Arystokrata cz.2 - violka
Proza » Długie Opowiadania » Arystokrata cz.2
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

– Drugi, sprowadź tu natychmiast Martina! – ciche warknięcie przywróciło ją do rzeczywistości. 
Obserwując bezmyślnie to, co się działo za oknem na dziedzińcu, zapomniała na moment o wygodnie rozpartym w fotelu mężczyźnie. Ostatni raz widziała w tym miejscu młodego chłopca, który powoli i trochę nieporadnie wchodził w rolę właściciela olbrzymiego majątku i jednego z potentatów imperium niewolniczego; teraz miała przed sobą dorosłego, pewnego siebie i swego uroku człowieka. Z nieukrywaną przyjemnością studiowała sylwetkę brata, gdy się gwałtownie poderwał, zauważywszy, że go nie słucha. Postawny, mocno zbudowany, o niepowtarzalnych i charakterystycznych dla Raysów rysach twarzy, emanował męską magią. Przemierzał nerwowo swój olbrzymi gabinet, ciskając na przemian przekleństwami i groźbami, by wreszcie stanąć i utkwić w niej spojrzenie dumnych oczu w kolorze ciemnego złota, które wraz z niepokojącym uśmiechem obrośniętym trzydniowym zarostem, czyniły go zbyt męskim, zbyt seksualnym i zbyt agresywnym. Mogła być dumna ze swojego brata, uroku nie można mu było odmówić. 
I był też wściekły. Bez wątpienia musiała dać mu czas na uspokojenie, zanim podejmą konstruktywną rozmowę, zwłaszcza, że nie powiedziała mu jeszcze najważniejszego. Przyglądali się sobie przez chwilę, jego spojrzenie było ciężkie, obce i zimne. Odniosła wrażenie, że chce z nią o czymś pomówić, o czymś niemiłym, ale przenosząc wzrok na olbrzymią biblioteczkę, wypełnioną księgami, które zapewne pamiętały bardzo odległe czasy, jakby w ostatniej chwili zrezygnował z powiedzenia czegokolwiek. 
Wiadomości, które mu przekazała, wyprowadziły go z równowagi. Wyczytała to z twarzy i drżenia w głosie, gdy zwracał się do niewolnika, na którym bez wątpienia wyżyłby się, gdyby nie jej obecność. Drugi… oryginalne imię nadał swojemu osobistemu. Zaprzątnął jej uwagę od razu, gdy tylko go ujrzała. Niby niczym szczególnym się nie wyróżniał. Jak cała służba, może z niewielkimi wyjątkami, był wysokim blondynem i doskonale się prezentował, ale dostrzegła w nim coś niepokojąco znajomego, coś nieuchwytnego, czego nie potrafiła wyjaśnić. Najwyraźniej Robert też w nim to coś odnalazł, gdyż na ile Marta znała, a zwłaszcza im więcej słyszała o jego preferencjach, Drugi był zbyt… dojrzały. Jej brat gustował w bardzo młodych chłopcach, a ten osobisty niewolnik i, jak się domyślała, również dla przyjemności, do najmłodszych nie należał, a jednak dostąpił wątpliwego zaszczytu, służenia samemu Raysowi. Czyżby Robert zmienił upodobania? Mało prawdopodobne, ale nigdy nie wiadomo… 
I jeszcze jedna myśl nie dawała jej spokoju: ciekawiło ją też, czy Drugi miał niebieskie oczy? Do tej pory nie podniósł na tyle wzroku, by mogła to sprawdzić. W tych czasach, jasnowłosi niewolnicy stanowili rzadkość, a z takim zabarwieniem tęczówek na dodatek, byli prawdziwym rarytasem. 
– Też uważasz, że wszystko to, dzieje się z mojej winy? 
Wyrwał ją z rozmyślań. Zatrzymał się przed siostrą, a poza, którą przyjął, mogła wyprowadzić z równowagi, jednak Marta nie dała się zwieść. Nie zadziałało na nią też zwężenie złotych oczu. Sama stosowała tę sztuczkę, gdy chciała wywrzeć na kimś presję. Czytała go jak otwartą książkę – zagubił się w tym wszystkim. Nie znał jej myśli, nie miał pojęcia, ile informacji jest w jej posiadaniu i jakie ma zamiary, a to wszystko razem doprowadzało go do furii, nad którą z trudem panował. Miała nad nim przewagę, z której nie zdawał sobie sprawy, którą odkryła już rano, przy śniadaniu. Nie mieli kontaktu ze sobą wiele lat. Wiedzieli o sobie tyle, ile donieśli im szpiedzy, ale wystarczyło jej jedno spojrzenie brata, króciutka rozmowa o niczym, by pomimo nieprzyjemnych wydarzeń, które niemal doprowadziły do zerwania rodzinnych więzów, domyśliła się, że ciągle jest dla niego ważna i bliska. Bez skrupułów postanowiła wykorzystać te uczucia. Od początku stworzyła dystans pomiędzy nimi, wywierając subtelną presję psychiczną. Z dłońmi wspartymi na poręczach fotela usadowiła się wygodniej, założyła nogę na nogę i spokojnie patrzyła mu w oczy. 
– Chciałabym wiedzieć, jak to się stało, że dopuściłeś do czegoś tak głupiego? Bo rozumiem, że nie robiłeś tego z premedytacją. – Nie miała najmniejszych wątpliwości, że z jego strony było to celowe działanie, zaplanowane i konsekwentnie realizowane, nie chciała jednak przyznać się do tej wiedzy. – Zadarłeś z całym establishmentem. Zdajesz sobie sprawę, w jakiej sytuacji nas postawiłeś? 
Ze świstem wciągnął powietrze do płuc i skupił się na siostrze. Nie miała prawa zwracać się do niego w ten sposób i oceniać jego działań, a tym bardziej mieszać do spraw, które do tej pory dla niej nie istniały. 
– Bardzo proszę, zmień ten protekcjonalny ton. – Pozornie grzeczna prośba zabrzmiała jak ostrzeżenie. – Prowadzę ten interes od lat i nie pozwolę, by ktoś się do niego mieszał. Nikt! Rozumiesz?!  
Uśmiechnęła się leciutko, myśląc szybko, kogo ma na myśli – ją czy Radę? Potrafiła zrozumieć jego gwałtowną reakcję. Nie był przyzwyczajony do takiego traktowania. On był tu panem, jego słowo było najważniejsze, święte i ostateczne, ale Marta nie mogła dopuścić do utraty dominującej pozycji w tej rozmowie. 
