Cunqui. Rozdział 9 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 9
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Cunqui znajdowała się w ciemności. To nie było dla niej zjawisko całkowicie nowe, ale nowa była jego intensywność. Była przyzwyczajona do dnia i nocy, ale to nie była noc. Podczas nocnej ciemności była w stanie rozróżniać cienie, sylwetki, ruch wiatru w liściach i łodygach - teraz ta nowa ciemność była kompletna. Nie pozostawało w niej nic do rozróżnienia. Miejsce, w którym się znajdowała, nie było tym miejscem, które znała. Jej ciało nie było już zastygłe w twardym kamieniu. Jej formy zmieniły się - zmniejszyły, zmiękły. Nic nie widziała, ale słyszała i czuła. Słyszała kroki i czuła samą siebie, podnoszącą się i opadającą w ich rytm.
 
Jakimś niewytłumaczalnym sposobem Cunqui była w ruchu.
 
Co się stało?
 
Pamiętała ból i światło, ale teraz one zniknęły. Gorąco zmieniło się w przyjemne ciepło.
 
- Spokojnie, pani. Niedługo wszystko wyjaśnię. Tylko dotrzemy do osady!
 
To był głos Koli! Kola żył! Ulga, której doznała w tym momencie była cudownym uczuciem. Przepłynęła przez nią z góry do dołu szybkim dreszczem, niczym woda rzucająca się wodospadem w przepaść.
 
- Już niedaleko - jego głos był zadyszany, zmęczony. Musiał biec albo bardzo szybko iść. - Nikt nas chyba nie ściga, ale w osadzie będziemy już zupełnie bezpieczni. Odpoczywaj!
 
Zaufała mu. Pozwoliła, by znowu otuliła ją spokojna, przyjazna ciemność.
 
_____



Kola musiał zatrzymywać się często, ale i tak był pełen zdumienia, że nie działo się to jeszcze częściej. Nigdy nie podejrzewałby się o tyle wytrzymałości. Nie licząc tych krótkich postojów, prawie całą drogę z Lasu Paprotników aż do Klakon udało mu się przebyć szybkim truchtem. Do czegóż to człowiek zdolny jest pod wpływem strachu bądź potrzeby, pomyślał, nie mogąc w duchu nadziwić się temu, jak bardzo te oczywiste i proste życiowe prawdy nabierały mocy, gdy miało się okazję doświadczyć ich na własnej skórze. Czy to odpoczywając, czy biegnąc zerkał co chwilę do tyłu, upewniając się że nikt nie podąża jego śladem. Na wszelki wypadek kluczył pomiędzy niewielkimi pagórkami rozrzuconymi pośród bujnie porośniętych trawą łąk i moczył bose już teraz nogi w napotkanych strumykach, choć oznaczało to, że musiał nadłożyć drogi. Na otwartej przestrzeni pochylał głowę i starał się biec szybciej, w obawie przed strzałami. Choć wysoce nieprawdopodobne, ryzyko stania się jeszcze raz żywą tarczą wciąż istniało.
 
Jednak to nie strzał obawiał się najbardziej. Dręczył go zatykający i przywołujący łzy do oczu strach o Cunqui. Wiedział, że żyła, choć nie był w stanie wytłumaczyć sobie, skąd miał tą pewność. Ale nie słyszał jej już w ogóle. Mogło to być oczywiście spowodowane jej… zmianą - nie wiedział, jak to nazwać i po krótkim wahaniu zdecydował się na to właśnie słowo - ale mogły też istnieć ku temu tysiące innych powodów. Najgorszy z nich? Nie chciał nawet dopuszczać do siebie potwornych myśli o tym, dlaczego tak mogło być, ale nie umiał zamknąć swojej świadomości przed ich uparcie natarczywym naciskiem.
 
“Ona nie jest zwykłym człowiekiem. Nie może umrzeć.”
 
Ale ta magiczna istota mogła przecież, jak wiele innych rzeczy stworzonych z Mocy, powrócić do swojego źródła. Moc, według władających nią magów, nie była ani nieskończona, ani nie przybierała nigdy wiecznej formy. Nawet zaklęta w przedmiotach niekoniecznie pozostawała w nich na zawsze.
 
