Cunqui. Rozdział 3 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 3
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Tylko przez jeden króciutki moment młody samiec zawiesił wzrok na Cunqui, ale zdążyła dostrzec, jak jego oczy natychmiast rozszerzyły się i rozjaśniły światełkiem nadziei. Gdy ich nie mrużył, były wielkie niczym okrągłe blaszane talizmany, które - jak jeszcze pamiętała - samice ludzi nosiły na szyjach, w uszach, wokół kostek u nóg i przegubów rąk.
 
Cunqui westchnęła w duchu. Niegdyś samice patrzyły na nią identycznie - z taką samą nadzieją - gdy zwracały się do niej o wysłuchanie ich próśb.
 
- Pani bez serca! - wyrzucił z siebie chłopak słabym głosem, w którym słychać było zdumienie, ale i bezgraniczną radość. - Opowieści nie kłamały!
 
No tak, pomyślała. Jej sława przetrwała w jakiś sposób, choć nie uczyniła nic, by sobie na nią zasłużyć. A teraz nawet otrzymała już swój własny przydomek. Ludzie byli naprawdę dziwni.
 
A teraz kolejny człowiek, który miał przeżyć tutaj, na jej polance, głębokie rozczarowanie. Na szczęście jednak będzie ono trwało krótko. I będzie jego ostatnim.
 
Obawiam się, że nie będę w stanie ci pomóc, nieznajomy, pomyślała Cunqui w jego stronę. Czyniąc to, złapała się na jeszcze innej myśli, a raczej na niewyraźnym odczuciu, że było jej z tego powodu naprawdę przykro. Chłopak był jeszcze taki młody... Tak, to na pewno dlatego. Cunqui nie lubiła patrzeć, jak umierały młode zwierzęta, a w stosunku do ludzi najwidoczniej czuła podobnie.
 
Tymczasem Kulawy Dziad, który również znajdował się już na polanie, niestrudzenie, choć cały czas mocno utykając, zbliżał się coraz bardziej do swojej ofiary. Korzystając z jej chwilowej nieuwagi postanowił, że czas był najwyższy, by przygotować się do ostatecznego ataku. Pozbawione przeszkód w postaci gęstych zarośli niskich paprotników miejsce było dla jego zamierzenia jak najbardziej sprzyjające.
 
Zwolnił swój nierówny bieg zaledwie na chwilę, po czym ze zręcznością, której nikt by się po nim nie spodziewał, wykonał długi skok, lądując na wszystkich swoich czterech łapach tuż za chłopcem.
 
Ten jednak nie poruszył się w ogóle, stojąc przez cały czas ze wzrokiem wbitym w Cunqui, jakby całkowicie zapomniawszy o niedźwiedziu. Teraz w jego szeroko otwartych oczach malowało się niebotyczne zdumienie.
 
Co takiego w niej zobaczył? Cunqui nie wiedziała. Nie była w stanie wytłumaczyć sobie tej jego dziwnej reakcji. Nikt nigdy jeszcze tak na nią nie patrzył.
 
Uważaj! Jest tuż za tobą! To wyrwało się jej w myślach, zanim zdążyła zdać sobie sprawę z tego, co robi. Przecież on jej nie słyszał. Zbeształa się w duchu za własną nierozwagę. Co się działo? To było do niej tak niepodobne! Poza tym, musiała się upomnieć, nie obchodził jej los ani jego, ani żadnego innego z ludzi.
 
Niedźwiedź otwierał właśnie swoją ogromną paszczę, przygotowany na to, by zgnieść w niej głowę chłopca, gdy ten, jakby reagując na nieme ostrzeżenie Cunqui, wykonał natychmiastowy półobrót w jego stronę. Bez zastanowienia, a zdawałoby się nawet, z pełną świadomością tego, co robi oraz z absolutnym i zadziwiającym spokojem wyciągnął w jego stronę jedną rękę. Kulawy Dziad nie zdążył zamknąć paszczy wokół głowy swojego śniadania. Z dłoni chłopca posypała się świetlista kaskada jasnoczerwonych iskier, oślepiając misia. Gdy część z nich wylądowała na jego nosie i pysku, ten niekoronowany brązowy władca Lasu Paprotników zawył przeciągle w okropnym bólu.
 