– Nie przyjechałam tu ustalać, kto jest kim i kto ile może. W tej kwestii nie powinno być najmniejszych wątpliwości – rzuciła mu wyzywające spojrzenie i w odpowiedzi na groźbę, choć w sercu pojawił się bolesny skurcz, uderzyła w czuły punkt: – Mam rację, braciszku? 
Mężczyzna odstąpił na dwa kroki w tył i skrzywił się. Jego coraz bardziej ciemniejące oczy nie wróżyły niczego dobrego. Narastające w pomieszczeniu napięcie było już prawie namacalne. Dawno temu, ujmując się honorem i wbrew jego prośbom, zrzekła się swoich udziałów w holdingu Rays Valley. Teraz upomniała się o nie w najlepszym stylu. 
– Trzeba ratować konsorcjum od totalnej zagłady...  
Zareagował bardzo szybko. Doskoczył do niej. Przycisnął rękoma jej dłonie, spoczywające na skórzanych poręczach fotela. Tym samym została w nim uwięziona. Syknęła. Opierając się całym ciężarem ciała, sprawił jej ból. Zignorował to i nie zmniejszył nacisku. 
– Chcesz powiedzieć, że do tej pory źle zarządzałem firmą?! Moją firmą?– zaznaczył. – Od czasów naszego dziada ten biznes nigdy nie był tak dobrze notowany na giełdach jak dziś. Jak myślisz: dlaczego jesteśmy na samym szczycie rynku? Dlaczego liczą się z nami wszystkie najważniejsze domy arystokratyczne? No, dlaczego? – Narastała w nim furia, słodka, zimna i zabójcza. 
Przebiegł przez nią dreszcz, którego źródła nie potrafiła odkryć. Nie bała się go, a wręcz była jakoś dziwnie zafascynowana tą niespodziewaną bliskością, tą pasją z jaką do niej przemawiał. Na dodatek doznanie potęgowała intrygująca woń wody kolońskiej, pomieszana z zapachem alkoholu, która czyniła go równie pięknym, co niebezpiecznym. Nie oczekując odpowiedzi, cedził dalej przez zęby: 
– Myślisz, że zaszczycają nas swoją szczodrobliwą przychylnością ze względu na sentyment dla naszej rodziny; że nas tak bardzo kochają, mając na względzie dawne czasy? – zadał pytanie i sam sobie odpowiedział: – Nie! Oni nas się boją. A dlaczego się boją? Bo sprawiłem, że ten cały, jak ich nazwałaś, establishment sprzedał mi się i to sam! Wykupiłem ich kawałek po kawałku. Za pieniądze kupiłem sobie ich szacunek, miłość i władzę. Czy sądzisz, że aby przetrwać w świecie zdominowanym przez konsumpcję i okrucieństwo, gdzie opinia publiczna z dziecięcą ufnością wobec Trybunału i mediów, pogrąża się w korupcji i chaosie, wystarczy samo nazwisko i starożytne pochodzenie naszego rodu? Znaczenie ma to, na ile cię przeliczają, bo pieniądz to władza, władza to siła, a jedno z drugim równa się przetrwanie… 
– Nie ma nic złego w przetrwaniu – weszła mu w słowo. – Tyle, że zrobiłeś to wszystko za ich pieniądze i paradoksalnie nie o pieniądze teraz chodzi. 
Odsunął się od niej, nabrał powietrza do płuc i odetchnął głęboko, wyrównując oddech. 
– Nie?! – zadrwił. – A o co innego może chodzić w tym porąbanym świecie? – Na jego usta wypełzł cyniczny uśmieszek. – Całe życie sprowadza się do jednego: do pieniędzy i pieprzenia… pieprzenia i pieniędzy, kolejność sama sobie wybierz!  
Musiała przyznać, że miał sporo racji. Pieniądze i wpływy odgrywały olbrzymią rolę. Robert zapomniał tylko o bardzo istotnym szczególe – w tym wszystkim był jeszcze człowiek, ze swymi słabościami i ułomnościami wynikającymi z poczucia własnej, niewyobrażalnej wyższości nad innymi. Nie doceniał przewrotności ludzkiej natury. 
– Doskonała konkluzja – pochwaliła równie zgryźliwie. – Tylko jaką cenę przyjdzie nam za to zapłacić? Zadarłeś z nieodpowiednimi ludźmi, od których wiele zależy. Są żądni władzy w równym stopniu co pieniędzy i bardzo nie lubią, gdy się ich lekceważy, publicznie upokarza…  
Wszedł Martin, a za nim Drugi. Rodzeństwo jednocześnie spojrzało w tym samym kierunku. 
– Słychać was na całym korytarzu... – zaczął zarządca, ale spostrzegłszy wściekłe spojrzenia obojga rodzeństwa, szybko zamilkł i zajął drugi fotel, na wprost Marty. 
– Długo kazałeś nam czekać na siebie – rzucił lodowato Robert. 
– Wybaczcie, pewna sytuacja z klientem wymagała mojej obecności – Martin próbował się wytłumaczyć, ale wzrok Raysa powstrzymał go skutecznie. 
Zdumiała ją lekceważąca reakcja brata w stosunku do starszego mężczyzny i wycofanie tego drugiego. Posłała zarządcy mający dodać otuchy, przyjazny uśmiech i zerknęła w stronę niewolnika, stojącego jak uprzednio w pobliżu drzwi. 
Intrygował ją. Odniosła jakieś przelotne wrażenie, że już kiedyś go spotkała, chociaż praktycznie było to niemożliwe. Nie mógł służyć już wówczas, gdy wyjeżdżała, ponieważ do dziś nie zachowałby tak dobrego zdrowia i kondycji. Osobiści Roberta wytrzymywali przy nim nie dłużej niż rok, góra półtora, potem kończyli na plantacji złamani psychicznie, a przede wszystkim zniszczeni fizycznie. Drugi nie mógł mieć również wcześniej innego właściciela, bo to kłóciło się z zasadami jej brata w kwestii bezpieczeństwa. Ta myśl nie dawała jej spokoju i była tak samo uporczywa jak ta o kolorze jego tęczówek. 
– Tylko ja mam wrażenie, że mamy jakiś problem! – wyrwał ją z zamyślenia, kierując słowa do Martina, ale była pewna, że zależało mu na zwróceniu uwagi siostry. 
Zauważył jej zainteresowanie swoim niewolnikiem i nie był tym zachwycony. 
