Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 12. Spotkanie - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 12. Spotkanie
A A A

 

może mi jeszcze ktoś lub coś 

da drugą szansę zwaną życiem

nieważne diabeł bóg czy los…*

 

****

Trzecia na ranem. Powróciła bezsenność, uważa się za moją najlepszą przyjaciółkę.Prawie nie spałam, leżę zwinięta w łóżku i wpatruję się w ścianę, zawieszona gdzieś między niebem a piekłem. Na samą myśl o dzisiejszym spotkaniu robi mi się gorąco. Boję się konfrontacji z tym draniem. Wcale nie jestem dzielna, a on wygląda na starego wyjadacza. Takim zawsze jest mało i nie mają skrupułów. Coś przy drzwiach szeleści? To tylko Kuba, ale mnie przestraszył! Och ta bezsenność! Będę miała podkrążone oczy i trudności z koncentracją.Co mi jest? Znowu wszystko widzę w czarnych barwach. Chociaż spędziłam wspaniały dzień z Antoniną czuję się pusta, zużyta, bezwolna, niepotrzebna, jakby w moich żyłach stała woda. Niepojęte… Muszę przez to przejść, nie mam wyjścia. Wiercę się w łóżku, zrzucam kołdrę, boksuję się z poduszkami. Zatruwają mnie pytania, przeraża to, co czuję. Mecenas skłaniał mnie, żebym mu zaufała. Zakpił sobie ze mnie? Nie potrafię powstrzymać się od takich myśli.


****

- Pani Karoline Eluard?

Otarłam spocone ręce o spodnie i podniosłam się niespiesznie z krzesła.

- Tak - odparłam zdecydowanie zbyt szybko.

– Pan mecenas prosi do gabinetu - oznajmiła młoda sekretarka.

Posłałam jej słaby, nerwowy uśmiech.

– Dziękuję!

Ruszyła przede mną długim korytarzem, kołysząc biodrami. Nasze kroki tłumił puszysty, szary dywan. Sekretarka zatrzymała się przy drzwiach na końcu korytarza i otwarła je, zapraszając do środka ruchem ręki. Skinęłam głową i minąwszy ją wkroczyłam do gabinetu. Dyskretnie się rozejrzałam: na ścianach wisiały staroświeckie czarno - białe fotografie, zajmowały krótszą ścianę, od razu rzucały się w oczy. Przystojny, szczupły mężczyzna w średnim wieku, o hojnie przyprószonych siwizną włosach, na mój widok podniósł się z fotela.

- Cała przyjemność po mojej stronie - odezwał się przytłumionym głosem.

Wyciągnęłam dłoń, on ją delikatnie uścisnął. Cofnął się o krok, przedstawił się niewyraźnie, uśmiechając się, a jego wzrok przebiegł w dół mojego ciała. Zamarłam, wstrzymując oddech, ręce wepchnęłam do kieszeni. Ubrana byłam w stary, niemodny żakiet, czarne dżinsy i szpilki. Stałam tak jak nieszczęście wpatrzona w niego i nie wiedziałam, co powiedzieć. Był szykownie odziany, pasował do nieskazitelnie urządzonego wnętrza gabinetu. Szary garnitur w prążki wyglądał na kosztowny, na pewno był szyty na miarę. W gabinecie stała kanapa i trzy fotele. A byliśmy sami?! Mój adwokat nie pojawiał się i nawet mnie nie uprzedził! Bałam się usiąść na kanapie, byłam okropnie speszona. Kiedy się w końcu odezwałam, spytałam tylko:

- Dlaczego?

Zmarszczył gęste, czarne brwi i się roześmiał się krótko, z nutą zaskoczenia.

- Chce pani wie­dzieć?

Przegarnęłam nerwowo włosy. Coś w tym człowieku zwracało moją uwagę - dość spotkałam w życiu zarozumiałych urzędników - ale coś w wyglądzie. Teraz rzuciło mi się w oczy.

- Pan wybaczy, mam swoje powody.

Cisza. Milcząc, wpatrywaliśmy się w siebie. Moje wnętrzności skręcały się w spirale, kwas podchodził do gardła. Zadzwoniła jego komórka. Przeprosił mnie grzecznie i odebrał telefon. Prawie nic nie mówił, ale z każdą sekundą robił się coraz bladszy, ręce mu drżały.

– Błagam, musi dać się coś zrobić.

 Wyciągnął chusteczkę z wewnętrznej kieszeni i cicho jęknął. Mina, która od początku mnie denerwowała, zniknęła. Głos w słuchawce telefonu nie przestawał trzeszczeć.

– Zabiję szczeniaka. Musiałem walczyć zębami i pazurami o wszystko, co osiągnąłem. Nie jesteśmy tacy sami, ani  do siebie podobni.