Co to za sztuczka? Teraz Cunqui oniemiała.
 
- Pomyliłeś się srodze! - krzyknął chłopiec. - Nie jestem myśliwym dusz i nie przelałem nigdy krwi podobnych tobie!
 
Młodzieniec wydawał się chwilowo uratowany. Niedźwiedź, przerażony blaskiem i bólem, cofnął się o kilka kroków, poruszając się niezdarnie, zataczając i kulejąc jeszcze bardziej.
 
- Ach… przecież zwierzęta boją się ognia - wyszeptał chłopiec. - Przeciwnie do obłąkanych duchów… Czyli ty też jesteś tylko zwierzęciem, a nie duchem.
 
Hmm, skrzywiła się w duchu Cunqui. Też mi wielkie odkrycie. Skoro nawet ona potrafiła rozpoznać zwierzę, tym bardziej powinni to umieć ludzie, którzy mieli przecież z nimi ciągłą styczność. Wśród podarków, które przynosiły dla niej ludzkie samice, były jaja, miód i mleko. A wśród ich próśb nierzadko również życzenia o dobre cielenie się owiec, kóz i innych oswojonych bestii. Ale co to były obłąkane dusze? Nie wiedziała. A niewiedza zawsze ją irytowała.
 
To była zagadka. Cunqui doszła do wniosku, że lubiła zagadki. Prawie zażyczyła sobie, aby młodzieniec zdradził na ten temat nieco więcej.
 
Ale ten osobliwy ludzki samiec, który potrafił zaiskrzyć swoje dłonie, nie kwapił się do dalszych wyjaśnień. Zamiast tego kontynuował ratowanie swojego życia i Cunqui po krótkim namyśle zgodziła się, że z jego perspektywy było to ważniejsze. Uczyniła to jednak niechętnie. Zafascynowana swoim dzisiejszym gościem pozwoliła już całkowicie na to, by zawładnęła nią ciekawość. Ani w głowie jej było powracać do swojego dawnego zobojętnienia.
 
Jeszcze kilka ostrych iskier zaświeciło w powietrzu i padło na trawę z ręki chłopca. Niedźwiedź widząc je, w strachu wycofał się jeszcze dalej, aż na brzeg polany. Nie znikł jednak w gąszczu paproci, lecz przystanął w bezpiecznej odległości.
 
Najlogiczniejszym wyjściem dla młodzieńca byłaby teraz szybka ucieczka, póki niedźwiedź znajdował się w stanie szoku, ale on nie uciekł. Zamiast tego odwrócił się znowu w jej stronę, zadarł głowę w górę i przyglądał badawczo, marszcząc brwi.
 
- Czy ty jesteś człowiekiem? - zapytał w końcu. W jego głosie nie było ani krzty strachu, ani cienia pokory, do której była przyzwyczajona po wizytach ludzkich samic. Z wyjątkiem tej pierwszej, ma się rozumieć.
 
Gdyby mogła, żachnęłaby się i skrzywiła na taką bezpośredniość, brak szacunku, ale przede wszystkim na tak potworne posądzenie.
 
Człowiekiem? Ona? Jak on śmiał!
 
- Oj. Teraz się zdenerwowałaś - powiedział już ciszej, jakby z zawstydzeniem.
 
Oczywiście, że się zdenerwowała. Jak taka nędzna i prymitywna istota mogła w ogóle porównywać ją - ją! - ze swoim gatunkiem!
 
Zaraz. Skąd on wiedział, że się zdenerwowała?
 
- Rozumiem, że nie - ciągnął młodzieniec. - Wybacz, że tak pomyślałem. Jednak skoro nie jesteś człowiekiem… to kim jesteś?
 
