Taki klimat na wieczór lub późne popołudnie, jak kto woli. - Brudnopis
Proza » Obyczajowe » Taki klimat na wieczór lub późne popołudnie, jak kto woli.
A A A
Od autora: Próba opowiadania. Dziękuję z góry za uwagi interpunkcyjne, bo z pewnością są błędy.

 

Restauracja. Rozrzucone gwarne stoliki w poświacie szklanych lampionów w kształcie długich smukłych walców. Z boku wyglądają jak zawieszone w półmroku sufitu, gdyby nie te cienki stalowe linki oplecione białym wężem elektrycznym. W powietrzu nieco pasm dymu, w tym z potraw ogniem ożywianych tuż przed podaniem. Właściwa dla lokalu mieszanka zapachowa ogrzewa ciepłem nozdrza. Zatrzymane w czasie taborety przy barze. Jedni zatopieni w szklankach z lodem, u innych, lampki czerwonej słodycz mieni się na krawędzi ust. Na podest umieszczony w rogu niezbyt dużej sali do tańca, wchodzi band w mocnym składzie. Stroją się: perkusja, saksofon, niemal kwintet smyczkowy i gitara akustyczna. Zaciekawione oczy zerkają w stronę kociej muzyki. Wokalista płucze gardło po animuszu, przestawia akordeon bardziej na bok, na razie nie jest potrzebny, a miejsca mało. Strofuje rękoma kolegów za bałagan przy statywie. Jeszcze tylko wodzirej stłumi żar tytoniu i szarmancko chwyciwszy mikrofon poruszy przyklejoną do siedzeń salę.

- Ladies and gentlemen! Szanowni państwo. Polerowaliśmy ten parkiet specjalnie dla was, a jupitery krążące niczym gwiazdy drogi mlecznej pragniemy skierować na zakochanych. Mnie możecie odmówić, - tu puścił oko nie wiadomo dokąd, choć blisko. - lecz – zawiesił głos i podniósł niejedną pierś. - Panie proszą panów, a panowie proszą panie o wspomnienie. Tak! – stali bywalcy zaklaskali energicznie - Dziękujemy za oklaski. Tak! Wspomnij mnie! Tym szlagierem otwieramy zabawę. – Wodzirej odrzucił do wokalisty mikrofon na kablu, a po dwóch uderzeniach perkusyjnych pałeczek rozbrzmiało uwodzicielskie tango.

Nogi krzeseł drgnęły. Zerwane w ożywieniu rozluźnione alkoholem dłonie pociągały obrusy, bujając małymi wazonami z pojedynczym tulipanem, butelkami, albo brudząc kawą spodki filiżanek. Roześmiane pary, jedna po drugiej, kradły parkietowi kolorowe plamy rzucane nań z kolorofonów. Już pierwsza zwrotka rozgrzała nie tylko lakierowane deski. Mocno dociśnięte torsy w rytm refrenu zapierały dech pod bardotką, lajbikiem, czy biusthalterem, a potem odrzucenie i przyciągnięcie. Tak tylko w tangu można się zatracić. Obcasy krótkie jak i długie wędrowały nie tylko po parkiecie, zaglądały za męskie uda, a bywało i plecy. Macho, przechylali niebezpiecznie roziskrzone cekinami ramiona sukien.

- Czy pan sobie coś jeszcze życzy? – zagadnął barman nad dwoma szklankami z resztkami lodu. Przy okazji puścił do niego oko, chuchając na wycierany do sucha winny pusty kieliszek.
- Tak. – odpowiedział drinkmanowi, zabierając wzrok z blond włosów sięgających tali.
– Masz rację. Atrakcyjna.

Postukał Master Card o mahoniowy polerowany kontuar. Patrząc na band, mimochodem rzucił.

- Zaproponowałbym to samo, gdybym wiedział.

- Czy…

Wszedł mu słowo.

- Dziękuję. Sam podam.

Stołek obok niej był na szczęście wolny, tak jak on. Oparł łokcie o blat nie zdając sobie sprawy,

że jej ręce wsparte w ten sam sposób, wyczuły do niego nutę sympatii.

