Krwawa Mary - Niczyja
Proza » Inne » Krwawa Mary
A A A
Od autora: To moja pierwsza próba z przeplataniem narracji tzw. zabieg z kursywą. Jak pisał Michał (Mike17) ma uwypuklić wszystko, nie tylko w utworach o tematyce miłosnej i uczuciowej. Jestem ciekawa jak mi wyszło, choć sam tekst trochę makabryczny...

„Krwawa Mary”

 

        Zrobiłaś to sobie, żeby wyglądać młodziej. Żeby być piękna i cudna jak twoja siostra, królowa – żona trefnego króla i buhaja w jednym, który uwielbiał orgie i pijaństwo do białego rana. Wędrowny rzeźnik, któremu naiwnie zawierzyłaś obdarł cię ze skóry, jak zwierzę, i zostawił na pastwę bólu, robali, odrzucenia i obrzydzenia. Chodziłaś potem ulicami brudnego miasta, krwawiąc. Drapiąc swędzące, żywe rany. Każdy fragment ciała pod przykryciem brudnych łachmanów lub wystawiony na światło dzienne matowiał od zakrzepłej krwi. Wzbudzałaś odrazę, w sobie samej również. A wszystko to z powodu miłości, jak zwykle zgubnej, jak zwykle wiodącej na manowce…

 

        Zrobiłam to sobie, choć kierowały mną inne pobudki. Zawsze byłam inna, mawiano, że dziwna, ale wierna swoim przekonaniom i ideałom. Okroiłam się w imię miłości, choć nieco innej niż bohaterka filmu „Pentameron”. Odkąd przestaliśmy się kochać zaczęłam tyć. Stałam się obmierzła jemu i sobie samej. Znienawidziłam swój widok. Patrząc w lustro widziałam otyłą babę, fałdy tłuszczu na brzuchu i biodrach. Wielkie jak kolubryny uda i zwisający potężny tyłek ze słoniowymi półdupkami. Wszystkie ubrania stały się nagle za małe, nie były w stanie rosnąc w tempie jakim ja rosłam.

        Nie wiem kiedy zaczął się proces tycia. Wraz z końcem miłości? Odkąd zrozumiałam, że mąż ma kochankę – młodą lafiryndę z warzywniaka? Radykalnie zmienił dietę i garderobę, schudł, odmłodniał, jednocześnie oddalając się mentalnie i poświęcając mi coraz mniej czasu. Widząc mnie, zamykał się w swojej norze. W końcu oświadczył, że jeśli czegoś ze sobą nie zrobię, to się ze mną rozwiedzie.

Z rozpaczy chwyciłam za nóż… Już wcześniej chodził mi po głowie pomysł zabiegu z odsysaniem tłuszczu z newralgicznych powierzchni mojego nalanego niemiłością ciała. Zawsze jednak brakowało mi cierpliwości i samodyscypliny, żeby pomóc sobie długotrwałą terapią lub regularnymi treningami. Wolałam działania gwałtowne, często pozbawione chwili zastanowienia i odrobiny rozsądku.

Którejś nocy, po kolejnym odrzuceniu i trzaśnięciu mi drzwiami przed nosem, zrobiłam to. Chwyciłam za nóż! Odkroiłam sobie gromadzone latami zapasy tkanki tłuszczowej na biodrach, po wewnętrznej stronie ud, i tę najgrubszą fałdę na brzuchu. Świeże rany polewałam czystym spirytusem, oczywiście tym, którego nie zdążyłam jeszcze wypić.

 

        Tak jak ty, Mary, zrobiłam to w imię miłości. Ty do siostry, by być bliżej niej, ja do męża. Pewnie spytasz co się dalej stało. Żyję, przeżyłam, skoro piszę te słowa. A ty? Co się z tobą stało? Dokąd odeszłaś? Czy spotkałaś ją jeszcze, gdy również od niej odwrócił się dobry los i próżny władca poznał prawdę jej krótkotrwałego piękna i młodości?

