Kuryczka. Opowieść grzybobrańcza. - wioskowy52
Proza » Humoreska » Kuryczka. Opowieść grzybobrańcza.
A A A
Od autora: Postanowiłem publikować tutaj znowu część moich tekstów. Tryb jest archaiczny, ale co tam. Przynajmniej ludzie mili.

Żar... Nie. Nie napiszę "Żar lał się z nieba", bo już po słowie "żar" robi mi się niedobrze. Niech będzie: żar, skwar i cholernie gorąco. A tu żona przychodzi i mówi:
– Wiesz, Jolka dzwoniła, że podobno jest dużo grzybów. Jedziemy?
Mnie dwa razy nie trzeba powtarzać. Wzieliśmy sprzęt i do samochodu. Po paru minutach zaparkowaliśmy na skraju  lasu, tuż przy drodze wiodącej w głąb. Idziemy tą drogą, idziemy, a tu najmniejszego grzybka. Nie żeby od razu jadalny, nie. Nawet "psiara".
– Powinno być, a nie ma nic. Powinno być, a nie ma nic – postękiwałem cichutko.
W tym momencie polano znalezione w pobliżu drogi wylądowało na mojej głowie.
– Zaziapiesz! – ryknęła żona.
Znudzony szedłem dalej rozglądając się na boki. Nawet cienia grzybka.
– Wyzbierane – bąknąłem nieśmiało.
Znowu oberwałem polanem.
– Przecież mówiłam! Jakiś ty durny. Spłoszysz grzyby i wrócimy na pusto.
W tym momencie przypomniało mi się straszliwe przekleństwo wędkarskie. Wystarczyło stanąć na brzegu jeziora bądź stawu i wykrzyknąć: "Nie ma ryb!" Dawało to pełną gwarancję, że przez najbliższe dwa tygodnie nikt w tym zbiorniku niczego nie złapie.
Musi zatem istnieć jakieś analogiczne zaklęcie grzybobrańcze.  Ale to chyba nie to...
– Wuuuuuh! Wuuuuh! – moje rozmyślania przerwał ryk pił spalinowych.
– Z drogi, z drogi, bo utniemy nogi! – rozległ się wesoły głos z tyłu.
Odskoczyliśmy nerwowo na boki oglądając się za siebie.
– Proszę się nie bać – odezwał się uśmiechnięty facet w kasku – to taki nasz stary pilarski kawał. Zawsze się udaje. Wczoraj jedna panienka, to nawet zemdlała. Cuciliśmy ją z kolegą ze dwie godziny. Ale była zadowolona!
– Co, na grzybki? – zagadnął drugi pilarz – To idźcie raczej na południe, bo od północnej strony, to tylko mech na drzewach rośnie. Ha, ha, ha, ha!
Tym razem odskoczyli pilarze. Spowodował to ryk przejeżdżającego samochodu. Przez opuszczoną szybę wystawiony był pomysłowy przyrząd składający się z koszyczka na kiju i ruchomego ostrza.
– Hurtownicy – powiedział pierwszy pilarz – Ciągle tu się kręcą.
– Niech każdy tnie co chce. Darz bór! – zakrzyknął drugi ścinając pobliską sosenkę.
Poszliśmy dalej. Nagle za zakrętem zamajaczyła jakaś fioletowa plama. Po paru chwilach dobiegły do nas dwie osoby w fioletowych pelerynach i gumowcach tegoż koloru. Na głowach miały motocyklowe kaski.
– Dzień dobry! –  powiedziała żona. – Nie za ciepło wam?
– Kleszcze – zawołał głos zza podniesionej lekko szybki.
– To państwo nas znacie? – zapytałem.
– Jak to? Chyba nie... – zawahał się głos.
– Jan Kleszcz – przedstawiłem się. – A to, moja żona, Maria Kleszcz.
My też mieliśmy nasz ulubiony leśny kawał. Szybka zatrzasnęła się i tyleśmy ich widzieli. Po kwadransie dogonił nas jakiś chudy jegomość z brodą jadący na rowerze.
– Mamy grzybki chronione! – wykrzyknął wyrywając żonie koszyk z ręki.
– Chyba aż za dobrze chronione, bo nie znaleźliśmy jeszcze ani jednego – odparłem.
– Tym razem wam się upiekło – stwierdził. – Następnym razem nie pójdzie tak gładko. Ekolog jestem. Szybko mi dziś idzie – dodał.
– Dziś mamy same ekologiczne – zażartowałem.
– Grzybki ocalone, to teraz pora na czarne bociany – zawołał ochoczo.
– W tym lesie nie ma czarnych bocianów – odparłem.
– Nie szkodzi. Załatwiam sprawę kompleksowo. Będę chronił jednocześnie płetwale błękitne, oryksy i guźce. O, dąb! – ucieszył się.
– Chyba w lesie to żadna rzadkość... – powiedziałem.
– Różnie to bywa. Wczoraj musiałem przykuć się do świerka. Cały bok mam pokłuty – pokazał podwijając koszulę. – Za dwie minuty będę przykuty – zaczął podśpiewywać machając młotkiem.
Nie chcąc przeszkadzać ekologowi w chronieniu, ruszyliśmy znowu przed siebie.
– Słabe uprawdziwkowienie dzisiaj – powiedziała żona.
– Ukurkowienie też. I umaślaczenie – dodałem. – A ukanienie, to już żadne.
Przydrożne zarośla zaszeleściły i wyłonił się z nich niski człowieczek o rumianej twarzy. Podbiegł do nas i podstawił mi koszyk pod nos.
– Prawdziwki! Dziesięć! – wykrzyknął.
– Dziesięć! Dziesięć! – zawtórowałem, machinalnie powtarzając kwestię pewnej hrabiny zapraszanej do jury różnych programów telewizyjnych.
– Trzeci dzień tu chodzę, ale opłaciło się.
Człowieczek zniknął w krzakach po drugiej stronie drogi.
– Pewnie nie jest brydżystą, bo nie zna prawa jedenastu – powiedziałem do żony. – W wersji grzybiarskiej jest ono takie: jedenastego prawdziwka znajdujemy jedenastego dnia.
Wędrówka już dawała nam się we znaki, jednak od pewnego miejsca las zaczął zmieniać swój charakter. Pobocza drogi porastały stare rzadkie brzozy, pomiędzy któymi rozpościerał się zielony dywan mchu. Wystawały z niego żółte trąbki.
– Są kurki – zauważyłem.
– Kurki! Kurki! – wrzasnęła żona i rzuciła się na mech.
Na leżąco zrywała to lewą ręką, to prawą, wrzucając grzyby do stojącego przed jej nosem koszyka.
– Moja kuryczka siup do koszyczka! Siup, siup, siup, siup! Siup, siup, siup, siup! – zaśpiewała uszczęśliwiona.
– Chyba, kureczka... – zaoponowałem nieśmiało.
– Kuryczka. Kureczka nie rymuje się z koszyczkiem – stwierdziła autorytatywnie. – Moja kuryczka.... – śpiewała dalej.
Po kilkunastu minutach zapełniła koszyk, a także moje wiadro. Wiedziałem, że będę musiał je nieść całą drogę powrotną. Nie był to jednak koniec moich cierpień. Po powrocie do domu musiałem przecież pomóc żonie w czyszczeniu grzybów.
– Moja kureczka siup do garneczka! – dodawałem sobie animuszu.
Byłem nagrzybobrany na najbliższy rok.
Aha! Jestem wam jeszcze coś winien. To grzybiarskie przekleństwo. Brzmi ono: "Nie wydało!". Jeśli wrócicie kiedyś z lasu bez najmniejszego chociażby grzybka, możecie być pewni, że ktoś niedawno  tak powiedział w tym lesie.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
wioskowy52 · dnia 01.10.2017 12:27 · Czytań: 146 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
Niczyja dnia 01.10.2017 14:06 Ocena: Bardzo dobre
Słodkie!:)
Akurat jestem grzybiarą, więc temat mi bliski. A i sam tytuł bardzo fajny. Już myślałam, że błąd jakiś, bo jest kokoryczka wonna - jako roślina chroniona, ale nie kuryczka.
Ogólnie historia przednia, pogodna, radosna i z humorem napisana.
Jeszcze raz, słodkie maleństwo - usmiechnąłeś mnie;)