Tymi słowami zakończył rozmowę i wstydliwie ukrył telefon w kieszeni marynarki.

- On dla mnie jest wszystkim. Jest pani kobietą, to może zrozumie pani ojca. To mój syn w panią wjechał.

– Co takiego?

- Chyba mówię wyraźnie? Coś z Augustinem jest nie tak. Zeszłej nocy oblał benzyną stację obsługi Renault w Ruiel, rzucił zapałkę i usiadł na ławce. Gdy przyjechała straż pożarna, nie ruszył się z miejsca. Było za późno, żeby ratować budynki,  samochody spaliły się, co do jednego. Strat nie oszacowano, jest za wcześnie, ale podobno są ogromne. Dyżurny oficer właśnie mnie o tym poinformował.

- Gdzie on teraz jest ?

- Na posterunku policji. Kiedy jeden ze strażaków walczących z pożarem, poprosił, żeby się oddalił od ognia, odparł, że podziwia swoje dzieło. Augustin przyznał się do podpalenia, aresztowali go. Jestem tym zdruzgotany. Syn jest nieletni, sąd go wyśle do poprawczaka. Nie pomogę mu, nie mogę, nie tym razem!

Nie takiej reakcji oczekiwałam. Byłam w szoku, odebrało mi mowę.

- Jeszcze po tamtym incydencie nie pozbierałem się, nie byłem gotów na dzisiejszą rozmowę. Przepraszam. Dzielna z pani, dziewczyna.

Potrząsnął głową, zmrużył oczy. Rozważał coś. - Ten wzrok. Czy w jego spojrzeniu widać było uznanie? Nie, nie mogę mu odpuścić, to by mnie zabiło! Wsunął  dolną wargę w zęby i czekał. Też nabrałam wody w usta i stałam z trudem trzymając pion, zrobiło mi się niedobrze.

- Wiem, że pani studiuje, ufunduję hojne stypendium, podpiszemy umowę. Wszystko da się załatwić! Proszę! Rozumiemy się? Syn poniesie karę. Trochę przypomina zachowaniem swoją stukniętą matkę. Rozwodzimy się. No i jak, zostaniemy przyjaciółmi?

Oczywiste kłamstwo! Ton jego głosu był zimny, aż się wzdrygnęłam. Zacisnęłam szczęki i pięści.

– Przestań, tak do mnie mówić, ty gnojku! Wszystko sprytnie ukartowałeś, tracisz twarz - pomyślałam podirytowana.

Nie umiałam odczytać wyrazu jego twarzy. Najeżyłam się, przyglądając się wymownie.


- Nie dam panu, żadnej odpowiedzi, a na pewno nie dziś. Muszę to wszystko spokojnie przemyśleć i omówić z moim adwokatem. Zapewne pan się spieszy do syna?

Mężczyzna bezgłośnie uderzał wypielęgnowanymi palcami jednej ręki o palce drugiej.

- Czułem, że pani to powie. Rani mnie, ale mimo wszystko go kocham, to mój jedyny syn. Straszny głupiec ze mnie, większy, niżby się wydawało.

- To mnie pan ma za idiotkę! Zobaczymy się na sali sądowej. Żegnam.

Kiedy to mówiłam, ogarniał mnie spokój, ulatywało w niebyt napięcie. Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych, szkoda, że tak późno doszłam do tego wniosku. Uśmiechnął się i zrobił taki gest, jakby zamykał usta na klucz i go wyrzucał. Wstałam i wyszłam z kancelarii. Wracałam do domu w zupełnie innym nastroju, mimo, że wiedziałam, że będę musiała stawić czoło niewiadomej. Nie byłam pewna jak moja sprawa potoczy się dalej. Mimo to uśmiechałam się, podtrzymując w sobie ogień. Czułam, że stało się coś, czego nikt mnie nie odbierze, był to szacunek do samej siebie. Nie ma większej siły. Nie ma.

****

Następnego dnia zaszyłam się w domu, potrzebowałam ciszy i samotności. Mój czas ostatnimi dniami był bezlitośnie rzeczywisty, chciałam się nad nim pochylić , zastanowić się co robić dalej. Utknęłam gdzieś między owsianką, a rachunkiem do zapłacenia za wodę. Cóż, proza życia. Nakarmiłam kota, zrobiłam porządek w kasetach z farbami i w szafie. Przy okazji odkryłam, że wkrótce będę musiała sobie kupić parę nowych rzeczy. Niektóre z moich ubrań świeciły prawdziwymi dziurami. Smutna prawda, wydałam wszystkie oszczędności, nie było ich wiele, za to wydatków mnóstwo i jeszcze ten szpital.

- Karoline, wszystko będzie dobrze! - powiedziałam do swego odbicia w lustrze.

