Arystokrata cz.5 - violka
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Arystokrata cz.5
A A A
Od autora: Erotyk.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Stała przed nią kobieta wysoka, szczupła, pełna wysublimowanego piękna. Jej wysoko upięte, długie, czarne włosy z granatowym odcieniem, bajecznie kontrastowały z satyną w kolorze starego, ciemnego złota. Prosty krój sukni wieczorowej, delikatnie obcisłej w biodrach i udach, z rozcięciem z boku, dekoltem ramion i pleców, wydobywał idealną smukłość sylwetki, zwłaszcza że satynowy materiał, wiele zakrywając, tak naprawdę wszystko obnażał. I ta przepyszna kolia z rzadkich, żółtych szafirów współgrająca ze złocistą barwą oczu, w których czaił się ledwie uchwytny cień jakby nostalgii. 
Odeszła od lustra. Wyglądała lepiej, niż się czuła. Była potwornie zmęczona. Kilka godzin w roli gospodyni na przyjęciu wydanym z okazji rocznicy powstania fundacji, prowadzonej przez żonę przewodniczącego Rady, dało jej się we znaki, ale było warto. Wszyscy widzieli, w jakich zażyłych stosunkach jest z wszechwładnym przewodniczącym Rady Trybunału i jego małżonką. Od dłuższego czasu pracowała nad tym, aby ich przyjaźń była bardzo widoczna w arystokratycznym światku towarzyskim. Wspólne rauty, spotkania w klubach, rozliczne imprezy plenerowe, a przede wszystkim przyjęcie zaproszenia przez przewodniczącego Kantera do objęcia honorowym patronatem najbardziej prestiżowej gonitwy "Mistrzów”, wieńczącej koniec sezonu wyścigowego, było ukoronowaniem jej starań. Nawet zwycięstwo klaczy Diasty, której była hodowcą i właścicielem, i która dzięki triumfowi stała się trzecim trójkoronowanym koniem w historii, nie cieszyło Marty bardziej niż zacieśnione więzi z państwem Kanter, których pierwsze owoce dziś zebrała. Nie bez znaczenia był naturalnie fakt przekazania przez należącą do niej firmę Radvan niebagatelnej kwoty na konto fundacji wspierającej leczenie biednych dzieci. Oczywiście, ten hojny gest, zgodnie zresztą z jej zamierzeniem, został zauważony i odpowiednio doceniony przez osoby, na których Marcie zależało. W duchu uśmiechnęła się do siebie, w świat poszły konkretne informacje. Siew został ukończony, teraz trzeba było tylko cierpliwie czekać na efekty żmudnej pracy. O, tak! Słyszała już w oddali pomruki nadciągającej burzy. 
Nie bez przyjemności zrzuciła szpilki z nóg i nalała sobie swojego ulubionego chateau petrus. Potrzebowała rozładować napięcie, a wino zawsze dobrze na nią działało, jednak dziś to za mało, potrzebowała czegoś więcej. Dolała sobie jeszcze do kieliszka cennego trunku i skierowała się do sypialni. Od razu na wejściu została otulona przyjemnym, ciepłym półmrokiem. Jedynym źródłem światła były płomienie świec i blask ognia z dużego, zabytkowego kominka. Zapach jaśminu z kilku świeżych, ukwieconych gałązek mile ją zaskoczył. Jej osobisty naprawdę się starał, bezbłędnie trafiał w jej gust, bardzo pragnął służyć Marcie na stałe. Rozejrzała się po sypialni i u wezgłowia olbrzymiego łoża, w pozycji uległego, zobaczyła niewolnika dla przyjemności. 
Przez moment zawahała się – była taka zmęczona i wypalona… Jednak im dłużej przyglądała się młodemu mężczyźnie… Szerokie ramiona, umięśnione i wytrenowane ciało obiecywało przyjemność… Do tego pięknie wyrzeźbiona twarz, zbyt piękna, by móc o niej powiedzieć po prostu: "przystojna”. 
Napięcie, w którym żyła od jakiegoś czasu, potrzebowało ujścia, a seks był jednym z najlepszych środków na odprężenie, chociażby na krótką chwilę. 
W momencie, gdy podeszła bliżej i poczuła bardzo delikatny, ulotny zapach piżma ze zmysłową nutą wanilii, jej ciało obudziło się i zaczęło żyć własnym życiem, a całe zmęczenie gdzieś znikło. 
Musnęła dłonią ramię niewolnika, poczuła, jak leciutko zadrżał pod tym dotknięciem, a jego ciepło przeniknęło przez palce. Wydawał się taki mocny i silny. Miała tylko nadzieję, że nie został jeszcze złamany. Nie znosiła kochać się z niewolnikami spętanymi strachem lub tak odurzonymi afrodyzjakami, że pieprzyliby wszystko, co się rusza. 
  – Pani, jestem tu, by sprawić ci radość i dać rozkosz. – Oświadczył niskim, ciepłym głosem. Wiedział, jak go używać. 
  – Zapewne… – mruknęła i zdjęła mu z szyi łańcuszek z kluczykiem od kajdanek, jednocześnie odstawiając na mały stolik kieliszek. 
