Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 14. Vernazza - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 14. Vernazza
A A A

Do Genui dotarłam wczesnym rankiem. Niebo na wschodzie powoli różowiało. Z lotniska do Vernazzy czekało mnie 100 kilometrów, kawał drogi. Autobus się spóźniał jak zwykle w weekend. Korzystając z pięknej pogody, przechadzałam się alejką wysadzaną drzewami. Z daleka ukłonił mi się sąsiad z samolotu, o nieprzeniknionej twarzy i dziwnych oczach. Na pobliskim parkingu polerował swoje błyszczące auto. Chcąc zaspokoić swoją ciekawość, podeszłam i zapytałam, po co to robi.
 
Trzeba było poprawić jeszcze w paru miejscach - tłumaczył z przejęciem.

Wokół piękny pejzaż, mewy, w oddali cudownie szumi morze, a on z mdłym wzrokiem  wbitym w maskę przeklętego samochodu poleruje i poleruje. Chrząknęłam znacząco, opierając ręce na udach. Popatrzył zdumiony.

Zapytał o mój cel podróży, po czym zaczął komplementować moją czerwoną sukienkę.

Nie wytrzymam! Mam ochotę go poćwiartować. Czas ucieka, a on nieznośnie przedłuża rozmowę.

Proponuję podróż samochodem! powiedział na koniec, poprawiając jaskrawy krawat.

Byłoby wspaniale. Bardzo dziękuję za pomoc - odparłam, wyciągając dłoń.

Zanosiło się na ciekawe przeżycie. Pędziliśmy skąpaną w słońcu wąską drogą wijącą się pomiędzy przepiękną, soczystą zielenią a skałami Parku Narodowego Cinque Terre. Cały region Cinque Terre, w zeszłym stuleciu został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Co za niesamowite widoki! Pasłam oczy, wyobraźnia szalała. Majestatyczne, brązowe skały łączyły się ze szmaragdowym morzem Liguryjskim. Połykałam słone powietrze płynące przez otwarty dach błyszczącego audi. Sól dodawała energii, poczułam się świeżo, myślałam trzeźwo. Kolejny zakręt i…witaj bajeczna Vernazzo!

 

Przez tydzień nie działo się nic. Na śniadanie dwa jajka, kawa i chleb. Kawa z mlekiem smakowała jak pomyje, zupełnie straciłam apetyt. Zadzwonił Mark, by zapytać jak się czuję, odpowiedziałam, że czuję się zdrowa i wypoczęta i tak dalej, i tak dalej. Potem poszłam nad mój ocean lub wielką wodę. Morze Liguryjskie to były trudne słowa do wypowiedzenia dla małego dziecka i tak już mi zostało. Pierwsze promienie słońca muskały ulice, wspinały się po niższych piętrach budynków. Otoczona przez skaliste wzgórza niewielka, piaszczysta plaża otwierała się na turkusową, bezkresną wodę. Położyłam się na piasku, nade mną tylko niebo i żadnego ludzkiego słowa. Przyglądam się omywanemu przez fale, skalistemu brzegowi, nie ocierając potu ze skroni, zatopiona w myślach, wędruję kilometrami. Ślady w piasku ścielą się pod nogami, morze szumi i tak zastała mnie północ. Dziwne, lecz nie czuję strachu ani żadnego zagrożenia. Idealne nieistnienie?Uwielbiam stan, kiedy na nikim mi nie zależy, nie czekam na żadną wiadomość, nie myślę o nikim przed snem, nie czuję przerażenia, że Paul zniknie i czuję się bezpieczna. Próbowałam wmówić sobie wiele podobnych bzdur, ale na próżno. Tęskniłam za nim z dnia na dzień bardziej.

 

Na plażę chodziłam codziennie, tam poddawałam się melancholii, nie mogłam czytać. Gazety i książki leżały odłogiem, nietknięte. Oddychałam głęboko, szukając odrobiny tlenu w rozgotowanym powietrzu, myślałam tylko o Paulu. Dotarło, że bez niego, bez miłości jestem nic niewarta. Karoline, tak myśli beznadziejnie zakochana idiotka. Przywołałam się do porządku. Pomogło na kilka godzin.

