Na plaży - mike17
Proza » Miniatura » Na plaży
A A A
Od autora: Czym w życiu człowieka może być seks? Co może oznaczać, co dawać, a co brać? A może jest wartością samą w sobie?
I w końcu, czy miłość potrzebuje czasu, by zakwitnąć, by stać się pięknym kwiatem?
Czy potrzebuje potwierdzenia?
Zapraszam do czytania i ciekawych uwag :)
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

                                                

 
 
 
Leżeliśmy nadzy na plaży, a ciepła bryza czule pieściła nasze ciała.
Poza nami tego wieczora nie było tu nikogo: z nagła miejsce to opustoszało, może dlatego, że nieopodal właśnie koncertował odjazdowy, lokalny zespół country „The Cool Brothers” i to pewnie sprawiło, że wszyscy poszli na tańce, dając nam szansę na chwilę intymności.
Nawet nie wiedziałem, jak wyrazić to, co czułem, jak ubrać to przed samym sobą w słowa.
Nigdy nie byłem zbyt wylewnym facetem, kobiety traktowałem z pewną nadzieją, że wyczują, co mam na myśli, choć tego nigdy nie wyrażę słowem, poczują niechybnie, że nie są mi obojętne, pomimo tego, że nie nadałbym temu tak szybko miana miłości.
Cedziłem każde słowo, jakie z mych ust wychodziło do tych, z którymi byłem w danej chwili związany, jakbym obawiał się przekroczenia tej niewidzialnej granicy śmieszności.
Chciałem mieć przewagę, by uniknąć odtrącenia, wolałem odtrącać, niż poczuć ten ból.
Dążyłem do stanu, kiedy to ja będę rozdawał karty, a one będą jeść mi z ręki.
Mając dominujący, przytłaczający charakter intuicyjnie wyszukiwałem kobiet uległych, ciepłych, dobrych z natury, niewalczących o swoje prawa, cichych i przewidywalnych.
Lecz Los bez przerwy kpił sobie ze mnie, dając z początku to, co chciałem, by potem gwałtownie robiąc woltę, ukazywać mi koszmar całej sytuacji, pozostawiając z poczuciem niesmaku i przegranej, jako tego, kto mocno się przeliczył, a miał pewność, że wygra.
 
Leżeliśmy nadzy na plaży, a ja po latach upadku i oszustwa nie umiałem wyrazić tego, co czułem – przerastało mnie to, bo nigdy nie wiadomo, ile razy trzeba upaść, by podnieść się na dobre, kiedy jest ten złoty przebłysk, który daje pewność, że słowo padnie na żyzną glebę, a my już stojąc twardo na nogach, zachowamy siebie i to, co padnie z ust, będzie szczerozłote.
Miała na imię Karen, była studentką i lubiła śpiewać Elvisa.
Dla niej porzuciłem żonę, z którą wytrzymałem niecałe dwa lata w piekle wiecznych kłótni i niezrozumienia, bo nikt jeszcze nie zmieszał oleju z wodą, a nasze charaktery były tak różne, że żywo i naturalnie przeczyły teorii, że przeciwności się ponoć przyciągają.
Każdy dzień upewniał, że nie tędy droga, że czasem można zboczyć na manowce, i tam, rozmyślając o wszystkim i niczym, dojść do wniosku, że nie każdy układ zadziała.
Jak my – pozornie zakochani, lecz niby nie do końca – i w tym pogrążeni.
 
Gdybym miał coś napisać o łagodności Karen i jej czułości, musiałbym stworzyć dzieło.
Od rana do wieczora tkwić nad klawiaturą i przelewać każdą myśl, każdą cząstkę siebie, która mogła stać się tym, co było między nami, ale czy chciałem aż tak pozbawiać nas intymności?
Ilekroć byliśmy ze sobą, czułem, że jeszcze nigdy tak dobrze mi nie było, że żadna dotąd nie dała mi tego, co ta mała, żadna nie dorastała jej do pięt, tylko ona się liczyła, i dla niej budziłem się każdego poranka radosny, że ją mam przy sobie i że nic nas nie rozdzieliło.
 
Coś jednak między nami stało, coś było, coś, co sprawiało, że nie potrafiłem dać siebie całego, poświęcić się jej jak ona mnie, coś mnie blokowało, tłamsiło i zatruwało.
Za sto jej słów dostawała jedno moje i to nie było słowo miłości.
Byłem jak zahipnotyzowany i nijak nie potrafiłem wydostać się z tej nędznej opresji.
 
- Karen, dobrze mi z tobą – powiedziałem wtedy w lipcu na plaży, gdy mewy czule pieściły ucho i swym trzepotem radowały duszę – bo czyż przyroda nie cieszy najbardziej?
Jej porywy sprawiają, że coś się w nas rodzi, coś chce wydobyć się na zewnątrz.
- Kocham cię – odparła, uśmiechając się i czule gładząc mnie po policzku.
- Masz ładną twarz.
- A ty ciepły głos.
- Twoje palce są takie smukłe.
- A twoje takie grube, męskie.
- Kiedy coś mówisz, robi mi się w środku tak, jakby ktoś zapalił w kominku.
- Kiedy ty mówisz do mnie, wiem, że jesteś miłością mojego życia.
- Lubię twoje poczucie humoru.
- Kocham twoje oczy.
- Lubię twoje usta, są takie słodkie.
- Kocham kochać cię.
- Lubię…
- Nigdy mi tego nie powiesz?
- Nie wiem. To takie trudne.
- Czy to za mało?
- Co?
- Że jesteś dla mnie całym światem, a cały świat jest przy tobie niczym.
- Nie umiem ci odpowiedzieć. Mam swoje lata, zbyt wiele złego przeszedłem w życiu, by zaufać – wy przychodzicie i odchodzicie, na początku mówicie nam to, co chcemy usłyszeć, omamiacie i czarujecie, a potem, kiedy nas już macie w garści, wykorzystujecie przewagę.
A jeszcze później, gdy już jesteśmy urobieni jak glina, wyrzucacie na śmietnik, bo po co wam uległy facet, taki, co ma maślane oczy, który kocha i wierzy w swoje kochanie? Jest dla was jak powietrze – wtedy kończycie i szukacie następnego.
- Kto ci to zrobił? – spytała.
- Wiele przed tobą. Były dokładnie takie same jak ty teraz.
- I gdzie dziś są?
- Zaliczają kolejnych facetów, a potem ich przeżuwają i wypluwają.
- Nie chcę tego słuchać.
- Ale taka jest prawda. Kobiety to same problemy. Nie potraficie żyć bez stwarzania ich nam.
Teoria o walce płci to nie bzdura. Jestem przykładem tego czegoś, marnym dość.
- Kocham cię, Mike – szepnęła.
- To nie istnieje – odparłem twardo.
- Istnieje, tylko trzeba się otworzyć, a klucz wyrzucić do najbliższej rzeki.
- To nie takie łatwe, Karen, to chyba niewykonalne.
- Czy mi wierzysz? – spytała.
- Nie wiem. Po prostu nie wiem. To, że mam cię tu na piasku, na tej plaży, to dla mnie za mało. Znam twoje słowa na pamięć, i to też za mało.
- Więc nigdy się do mnie nie przekonasz?
- Nie pytaj mnie w ten sposób, bo nie znam odpowiedzi.
- Czas pokaże.
- Wątpię.
- Ale mówiłeś, że ci ze mną dobrze.
- Bo tak jest.
- I używasz tylko słowa „lubię”?
- Niestety.
- To smutne.
- Chciałbym więcej, ale…
- Ale, by powiedzieć o miłości, to już za dużo, co?
- Ja nie wiem, co to jest.
- To dlaczego spotykasz się ze mną od pół roku?
- Bo mam złudzenia.
- Złudzeniami się nie żyje.
- Czasem to wszystko, co mamy.
- Ja ich nie mam: mam pewność.
- Zazdroszczę ci.
- Dopóki nie odetniesz się od przeszłości, nie zrobisz kroku naprzód.
- Wiem.
- Więc zrób to. Zrób to dla mnie, dla nas, dla naszego kochania. Nie bądź małym chłopcem w krótkich spodenkach, który czasem zalotnie spogląda na panny.
- Kochanie?
- Tak. I nie mów mi, że nie wiesz, co mam teraz na myśli.
- Domyślam się.
- W dniu, kiedy cię ujrzałam, usłyszałam twój głos, już wiedziałam, że to ty. Pokochałam cię jak żadnego przed tobą, i nie jest prawdą ten marny stek bzdur, który mi serwujesz. Nie każda kobieta jest suką. Nie każda marzy o pieprzeniu się po krzakach. Otwórz oczy. Ocknij się. My mamy serca, umiemy was kochać. Dać wam opiekę, czułość. Coś, czego za żadne pieniądze tego świata nie kupisz. Nie jesteście sami. Tylko to dostrzeżcie, uszanujcie, otwórzcie się na to. To nie jest trudne. Miłość nie jest trudna. To ty w swoim najlepszym wydaniu, wiesz?
- Moja wiara w was to wielka niewiadoma – odpowiedziałem.
- To ile ci trzeba, byś uwierzył w miłość? – zapytała. – Rok, dwa, nigdy?
- Czasem sekunda. Może krócej.
 