Kierując następne słowa do mężczyzn, którzy przyglądali się jej z napięciem, zwróciła jeszcze uwagę na świeżą bliznę biegnącą od połowy policzka w kierunku ucha. Nie spuszczając z Drugiego oczu, rzekła: 
– Trybunał chce ci zabrać koncesję na handel niewolnikami… Chce nam zabrać – poprawiła się. Spokój w jej głosie i beznamiętny ton nie pozwoliły, by powaga tych słów dotarła do obecnych już w pierwszej chwili. Odwróciła się w ich stronę w oczekiwaniu na efekt. Najszybciej zareagował Martin. 
– Marta, o czym ty mówisz?! – pochylił się w jej stronę z niedowierzeniem. 
Robert zatrzymał się zdumiony i wstrzymał oddech. 
– Co powiedziałaś? – powtórzył po chwili za swoim zarządcą z ostrożnością w głosie. – Co ty mówisz? 
Podniosła się energicznie z fotela. Ta myśl nie dawała jej spokoju. Musiała to sprawdzić. Podeszła do niewolnika. Mimo że stał z opuszczoną głową, wciąż był nieco od niej wyższy. Miał szczupłą, idealnie wyrzeźbioną sylwetkę, która wyraźnie zaznaczała się pod dopasowanym ubraniem. Uniosła mu twarz za podbródek. Pod palcami czuła przynajmniej dwudniowy zarost. Jasne włosy zsypały się do tyłu na ramiona, odsłaniając teraz w całej okazałości ranę, oraz mniejszą bliznę tuż za uchem. Sądząc po rozcięciu, był to efekt wczorajszego bicia. Takie oszpecenie na delikatnej, klasycznej twarzy, ale o bardzo męskiej urodzie, z której patrzyła na nią para intensywnie błękitnych oczu, było niedopuszczalnym marnotrawstwem towaru. 
Zanim ulegle opuścił wzrok, dostrzegła w jego oczach przyczajony strach, co nie było niczym dziwnym, ale zaskoczył ją też jakiś desperacki brak pokory. Natychmiast nasunęła się myśl, którą podpowiadała jej intuicja – ten niewolnik nie był szeregowym sługą, był czymś więcej, a raczej – kimś więcej. 
– Tak – odwróciła się do nich gwałtownie i potwierdziła – Trybunał chce nam zabrać koncesję na handel niewolnikami. 
Przeszła się po gabinecie, w którym zapadła ciężka, zimna i dziwaczna cisza. Przez moment odniosła wrażenie, że słyszy bicie serca każdej obecnej tu osoby. Jej brat nie wierzył w to, co usłyszał, a Martin był autentycznie przerażony. 
– Nie mają prawa tego zrobić! – Warknął arogancko w kierunku zarządcy. – Nie mogą zrobić mi czegoś takiego… 
Spojrzał na siostrę w taki sposób, jakby szukał u niej potwierdzenia dla swych słów. Niestety, nie mogła spełnić jego niemej prośby. 
– Jeśli tak myślisz, to się mylisz – odparła chłodno. 
– Mogą to zrobić – odezwał się zamyślony Martin. – Znam przypadki, w których odebrali komuś koncesję… 
– Komuś! – Robert rzucił się w jego stronę, aż ten cofnął się zaniepokojony. – Ja nie jestem jakiś ktoś! Nie mają prawa, nie mają prawa mi nic zabrać! Nic! Rozumiesz? 
– Oczywiście, że mają takie prawo – Marta potwierdziła spokojnie. – I co więcej, oni to zrobią... Odbiorą nam tę cholerną licencję, czy ci się to podoba, czy nie – zaakcentowała słowo "nam” i dodała jeszcze: – Pomimo, że jest ona w posiadaniu naszej rodziny od kilku pokoleń.  
Podeszła do olbrzymiego okna. Na dziedzińcu sprzątano śnieg, który skrzył się w zimowym słońcu. Wszystko wydawało się tu takie ciche i beztroskie. Piękna, malownicza szadź, która oszroniła wszystko wokół, błękitne niebo i słońce wychylające się zza południowego skrzydła rezydencji kusiły, aby otworzyć drzwi tarasowych i podążyć do tego spokojnego, zaśnieżonego świata. Usłyszała za sobą skrzypnięcie skórzanego fotela, gdy Robert na powrót usiadł za biurkiem. 
– O, co chodzi tym starym, skorumpowanym kretynom? Opłacam się wielu z nich, mam teścia w radzie... 
Słuchając brata, walczyła z nagłym pragnieniem wyjścia na zewnątrz, rozsądek jednak wziął górę. Odwracając się, dostrzegła, jak Martin nerwowo przełyka ślinę, mierząc ją wzrokiem. Zastanawiała się też, dlaczego ten świetny doradca ich ojca, a teraz zarządca u jej brata, nie reagował; dlaczego nie powstrzymał go przed głupimi decyzjami, bo co do tego, że o wszystkim wiedział, nie żywiła najmniejszej wątpliwości. Stracił czujność, przestało mu zależeć na firmie czy aż tak się go bał?  
– Kilku z tych mądrali nie może bez mojego pozwolenia nawet kichnąć. W każdej chwili mogę pozbawić ich majątku… 
– No właśnie – wpadła mu w słowo. – Jesteś za mocny, oni się ciebie boją, zrobiłeś się niewygodny. To, co im dajesz, to dużo za mało. Nie chcą już resztek – wypowiadając te słowa, obserwowała, jak jego pewność siebie znika. – A poza tym stałeś się dla nich niebezpieczny. Patrzą na ciebie przez pryzmat ambicji naszych rodziców, naszej rodziny, rozumiesz? Podniosłeś głowę, pokazałeś im swoją siłę, odkryłeś się… – Kątem oka zerkała, jak Martin potakuje głową na znak, że zgadza się z jej opinią. – Na dodatek koncesji jest tylko kilka, a chętnych na nią wielu… 
– I wielu zrobi wiele i jeszcze więcej zapłaci, by tylko ją zdobyć – dopowiedział starszy z mężczyzn. 
Robert westchnął z irytacją, wzruszył ramionami i oparł podbródek na ręce. Wzrok utkwił gdzieś w kącie pokoju. 
– Jak nie zaczniemy działać, to za chwilę takich niewolników – wskazała na Drugiego – zamiast sprzedawać, będziesz kupował za ciężkie pieniądze. 
– Co mi zarzucają? – spytał rzeczowo i spojrzał na nią, udając, że nie dostrzegł ironii w wypowiedzianych przed chwilą słowach. Nie umknęło jej uwadze, że zmienił ton i zaczął się uspokajać.  – O co im konkretnie chodzi? 