Kola czuł się winny z powodu tego, co wydarzyło się na polanie. Nikt nie zmusił go do zapędzenia się aż do Lasu Paprotników - zawiodła go tam jego własna zachłanność. Błagał w myślach Moc o to, by pozwoliła mu na dostarczenie Cunqui jak najszybciej do Klakon, gdzie będzie mógł ją oddać w ręce doświadczonych uzdrowicieli i znawców magii.
 
Jego radość, gdy znów ją usłyszał, nie miała granic.
 
Trwało to tylko kilka chwil, ale Kola wyraźnie wyczuł, że Cunqui była oszołomiona i wyczerpana. Na szczęście zbliżali się już do Klakon. Chociaż miał kłopoty z rozpoznawaniem tego, co znajdowało się w większej od niego odległości, widział unoszące się nad osadą ognie. Coś było w nich innego… kolor, oczywiście. Kola wytężył jeszcze bardziej zmęczone oczy. Dziwne. Kolorowe zazwyczaj ognie płonęły teraz na biało. Ich jasne światło odbijało się przepięknie na tle ciemniejącego w szybkim tempie nieba. Nie wiedział, co miało to oznaczać, miał jednak przeczucie, że nie było to nic dobrego. Biały kolor symbolizował u Tych Cudotwórców między innymi powagę, honor i autorytet, ale i nieszczęście lub żałobę.
 
Bliskość domu dodała mu sił i ostatni odcinek długiej drogi pokonał błyskawicznie. Dobiegł do środkowej bramy osady, lecz jego zdziwienie było ogromne, gdy zastał ją zamkniętą. Brama ta, oddzielająca część górną Klakon - tą, w której mieszkali i urzędowali magowie - od części wędzarzy serów, położonej niżej, zawsze od kiedy pamiętał stała otworem.
 
Przed bramą stali dwaj Furczybicze - strażnicy i obrońcy osady magów. Ich luźna odzież uszyta była z grubego materiału, pofarbowanego na mocną, ale nie krzykliwą ani nie bijącą po oczach czerwień. Szerokie spodnie, długie do pasa, otwarte bezrękawniki odsłaniające brązowe ramiona, szerokie przepaski na głowach. Prawie wszyscy z nich mieli długie włosy i wiązali je z tyłu. W rękach krótkie bicze, z którymi nie rozstawali się nigdy podczas służby, u pasa przywiązane te długie. Z ich pomocą umieli zgasić płomień świecy z odległości trzydziestu kroków i więcej, bez jej przewracania.
 
- Nie możesz jeszcze wejść - poinformowali go. - Teraz odbywa się egzekucja. Wybacz, uczniu, taki jest przepis.
 
Kola poczuł ogromny ciężar w żołądku, jakby na jego dnie nagle wylądował potężnych rozmiarów kamień.
 
- Egzekucja? - powtórzył cicho za Furczybiczem.
 
- Niedługo powinna się skończyć, a wtedy otworzymy - odpowiedział tamten. - Trwa już ponad godzinę. Toi Avafarn jest dokładny, ale też nie brak mu zręczności. I - na szczęście dla skazanych - nigdy nie przeciąga czasu egzekucji ponad absolutny mus.
 
- Chociaż ci skazani wcale na to nie zasługują - dopowiedział drugi półgębkiem.
 
Kola odwrócił się od bramy i przysiadł pod wysokim drewnianym ogrodzeniem osady. Jego zmęczone nogi, rozluźnione, drżały lekko. Zacisnął zęby w milczącym sprzeciwie, którego nie śmiałby wypowiedzieć na głos. Prawie dokładnie rok temu Arin opowiedział mu o egzekucjach przeprowadzanych w Klakon. I ostrzegł go przed nimi, chociaż nie było to potrzebne. Tylko przedstawiony przez niego w prostych słowach obraz wrył się chłopcu głęboko w pamięć i przysparzał mu nie lada koszmarów jeszcze długo po tym. Kola miał nadzieję, że nigdy nie będzie musiał czegoś takiego oglądać i prawie mu się to udało. Podczas jego pobytu w Klakon nie przyprowadzono tu żadnego skazanego na śmierć więźnia.
 
Ale teraz to wspomnienie odżyło ponownie, spotęgowane jeszcze zmęczeniem i strachem całego tego wyczerpującego dnia. Kola oddychał głęboko, przytłoczony świadomością tego, że tuż obok, za ogrodzeniem, właśnie z pełną premedytacją i bez względu na nieodwracalność takiego czynu zabierano komuś życie. Komuś, kto myślał, czuł i pamiętał - tak, jak on sam; kto śmiał się zapewne nieraz, lub może nawet cierpiał.
 