Zaparzyłam filiżankę mocnej herbaty, usiadłam na krześle w kuchni i patrzyłam jak paruje. Moje myśli nie były wesołe:

- Jutro porozmawiam z Markiem, zobaczymy na co mnie stać, dłużej nie mogę być na jego utrzymaniu. Sumienie zaczyna mnie męczyć. No tak, muszę poczekać teraz ma ważniejsze sprawy, czeka go operacja. Wszystko, co mi zaprząta umysł musi poczekać, wystygnąć jak moja herbata.

Tak bardzo chciałam się teraz do kogoś przytulić  tu i  natychmiast. Poczułam, że się rumienię. Ciepło na policzkach było miłe, zamknęłam oczy. Miewałam takie chwile coraz częściej.

 Zanosi się, że umrę z samotności **. Czasem wyobrażam sobie, że Victor mnie dotyka, całuje, kocha się ze mną - wyszeptałam.

Seks dodawał mi pewności siebie i tę tęsknotę też muszę znosić. Umysł mnie ostrzegał, ale sama myśl o seksie wywołała określony skutek, przeszedł mnie znajomy dreszcz na skórze. Po dłużej chwili wyrywałam się z objęć marzeń. Echo bólu i rozczarowania Victorem jeszcze nie wybrzmiało, było silniejsze od pragnień. Błąkałam się po mieszkaniu, przelewały się godziny, próbowałam czytać, ale wszystko na nic.

- Ech! Ostatnio życie tak wiele ode mnie chce.

W samo południe zabrzęczała komórka. Rzuciłam okiem na wyświetlacz, odstawiłam filiżankę z zimną herbatą. Ulżyło mi, to była Antonina.

- Miałam do ciebie przyjechać, pogadać, ale coś mi ważnego wypadło, stare kłopoty z mieszkaniem. Skarbie, przepraszam! Karoline, wszystko przemyślałam, radzę ci zmienić adwokata. Coś tu moim zdaniem śmierdzi. A pożar w Ruiel, o którym  wspomniałaś, faktycznie miał miejsce, oglądałam wiadomości w telewizji.

- To cholernie popieprzona sprawa - dorzuciła.

- Też, tak sobie pomyślałam, masz rację sprawa jest popieprzona i z daleka śmierdzi. Mój mecenas schował głowę niczym struś w piasek. Co z niego za przyjaciel? Powiedział mi przez telefon, że nie potrafi ogarnąć zagadnienia. Dał plamę. Śmieszne, prawda? - kontynuowałam. - Oskubał mnie do ostatniego piórka i zrobił ze mnie rosół. Nie chcę go znać!

Moje palce wokół telefonu pociły się, chciałam rozmowę zakończyć jak najszybciej, byłam blisko wybuchu.

- Mam wszystkiego dosyć, pragnę żyć, kochać, malować! Od tygodnia nie byłam na uczelni, robią mi się coraz większe zaległości. Antonina jest mi życzliwa, ale ile razy można mielić w kółko ten sam temat.

Antonina ciągnęła dalej.

- Karoline, teoria twojego mecenasa o umowie z klauzulą poufności zgrzyta. To był chwyt poniżej pasa. Niezwłocznie powinnaś podjąć słuszne kroki. Schowaj dumę do kieszeni!

- No dobra, przyznaję się do porażki. Zaalarmowałam już Marka. Polecił mi dobrego prawnika. Jest jego przyjacielem, zetknęli się kiedyś w Paryżu. Jest seniorem partnerem globalnej kancelarii prawniczej Greenberg Traurig. Nie jest sztywniakiem, często pojawia się w przestrzeni publicznej, nie takie sprawy prowadził.

– Obyś się na nim nie przejechała, tak jak na tym twoim mecenasie.

- Ach, litości, nie chcę już o tym myśleć! W głowie mi się kręci. Zaraz wychodzę z domu.

- Może nie powinnam dawać ci tylu rad?

- W porządku! Dlatego właśnie jesteśmy przyjaciółkami.


****

Spacer był moją ucieczką od samej siebie. Przywykłam chodzić na piechotę, ostatnio rzadko korzystam z metra. Było ciepłe, wiosenne popołudnie, wiał lekki wiaterek. Ludzie przechodzili obojętnie, marszcząc brwi w zadumie. Włożyłam sweter, zarzuciłam plecaczek na ramię, ręce zaplotłam na piersi i tak szłam prosto przed siebie. Potrzebowałam nadziei, że moje życie nie zawsze będzie ciężkie, że przyjdzie dobry czas. Wyobrażałam sobie jak zdobędę stypendium mojej uczelni. Co roku Ecole des Beaux-Arts wybiera jednego z najlepszych studentów. Stypendium gwarantowałoby mi studia z pełnym pokryciem kosztów, nareszcie mogłabym trochę odetchnąć.
Skręciłam w stronę Sekwany, chciałam zahaczyć o katedrę Notre- Dame. Wzniesiono ją na wyspie na rzece, zwanej Île de la Cité. W okresie rewolucji nosiła nazwę „Świątyni Rozumu”.


