholera. Oraz upadek świata zachodniego, który sam pożera siebie.



Do zauważenia:

Cytat:
Nie dam Panu, żadnej odpowiedzi, a na pewno nie dziś. Muszę to wszystko spokojnie przemyśleć i omówić z moim adwokatem. Zapewne Pan się spieszy do syna?
' pany" z małych lyter.

Cytat:
To mnie Pan ma za idiotkę!
Zdecydowanie "pan" z małej lettery.

Cytat:
Czasem wyobrażam sobie, że Victor mnie dotyka, całuje, a nawet się ze mną kocha - wyszeptałam.
na nawet! hahaha! Osz, qrde, ale słaba ocena samej siebie :)


Oczekuję dalszych części, w których dramat dojrzeje, a bohaterka wreszcie się zabierze za jakiegoś faceta. Lub pozna słodycz miłości jednopłciowej (do wyboru). Byleby nie była już leliją i nie cierpiała katuszy z powodu suszy.


Pięknie pozdrawiam,

DoCo
JOLA S. dnia 19.09.2017 21:27
DoCo,

dokonuje się właśnie przewrót w historii Karoline, więcej nie powiem :)

Czytaj z ruchu moich ust. ;)

Zapewniam, nie obejdzie się bez rozkoszy miłosnych przeżyć...

Jeśli maluję człowieka, to nie ma to być portier z brodawką na nosie, ale coś więcej. ;)


Można pracować w świetle słonecznym lub przy gazowej lampie, wybrałam to pierwsze, inaczej mój Czytelnik pod ciężarem dramatu by padł.


Dziękuję za pomocne uwagi i słodki komentarz.

Serdeczności i do następnego, :)

JOLA S.
skroplami dnia 20.09.2017 00:58 Ocena: Świetne!
Zaskoczenie dojrzałością.
Po przeczytaniu rozjaśnia się umysł, no tak tak :).
Nie wiem w jakim kierunku, tak ogólnie i po prostu, mogę się bardziej skupić, łatwiej myślę, czuję nieznany zapach, to pachnie Paryż i Francja :). Znam go tylko z wersji pisarskiej, zachwyca Stendhalem i całą "RESZTĄ" :).
Przyznaję, sięgnąłem po raz pierwszy do tego "bolącego" zwichnięciem skrzydła, choć to już 12-ste pióropiórko z niego ;). Muszę odnaleźć wcześniejsze aby kształt większy poznać, bo jest nieziemskie oczywiście, jak to skrzydła :).
Nr 12 ma coś w sobie :), aż człowiek się ogląda ;) i podziwia.
Konieczne spotkanie a nawet spotkania, z całością :).
JOLA S. dnia 20.09.2017 01:13
Skroplami,

dziękuję za serdeczny komentarz. :)
Bardzo, bardzo mi miło.
Tak, to dwunasty już rozdział i dopiero teraz mogę Cię gościć w moich skromnych progach. :)

Zapraszam serdecznie i częściej.

Pozdrawiam gorąco :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 20.09.2017 09:14 Ocena: Bardzo dobre
Czytam z ruchu ust Twoich.

Jak najbardziej rozumiem i szanuję brodawkę ;)


Pieknego dnia,

DoCo
al-szamanka dnia 21.09.2017 18:45 Ocena: Świetne!
Oprócz wszech/nie/obecnych przecinków malutkie uwagi.
Cytat:
- Czemu, pani chce wie­dzieć?

Zgrzyta mi nieco i ten niepotrzebny przecinek... a tak:?
- Dlaczego chce pani wie­dzieć?
Cytat:
Na ga­sną­cym nie­bie do­strze­głam le­cą­cy długi klucz pta­ków.

Wyczernione niepotrzebne, bo przecież wiadomo, że ptaki na niebie mogą tylko lecieć ;)
Cytat:
Utknę­łam gdzieś mię­dzy owsian­ką, a ra­chun­kiem do za­pła­ce­nia za wodę.

ale fajne!

Jolu, mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec!
Brakowałoby mi bardzo.
Poza tym Karoline tyle jeszcze musi dokonać, tyle decyzji podjąć, zdobyć stypendium.
I zakochać się.
Wiem, że skrzydło powoli dochodzi do siebie, ale tak całkiem w porządku jeszcze nie jest.
Lubiłabym, wraz z Twoją bohaterką, pospacerować dla odmiany bardzo jasną ścieżką, bez przeszkód, a po drodze odkrywać drzewa obwieszone prezentami dla niej... i tym samym dla mnie.
Chciałabym cieszyć się jej sukcesami, jej radością :)
Wszystko w Twoich rękach :)

Pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 21.09.2017 19:04
Droga Al,

Uśmiechnęłam się rozmarzona. "Są godziny, które nie są dniami i godziny, które są jak sen".*)

Więcej nie powiem ;)

Wielkie dzięki za pomoc i celne uwagi:)

To przenikliwy komentarz, jesteś niezwykła,

Pozdrawiam gorąco i do następnego :)

JOLA S.
kamyczek dnia 23.09.2017 17:11 Ocena: Świetne!
Jolu, rozwijasz skrzydła, a ja z radością patrzę jak Twoja bohaterka dorasta, bo potrafi już podejmować bardzo mądre decyzje, co mnie bardzo cieszy - uwierzyła w siebie.
Cytat:
- To mnie pan ma za idiot­kę! Zo­ba­czy­my się na sali są­do­wej. Że­gnam.