Potem ubraliśmy się i opuściliśmy naszą plażę nienazwanego kochania.
Poszliśmy na kolację do pobliskiej knajpki, pełnej orientalnego klimatu, gdzie dawali smażonego dorsza z bukietem warzyw oraz dobrymi, markowymi piwami.
Po namiętnym dniu byliśmy bardzo głodni, i choć tuliła się do mnie jakby jutro niebo miało zwalić się na ziemię, ja pozostawałem nieprzekonany, i wcale nie było mi z tym dobrze.
Powoli zaczynało mi to ciążyć, jak choroba, którą się nosi w sobie, a na którą nie ma się wpływu, bo w głębi serca chciałem tej małej dać coś więcej, ale wspomnienia dławiły gardło.
Wiedziałem, że nie zasługuję na nią, że powinna mieć ciepłego chłopaka, który co tydzień brałby ją na tańce, kupował kwiaty i w końcu się okazale oświadczył.
Nie zimnego typa, który choć jest dobrym kochankiem, jest pustym manekinem.
 
Kolacja przeciągnęła się do późnych godzin wieczornych, jako że jadło było przednie, a piwo rozkosznie zaszumiało nam w głowie, więc nieśpieszno nam było do domu.
Tego dnia piłem dość ostro, pewnie dlatego, że nie bardzo wiedziałem, co zrobić z miłością Karen, jak to ugryźć, jak na nią odpowiedzieć, by nie wyjść na kompletnego osła.
Ile w końcu mogłem trwać przy swojej „obojętności”?
Żadna by tego nie zniosła, więc i tu musiałem się liczyć z tym, że Karen pewnego dnia weźmie sprawy w swoje ręce, lecz nie mogłem przypuszczać, że nastąpi to tak szybko.
I tak bezceremonialnie.
 
Nie wiem kiedy, twardo zasnąłem na blacie stołu w tamtej knajpce.
Byłem kompletnie pijany, i fakt, iż po drodze zjadłem sporego dorsza, musiał niechybnie wpłynąć na mój organizm i uruchomić procesy hamowania, czyli pospolitą senność.
Ostatnią rzeczą, jaką ujrzałem, był widok tańczącej Karen – tańczyła z jakimś wysokim blondynem, próbującym wykonywać dość obsceniczne ruchy.
Kątem oka zauważyłem, że całuje ją w szyję i usiłuje wsunąć język do ucha.
Sprawiał wrażenie króla parkietu i nie krył się z wyuzdanym erotyzmem, bez przerwy ugniatając rozporek.
Potem zapadła ciemność, aż…
 
W jakimś nieznanym bliżej momencie nocy znalazłem się na plaży, na plecach nieznajomego faceta, który mnie tam przyniósł – był silny jak byk i delikatny – powoli posadził mnie na piasku i powiedział bez złego tonu:
- Niech pan wybaczy, ale ta pani zapłaciła nam, zwłaszcza Julio.
- Gdzie ja jestem? Co tu robię? Skąd się tu wziąłem? – krzyknąłem przerażony.
- Nic złego się nie dzieje. Jestem Gringo. To ja pana tu przyniosłem z tamtej knajpki.
- Co jest grane, człowieku? – krzyknąłem ponownie.
- Pan jest mało domyślny – rzekł Gringo.
- A co niby mam myśleć? – spytałem ostro zdenerwowany – moje pijaństwo jakoś szybko rozpłynęło się po gnatach i podejrzanie bystro zacząłem ogarniać sytuację.
- Zaraz pan się dowie, zaraz pan zobaczy – ze spokojem w głosie powiedział Gringo.
- Gdzie jest Karen? – zawołałem.
- Z Julio – odpowiedział Gringo.
- Z Julio? A niby w jakim celu? Cały wieczór była ze mną!
- Ale już nie jest, proszę pana.
- Jak to „już”?
- Zapalę latarkę i wszystko pan zobaczy, ok.?
- Nie podoba mi się to.
- To chyba nie ma większego znaczenia – odparł bez nerwów Gringo.
 
Potem oświetlił ich.
W tamtej chwili ujrzałem Karen i Julio na naszej plaży.
Ostro brał ją od tyłu i w przestrzeń szedł tylko jej przenikliwy jęk.
Jej tyłek zdawał się poddawać całej tej rutynie – niekiedy zafalował, ale bywało, że jakby się cofał, choć mogło być to jedynie złudzenie.
Jej zachowanie nie zdradzało niczego konkretnego – ot, mężczyzna i kobieta.
Lecz wprawny obserwator ujrzałby wyraz wstrętu na twarzy Karen, jak śpiewana melodia o kochanku, któremu chciałoby się poderżnąć gardło w piękną czerwcową noc.
 
Kilka minut później położył ją na piasku i wszedł w nią z siłą torreadora.
Gringo wyjął butelkę najtańszej tequili i podał mi:
- Niech pan se golnie, może pomoże.
- Daj – ale mówiąc to, chciałem jak najszybciej rzucić się na Julio i rozwalić mu pysk.
Coś z tyłu głowy szeptało mi jednak, że jestem zbyt pijany na walkę z silnym facetem.
Ledwie stałem na nogach, minutę później wyrzygałem się i pociągnąłem z butelki.
- To skurwysyn… - szepnąłem.
- To chyba przysługa dla pana – odparł Gringo.
- Co ty pieprzysz? – warknąłem.
- Może on jest po prostu lepszy od pana. Może da tej pani coś, czego pan nigdy by nie dał. A może daje jej jeszcze coś innego, na co nie ma słów. Niech pan tylko pomyśli.
- Nie wiesz, co gadasz.
- Ta pani wygląda na zadowoloną, na zaspokojoną. Czy musiała nam płacić, by to mieć?
- Ty świnio… - jęknąłem.
- Bez urazy. To biznes. Julio lubi być z kobietami za pieniądze. Jest mistrzem.
- Ja też jestem mistrzem – wrzasnąłem, aż coś zakłuło mnie w uszach.
- Chyba nie jest pan, albo nie szanował pan tej pani jak należy szanować kobietę. Czy pan wie, co mam na myśli?
- A gówno tam masz.
- Nie musi pan tak do mnie mówić. Czy pan odpowie na moje pytanie?
- Szanowałem ją. Jak nikogo dotąd, rozumiesz, kolego?
- To dlaczego szuka pocieszenia w ramionach innego?
- Nie wiem, czy szuka, może to bandyta?
- Nie, drogi panie, Julio jest na usługi pań. On nigdy pierwszy nie wysuwa propozycji.
- A więc…
- Tak, jak już mówiłem, pańska pani poprosiła go o spotkanie.
- Naprawdę? – jęknąłem.
- Naprawdę – odparł Gringo.
- Czyli kiedy spałem pijany na blacie w tamtej knajpce, oni się skumali, tak?
- Dokładnie.
- Ale skąd ona wiedziała, że Julio lubi takie gierki?
- O to niech ją pan sam zapyta, jak skończą – zaśmiał się Gringo.
- Nie wiem, czy chcę wiedzieć – rzekłem.
- W małych knajpkach wieści rozchodzą się szybko.
- Jak widać, za szybko.
- A może jej chodziło o coś zupełnie innego? Pomyślał pan o tym? I to, co pan właśnie widzi, to nie to, czym naprawdę jest.
 
