Cunqui. Rozdział 8 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 8
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

- Biedna Nukira. Nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które jej grozi, jeśli uda jej się mnie zabić - w głosie Koli był żal.
 
Jakie niebezpieczeństwo?
 
- Jeśli mnie zabije - wyjaśniał Kola - i wydostanie się ze mnie obłąkana Mgła, bo tak się zawsze dzieje, gdy ktoś umiera, nie będzie przed nią ucieczki. Mgła jest okrutna, ale wydaje się być sprawiedliwa. Nic nikomu nie czyni, jeśli człowiek umrze w naturalny sposób. Wtedy po prostu ucieka, ulatnia się. Ale za to rzuca się na tych, którzy zabijają innych ludzi. Z jakiegokolwiek powodu. Dlatego karę śmierci wymierzają tylko doświadczeni magowie, którzy potrafią zapanować nad Mgłą… przynajmniej do pewnego stopnia.
 
Czyli Mgła nie jest zła?
 
- Nie ma na świecie takiej rzeczy która byłaby tylko dobra albo tylko zła. To dotyczy też ludzi. Tak uczą nas starsi. I to samo kiedyś powiedział Arin.
 
Może Nukira też jest magiem?
 
- Nie sądzę. Gdyby władała magią, niepotrzebna by jej była inna broń. Boję się, że po prostu nie wie o Mgle.
 
Nukira nie spieszyła się. Nie miała powodu. Jej upatrzona zdobycz, w postaci tego niepozornego chłopca o imieniu Kola, ukryta była w tej chwili co prawda przez zasięgiem jej łuku za kamiennym ramieniem Cunqui z przykazem nie wychylania się, ale pod żadnym względem nie była to kryjówka doskonała. Zdobycz nie mogła jej uciec. Wystarczyłoby, żeby łuczniczka obeszła Cunqui dookoła, a wtedy Kola musiałby uciekać na drugą stronę ramienia. Na dół, gdzie wciąż czekał na niego głodny niedźwiedź, Kola zejść nie mógł. Gdyby nawet zaryzykował ucieczkę w tę stronę, zanim jeszcze zdążyłby wydostać się z polany, dogoniłoby go niechybnie jedno z tych dwojga, jeśli wcześniej po prostu nie dosięgłaby go śmiertelna strzała wypuszczona z przygotowanego już, zgrabnego łuku Nukiry.
 
Podczas gdy Nukira stała na dole z triumfującym uśmiechem, Cunqui myślała gorączkowo, starając się znaleźć jakiekolwiek bardziej satysfakcjonujące wyjście z tej niekorzystnej dla jej człowieczego towarzysza sytuacji - wyjście, które pozwoliłoby mu zachować życie. Zadanie to było jednak wyjątkowo trudne.
 
- Dlaczego bestia jej nie atakuje? - zastanawiał się na głos zdziwiony Kola. Ze swojego miejsca nie mógł co prawda widzieć, co działo się na polanie, ale nie wychylał się, zdając sobie sprawę z tego, że pokazanie choć kawałka głowy równało się z ryzykiem natychmiastowego przeszycia strzałą. Cunqui zdawała mu szczegółową relację ze wszystkiego, co sama widziała.
 
Stopień zażyłości między półnagą, mocno umięśnioną Nukirą oraz starym okulałym niedźwiedziem był zaiste zdumiewający. Jego zamknięty pysk niewiele wyżej od niej, tuż ponad jej głową, nie wykazywał jednak chęci zamknięcia się wokół niej i zmiażdżenia jej. Zamiast tego przyjaźnie muskał jej gęste, pofalowane, rozrzucone na ramionach włosy, jak w odruchu pieszczotliwej czułości.
 