Gdy się nie spieszę, lubię obserwować otoczenie: ludzi, domy, zwierzęta, często zaglądam w stare podwórka. W Paryżu codziennie powstają nowe dzieła sztuki ulicznej. Prawie na każdej starej paryskiej kamienicy widnieje graffiti lub mały rysuneczek na ścianie. Są jak stemple pozostawione przez anonimowych artystów. Nie umiem przechodzić koło nich obojętnie. Jeden sama popełniłam, gdy go widzę uśmiecham się, to był najlepszy pomysł, jaki wpadł mi wtedy do głowy. Też chciałam zaznaczyć swoją obecność na jakimś murze, tak dla hecy. To był wariacki dzień. Szczur mojego autorstwa to muskularny osobnik, ale dziwnie blady. Pamiętam zabrakło mi szarej farby, byłam niepocieszona. Szczury są inteligentne, budzą mój respekt. Wierzę, że w tych mądrych gryzoniach drzemie dusza. Na drugi dzień stało się coś niezwykłego,  tuż obok ktoś narysował drugiego szczura, większego i radosnego. Zrobiłam okrągłe oczy. Co za cudny pomysł! Nie ma dwóch takich samych rzeczy, ani ludzi. Każdy patrzy na życie inaczej.
Na skrzyżowaniu ulicy Jeanne d’Arc z bulwarem Auriol na jednym z wieżowców widnieje wielkie na 40 metrów graffiti. Dzieło nosi tytuł Rising Above Oppression i zostało wykonane przez Obey Giant.
 Lubię zajrzeć do podziemi Paryża, to moje pięć minut nieba. Kryją tajemnice miasta. Niezwykle barwne graffiti znajduje się w korytarzu metra na stacji Abesses, wygląda jak namalowany pastelami ogromny obraz. Co za barwy! To nie jedyny przykład prawdziwej sztuki ulicznej. Obejrzałam prawie wszystkie, nie przebieram i staram się nie wybrzydzać.

 Od dawna na słupach ogłoszeniowych Paryża wiszą wielkie plakaty. W kameralnej galerii Ecole des Beaux-Arts rozgościła się wystawa prac Helmuta Newtona, niemieckiego Żyda, legendarnego fotografa mody. Jej autor ciągle szokuje i budzi sensację. Codziennie przez wystawę przewijają się tłumy paryżan, bilety dawno zostały wykupione. Newton zasłynął kobiecymi aktami i niezwykłym poczuciem humoru. Rozpiera mnie ciekawość, na pewno nie odpuszczę, muszę ją zobaczyć. Odpowiadają mi poglądy Helmuta Newtona, jego stosunek do kobiet i oryginalne spojrzenie na modę. Ukształtował jedyny, niepowtarzalny styl. Skończył z patrzeniem na kobietę jak na  manekina. Kobiety z jego portretów pragną, kochają wybierają partnerów. Uwielbiam rysować kobiety, szczególnie ich akty. Lubię patrzeć na ich uśmiechnięte twarze, uśmiechy są mową aniołów, a ciało kobiety jest ciepłe, wdzięczne, każde kryje jakąś tajemnicę, jeżeli nie w kształtach to w uśmiechu, spojrzeniu, fryzurze. Rozumiem, dlaczego Leonardo da Vinci tak lubił rysować kobiece włosy. Aby to robić dobrze całymi dniami siedział nad wodą, studiując ruchy fal, niektórzy to nazywali marnowaniem czasu i energii.

Chciałabym kiedyś jak Helmut Newton odejść od modelu słodkiej kobietki, motyla. Fascynują mnie kobiety dojrzałe, kwitnące mimo upływu lat, pełne wigoru, zadowolone ze swojego ciała, nad którym całkowicie panują,  odpowiedzialne,  egzekwujące swoją wolę. Po miesiącu eksperymentowania z farbami wciąż  jestem nowicjuszką. Najważniejsze, że robię postępy. Drażni mnie widok pustego płótna, najchętniej od razu chwyciłabym za pędzel lub ołówek, ale talent nie rozwija się jednego dnia. To trochę jak z nauką gry na fortepianie, sam słuch nie wystarczy, potrzebne są jeszcze lata żmudnej pracy.
Los nieustannie improwizuje, nie da się go unieruchomić, niestety. Nie mogę poddawać się wszystkiemu bezwolnie i nieustannie czymś się martwić. Przeszłam do końca Boulevard Saint-Germain, najważniejszą część wielkiej przebudowy Paryża po lewej stronie Sekwany i przystanęłam na moście, czekając na nieumówione spotkanie z duchem Jean-Paula Sartre’a. Wymiana poglądów o istocie bytu i nicości, byłaby nader interesująca i na czasie. To nic, że był filozofem, dziś chyba dotrzymałabym mu kroku.