 

****

Po raz ostatni widzieliśmy się z Paulem nocą, czekał w opustoszałym parku okalającym Ecole des Beaux-Arts. Tego dnia malowałam do późna. Spotkanie ukradkiem, w ciemności tak było lepiej, przynajmniej nie budziliśmy niezdrowej sensacji. Nasze społeczeństwo chce decydować o wszystkim od koloru toreb na śmieci, aż po kwestie ograniczenia emigracji. Boję się plotek, zrobiły wiele złego mojemu ojcu.

Szłam w jego kierunku, przez gałęzie przebijał tłusty księżyc.

Karoline, a czego szukasz w parku o tak późnej porze, powinnaś dawno spać zażartował.

Po chwili zaczęliśmy rozmawiać jak starzy przyjaciele: o minionym dniu, o zwykłych sprawach, o drzewach, o gwiazdach. Były to suche słowa pozbawione uczuć. Bolało. Paul, czy jesteś zdolny do miłości? Zmieniłam temat, po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy, aż pod ubranie. Porażka wywołana niepewnością lub strach przed odrzuceniem, czort jeden wie? Prawdopodobnie jedno i drugie. Przeciętnego człowieka siedzącego na belce skoczni narciarskiej też paraliżuje strach. Widzę między nami analogię. Profesor stanowił dla mnie tajemnicę, dotąd niewiele opowiadał o prywatnym życiu. Samolubny? Czarne myśli, przygnębiały, traciłam zmysły. Nawiązywanie rozmowy, na siłę, stresowało, trudno było przewidzieć jak się  potoczy. Zresztą nie tylko to. Myliłam poczucie bezpieczeństwa z miłością, tak było od dziecka. Dla mnie to jak spacer po omacku, dla niego  wytrawna rozgrywka szachowa. Chwalił się, że w szachach był całkiem niezły. Wydmuchałam nos głośno w chusteczkę. Paul spoważniał, wziął za rękę, oczy mu płonęły w świetle pobliskich lamp. Kilka razy wyszeptał moje imię. Trochę jak w tanim romansie? To nie tak. Moje zakochanie wydawało się dziwaczne, żałosne. Przerażająca niepewność! Od kiedy wywołał erupcję wulkanu, popadałam ze skrajności w skrajność. Momentami zagubiona i słaba, dręczona wyrzutami sumienia, ale gdzieś, bardzo głęboko, chciałam otworzyć swój świat, pozwolić, żeby w niego wszedł. No właśnie, to byłoby naturalnym wyborem, ale z własnych obserwacji, czasem niestety smutnych, trudno było mieć wiarę w dobre zakończenie tej historii. W oczach błyskał ból, porażka malowała się na twarzy, przegrywałam.

Przepraszam, Karoline - cicho powiedział.

Słowo: przepraszam jest jak plaster. To, że go użyjesz wcale nie oznacza, że rana zniknie - pomyślałam, gdy mnie obejmował i mocno przytulał.

Zapewne wyczuwał zwątpienie i ból. Zdawał się mówić:  I tak będę z tobą.

Mogłabym tak trwać całe życie, ale rozum podpowiadał, co innego, że chcę to zakończyć, rozstać się, a przynajmniej dzisiaj.

Odepchnęłam go i zakomunikowałam, że wyjeżdżam.

Karoline, czego ty chcesz? Powiedz, proszę.

Milczałam, rozumiejąc, że moje zachowanie faktycznie było irracjonalne. Zrobiło mi się wstyd. Spokojnie zapytał, gdzie jadę. Nie teraz. Nie teraz, Karoline tutaj się nie rozklejaj. Odpowiedziałam krótko i zwięźle. Podniosłam się szybko z ławki, zebrałam swoje rzeczy i zaczęłam biec. Bez pożegnania! Przez moment wyglądał na zdziwionego, jednak nie zatrzymywał mnie. Do domu wlokłam się, płacząc, dobrze, że było ciemno. 