- Zupełnie jak niektóre nasze kocuły - skomentował Kola. - To są dopiero przytulajskie stworzenia. Przytulają się do siebie nawzajem, nie tylko wtedy, gdy śpią. Na pewno ich nie widziałaś, bo w tych stronach ich nie ma. Tak samo, jak nie uświadczysz tu wilkłaka. Choć i tutaj atrakcji w postaci niezwykłych bestii nie brak, muszę przyznać. Najlepszy dowód na to znajduje się pod nami. Pamiętam dobrze, jak pewnego razu jeden taki kocuł złożył nam wizytę w Pieczarach. To było dopiero wydarzenie! Do tej pory się o tym opowiada. Zazwyczaj żadne ze zwierząt nie zbliża się do naszej siedziby, ze strachu przed ogniem oraz przed włóczniami i kuszami naszych łowców. Ale ta bestia prześlizgnęła się jakimś sposobem pod okiem strażników, przemaszerowała przez pół dolnej jaskini i zawędrowała aż do posłania Kuku Munia, gdzie już została. O tej porze było jeszcze ciemno. Do światła dziennego brakowało kilka dobrych godzin, więc nikt zwierza nie przyuważył. Dziwne tylko, że się ta bestia dogasających ognisk po drodze nie bała. A może właśnie do ciepła lgnęła? Ale, co się działo dalej! Przychodzi poranek, świeży i rześki jak Ekkla po kąpieli i Kuku Munio budzi się ze snu. Czuje, że mu ciepło i miękko. A trzeba ci wiedzieć, że ranki są u nas zawsze mocno chłodne. Kuku otwiera oczy i widzi, że jego przykrycie zrzucone na ziemię, ale jego dalej coś grzeje. I to porządnie grzeje. Podnosi się zdziwiony na łokciu i widzi na sobie dwie ogromne, puchate łapy. Jedna obejmuje go w piersi, a druga w kolanach. Odwraca ostrożnie głowę, a tu włochaty, gruby kocuł przykleja się zadowolony do jego pleców i tyłka. Kocuł zauważa, że Kuku się obudził. Przyciska się do niego jeszcze ciaśniej i zaczyna zaraz mruczeć, co znaczy, że jest szczęśliwy. Na znak komfortu wysuwa i chowa swoje pazury w obu przednich łapach, w rytm swojego pomrukiwania. Kuku przez dobrą godzinę ruszyć się nie śmiał z posłania, z obawy, że zwierzę nagle odmieni swoje czułe do niego nastawienie. Bo ze zwierzętami to nigdy naprawdę nie wiadomo. W końcu Arin i inni łowcy przychodzą po Kuku, myśląc, że zaspał na polowanie i jak oniemiali stają w wejściu, podziwiając tą niesamowitą łóżkową scenerię.
 
“Choć nie było to tak wcale zamierzone, widać, żem se w końcu znalazł żonę”, mówi do nich Kuku. Bo widzisz, Kuku mówi tylko w rymach, od czasu, gdy prawie pochłonęła go obłąkana Mgła podczas wyprawy do Gniewnego Lasu. Otarł się o nią tylko troszeczkę, ale to skrzywienie mu pozostało. Poza tym jest nieszkodliwy - nie tak, jak inni Obłąkani. Ale dalej. Na to jego stwierdzenie wszyscy w śmiech. Kocuł też otwiera ślepia i zaczyna im do wtóru miauczeć.
 
“Nie mogłeś sobie panny z ludzkiego rodu przyhołubić? Chyba nie brakuje u nas wolnych młódek?”, pyta się go Arin, z trudnością zachowująć resztki powagi. “A jak ci się żadna z nich nie podoba, to trzeba było dać znać… za Wodę do innych plemion byśmy zapytanie wysłali.”
 
“Futerka panienek gęste i jak trawa wybujałe, lecz żadnej z nich takie, jak mojej lubej okazałe”, odpowiada rezolutnie Kuku, na co wszyscy zgodnym chórem śmiechem parskają.
 
“A skąd tobie wiedzieć, jakie futerka mają pod ubraniem nasze panny?” Kuku na to bez wstydu ani wahania: “Wszak co wieczór młodsze i starsze panie kąpią się w potoku… a ja wtedy uważam, by potok był w zasięgu mego wzroku.”
 
“A skąd masz w ogóle pewność, że to ona, a nie on?”, pyta Płatek, na co Kuku pouczającym tonem: “Tylko wtedy żywot doprawdy zachwyca, gdy na posłaniu raz samiec, a raz samica...”. I wtedy całe towarzystwo już bez wyjątku ze śmiechu na ziemi leży.
 