Kiedy to mó­wi­łam, ogar­niał mnie spo­kój, ula­ty­wa­ło w nie­byt na­pię­cie. De­ner­wo­wać się to mścić się na wła­snym zdro­wiu za głu­po­tę in­nych, szko­da, że tak późno do­szłam do tego wnio­sku. Uśmiech­nął się i zro­bił taki gest, jakby za­my­kał usta na klucz i go wy­rzu­cał. Wsta­łam i wy­szłam z kan­ce­la­rii. Wra­ca­łam do domu w zu­peł­nie innym na­stro­ju, mimo, że wie­dzia­łam, że będę mu­sia­ła sta­wić czoło nie­wia­do­mej. Nie byłam pewna jak moja spra­wa po­to­czy się dalej. Mimo to uśmie­cha­łam się, pod­trzy­mu­jąc w sobie ogień. Czu­łam, że stało się coś, czego nikt mnie nie od­bie­rze, był to sza­cu­nek do samej sie­bie. Nie ma więk­szej siły. Nie ma.


Tak, nie ma większej siły. Jestem niemal pewna, że Karoline poradzi sobie w życiu.

Od strony technicznej - przejrzyście, dobrze się czyta.
A treść? Wciąga coraz bardziej.

Pozdrawiam serdecznie.
JOLA S. dnia 23.09.2017 18:22
Kochana Kamyczku,

śpieszę zapewnić, że to nie koniec - kolejny 13 odcinek jest już w poczekalni.

Twoje miłe słowa to naprawdę "miód w sercu", pozwolisz, że zacytuję Morcinka.
Bardzo się cieszę, że podoba Ci moja bohaterka ; ja też lubię Karoline i chciałabym ją zobaczyć w formie papierowej, oczywiście po gruntownym oszlifowaniu.

Przyszłość wkrótce da mi znać. Otrzymałam prezent od losu, mam na myśli Wasze jakże krzepiące opinie. :)

Wróciły wiersze, za którymi tak bardzo tęskniłam...

Bardzo serdecznie Ci dziękuję w imieniu swoim i Karoline, pozdrawiam i życzę miłego weekendu! :)

JOLA
kamyczek dnia 23.09.2017 18:55 Ocena: Świetne!
JOLA S. napisała:
ja też lubię Karoline i chciałabym ją zobaczyć w formie papierowej, oczywiście po gruntownym oszlifowaniu.

Przyszłość wkrótce da mi znać.
Trzymam kciuki za wydaniem, chętnie kupię Twoją książkę.
Pozdr.
JOLA S. dnia 23.09.2017 19:10
Drogi Kamyczku,

dziękuję jeszcze raz za obszerny i wnikliwy komentarz, czuję się zaszczycona.

Gorąco pozdrawiam :)

J.

PS: Cieszę się, że wróciłaś do swojego avataru, do twarzy Ci w nim... :)
skroplami dnia 23.09.2017 20:52 Ocena: Świetne!
Był sobie kwiat, wyrósł drugi, trzeci, kolejny, jest bukiet z dwunastu :).
I silna jest Twoja bohaterka :), i kobieca bardzo :).
Ale po wwąchaniu się w bukiet nie odgadłem kto ojcem bohaterki :(. Te kobiece tajemnice poplątane niedomówieniami :). Strzelam: Marek to ojciec. I ona kocha dwóch ojców :).
No ok, to "nie aż tak ważne" :).
Nie dziwię się uznaniu w komentarzach, zgadzam się w pełni.
Ktoś wspomniał o "poboczach", Ty odpowiedziałaś. Też zgadzam się, są liśćmi dla kwiatów, życie utrzymują. Korzeniami, cebulką? Wszystkim po trochu. Całość bez byłaby w Twojej powieści, bo to już taka forma, tylko "jakaś". One dodają kolorów słownym obrazom, pulsują wokoło i w bohaterce.
Masz też "mocne momenty", jak nagły wypadek czy rozmowa ze sprawcą lub broniącym sprawcy, adwokatem. Czy próba zatrzymania i rozmowy z bohaterką przez Victora. Facet nie ma, nie czuje wstydu wobec siebie i co gorsza, nie czuje co czuje bohaterka.
No tak, miłość oślepia, znamy to. Nie jego oślepia, ją :), i nie dostrzega kogo kochała.
Wiem, nie da się wyrzucić uczucia i rozumu trzymać gdy serce się wtrąca ;).
Głupie :(.
W jednej z odpowiedzi do komentarza napisałaś że malarstwo, architektura... to Twoje "koniki" ;). Można by wieczność o nich :)? Pewnie tak. Cieszę się że odkryłaś coś jeszcze, literaturę i że masz talent do pisania :). Swoisty, kobieco leśno strumykowy a jednocześnie jak zielona otoczka orzecha, włoskiego :), pękający dojrzałością. Dlaczego leśno strumykowy? Bo czujesz naturę, odnajdujesz i wplatasz ją w paryską architekturę, paryską historię i kulturę kropiąc smakami i zapachami ulubionych potraw i sera okruchami :).
I do tego coś nieznanego innym bo osobistego :).
Tak, Twój styl jest po prostu paryski :). I jak moda tamtejsza też, zachwyca ;).
Zboczyłem? Pobocze :(?
No nie wiem, chyba nie potrafię inaczej o tym co ze "zwichniętego skrzydła" wyskakuje.
Ale. Jak to ktoś przypomniał? Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie zaczyna? Oczywiście, to ironia i parafraza z prawdy ;). Ale nawiązując do tego fragmentu: dzieło uznaje się za dzieło :) po zakończeniu. I to jest prawda. Nie stoi jednak nic na przeszkodzie zachwytowi z części już istniejącej a jednocześnie rodzi się podziw do pracy nad nim :). Tak, są niedociągnięcia w kroplach, jakieś przecinki, spacje, literówki ;), to normalne nawet w gotowaniu. Trzeba swoim i nie tylko swoim językiem posmakować, doprawić, podać :). Idąc w stronę kuchni, jesteś Autorko bardzo dobrym "kucharzem" literatury, danie pachnie z kilometra i kusi :).
Mam nadzieję że wielu głodnych zostanie nakarmionych ;).
Bo wielu głodnych dobrej literatury, wielu też smakoszy nie mogących się oderwać od Twojego "dania", co widać :).
Pozdrawiam.
P.S. Dzień "Ze zwichniętym skrzydłem" bardzo dobry dzień. "Winna" JOLA S.
JOLA S. dnia 23.09.2017 22:12
Drogi skroplami,