– Posunąłeś się za daleko, Robert. Tyle razy cię ostrzegałem, że łamiesz zasady... – wtrącił Martin, ale zignorował jego słowa. 
– Ale co? Co robiłem, czego inni też nie robią?! – zwrócił się do niej, wciąż czujnie obserwując siostrę. 
Wyczuwała w jego głosie jakiś mroczny cień, jakieś ostrzeżenie – nigdy nie przyzna się do błędu i będzie się stawiał do końca. Jego upór, przebojowość i odwaga zawsze były atutami, ale tym razem nie wystarczą; tak samo jak koneksje rodzinne, na których polegał. Teraz zdał sobie sprawę z powagi i beznadziejności sytuacji, w której się znalazł, oraz że nie wykpi się tak łatwo, jak do tej pory bywało. Obawiała się, jak zareaguje na wieść o decyzjach już podjętych za jego plecami, jak to zniesie. 
– Nie mogą mi zarzucać czegoś, co jest powszechnie stosowane… 
– Ale nie na taką skalę... – zarządca znów się wtrącił, ale tym razem Rays przerwał mu ostro: 
– Zamknij się! – Był zniecierpliwiony i nie uważał w tym momencie Martina za partnera do rozmowy. 
– No, więc co mi zarzucają? – skierował pytanie do Marty. – Czego ode mnie chcą? 
Odetchnęła z ulgą. Wreszcie będą mogli zacząć poważną rozmowę. Usiadła na brzegu biurka, bokiem do brata. Jej uwagę przykuła misternie zdobiona szpilka z okazałą perłą, była to oryginalna i wyjątkowa damska ozdoba. Wzięła ją delikatnie do ręki i przyjrzała się bliżej; srebro było oksydowane, przetarte i wypolerowane na piękny połysk, aby wydobyć niesamowitą fakturę biżuterii. 
– Piękna rzecz… – Jeszcze raz obróciła w palcach przedmiot i odłożyła go, jednocześnie zastanawiając się, kto mógł być właścicielką tej wyjątkowej ozdóbki. 
– Więc? – Robert ponaglił ją zirytowany. 
Odchylił się w fotelu, chwycił w rękę długopis i zaczął nim kręcić między palcami. Wyraźnie przyjął postawę obronną. Założyła nogę na nogę i lekko pochyliła się w jego stronę, opierając dłonie o blat biurka. 
– Brutalność twoich najemników podczas akcji, brak szczegółowej selekcji na miejscu i fabrykowanie fałszywych oskarżeń, jak się domyślasz, nie są dla Rady jakimś większym problemem… – Ostrożnie obserwowała, jak jego twarz zastygała w zimną maskę. – Nawet handlowanie na cichych aukcjach niewolnikami poniżej dozwolonej granicy wieku. To wszystko są w stanie przełknąć. Ale już polowania poza granicami wyznaczonych dzielnic i wchodzenia na cudze terytoria nie darują ci za nic. – Przerwała na chwilę, aby nabrać powietrza w płuca. – Prowokujesz ich, ośmieszasz i okradasz. Nie będą tego dłużej tolerować… 
– To wszystko jest mocno naciągane – parsknął i robiąc niecierpliwy ruch ręką, spojrzał gdzieś w bok, poruszenia na twarzy jednak nie zdołał ukryć. – Nie odważą się zadrzeć z Raysem. Zbyt dużo wiem i mam opłaconą większość głosów w radzie… 
– Miałeś! – wtrąciła. – Pewne sprawy mocno się zdezaktualizowały. Niestety przeoczyłeś je. – Nie pozwoliła sobie przerwać, gdy próbował zaoponować. – Trybunał ma dowody na to, że zaniżasz stan faktyczny, na jaki opiewają kontrakty z dzielnic, i że organizujesz nielegalne aukcje, na których sprzedajesz nadprogramowy towar, z którego oni nie mają żadnych procentów i tracą tym samym ogromne pieniądze... – Zamyśliła się na moment nad swoimi słowami. – Nie darują ci tego, Robert, nie wiem tylko, czy majątku, który zbijasz, czy twojej buty i arogancji. Są żądni krwi i aby zaspokoić swój głód, muszą otrzymać coś w zamian. 
Ciszę, która zapadła po jej słowach, zakłócił trzask pękającego długopisu i miarowe skrzypienie skórzanego fotela. Spojrzała na Martina. Nerwowo poruszał się w przód i w tył, z niepewnym, ostrożnym wyrazem twarzy, świadczącym o zrozumieniu powagi sytuacji, w jakiej się znaleźli. 
– Czego chcą? Mojej głowy? – zakpił, uśmiechając się cynicznie, ale mina siostry, bardzo szybko starła z jego twarzy szyderstwo, którym chciał zamaskować niepokój. 
– Rozumiem, że przyjechałaś tu już z gotowym scenariuszem, inaczej Trybunał po prostu powiadomiłby mnie, że nie mam prawa wchodzić na dzielnicę. – Powiedział głosem wyzutym z emocji, ale spojrzenie nie straciło nic ze swej przenikliwości. 
– Uznali prawo do błędu. – Zerknęła na zarządcę, ochłonął po pierwszym szoku i wyglądał jakby zbierał myśli. – Rada zdaje sobie sprawę, że otwarta wojna z Raysami to polityczne samobójstwo dla wielu jej członków, a tym samym paraliż wielu strategicznych instytucji, które są w rękach kilku arystokratycznych rodzin. Jeśli do tego dojdzie, wiesz, co nastąpi, prawda? – Robert skinął głową w geście potwierdzenia. 
– Nie chodzi im o dzielnice… nie o rynek niewolników… chcą mieć nade mną kontrolę! – szepnął wściekle. – Trybunał nie powziął żadnych działań przeciw mnie, bo weszłaś z nimi w układ. – Skinęła głową na potwierdzenie. Robert pokręcił głową z niedowierzeniem, w jego oczach dostrzegła żal. – Mam podzielić się z tobą kontrolą nad holdingiem Raysów? Taka jest wasza strategia? 
– Ty nie masz się dzielić – odezwał się nagle skupiony i milczący do tej pory Martin. – Ty masz oddać Marcie całą władzę. 
Westchnęła z wdzięcznością, że te słowa padły z ust zarządcy. Nagłej zmiany w oczach brata nie dało się nie zauważyć. Teraz jej brat był już gotowy do rozmowy, do tej właściwej… 