Przysuwając w jej stronę dwoma palcami Bordeaux ze szczepu winorośli pinot noire odezwał się pierwszy.

- Wspomnij mnie.

Odkryła twarz, przenosząc część włosów za ucho z bursztynem zamkniętym w srebrnym klipsie, trącając go lekko niepomalowanym, lśniącym, idealnie spiłowanym paznokciem.
- Nie mam takich wspomnień.

Nie pojawiła się niezręczna cisza, chociaż nic poza kilkusekundowym zwarciu ich spojrzeń nie było. Dziwne, pomyślał słoik, patrząc przez jej cienkie denka dyskretnego Ray Ban-a. Ciekawe, pomyślała, czyżby wek, chrzan utwardza ogórki. On skanował, ona taksowała. Dobór, według skomplikowanego wzoru prawdopodobieństwa znalezienia istoty przyjaznej do dalszej gry, został zaaprobowany przez obie strony.

- To jak będzie?

Jego bezpośredniość ściągnęła szyte skóropodobne obicie jej siedziska.

- Tańczysz?

Znów brak prośby z jego strony, lecz szelmowska śmiałość mówiąca, idziemy na parkiet, co jej odpowiadało.

- Tango? Tak. Tylko ten kawałek właśnie się skończył.

Załapał. Chce jeszcze się z nim podroczyć, zanim porwie ją na parkiet, a nowa melodia budzącego się w instrumentach tanga musi przebrzmieć przy barze.

- To poczekamy na kolejny. Za co mam wypić? – uniósł kieliszek.

- Za tango.

Chrupali w milczeniu pistacje dołożone gratis, niesolone, co ją ucieszyło również, bez tego ohydnego tłuszczu tanich prażalni. Dźwięk stukających o blat spinek z czaszką, obejmujących mankiety wystające spod ciemnoniebieskiego, pokrytego granatowo-czarną kratą rękawa jego garnituru z ulubionej szwalni w Bytomiu, też był przyjemną muzyką dla jej małych uszu. Rozluźniona, przegarnęła palcami włosy koloru zboża gotowego do ścięcia, grabiąc je przez całe wzgórze. Odsłaniając jasne czoło, a także wypełniony po brzegi czarny dekolt, nie umknęło jej uwadze jak przesunął coś w kieszeni spodni, nie zdejmując dłoni z kontuaru.

Poluzował jedwabny, tkany, granatowy krawat Tambolini, odsłaniając Jabłko Adama. Dłoń otarła pielęgnowany krótki zarost na szczęce o ostrych rysach, a z pod białego kołnierzyka ulotnił się skrywany zapach sandałowca przygaszony piżmem. I chyba, to założyło jej nogę na nogę zsuwając w dół rozcięcie sukni ze zwiewnego materiału sięgające nagiego biodra. Dostrzegł ten mimowolny ruch stopą okrytą cienkimi paskami szpiki. Chętnie zrobiłaby to na jego większym mięśniu klatki piersiowej wymodelowanym za sprawą karnetu i osobistego trenera.

Z drobinami orzeszków w ustach nie czuł się komfortowo, ona chyba też, co wychwycił subtelnie. Poprosił barmana zamykającego czyjś rachunek o bąbelki Prelage i dwie szklanki, a on wyjął je z pod kontuaru jakby miał już wcześniej tam przyszykowane.

Uzupełniając jej szkło, gładko pchnął do przodu rozmowę.

- Chcesz wiedzieć, czy do jednego tanga zbyteczne?

- Jeśli nie kłamiesz - idealnie schłodzona pauza orzeźwiła jej gardło.

- Wizytówki? – też dał jej czas do przemyślenia kosztując bąbelki.

- Zbędne. Chcę wiedzieć, czemu nie.

- Andrzej.

Rozpromieniła twarz od wewnątrz, na myśl o wiejskiej spiżarni.

- Ja też… Joanna.

Uśmiechnął się odkrywając lekko zęby, wybielone przez piro-fosforan z ulubionej tubki. Trafił,

pierwszym spojrzeniem przez jej szkła.