 

        Tamtej nocy nie robiłam hałasu. Byłam cicha. Nie płakałam, nie krzyczałam z bólu. Działałam jak wariat w amoku, w napadzie szału lub bezsilności. Musiałam upaść w kałużę własnej krwi. Nie pamiętam jak znalazłam się w szpitalu przykryta białą pościelą. To pewnie mąż – mój osobisty kat mnie odratował. Może wszedł do kuchni po codzienną porcję schłodzonego piwa, zobaczył mnie, chwycił za telefon i… Dzięki niemu żyję. Powinnam być mu wdzięczna. Tylko dlaczego go tutaj nie ma? Po co w takim razie mnie uratował? Nie chciał mieć mnie na sumieniu, jeśli w ogóle można mówić o sumieniu u osoby, która tak łatwo znalazła sobie inny obiekt do kochania.

Leżałam obwiązana bandażami, opatrunkami, a pod nimi ciągnącymi grubymi szwami. Każdy ruch sprawiał mi ból. Odchyliłam tylko kołdrę by zobaczyć owinięty bandażem brzuch. Ślady krwi zaschły, zbrązowiały. Nie mogłam zobaczyć własnych ud, ale zapewne ich widok był podobny. Tak samo bioder. Te bolały najbardziej, bo na nich leżałam.

 

***

 

            Ze szpitala, gdy już fizycznie wydobrzałam przewieźli mnie do Tworek. Ogłupiona psychotropami straciłam poczucie czasu i samej siebie. Siedziałam lub krążyłam otępiała w swojej izolatce. Lekarze bali się, że mogę jeszcze sobie coś zrobić, żeby sprowokować powrót marnotrawnego męża. Okratowane okno. Żadnych ostrych i potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów. Tylko łóżko, krzesło i mały stolik. Jak Vincent van Gogh w szpitalu psychiatrycznym w Remy. Nie wiem skąd nagle przyszło mi do głowy takie porównanie, zdarzało się czasem, że miałam przebłyski świadomości i otaczającej mnie rzeczywistości. Były też powroty do przeszłości, do wspomnień.

Pobyt w Tworkach ciągnął się miesiącami. Może nawet latami. Nie wiem. Spotykałam innych sobie podobnych wariatów podczas sesji terapeutycznych. I podczas niemych posiłków, w trakcie których tylko ja zdawałam się być normalna. Jak główny bohater „Lotu nad kukułczym gniazdem” w okresie krótkiego powrotu do świadomości i ludzkiej emocjonalności.

Byłam spokojna, otumaniona lekami. Nie mierziło mnie już grube ciało. Polubiłam moje czerwone blizny. Wodziłam po nich palcem wskazującym, tępo wpatrując się w okratowane okno pomalowane białą farbą. W pokoju wszystko było białe. Lubiłam siedzieć nago. I tak nikt tu nie zaglądał. Wreszcie pokochałam swoją nagość. Nikomu już nie była obmierzła.

 

        Droga Mary, czy ty również pokochałaś siebie? Czy udało ci się zaakceptować swoje oszpecone ciało? Swoją starość, która przestała być widoczna pod jedną wielką blizną? Czy zmarszczki powracają lub na bliznach tworzą się nowe? Czy już na zawsze pozostaniesz stara pierwotną starością?

 

***

 

            Któregoś dnia powiedziano mi, że jestem już wyleczona, w pełni zdrowa i niedługo opuszczę Tworki. Dowiedziałam się też, że nie mam już męża. Odszedł, zostawiając mnie rozwódką. Nawet nie wiem kiedy to się stało, kiedy podpisałam papiery rozwodowe. Nie pamiętam w ogóle, żeby kiedyś mnie tutaj odwiedzał. Nie mam już starego domu, który spieniężył, a potem zniknął. Praca dawniej wykonywana…szkoda nawet wspominać. Zresztą teraz nie nadawałabym się już do żadnej pracy. Jestem wrakiem samej siebie, strzępem dawnej żywotnej Mary. Emocjonalnej i kochającej całym sercem kobiety. Skutecznie pozbawiono mnie uczuć.