Po prawie godzinnej, burzliwej wymianie zdań i wzajemnego przerzucania się argumentami, doszli do porozumienia, który pozwoli im funkcjonować w ramach ustanowionych przez Trybunał. Robert, z oporami ale poddał się woli Rady, dzięki czemu otrzymali rok na poprawienie rynkowego wizerunku firmy i natychmiastowe zakończenie działań niezgodnych z kodeksem handlowym Trybunału. Faktycznie tylko na Marcie spoczął obowiązek naprawienia stosunków z Radą i przede wszystkim zapanowania nad swoim bratem, który na szczęście podzielał jej zdanie, że interes firmy i rodziny jest najważniejszy, i na ten czas odsunął się, choć nie bez protestów, od zarządzania konsorcjum. 
Dopiła alkohol, który podał jej Martin w momencie, gdy dyskusja schodziła na niebezpieczne tory, i odstawiła szklaneczkę na ciężki, dębowy stolik. 
– Dziękuję, jestem z ciebie dumna – zwróciła się cicho do Roberta. 
Oparty o biurko wydawał się spokojny i jakby pogodzony z sytuacją. Była pełna uznania dla jego rozwagi i w pewnym sensie poświęcenia. Tym bardziej, że nie miała pojęcia, jak sama by się zachowała, znajdując w takiej sytuacji. 
– Jakiej odpowiedzi ode mnie oczekujesz? Cała przyjemność po mojej stronie? Czy może lepiej: nie ma sprawy baw się dobrze? – Słowa zabrzmiały lodowato, chyba ostrzej, niż zamierzał, ale nie dziwiła się, w końcu przyparła go do muru i zajęła jego miejsce. 
– Nic, zupełnie nic… 
Podszedł do niej, popatrzył chwilę i objął, tuląc mocno, zbyt mocno, ale nie było to niemiłe. Wdychała z przyjemnością jego zapach, poznawała go od nowa. Powracały wspomnienia z czasów, kiedy ten mężczyzna był dla niej całym światem. Z czasów, kiedy był nie tylko jej bratem, lecz również opiekunem w najtrudniejszym dla nich okresie życia. Czuła się wtedy bezpiecznie i teraz, gdy trzymał ją w ramionach, było jak dawniej. Potrzebowała tego ciepła, potrzebowała jego bliskości i poczucia, że nie jest sama. Szkoda tylko, że jednoczyli się dopiero w obliczu tak poważnego zagrożenia. 
– Kocham cię, siostrzyczko – wyszeptał jej do ucha. Zachwiała się. Nie słyszała tych słów od lat! Czuła dokładnie to samo.  
– Ja też… – Wyznanie tego uczucia nie chciało jej przejść przez usta. – Cieszę się, że wróciłam – dodała w zamian.  
Odsunęła się od niego i skierowała do wyjścia. Nie mogła wydusić z siebie nic więcej… A może nie chciała, żeby padło więcej słów, których się bała. Jasnowłosy niewolnik otworzył przed nią drzwi. Zauważyła, że drżą mu dłonie. Zatrzymała się i na sekundę odwróciła w stronę Roberta. Jego oczy, przed chwilą jeszcze tak ciepłe i czułe, w jednej chwili stały się zimne i bezwzględne. To wystarczyło, by zrozumieć, dlaczego chłopakowi drżą ręce.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
violka · dnia 20.09.2017 10:29 · Czytań: 201 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 11
Komentarze
Dobra Cobra dnia 20.09.2017 17:52
Cytat:
Trzeba ratować konsorcjum od totalnej zagłady...
Oj, trzeba...