 To wszystko jest takie trudne... Paul, a jeśli zatęsknisz, pamiętaj, że pozwoliłeś mi odejść - mruczałam, łykając łzy.

Teraz jestem w Vernazzie. Przemyślę na chłodno to, co się między nami dzieje. Nie liczę ani na cudzą pomoc, ani na łaskawość losu.

Karoline, życie nie jest bajką! Nikt nie powiedział, że ma być łatwe. Pamiętam, pamiętam. Wiem, wiem, nic mnie nie tłumaczy, nie jestem dzieckiem. To wszystko powinno zmusić mnie do refleksji nad sobą. Refleksje w moim przypadku, to worek bez dna, a przeważają te smutne, niestety.  

I jak tu ćwiczyć pamięć, by umieć zapomnieć? Ech, te nieustanne pytania. Męczą mnie, nie umiem się obronić, odciąć. Głowa przypomina pole bitwy. Niejeden położyłby się i umarł. Śmierć z miłości! Nic bardziej emocjonującego. Nigdy nie jesteś zadowolona - zarzuciłaby mi Antonina.

Przeciwnie, nie zadowalam się byle czym, miłość to nie film, nie da się wyjść przed końcem.

 

****

Kolejny wieczór, trzy tygodnie po urodzinach Maria. Spotkamy się po raz pierwszy, od mojego przyjazdu do Vernazzy. Cały ranek o niczym innym nie myślałam. Wybacz mi, Mario, nie miałam siły. Dziś znowu płaczę, ale ze złości. Podarłam nowy szkic, to był zły rysunek, niepewna kreska, brak głębi. Ostatnio nic mi nie wychodzi. Jakby tego było mało, wybiegając z pracowni, zaplątałam się w winorośl, poraniłam kolana. Coś trzeba zrobić z tym gąszczem, trudno ojcu nie przyznać racji.

Wieczorami na tarasie gości chłód, pędzone uderzeniami wiatru chmury układają się w długie różowe smugi niczym cienie pędzla na niebie. Nakryję i podam do stołu. Lubię wieczory przy świecach. Mario opowie o sobie, posłucham z ciekawością. Sprzątnęłam dom, pieczony kurczak w pikantnym, musztardowym sosie to moja specjalność. Mario uwielbia czosnek, oliwę, za to nie cierpi smaku pomidorów, są zbyt słodkie. Na obiad zwykle jada czarny chleb z warzywami, czasem pizzę z dodatkiem sardeli, uwielbiam smak tej ryby. Przetwory z sardeli europejskiej określane są francuską nazwą anchois. Sardela to niewielka ryba o stosunkowo dużych oczach, zielonym lub zielono-niebieski grzbiecie, boki i strona brzuszna są srebrzyste, mięso wyróżnia intensywny smak i zapach. To tutejsza specjalność. Smażona, jest wielkim przysmakiem, przynajmniej dla mnie, aż pieści podniebienie. Zabierałam koc z tarasu, gdy do moich uszu doszedł znajomy szelest. To kroki Maria charakterystycznie dźwięczały w ciemności. Rzucił mi się na szyję:

Karoline, jesteś moim aniołem.

Mario, na anioła na pewno nie wyglądam. 

Roześmiałam się, wzruszona. Ten czas tak gna, wyrósł i zmężniał, szybko z dziecka przeobraził się w nastolatka.

Aniołem powtórzył.

Niektórym ludziom trzeba mówić dwa razy, szczególnie, gdy są zakochani. Mówiąc, ściskał mi dłonie. Po chwili usiadł na brzegu krzesła, kręcąc się, rękami pocierał kolana, w ten sposób mniej drżały. Zsunęłam kawałki kurczaka na talerz, polałam aromatycznym sosem. Mario pochłonął całą porcję. Bez pytania dołożyłam więcej, jadł łapczywie aż było miło popatrzeć.

Mario opowiadał, szybko mijały godziny. Realistyczna, smutna, niekiedy brutalna i jakże daleka od cukierkowej opowieść. Pokazywał ją bez filtra. Dorastanie chłopca to same problemy: bieda, brak zrozumienia, samotność.