Cunqui była absolutnie przekonana, gdy zadawał to pytanie, że zna na nie odpowiedź. I już była gotowa ją pomyśleć, ale z autentycznym przerażeniem zdała sobie sprawę z tego, że nie może.
 
- Wyglądasz jak człowiek - podpowiedział życzliwie chłopak. Jego wzrok przesunął się powoli w dół po jej sylwetce i znowu w górę. - Jak zwykła kobieta.
 
Na to stwierdzenie myśli Cunqui zawrzały ponownie.
 
- Oj. Znów niedobrze - chłopak wykrzywił twarz w śmieszny grymas. - Łatwo się denerwujesz. Nie wiem, czy to nie pogorszy sytuacji, ale muszę ci powiedzieć, że… - zawahał się na chwilę, ale ciągnął dalej - … że z moich obserwacji wynika, że wszystkie kobiety łatwo się denerwują, gdy powie im się coś niepochlebnego, albo w ich mniemaniu niepochlebnego, o ich wyglądzie. Nawet Ekkla… przynajmniej tak mi się wydaje. Nikt nigdy nie wie, co tak naprawdę myśli sobie Ekkla.
 
Ostatnie słowa powiedział z namysłem, przekrzywiając głowę lekko w bok i odwracając wzrok od Cunqui w jakiś dalszy punkt znajdujący się za nią.
 
- Najlepszym przykładem byłaby tutaj moja ciotka trzeciego stopnia, Miękka Trufla - powrócił do rozważań chłopak. - Ona potrafi wpaść w prawdziwy szał. Biada temu, kto stwierdzi, że dobrze wygląda na swój wiek! Bo widzisz, samo stwierdzenie, że kobieta dobrze wygląda nie jest złe, ale dodaj do tego, że “na swój wiek” - gwarantowana wojna! Jednemu takiemu, co tylko chciał jej powiedzieć grzeczny komplement i niebacznie użył właśnie tych słów, to niemalże cycka nie urwała! Jak się przypięła do niego palcami, drugą ręką chwytając go za brodę, to nie wiedział, czy ma się wyrywać i ryzykować utratę jednego i drugiego, czy błagać o litość i liczyć na zmiłowanie groźnej Trufli.
 
Przytłoczona masą nowych informacji Cunqui zapomniała o swoim wzburzeniu - tak, jak on najwyraźniej zapomniał o niedźwiedziu - i wsłuchiwała się w jego słowa. Tylko w podświadomości wciąż dręczyło ją pytanie, które zadał jej wcześniej. Kim tak naprawdę była?
 
- Kobiety denerwują się też, gdy nie udaje im się być lepszymi od innych, innych kobiet ma się rozumieć. Straszliwie się tym przejmują, a nawet dręczą. Dużo czasu spędzają myśląc o tym i ciągle chcą coś w sobie zmieniać i upiększać.
 
Po tych słowach Cunqui była już pewna, że słowo “kobieta” oznaczało po prostu samicę. Wszystko, co chłopak mówił, zgadzało się co do joty z jej własnymi obserwacjami.
 
Ciekawe, jak nazywano samców?
 
- Mężczyźni - powiedział natychmiast młodzieniec uprzejmym tonem. - U nas, u ludzi, nazywa się ich mężczyznami.
 
Nie! To było absolutnie niemożliwe! Teraz dopiero uderzyło ją pełne zrozumienie jego osobliwego zachowania. Jej przerażenie było tak intensywne, że chłopak aż cofnął się o krok.
 