Powoli, delektując się narastającym, dobrze jej znanym napięciem, z dłonią muskającą gładką, błyszczącą skórę ramion, a potem pleców niewolnika, uklęknęła tuż za nim, aby rozkuć mu dłonie. Bardzo powoli… Jej długie paznokcie, trochę bardziej niż mocno, przeorały skórę po całej długości, od ramienia do skutych nadgarstków, pozostawiając cztery długie, białe rysy. Widziała, jak przeszył go dreszcz, zadrgały leciutko mięśnie; jak potarł policzek o ramię; jak palce jego dłoni poszukały kontaktu z jej dłońmi… 
Kajdanki opadły z jego rąk. Nachyliła się na moment ku niemu, by jeszcze raz poczuć jego zapach. Podniosła się z kolan. Satyna stała się jakoś bardziej chłodna i jakby bardziej śliska… Uwielbiała tę chwilę, kiedy jej ciało stawało się wrażliwe i wyczulone na bodźce w oczekiwaniu na rozkosz. 
Niewolnik też wstał, lekko, sprężyście, ale jakby z sennym ociąganiem. Był wyższy od niej i pięknie zbudowany. Miał ciało już nie chłopca, ale jeszcze i nie całkiem dojrzałego mężczyzny. Była w nim świeżość niewinnej młodości. Odwrócił się do niej, ale nie podniósł głowy, rozcierał zdrętwiałe nadgarstki w taki sposób że… W jego ruchach było coś tak miękkiego i jednocześnie drapieżnego… 
Zanim ich wzrok spotkał się, zanim głęboki brąz jego oczu spotkał się z wyniosłością jej złocistych, w których już grało niebezpiecznie pożądanie, pomyślała, że naprawdę potrzebuje go na dzisiejszą noc i oczekuje spełnienia tej obietnicy; obietnicy, którą składał całym sobą. Posłała mu wyzywające, przenikliwie ostre spojrzenie, na które spokojnie zareagował, przyciągając ją mocno do siebie.
Stała się czujna i żądna, krew pulsowała jej w żyłach, a całe ciało zalewało cudowne ciepło. 
Niewolnik, jedną ręką obejmując ją w pasie, drugą gładził kształty ciała skryte w opinającej Martę sukni. W tym czasie jego usta wędrowały po szyi, karku i dekolcie, smakując językiem skórę. Robił to niespiesznie, ale z taką pożądliwością, że jej tchnienie stawało się coraz bardziej nieregularne, a podniecenie nie do opanowania. Czuła jego przyspieszony oddech wszędzie i poddawała mu się z zachłanną satysfakcją, czerpiąc z tego jak najwięcej przyjemności, która rozluźniała napięte ciało i umysł. Otulił swoim ciepłym oddechem jej usta, język. Do tej pory tak delikatny i nieśmiały, stał się natarczywy i gwałtowny, czuła jego smak, słodki, subtelny i pobudzający zmysły. Wplątała palce w gęste, jasne włosy, chcąc zatrzymać to doznanie, jak najdłużej. Błądzące po jej pośladkach i ślizgające się po satynie ręce wzmagały pożądanie na tyle, że gdy gwałtownie i brutalnie rozerwał zapięcie sukni, nie zareagowała, za to on cichutko jęknął z chwilą, kiedy pojął, że nie miała na sobie bielizny, którą uważała za grzech śmiertelny w połączeniu z majestatyczną frywolnością tkaniny. Gdy piękna, ciemnozłota suknia spływała po jej pobudzonym ciele, Marta pomyślała tylko, że było to bardzo odważne posunięcie ze strony niewolnika, i powinna wyciągnąć z tego konsekwencje… surowe konsekwencje… ale to później… teraz nie mogła…. teraz – rozbudzona podsycaną namiętnością wyobraźnia zaczęła działać… 
Westchnęła, gdy ustami objął najpierw jedną, a po chwili drugą brodawkę piersi. Drżała z rozkoszy, gdy osuwał się powoli niżej i coraz niżej, coraz bardziej pożądliwy w swej zachłanności. Całował, muskał delikatnie jej wzgórek łonowy, gładził palcami wrażliwą skórę wewnętrznej strony ud, drażnił coraz bardziej pozbawione kontroli zmysły i… wycofywał się. 
Był doskonale wyszkolony. Wiedział, że dla kobiety w seksie drugim najważniejszym czynnikiem jest skóra, ale na pierwszym miejscu zawsze jest jej umysł, więc zniewalał ją, przejmując kontrolę nad jej doznaniami. Uchylał przed nią bramy rozkoszy, lecz nie pozwolił przejść dalej i zatracić się w niej całkowicie, dopóki nie pozna granic bólu i szaleństwa swojego pożądania. 
Gdy przylgnęła do silnego, rozpalonego ciała mężczyzny, aby wchłonąć w siebie jego ciepło, by karmić się żądzami, które jeszcze trzymał na wodzy, on bez żadnego wysiłku uniósł ją i delikatnie ułożył na łóżku, przez krótką chwilę sycąc się jej widokiem. Szybko i sprawnie pozbył się spodni, ciągle nie odrywając od niej wzroku. W oczach swojego niewolnika widziała podziw i fascynację, które pobudziły jej kobiecą, egoistyczną próżność. Świadomość, że jest pożądana, sprawiała, iż mogła osiągnąć najwyższe spełnienie, bo tak naprawdę nie kochała się z ciałem mężczyzny, ale z jego duszą, emocjami i namiętnościami. 