  Nie wiem, czy mnie lubią w klasie. Nie spotkałem chłopców, z którymi miałbym ochotę się zaprzyjaźnić.

Westchnęłam głęboko, tym wyznaniem zmartwił mnie. Mieszkają z matką w obskurnej klitce na poddaszu starej kamienicy. Ojciec, alkoholik odszedł, gdy zorientował się, że syn do końca życia będzie kaleką. Matka jest oschła, są dni, że nie odzywa się słowem. Musi wybierać między opieką nad dzieckiem a zarabianiem na życie. Wejście w punkt widzenia chłopca zajęło najwięcej czasu. To małe włoskie miasteczko, na dłuższą metę, samo nie było w stanie poradzić sobie z problemami, chyba potrzebowało interwencji anioła. Słuchając o miejscowej rzeczywistości postrzeganej oczami nastolatka, niewidocznej dla oka turysty, przeżyłam szok, momentami dotykałam dna. Moje mikroobserwacje? To świat, który miał własne miary sukcesu i porażki, własne niezrealizowane utopie, miejsca gdzie straszy, i własne osobne historie.

Mario ledwo mówił, był roztrzęsiony. Och! Jak bardzo musiało go to wszystko boleć. Tu, u mnie, może nagadać do syta, bez obawy, że zdradzę jakąś tajemnicę, czuje się bezpieczny. W ubiegłym roku udawał, bawiąc się w przestrach. Czekał na drobny hałas, na stuknięcie książką o blat stołu lub trzaśnięcie zamykających się siłą podmuchu wiatru drzwi, wtedy rzucał się do ucieczki, co sprawiało mu największą przyjemność. Mój dom jest Maria kryjówką. Bacznie wsłuchuje się w każdy odgłos, niepokoi najmniejszy cień, gdy coś zauważy w sekundzie bicie jego serca przechodzi w łomot. Muszę się dwoić i troić, by wytłumaczyć, że nie ma się czego obawiać. Gdy zostaje niesprawiedliwie ukarany za coś, niezasłużenie, poczucie krzywdy mu rośnie, płacze i nie chce wracać do domu.

Mogę zrobić wszystko, co inni chłopcy, a nawet więcej, umiem latać. 

Jak się to robi? Jak z tym jest naprawdę? Zawisło mi na ustach. Mario, chciałabym ci powiedzieć, że ja też potrafię latać, nauczyłam się niedawno we śnie, ale zamilczałam. Nic innego, sensownego nie przychodziło do głowy. Posmutniał. Założę się, że wiele osób oglądając tę scenę, śmiałoby się ze mnie. Proponowałabym odwrócić lustro. Mario, to pytanie zadawał mi wcześniej, jest mało rzeczy, o których nie dałoby się porozmawiać z nastolatkiem. Jest mi głupio, gdy coś umyka z jego opowieści, bo jest ze mną zawsze szczery. Kiedy brakuje mu jakiegoś słowa, by wytłumaczyć, robi się czerwony z wysiłku.

Szelest liści w ogrodzie. W ciemnościach dostrzegłam postać, poruszała się po tarasie popychana wiatrem. Rozdziawiłam usta, aż dech mi zaparło. Wpadła do domu niczym bomba. Skąd się tu wzięła?

 Mario, Mario!  – wołała schrypniętym głosem.

Głos matki Maria, przeszywał na wylot. Kobieta rzadko się pojawiała, prawie jej nie znałam. Miejscowi mówili, że jej choroba gwałtownie postępuje, podobno często przejawiała się halucynogenną energią. Mario znieruchomiał, nic nie odpowiedział. Spłoszeni zerwaliśmy się z bambusowych krzeseł. Do domu przez niedomknięte drzwi wpadł wiatr, zadął mi prosto w plecy, popchnął do przodu wprost na nią. Starej zupełnie odbiło. Mario nie miał żadnych szans, ugiął się pod  ciosami. Twarz matki zmieniła się w czerwoną wykrzywioną maskę. Nie mogłam patrzeć.

Co się stało? Za co? – krzyknęłam.

Nie masz prawa mi go odbierać, kocham Maria! Wszystko tylko nie to, proszę. Głos matki łamał się, brzmiał desperacko.