Wsłuchana w opowieść Koli Cunqui przez cały ten czas nie zapomniała uważnie śledzić poczynań nieświadomej zagrożenia w postaci Mgły łuczniczki. Jednocześnie dziwiła się zdolności chłopca do beztroskiego prowadzenia swobodnej narracji w momencie takim jak ten. Nie umiała przy tym jednak powstrzymać ciekawości co do dalszych losów zabłąkanego do Pieczar zwierzęcia. Kola natychmiast i chętnie pospieszył z odpowiedzią.
 
- Okazało się, że kocuł bezproblemowo pozwolił Kuku Muniu na opuszczenie posłania, ale sam pozostawiać go nie zamierzał. Arin rozkazał go przegonić, zabraniając zabijać tak niezwykle odważnego zwierza. Lecz zanim odważono się to uczynić, bo warczał na każdego, kto się do niego zbliżył, z kocuła niespodziewanie zrobiło się pięć kocułów… I wtedy wszyscy zgodnie orzekli, że ruszać się ich nie godzi.
 
Jak to się stało? Magia?
 
- Nie! - roześmiał się Kola. - po prostu okazało się, że do Kuku przybłąkała się rzeczywiście samica. Ciężarna samica, która właśnie u niego na posłaniu postanowiła urządzić sobie gniazdo, gdzie przyszły na świat cztery jej młode.
 
Och, pomyślała rozbawiona Cunqui. Mogłam się tego domyślić, dodała w duchu.
 
- Ślepe i nieporadne na początku, ale duże były jak głowa dorosłego człowieka. Kilka tygodni później zrobiły się z nich cztery puchate i ciągle dokazujące szare urwisy. Z Pieczar zniknęły szybko wszystkie insekty i jaszczurki, na których kocułki uczyły się pod nadzorem matki sztuki polowania. Szkoda, że Arin nie pozwolił nam ich zatrzymać… gdy podrosły, łowcy odtransportowali je wraz z matką do lasu. Widzisz, my Ci Pieczarnicy nie trzymamy u siebie żadnych zwierząt. Zazwyczaj tylko je łowimy. Co się stało?
 
To pytanie było reakcją Koli na nagły przypływ przestrachu i zdziwienia, który wyczuł w myślach Cunqui.
 
Ludzie nie potrafią porozumiewać się z bestiami, prawda?, odpowiedziała pytaniem.
 
- To zależy, w której opowieści lub kto opowiada. W życiu raczej nie. Przynajmniej ja się jeszcze z tym nie spotkałem.
 
Cunqui przed momentem miała okazję zaobserwować właśnie takie zjawisko. Nukira opuściła swój łuk, odwracając głowę w kierunku niedźwiedzia, wciąż stojącego przy niej. Przez długą chwilę patrzyła mu prosto w ślepia. Dziad nie odwracał od niej wzroku. I nie tylko to. Wydawał się jej słuchać! Gdy odwróciła się znowu od niego, niedźwiedź natychmiast, jakby otrzymał od niej niesłyszalny dla nikogo innego rozkaz, powrócił pod podest Cunqui i stanął nieruchomo tuż pod jej stopami na wszystkich swoich czterech łapach. Nukira odrzuciła łuk, opuściła na ziemię skórzany kołczan ze strzelistymi pociskami i zerwała z siebie wierzchnią część skąpego odzienia, pozostawiając jedynie przepaskę na biodrach. Do przepaski tej za pomocą rzemienia przymocowany był nagi nóż.
 
Jej piersi są ogromne, pomyślała Cunqui mimowolnie. Zza jej ramienia natychmiast wychyliła się kudłata głowa Koli.
 
Co ty wyprawiasz?, zdenerwowała się. Na szczęście Nukira zrezygnowała z łuku. Może nie chciała już tracić więcej strzał.
 
- Wybacz. To automatyczna reakcja na słowo “piersi”. Mężczyźni zazwyczaj uwielbiają patrzeć na piersi. Zwłaszcza na ogromne… - Kola mrużył i wysilał oczy, pragnąc zobaczyć jak najwięcej z tej podwójnej, falującej równomiernie wraz z oddechem łuczniczki atrakcji.
 
Nie miała czasu na zastanawianie się nad tym kolejnym niezwykłym fenomenem. Nie boisz się śmierci?, zapytała go, wciąż zdenerwowana jego brakiem przezorności.
 