- Pogranicze pomorza. – uzupełnił podając jej dłoń.

Objęła ją. Zachowując przez chwilę pewne zapoznanie, odpowiedziała. – Ustrzyki.

- Ustrzyki lubią głuszce. Co ciebie sprowadziło do miasta spotkań?

- Rammstein. – dostrzegła znak zapytania w oczach ślizgających się po jej wieczorowej kreacji, więc wyjaśniła - Skóra w hotelu. Mam też bilet powrotny. A ty?

- Wynajmuję dość wygodne gniazdo na przeloty.

- A potem?

Wodzirej kończył kolejną zapowiedź z ekscytacją w głosie. - A teraz tango! Ten pierwszy raz!

Objął dłonią jej nadgarstek z łańcuszkiem, przy którym kołysało się małe serduszko. - Znasz słowa?
- Nie. – Schodziła z siedziska zgrabnie, niczym kotka. - Ale może będzie warto zapamiętać.

Poprawiając nisko sukienkę, bardziej dla kurtuazji niż z potrzeby, jej wzrok dostrzegł jego buty. Szeroko się uśmiechnęła, gdyż tego nie widział zza kotary jej włosów.

Pierwsze akordy rozbrzmiały, gdy wkroczyli pomiędzy pary, gotowe do kolejnego tańca. Poszybowali za słowami w rytm rwanej muzyki podkręconej akordeonem, którego miech rozciągał kontrabasista.

 

„Gdy kochasz ten pierwszy raz, coś, co jest jeden raz w życiu

odkrywasz, serce nie głaz, było schowane, ukryte.

Pamiętasz oczu tych blask, ten nigdy w pamięci nie zgaśnie.

To jest ten najlepszy czas, kiedyś dzień ci rozjaśni.”

 

Kiedy przyciągał ją energicznie do podniesionej klaty, smagała włosami jego twarz, a czasami zamykała go nimi blisko siebie. Nie był dłużny jej zuchwałości. Pociągał ją za nogę wolną od sukni wlekąc przez pakiet, aby znów odepchnąć trzymaną jedną ręką. Wbijała mu palce pomiędzy kasztanowe włosy, zbliżając jego twarz do swoich drżących ust. Odpychała, czując ciepło warg tak blisko. Upojenie, przeżycie, zatracenie, tango.

Gdy zamarła muzyka, stali na wprost siebie z rękoma przy własnych ciałach, dotykając odzieżą. Gorąco wyczuwali wzajemnie. Jej różowe policzki pulsowały, a kropla potu sączyła się po jego skroni.

Nie pytała, czy również jak ona, chodził na nudny balet, bo tak chciała matka, i uciekał w ukryciu na lekcje tanga. Nie pytał jej, czy również jak on, poleciała do Argentyny aby zgubić do reszty rozczarowanie po nieudanej miłości. W czym nauka tanga wyzwolonego, obdzierającego z twardej skorupy boleści pomogła mu, nadając też sens dalszego życia.

- Jeszcze? – zapytał.

- A nie mamy czasu? – odpowiedziała.

- Proponuję taras. Chyba zwolniły się stoliki.

- To poczekaj na mnie. – przecież nie wspomni o toalecie. – Chcesz jeszcze Kentucky

Gentelmana z lodem, czy mogę zaproponować Bushmillsa?

- Lubię zmieniać biegi.

Odwracając się od siebie wiedział, że ona zna już go lepiej. I jeszcze poprosiła o możliwość postawienia kolejki z własnej karty. Bez wahania sięgnął po smartfona.

Kiedy opuszczała parkiet, ktoś z sali wsunął banknot do biletówki kontrabasisty. Materiałowe fiszbiny guzikowego bandoneona przepchnęły muzykę przez stroiki na bis. Wodzirej był zbędny.

 

„ gdy kochasz ten pierwszy raz, coś, co jest jeden raz w życiu…”

 

Doszła do stolika na zewnątrz tuż przed barmanem, gdy rozmawiał z zadowoleniem przez

telefon.
- Jesteś wielki. Dzięki za ten kwit.