dziękuję za ten mam nadzieję nie ostatni, obszerny, mądry komentarz, czuję się nim zaszczycona, gdyż bardzo cenię Twoje zdanie. :)

Jest sobotni wieczór więc mam czas na dłuższą odpowiedź:

To moje długie opowiadanie traktuję jak bajkę, która śni się na jawie dorosłej dziewczynie ze zwichniętym skrzydłem. Niedobrze, za wcześnie zostać sierotą i uczyć się życia bez drogowskazów.
„Bajkoopowiadaczką” zostałam dziecięciem będąc, kiedy nie znałam jeszcze tak naprawdę znaczenia tego słowa.

Przeczytane bajki pamiętam do dziś, chociaż zawsze nęciło mnie, by je zmodyfikować według własnej wyobraźni.

Czym innym jak nie bajką jest życie? Dzieci lubią być straszone i tak naprawdę nie lubią słodyczy, gdyż na dłuższą metę mogą tylko znudzić. ;) Nie ja to odkryłam. Rozumiał to już Andersen, bracia Grimm i C.S. Levis. Ten ostatni "Listami Starego Diabła do Młodego" obdarowywał nieletnich chrześniaków. Były lekturą czytaną w dni skupienia /sic!/

Bajki są potrzebne, więc je opowiadam, według zasad „Pilnuj, szewcze, kopyta”
i Non omnes eadem mirantur amantque. - Nie wszyscy to samo podziwiają i kochają. Ze świadomością, że współczesne tylu innych pisze lepiej ode mnie, a ja nawet do kolan im nie dorastam. :(

Nie wiem, jak mam Ci dziękować. Tyle pracy włożyłeś w czytanie kilometrów mojej prozy i nader wnikliwe komentarze. To wielka szczodrość, ale każdy decyduje o swoim losie ;)

Wszystko, co napisałeś, cieszy mnie i wzrusza mnie jednocześnie.

Chce mi się ryczeć, a jak zacznę to nie potrafię skończyć, więc póki co, kończę moje nieporadne wywody ;)

Niech Bóg Cię błogosławi, uratowałeś mi reputację na PP i nie tylko. :)

Serdeczności i dobrej nocy :) :)

JOLA S.
Miladora dnia 08.11.2017 15:11
No to jesteśmy pod następną częścią, a buldog dziękuje za zacytowany fragment: :)

Cytat:
może mi jesz­cze ktoś lub coś

da drugą szan­sę zwaną ży­ciem

nie­waż­ne dia­beł bóg czy los…

/frag­ment wier­sza ”eter­nal song”, Mi­la­do­ra/

Skoro dałaś przypis pod tekstem, umieszczenie w tym miejscu autora nie jest potrzebne - dodaj cyferkę i wystarczy. Jednocześnie "skasuj zbędne akapity", żeby cytat widniał w takiej postaci:
Cytat:
może mi jesz­cze ktoś lub coś
da drugą szan­sę zwaną ży­ciem
nie­waż­ne dia­beł bóg czy los1…

W komentarzach nie wchodzą zmniejszone cyferki, ale zaznaczyłam dla pamięci.

Cytat:
Cho­ciaż spę­dzi­łam wspa­nia­ły dzień z An­to­ni­ną(,) czuję się pusta,

Cytat:
Ski­nę­łam głową i mi­nąw­szy ją(,) wkro­czy­łam do ga­bi­ne­tu.

Cytat:
Dys­kret­nie się ro­zej­rza­łam: na ścia­nach wi­sia­ły sta­ro­świec­kie czar­no - białe fo­to­gra­fie, zaj­mo­wa­ły krót­szą ścia­nę,

- czarno-białe -
Cytat:
o hoj­nie przy­pró­szo­nych si­wi­zną

Nie pasuje mi to "hojnie". Czy zresztą musi tu być dookreślenie?
Cytat:
- Cała przy­jem­ność po mojej stro­nie - ode­zwał się

Myślniki.
Cytat:
Cof­nął się o krok, przed­sta­wił się nie­wy­raź­nie, uśmie­cha­jąc się,

Cytat:
Sta­łam tak(,) jak nie­szczę­ście(,) wpa­trzo­na w męż­czy­znę i nie wie­dzia­łam, co po­wie­dzieć.