Krążący brzegiem polany niedźwiedź, wciąż pod wpływem przeżytego przez siebie przed chwilą wstrząsu, nieufnie wpatrywał się w dziwnie nieruchliwego człowieka stojącego na ziemi, nie będąc pewnym, czy ma podjąć drugą próbę zjedzenia smacznego mięsnego śniadania. To śniadanie wszak dopiero co uraczyło go jakże bolesną i optycznie nieprzyjemną wiązanką ognia. Misio nie ośmielił się jeszcze przypuścić drugiego ataku, ale było widać, że bardzo by chciał. Musiał być straszliwie głodny. Przysiadł na tylnych łapach i w rozgoryczeniu wydał z siebie długi i głośny ryk frustracji.
 
- Oj! - ocknął się młodzieniec. - Zupełnie zapomniałem o bestii! Widzisz, o pani, kimkolwiek jesteś, bardzo dobrze mi się z tobą rozmawia.
 
I ukłonił się przed nią głęboko. Cunqui, choć dalej w niewyobrażalnym szoku i wzburzeniu z powodu dokonanego odkrycia, że ten człowiek słyszał to wszystko, co myślała, poczuła, że jego ukłon i komplement sprawiły jej przyjemność.
 
- A teraz błagam o wybaczenie, pani, ale będę zmuszony skorzystać z twojej wyjątkowej wysokości, a co za tym idzie, niedostępności twoich wyższych partii z ziemi. Przywołanie ognia to co prawda skuteczny sposób na odstraszenie tego włochatego olbrzyma, ale niestety często zawodny. A przynajmniej zawodzi on często u mnie. Nigdy nie umiem tego zrobić na zawołanie. Wychodzi przypadkiem i prawie zawsze tylko wtedy, gdy o tym nie myślę. Tylko czasami mam w sobie taki przebłysk, w którym wiem, że na pewno się uda. Tak, jak widziałaś to przed chwilą.
 
O co mu chodziło z niedostępnością z ziemi Cunqui zrozumiała dopiero wtedy, gdy zaczął wdrapywać się po niej do góry. Pomimo postanowienia, że nic już nie pomyśli w jego obecności, powziętego po ujawnieniu się faktu, że ją słyszał, wyrzuciła z siebie gwałtowny protest. Protest zdawałoby się zupełnie nieuzasadniony, gdyż nawet nie była w stanie czuć na sobie dotyku ani jego rąk, ani owiniętych skórami nóg. Ale stało się. Protest zamanifestował się sam z siebie bezdźwięcznym okrzykiem niezadowolenia.
 
- Wybacz - powtórzył na to młodzieniec. - Niestety nie ma tu nigdzie ani jednego porządnego drzewa. Nie tak, jak u nas, za wielką wodą, za Białym Morzem. W całym lesie tylko te krzaki, które wyglądają jak przewrócone na plecy pająki. Gdybym mógł, skorzystałbym z jakichś mocnych konarów, zapewniam cię.
 
Wspinał się dalej, nie zważając na jej oburzenie. Teraz Cunqui poczuła bezsilność.
 
Takiej huśtawki wrażeń i emocji nie doznała jeszcze nigdy, a zwłaszcza w tak krótkim czasie. Może było tak dlatego, że miała tutaj do czynienia z samcem? Według kobiet, mężczyźni potrafili wzbudzić w nich bardzo wiele emocji. Widocznie było to zatem prawdą.
 
W końcu, pokonawszy wysoki podest, jej nogi, kolana, brzuch oraz piersi (które znacznie ułatwiły mu wspinaczkę), usadowił się na jej ramieniu, niczym ptak na gałęzi. Okazał się przy tym całym przedsięwzięciu nawet całkiem zwinny, pomyślała z mimowolnym uznaniem.
 
- Każdy Ten Pieczarnik umie doskonale wspinać się po górach i ścianach - wyjaśnił w odpowiedzi. - Wystarcza nam ledwie kilka punktów oparcia. Uczą nas tego od dziecka. Inni nazywają nas też czasem z tego powodu Tymi Górołazami. W bieganiu natomiast jesteśmy prawdopodobnie znacznie gorsi. Jak zresztą miałaś okazję widzieć.
 
Chcąc nie chcąc znów obudził jej ciekawość.
 