- Może tak tu zostać na zawsze?

Taka myśl przyszła mi do głowy, byłam tego bliska, ale nagle coś niezwykłego, ekscytującego pojawiło się w powietrzu, tuż nade mną. Na gasnącym niebie dostrzegłam długi klucz ptaków. Odetchnęłam głęboko. Ten widok napełnił mnie niezwykłą energią, poklepałam się po policzku i wtedy nagle poczułam, że zostawiam za sobą stary, smutny świat. I to nie były czary.


- Tak, nadeszła pora by wzbić się ku niebu tak jak one, poczuć smak powietrza i  lecieć, lecieć wysoko ponad  chmurami, daleko - tam gdzie chcę.  A jak smakują chmury, kiedyś może opowiem.

Świat wokół mnie zawirował. Nadzieja ogarnęła najmniejszy kawałek ciała.

- Ten nowy jest zapewne lepszy i mieni się milionem barw? - Odbierałam go wyobraźnią.

Kolory są autentycznymi i wnikliwymi komentarzami życia, odzwierciedlają  prawdę.** 

Nagle niestraszna mi się stała żadna z prób, poza nocą nieistnienia *.

- Może znów szaleńczo się zakocham, poczuję ciepło naszych oddechów, chcę się w nich zatracić tak jak dawniej. Zakochaniu mówię tak, starej kliszy *. - Zdecydowane nie - wyszeptałam.

A, właściwie, czym są słowa?

- Życie  niewypełnione miłością jest puste, równie dobrze można nie żyć wcale. **

A właściwie, czym są słowa?

Z oknami gasło światło dnia, gdy oprzytomniałem.

****

Cztery tygodnie później ukończyłam swój pierwszy obraz. Douczyłam się światła i barwy, moje linie nareszcie przestały być karykaturą, zaczęły żyć. Z najlepszym rezultatem zdałam egzamin z teorii sztuki. To oznacza, że wstałam z klęczek, a tamten spacer zapamiętam na zawsze,

 

 

 

 

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

* fragmenty wiersza ”eternal song” - autor Miladora, Portal Pisarski

** z listów Vincenta van Gogha do brata Theo

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 19.09.2017 10:13 · Czytań: 291 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 13
Komentarze
Dobra Cobra dnia 19.09.2017 20:39 Ocena: Bardzo dobre
Słodka rzecz. Lepsza, niż porzedni odcinek, nie ma co.


JOLU S,

Pięknie wijesz tę opowieść, która wije się niczym kobieta wijąca sie pod dotykiem męskiej dłoni. ;)

Dramat jednak jak jasna cholera. Oraz upadek świata zachodniego, który sam pożera siebie.



Do zauważenia:

Cytat:
Nie dam Panu, żadnej odpowiedzi, a na pewno nie dziś. Muszę to wszystko spokojnie przemyśleć i omówić z moim adwokatem. Zapewne Pan się spieszy do syna?
' pany" z małych lyter.

Cytat:
To mnie Pan ma za idiotkę!
Zdecydowanie "pan" z małej lettery.

Cytat:
Czasem wyobrażam sobie, że Victor mnie dotyka, całuje, a nawet się ze mną kocha - wyszeptałam.
na nawet! hahaha! Osz, qrde, ale słaba ocena samej siebie :)


Oczekuję dalszych części, w których dramat dojrzeje, a bohaterka wreszcie się zabierze za jakiegoś faceta. Lub pozna słodycz miłości jednopłciowej (do wyboru). Byleby nie była już leliją i nie cierpiała katuszy z powodu suszy.


Pięknie pozdrawiam,

DoCo
JOLA S. dnia 19.09.2017 21:27
DoCo,

dokonuje się właśnie przewrót w historii Karoline, więcej nie powiem :)

Czytaj z ruchu moich ust. ;)

Zapewniam, nie obejdzie się bez rozkoszy miłosnych przeżyć...

Jeśli maluję człowieka, to nie ma to być portier z brodawką na nosie, ale coś więcej. ;)


Można pracować w świetle słonecznym lub przy gazowej lampie, wybrałam to pierwsze, inaczej mój Czytelnik pod ciężarem dramatu by padł.


Dziękuję za pomocne uwagi i słodki komentarz.