Może "istne nieszczęście"?
Cytat:
Je­ste­śmy sami?()- (p)rze­mknę­ło(.)()- Mój ad­wo­kat nie

Dodaj spacje, zmień na myślniki, dodaj kropkę i możesz uzupełnić: przemknęło mi przez głowę.
Cytat:
brwi i się ro­ze­śmiał się krót­ko,

Cytat:
zwra­ca moją uwagę - dość spo­tka­łam w życiu za­ro­zu­mia­łych( )urzęd­ni­ków -( )coś w wy­glą­dzie.

Zmień na myślniki i usuń zbędne spacje.
Cytat:
wpa­try­wa­li­śmy się w sie­bie. Moje wnętrz­no­ści skrę­ca­ły się w spi­ra­le, kwas pod­cho­dził do gar­dła.( )Za­dzwo­ni­ła ko­mór­ka. Prze­pro­sił mnie grzecz­nie i ode­brał te­le­fon. Pra­wie nic nie mówił, ale z każdą se­kun­dą robił się coraz blad­szy,

- patrzyliśmy na siebie - i nie ma "się".
Lepiej brzmi: bledszy.
Sprawdź w tekście nadmierne spacje.
Cytat:
Tymi sło­wa­mi za­koń­czył roz­mo­wę i wsty­dli­wie ukrył te­le­fon w kie­sze­ni ma­ry­nar­ki.

Przemyśl tę sytuację - zazwyczaj tego rodzaju ludzie nie rozmawiają w obecności innych, a tym bardziej w obecności poszkodowanych. Usuń go gdzieś na bok, niech podejdzie do okna, odwróci się tyłem, żeby do Karoline dobiegały tylko strzępki rozmowy. Będzie brzmiało bardziej wiarygodnie.
Cytat:
– Chyba mówię wy­raź­nie?

Kropka, a nie pytajnik - to stwierdzenie.
Cytat:
– Gdzie on teraz jest( )?

Bez spacji ().
Cytat:
Kiedy jeden ze stra­ża­ków wal­czą­cych z po­ża­rem, po­pro­sił

Bez przecinka.
Cytat:
Dziel­na z pani, dziew­czy­na.

Bez przecinka.
Cytat:
i sta­łam(,) z tru­dem trzy­ma­jąc pion,

Cytat:
(–) Prze­stań, tak do mnie mówić, ty gnoj­ku! Wszyst­ko spryt­nie ukar­to­wa­łeś, tra­cisz twarz - po­my­śla­łam podi­ry­to­wa­na.

Bez myślnika (-), zmień na myślnik, daj kursywę.
Cytat:
Na­je­ży­łam się, przy­glą­da­jąc się wy­mow­nie.

Cytat:
– Nie dam panu, żad­nej od­po­wie­dzi

Bez przecinka.
Cytat:
Kiedy to mó­wi­łam, (zaczął) ogar­nia(ć) mnie spo­kój,


Przepraszam, Mrówko, ale nagle mnie odwołano - do zobaczenia później. :)
JOLA S. dnia 08.11.2017 19:13
Uciekła odpowiedź, sorry. :)
Milu, za Twoją radą wstawiłam nowy fragment. Zerknij przy okazji, proszę. :)
Miladora dnia 09.11.2017 00:06
No to zerkam i lecę dalej. :)

Cytat:
może mi jesz­cze ktoś lub coś

da drugą szan­sę zwaną ży­ciem

nie­waż­ne dia­beł bóg czy los1

Zmniejsz tę podwójną interlinię. ;)

Cytat:
Prze­gar­nę­łam ner­wo­wo włosy. Coś w tym czło­wie­ku zwra­ca(ło) moją uwagę, na pewno w wy­glą­dzie. Dość spo­tka­łam w życiu za­ro­zu­mia­łych urzęd­ni­ków.

Popraw w ten sposób, z kursywą, jeżeli koniecznie chcesz.

Cytat:
Cisza. Mil­cząc, pa­trzy­li­śmy na sie­bie. Moje wnętrz­no­ści przy­po­mi­na­ły spi­ra­le, kwas pod­cho­dził do gar­dła, ale wy­trzy­ma­łam, ale nie od­wró­ci­łam wzro­ku. Za­dzwo­ni­ła ko­mór­ka. Prze­pro­sił mnie grzecz­nie i ode­brał te­le­fon. Pra­wie nic nie mówił, ale z każdą se­kun­dą robił się coraz bled­szy, ręce mu drża­ły. Tym przy­kuł moją uwagę, za­czę­łam go dys­kret­nie ob­ser­wo­wać i słu­chać z za­in­te­re­so­wa­niem, by za­spo­ko­ić cie­ka­wość. Czu­łam się nie­swo­jo, ale nikt mnie nie zmu­szał do opusz­cze­nia ga­bi­ne­tu. Mój in­stynkt, jakiś sy­gnał, pod­po­wia­dał, że coś za­szło nie po jego myśli. Uni­kał mnie wzro­kiem, ner­wo­wo prze­stę­pu­jąc z nogi na nogę. Szyb­ko stało się jasne, że moja obec­ność go krę­pu­je, nie wie­dział, co ze sobą zro­bić, zo­stać czy wyjść, naj­chęt­niej wla­zł­by pod dywan. O co cho­dzi? Coś mnie za­nie­po­ko­iło.