Uwielbiam kurki i inne owoce lasu,
Niczyja
Zola111 dnia 03.10.2017 16:00
Oj, ubawiłeś mnie setnie! Masz pióro, Wieśku. Naprawdę. I wspaniałe poczucie humoru. Są niechlujki:

Cytat:
z ręki ko­szyk z ręki.

oraz:
Cytat:
tak po­wie­dział .w tym lesie.


Ale w sumie: Zbieraj to w jedno miejsce i wysyłaj do mądrego wydawcy, bo warto!

Buziaki, obietnica, że będę częściej się z Tobą chichrać, i przeprosiny: Odpiszę Ci na ten zaległy list :)

z.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
18/10/2017 20:21
Jeszcze raz gratuluję. :) »
Lilah
18/10/2017 20:20
Bez przesady, Opheliac, każdy ma lepsze i gorsze momenty w… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:35
Witaj, skroplami! Odbieram literaturę bardzo uczuciowo. Ja… »
wodniczka
18/10/2017 19:32
to jest bardzo ciekawe i fajnie napisane. i to:… »
Esy Floresy
18/10/2017 19:32
Ajw, też nie wiem, ale to fajne czytanie. :) Dziękują za… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:27
Witaj, Marcinie! Wiem, że to taki trochę banał, ale w… »
ElaM
18/10/2017 18:45
Gdzieś na rozstaj... brzmi nieco groteskowo. Nie bardzo… »
Jacek Londyn
18/10/2017 18:41
Cóż, każdy może zaśpiewać. Jak uważa. :) Pisałem ten tekst… »
JOLA S.
18/10/2017 18:28
Al, wzruszyłeś mnie napisanym językiem serca komentarzem,… »
Opheliac
18/10/2017 18:22
Werko, dziękuję za rozległy komentarz, a i zwrócenie uwagi… »
Miladora
18/10/2017 17:10
Tylko że groteska kłóci się z lirycznym byle z tobą. ;)»
Miladora
18/10/2017 17:04
A czcionka? :) Uwierz, źle się czyta wiersz w takiej… »
al-szamanka
18/10/2017 16:25
A ja, jak zwykle, po prostu stopiłam się z tekstem. Być… »
allaska
18/10/2017 16:02
- to mi się bardzo podoba, oryginalny kawałek. reszta… »
braparb
18/10/2017 15:36
Nie za wcześnie na tę zimę? Trzeba się zgodzić z autorem,… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:55
Najnowszy:ysomyosli
Wspierają nas