violka,

No, teraz prowadzą głebokie, pełne nerwów rozmowy o tym, co można, a czego nie. Czyli całośc poważnie zahacza w stronę s-f. Szkoda... Ale widać w zwykłym świecie się nie da.

Bardzo dobrze napisane, tu szacunek. Przeczytałem, ale jak pierwsza częśc zaintrygowała, ta raczej rozczarowała. Ale może tak musi być, jak się publikuje w częściach.

Zatem do następnego.


Pozdrawiam,

DoCo
violka dnia 20.09.2017 18:37
Witaj, DoCo.
Świat, który stworzyłam jest mocno nieralny( i całe szczęście), więc można go uznać fantastycznym ;) Co do intrygowania... W powieściach prowadzonych wielotorowo, niestety jest potrzeba czasami pomarudzić, aby naświetlić nici kilku wątków, które będą się wzajemnie przeplatać, odkrywając powoli historię, intrygi, zależności, oraz ukazując świat niby odległy i okrutny dla czytelnika, to po przyjrzeniu się dokładnie, nie całkiem obcy, a trochę tylko odwrócony.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam. :)
al-szamanka dnia 21.09.2017 18:06
Violu, napisałam Ci pod pierwszą częścią, że bardzo dobrze piszesz, a ja mam uznanie dla dobrego pisania.
Po przeczytaniu tego tekstu zdania nie zmieniłam.
Co więcej, zaintrygowana, postanowiłam trochę pogrzebać w necie i parę dni temu przeczytałam wszystkie sześć części,do których zdołałam dotrzeć.
Kosztowało mnie to sporo nerwów i dwie bezsenne noce.
Podziwiam Twoją pomysłowość - wymyślić inny świat, ze wszystkimi układami i zależnościami społecznymi jest wyczynem nie lada.
Ale...
Zastanawia mnie jak wpadłaś na taki pomysł.
I jeszcze coś - dla kogo piszesz.
Wiadomo, że pedofil będzie szukał stron pedofilskich, tak samo postąpi nekrofil, sadysta czy zoofil.
W Twoich tekstach jest tak pełno przemocy, wyuzdania, niewyobrażalnego okrucieństwa i poniżenia człowieka, że opisy takie mogą spodobać się wyłącznie osobom o mocnych skłonnościach psychopatycznych. Czy nie obawiasz się, że właśnie psychopatom, po przeczytaniu Twojej książki, zamarzy się realizacja Twoich pomysłów?
Może zabrzmi to jak moralizowanie, ale myślę, że z takim talentem pisarskim mogłabyś się wspaniale spełnić w bardziej strawnej tematyce - przeczytałabym jako pierwsza :)