  – Powiedz, Pani, czego pragniesz, a ja to spełnię. – To, co powiedział, i to, jak na nią patrzył, było bardzo śmiałe jak na niewolnego. Musiał być bardzo pewien siebie. Nie znał jej i jej oczekiwań, ale poufałość, z jaką ją traktował, oraz przejmowanie inicjatywy pozwalało sądzić, że jak do tej pory nie poniósł porażki w grach, w których sam ustalał reguły. 
Tak, ten niewolnik nie został jeszcze złamany, jeszcze był mężczyzną o niewypalonym wnętrzu, świadomym swej wartości. 
W odpowiedzi posłała mu wyzywające, pełne napięcia spojrzenie, w którym zawarła również ostrzeżenie. W tej grze dla własnego dobra musiał bezwarunkowo wygrać. 
Pieścił całe jej ciało, gładził piersi, brzuch, błądził dłońmi wzdłuż wewnętrznych części ud, zakręcając wokół stóp i powracając, wzdłuż pośladków, żeber i szyi, by rozpocząć wędrówkę od nowa. Kiedy nie mogła już znieść pieszczot; kiedy pragnęła rozpaczliwie mocniejszego dotyku, który przyniósłby chociaż na moment odprężenie; i kiedy miała mu to już rozkazać, wykrzyczeć, wybłagać, zamknął jej usta pocałunkiem, tłumiąc ich wspólne jęki i westchnienia. Jej dłonie zapalczywie wędrowały po plecach, ramionach i karku młodego mężczyzny. Dotyk jego penisa przy łonie wywołał szaleństwo zmysłów. Nie była w stanie powstrzymać jęku, gdy nagle, delikatnie, choć zdecydowanie wszedł w jej wilgotne już od dawna wnętrze i zatrzymał się… 
Pozwolił jej rozluźnić się. Nie miała pojęcia, że aż tak się spięła. Oderwała się od jego ust i utkwiła w nim zamglone oczy, pełne błagalnego szaleństwa, żeby wreszcie spełnił obietnicę rozkoszy. Objęła jego biodra nogami, desperacko próbując wciągnąć go w siebie jak najgłębiej. W chwili, gdy i on, nie panując już nad pożądaniem, wszedł w nią do końca, mocno, chciwie, zawłaszczając ją całym sobą, dała się ponieść fali ekstazy. Świat przestał istnieć, wszystko tańczyło wraz z nią na fali uniesienia, z każdym pchnięciem zatracała się coraz bardziej, a jego pojękiwania i mruczenie dodatkowo ją stymulowały. Po chwili jednak wróciła do siebie, odpowiadając na jego pchnięcia. Zaczęli się zestrajać, czerpiąc z tej wspólnej gry maksymalną przyjemność, jednocześnie podsycając pożądanie. 
Nie miała pojęcia, jak długo zatracała się w namiętności targającej jej zmysłami przy każdym jego ruchu, ale gdy wyślizgnął się z niej, była niesamowicie wyczerpana, niespełniona i zła. Ciągle grali na jego zasadach, jednak pożądanie, które tak strasznie ciążyło jej między nogami, wołało o jeszcze i jeszcze. On również był zmęczony, słyszała jego ciężki oddech. Skóra zresztą, tak jak i jej, była mokra od potu. Wpił się w jej usta, zaplotła dłonie na jego karku, palcami przesuwając po obroży. Serce powoli przestawało walić, odprężała się pod jego dotykiem, lecz gdy kciukiem musnął jej stwardniały sutek, jęknęła przeciągle, a potem drugi raz, głośniej, gdy cofnął dłoń. Podniosła kolano i dotknęła jego penisa – był w pełnej gotowości, jeszcze wilgotny, drżący i chętny. Dawał sobie czas na ochłonięcie. W końcu mało który mężczyzna tak naprawdę był w stanie wytrzymać wystarczająco długo, by w pełni zaspokoić kobietę świadomą swej seksualności; w dodatku kobietę, od której zależał jego los. Do tego byli szkoleni niewolnicy dla przyjemności, bo kobiety, którym służyli, tylko brały i bardzo rzadko kiedy cokolwiek dawały. 
Nagle poczuła, że coś spłynęło jej między piersiami. Jasnowłosy wylał na nią chateau, po czym łapczywie zaczął je zlizywać. Zapach mężczyzny zaczął się mieszać z zapachem wina i jej własnego podniecenia. I gdy tak zjeżdżał coraz niżej, jej ciało coraz bardziej sztywniało, by w końcu, gdy dopadł ustami łechtaczki, wygiąć się w łuk. Instynktownie złapała jego głowę. Jej wzrok powędrował w kierunku olbrzymiego lustra. Patrzyła, jak ją obsługiwał i jak jej ciało całkowicie mu się poddało. Znów ją posiadł, powoli, delikatnie, leniwie. Podarował jej rozkosz, o której istnieniu nie miała pojęcia, a kiedy wreszcie pozwolił jej na spełnienie, nie mogąc zapanować nad własnym pożądaniem i pragnieniem, oddał całego siebie. 