- Moja droga tajemnicza pani - Kola, pomimo swoich niedoskonałych oczu oraz rozkojarzenia w postaci obfitej nagości Nukiry, prawdopodobnie zdołał dostrzec również jej nóż. - Moje szanse na przeżycie zmalały drastycznie wraz z jej przybyciem. Zdaję sobie sprawę z tego, że niewiele już stoi na przeszkodzie, bym skończył jako jej i jej bestii śniadanie… a raczej już obiad. Jej determinacja jest fascynująca i nierówna moim zdolnościom utrzymania się tutaj bez jedzenia i snu. Spójrz, co ona robi!
 
Ze zgrozą patrzyli oboje, jak Nukira bez zastanowienia użyła grzbietu znoszącego to cierpliwie Dziada, by wspiąć się w górę po kamiennym podeście. Dzięki temu nie musiała próbować wdrapywać się po gładkiej nodze Cunqui, zwieszonej nieco z podestu - tak, jak uczynił to wcześniej Kola. To było to, co rozkazała niedźwiedziowi… posłużenie jej jako podnóżek. I to dlatego odłożyła wcześniej swój łuk.
 
Z powrotem na moje ramię!, rozkazała Cunqui chłopcu, ale on już z własnej inicjatywy piął się właśnie w tym kierunku.
 
- To nic nie da - wydyszał z rezygnacją. Stał już na jej ramieniu, trzymając się jej włosów i spoglądał w dół. Jego napastniczka była już prawie na podeście. - To był dla mnie zaszczyt i honor poznać cię, pani.
 
Walcz!
 
- Nie jestem wyćwiczony w walce i nie mam broni. A ona jest większa i silniejsza ode mnie.
 
Użyj swojej mocy!
 
Kola wyciągnął przed siebie dłoń, kierując ją w dół. Zamknął oczy i głęboko nabrał powietrza.
 
- Teraz albo nigdy… - mruknął. Cunqui z całej siły życzyła, by mu się udało. - Nie czuję… nie czuję przypływu mocy. A to źle wróży.
 
Jakimś cudem jednak kilka iskier wysypało się z jego ręki. Poszybowały jak kawałki mgły w dół - lekko i delikatnie, nie czyniąc nikomu krzywdy. Szyderczy śmiech Nukiry rozniósł się po całej polanie.
 
To działa! Nie poddawaj się! Próbuj dalej! Cunqui usiłowała swoimi myślami zagłuszyć łuczniczkę i dodać Koli zachęty, by nie przestawał.
 
- Presja… źle na mnie… działa… - Kola był już cały czerwony z duchowego wysiłku. Poza jednak kilkoma słabymi iskrami nie zdołał wykrzesać już z siebie nic więcej.
 
Nukira chwyciła się biustu posągu i podciągnęła do góry. Cunqui ogarnęła rozpacz.
 
Była całkowicie bezsilna. Nie było nic, co mogłaby zrobić, żeby uratować chłopca.
 
Patrzyła na tą drobną ludzka istotkę pogrążoną w beznadziejnej walce o życie i wiedziała, że właśnie ten człowiek był wyjątkowy. Może i nie był porażający wyglądem, ale jego myśli wędrowały niezwykłymi ścieżkami, a jego usposobienie było przyjemne. Odkrywał dla niej tysiące nowych, oszałamiających światów.
 
W ludziach, zdała sobie sprawę, było bez wątpienia wiele obrzydzającego, a nawet odstraszającego, ale te same istoty były zdolne do wywoływania innych, piękniejszych uczuć. Słowa, którymi się posługiwali, wydawałoby się bezmyślnie, w najmniej oczekiwany sposób potrafiły układać się w niezwykłe zdania, pobudzające myśli, zmuszające do zastanowienia, reakcji, do odpowiedzi. Wywoływały nowe pytania, odkrywały nowe drogi. Tak łatwo było się od tego uzależnić!
 
Wcześniej jej myśli krążyły w zamkniętym kole, po starych, przetartych ścieżkach, bez niespodzianek i zaskoczeń. Teraz zdawały się rozwidlać w nieskończoność i rozbiegać we wszystkich kierunkach. Było więcej, jeszcze więcej. Ten nowy świat, rozciągający się przed nią, dojrzały do dokładnego poznawania, nigdy się nie kończył.
 