Serdeczności i do następnego, :)

JOLA S.
skroplami dnia 20.09.2017 00:58 Ocena: Świetne!
Zaskoczenie dojrzałością.
Po przeczytaniu rozjaśnia się umysł, no tak tak :).
Nie wiem w jakim kierunku, tak ogólnie i po prostu, mogę się bardziej skupić, łatwiej myślę, czuję nieznany zapach, to pachnie Paryż i Francja :). Znam go tylko z wersji pisarskiej, zachwyca Stendhalem i całą "RESZTĄ" :).
Przyznaję, sięgnąłem po raz pierwszy do tego "bolącego" zwichnięciem skrzydła, choć to już 12-ste pióropiórko z niego ;). Muszę odnaleźć wcześniejsze aby kształt większy poznać, bo jest nieziemskie oczywiście, jak to skrzydła :).
Nr 12 ma coś w sobie :), aż człowiek się ogląda ;) i podziwia.
Konieczne spotkanie a nawet spotkania, z całością :).
JOLA S. dnia 20.09.2017 01:13
Skroplami,

dziękuję za serdeczny komentarz. :)
Bardzo, bardzo mi miło.
Tak, to dwunasty już rozdział i dopiero teraz mogę Cię gościć w moich skromnych progach. :)

Zapraszam serdecznie i częściej.

Pozdrawiam gorąco :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 20.09.2017 09:14 Ocena: Bardzo dobre
Czytam z ruchu ust Twoich.

Jak najbardziej rozumiem i szanuję brodawkę ;)


Pieknego dnia,

DoCo
al-szamanka dnia 21.09.2017 18:45 Ocena: Świetne!
Oprócz wszech/nie/obecnych przecinków malutkie uwagi.
Cytat:
- Czemu, pani chce wie­dzieć?

Zgrzyta mi nieco i ten niepotrzebny przecinek... a tak:?
- Dlaczego chce pani wie­dzieć?
Cytat:
Na ga­sną­cym nie­bie do­strze­głam le­cą­cy długi klucz pta­ków.

Wyczernione niepotrzebne, bo przecież wiadomo, że ptaki na niebie mogą tylko lecieć ;)
Cytat:
Utknę­łam gdzieś mię­dzy owsian­ką, a ra­chun­kiem do za­pła­ce­nia za wodę.

ale fajne!

Jolu, mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec!
Brakowałoby mi bardzo.
Poza tym Karoline tyle jeszcze musi dokonać, tyle decyzji podjąć, zdobyć stypendium.
I zakochać się.
Wiem, że skrzydło powoli dochodzi do siebie, ale tak całkiem w porządku jeszcze nie jest.
Lubiłabym, wraz z Twoją bohaterką, pospacerować dla odmiany bardzo jasną ścieżką, bez przeszkód, a po drodze odkrywać drzewa obwieszone prezentami dla niej... i tym samym dla mnie.
Chciałabym cieszyć się jej sukcesami, jej radością :)
Wszystko w Twoich rękach :)

Pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 21.09.2017 19:04
Droga Al,

Uśmiechnęłam się rozmarzona. "Są godziny, które nie są dniami i godziny, które są jak sen".*)

Więcej nie powiem ;)

Wielkie dzięki za pomoc i celne uwagi:)

To przenikliwy komentarz, jesteś niezwykła,

Pozdrawiam gorąco i do następnego :)

JOLA S.
kamyczek dnia 23.09.2017 17:11 Ocena: Świetne!
Jolu, rozwijasz skrzydła, a ja z radością patrzę jak Twoja bohaterka dorasta, bo potrafi już podejmować bardzo mądre decyzje, co mnie bardzo cieszy - uwierzyła w siebie.
Cytat:
- To mnie pan ma za idiot­kę! Zo­ba­czy­my się na sali są­do­wej. Że­gnam.

Kiedy to mó­wi­łam, ogar­niał mnie spo­kój, ula­ty­wa­ło w nie­byt na­pię­cie. De­ner­wo­wać się to mścić się na wła­snym zdro­wiu za głu­po­tę in­nych, szko­da, że tak późno do­szłam do tego wnio­sku. Uśmiech­nął się i zro­bił taki gest, jakby za­my­kał usta na klucz i go wy­rzu­cał. Wsta­łam i wy­szłam z kan­ce­la­rii. Wra­ca­łam do domu w zu­peł­nie innym na­stro­ju, mimo, że wie­dzia­łam, że będę mu­sia­ła sta­wić czoło nie­wia­do­mej. Nie byłam pewna jak moja spra­wa po­to­czy się dalej. Mimo to uśmie­cha­łam się, pod­trzy­mu­jąc w sobie ogień. Czu­łam, że stało się coś, czego nikt mnie nie od­bie­rze, był to sza­cu­nek do samej sie­bie. Nie ma więk­szej siły. Nie ma.