                                *** 
Obudziło ją dotknięcie dłoni. 
  – Pani… 
Otworzyła oczy. Stał przy niej jej osobisty, nie wiedziała, co się dzieje. 
  – Coś się stało? – spytała zaspana, siadając na łóżku i otulając się szczelniej kołdrą. Rozejrzała się po pokoju – niewolnik spał, klęcząc w nogach jej łóżka. 
  – Martin chce się pilnie z Panią widzieć, od rana straszne zamieszanie – chłopak starał się pokrótce wyjaśnić sytuację. 
  – Podaj mi coś do picia. – Przypomniała sobie minioną noc i ogarnęło ją rozmarzenie po przebytej niedawno rozkoszy. 
  – Podobno aresztowano jakąś bardzo ważną osobę, która była tutaj wczoraj na przyjęciu – informował ją, podając szklankę z wodą. 
A więc zaczęło się. 
  – Czy państwo Kanter już wyjechali? – spytała z nadzieją, że zaprzeczy. 
  – Nie, Pani. W związku z tą sprawą zostali jeszcze i rozmawiali z Martinem. Pan przewodniczący też czeka na rozmowę. 
Przyjrzała mu się uważniej, był zadziwiająco dobrze poinformowany i kompetentny w tym, co robił. 
– Widzę że się starasz – pochwaliła go. Mogła być zadowolona. Zostawi sobie tego osobistego, naprawdę dawał z siebie wszystko. Wiadomość, którą jej przekazał, wprawiła Martę w doskonały humor. Wielki pan przewodniczący czekający na audiencję u pani Rays. Doskonale! 
Słysząc ich głosy, obudził się niewolnik dla przyjemności. Zażenowany natychmiast przyjął pozycję uległego. Popatrzyła na niego i właśnie zdała sobie sprawę, że nawet nie wie, jak ma na imię. Wspomnienie nocnych doznań miłym ciepłem rozlewało się po jej ciele… Coraz mocniej. Może nawet nie wyciągnie konsekwencji za spanie w jej obecności… A może jednak wyciągnie?… Jeśli sprawi jej taką samą przyjemność… 
  – Wpuść Martina, ale tylko na chwilę – zwróciła się do osobistego – i przynieś mi śniadanie… Nie, każ przynieść dwa śniadania. – Nie spuszczała wzroku z tego, który podarował jej rozkosz. Sam jego widok sprawiał, że serce przyspieszało coraz mocniej. W blasku dnia wydał się jeszcze atrakcyjniejszy. – A pan przewodniczący niech jeszcze czeka, jestem zajęta. 
Pomruki burzy stawały się coraz mocniejsze… 
Uśmiechnęła się do siebie z zadowoleniem. Zerknęła w olbrzymie okno zalane słońcem. Dzień zapowiadał się pięknie.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
violka · dnia 05.10.2017 13:08 · Czytań: 101 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 2
Komentarze
Alen Dagam dnia 06.10.2017 16:54 Ocena: Świetne!
Witaj, violko.