Tam w Tworkach wyleczyli mnie z rzeczy zbędnych, z Miłości, pisanej przez duże M, z tęsknoty, z planów i marzeń. Ułatwili tym samym dalszą egzystencję. Stara kobieta, którą niepostrzeżenie się stałam, otrzymała dożywotni zasiłek i małe lokum na zadupiu, z dala od cywilizacji, gdzie tylko kulawe psy szczekają dupami.

        Czasem przyjeżdża ktoś z opieki, sprawdzić czy jeszcze żyję. Czy może przypadkiem nie wróciły mi siły witalne i umysłowe, i nie zrobiłam jakiegoś głupstwa. I tak życie mija, jak Winstonowi po leczeniu, zanim ostatecznie zrozumiał, że kocha Wielkiego Brata (końcowa scena „Roku 1984” Orwella) i, że prędzej czy później nadejdzie spodziewany, upragniony koniec.

 

 

 

(23 września 2017) Polesie

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Niczyja · dnia 01.10.2017 12:26 · Czytań: 210 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Komentarze
Miroslaw Sliwa dnia 02.10.2017 10:00 Ocena: Świetne!
Witaj Niczyja.
Bardzo mocny tekst.
Dosyć bezceremonialny obraz człowieka zapętlonego w sprzeczności ludzkiej natury.
Obowiązuje przecież i to jako dogmat mniemanie, że "Człowiek jest miara wszechrzeczy"; no i co ta "miara" wyprawia z sobą samą?
Żyjemy w świecie ogarniętym szałem narcyzmu. Jest nam z tym źle a im jest gorzej tym gorliwiej skupiamy się na naszej, własnej krzywdzie i na końcu nie widzimy, nie jesteśmy w stanie postrzegać niczego więcej poza własna osobą, która okazuje się być jednym wielkim bolesnym miejscem.
Wygląda na to, że jest to być może największy problem współczesnego Zachodu.
Ozdrowienie jest możliwe, ale musielibyśmy wrócić do tradycyjnych wartości. Dystans, krytyczne myślenie, właściwa ocena rzeczywistości i afirmacja tradycyjnego, hierarchicznego systemu aksjologicznego. To jest możliwe.
Twój tekst jest znakiem ostrzegawczym; mocnym znakiem ostrzegawczym.

Pozdrawiam. :)

Mirek
allaska dnia 02.10.2017 10:10
tekst wczoraj czytałam, brr... moim zdaniem mało wiarygodny, zbyt mało opisów klinicznych, bo gdzie się podziały fragmenty ciała? które wycięła, ale dzięki temu tekstowi wyobraziłam sobie coś , no właśnie.. :) zapisałabym tak:
byłam już tak gruba, że mąż znalazł sobie kochankę. Pożerałam miłość w postaci jedzenia. Miłość której mi brakowało. Ale pewnego dnia wzięłam nóż. Odcięłam zbędne, tłuste kawały. W szpitalu zrobili przeszczepy, mam ich wiele. gdy "wyzdrowiałam" zamieszkałam na wsi, w małej zaniedbanej chatce. Z opieki przyjeżdżają, tylko, że oni nie wiedzą, że nie jestem sama. mam ich wiele

:) hehe, to się rozpisałam, a twój tekst bardzo szybko mi się czytało, lubię czytać o schizach :)
pozdrawiam
Vanillivi dnia 02.10.2017 11:59
Witaj Niczyja,

Piszesz, że to pierwsza Twoja próba z przeplataniem narracji przy pomocy kursywy - traktuję więc ten tekst trochę jako ćwiczenie warsztatowe. Szczerze powiedziawszy, nie jestem zwolenniczką nadużywania zabiegu, po który sięgasz. Są przypadki, gdy faktycznie ma on sens, ale wielu autorów używa go, by eksponować mało oryginalne myśli. Później tekst sprawia wrażenie nazbyt łopatologicznego i przegadanego. Szczególnie jeśli mamy pewną lekkość w pisaniu, warto na to uważać. No i oczywiście, jeśli dałaś już tekst kursywą, to cudzysłów jest zbędny.