Gdy Koli już nie będzie, ona pozostanie, znów samotna. A Cunqui nie chciała już nigdy być samotna. To było dla niej najgorsze więzienie. Zabójstwo myśli, zguba wolności. Potrzebowała ludzi i tego bliskiego kontaktu, który pokazał jej ten ufny, spokojny chłopiec. Zasmakowała w wolności i wiedziała, że nie mogła już bez niej żyć.
 
Ludzie byli zbyt cenni, aby ginąć. A już na pewno nie tak młodo i nie w taki barbarzyński sposób! Musiała coś zrobić… tylko co? I jak?
 
Cunqui nigdy nie czuła na sobie ani deszczu, który często nawiedzał jej las, ani wiatru, ani dotyku ludzi i zwierząt. Jej kamienne ciało było odporne i całkowicie niewrażliwe na zimno, ciepło i wszelkie stany pośrednie między nimi. Ale teraz, czy stało się to wskutek jej rozbudzonych emocji, czy pod wpływem magii, czy z jakiegoś innego powodu, jej zmysły również obudziły się z letargu i zarejestrowały zmianę. Ogarnęło ją gorąco. Palące, drażniące i niepowstrzymane gorąco.
 
- Twój diadem się żarzy… - wyjąkał Kola opuszczając rękę. Nukira, która już była koło niego, zastygła z uniesionym nożem.
 
- Nie oddam ci go - powiedziała Cunqui do Nukiry. Jej głos nieoczekiwanie odbił się echem ze wszystkich stron.
 
A potem były już tylko światło i ból. Straszliwy ból.
 
- Nie zabijaj! - krzyk Koli był ostatnią rzeczą, którą usłyszała.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 29.09.2017 11:27 · Czytań: 142 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 6
Komentarze
MarcinD dnia 29.09.2017 13:34 Ocena: Świetne!
Hmm... czyżby ktoś kogoś po raz pierwszy... pokochał :D ?
Alen Dagam dnia 29.09.2017 15:09
Hmm, powiedziałaby Cunqui.
Oj! - powiedziałby Kola.

Zobaczymy :)

Miło mi przeogromnie, że dalej jesteś z opowiadaniem!
skroplami dnia 30.09.2017 18:37 Ocena: Świetne!
No thiller ;) baśniowy ale nie tylko :).
Trochę mi namieszały półki, "mąciwody" takie ;), w końcu znalazłem te na dolnej.
Bardzo szerokie spojrzenie na świat gdzie bohaterowie, szczegółowe, "kolorowe".
Fabuła rysuje się coraz bardziej jak księżyc, jeszcze nie w pełni ale widoczna i nie tylko nocą :).
Ma swoistą, "osobistą" atmosferę Cunqui, tzn. baśń, proza sf, świat jej i styl którym podana. Powieść pisana dobrze, specyficzne myślenie zaklętej w kamieniu kobiety, powolne odradzanie, kobiecość matczyna też :). I dużo w niej magii, w kobiecie i prozie :). Gratulacje, przyciągają też magicznie akcja i słowa, które ją opowiadają.
Alen Dagam dnia 01.10.2017 16:36
Witaj, skroplami.

Cieszę się niezmiernie, że powróciłeś do opowieści.

Dziękuję za tyle niespodziewanych pochwał, moje serce bardzo od nich urosło!

Pozdrawiam cię serdecznie!
MarcinD dnia 17.10.2017 22:48 Ocena: Świetne!
Cytat:
- Biedna Nukira. Nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które jej grozi, jeśli uda jej się mnie zabić - w głosie Koli był żal.


Heh, normalnie prawie czuję to samo, co chłopak - to głębokie współczucie dla mojego mordercy ;-). Wiem, wiem, chłopak zdaje sobie sprawę z Mgły ;-).

Cytat:
- Nie ma na świecie takiej rzeczy która byłaby tylko dobra albo tylko zła. To dotyczy też ludzi. Tak uczą nas starsi. I to samo kiedyś powiedział Arin.