Śliczna scena erotyczna, pełna zmysłowych doznań, którą czyta się zapominając zupełnie przy tym oddychać.

W drugiej części budowane umiejętnie w poprzednich częściach napięcie czytelnika wzrasta znów, gdy:

Cytat:
A więc za­czę­ło się.


Aj! Z piersi wyrywa się okrzyk: "Gdzie jest dalszy ciąg?!"

Pamiętam jeszcze, jak moje ciotki, babki, wychowawczynie w przedszkolu itd. emocjonowały się popularnymi niegdyś tasiemcami. Na myśl przychodzi od razu, oczywiście, "Niewolnica Isaura" oraz inne, podobne w tematyce seriale bodajże brazylijskie tamtych czasów. W ogóle temat niewolnictwa ma w sobie coś takiego bardzo trafiającego do serca. W dodatku w połączeniu z erotyzmem/pożądaniem to mieszanka naprawdę wybuchowa (emocjonalnie, ma się rozumieć). Władza i seks - to dwa bardzo potężne prądy.

Plus, jaki niesamowity kontrast w postrzeganiu tematu zniewolenia pomiędzy 3cim i tym rozdziałem. Dwie przeciwne perspektywy, obie przedstawione tak, że czytelnik widzi się po obu stronach barykady. Przynajmniej ja tak mam - widzę siębie w niewoli, ale widzę też siebie w roli posiadaczki swojego własnego niewolnika... Tak, wiem, o zgrozo! Coż to za okropna rzecz ulęgła się w mojej psychice!

No cóż, myślę, że dobry thriller psychologiczny właśnie tak działa.

Jestem bardzo ciekawa komentarzy innych czytających.

Pozdrawiam serdecznie!
violka dnia 06.10.2017 23:00
Witam Cię, Alen.
Dziękuję za tak pochlebny komentarz i spieszę zapewnić, że powoli powieść zbliża się do etapu, kiedy zaczną zanikać kontrasty. Czerń i biel zmieni się w odcienie szarości, a tak naprawdę okaże się, że nic nie jest tak oczywiste, jak na początku zdawało się być. Co do komentarzy - chyba nie ma co się wielu spodziewać ;)
POzdrawiam serdecznie.
Violka.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
19/10/2017 00:36
Następnym razem. :) <zastanawia się nad tym> A… »
Zola111
19/10/2017 00:27
Procesjo, w powiązaniu z tytułem wiersza tekst brzmi… »
ElaM
19/10/2017 00:17
I moja interpretacja legła w gruzach... a tak mi się… »
kamyczek
19/10/2017 00:00
Allasko, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się,… »
Miladora
18/10/2017 23:41
Gdy dopracujesz, to powiedz. :) Przyjdę i popatrzę. »
Miladora
18/10/2017 23:38
Warto byłoby jeszcze trochę dopracować ten tekst, Procesjo.… »
olsza37
18/10/2017 23:34
Mirador dziękuję bardzo cenne uwagi i od razu ten wiersz… »
Silvus
18/10/2017 23:31
No to nie rozumiem. Jeśli nie na rozstaj dróg, to na… »
ElaM
18/10/2017 23:12
Nienawidzę matematyki, niemniej kocham poezję. Twój wiersz… »
Miladora
18/10/2017 23:00
Bardzo dwuznaczne zakończenie. Powiedziałabym wręcz, że… »
Miladora
18/10/2017 22:51
Zgadzam się z tym. :) Podkreślone to przypadkowy rym… »
ElaM
18/10/2017 22:50
Ja bym napisała, gdzieś na rozstajne i nie mam na myśli… »
Niczyja
18/10/2017 22:25
Jacku Londynie, Niektóre szkolne wypracowania bywają ładne,… »
Silvus
18/10/2017 22:24
Racja. Mogłem również postawić kropki. Wybrałem… »
Esy Floresy
18/10/2017 22:23
ElaM, nic nie poradzę z "niepodobasiem", bo o… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:43
Najnowszy:nertysafa3
Wspierają nas