Usiadła naprzeciw niego. Pomyślała, że wygląda jeszcze lepiej na tarasie. Może sprawiło to rozgwieżdżone niebo nad dachem wieżowca, na którym był dancing. A może te papierowe kuliste lampiony oświetlające pastelowo jego twarz, podobnie rozwieszone nierówno jak u niej,

pomiędzy jabłoniami przed domem nad Sanem.

Kończył w idealnym momencie, nie musiał niczego udawać.

- Aha, skoro jest kwit. Czy mógłbyś załatwić, żeby szef się tu zjawił? Ok. Wiesz gdzie i na

kiedy. Co? Tak, to może być ta. Siema.

Zakryła bezwstydne udo czernią sukni.

- Interesy? – zapytała lekko, bez wścibstwa.

- Coś… - zawiesił głos. – Kto wie. Może coś większego.

- Czym się zajmujesz, jeśli to nie tajemnica. – przechyliła szklankę z Burbonem, upijając nieco.

- Układaniem życia. A ty?

- Wilkami.

- Szukasz jakiegoś do klatki? – zbyt późno przygryzł język. To było beznadziejne, pomyślał.
- Wolę te z BPN, wolne. Jestem na stażu.

Pomyślała, że trochę kuksańców mu nie zaszkodzi. - Nie lubisz zwierząt, czy ich opiekunów?

Szczwana jesteś, ale należało mi się. Okazał szczere zainteresowanie. – Opowiedz coś o pracy opiekuna w parku.

Jeśli to masz być ty, pomyślała, to mamy czas. Zwinnie zmieniła temat.

- Słyszałam tango na bis zza ściany. – odwróciła głowę na salę - Ktoś już wspomina.

Ta lekkość jej ruchów, ten niewymuszony naturalny uśmiech, czar, dystans, który bardziej go przybliżał niż oddalał. To wszystko sprawiało, że splótł nogi pod stołem, aby okiełznać pulsowanie podbrzusza. Na dodatek znów przegarnęła do tyłu gęste pasma swoich cudownych kudłów, czego była świadoma, a on wił się wewnątrz jak piskorz. Trąciła jego szklankę trzymaną w dłoni, wracając oczami do niego. Razem z dźwiękiem grzechoczących jego kostek lodu, dodała.

- Zagrają jeszcze tango?

Wstał z ulgą. – Zagrają.

- Co zagrają? – zatrzymała go zmysłowo błękitnymi tęczówkami.

- Roxanne. Joasiu.

Przytrzymała drapieżnie zębami dolną wargę. Cholera jasna, miękka jesteś Aśka, ale nie pokazuj tego!

Sprężystym krokiem przeszedł przez szklane drzwi tarasu w wirujące na parkiecie pary.

 

Stała już na chodniku, kiedy wrócił z toalety, gdzie zniknął po Roxanne, aby schodzić wodą twarz. Na stoliku nie było żadnej wiadomości, czy karteczki z telefonem, niczego. Wystartował do windy.

- Szlak! Szybciej! – przyciskał co i rusz guzik zero, jakby to miało włączyć szybszy bieg leniwych kół, bezszelestnie toczących się po linach dla windy. Stukał nerwowo wewnętrzną ścianę kabiny czubkiem bawełnianych, wzmacnianych kevlarem niebieskich budów, miejskich tcx-ów. Przecisnął się przez ledwie rozwarte drzwi, gubiąc spinkę od koszuli. To nie było ważne, nie po to uruchomił plan akcji, aby teraz wymknęła mu się z rąk. Dobiegł, kiedy Joanna otwierała drzwi taksówki. Złapał je, spuszczając powietrze po krótkim biegu.

- Coś się stało? – zapytała z uśmiechem.

Zdjął rękę z krawędzi drzwi nieco zbity z tropu. Zaskoczony zerkał jak poprawia sukienkę za drugą nogą zajmującą miejsce w samochodzie. Wyciągnęła rękę do klamki podnosząc rzęsowe zasłony duszy.

- Takie tango. – puściła mu oko – Ta z tyłu dla ciebie, zamówiłam dwie.