O ten fragment chodziło?
Jeszcze za mało - za grzecznie i za dużo o Karoline - nadaj temu więcej dramatyzmu, niech ona obserwuje, jak on podchodzi do najdalszego okna i odwraca się plecami, ścisza głos i patrzy niespokojnie przez ramię, gdzie jest i czy słyszy. Niech do jej uszu dobiegają tylko strzępki rozmowy. Daj też więcej niedomówień w jego opowieści o synu, niech nie wykłada wszystkiego na ławę, bo nie pasuje do tego typu człowieka, by beztrosko zdradzał poszkodowanej przez syna osobie tajemnice, które mogą dać jej dodatkową broń do ręki.
Przemyśl tę scenę, żeby była bardziej wiarygodna psychologicznie. Bardziej intrygująca. :)
I popraw to, co już wypunktowałam, a gdy skończysz, wrócę, sprawdzę i pójdziemy dalej.
To nie może być zrobione po łebkach. :)

Buldog cmoka serdecznie. :)
JOLA S. dnia 09.11.2017 04:41
Tak jest. Wszystko da się załatwić! :) Proszę, oto jest, słowo stało się ciałem! ;) Interlinię zostawiam na później, sorry.

Odcmokuję serdecznie i odmeldowuję się. :)

Mrówka
Kazimierz Siluch dnia 09.11.2017 09:08
Przeczytałem tekst i lubię cosik zostawić pod nim. Więc podoba mi się ten pomysł z wysadzeniem w powietrze stacji benzynowej. Dla mnie to znaczy jaki jest ten świat kruchy i wyobrażam to sobie jako bombę atomową z zapalnikiem na której siedzę i mogę ten zapalnik jednym ruchem reki odbezpieczyć.

Dziękuję. Mi się podoba.
W zasadzie to ja też jestem wciąż początkujący w tworzeniu prozy z materii słowa. ;)
Miladora dnia 09.11.2017 19:13
No i już ten fragment wygląda lepiej, Mrówciu. :)

Lecimy od początku:
Cytat:
Cho­ciaż spę­dzi­łam wspa­nia­ły dzień z An­to­ni­ną(,) czuję

Cytat:
prosi do ga­bi­ne­tu - oznaj­mi­ła młoda

Czego brakuje? ;)

Cytat:
Ski­nę­łam głową i mi­nąw­szy ją(,) wkro­czy­łam do

Cytat:
czar­no – białe fo­to­gra­fie

- czarno-białe -

Cytat:
- Cała przy­jem­ność po mojej stro­nie - ode­zwał się

Czego brakuje?

Cytat:
Cof­nął się o krok, przed­sta­wił się, uśmie­cha­jąc się

To jest tzw. sięjąza, a buldog jej okropnie nie lubi. ;)

Cytat:
sta­łam jak istne nie­szczę­ście(,) wpa­trzo­na w męż­czy­znę i nie wie­dzia­łam,

- Tkwiłam w miejscu jak istne nieszczęście, wpatrzona w mężczyznę, i nie wiedziałam, co... -

Cytat:
Je­ste­śmy sami? – prze­mknę­ło przez głowę. – Mój ad­wo­kat nie po­ja­wiał się i nawet mnie nie uprze­dził?

Popraw jak wyżej.

Cytat:
brwi i się ro­ze­śmiał się krót­ko,

Buldog się zakrztusił - usuń pierwsze.

Cytat:
Coś w tym czło­wie­ku zwra­ca moją uwagę, na pewno w wy­glą­dzie. – Rzu­ci­ło się w oczy. – Dość za­ro­zu­mia­łych urzęd­ni­ków.
Prze­gar­nę­łam ner­wo­wo włosy(.)

Wywal i uzupełnij następne zdanie.

Cytat:
widać było po mi­mi­ce twa­rzy,

Albo po mimice, albo po twarzy.

Cytat:
dys­kret­nie ob­ser­wo­wać i słu­chać z za­in­te­re­so­wa­niem.

Zbędne dopowiedzenie.

Cytat:
Cie­ka­we? Gdzie po­dzia­ła się( )de­li­kat­ność, ale pozer –( )po­my­śla­łam

Zmień na - Interesujące... - nie będzie rymu.
Popraw spacje.

Cytat:
– Zo­sta­ję, nikt mnie nie zmu­sza do opusz­cze­nia ga­bi­ne­tu!

Do kosza.

Cytat:
że coś (jest) nie tak, nie po jego myśli.

Uzupełnij.

Cytat:
– Bła­gam... – (i) na­tych­miast się( )po­pra­wił. – Żądam, musi się coś()... - rzu­cił

Popraw zapis, spacje i myślnik.

Cytat:
Brzmia­ło jak ostrze­że­nie, zdra­dza­ło, jak bar­dzo

- zdradzając -

Cytat:
Nie wiem(,) ile to trwa­ło.

Cytat:
wy­cią­gnął chu­s­tecz­kę z we­wnętrz­nej kie­sze­ni i ocie­rał czoło.​cicho jęk­nął.

- otarł -
Usuń podkreślone.

Cytat:
Głos( )w słu­chaw­ce te­le­fo­nu nie prze­sta­wał trzesz­czeć.

Miej litość nad buldogiem - pilnuj spacji.

Cytat:
– Po­pro­szę o wię­cej szcze­gó­łów! – cicho jęk­nął.