Gringo usiadł na plaży, i ja, pijąc najtańszą tequilę, nie zrobiłem nic.
Nie kiwnąłem palcem, nie to, że byłem kompletnie pijany, ale że nie chciałem.
Czasem są chwile, kiedy się wie, że scena musi dotrwać do końca.
Że przerwanie jej zaburzy całość, i wtedy wszystko pójdzie nie tak jak powinno.
Że nic dobrego z tego nie wyniknie, bo pewne scenariusze są niepodważalne.
Wtedy warto zastygnąć w bezruchu i w ciszy oczekiwać na błogosławieństwo.
Dlatego patrzyłem, jak Julio leży na Karen i kochają się.
Nie wiedziałem dlaczego nic nie zrobiłem, skąd ta dziwna blokada, przecież każdy, zdrowo myślący facet zrobiłby z Julio marmoladę, nie podarowałby tak ciężkiej zniewagi.
Kiedy Karen weszła do oceanu, aby się obmyć, zacząłem coś rozumieć.
Jej nagość przez chwilę onieśmieliła mnie, była tak piękna, że w sekundę pojąłem, że nie wiedziałem, iż cały ten czas miałem przy sobie anioła, kobietę skończoną, stworzoną do miłości, do rodzenia dzieci, do dawania siebie ukochanemu mężczyźnie każdej, gorącej nocy, gdy rubaszny księżyc dawał znaki do tego, by rozpocząć miłosny rytuał.
 
Julio ubrał się i podszedł do mnie:
- Masz fajną babkę, hombre, nie puszczaj jej innym, to grzech. Ale sama chciała. A wiesz, czemu? Domyślasz się? Bo ja chyba tak. Nie przepieprz swojej złotej szansy, przyjacielu. Jesteś szczęściarzem, że masz taką kobietę, uszanuj to, każdego dnia i każdej nocy.
- Wiele dziś widziałem – odparłem.
- To dobrze, może ci to pomoże – rzekł spokojnie Julio.
- Zapłaciła ci?
- Tak, i to dużo.
- Wszystko już wiem.
- To dobrze, to mnie cieszy.
- Bez urazy, człowieku – powiedziałem.
- Idź z Bogiem – odparł Julio i razem z Gringo opuścili plażę.
 
Usiadłem na piasku i powoli piłem najtańszą w mieście tequilę.
Jeśli istnieje pojęcie idealnego szczęścia, to poczułem je.
Delektowałem się jej każdym łykiem, czułem, że wracam do świata żywych.
Piłem powoli i było mi naprawdę dobrze – nie było we mnie gniewu ani wstrętu.
Lecz coś, czego nie nazwałbym słowami – coś nowego, czego dotąd nie znałem.
Może była to wolność, może radość, może odnalezienie samego siebie?
 
Kiedy podeszła do mnie, naga, zmęczona, rozkołysana, coś we mnie pękło.
Niektórzy potrzebują lat, by coś zrozumieć.
Inni miesięcy, by dojść do pewnego celu - ja w ułamku sekundy pojąłem, że…
 
- To nie był przypadek? – zapytałem.
- Nie był – odpowiedziała.
- Chciałaś powiedzieć: a masz, a masz!
- Coś w tym rodzaju.
- Wiesz, że patrzyłem.
- Wiem, i chciałam, by tak właśnie było.
- Czemu?
- Bo cię kocham.
- Nie rozumiem.
- Bo cię tak kocham, że dla ciebie puściłam się z byle kim.
- Z byle kim…
- Żebyś już  nie wątpił we mnie.
- Co masz na myśli?
- To, że można zaprzeczyć samemu sobie, by coś powiedzieć.
- Chyba cię rozumiem.
- Bo kocha się raz, i wtedy, kiedy to już wiesz, zrobisz wszystko, nawet wbrew sobie.
- Chyba to do mnie dociera.
- Ja byłam przy tobie od zawsze, ale ty… hm… ty byłeś tak daleki, tak niedostępny.
- Widziałem was dzisiaj. Na twojej twarzy rozkosz, ale też żal. Nie było to tym, czym miało być. Udawałaś. Do końca nie byłaś sobą. Orgazm to nie wszystko. To dopiero początek.
- Tak, grałam. Z Julio nie było mi dobrze – marzyłam, byś był to ty. Ty dający mi rozkosz. Ty, mój jedyny, wymarzony, wyśniony, mój… Chcę ci powiedzieć, że ty, tylko ty…
 
Była naprawdę niezwykła noc, taka, jaka zdarza się raz na wiele dni, albo nie zdarza się nigdy, bowiem są rzeczy, które wymagają odpowiedniego miejsca i czasu, by zaistnieć.
Karen ubrała się i bez pośpiechu ruszyliśmy w kierunku miasteczka.
Próbowała na mnie nie patrzeć, lecz ja łapałem jej wzrok i w nim widziałem radość.
Kątem oka wyłapywałem to, co działo się w jej spojrzeniu.
Nie tłumaczyła mi się, a ja nie prosiłem o tłumaczenie.
Te ogniki płonęły w jej twarzy, a ja czułem coś, co nazwałbym ulgą.
Czasem małe coś znaczy wiele.
Była moja, zawsze była moja, i fakt, iż tak właśnie to widziałem, dawał szczęście.
I to nasze osobliwe zespolenie…
 
Wszystkie knajpki były nadal otwarte, pełne rozochoconych gości, więc postanowiliśmy tam zajrzeć i napić się zimnego piwa, a może także zjeść coś na ciepło, wszak świat był nasz, a my nie zamierzaliśmy z tego rezygnować, nie w tak niezwykłą noc.
Wybraliśmy kultowy lokal u Dużego Mike’a, gdzie zawsze dawali świetne ryby.
Pewne chwile dzieją się raz, a potem stają się już wspomnieniami.
Tamtej nocy oboje nie mieliśmy co do tego najmniejszych wątpliwości.
 
- Wiesz, kocham cię – powiedziałem tak lekko, że aż mnie samego to mocno zdziwiło, jakbym rzucał jej różę do stóp, i wnet poczułem, jakby kamień spadł mi nagle z serca, potworny, diaboliczny kamień, co gniótł je od wieków. – Nawet nie wiesz, jak. Już nie będziesz z innym mężczyzną. Nie musisz mi nic już udowadniać. Po prostu jestem sobą, aż sobą. Kocham cię i nie oddam nikomu. Nigdy nie przypuszczałem, że to komuś powiem, że coś takiego będzie mieć miejsce. Fikcję myliłem z miłością, brnąłem we własnym kłamstwie, w czymś, co nigdy nie powinno było się wydarzyć. Zatrute sny wypełniły mi głowę. A jednak. Zmarnowałem kawał życia. Ile lat przeszło przez palce, sam nie wiem. Dużo. Po czyjej stronie leżała wina, nie wiem, ale nie zaznałem spokoju, dopóki nie poznałem ciebie. Sam siebie do końca nie znałem, sam nie przypuszczałem, że na tak wiele mnie stać. By postawić wszystko na jedną kartę, moją i nieomylną. W jedną noc, taką jak ta. I pozbyć się raz na zawsze wątpliwości. I dziś, tu, i teraz, jestem już kimś innym. To było we mnie, choć nie zdawałem sobie z tego sprawy. Aż pojawiłaś się ty, i dałaś mi nowe życie.
 