- Ja nie pochodzę z tych stron - kontynuował, opierając się wygodnie o jej głowę. - Jestem u Tych Cudotwórców tylko tymczasowo, ledwie od roku. Na nauce, choć prawdę powiedziawszy przez ten cały czas nie nauczyli mnie niczego. Powtarzają mi ciągle, że nie mam ani za jajo talentu.
 
Westchnął głęboko i ze smutkiem.
 
- Pewnie mają rację. Jedyne, co mi czasem wychodzi, to krzesanie ognia. Zawsze to coś. A dzisiaj nawet ten ogień uratował mi życie… a w ogóle to dziękuję za to, że mnie ostrzegłaś. Zupełnie mnie wkomponowało w ziemię, gdy cię usłyszałem.
 
Właśnie, jak to się stało? Cunqui nawet nie próbowała już powstrzymywać swoich myśli. Najwyraźniej nie było to możliwe, to raz. Dwa, naprawdę była zainteresowana tym człowieczym okazem i jego wyjątkowymi zdolnościami.
 
- Mówiłaś do mnie bardzo wyraźnie.
 
Nie mówiła, tylko myślała, poprawiła. Cunqui nie mogła mówić.
 
- No tak, no bo przecież jak miałabyś mówić z tymi nieruchomymi wargami… Czyli wygląda na to, że to, co słyszę, to twoje myśli? Dziwne.
 
Zadumał się przez dłuższą chwilę nad tym fenomenem. Potem potrząsnął głową.
 
- Myślę, że prawdopodobnych możliwości wyjaśnienia tego jest kilka. Ale najbardziej oczywista, która mi się w tej chwili nasuwa to ta, że może po prostu słyszą cię ci wszyscy, którzy władają mocą? Nawet w tak znikomym stopniu, jak ja. W końcu legenda o tobie głosi, że sama jesteś w pewnym sensie magiczna. Podobno potrafisz spełniać życzenia.
 
Jaka legenda?
 
- Oj. Jedna z tysięcy, które poznałem podczas mojego pobytu u Tych Cudotwórców. Oni lubują się w opowieściach, długich i krótkich, to nie ma znaczenia. Dla nich dzień, w którym każdy nie opowie i nie wysłucha chociaż jednej, jest całkowicie stracony. Opowiadają najczęściej starsi, ale nie tylko. Opowieści słychać przy pracy, przy posiłkach, przy odpoczynku, a niektórzy nawet mruczą je przez sen. Naprawdę, sam słyszałem. Pamiętam, jak raz zdarzyło mi się zapytać kiedyś o drogę do ustronia - to było już dawno temu, kiedy byłem jeszcze nowy w Klakon, to ich główna osada - i zapytałem wtedy niedużą, bardzo młodą - może z ośmioletnią - niewinnie i spokojnie wyglądającą dziewczynkę, bawiącą się swoją lalką przed jakimś domem. I zgadnij, co się stało? Zanim zdecydowała się w końcu wskazać mi drogę, poznałem trzy nowe opowieści, całkowicie nie związane z tematem wychodków! No i oczywiście zdążyłem popuścić w spodnie. Niesamowicie rozmowni ludzie, to plemię Tych Cudotwórców. U nas, u Tych Pieczarników, opowiada się też, ma się rozumieć, ale to głównie wieczorami, gdy palimy ognie, grzejemy się przy nich, wędzimy mięso i wyprawiamy skóry. A nasze rozmowy polegają głównie na tym, co kto z naszych łowców upolował, kto z nich upolował najwięcej, komu się nie powiodło i dlaczego, jak się z niego śmiano, jak mu docinano, jak docinano sobie podczas łowów nawzajem, jak na docinki reagowali zainteresowani i co oni na nie z kolei odpowiadali docinającym. Lubimy sobie nawzajem dogadywać, jeszcze bardziej niż Ci Cudotwórcy - u nas nazywamy ich żartobliwie “Ci Cudowni”, bo mają o samych sobie całkiem wysokie mniemanie - lubią opowiadać różne historie. Nigdy nie zapomnę, co Płatek raz powiedział do Trzeciego Podbródka, gdy ten w zaspaniu przez pomyłkę prawie że ustrzelił worek z wodą wiszący na słupie, myśląc, że to młoda sarna…
 