No właśnie... Idealnie pokazali to panowie Robert Rodriguez, Frank Miller oraz Quentin Tarantino w Sin City - wszyscy żyjemy w odcieniach szarości ;-).

Cytat:
...za kamiennym ramieniem Cunqui z przykazem nie wychylania się...

Brzmi trochę tak, jakby ramię miało przykaz nie wychylania się ;-).

Cytat:
Bo ze zwierzętami to nigdy naprawdę nie wiadomo.

Jednak ten Kola to taki nie do końca głupiutki jest ;-).

Cytat:
...Wsłuchana w opowieść Koli Cunqui...

Tja... Kuku jest moim idolem ;-).

Cytat:
...strzelistymi pociskami...

Trochę konsekwencji ;-). Raz są to strzały, innym razem określasz je innymi nazwami. Wiem, że Cunqui generalnie po raz pierwszy chyba widziała łuk a strzały niezbyt często, ale można gdzieś wpleść wyjaśnienia Koli, że broń, to właśnie łuk, a pociski zwie się strzałami :-).

Cytat:
- Nie zabijaj! - krzyk Koli był ostatnią rzeczą, którą usłyszała.

Oczywiście, Kola krzyknął do swojej przyjaciółki, by nie zabijała piersiastej napastniczki. Mam rację, że kompletnie nic to nie dało i barbarzyń...czy...ni? heh, dzikuska rozerwana na strzępy została ;) ?
Alen Dagam dnia 18.10.2017 19:27
Witaj, Marcinie!

MarcinD napisał:
No właśnie... Idealnie pokazali to panowie Robert Rodriguez, Frank Miller oraz Quentin Tarantino w Sin City - wszyscy żyjemy w odcieniach szarości ;-).


Wiem, że to taki trochę banał, ale w fantasy często jest bardziej jaskrawy kontrast. Do tej pory zastanawiam się, jak bardzo przyszarzyć czernie i biele w tej historii.

MarcinD napisał:
Tja... Kuku jest moim idolem ;-).


Kuku jest kochany <3

MarcinD napisał:
Oczywiście, Kola krzyknął do swojej przyjaciółki, by nie zabijała piersiastej napastniczki. Mam rację, że kompletnie nic to nie dało i barbarzyń...czy...ni? heh, dzikuska rozerwana na strzępy została ?


Kola znowu się przejmuje... Nukirą i jej wyposażeniem. Szkoda byłoby, by taki piękny okaz rozerwało...

Pozdrawiam serdecznie!
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
olsza37
18/10/2017 20:34
dziękuje :) »
Esy Floresy
18/10/2017 20:24
Lilah, dziękuję. :) »
Lilah
18/10/2017 20:21
Jeszcze raz gratuluję. :) »
Lilah
18/10/2017 20:20
Bez przesady, Opheliac, każdy ma lepsze i gorsze momenty w… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:35
Witaj, skroplami! Odbieram literaturę bardzo uczuciowo. Ja… »
wodniczka
18/10/2017 19:32
to jest bardzo ciekawe i fajnie napisane. i to:… »
Esy Floresy
18/10/2017 19:32
Ajw, też nie wiem, ale to fajne czytanie. :) Dziękują za… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:27
Witaj, Marcinie! Wiem, że to taki trochę banał, ale w… »
ElaM
18/10/2017 18:45
Gdzieś na rozstaj... brzmi nieco groteskowo. Nie bardzo… »
Jacek Londyn
18/10/2017 18:41
Cóż, każdy może zaśpiewać. Jak uważa. :) Pisałem ten tekst… »
JOLA S.
18/10/2017 18:28
Al, wzruszyłeś mnie napisanym językiem serca komentarzem,… »
Opheliac
18/10/2017 18:22
Werko, dziękuję za rozległy komentarz, a i zwrócenie uwagi… »
Miladora
18/10/2017 17:10
Tylko że groteska kłóci się z lirycznym byle z tobą. ;)»
Miladora
18/10/2017 17:04
A czcionka? :) Uwierz, źle się czyta wiersz w takiej… »
al-szamanka
18/10/2017 16:25
A ja, jak zwykle, po prostu stopiłam się z tekstem. Być… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:67
Najnowszy:hanapally
Wspierają nas