Chwyciła mnie za włosy, nie było to trudne, jest wyższa ode mnie. Zastygłam nieruchomo, wreszcie uwolniłam się nie bez wysiłku. Kobieta nie zwracała uwagi na krzyki, śmiała się histerycznie.

 Nie tkniesz go, nigdy więcej! Nie znoszę przemocy, nic cię nie usprawiedliwia!

 Karoline, popełniasz wielki błąd!

I wybiegła, chyba nie pojmując po co się u mnie znalazła. Nic nie rozumiałam, zdenerwowana zajściem opadłam bez sił na krzesło. Czy miłość może być błędem? Mario robił wrażenie przegranego, wyciągnął ręce

 Karoline, zabierz mnie do gwiazd, błagam!

No tak, to, co kochasz najbardziej, najdotkliwiej rani. Na twarzy chłopca odmalowało się zgnębienie, jego wzrok spoczął na moich wargach, czekał, co powiem.

Mario, nie płacz, proszę. 

Zostaliśmy sami, klęknęłam przed chłopcem, zdjęłam okulary, wtulając twarz w wątłą klatkę piersiową. Czułam przez skórę jego bezradność, drżał. Gdy podniosłam głowę, widok zbił mnie z tropu; miał zaczerwienioną, opuchniętą twarz, ale śmiał się? Śmiał się! Pocałowałam śliwkowe cienie pod oczami i piegi na bladej cerze. W ręku nerwowo ściskał bumerang, dopiero teraz spostrzegłam.

Spróbuj, ale to nie zabawka.

Dlaczego przychodzą mi do głowy porównania związane z lataniem, z ptakami? Może to przez podświadomość, niezaspokojone pragnienie przygody.

Co odczuwasz, kiedy bierzesz bumerang do ręki? – zapytał, odsuwając się.

Domyśliłam się, robił mi przestrzeń do rzutu.

 Nic. Nie pasuje do mojej ręki – szepnęłam.

Uciekł wzrokiem, jakby zastanawiał się nad doborem słów.

Skarbie, przepraszam, wszystko się jakoś ułoży.

 Nie, nie będzie dobrze.

Uniosłam dłoń, by powstrzymać dalsze słowa. Nie wiedziałam, co robić, sytuacja wprawiała w ogromne zakłopotanie, broda mi się trzęsła. Posłałam nikły uśmiech i wybiegłam na zewnątrz. 

Boże, jak opowiedzieć smutek? Mario, kiedyś przyrzekłam, że zabiorę cię do mnie, do Paryża. Chcę dotrzymać obietnicy, postaram się.

Tamtej nocy nie mogłam zasnąć. Rozmowa wyraźnie mnie przygnębiła, wiem jaki ból sprawia takie życie. Miałam nieodparte wrażenie, że Mario przestał walczyć, poddaje się apatii. Nagle odkryłam w nim coś mrocznego, nieprzeniknionego. Boże, czemu?

 

 

****

Siedzę w pociągu wiozącym mnie do Florencji na spotkanie z Markiem. Wczoraj miał operację prostaty. Leży w szpitalu i czeka, dobrze wiem jak to smakuje. Gdzieś głęboko ściska w dołku, w głowie kłębią się czarne myśli. Rachunek jest prosty: nieustannie wchodzę w debet i to we wszystkich sprawach. Nie mogę winić nikogo, poza sobą. Myślę, że dużo ludzi żyje w poczuciu narastającej frustracji. Zadaję sobie trudne pytania, na które nie znajduję odpowiedzi. Zawsze ten sam scenariusz, aż robi się mdło. Czy nie mam ciekawszych tematów? Robię wszystko, by nie okazywać uczuć, wycofuję się, wypłakałam już wszystkie łzy. Powinnam nad sobą popracować, nie poddawać się tak szybko emocjom, to mnie gubi. Czasem nie rozumiem sama siebie. Wyższe poziomy mają wymagania, których nie można spełnić czołganiem. Czas się zmienić, wydorośleć, póki nie jest za późno.