- Mike, dlaczego tak późno? – spytała, jakby chciała dowiedzieć się niemożliwego.
- Nie wiem – odpowiedziałem, jakbym szukał w głowie czegoś, czego tam nie było.
- Przeszłość już nie istnieje – powiedziała niby od niechcenia.- Coś się kończy, bo i w nas nie ma już tego czegoś, co było. Zmieniamy się i idziemy przed siebie. Szczęśliwsi.
- Chyba tak – odparłem pewny tego, co mówię.
- Jest tylko „jutro”. Już nie będzie zmarnowanych dni, nieprzespanych nocy.
- Coś mi mówi, że tak jest. Po prostu ubrałaś to w słowa.
- Wiem, że nie przepuścimy przez palce nawet jednego dnia – szepnęła.
- Gdybym o więcej prosił, zgrzeszyłbym.
- Dlatego właśnie teraz spełniają się sny. Wiem, że nic nie dzieje się przypadkowo. Jak linie na dłoni człowieka. A nam to wypełnić.
- Gdzie byłaś przez całe moje życie?
- Pewnie czekałam na ciebie – uśmiechnęła się.
- Wracajmy do domu. Dobrze, że mamy dokąd, dobrze, że razem – powiedziałem.
- Świetny pomysł – przytaknęła i ruszyliśmy przed siebie.
 
Gdzieś obok czuła noc śpiewała światu miłosne serenady.
 
 
Cykl: Pokochania
 
 
10 sierpnia 2017
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 25.09.2017 14:24 · Czytań: 849 · Średnia ocena: 4,86 · Komentarzy: 36
Komentarze
stawitzky dnia 25.09.2017 18:59 Ocena: Świetne!
Wpadłem zobaczyć co żeś zmajstrował! No i muszę przyznać: było ciekawie. To chyba najdłuższy tekst jaki doczytałem na Portalu. A to już coś!

Trochę walczę z tym tekstem, z jego sensem, w sensie, że wiesz, ona się puściła, żeby mu u ś w i a d o m i ć. Jakoś to we mnie dojrzewa dopiero, a komentuję na ciepło, zaraz po przeczytaniu. I dalej dojrzewa. Jakoś niesmacznie dziwne, a zarazem ekscytujące. I po wszystkim wybebeszył się z tego kocham cię, po czymś takim? Doprawdy ciekawych bohaterów zafundowałeś, jakiś takich pojebanych lekko. Gringo, najtańsza tequila, plaża.

Na początku jest leżą nago na plaży, później znowu leżą nago na plaży. Dwa raz też jest najtańsza tequila - to bym odpuścił. Ale klimat niezły, no, podobało mi się. Chyba najlepsze Twoje, a jak nie najlepsze, to top3, z pewnością.

Jak już było po seksie z Julio; miałem cichą nadzieję, że bohater zostanie obojętny. Wiesz? Taki wyzuty, że to jednak bez znaczenia, a jednak nie, jednak go to ruszyło. Też dobrze, wrażliwiej.

Myślałeś nad narracją trzecioosobową?

Pozdrawiam, stawitzky!
mike17 dnia 25.09.2017 20:06
Stawitzky masz rację, moi bohaterowie tym razem nie są do końca normalni :)
To ludzie balansujący na granicy.
I przeżywający uczucia graniczne.
Bo wierzę głęboko, że czasem trza kimś ostro potrząsnąć, by wydobyć z niego to coś, czego się szuka, i to zrobiła ta dziewczyna.
Czy to dziwne, chore, porąbane?
Nie wiem.
Sam nie wiem, jak sam bym się zachował, znając swoją pogiętą osobowość :)

Miłość ma wiele twarzy i ja je pokazuję - tym razem dość ostro i bezkompromisowo, bez retuszy i bez udziwnień - czysta przyroda - ale z wyraźnym przekazem, że z kochaniem nie warto igrać.

Tacy faceci jak Julio naprawdę istnieją, zwłaszcza w Stanach :)
Pukają laski i trzepią na tym szmal.
Paniska, nie przyznasz?
Dla mnie puste, tępe dupki.

Trzecioosobowa narracja jest najprostsza, dlatego jej unikam - lubię mówić do kogoś lub z kimś, to ma dynamikę i jakoś inaczej się to czyta.

Dzięki wielkie za czytańsko i za wysoką notę, trzymaj się zdrowo :)
stawitzky dnia 25.09.2017 22:14 Ocena: Świetne!
Nie powiedziałbym, że narracja trzecioosobowa jest najprostsza. Mało tego, moim zdaniem jest najtrudniejsza. W pierwszej osobie łatwiej wydukać cokolwiek, także tutaj się nie zgodzę. A wspomniałem o tym dlatego, gdyż w prozie masz ekspresje wszystkowiedzącą, używasz dużo słów i określeń - przez co dynamika, chcąc nie chcąc, zwalnia. Dlatego chciałbym zobaczyć jak to wygląda w trzeciej osobie; moim zdaniem nabrałoby to charakteru - myślę też o tych anglosaskich imionach, których nie lubię, gdyż są odrealnione.

Czekam na kolejne utwory, byku!
Pola Kaj dnia 25.09.2017 22:21 Ocena: Świetne!
Witam serdecznie szanownego Autora! :)

Zafundowałeś mi tu nie lada wyboje emocjonalne. Bardzo ciekawi bohaterowie.
Na początku było mi trochę żal Karen i Mike'a. Jej - bo nie dostała czułości i słów, których tak oczekiwała, jego - ponieważ rany zadane w przeszłości sprawiły, że teraz nie potrafi wyrazić swoich uczuć. Współczułam mu.
Osobiście uważam, że, bohaterka postąpiła karygodnie dając dupy byle komu. Ale... musiała też być silna, by postąpić wbrew sobie. Najwyraźniej Karen stwierdziła, że tylko wstrząs sprawi, że Mike coś zrozumie. Znała go i zrobiła to dla nich. Choć ja osobiście spodziewałam się innego zakończenia... ;)

Ciekawy to obraz trudnego kochania. Ale wierzę, że takie rzeczy się dzieją. Bo czyż dla miłości człowiek niekiedy nie staje się pojebem? ;) Szczęściarzami są ci, którzy kochali wiele małych serc, ale tę wielką miłość zatrzymali przy sobie na zawsze. Bez takich ekscesów ;)

Ja bym zostawiła powtarzające się "Leżeliśmy nadzy na plaży". To kieruje czytelnika, by zapomniał o opisie relacji Mike'a z kobietami, a skupił się na akcji tu i teraz.
Niektóre dialogi brzmiały mało realistycznie, ale nie wiem... Może ktoś faktycznie tak gada.

Ogólnie, świetna miniatura!

Pozdrawiam!! :)
mike17 dnia 25.09.2017 22:54
Stawitzky, uczyłem się od 3-cioosobowej narracji i jakoś ją poniechałem jako naprawdę wierz mi lipną, tak pisać umie każdy, to mało wnosi i stąd moje pisanie w 1. i 2. osobie.

Piszę jak wiesz bardzo emocjonalnie, stąd nie może być innych narracji.
Sucha narracja, owszem, nie raz mi się zdarzała, ale w opkach o innym kalibrze.