- wycedził, z trudem panując nad sobą. -

Cytat:
– Za­bi­ję szcze­nia­ka, okry­wa mnie hańbą.( )Mu­sia­łem wal­czyć zę­ba­mi i pa­zu­ra­mi()... Nie je­ste­śmy tacy sami, ani( )do sie­bie po­dob­ni...

Auć!

Cytat:
Tymi sło­wa­mi za­koń­czył roz­mo­wę i na­tych­miast jej po­ża­ło­wał, za­uwa­ży­łam to po wsty­dli­wym ge­ście(,) z jakim cho­wał te­le­fon w kie­sze­ni ma­ry­nar­ki.

Podkreślone do kosza.
- z jakim wsunął telefon w kieszeń marynarki. -

Cytat:
On dla mnie jest wszyst­kim. Jest pani ko­bie­tą, to może zro­zu­mie pani ojca. To mój syn...()w panią wje­chał.

Do kosza. Dodaj spację.

Cytat:
Gdy przy­je­cha­ła straż po­żar­na(,) nie ru­szył się

Cytat:
ra­to­wać bu­dyn­ki,( )sa­mo­cho­dy spa­li­ły się

Auć!

Cytat:
– Gdzie on teraz jest? – za­py­ta­łam od­ru­cho­wo.
Z tru­dem prze­ły­ka­łam ślinę, ale nie da­wa­łam za wy­gra­ną.

- rzuciłam odruchowo -
- przełknęłam -
- nie dałam -

Cytat:
Usi­ło­wał się się uśmiech­nąć,

Cytat:
Dziel­na z pani dziew­czy­na. – dodał na od­czep­ne­go i

za­czął mru­żyć oczy.

Do kosza i inaczej sformułuj zdanie z tym mrużeniem.

Cytat:
Czy w jego spoj­rze­niu widać było uzna­nie? Bzdu­ra!

Do kosza.

Cytat:
(–) Myśli o czymś po­waż­nym i coś kom­bi­nu­je. (–) To mi się nie wy­da­je.

Do kosza.
Wpada na "studiuje" - rozważa.

Cytat:
No i jak, zo­sta­nie­my przy­ja­ciół­mi? Co pani o tym sądzi?

Usuń i połącz zdania.

Cytat:
Uzmy­sło­wił mi, wstrzy­ma­łam od­dech.

Uzmysłowiłam to sobie i wstrzymałam oddech.

Cytat:
za­ci­snę­łam szczę­ki i pię­ści.

Do kosza.

Cytat:
Prze­stań(,) tak do mnie mówić, ty gnoj­ku! Wszyst­ko spryt­nie ukar­to­wa­łeś, tra­cisz twarz - po­my­śla­łam podi­ry­to­wa­na.

Bez (,) i daj myślnik.
- poirytowana -

Cytat:
Za­pew­ne pan się spie­szy do syna?

Daj wielokropek, a nie pytajnik.

Cytat:
– To mnie pan ma za idiot­kę! Zo­ba­czy­my się na sali są­do­wej. Że­gnam.

Do kosza.

Cytat:
Kiedy to mó­wi­łam, zaczął ogar­niać mnie spo­kój, ula­ty­wa­ło w nie­byt na­pię­cie.

Popraw jak wyżej.

Cytat:
De­ner­wo­wać się(,) to mścić sięna wła­snym zdro­wiu za głu­po­tę in­nych,

- to zemsta na własnym zdrowiu -

Cytat:
Wsta­łam i wy­szłam z kan­ce­la­rii. Wra­ca­łam do domu w zu­peł­nie innym na­stro­ju, mimo że, wie­dzia­łam,

Cytat:
Nie byłam pewna(,) jak moja spra­wa

Cytat:
nikt mnie nie od­bie­rze, był to sza­cu­nek do samej sie­bie.

- nikt mi -
Rym.

No to mamy ponownie pierwszą połowę. :)
Staraj się nie pomijać niczego przy poprawianiu, bo spacje i myślniki mogą wykończyć nawet buldoga. ;)
A teraz idziemy odsapnąć, zostawiając cmoka. :)
JOLA S. dnia 09.11.2017 21:50
Milu,
piękny widok i jak wartko płyną słowa. :) :) Super, jestem zachwycona. Nikt mnie nie chwali, to muszę sama. ;)

Nareszcie, chwila wolnego i jeszcze łyczek Krupniku i znowu będę pod bronią. :yes:

CMOK. :)
Miladora dnia 10.11.2017 14:51
JOLA S. napisała:
Nikt mnie nie chwali,

Buldog nie jest od chwalenia, tylko od ścinania. :)))

No to spuszczam go ze smyczy. Jezuuuu, jak wysoko! ;)

Cytat:
chcia­łam się nad nim po­chy­lić, za­sta­no­wić się, co robić dalej.

Usuń.
Cytat:
owsian­ką, a ra­chun­kiem

Bez przecinka.
Cytat:
Nie­któ­re (z) ubrań świe­ci­ły praw­dzi­wy­mi dziu­ra­mi.

Dodaj "z". A są nieprawdziwe dziury? ;)
Cytat:
do­brze! - po­wie­dzia­łam

Cholerne dywizy! Sprawdź tekst do końca i wymień.
Cytat:
her­ba­ty, usia­dłam na krze­śle w kuch­ni i pa­trzy­łam jak pa­ru­je.