Nie mamy wpływu na to, ile przypadnie nam w udziale szczęścia, a ile smutku. Trzeba się z tym pogodzić i iść dalej. Nie jestem męczennicą, to nie mój archetyp. Bliżej, znacznie bliżej jest mi do czarownicy. Odnajduję sens istnienia zarówno w duchowej, jak i w zmysłowej rozkoszy. Na czym powinnam się teraz skoncentrować? Przez minutę nie otwieram oczu. Przekaz jest jasny. Mario staje się znowu bardzo ważną postacią w mojej historii, stoi przede mną, czuję jego oddech, a chwilowe przeszkody miną. Chciałabym otworzyć mu świat, ale nie mogę tego zrobić, przynajmniej w chwili obecnej. Pomoc? Dzisiaj wydaje mi się bardziej mu potrzebna niż kiedykolwiek. Biedny chłopak, myślę o nim z czułością, nie zasługuje na tak pieski los. Wszystko z winy kota. To żart mamy, na samo wspomnienie uśmiecham się. Powtarzała, gdy coś było nie tak lub nie mogła czemuś zaradzić. Biedny Kuba!

I od razu robi się lżej, przestaję się gubić w natłoku myśli, świat za oknem pociągu pięknieje, nie wymagam potwierdzenia. Co właściwie tu robię? Aha, relaksuję się.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 07.10.2017 10:02 · Czytań: 363 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 18
Komentarze
Dobra Cobra dnia 07.10.2017 19:07 Ocena: Świetne!
Łosz, qrde! Nasza bohaterka żyje jakby w innym świecie (a może to jedna z zalet tzw. literatury kobiecej, która pokrzepia swe czytelniczki w ten sposóB) balansując jakby niesiona prądami morskimi (albo nawet oceanicznymi!) to w tę w wew tę.


JOLU S,

Czyta się to miło i jest pięknie napisane, lecz zachodzę w głowę o co tu idzie? Chyba nigdy nie czytałem, nie oglądałem filmu z tak NIEZDECYDOWANĄ bohaterką. A więc brawa dla Autorki!


Kilka słodkich dywagacji na temat dzieła:

Cytat:
- Witaj bajeczna Vernazzo! (....) Potem szłam nad ocean.
Ale jakże to? Rozumieć należy kobiece oczadzenie dużą wodą, Italią, boskiimi zapachami i niezaspokojeniem 9oczywiście duchowym, bo jakże inaczej)... ale doprawdy trudno nazywać morze śródziemne ołszeanem ;)

Cytat:
Uwielbiam stan, kiedy na nikim mi nie zależy, nie czekam na żadną wiadomość, nie myślę o nikim przed snem, nie czuję przerażenia,
Dekadencja na całego. Do tego kosztowna, bo wszak trzeba płacić za wikt, opierunek i szamę w eurasach.

ale mamy odpowiedź niewiele dalej, gdy sama bohaterka oznajmia:
Cytat:
Rachunek jest prosty: nieustannie wchodzę w debet i to we wszystkich sprawach.
. Więc zadłużona po uszy i to nie tylko we włoskiej walucie. Osz ty!

Więc jest okejos generalnie, panie na pewno są zachwycone (i nie mam tu na myśli menadżerek wysokiego stopnia i innych nowoczesnych korporantek) czytając nuty serca i odwiecznego kobiecego cierpienia. Oczywiście andal uważam, że dobre wyłachtoczenie postawiłoby naszą bohaterkę na nogi, ale jeśli się nie da.... Coż...


Słodycz wielka, wielki Twój talent. Może kiedyś zaczniesz pisać kryminały, gdyż wydaje się, że znasz człowieka (kobietę) od podszewki, a to jest potrzebnym w tym gatunku lyetrackim tak ostatnimi czasy modnym.

Proza paluszki lizać!


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
JOLA S. dnia 07.10.2017 21:21
Cytat:
Mi­łość wy­ma­ga walki. Nie wy­bie­ra­my sobie życia, to ono wy­bie­ra nas. Nie mamy wpły­wu na to, ile przy­pad­nie nam w udzia­le szczę­ścia, a ile smut­ku. Trze­ba się z tym po­go­dzić i iść dalej.


