Trzeźwym (k)rokiem (miesiąc pierwszy) - JaDziekuje
Proza » Miniatura » Trzeźwym (k)rokiem (miesiąc pierwszy)
A A A

Marzec / Kwiecień 2016

Rok temu udało mi się, nie pić ponad miesiąc.
Jakoś w okresie świąt Bożego Narodzenia (2014), gdy cała rodzina jadła przy stole kolację, ja wyłem piętro wyżej. Wyłem niemym krzykiem, a powodów do tego miałem wiele. Życie ulatniało się z mojego ciała po cichu, zabierając każdy kolor świata i zmieniając go na któryś z odcieni beznadziei. Leżałem, na pustym zimnym betonie, wiłem się jak wąż, w czarnej rozpaczy, rycząc i nie mogąc złapać w tym płaczu i wyciu powietrza. Gdzieś ręką zgniatałem z całych sił linę. Pamiętam, wyłem do Boga, żeby mi pomógł. Pomógł praktycznie od razu. Przysłał do mnie matkę, która pogłaskała mnie po głowie i powiedziała, że mnie kocha i mnie będzie wspierać w walce. Rozpacz powoli ustawała w matczynych ramionach. Wyszedłem z ciągu alkoholowego w parę dni, bo od razu było to dla mnie niemożliwe. Wyszedłem i nie piłem ponad miesiąc. Modliłem się wtedy dużo, byłem u spowiedzi generalnej i przyjąłem ciało Chrystusa. Pojechałem na mecz Legii i się napiłem w przekonaniu, że chyba mogę się już napić, skoro tyle nie piję, to nie mam z tym problemu. I nadrabiałem te czterdzieści dni, pijąc czterdzieści dni za tamte trzeźwe i te, które upływały obecnie. Po czterdziestu dniach były kolejne i kolejne, tak minął ponad rok, aż przestałem znowu miesiąc temu. Dłuższej przerwy od alkoholu nie zaliczyłem, aż do teraz. Tamta sytuacja pokazała mi, że można w miarę radośnie żyć. Przez tamten miesiąc dostałem próbkę trzeźwości, jak ona może wyglądać.
Więc to drugi trzeźwy miesiąc od dziewięciu lat, ale ten jest najnudniejszym miesiącem w życiu. To ta nuda pcha mnie, do napisania czegoś w formie pamiętnika czy dziennika, który nie wiem, jak i kiedy się zakończy. Planuję pisać go rok, stąd tytuł.
Rok — tyle ma trwać moja wymuszona esperalem abstynencja. Jestem ciekawy, jak to jest dłużej na trzeźwo, co stanie się przez ten rok, jestem za bardzo zniszczony piciem, chcę odpocząć by dalej kontynuować życie. Pierwszy raz upiłem się, mając około trzynastu lat. Wypiłem wtedy jedno, a może trochę więcej, taniego wina. Prowadziłem rower, nie mogąc na nim jechać. Rower zgubiłem, w domu była awantura, a ja jeszcze parę razy za młodu sięgnąłem po alkohol. Regularnie pić zacząłem w wieku szesnastu lat, dziś mam dwadzieścia pięć. Nie wiem, czy mi to imponowało, ale pamiętam, że bardzo chciałem pić. Szybko mi się to spodobało, można powiedzieć, że od razu mocna więź połączyła mnie z alkoholem. Spędzanie wolnego czasu i wszelka rozrywka była połączona zawsze z nim. Każdy wyjazd, spotkanie, weekend. A potem już częściej, a potem już cały czas.

Narkotyki też nie są mi obce, ale uważam, że nie mam z nimi problemu, mimo że same w sobie nie są bezpieczne i problematyczne jak alkohol.

Piszę to dla siebie. Z nudów, z nadzieją, że całość nakreśli jakiś przełom w moim życiu. Ten pierwszy miesiąc jest po prostu nudny, więc drogi czytelniku z całą powagą proponuję ci, przejść kliknięciem myszy na inne ciekawsze teksty. Ja tu walczę z brakiem weny, nudą, wkurwieniem i nałogiem.