Tak, nie ma większej siły. Jestem niemal pewna, że Karoline poradzi sobie w życiu.

Od strony technicznej - przejrzyście, dobrze się czyta.
A treść? Wciąga coraz bardziej.

Pozdrawiam serdecznie.
JOLA S. dnia 23.09.2017 18:22
Kochana Kamyczku,

śpieszę zapewnić, że to nie koniec - kolejny 13 odcinek jest już w poczekalni.

Twoje miłe słowa to naprawdę "miód w sercu", pozwolisz, że zacytuję Morcinka.
Bardzo się cieszę, że podoba Ci moja bohaterka ; ja też lubię Karoline i chciałabym ją zobaczyć w formie papierowej, oczywiście po gruntownym oszlifowaniu.

Przyszłość wkrótce da mi znać. Otrzymałam prezent od losu, mam na myśli Wasze jakże krzepiące opinie. :)

Wróciły wiersze, za którymi tak bardzo tęskniłam...

Bardzo serdecznie Ci dziękuję w imieniu swoim i Karoline, pozdrawiam i życzę miłego weekendu! :)

JOLA
kamyczek dnia 23.09.2017 18:55 Ocena: Świetne!
JOLA S. napisała:
ja też lubię Karoline i chciałabym ją zobaczyć w formie papierowej, oczywiście po gruntownym oszlifowaniu.

Przyszłość wkrótce da mi znać.
Trzymam kciuki za wydaniem, chętnie kupię Twoją książkę.
Pozdr.
JOLA S. dnia 23.09.2017 19:10
Drogi Kamyczku,

dziękuję jeszcze raz za obszerny i wnikliwy komentarz, czuję się zaszczycona.

Gorąco pozdrawiam :)

J.

PS: Cieszę się, że wróciłaś do swojego avataru, do twarzy Ci w nim... :)
skroplami dnia 23.09.2017 20:52 Ocena: Świetne!
Był sobie kwiat, wyrósł drugi, trzeci, kolejny, jest bukiet z dwunastu :).
I silna jest Twoja bohaterka :), i kobieca bardzo :).
Ale po wwąchaniu się w bukiet nie odgadłem kto ojcem bohaterki :(. Te kobiece tajemnice poplątane niedomówieniami :). Strzelam: Marek to ojciec. I ona kocha dwóch ojców :).
No ok, to "nie aż tak ważne" :).
Nie dziwię się uznaniu w komentarzach, zgadzam się w pełni.
Ktoś wspomniał o "poboczach", Ty odpowiedziałaś. Też zgadzam się, są liśćmi dla kwiatów, życie utrzymują. Korzeniami, cebulką? Wszystkim po trochu. Całość bez byłaby w Twojej powieści, bo to już taka forma, tylko "jakaś". One dodają kolorów słownym obrazom, pulsują wokoło i w bohaterce.
Masz też "mocne momenty", jak nagły wypadek czy rozmowa ze sprawcą lub broniącym sprawcy, adwokatem. Czy próba zatrzymania i rozmowy z bohaterką przez Victora. Facet nie ma, nie czuje wstydu wobec siebie i co gorsza, nie czuje co czuje bohaterka.
No tak, miłość oślepia, znamy to. Nie jego oślepia, ją :), i nie dostrzega kogo kochała.
Wiem, nie da się wyrzucić uczucia i rozumu trzymać gdy serce się wtrąca ;).
Głupie :(.
W jednej z odpowiedzi do komentarza napisałaś że malarstwo, architektura... to Twoje "koniki" ;). Można by wieczność o nich :)? Pewnie tak. Cieszę się że odkryłaś coś jeszcze, literaturę i że masz talent do pisania :). Swoisty, kobieco leśno strumykowy a jednocześnie jak zielona otoczka orzecha, włoskiego :), pękający dojrzałością. Dlaczego leśno strumykowy? Bo czujesz naturę, odnajdujesz i wplatasz ją w paryską architekturę, paryską historię i kulturę kropiąc smakami i zapachami ulubionych potraw i sera okruchami :).
I do tego coś nieznanego innym bo osobistego :).
Tak, Twój styl jest po prostu paryski :). I jak moda tamtejsza też, zachwyca ;).
Zboczyłem? Pobocze :(?
No nie wiem, chyba nie potrafię inaczej o tym co ze "zwichniętego skrzydła" wyskakuje.
Ale. Jak to ktoś przypomniał? Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie zaczyna? Oczywiście, to ironia i parafraza z prawdy ;). Ale nawiązując do tego fragmentu: dzieło uznaje się za dzieło :) po zakończeniu. I to jest prawda. Nie stoi jednak nic na przeszkodzie zachwytowi z części już istniejącej a jednocześnie rodzi się podziw do pracy nad nim :). Tak, są niedociągnięcia w kroplach, jakieś przecinki, spacje, literówki ;), to normalne nawet w gotowaniu. Trzeba swoim i nie tylko swoim językiem posmakować, doprawić, podać :). Idąc w stronę kuchni, jesteś Autorko bardzo dobrym "kucharzem" literatury, danie pachnie z kilometra i kusi :).
Mam nadzieję że wielu głodnych zostanie nakarmionych ;).
Bo wielu głodnych dobrej literatury, wielu też smakoszy nie mogących się oderwać od Twojego "dania", co widać :).
Pozdrawiam.
P.S. Dzień "Ze zwichniętym skrzydłem" bardzo dobry dzień. "Winna" JOLA S.
JOLA S. dnia 23.09.2017 22:12
Drogi skroplami,