Twój tekst czyta się dosyć dobrze, pomysł jest ciekawy, wydaje mi się jednak, że nieco Cię przerósł. Tak jak napisała Allaska, brakuje mu wiarygodności. Faktycznie przydałyby się tutaj bardziej rozbudowane opisy stanów klinicznych. Jest bardzo wiele zdradzanych i zaniedbywanych kobiet, które cierpią na silne kompleksy, jednak droga od takich problemów do drastycznego samookaleczenia jest jeszcze bardzo daleka. Tutaj trochę tego nie widać.

Pozdrawiam serdecznie
allaska dnia 02.10.2017 12:22
ja bym jeszcze Niczyja pokombinowała z tymi fragmentami :)na przykład wycięte warstwy tłuszczu a bóle fantomowe :) czy bohaterka z nimi sobie poradzi? Tak "tekst nieco Cię przerósł"
mike17 dnia 02.10.2017 14:31 Ocena: Świetne!
Widzę, Niczyja, że moje rady zrobiły Ci naprawdę dobrze :)
Cieszy mnie to, bo i mnie kiedyś ktoś nauczył tak pisać.
Całe życie uczymy się od siebie czegoś i nie wolno się na to zamykać.

Opowiastka całkiem całkiem - ja tu mankamentów nie widzę, mnie większa makabra by już nie rajcowała, co najwyżej obrzydziła.
A tak mamy tu zachowane jakieś proporcje.

Sama narracja z kursywami bardzo dobra, wiarygodnie brzmiąca, poruszająca.
Świetnie się to czytało i szkoda, że tak krótko, mam niedosyt.
Lubię tematy krańcowe, z pogranicza normy, dlatego miło spędziłem tu czas :)
Może trochę za mało o cierpieniu, trochę prześlizgnęłaś się tylko po tej kwestii - bo jeśli kobieta się tak pochlastała, to ból musiał być niewyobrażalny.
Powinno coś o tym być.

Summarising,

Udane, mocne opko, pociągnięte mocną kreską, sugestywnie brzmiące.
Uwierzyłem, że tak mogło się wydarzyć, a to o czymś świadczy.


By the way, zapraszam do mnie do "Na plaży"

Ahoy!
Niczyja dnia 02.10.2017 21:37
Kochani, cieszę się, że tekst wywołał dyskusję. To chyba dobrze:)
A próba mieszanej narracji, nie spaliła zupełnie na panewce.

Mirku
, to bardzo mądry komentarz... z przesłaniem. Dziękuję Ci - współczesny filozofie:)

allasko, nie chciałam wdawać się w anatomiczne szczegóły. Czy wszytko ma być wyłożone dokładnie, jak na wykładzie? Niech Czytelnik sam coś wykombinuje. Dzięki za realistyczne uwagi. I nauczenie mnie, czym są bóle fantomowe. Nie wiedziałam.

Vanillivi, dziękuję za pochylenie się nad tekstem i wnikliwą jego analizę. Z założenia to miał być tekst o emocjach, a nie analiza kliniczna chorej i szczegóły jej pokrojonego ciała... Nie wiedziałam, że cudzysłów jest zbędny. Zaraz zniknie. Dziękuję za bezcenne i krytyczne uwagi:)

Michale
, staram się korzystać z rad dobrych nauczycieli, a Ty do nich należysz:)
Dziękuję za wizytę i cieszę się, że mocne opko udało mi się (trochę).