Cunqui chłonęła każde słowo młodzieńca jak ziemia spragniona deszczu, jednocześnie próbując przetrawić koncept popuszczania w spodnie i wyobrazić sobie kogoś, kogo nazywano Trzecim Podbródkiem, ale bez większego sukcesu. Jej wyobraźnia nie była przyzwyczajona do tego rodzaju wyzwań i brakowało jej pomocy wizualnych w postaci znajomości obyczajów ludzi i wyglądu ich dorosłych samców. Nie dowiedziała się jednak tego dnia, co powiedział Płatek, ponieważ chłopiec anegdoty tejże nie dokończył. Zamiast tego powiedział trochę ciszej i z wyraźną skruchą:
 
- Oj. Jak to się mówi u Tych Cudownych, “twoje moimi przywary, gdy często patrzę ci w gary”. Jestem tego najlepszym przykładem. Zamiast odpowiedzieć na twoje pytanie, wychodzę do ciebie z opowieściami. Ale to pewnie też trochę i moja wina. Już od dziecka mi mówili, “Kola, jak będziesz tyle paplał i pytał o wszystko, to cię podrzucimy do Tych Cudownych, będziesz tam doskonale pasował”. I w końcu rzeczywiście mnie tutaj wysłali… Czasem się zastanawiam - dodał z namysłem - czy nie zrobili tego właśnie z powodu tego mojego nieustannego gadania, a szkolenia w magii nie użyli tylko jako pretekstu. No bo spójrzmy na to obiektywnie. Czasem zaiskrzy mi się ręka… wielka mi magia! Pewnie po prostu chcieli się mnie na jakiś czas pozbyć. No dobrze, trzeba przyznać, że Arin, to nasz wódz, zapłacił Tym Cudownym mnóstwo wyprawionych, a nawet cały worek wypalanych we wzory skór za moja naukę. I chyba nawet dodał coś jeszcze od siebie, ale nie wiem, co. Powiedział, że mam się starać przyswoić sobie jak najwięcej i że jestem ich jedyną nadzieją na posiadanie własnego maga w Pieczarach. Ale to wszystko to mogła być zmyłka… sam już nie wiem.
 
Krążący zawzięcie po polanie wygłodniały misio-kuternoga otrząsnął się już prawie zupełnie ze strachu i teraz nawet odważył się przybliżyć do Cunqui, pomrukując żałośnie i z niecierpliwością, choć mogło to też po prostu być jego burczenie w brzuchu. Spoglądał przy tym z utęsknieniem na swoja niedoszłą ofiarę, która schroniła się na niedostępnych dla niego wyżynach. Najwidoczniej nie umiał się wspinać - a już na pewno nie tak dobrze, jak Kola. Całe szczęście, pomyślała Cunqui, jednocześnie zastanawiając się, czy będzie jej dane usłyszeć kiedykolwiek obiecaną jej legendę o sobie.
 
Kola zmitygował się znowu. Tym razem na jego policzki wypłynął ognisty rumieniec.
 