Drogi DoCo,

miłość nie jest prosta. Mądra dziewczyna jak się oparzy to nie pcha palca do pieca. Uczucia uczuciami, długo pamięta, że bolało. To wcale nie znaczy, że z niej rezygnuje, o nie. :) Czasem warto przyjrzeć się dziewczynie głęboko, dla dobra i zdrowia związku. Dla mężczyzn to wszystko jest prostsze, chociaż niekoniecznie... też miewają rozterki, oczywiście jeżeli sprawy traktują poważnie. :)

Zaspokoiłeś mnie w pełni wnikliwym,mądrym i słodkim komentarzem. Nareszcie! Długo czekałam na te słowa. Mile połechtały moją kobiecą i pisarską próżność. :)

Tak trzymaj, a będą efekty, bowiem dopieszczona kobieta daje z siebie więcej i to pod każdym względem :)

Pozdrawiam słodziutko i do następnego

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 08.10.2017 17:27 Ocena: Świetne!
Łosz Ty, znaczy się bohaterka nie jest już dziewicą???? ;( To calkowicie zmienia postać rzeczy, bo jako naiwna Dobra Cobra wierzę w niezbrukaną cnotę i zawsze dziewictwu daję pierszeństwo oraz zapalam zielone światło. A tu takie buty... ;(

Nie wiem, czy dojdę do siebie po tej jakże szokującej dla mię wiadomości.


Pozdrawiam przez łzy,

DoCo
JOLA S. dnia 08.10.2017 20:11
Ujęła mnie ta nić cienka, która łacno może się przerwać w najmniej spodziewanym momencie.

Zacny komentarz.

Z szacunkiem i jesiennym, szczerym uśmiechem, :)

JOLA S.
kamyczek dnia 09.10.2017 18:30 Ocena: Świetne!
Jolu, cóż mogę powiedzieć? Powiem tak: interesujące rozwinięcie wątków (to jak z tą miłością do profesora? - chciałabym, a boję się... i podsumowanie:
Cytat:
Mi­łość wy­ma­ga walki. Nie wy­bie­ra­my sobie życia, to ono wy­bie­ra nas. Nie mamy wpły­wu na to, ile przy­pad­nie nam w udzia­le szczę­ścia, a ile smut­ku.
), piękne opisy, niepowtarzalny klimat Ver­naz­zo.

Rozsmakowany w Twoim opowiadaniu

kamyczek


Pozdrawiam serdecznie.
JOLA S. dnia 09.10.2017 19:00
To bardzo przenikliwy komentarz pisany przez niezwykłą Kamyczek – Twoje teksty poruszają, czyta się je z wypiekami na twarzy, a potem rozpamiętuje.

Kamyczku,

nurtuje Cię pytanie, co dalej z miłością do profesora ?
Szczęście Karoline musi poczekać, dojrzeć, takie jest życie. :)
Ona szuka Prawdy nie tylko w sobie.
Ktoś z wielkich, chyba św. Paweł, porównał miłość do pryzmatu. Gdy przepuścić przezeń promień słońca, będzie mienił się wszystkimi, rozszczepionymi barwami niczym tęcza. Czy nie miał racji?