Polu, Karen była naprawdę zdesperowana, do szpiku kości.
Jeśli puściła się z jakimś Julio, ruchaczem za kasę, to już można uznać za szczyt upadku.
Lecz ja tego tak nie widzę.
Ja to postrzegam jako dowód miłości, bardzo przewrotny i osobliwy, ale zawsze :)
To bardzo dziwne, ale to się mogło zdarzyć, to się mogło ułożyć.
Bo miłość to nie jest układanka na jedną rękę, to coś, co ma tysiące wariantów.
I tu to się objawia.

To trudne kochanie, jak piszesz, tak, to prawda.
Chyba oboje poranieni.
On bardziej.
I dla miłości stajemy się pojebami :)
Bo nikt nigdy nie wymyślił jeszcze niczego lepszego niż MIŁOŚĆ :) :) :)

Piękny koment od Ciebie dziś dostałem.
Bardzo mi miło i bardzo dziękuję.
To sprawia, że chce się pisać i pisanie sprawia radość.
Wielką.
Za jakiś czas zapraszam na ostatnią część cyklu - też będzie się działo, jak to u mnie :)

Pozdrawiam Was nocnie :)
Maru dnia 26.09.2017 21:28
Michale, Michale! Czytam te pierwsze kilka akapitów i dopada mnie smutek. Smutek i kilka nie tak dawnych wspomnień. Pożeram kolejne zdania, coraz mocniej wczuwając się w relację Mike'a i Karen. I nagle pojawia się Julio...
Rozdupcyłeś mnie, człowieku. Nie wiem teraz, co mam o tym myśleć. :D Nie zasnę dzisiaj. :p
A ten fragment:
Cytat:
- To ile ci trze­ba, byś uwie­rzył w mi­łość? – za­py­ta­ła. – Rok, dwa, nigdy?- Cza­sem se­kun­da. Może kró­cej.

Czapki z głów. ;)
mike17 dnia 26.09.2017 21:48
Maru, Maru, co za radość wieczorową porą :)

Od dawna nic mnie tak nie ucieszyło jak te kilka słów.
Szczerze.
Miałem rozdupcyć, jak mawiają Krakusy.
I o to mi chodziło, by pokazać, że miłość to nie zawsze ciuciuruciu, to czasem twarda lekcja życia, twardy test, który zdasz, albo dasz ciała.

I wierzę, że jak się kocha, to wszystko jest możliwe.
Dosłownie.

Pokomplikowałem tę opowieść, by uwypuklić kochanie, jako najważniejsze w życiu.
I nie ma bata - to najwyższa wartość.

A Ty śpij, wszystko potoczy się dobrze :)

Bardzo Ci dziękuję za te fajne słowa :)
Milena1 dnia 26.09.2017 22:37
Przeczytałam opowiadanie z przyjemnością , tak jak i poprzednie i muszę powiedzieć, ze mam
cały czas wrażenie, że prowokujesz i czekasz na reakcję.
Jest tak jakbyś puszczał równocześnie oko do czytelnika.
Z mojego punktu widzenia, jest w tym tekście, jak i w poprzednim, jakieś przegięcie, przerysowanie co sprawia, że unosi się nad nim ulotna aura nierealności.:)
Pozdr
mike17 dnia 26.09.2017 23:08
Mileno1, masz rację, większość moich opowiadań to prowokacja :)
Chcę zasiać ferment i pobudzić do myślenia.
Kreuję takie sytuację, które w życiu nie mogłyby się zdarzyć i poprzez to napinam akcję.
Staram się wejść w interakcję z czytaczem i zachęcić go do wejścia w mój świat.

Owszem, jest ta nierealność :)
To zasadza się w happy endach i słodkiej miłości.
Takiej rzeczy nie znajdziesz w życiu ot tak, więc ja kreuję je, by żyły i dawały ludziom radość.
Lubię, kiedy jest ok, kiedy ludzkie losy splatają się w piękny warkocz :)

Dzięki wielkie za czytanko i ciekawe refleksje :)
To się zawsze ceni.

Pozdrawiam!
Ania_Basnik dnia 28.09.2017 09:54 Ocena: Świetne!
Mike Wracałam do tego tekstu przez trzy dni. Dlatego, że znałam takiego faceta. I wszystko tak jak w Twoim opowiadaniu, oprócz zakończenia. Taki facet, który nie umie kochać, sam ucieka, kończy relację. Dlatego Twoje zakończenie odebrałam trochę nierealnie. Na siłę dałeś happy end. Nie wiem czy dobrym pomysłem jest to zagranie z żigolakiem. Bardziej widziałabym dziewczynę, że się topi, jest napadnięta, jej życie jest zagrożone. Ale potem trzeba mu (Mike'owi) dać dużo czasu na przemyślenie. Inaczej ucieknie, taki jest ten typ.
A tak wracając na ziemię - tylko terapia pozwalająca uwolnić i otworzyć emocje daje szansę na miłość.
Ale trzeba przyznać - mistrzowsko odmalowałeś ten przypadek!
mike17 dnia 28.09.2017 13:59
Dzięki, Aniu, za garść refleksji i wizytę w ten piękny dzień wrześniowy :)
Faktycznie chciałem ukazać gościa, który ciągle uciekał przed kochaniem, bał się odtrącenia, bo je poznał już wiele razy, nie był zupełnie gotów na miłość.
A seks to była taka marna namiastka bliskości i czułości.
Ale nic ponadto.

Terapia wstrząsowa uważam, że bywa skuteczna, więc nie możemy wykluczyć, że Mike przejrzał na oczy - oczywiście jest tu wiele mojej fantazji, ponieważ kocham robić z nierealnego realne, stąd cała ta akcja z Julio i przemianą duchową Mike'a.

Ania_Basnik napisała:
Ale trzeba przyznać - mistrzowsko odmalowałeś ten przypadek!

Miło mi to czytać :)

Raz jeszcze dziękuję Ci za bycie z nami i wysoką notę, rzecz jasna :)
Lilah dnia 28.09.2017 20:24
Z przyjemnością powitałam Twoje kolejne opowiadanie, mike.
Jak zwykle zaciekawiłeś. A kochać trzeba umieć (nie myślę o seksie), niektórzy uczą się tego przez całe życie.

Pozdrawiam serdecznie, :) Lilah
mike17 dnia 28.09.2017 21:09
Bo miłość nie jest seksem, a seks nie jest miłością.
Dzięki wielkie, Lilu, za literacki najazd i słowo.
Tak, czasem i życia zbraknie, by nauczyć się kochać.
A bez tego co życie warte?

Ukłony, Lilu :)
allaska dnia 28.09.2017 23:35
Cytat:
Ostro brał ją od tyłu
- za mało Mike mięsa :) za mało pokazałeś :)
Ale opowiadanie zgrabnie napisane, czuć wprawne pióro. Kiedyś opisałam pewną scenkę erotyczną, jeśli się nie obrazisz, to zacytuję parę zdań:

lekko popycha do przodu i przyciąga do podłogi. Od tyłu zagłębia się w jej mięsiste, delikatne powłoki. Zaczyna się wzajemny ruch w rytm Alice in Chains raz cichszych, raz głośniejszych westchnień. Żagle rozpoczynają pracę. Ciała napinają się, pot spływa w kroplach po szyi, lewa dłoń mężczyzny ściska pośladek, druga masuje kobiece jabłuszka z nabrzmiałymi od podniecenia brodawkami. Alicja odchyla nieco głowę do tyłu. Ma lekko uchylone usta, niczym ryba, pląsa w sieci. Cudownie. Tańczą uderzają niczym fale - mocniej o brzeg – jądra zapadają w delikatność mokrych od potu pośladków. Cóż za pełen ekspresji impulsywny, dynamiczny taniec. Po chwili ruchy mężczyzny stają się jeszcze mocniejsze i szybsze. Alice in Chains gra coraz głośniej, głośniej... nagle powietrze przeszywa ostry, donośny grom. To lwica! W opuszki dziewczynyi wbijają się drzazgi. Przy ostatnich trzech skurczowych drganiach kobiecych czeluści, Alicja opuszcza głowę, płyny mieszają się ostatecznie. Mężczyzna zaciska usta i powieki.


pisałam to z siedem lat temu :) pewnie teraz bym skleiła inaczej, tak jakoś wyszło. Oczywiście Twoja proza jest niezła. Dziękuję za miłą lekturę Michale :)
mike17 dnia 29.09.2017 11:22
Allasko, ja nie jestem aż takim mięsiarzem, wolę niedosyt niż przesyt i anatomiczne opisy raczej mi nie leżą :)
Wolę, niech czytelnik się sam domyśli.
Przecież to takie proste :)
I tak mamy opowiadanie erotyczne, a nie pornola.
Jakoś zawsze odrzucało mnie od pikantnych opisów.