- herbaty i usiadłam na krześle, patrząc jak paruje - wtedy nie ma niezgodności czasów.
Cytat:
– Jutro po­roz­ma­wiam z Mar­kiem, zo­ba­czy­my(,) na co mnie stać, dłu­żej nie mogę być na jego utrzy­ma­niu. Su­mie­nie za­czy­na mnie mę­czyć. No tak, muszę po­cze­kać(,) ma waż­niej­sze spra­wy, wkrót­ce czeka go ope­ra­cja. Wszyst­ko, co mi za­przą­ta umysł(,) musi po­cze­kać, wy­sty­gnąć jak moja her­ba­ta.

Bez myślnika na początku - to myśli, więc możesz dać kursywę.
Cytat:
było miłe, za­mknę­łam oczy. Mie­wa­łam takie chwi­le coraz czę­ściej.

- miewałam takie momenty -
Cytat:
Cza­sem wy­obra­żam sobie, że Vic­tor mnie do­ty­ka, ca­łu­je, kocha się ze mną – wy­szep­ta­łam.

Do kosza. I zmień czas na przeszły - Czasem wyobrażałam sobie...
Cytat:
Seks do­da­wał pew­no­ści sie­bie i tę tę­sk­no­tę też muszę zno­sić.

- musiałam -
Cytat:
prze­szedł mnie zna­jo­my dreszcz na skó­rze.

Do kosza.
Cytat:
Po dłu­żej chwi­li wy­ry­wa­łam się z objęć ma­rzeń.

- po długiej lub dłuższej chwili -
- wyrwałam się - nie skacz po czasach.
Cytat:
Błą­ka­łam się po miesz­ka­niu, prze­le­wa­ły się go­dzi­ny,

Bez drugiego.
Cytat:
– Ech! Ostat­nio życie tak wiele ode mnie chce.

Do kosza, zdanie linijkę wyżej i czas przeszły - chciało.
Cytat:
– To cho­ler­nie po­pie­przo­na spra­wa – do­rzu­ci­ła.

Bez myślników, bez dorzuciła i linijkę wyżej.
Cytat:
- Też, tak sobie po­my­śla­łam, masz rację(,) spra­wa jest po­pie­przo­na

Bez przecinka.
Cytat:
Śmiesz­ne, praw­da? – kon­ty­nu­owa­łam. – Osku­bał

Nie skacz po czasach - daj: stwierdziłam.
Cytat:
Moje palce wokół te­le­fo­nu (s)po­ci­ły się, chcia­łam roz­mo­wę za­koń­czyć jak naj­szyb­ciej, byłam bli­sko wy­bu­chu. Mia­łam wszyst­kie­go dosyć, pra­gnę­ła(m) żyć, ko­chać, ma­lo­wać! Od ty­go­dnia nie byłam na uczel­ni, zro­bi­ły mi się za­le­gło­ści. An­to­ni­na jest mi życz­li­wa, ale ile razy można mie­lić w kółko ten sam temat – po­my­śla­łam.

- zakończyć rozmowę -
Dodaj litery i kursywę.
Cytat:
Cią­gnę­ła dalej.

Do kosza.
Cytat:
- Ka­ro­li­ne, teo­ria two­je­go me­ce­na­sa o umo­wie z klau­zu­lą po­uf­no­ści zgrzy­ta. To chwyt po­ni­żej pasa. Nie­zwłocz­nie po­win­naś pod­jąć słusz­ne kroki. Scho­waj dumę do kie­sze­ni – dodała po chwili.

Uzupełnij w ten sposób.
Cytat:
po­waż­niej­sze spra­wy (już) pro­wa­dził.

Dodaj.
Cytat:
Wy­obra­ża­łam sobie(,) (że) zdo­bę­dę sty­pen­dium.

Popraw jak wyżej.
Cytat:
o ka­te­drę No­tre- Dame, usy­tu­owa­ną na wy­spie na rzece, zwa­nej ofi­cjal­nie Île de la Cité.

- Notre-Dame -
Do kosza razem z przecinkiem. Można ewentualnie dać - na wysepce.
Cytat:
gdy go widzę(,) uśmie­cham się sze­ro­ko, to był naj­lep­szy po­mysł, jaki wpadł mi wtedy do głowy. Za­zna­czy­łam swoją obec­ność na murze, ot tak(,) dla hecy.

Cytat:
Świat po­zo­stał(,) jest ten sam, nic się nie zmie­ni­ło.

Cytat:
tuż obok, ktoś na­ry­so­wał dru­gie­go

Bez przecinka.
Cytat:
ta­kich sa­mych rze­czy, ani ludzi

Bez przecinka.
Cytat:
Na skrzy­żo­wa­niu ulicy Je­an­ne d’Arc z bul­wa­rem Au­riol(,) na jed­nym z wie­żow­ców(,) wid­nie­je wiel­kie na 40 me­trów graf­fi­ti, nosi tytuł

- przy skrzyżowaniu -
- widnieje wielkie, czterdziestometrowe graffiti; nosi tytuł -
Cytat:
Roz­pie­ra mnie cie­ka­wość(,) na pewno jej nie od­pusz­czę.