Pozdrawiam :)
violka dnia 21.09.2017 22:03
Szamanko, słowa uznania za poszukiwania.
Piszę ten tekst, rzeczywiście w konkretnym celu i dla konkretnego odbiorcy. Dotarłaś do niewielkiej części powieści, która budzi kontrowersje i wywołuje dyskusje, ale czemuś służy, do czegoś zmierza. W późniejszych częsciach łatwiej dostrzec kontrast pewnych działań i mechanizmów powstawania zachowań dysocjacyjnych. Stworzyłam świat nierealny, ale przyjrzyjmy się realnemu. To, że nie będziemy mówić, że istnieje zło, to nie znaczy, że go nie będzie. Psychopaci istnieli, istnieją i będą istnieć, taka już ludzka natura i uwierz mi nie potrzebują mojego , ani innego pisania aby realizować swoje chore potrzeby, ale można (nie mówię o Arystokracie) dostrzec pewne rzeczy do których nie chce się normalnie zajrzeć, sprawdzić. Jak to działa? Dlaczego? Co powoduje, że ktoś zachowuje się tak , a nie inaczej? Studium psychologiczne każdej postaci do głębi wstrząsa, ale nakazuje zastanowić się choć przez chwilę. Nic tak nie boli jak prawda i obrócenie sytuacj na siebie. Jak napiszą w prasie, że ktoś zabił psa, reakcje bedą takie: to tylko pies; szkoda psa; co za zwyrodnialec, ale takie życie.
Gdy napiszą: ktoś zabił w bestialski sposób małego, bezbronnego, rudziutkiego jamniczka, który był członkiem rodziny od kilkunastu lat i za którym rozpacza kilkuletnia dziewczynka, która nie śpi, nie je posiłków i wciąż oczekuje na powrót małego przyjaciela - wtedy zostaje uruchomiona wyobrażnia czytelników. Boli ale dociera.
Ale dosyć moralizatorstwa. Myslę, że za jakiś czas przeczytasz również mój bardziej "ludzki" tekst i spojrzysz na mnie, jako autora, z innej strony. W każdym razie bardzo dziękuję za komentarz i cieszę się, ze tekst sprawił, że chwilę podumałaś nad nim, bo o to chodziło.
Pozdrawiam serdecznie :) Violka
skroplami dnia 21.09.2017 23:52 Ocena: Świetne!
Autorko.
S-f w tekście? Gdzie? Przecież to czasy rzymskie, przeszłość, zwykła historia.
Jakieś drastyczne sceny, zbyt dużo erotyzmu, seksu, sadyzmu, masochizmu? Codzienność wciąż, tylko za kotarą dla "zwykłych" ludzi, jeśli są tacy. Otwierasz przed czytelnikiem prawdę o części świata, z przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, części niedostępnej lub odrzuconej ale nie do końca przez "codzienność".
Ponadto. Znam sytuacje psychiczne, i inni znają, gorsze od Twych kilku fizycznych opisów brutalności, wdzierające się do wnętrza jak pal i wisisz tak, nabita.
Aby nie było, mającym zastrzeżenia proponuję obejrzeć pełną wersję "Kaliguli", film którego nie mogłem dokończyć, dotarłem do momentu gdy Kaligula zabija publicznie mordercę, który zabił by Kaligula mógł objąć władzę :). Nic poplątanego, część historii :). A podobieństwo tekstu do filmu także pod względem posiadania władzy, dążenia do absolutnej. Oczywiście, nie wiem co dalej będzie w "Arystokracie".
Bez rozpatrywania za i przeciw, mnie osobiście wciąga i budzi oczekiwania, jednocześnie zachwyca. Także ogromem pracy włożonym w tekst i opisami psychiki bohaterów.
Faktem, dociera, może dotrzeć, do najgłębszych ciemnych stron człowieka.
Mamy więc sprawdzian dla siebie: chcemy tak czy jest w nas coś jasnego, i ciemność pozostanie w ciemności wciąż przyczajona lub po prostu przegra bo już przegrała.
I :), atmosfera ciut przypomina Kinga ;).
P.S. Autorko, podejrzewam że widziałaś. Ale kto nie widział a chce obejrzeć, potem porównać z tym co na początku i co będzie dalej w "Arystokracie", to adres do Kaliguli:
http://ekino-tv.pl/movie/.../5344
Film jest drastyczny, bardzo prawdziwy, otwarty, wstrząsa.
Tak też odbieram "Arystokratę", no normalnie dla mnie jest "dziełem", w prawdziwym znaczeniu. Za wcześnie na to? Oczywiście, dotychczas. Czy zmienię zdanie po poznaniu całości? Mam nadzieję że nie.
violka dnia 22.09.2017 08:23
skroplami, sama bym lepiej nie ujęła ;)
Dziękuję za link do filmu, spróbuję sie zmierzyć z tym obrazem. Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że Arystokrata Cię nie zawiedzie.
Pozdrawiam.
Lady Winter dnia 22.09.2017 10:22 Ocena: Świetne!
Arystokrata nareszcie na właściwej półce :)
Ja jestem Twoją absolutną fanką, więc nie będę się powtarzać, co sądzę o tej narracji.

Zdaje mi się, że w tamtym miejscu doszłaś do 10. części.
violka dnia 22.09.2017 15:05
Dziękuję za fanowanie ;), tak jestem przy dziesiątej, ale dzielę na małe fragmenty, bo czytelnicy lubią krótkie teksty, chociaż źle wpływa, według mnie, na odbiór tekstu. Tak się zastanawiałam za co Arystokrata wylądował na dolnej półce, ale widać tak musiało być. :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Lady Winter dnia 22.09.2017 15:29 Ocena: Świetne!
Vajlet, nie przejmuj się kwestiami półkowymi. Recenzenci to tylko ludzie :)
Alen Dagam dnia 28.09.2017 01:35 Ocena: Bardzo dobre
Dobry wieczór.

Przywiodło mnie tutaj, chociaż zwykle siedzę w SF i nie żałuję.

Bardzo dobra, wnikliwa historia. Tylko chyba kategoria "długie opowiadanie" nie pasuje - toć to początek książki.

Najpierw drobiazgi, które udało mi się wyłapać.

Cytat:
Ob­ser­wu­jąc bez­myśl­nie (...) Wy­rwał ją z roz­my­ślań.