Cieszę się, że się podobało, i że zawitałaś w moje skromne progi :)
To ja dziękuję za Twoje czytanie :)
allaska dnia 29.09.2017 19:43
Tak też myślałam, że może chcesz zmusić czytelnika, by to on rozwinął skrzydła wyobraźni :)
mike17 dnia 29.09.2017 20:02
Ano właśnie - nic piękniejszego niż pobudzić czytacza do refleksji :)
ajw dnia 29.09.2017 23:14 Ocena: Świetne!
Pokrętny sposób myślenia, ale widać "ten typ tak ma". Podobno, (według Theodora Fontane) "Powietrze, światło, odpoczynek uzdrawiają, lecz największe ukojenie płynie z kochającego serca.", a nasz bohater nie mógł poczuć ukojenia póki nie poczuł zeszmacenia..
Ciekawie to skroiłeś :)
bened dnia 30.09.2017 00:25
Udało Ci się stworzyć bardzo konstruktywny tekst dający nadzieję i wiarę w miłość. Zabełtałeś emocjami, potrząsłeś nimi stwarzając bardzo atrakcyjną i zmuszającą do myślenia mieszankę.
Ukazałeś związek najeżony trudnościami i skomplikowany poprzez przeszłość Mikea.
Cytat:
Mam swoje lata, zbyt wiele złego prze­sze­dłem w życiu, by za­ufać – wy przy­cho­dzi­cie i od­cho­dzi­cie, na po­cząt­ku mó­wi­cie nam to, co chce­my usły­szeć, oma­mia­cie i cza­ru­je­cie, a potem, kiedy nas już macie w gar­ści, wy­ko­rzy­stu­je­cie prze­wa­gę.A jesz­cze póź­niej, gdy już je­ste­śmy uro­bie­ni jak glina, wy­rzu­ca­cie na śmiet­nik, bo po co wam ule­gły facet, taki, co ma ma­śla­ne oczy, który kocha i wie­rzy w swoje ko­cha­nie? Jest dla was jak po­wie­trze – wtedy koń­czy­cie i szu­ka­cie na­stęp­ne­go.

Podejmujesz interesujący wątek. Na ile brutalna i nielekka przeszłość wpływa na nasze postrzeganie świata i wiarę w ludzi? Czy są blizny, które się nigdy nie goją? Czy nowa miłość potrafi uleczyć z mar przykrych doświadczeń? Mike był moim zdaniem szczęściarzem, że udało mu się pokonać naprzykrzające się wciąż wspomnienia.
Cytat:
- To nie był przy­pa­dek? – za­py­ta­łem.- Nie był – od­po­wie­dzia­ła.- Chcia­łaś po­wie­dzieć: a masz, a masz!- Coś w tym ro­dza­ju.- Wiesz, że pa­trzy­łem.- Wiem, i chcia­łam, by tak wła­śnie było.- Czemu?- Bo cię ko­cham.- Nie ro­zu­miem.

Czy to nie było zbyt duże poświęcenie ze strony Karen? Chyba przesadziła, nawet jeżeli kierowała się miłością to poszła w złym kierunku, mimo iż osiągnęła swój cel, to moim zdaniem jednak zapędziła się o krok za daleko. Pewnych granic nie powinno się przekraczać, nie uważasz?
mike17 dnia 30.09.2017 11:44
Dzięki, Iwonko, za literacki nalot i czytanie tej niełatwej miniatury :)
Drogi miłości są pokrętne i bohater się o tym przekonał.
A ile razy trzeba upaść, by się w końcu podnieść, tego nie wie nikt.


Beniu, dzięki za tak wyczerpujący i obszerny koment :)
Ciężka przeszłość wpływa na rozwój nieufności i brak wiary w drugiego człowieka.
Tego doświadczył Mike.
I powiedz mi, czy Karen musiała posuwać się tak daleko, by on kiedykolwiek przejrzał na oczy?
Piszesz, że to był o krok za daleko, ale czy bez tego kroku "udałoby się " im?

Lubię krańcowe, graniczne przeżycia i tu takie ukazałem.

Co by było, gdyby nie napatoczył się Julio?
Czy marazm trwałby dalej?

Nie byłem pewien dobrego odbioru tej miniatury, ale widzę, że nie jest źle.
Powiedz mi, czemu tak trudno dziś wstrząsnąć czytelnikiem?
Nie ukrywam, że chciałem to tym razem zrobić :)
Ale też zależało mi na dobrej końcówce i zamknięciu złego okresu w życiu.
skroplami dnia 01.10.2017 09:58 Ocena: Świetne!
Cholera :).
Zaskakujące to raz a dwa, strasznie dojrzała i mądra ta dziewczyna/kobieta/bohaterka
. Bo o dużo, dużo lat młodsza od bohatera:
Cytat:
była stu­dent­ką
.
Do takiej decyzji trzeba dojrzałej kobiety, dlatego wiek nie pasuje w opowiadaniu, na pierwszy rzut okiem. Oczywiście, są wyjątki, są "niemożliwości" bardzo możliwe. Zwłaszcza w miłości :).
Wynika, musiała bardzo, bardzo kochać, najzwyklej "Julia" :). A IQ chyba 150 ;(. Bohater nie wygląda na 150 :(. Niedobrze wróży. A On? On "Romeo" wzbraniający się z powodu doświadczeń.
Ale wiesz lub nie wiesz :), że taki obraz jeśli zaistnieje, zostaje w oczach i sercu mężczyzny. Czyli on bardzo, bardzo ją kocha. I cudzysłowia z Romeo i Julia opadają :). Suma: sytuacja możliwa bo, bis, nie istnieją niemożliwe i bywają bardziej pokręcone. Niestety, wniosek z tego: on, po części ona, pokręceni ;). Kolejny wniosek: pokręceni kochają jak szaleni :).
Itd, idt, i wszystko staje się, jest jasne :).
Opowiadanie doskonałe, zaskakujące, do pomyślenia nad sobą i miłością swą ;). Co by było gdyby ;). Dzięki mike17 :). Całość: świetne do potęgi :).
mike17 dnia 01.10.2017 11:38
Skroplami, Twój koment jest zachwycający i aż chce się żyć, jak się go czyta :)
Masz rację - oni byli zdrowo pokręceni, ale może tylko w takim stanie kocha się najbardziej?
Miłość Karen była ogromna, mogąca góry przenosić, i przeniosła je po swojemu.
Mike z powodu smutnej przeszłości "czaił się" zamiast jej zaufać od razu.
Ale nie ma tego złego...

Staram się opisywać nietypową miłość, taką z pogranicza niemożliwego.
Bo wierzę, że opisywane rzeczy mogły się gdzieś kiedyś wydarzyć.