Cytat:
Ukształ­to­wał je­dy­ny(,) nie­po­wta­rzal­ny styl

Cytat:
skoń­czył z pa­trze­niem na ko­bie­tę jak na ma­ne­ki­na. Ko­bie­ty z jego

Dużo tych kobiet. Na płeć piękną jak na manekiny?
Cytat:
je­że­li nie w kształ­tach(,) to w uśmie­chu, spoj­rze­niu, fry­zu­rze. Ro­zu­miem, dla­cze­go Le­onar­do da Vinci tak lubił ry­so­wać ko­bie­ce włosy. Aby to robić do­brze(,) ca­ły­mi dnia­mi

Cytat:
Chcia­ła­bym kie­dyś(,) jak New­ton(,) odejść od mo­de­lu słod­kiej ko­biet­ki–mo­ty­la.

Cytat:
bytu i ni­co­ści, by­ła­by nader

Bez przecinka.
Cytat:
Ten widok na­peł­nił (mnie) ener­gią, aż po­kle­pa­łam się po po­licz­ku(,) i wtedy po­czu­łam, że zo­sta­wiam za sobą stary smut­ny świat. To nie były czary. Tak, na­de­szła pora(,) by wzbić się ku górze tak jak one

Wzbijanie zawsze jest w górę - to pleonazm. Daj - by wzbić się wyżej, tak jak one,
Cytat:
na­dzie­ja ogar­nę­ła naj­mniej­szy ka­wa­łek ciała.

Niezręczne. Nadzieja przepoiła każą cząstkę ciała?
Cytat:
? – (o)d­bie­ram go wy­obraź­nią,

Bez pytajnika.
Cytat:
od­zwier­cie­dla­ją praw­dę()2.

Bez spacji.
Cytat:
Nagle nie­strasz­na mi się stała żadna z prób,

Bez kursywy, bo to nie cytat, i bez przecinka
Cytat:
poza nocą nie­ist­nie­nia1.

Kropka niżej.
Cytat:
Mi­ło­ści mówię tak, sta­rej kli­szy1 zde­cy­do­wa­ne nie, prze­cież życie nie­wy­peł­nio­ne mi­ło­ścią jest puste, rów­nie do­brze można nie żyć wcale()...2wy­szep­ta­łam.

Chyba tak powinna wyglądać kursywa.
- szepczę -
- 2 po słowie "wcale", bez spacji i dopiero wielokropek -
Cytat:
A, wła­ści­wie, czym są słowa?

Bez przecinków.
Cytat:
1 - frag­men­ty wier­sza ”eter­nal song” - autor Mi­la­do­ra, Por­tal Pi­sar­ski

2 - z li­stów Vin­cen­ta van Gogha do brata Theo

Zmniejsz interlinię i daj kursywę.

No to mamy dwunastkę za sobą, ale buldog mówi, że jeżeli znajdzie jeszcze jeden dywiz w tekstach, to Cię ugryzie. :)
Idę mu dolać krupniku do kawy, bo się nabiegał. :)
Cmok.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
14/12/2017 02:13
Do koszyczka, Hope. :) Tak - to jest wiersz, na który… »
skroplami
14/12/2017 01:14
"czy tego chcesz, czy NIE, zo­sta­niesz sobą… »
skroplami
14/12/2017 00:54
Dziś mało słów a mnóstwo treści, no spotykam :). W kolejnym… »
Skuul
14/12/2017 00:50
Ściągnąłem pełnego pdf-a, zapowiada się ciekawie, poczytam w… »
skroplami
14/12/2017 00:46
Dziękuję :). Że tym razem tak szybko "odcinek"… »
skroplami
14/12/2017 00:33
Dobra Cobra to ma oko ;), tyle widzi. Ale nie jest samotny,… »
skroplami
14/12/2017 00:19
Normalnie klasyka, współczesna. A kobiety są różne, mnóstwo… »
Skuul
14/12/2017 00:04
Mnie również wystraszyła długość tekstu, jednak dzisiaj w… »
Protimus
13/12/2017 23:11
Z tego co sprawdziłem twój tekst ma ponad dwadzieścia… »
Protimus
13/12/2017 22:44
Ogólnie bardzo dużo powtórzeń. Nie musisz cały czas nazywać… »
Miladora
13/12/2017 21:30
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :) »
Niczyja
13/12/2017 20:49
Maaczku, mimo całej mojej dobrej woli, sympatii dla Ciebie i… »
al-szamanka
13/12/2017 20:48
Uff, już sobie wyobrażam jak te niedokończenia muszą o… »
Opheliac
13/12/2017 20:07
Bardzo w moim klimacie. Podoba mi się szczególnie: oraz… »
hopeless
13/12/2017 17:11
Miladora - i dużo sprawniejszy:) Oczywiście do koszyczka:)»
ShoutBox
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
  • Esy Floresy
  • 12/12/2017 21:20
  • Grzeczna - to pojęcie względne ;)
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 15:56
  • Już jestem grzeczna.CMOK:)
  • Miladora
  • 12/12/2017 15:17
  • Dziewczyny - nie rozdwoję się, wszystko po kolei. :)
  • Silvus
  • 12/12/2017 12:23
  • @Carve, zobacz kategorię bezpośrednio w "Bibliotece" -> [link]
  • Carvedilol
  • 12/12/2017 12:17
  • Jak teraz można podglądnąć teksty dodane do wirtajek a jeszcze nie zaklepane - bo teraz automatycznie na stronę wirtajki przerzuca
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 11:56
  • "Księga Wspomnień Myszy" czeka na korektę. :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Cartayase2n
Wspierają nas