Pozostaję w oczekiwaniu na śnieg,
Niczyja
retro dnia 11.10.2017 21:58
Cześć Niczyja:)

Mocne, nawet bardzo. Zapewne kilka lat temu bym się zachwyciła, jako wielbicielka horrorów. Dziś... nawet nie odpalam filmu (wg powieści mojego ulubionego autora - kiedyś), pt.: "Gra Geralda", który tęsknie spogląda z USB.

Chyba jednak wolę Twoje pisanie o historiach miłosnych, bo tu za dużo krwi.

Pozdrawiam ciepło,
R.
Niczyja dnia 13.10.2017 19:53
Cześć retro,
Ja też nie lubię horrorów, nigdy nie lubiłam.
A opko, chciałam, żeby było mocne... taki zamysł.

Historie miłosne, hmmm...nie wiem czy to już nie należy do przeszłości. Zresztą zobaczymy, niczego nie można wykluczyć, dopóki się żyje;)

Pozdrawiam równie ciepło,
Niczyja
Lilah dnia 13.10.2017 20:34
Tekst faktycznie makabryczny, ale mogło się tak zdarzyć. Z miłości robi się różne rzeczy i niekoniecznie mądre.

Pozdrawiam :)
Niczyja dnia 13.10.2017 21:01
Ano właśnie, Lilah, tak bywa...
Dziękuję za komentarz:)
Niczyja
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
23/10/2017 15:06
Widzę, że wprowadziłaś zmiany, Tjere. :) Podoba mi się. »
hopeless
23/10/2017 14:23
Miladora - Jeszcze raz dzięki. Jednak namalowałem autorski… »
Miladora
23/10/2017 13:56
Że będzie dobra książka? :) Uwierz, bo przeczytałam ich już… »
Miladora
23/10/2017 13:53
Wiersz czyta się jak po maśle, avatar w porządku, mogę… »
JOLA S.
23/10/2017 13:52
Milu, niestety nie mogę w to uwierzyć z oczywistych powodów… »
hopeless
23/10/2017 13:40
Miladora Poprawiłem, dzięki:) Avatar też już jest. Miło mi,… »
Miladora
23/10/2017 13:33
Chyba wystarczy powiedzieć, że nie rozczarowałaś mnie. :)»
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 12:39
Być może był to pospiech, a być może, jako osoba mało… »
braparb
23/10/2017 12:33
Piękny. Prostota i lekkość. Gratuluję. »
pociengiel
23/10/2017 11:38
Chłostany, w pocie czoła swoją stawę będziesz zdobywał Tak… »
Miladora
23/10/2017 11:32
Masz dobrą rękę do tytułów, panie F. :) Ale przyjrzyj się… »
Miladora
23/10/2017 11:13
To nie jest kwestia tego, że podoba mi się bardziej, bo… »
Miladora
23/10/2017 11:01
Tak - braparb dobrze poradził. :) Teraz tytuł zachęca, a… »
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 10:55
Miladora, dziękuję za Twój komentarz. Znowu odrobiłaś za… »
Jaga
23/10/2017 10:52
Carvedilol, bardzo dziękuję za komentarz :) Poprawki… »
ShoutBox
  • Miladora
  • 23/10/2017 15:07
  • To taki system, Tjere - ale już się dopisałam do wiersza. :)
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:29
  • Przegapiłam jakąś możliwość, czy to luka w systemie?
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:28
  • Cholerka, chciałam napisać pod swoim wierszem, że wprowadziłam zmiany, ale nie mogę dodać nowego komentarza, bo mój był ostatni, nie mogę też edytować, bo upłynął czas na wprowadzenie zmian...
  • Miladora
  • 23/10/2017 14:14
  • tak - wiem - doszedł. :)
  • Miladora
  • 23/10/2017 13:50
  • Odpisałam, Agnesko! :)
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
Ostatnio widziani
Gości online:49
Najnowszy:rybopujhana015
Wspierają nas