***

Odpalając papierosa od papierosa, obserwuję okruszki ciasta w rogach blachy. Tyle zostało po świętach. Wielkanoc urozmaicona chorobą jakoś minęła. Mało przyjemny rodzaj gorączkowego haju, zdawał się ciekawym spędzaniem czasu. Po odstawieniu alkoholu, wstąpiła we mnie, nieznana mi dotąd pewna energia życiowa, chcąca cały czas robić coś konstruktywnego. Na czas świąt omijałem pijackie pieprzenie, czerwone mordy i ciasto.
Zanurzam pośliniony palec w tygodniowe okruchy świątecznego ciasta, wsadzam do ust i przekonuję się, że gówno mnie ominęło.

***

Ile bym dał za moralniaka, którego bym zwalczał pół tygodnia. Ile bym dał nawet za kaca, który paraliżowałby moje naturalne odruchy cały dzień, żeby chociaż otarcie na łokciu. Nie marzę już o bójce, której przebieg odtwarzałbym w głowie dwa tygodnie. W tym miesiącu nie potłukłem, nie zepsułem niczego. Do pracy nie zaspałem ani nie przysnąłem w trakcie. Przez ten miesiąc robiłem jedno — NIE PIŁEM. Na pytanie „co u ciebie?”, po raz tysięczny odpowiedziałem „nic”, ale pierwszy raz w życiu nie kłamałem, bo było to smutną prawdą.

Alkoholizm to kroplówka podłączona do człowieka, w której oprócz kaców, wstydu, złego samopoczucia psychicznego, jak i fizycznego, jest wiele przygód, ciekawych historii i niespodzianek. Dostarcza atrakcji wysokich lotów, nawet jak leżysz na swoim łóżku i patrzysz w dobrze znany ci sufit. Bo kto na trzeźwo leżałby cały dzień lub trzy dni z przerwą na sen, patrząc na ten sufit, na którym nic się nie dzieje i byłoby mu z tym cholernie dobrze i miło? Błogość odczuwalna po każdej kropelce, wchodzącej w krwiobieg, była już samym w sobie urozmaiceniem tak wielce upragnionym, że reszta była dodatkiem, albo reszta — cała reszta, nie była wcale istotna. Bez tej kroplówki, nie zgubiłem nawet złotówki, nie podarłem spodni, nie zdarłem czubków butów. Obiady jadłem pewną ręką, kawę słodziłem, nie słodząc stolika. Zatęskniłem za swoją przyjaciółką depresją, ale nawet z pomocą nastrojowej muzyki, nie zaciągnąłem jej do łóżka. Bez lampki... butelki... cysterny wina nie dało rady.
To ta przerażająca monotonia i szarość dnia mnie dusi. Tego dnia, który praktycznie nie mija, zaczyna się dziesiątki razy, ale nigdy nie kończy. Dzień w którym „nic się nie stało” pomnożony przez trzydzieści.

Mam tylko dużo czasu i proszki w pośladku ,które organizm odrzucał i częstował co chwila (wcześniej wspomnianymi) gorączkami i rosnącym bąblem na dupie. Okazało się to nie chorobą, a walką ciała z ciałem obcym. Stan zapalny leczyłem antybiotykiem, który powodował objawy uczulenia. Rano skóra wyglądała jakby, przemaszerowało przez nią mrowisko. Bąbelki na ciele swędziały, po południu puchły i zaraz bolały w dotyku tak jak bąbel wielkości dna szklanki na tyłku. Antybiotyk częstował mnie bólami brzucha i biegunkami — tylko to się dzieje. Niby dużo, a jednak nic.