Trzasnęły drzwi, przynajmniej jemu tak się zdawało. Opuściła szybę.

- Zatrzymałam się na Ślężnej w Premiere Classe. Gdybyś wpadł przed moim wyjazdem na śniadanie – urwała, zostawiając go z tym.

Zajechany diesel zakopcił w rytm rzędowego silnika. Odczekał aż Taxi zniknie za zakrętem. Zacisnął pięść. W geście triumfu, zgiętym łokciem zrobił kilka pchnięć do tyłu.

- Yes, yes, yes. A jednak cię wyprzedzę.

Wyjął smartfona, włożył czarną słuchawkę do ucha i wsiadł przez tylne drzwi do taksówki.

- Róg Swobodnej z Komandoską poproszę.

Przesunął palcem ikony na ekranie. Wybrał właściwy kontakt.

- Cześć. I jak? Sprzęt dostarczysz na czas? Nie bądź taki szybki. Uda nie uda. Teraz nie potrzebuję świadka. Dobra, dobra. Jasne. Tak. Do ciebie zadzwonię. Siema.

 

Nazajutrz czekając przed hotelem na taksówkę, stukała o wieczorny chodnik piętą skurzanej podeszwy czarnych butów sznurowanych prawie do kolan, bliższych tym do jazdy konnej niż glanów. Na tali przewiązała czerwoną koszulę w kratę, którą zakryła tył obcisłych czarnych bawełnianych spodni. Włosy splecione w warkocz zwisały niczym gruby bicz na plecach poprzycieranej czarnej skóry z długimi rogami kołnierza, z nitami na rękawach i mięsistym suwakiem raczej zbędnym. Gdyż pomiędzy połami skóry wyglądała fan-koszulka, czarny top, z sitodrukową barwną aplikacją gilotyny z gołębiem, który za chwilę straci głowę. Zdjęła z ramienia małą czarną torbę na długim pasku wybitą nitami od spodu. Nazywała ją koncertową., Ten długi pasek torby mogła przełożyć przez głowę i szaleć nie troszcząc się, że ją zgubi. Wyjęła smartfon, sprawdziła czas. Nadgarstek gęsto oplatały skórzane paski i srebrne bransolety, skutecznie maskując łańcuszek z serduszkiem, z którym się nie rozstawała. Odwróciła głowę w lewo, gdy chowała telefon do torebki. To pewnie moja, pomyślała, dostrzegając niespieszący się kilkaset metrów od niej pojazd z gapą.

Zza taksówki, z niskim rykiem wyskoczył motocykl, zajeżdżając niebezpiecznie drogę jej pojazdowi. Motocyklista zwolnił, jakby drażnił się z bordowym Passatem z naklejką na drzwiach „300”. Jej, skojarzyło się to teraz ze Spartakusem i heroicznym wyczynem, a nie logiem grupy przewoźników nawiązującym do miasta trzystu mostów.

Granatowego choppera dosiadał pewny siebie mężczyzna w porzecieranych dżinsach, czarnej skórze z frędzlami na rękawach, i kasku stylizowanym na niemiecki hełm. Zatrzymał się przy niej stawiając na krawężniku rasowy but z klamrami, Highway Chopper. Patrząc w jej oczy, które tym razem nie były za szkłem, szczerzył zęby nieco szerzej niż robił to w restauracji.
- Taxi na Rammstain, to profanacja. Wsiadaj.

- Wariat jesteś. – Uśmiechnęła się i dodała, patrząc na napis na baku Chief Classic. – To jest twój szef.

- Indian. Tak samo niezależny jak ja.

- Kazałeś go tu przywieźć tylko po to, aby zawieźć mnie pod bramkę. – zamknęła oczy od rozpromienionych myśli, na nieco dłużej niż trwa mrugnięcie - Wiesz, może…

- Też mam bilet na koncert – takiego zwrotu akcji nie spodziewała się, tym bardziej gdy dodał. – Takie tango. Wskakuj wreszcie.