Nie po raz pierwszy Kola zamyślił się i zasmucił nad tym, jak dziwny i nieubłagany był świat, w którym przyszło mu żyć. I nie po raz pierwszy zapłakał nad tym, że nie jest w stanie go zmienić - a przynajmniej w pełni zrozumieć.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 05.10.2017 11:50 · Czytań: 81 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Jacek Londyn dnia 06.10.2017 17:36
Alen Dagam, nie przeczytam tej opowieści w całości, bo to nie moje klimaty. :) Wydaje mi jednak (po przeczytaniu tej części), że znajdzie ona swoich licznych fanów.

To, co mógłbym doradzić (jeśli mogę), to upraszczanie zdań, co zwiększy płynność i rytm narracji. Dla przykładu:


Cunqui była pogrążona w ciemności. To nie było dla niej zjawisko obce, ale nowa była jego intensywność. Ciemność nocy - którą znała - pozwalała rozróżniać cienie, sylwetki, ruch wiatru w liściach i łodygach. Ta była inna. Spowijała wszystko nieprzeniknioną czernią.

Nic nie widziała, ale słyszała i czuła. Słyszała kroki i czuła samą siebie, poddającą się ich rytmowi. 
 
 
Pamiętała ból i światło, ale teraz zniknęły.

Przepłynęła przez nią szybkim dreszczem, niczym wodospad.

Kola często przystawał, ale i tak był zdumiony, że nie musiał odpoczywać częściej.

Na wszelki wypadek kluczył pomiędzy niewielkimi pagórkami rozrzuconymi pośród bujnie porośniętych trawą łąk i zacierał ślady, brodząc w napotkanych strumykach, choć oznaczało to, że musiał nadłożyć drogi.

Choć wysoce nieprawdopodobne, ryzyko, że stanie się ponownie żywą tarczą, wciąż istniało.

Pozdrawiam, i przepraszam za wtręty :)
JL
Alen Dagam dnia 06.10.2017 17:49
Witaj, Jacku.

Trafiłeś w moją najgorszą zmorę. Długie zdania prześladują mnie od początków pisania, choć i tak już bardzo się ograniczam. Kiedyś pisałam takie na pół strony. Teraz już wiem, że prostota to podstawa, ale często zdarza mi się jeszcze popuszczać cugli.

Postaram jeszcze bardziej hamować te moje zapędy w długość. A także zwracać uwagę na lepszą stylistykę. Dziękuję ślicznie za zwrócenie na to uwagi i za przykłady!

Pozdrawiam serdecznie.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
19/10/2017 00:36
Następnym razem. :) <zastanawia się nad tym> A… »
Zola111
19/10/2017 00:27
Procesjo, w powiązaniu z tytułem wiersza tekst brzmi… »
ElaM
19/10/2017 00:17
I moja interpretacja legła w gruzach... a tak mi się… »
kamyczek
19/10/2017 00:00
Allasko, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się,… »
Miladora
18/10/2017 23:41
Gdy dopracujesz, to powiedz. :) Przyjdę i popatrzę. »
Miladora
18/10/2017 23:38
Warto byłoby jeszcze trochę dopracować ten tekst, Procesjo.… »
olsza37
18/10/2017 23:34
Mirador dziękuję bardzo cenne uwagi i od razu ten wiersz… »
Silvus
18/10/2017 23:31
No to nie rozumiem. Jeśli nie na rozstaj dróg, to na… »
ElaM
18/10/2017 23:12
Nienawidzę matematyki, niemniej kocham poezję. Twój wiersz… »
Miladora
18/10/2017 23:00
Bardzo dwuznaczne zakończenie. Powiedziałabym wręcz, że… »
Miladora
18/10/2017 22:51
Zgadzam się z tym. :) Podkreślone to przypadkowy rym… »
ElaM
18/10/2017 22:50
Ja bym napisała, gdzieś na rozstajne i nie mam na myśli… »
Niczyja
18/10/2017 22:25
Jacku Londynie, Niektóre szkolne wypracowania bywają ładne,… »
Silvus
18/10/2017 22:24
Racja. Mogłem również postawić kropki. Wybrałem… »
Esy Floresy
18/10/2017 22:23
ElaM, nic nie poradzę z "niepodobasiem", bo o… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:nertysafa3
Wspierają nas