Każde czasy mają swoich Romeo i Julię, fajnie, że to tak ujrzałeś :)

Naprawdę jestem bardzo happy, że tak odebrałeś tę miniaturę.
Dla takiej reakcji warto pisać.
To największa i najfajniejsza nagroda.

Wielkie dzięki raz jeszcze i zapraszam za jakiś czas znów :)
bened dnia 03.10.2017 12:43
mike17 napisał:
I powiedz mi, czy Karen musiała posuwać się tak daleko, by on kiedykolwiek przejrzał na oczy?Piszesz, że to był o krok za daleko, ale czy bez tego kroku "udałoby się " im?

Dobrze, że piszesz "udałoby się", ponieważ w kontekście takiego poświęcenia ze strony Karen nie do końca jestem przekonana, czy to sukces. Po trupach do celu? To żadne rozwiązanie. Kobieta powinna mieć swoją godność, a takie oddawanie się pierwszemu lepszemu, który był akurat pod ręką to żenujące. Czy Mike był tego wart? Nie sądzę. Nie zareagował. Co to za mężczyzna? Tym bardziej, że widział jej cierpienie. Bał się niby, że oberwie. Ale co z tego? Przynajmniej okazałby się honorowy, większym wstydem było bezczynne gapienie się niż oberwanie.
mike17 napisał:
Co by było, gdyby nie napatoczył się Julio?Czy marazm trwałby dalej?

Jeżeli jej tak bardzo zależało to wymyśliłaby coś innego, szokującego, ale idea chyba nie powinna krążyć wokół zachowań z pogranicza bycia zdzirą.
mike17 napisał:
Powiedz mi, czemu tak trudno dziś wstrząsnąć czytelnikiem?Nie ukrywam, że chciałem to tym razem zrobić

Wszystko zależy od czytelnika i jego osobowości, to co dla jednych jest na porządku dziennym innych szokuje. Takie już życie, nieprawdaż? :)
mike17 dnia 03.10.2017 13:36
Beniu, uważam, że oni oboje byli z lekka patologiczni :)
On chorobliwie nie ufał kobietom, a ona gotowa puścić się za kasę z jakimś frajerzyną.
Całe ich rozumowanie jest z pogranicza normy - bo kto się tak zachowuje?
Ona robi swoje, on tylko patrzy, dziwne...
I nagle ma olśnienie, które też z normy nie pochodzi - kocham ją!!!
I jej rozumowanie, że scenka z Julio wywoła pozytywny efekt.
To jest bardzo zawiłe i pokrętne, ja tego nie ogarniam do końca, choć mi się zdaje, że jakoś to rozumiem i poniekąd rozgrzeszam.

Ona, by nim potrząsnąć mogła choćby upozorować samobójstwo.
Widocznie sprawy seksualne były w ich związku na piedestale, skoro zostały kartą przetargową.

A jak sądzisz, czemu Mike uznał ten akt poświęcenia dowodem miłości?
Czyto nie jest znowu coś z pogranicza?
al-szamanka dnia 03.10.2017 16:55 Ocena: Świetne!
Hej, Michale :)
Na początku zabawnie; czytam tekst, czytam i coraz bardziej przecieram oczy, a jako że po nocnym dyżurze musiałam odespać i właśnie zasiadłam do komputera, to miałam przez parę sekund wrażenie, że jednak chyba śnię. Uszczypnęłam się i doszłam do wniosku, że jestem pod wpływem jakiegoś potężnego déjà-vu, z którego nie jestem w stanie się otrząsnąć. Dopiero po paru czytaniach zrozumiałam, że po prostu z tekstem się znamy :D
A co do niego.
Jak zwykle Twoje czyta się gładko. Fajny, nienachalny gawędziarski styl, jakbyś roztaczał panoramę z amerykańskiego filmu. Lubię coś takiego.
Natomiast sama miłość?
Oooo, tu zaciskałam pięści... wściekła na Twojego bohatera.
Wiem, faceci są różni, ale ten Twój... hmm, nie lubię go.
OK, Karen udało się przebić mur, przekonała go, że jej miłość jest tak ogromna, że jest dla niej gotowa zrobić rzecz obrzydliwą.
Nie potępiam jej, chyba wyczuła, że musi posunąć się do ostateczności, aby w tym typku coś drgnęło.
Ale co będzie za lat dwadzieścia, gdy on przyjdzie do domu pijany i w odpowiedzi na wyrzuty odburknie jej czymś brzydkim, może nawet przypomni scenę z Julio, tym razem inaczej i w sposób wstrętny. A ona pomyśli, że dla takiego kogoś jak on zachowała się jak ostatnia dziwka.
Oczywiście wybiegam w przyszłość i wcale nie musi być tak czarno, ale po prostu nie potrafię sobie wyobrazić, aby miłość zbudowana na takim fundamencie mogła przetrwać zawieruchy jakich aż nadto dostarcza życie.
Kontrowersyjny tekst, świetne wykonanie.

Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 03.10.2017 18:48
Aldonko, i odkryłaś mój punkt widzenia :)
I ja nie uważam, by kochanie zbudowane na takim fundamencie było czyste.
Jeśli coś zaczyna się od złego, złym się zazwyczaj kończy...

Wiesz, Aldonko, że lubię się babrać w takich klimatach - interesuje mnie trudna miłość, a nawet jeśli nie trudna, to taka, której się łatwo nie zdobywa.
To wynika z mojego światopoglądu - easy come, easy go :)
Dlatego snuje moje opowieści o ludziach, którzy z kochaniem mają często pod górkę.

Mojego bohatera można nie lubić, ale nie można mu odmówić czegoś ważnego - zdolności do duchowej przemiany - on nie odtrącił kochanki, która się puściła, on to uznał za wyczyn.
I myślę, że nawet po latach, jak będą zgrzybiałymi staruszkami, ten fakt nigdy nie zostanie poruszony, nawet przy kłótni, po prostu to wiem, znam trochę ludzi.

Tekst miał być kontrowersyjny, nie zawsze piszę o sielankowej miłości.
I nie wiem, o czym bardziej wolę pisać, to zależy od nastroju.

Ale jest jeden wspólny mianownik: happy end - u mnie zawsze możesz liczyć na to, że się dobrze skończ, chyba że już od początku tekst jest osadzony w patologii lub innych brudach.

I staram się być polskim Amerykanem - czy mi wychodzi, to już Wy oceniajcie :)

Bardzo wielkie dzięki za mądry, prawdziwy koment :)
Wiele z niego wyniosłem.
Dla takich wypowiedzi warto pisać - człek wie, że się rozwija.

Kłaniam się nisko :)
al-szamanka dnia 03.10.2017 20:08 Ocena: Świetne!
Do tej pory była mowa o facecie.
Ale wiesz, mam wrażenie, że Karen też nie tyka tak jak trzeba.
Każda zdrowa, normalna kobieta czułaby po takim wyczynie tylko pogardę do siebie i po bardzo krótkim czasie do mężczyzny, o którego w ten sposób zawalczyła.
Dlatego jednak będę twierdzić, że taki związek nie ma szansy na przetrwanie
Hej... :)
mike17 dnia 03.10.2017 20:18
Na pewno jest tak, jak mówisz, bo to była sytuacja bardzo skrajna, a więcej jeno skrajnie można ją oceniać - albo pochwalić i powiedzieć "dobrze było", albo nazwać to źle i ocenić ich negatywnie.