Założyła przygotowany dla niej czarny otwarty kask z daszkiem, z namalowaną na boku małą czaszką i srebrnym serduszkiem. Nie zastanawiała się nawet chwili, kiedy i jak dobrał ten kask dla niej. Dosiadła rozgrzany motocykl, a potem wraz z pędem przerzucanych biegów dociskała go do siebie oplecionymi rękoma na jego napiętym torsie.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Brudnopis · dnia 07.10.2017 09:33 · Czytań: 93 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Jacek Londyn dnia 07.10.2017 19:04
Wydaje mi się, że niepotrzebnie tworzysz dziwne zdania, ozdobniki, nie służy to tekstowi.

Przykłady:


"Zaskoczony zerkał jak poprawia sukienkę za drugą nogą zajmującą miejsce w samochodzie".

"Wyciągnęła rękę do klamki podnosząc rzęsowe zasłony duszy".

"Patrząc w jej oczy, które tym razem nie były za szkłem"

"zamknęła oczy od rozpromienionych myśli, na nieco dłużej niż trwa mrugnięcie"


Czy we fragmencie poniżej nie ma błędu?

"Motocyklista zwolnił, jakby drażnił się z bordowym Passatem z naklejką na drzwiach „300”. Jej, skojarzyło się to teraz ze Spartakusem i heroicznym wyczynem, a nie logiem grupy przewoźników nawiązującym do miasta trzystu mostów." - co to był za wyczyn? Ten pod Termopilami? O co tu chodzi?

Pozdrawiam
JL
Brudnopis dnia 08.10.2017 22:27
Jacku Londyn.

Nie potrafię ci odpowiedzieć na Twoje wątpliwości, ponieważ nie napisałeś tak naprawdę żadnych konkretów. Rozwiń proszę pod każdym z cytatów wyżej wstawionych, co konkretnie wydaje ci się dziwne w tych zdaniach i dlaczego. Dopiero wtedy będę mógł się odnieść sensownie do Twoich wątpliwości.

Ze Spartakusem poradziłeś sobie znakomicie, więc nie wydaje mi się, aby inni czytelnicy mieli z tym problem. :)

A ponieważ z wewnętrznym żalem zgłosiłem Administracji rezygnację z dalszego uczestnictwa na Portalu Pisarskim i poprosiłem o zamknięcie konta, chciałbym zdążyć ci udzielić odpowiedzi.
:)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
19/10/2017 00:36
Następnym razem. :) <zastanawia się nad tym> A… »
Zola111
19/10/2017 00:27
Procesjo, w powiązaniu z tytułem wiersza tekst brzmi… »
ElaM
19/10/2017 00:17
I moja interpretacja legła w gruzach... a tak mi się… »
kamyczek
19/10/2017 00:00
Allasko, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się,… »
Miladora
18/10/2017 23:41
Gdy dopracujesz, to powiedz. :) Przyjdę i popatrzę. »
Miladora
18/10/2017 23:38
Warto byłoby jeszcze trochę dopracować ten tekst, Procesjo.… »
olsza37
18/10/2017 23:34
Mirador dziękuję bardzo cenne uwagi i od razu ten wiersz… »
Silvus
18/10/2017 23:31
No to nie rozumiem. Jeśli nie na rozstaj dróg, to na… »
ElaM
18/10/2017 23:12
Nienawidzę matematyki, niemniej kocham poezję. Twój wiersz… »
Miladora
18/10/2017 23:00
Bardzo dwuznaczne zakończenie. Powiedziałabym wręcz, że… »
Miladora
18/10/2017 22:51
Zgadzam się z tym. :) Podkreślone to przypadkowy rym… »
ElaM
18/10/2017 22:50
Ja bym napisała, gdzieś na rozstajne i nie mam na myśli… »
Niczyja
18/10/2017 22:25
Jacku Londynie, Niektóre szkolne wypracowania bywają ładne,… »
Silvus
18/10/2017 22:24
Racja. Mogłem również postawić kropki. Wybrałem… »
Esy Floresy
18/10/2017 22:23
ElaM, nic nie poradzę z "niepodobasiem", bo o… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:nertysafa3
Wspierają nas