- Kiedyś mnie nasmarują ziołową papką i uwędzą na jałowcowym dymie za to gadanie nie na temat - mruknął, dostarczając Cunqui nowych obrazów do powiększającej się cały czas kolekcji dziwów i cudów z tego niesamowitego świata, o którym jej opowiadał i który okazał się być znacznie bardziej skomplikowany, ale i ciekawszy, niż to sobie wyobrażała. - Legenda - mówił teraz Kola ze stanowczością, jakby upominając w ten sposób samego siebie, aby nie schodzić z raz obranego szlaku prowadzącego do celu - legenda o pani bez serca, jak została ona opowiedziana mnie, o imieniu Kola Jeszcze Bez Godnego Przydomku, przez matki Tych Cudownych. Było to z okazji wspomnienia inicjacji czwartej z córek Przybladłej Kwoki, która była się odbyła w podobnych do wtedy panujących warunkach pogodowych (to jest w ulewnym deszczu). Ach, i działo się to wszystko podczas ogólnoplemiennego przygotowywania pod wędzenie kozich serów. Przewodnia opowiadająca: Zawzięta Pszczoła, z udziałem dopowiadających: Przybladłej Kwoki, Chyżej Krasuli, Jurnej Suki i Roześmianej Kici… jeśli dobrze pamiętam.
 
Nieco oszołomiona chmarą gnających jeden za drugim w jej wyobraźni zwierząt i feerią innych obrazów Cunqui zdążyła tylko jeszcze zastanowić się, czy imiona nadawano po to, by scharakteryzować, uhonorować, ukarać czy skrzywdzić noszących je ludzi, gdy Kola chrząknął wymownie, dając jej do zrozumienia, żeby starała mu się nie przerywać i wreszcie rozpoczął swoją opowieść.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 20.09.2017 10:27 · Czytań: 167 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
violka dnia 30.09.2017 23:25
Interesujacy monolog chłopca. Troszkę zaskoczyla mnie bierna postawa Cungui. Rozumiem zdumienie i jednoczesne zaciekawienie młodym samcem, ale spodziewałam się jakiejś reakcji ze strony "innej", chyba że moje wątpliwości co do postawy Cungui zostaną rozwiane w kolejnej części , do której właśnie podążam.
Zaimków jakby mniej :)
Pozdrawiam.
Alen Dagam dnia 01.10.2017 16:33
Witaj, violko!

Tak, Cunqui jest tutaj (jeszcze) dość nieufna.

Wiem, że trochę rozwleczone są te pierwsze części, ale potem akcja nieco przyspiesza. Gdzieś tam znowu zwalnia... znów przyspiesza, i tak dalej.

Jeśli zrobi się nudno, krzycz :p

Dziękuję za przeczytanie!
MarcinD dnia 06.10.2017 13:27 Ocena: Świetne!
A więc, żebyś sobie nie myślała, że porzuciłem Twój świetny tekst...

Cytat:
zdążyła dostrzec, jak jego oczy


"że jego oczy" - wiem, wiem, upierdliwie czepiam się ;-).

Cytat:
Obawiam się, że nie będę w stanie ci pomóc, nieznajomy, pomyślała Cunqui w jego stronę.


W ogóle zastanawiam się, czy jednak nie powinnien być myślnik po skończonej myśli - pomyślałem, pisząc ten komentarz ;-). I zwrot "pomyślała Cunqui w jego stronę" trochę mi nie pasuje. Może na przykład tak: "pomyślała Cunqui, kierując niewypowiedziane słowa ku niemu" ?

Cytat:
Nikt nigdy jeszcze tak na nią nie patrzył.


To się nazywa miłością od pierwszego spojrzenia, hehe ;-).

Cytat:
Zamiast tego kontynuował ratowanie swojego życia i Cunqui po krótkim namyśle zgodziła się, że z jego perspektywy było to ważniejsze. Uczyniła to jednak niechętnie.


Tego typu wstawki, wyraźnie pokazujące róznicę pomiędzy jednym a drugim punktem widzenia bohaterów sa najlepsze, naprawdę mozna się uśmiechnąć. "No dobra, w sumie to masz rację, ratuj tyłek, chociaż jestem bardzo ciekawa twoich odpowiedzi na moje pytania" ;-).

Cytat:
Może było tak dlatego, że miała tutaj do czynienia z samcem? Według kobiet, mężczyźni potrafili wzbudzić w nich bardzo wiele emocji. Widocznie było to zatem prawdą.