Wszywka — niech nikt mnie przez kolejny miesiąc nie pyta, czy żałuję tej decyzji.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JaDziekuje · dnia 25.09.2017 13:51 · Czytań: 157 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Milena1 dnia 25.09.2017 15:11 Ocena: Bardzo dobre
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam również poprzednie części.
Historia wciąga, tym bardziej, że jak piszesz jest prawdziwa.
Będę śledzić z ciekawością następne odcinki
Pozdr :)
JOLA S. dnia 25.09.2017 20:17 Ocena: Świetne!
Opowiadanie moim zdaniem znakomite, nieprzegadane. Odnoszę się do wszystkich części. Prawdziwe, historia nie wydumana, nienaciągana, zrobiła na mnie wrażenie
Może nie całkiem i nie ze wszystkim się zgadzam, ale to subiektywne odczucie, to trzeba przeżyć... Pomijam te drobiazgi.
Ale jeszcze parę ciepłych słów.
Ta część porwała mnie. Znakomitym językiem oddałeś dramaturgię, w tak zwięzłej, krótkiej formie.
Zachwycił mnie ten tekst, tak krótko i zarazem dosadnie odnoszący się do kontrowersyjnego, mogącego być przedmiotem obszernych polemik problemu.
Pijaństwo to choroba. :(
Udało Ci się zachować zdrowy dystans. Dobra narracja.

Pozdrawiam serdecznie :)
JOLA S.
Tjereszkowa dnia 25.09.2017 21:17
Fajnie Cię tu spotkać :)
Moje zdanie znasz. Dla porządku napiszę, że to kawał dobrej roboty - od strony literackiej, psychologicznej, poznawczej. To powinna być lektura dla młodzieży. Potrafisz spojrzeć na siebie z boku, masz odwagę, by szukać, nazywać. Do tego dar wyciągania szczegółów fascynujących dla czytelnika... stąd świetne opisy. Twoje teksty się samoczytają. Pozdrowienia :)
JaDziekuje dnia 26.09.2017 22:04
Dziękuję bardzo wam za miłe słowa... :) czytałem kilka razy :) :) bardzo mnie cieszą i wzruszają. DZIĘKUJĘ jeszcze raz.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
23/10/2017 15:06
Widzę, że wprowadziłaś zmiany, Tjere. :) Podoba mi się. »
hopeless
23/10/2017 14:23
Miladora - Jeszcze raz dzięki. Jednak namalowałem autorski… »
Miladora
23/10/2017 13:56
Że będzie dobra książka? :) Uwierz, bo przeczytałam ich już… »
Miladora
23/10/2017 13:53
Wiersz czyta się jak po maśle, avatar w porządku, mogę… »
JOLA S.
23/10/2017 13:52
Milu, niestety nie mogę w to uwierzyć z oczywistych powodów… »
hopeless
23/10/2017 13:40
Miladora Poprawiłem, dzięki:) Avatar też już jest. Miło mi,… »
Miladora
23/10/2017 13:33
Chyba wystarczy powiedzieć, że nie rozczarowałaś mnie. :)»
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 12:39
Być może był to pospiech, a być może, jako osoba mało… »
braparb
23/10/2017 12:33
Piękny. Prostota i lekkość. Gratuluję. »
pociengiel
23/10/2017 11:38
Chłostany, w pocie czoła swoją stawę będziesz zdobywał Tak… »
Miladora
23/10/2017 11:32
Masz dobrą rękę do tytułów, panie F. :) Ale przyjrzyj się… »
Miladora
23/10/2017 11:13
To nie jest kwestia tego, że podoba mi się bardziej, bo… »
Miladora
23/10/2017 11:01
Tak - braparb dobrze poradził. :) Teraz tytuł zachęca, a… »
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 10:55
Miladora, dziękuję za Twój komentarz. Znowu odrobiłaś za… »
Jaga
23/10/2017 10:52
Carvedilol, bardzo dziękuję za komentarz :) Poprawki… »
ShoutBox
  • Miladora
  • 23/10/2017 15:07
  • To taki system, Tjere - ale już się dopisałam do wiersza. :)
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:29
  • Przegapiłam jakąś możliwość, czy to luka w systemie?
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:28
  • Cholerka, chciałam napisać pod swoim wierszem, że wprowadziłam zmiany, ale nie mogę dodać nowego komentarza, bo mój był ostatni, nie mogę też edytować, bo upłynął czas na wprowadzenie zmian...
  • Miladora
  • 23/10/2017 14:14
  • tak - wiem - doszedł. :)
  • Miladora
  • 23/10/2017 13:50
  • Odpisałam, Agnesko! :)
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
Ostatnio widziani
Gości online:58
Najnowszy:rybopujhana015
Wspierają nas