dziękuję za ten mam nadzieję nie ostatni, obszerny, mądry komentarz, czuję się nim zaszczycona, gdyż bardzo cenię Twoje zdanie. :)

Jest sobotni wieczór więc mam czas na dłuższą odpowiedź:

To moje długie opowiadanie traktuję jak bajkę, która śni się na jawie dorosłej dziewczynie ze zwichniętym skrzydłem. Niedobrze, za wcześnie zostać sierotą i uczyć się życia bez drogowskazów.
„Bajkoopowiadaczką” zostałam dziecięciem będąc, kiedy nie znałam jeszcze tak naprawdę znaczenia tego słowa.

Przeczytane bajki pamiętam do dziś, chociaż zawsze nęciło mnie, by je zmodyfikować według własnej wyobraźni.

Czym innym jak nie bajką jest życie? Dzieci lubią być straszone i tak naprawdę nie lubią słodyczy, gdyż na dłuższą metę mogą tylko znudzić. ;) Nie ja to odkryłam. Rozumiał to już Andersen, bracia Grimm i C.S. Levis. Ten ostatni "Listami Starego Diabła do Młodego" obdarowywał nieletnich chrześniaków. Były lekturą czytaną w dni skupienia /sic!/

Bajki są potrzebne, więc je opowiadam, według zasad „Pilnuj, szewcze, kopyta”
i Non omnes eadem mirantur amantque. - Nie wszyscy to samo podziwiają i kochają. Ze świadomością, że współczesne tylu innych pisze lepiej ode mnie, a ja nawet do kolan im nie dorastam. :(

Nie wiem, jak mam Ci dziękować. Tyle pracy włożyłeś w czytanie kilometrów mojej prozy i nader wnikliwe komentarze. To wielka szczodrość, ale każdy decyduje o swoim losie ;)

Wszystko, co napisałeś, cieszy mnie i wzrusza mnie jednocześnie.

Chce mi się ryczeć, a jak zacznę to nie potrafię skończyć, więc póki co, kończę moje nieporadne wywody ;)

Niech Bóg Cię błogosławi, uratowałeś mi reputację na PP i nie tylko. :)

Serdeczności i dobrej nocy :) :)

JOLA S.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
19/10/2017 00:36
Następnym razem. :) <zastanawia się nad tym> A… »
Zola111
19/10/2017 00:27
Procesjo, w powiązaniu z tytułem wiersza tekst brzmi… »
ElaM
19/10/2017 00:17
I moja interpretacja legła w gruzach... a tak mi się… »
kamyczek
19/10/2017 00:00
Allasko, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się,… »
Miladora
18/10/2017 23:41
Gdy dopracujesz, to powiedz. :) Przyjdę i popatrzę. »
Miladora
18/10/2017 23:38
Warto byłoby jeszcze trochę dopracować ten tekst, Procesjo.… »
olsza37
18/10/2017 23:34
Mirador dziękuję bardzo cenne uwagi i od razu ten wiersz… »
Silvus
18/10/2017 23:31
No to nie rozumiem. Jeśli nie na rozstaj dróg, to na… »
ElaM
18/10/2017 23:12
Nienawidzę matematyki, niemniej kocham poezję. Twój wiersz… »
Miladora
18/10/2017 23:00
Bardzo dwuznaczne zakończenie. Powiedziałabym wręcz, że… »
Miladora
18/10/2017 22:51
Zgadzam się z tym. :) Podkreślone to przypadkowy rym… »
ElaM
18/10/2017 22:50
Ja bym napisała, gdzieś na rozstajne i nie mam na myśli… »
Niczyja
18/10/2017 22:25
Jacku Londynie, Niektóre szkolne wypracowania bywają ładne,… »
Silvus
18/10/2017 22:24
Racja. Mogłem również postawić kropki. Wybrałem… »
Esy Floresy
18/10/2017 22:23
ElaM, nic nie poradzę z "niepodobasiem", bo o… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:36
Najnowszy:nertysafa3
Wspierają nas