Pomiędzy tymi dwoma miejscami jest sporo refleksji, więc może nie "bezmyślnie"?


Cytat:
ude­rzy­ła w czuły punkt: – Mam rację, bra­cisz­ku? 


Omija mnie tutaj coś chyba, bo nie rozumiem, dlaczego to był jego czuły punkt.

Cytat:
– Po­su­ną­łeś się za da­le­ko, Ro­bert. Tyle razy cię ostrze­ga­łem, że ła­miesz za­sa­dy... – wtrą­cił Mar­tin, ale zi­gno­ro­wał jego słowa.


ale Robert zignorował - albo zamiennik

Cytat:
Za­my­śli­ła się na mo­ment nad swo­imi sło­wa­mi.


przez moment

_____

Troszku na temat kontrastu jeszcze ode mnie:

Odwieczna walka dobra ze złem ma tylko wtedy sens, gdy przedstawione jest zło. A im mocniej zarysowane, im głębsze, uderzające w twarz i wstrząsające psychiką, tym wyraźniejsze potem jest zwycięstwo dobra. Retribution, poetic justice - czyli kara/zemsta/zadośćuczynienie nabierają więcej sensu. Wywołują w nas reakcję “Tak! Nareszcie!”, a im dłużej trzeba na nie czekać, tym głębsza satysfakcja. Biel najlepiej widać na czerni.

Jestem po lekturze Martina, pamiętam nabijanie na pal biednego Azji w Sienkiewiczu i może dlatego przemoc i brutalność opowiadania, które jak widzę po komentarzach, wstrząsają tak mocno innymi czytelnikami, oceniam na umiarkowane. Oczywiście nie jest to nagana! Nie jestem tutaj, by napawać się mocnymi i bulwersującymi obrazami, lecz dlatego, że podoba mi się historia.

Kilka refleksji o bohaterach (ta część jest bardzo subiektywna):

Robert to taki mały sadysta, którego napompowany własnym ego członek kurczy się pod wpływem zimnego prysznica, którym oblewa go siostra przy pomocy niezmiernie, zdaje się, usatysfakcjonowanego z tego powodu zarządcy. W pierwszej części Robert był intrygujący, ale stracił sporo podczas konfrontacji - trafiła w końcu kosa na kamień, jak się to mówi. Pokazał swoją słabość, czyli złość, w skrócie chamstwo. Marta natomiast trzyma się twardo, poza chwilami jeszcze dla mnie niezrozumiałego pożądania w stosunku do swojego brata. Nie dlatego, że to rodzeństwo, ale z powodu jego braku kręgosłupa. Aż tyle w nim tej męskiej magii?

Drugi jest fascynujący i to już po niewielu słowach.

Co do Marty, nie mam jeszcze w pełni wyrobionego zdania o niej. Podoba mi się, gdy szybko poprawia się mówiąc o niewolniku - najpierw jest on "czymś", ale potem już "kimś".

Martin budzi na razie moją największą sympatię.

Dziękuję za umożliwienie tej miłej lektury. Mam nadzieję, że coś z tego wszystkiego powyżej jest pomocne. Jutro postaram się przeczytać kolejną część.

Pozdrawiam serdecznie!
violka dnia 28.09.2017 09:05
Alen Dagam dziękuję za wnikliwy komentarz i zwrócenie uwagi na drobnostki i przyjmuję je z uwagą. Co do samej historii, w kwestii bieli i czerni, po raz drugi masz rację, oraz sporo racji co do trojga bohaterów, chociaż Robert jest bardziej skomplikowaną postacią niż się na początku wydaje. Mam nadzieję, że uda mi się to przedstawić wyraźniej w późniejszych częściach i poznasz bliżej pewne zależności, nie zniechęcając się do świata, który stworzyłam.
Pozdrawiam.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
19/10/2017 00:36
Następnym razem. :) <zastanawia się nad tym> A… »
Zola111
19/10/2017 00:27
Procesjo, w powiązaniu z tytułem wiersza tekst brzmi… »
ElaM
19/10/2017 00:17
I moja interpretacja legła w gruzach... a tak mi się… »
kamyczek
19/10/2017 00:00
Allasko, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się,… »
Miladora
18/10/2017 23:41
Gdy dopracujesz, to powiedz. :) Przyjdę i popatrzę. »
Miladora
18/10/2017 23:38
Warto byłoby jeszcze trochę dopracować ten tekst, Procesjo.… »
olsza37
18/10/2017 23:34
Mirador dziękuję bardzo cenne uwagi i od razu ten wiersz… »
Silvus
18/10/2017 23:31
No to nie rozumiem. Jeśli nie na rozstaj dróg, to na… »
ElaM
18/10/2017 23:12
Nienawidzę matematyki, niemniej kocham poezję. Twój wiersz… »
Miladora
18/10/2017 23:00
Bardzo dwuznaczne zakończenie. Powiedziałabym wręcz, że… »
Miladora
18/10/2017 22:51
Zgadzam się z tym. :) Podkreślone to przypadkowy rym… »
ElaM
18/10/2017 22:50
Ja bym napisała, gdzieś na rozstajne i nie mam na myśli… »
Niczyja
18/10/2017 22:25
Jacku Londynie, Niektóre szkolne wypracowania bywają ładne,… »
Silvus
18/10/2017 22:24
Racja. Mogłem również postawić kropki. Wybrałem… »
Esy Floresy
18/10/2017 22:23
ElaM, nic nie poradzę z "niepodobasiem", bo o… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:34
Najnowszy:nertysafa3
Wspierają nas