Z perspektywy Cunqui - nie wiem, czy powinna zakładać, że było to prawdą, skoro samce potrafili wzbudzać emocje u kobiet - ona nie wie, kim jest, więc może wcale nie być kobietą. Może lepiej dodac jeszcze coś w stylu "czy to możliwe, by i ona była kobietą?"

Cytat:
piersi (które znacznie ułatwiły mu wspinaczkę)


:lol:

No i na koniec, nazwy... Ci Górołazi i cała reszta. To świetny pomysł. Fajnie wprowadzony indywidualizm plemion i tego typu. Oczywiście, kolejny świetny odcinek :yes:
Alen Dagam dnia 06.10.2017 16:20
Witaj, Marcinie. Dziękuję ślicznie!

Tak, z tymi myślnikami bardzo długo się zastanawiałam. Nie chciałam jednak, by myśli Cunqui były zapisywane tak samo, jak dialogi wymawiane przez tych, których spotykała. Jeszcze w grę wchodziły cudzysłowy, ale przy takim ich natężeniu ten tekst wyglądałby jak płot kolczasty - albo kursywa. Wybrałam najprostszy sposób, czyli brak szczególnego zaznaczenia, ale może będę musiała to jeszcze przemyśleć. Z trojga złego najprędzej wybrałabym kursywę.

Plus, zaczynam mieć wrażenie, że z Ciebie romantyk jest :p Obiecuję, że w opowieści będą przynajmniej trzy wątki miłosne. Nie... poprawka, cztery! ;)

Pozdrawiam cię serdecznie!
MarcinD dnia 06.10.2017 22:06 Ocena: Świetne!
No tak, w takim przypadku tekst byłby chyba jeszcze bardziej upstrzony i nadmiar znaków tylko odrywałby od treści. Kursywa jest chyba najlepszym wyjściem, tak, jak ja robię to "u siebie" z tytułami rozdziałów ukrytymi w treści ;-).

Cytat:
Plus, zaczynam mieć wrażenie, że z Ciebie romantyk jest :p

:bigeek: :smilewinkgrin:
Chyba powinienem dopracować maskowanie ;P
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
19/10/2017 00:36
Następnym razem. :) <zastanawia się nad tym> A… »
Zola111
19/10/2017 00:27
Procesjo, w powiązaniu z tytułem wiersza tekst brzmi… »
ElaM
19/10/2017 00:17
I moja interpretacja legła w gruzach... a tak mi się… »
kamyczek
19/10/2017 00:00
Allasko, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się,… »
Miladora
18/10/2017 23:41
Gdy dopracujesz, to powiedz. :) Przyjdę i popatrzę. »
Miladora
18/10/2017 23:38
Warto byłoby jeszcze trochę dopracować ten tekst, Procesjo.… »
olsza37
18/10/2017 23:34
Mirador dziękuję bardzo cenne uwagi i od razu ten wiersz… »
Silvus
18/10/2017 23:31
No to nie rozumiem. Jeśli nie na rozstaj dróg, to na… »
ElaM
18/10/2017 23:12
Nienawidzę matematyki, niemniej kocham poezję. Twój wiersz… »
Miladora
18/10/2017 23:00
Bardzo dwuznaczne zakończenie. Powiedziałabym wręcz, że… »
Miladora
18/10/2017 22:51
Zgadzam się z tym. :) Podkreślone to przypadkowy rym… »
ElaM
18/10/2017 22:50
Ja bym napisała, gdzieś na rozstajne i nie mam na myśli… »
Niczyja
18/10/2017 22:25
Jacku Londynie, Niektóre szkolne wypracowania bywają ładne,… »
Silvus
18/10/2017 22:24
Racja. Mogłem również postawić kropki. Wybrałem… »
Esy Floresy
18/10/2017 22:23
ElaM, nic nie poradzę z "niepodobasiem", bo o… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:36
Najnowszy:nertysafa3
Wspierają nas