Ja wstrzymam się od głosu, bo bardzo trudno jest mi ich ocenić.
To zbyt zapętlona sytuacja, zbyt ciężka moralnie dla mnie.
al-szamanka dnia 03.10.2017 20:22 Ocena: Świetne!
No widzisz, nawet Autor przyznaje się, że postępowanie jego bohaterów jest dla niego niezrozumiałe i wątpliwe ;)
Tym bardziej brawo, że syt. moralnie dla Ciebie ciężka, a jednak potrafiłeś ją opisać i zaakcentować jak trzeba.
mike17 dnia 03.10.2017 20:30
Bo ja lubię trudne i nawet brudne sprawy.
Dlatego je opisuje, co nie znaczy, że rozumiem moich bohaterów, jakoś staram się w nich wczuć, ale o 100% zrozumieniu nie ma mowy, bo ja jestem innym człowiekiem :)

Już nie raz stawałem w opozycji do moich bohaterów.
Pamiętasz "Najdroższa mamo"?
Jak mogłem być za psychopatą, choćby ukochał swą matkę jak boginię?
Nie mogłem i nie byłem.

I wiele razy tak jest, że nie mam po drodze z moimi bohaterami, ale chcę opowiedzieć ich dzieje, bez względu na mój pogląd.
Gdyby wszyscy piszący pisali tylko o swoich pupilach nie byłoby "Lolity".
Quentin dnia 05.10.2017 10:22 Ocena: Bardzo dobre
Slowa to nie wszystko.

Czytajac twoj tekst, Maestro, narodzilo sie samoistnie porownanie do "Gorzkich godow". Tam takze mielismy do czynienia z pewnym rodzajem zabawy w kochanie i niekochanie. Koniec byl tragiczniejszy. Zdecydowanie.

Historia jak zawsze trzyma poziom. Hemingwayowski. Morze, dwoje ludzi, archetyp macho etc. Niezle. Wlasciwie nie widze roznicy miedzy tym a opowiadaniami Papy. Ciekawia mnie w rownym stopniu.

Tak sobie mysle, ze tak jak Hemingwaya moga cie troche odczytywac jako szowiniste, chociaz nasze kolezanki z portalu sa wyjatkowo wyrozumiale i zadowolone:-). Slusznie, bo meska proza, podwazana przez poprawnosc polityczna i "plciowe" idee, traci nie tylko meskosc, ale i sens.

Mocna rzecz, Mike. Naprawde mocna. Znam takich facetow, ktorzy na sama mysl o tym, co opisales, dostaliby skurczu miesni. Wszystkixh. Ale oni niewiele akurat czytaja. W sumie nie dziwie siesie. Lepiej, zeby unikali podniet.

Faceci to dziwne stworzenia. Kobitki zreszta tez. Grunt, ze chcemy wszyscy tego samego.

Dzieki za lekture. Milo powrocic na PP po dlugim czasie.
Sory za brak polskich znakow, ale pisanie w pracy nie sprzyja poprawnosci.

Dobry powrot, Mike.

Czolem
Quen
mike17 dnia 05.10.2017 13:35
Witaj, Quentin, brachu, po długiej przerwie :)
Jakżem rad, że Cię czytam.
Masz rację - zawsze czerpałem z dokonań Papy pełnymi garściami, stąd jestem chyba jedynym przedstawicielem męskiej prozy na portalu, a męska proza jak wiadomo rządzi się swoimi prawami.

Lubię przeżycia graniczne i lubię o nich pisać.
Tu było to niezbędne, inaczej Mike nigdy by się nie ocknął i zaprzepaścił może swoją złotą szansę na miłość.
Kobiety mają szósty zmysł i własną przebiegłość, co tu ukazałem w pełnej krasie :)

Oni jednak byli na siebie skazani: ona bez pamięci zakochana, on po przejściach, ale jakoś próbujący się otworzyć - trza było tylko iskry, by ta bomba wybuchła.

Dzięki wielkie, stary, za czytanko, fajnie, że wróciłeś, i że znów będziemy w kontakcie :)

Czółko :)
Jaga dnia 10.10.2017 22:28
Lubisz Larsa von Triera? Akt Twojej Karen skojarzył mi się z Bess z „Przełamując fale”, choć to zupełnie inna historia.
Miłość niejedno ma imię i różne oblicza. Gdy kochamy- wydaje nam się, że to pierwsza, a na pewno ostania;)

Z wolnych wniosków:
1. Jak na zakochanych to zdecydowanie za dużo jedzą;)
2. „Słowa słowa słowa”. Czy one w miłości są aż tak ważne?


Mike,
może już to pisałam, ale się powtórzę. Masz swój rozpoznawalny styl, trzymasz poziom.
Ja zawsze chętnie zawitam w Twoje progi :)

Pozdrawiam ciepło,
Jaga
mike17 dnia 11.10.2017 14:05
Witaj, Jago, pod tą kontrowersyjną miniaturą :)
Jak zwykle chciałem zasiać ferment i chyba się udało - zależało mi na ukazaniu, co człowiek może zrobić dla miłości, że potrafi zaprzeczyć samemu sobie.

Cieszę się, że lubisz do mnie wracać :)
Dla mnie to wyróżnienie, zwłaszcza że czytasz mnie już ponad 5 lat!
Jak ten czas leci.

Larsa znam tylko ze słyszenia.

Moje progi stoją dla Ciebie zawsze otworem, a ja zapraszam serdecznie za jakiś czas na kolejną miniaturkę :)

Pozdrawiam deszczem stolicy :)
Kushi dnia 01.02.2019 22:35
Jedna z Twoich trudniejszych miniaturek Michałku, po za "Miłością, która zmienia wszystko", jaką przeczytałam wczoraj....
Delektuję się Twoimi miniaturkami...choć muszę przyznać, że chyba mimo wszystko jakoś trudno mi będzie polubić Karen... wiem, że chciała wstrząsnąć naszym bohaterem, pokazać mu, to, co może stracić, ale ja wyczuwam jedynie niesmak po jej zachowaniu... i dziwne dla mnie jest to, że On jej nie odtrącił... że tak łatwo mu przyszło wypowiedzieć po tym co zobaczył słowo kocham... Wiem, miłość ma rożne drogi, ścieżki, spotyka na swojej drodze różne charaktery, bywają również tzw związki toksyczne... jak to można o miłości powiedzieć... temat rzeka... Dla mnie jak już wspomniałam jedna z tzw wagi cięższej miniaturka, wolę chyba jednak te Twoje łagodniejsze, w których też przecież opowiadasz o bólu, rozstaniach, przeciwnościach, ale w pewien cieplejszy sposób... bo pięknie opowiadasz nam o miłości:)
Pozdrawiam ciepło :)
mike17 dnia 01.02.2019 23:11
[b]Kasiu[b/], to cięższa z miniatur, ale i miłość bywa cięższa od tej lekkiej.
Czasem chcę sięgnąć po extremum.
Jak tu, gdzie treść ociera się o perwersję i zupełne niezrozumienie postaw bohaterów.
Ani on, ani ona, nie działali logicznie.
To tylko kwestia emocji.

Kasiu, przemierz wszystkie moje miniaturki miłosne z ostatnich 4 lat, a poczujesz, ile ciepła drzemie w męskiej duszy :)

Gwarantuję, że się nie zawiedziesz, bo i Ty, i ja, lubimy te tematy.

A tu dobrze zauważyłaś, chciała mu pokazać, ile może stracić i by się w końcu opowiedział.
On okazał się nie takim twardzielem, jakiego zgrywał.

Najważniejsze, że się zeszli.
Miłość ponad wszystko :)

Pozdrawiam wesoło :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
17/07/2019 19:49
Jak na długie opowiadanie to jest to bardzo krótkie. A tak… »
AntoniGrycuk
17/07/2019 17:00
Po pierwsze. Doskonale wiedziałem, że skomentujesz ten… »
PrzemeK155J
17/07/2019 14:23
Twój tekst może okazać się przekonujący, albo skłaniający do… »
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
  • Kushi
  • 17/07/2019 11:26
  • Miłego dnia Kochani :)
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:Corradose40
Wspierają nas