Wielkie dzięki

Serdeczności :)
al-szamanka dnia 11.10.2017 13:45 Ocena: Świetne!
Mocno emocjonalny tekst.
Przypomina mi wzburzone morze z przerwami na tęczę i kontemplację śródziemnomorskich zapachów.
Piękny język, pomimo że znowu te przecinki i często pozjadane ostatnie literki.
A ja skupiam się na tym, co chcesz przekazać i potakuję co rusz, bo co akapit, to zaskoczenie.
Niezwykłe zaskoczenie.
Twoja bohaterka żyje w takim tempie, że aż zadziwia jej wytrzymałość.
No ale artyści już tak mają, że żyją inaczej niż zwykli śmiertelnicy. Przeżywają inaczej, kochają inaczej, widzą więcej i w innych kolorach.
Chciałabym więcej o profesorze, ale wiem, że to jeszcze przed nami.
Zachwyciłaś mnie opisem Vernazzy, wiem jakie tam są widoki, nocowałam niecałe 100km poniżej w Viareggio, śliczna okolica.
A ostatnio w Portugalii, mieszkając przez 5 dni w lizbońskiej Alfamie, która cały miesiąc świętowała wtedy swojego patrona, nawąchałam się dymu z grilowanych sardeli, dlatego doskonale wiem o czym piszesz, chociaż ryb, jako weganka nie jadam.
I wiesz, nie jestem pewna czy Karoline spełni przyrzeczenie dane Mario i zabierze go w przyszłości do Paryża. Nie wiem czy prawnie jest to możliwe, poza tym co na to jej przyszły partner, ktokolwiek nim zostanie.
Cytat:
Wyż­sze po­zio­my mają wy­ma­ga­nia, któ­rych nie można speł­nić czoł­ga­niem.

Ależ to prawdziwe :)

Pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 11.10.2017 14:00
Al, cóż mam na to odpowiedzieć? Mogę tylko podziękować.

Życie Karoline to osobliwy kalejdoskop wędrówki w głąb i poza siebie. Czy porozrzucane szkiełka tworzą całość? - Zabawka stara jak świat.

Wiele waży Twój rzeczowy komentarz. Zaiste, odkrywa wszystko, co istotne.

Dzięki jeszcze raz. :)

Serdeczności
Jacek Londyn dnia 11.10.2017 18:44
Lecisz szybko przed siebie. Mimo zwichniętego skrzydła, to już 14-ty odcinek! Może powinnaś troszkę zwolnić, bo jest trochę rzeczy do poprawy, szczególnie w zakresie interpunkcji. Niektóre zdania są niezgrabne, a parę to niezamierzone śmiesznostki.
Początek tej części wydaje mi się nieprzemyślany- kobieta wychodzi z ciekawością popatrzeć, co robi facet na parkingu, ale tak naprawdę kombinuje, jak się zabrać z nim samochodem, zamiast tłuc autobusem. Pokrętna ta wasza kobieca natura. :)
Historyjka typowa dla pań, tak mi się wydaje.

Pozdrawiam Z UŚMIECHEM :)
JL
JOLA S. dnia 11.10.2017 19:09
Cześć Jacku, dziś po raz drugi.

Miłe spotkania nie powiem.:)
Uwielbiam Was Mężczyzn za wiele rzeczy, świat byłby nudny i co z przedłużeniem gatunku? Śmieszy mnie podział na literaturę kobiecą i męską, czyżby "segregacja rasowa", nawet w literaturze. Moim skromnym zdaniem literatura jest dobra lub zła, mimo, że na żadną nie ma definicji. Wystarczy mędrca szkiełka i oko.

A jak ma pisać kobieta jak nie o miłości, sama w sobie jest miłością.
Czasem co prawda chętnie, by wzięła maczugę i przywaliła jakiemuś zwierzakowi, ale nie ... stworzona jest by miłość dawać, licząc, że coś dostanie w zamian. ;)
I tu odzywają się samce, jednym głosem przypominając, że są na świecie.
Na moje szczęście nie jesteście jednacy i tym "innym: chętnie podaję martini z oliwką do łóżka.

Co do interpunkcji przyznaję - nie jestem doskonała, za to mam inne walory. :)

Zapewniam z uśmiechem i do następnego. Będę tęsknić. :)

Zawsze zapraszam w moje skromne progi, ale nie obiecując martini ;)

JOLA S.

PS: Co do kobiecej natury masz rację. Kobiety nauczyły się radzić sobie sposobem. Skoro nie można inaczej... ;)
skroplami dnia 16.10.2017 00:01 Ocena: Świetne!
Utkane nie napisane, ale miejscami nie "do końca" bo rwie się właśnie z powodu szybkości i nagłych zwrotów, tak ostro i zdecydowanie. Bohaterka to artystka a jednocześnie przypomina herosa ;). W miłości, tej wokoło serca a c.d. nie pamiętam :).
Dlatego mam mieszane uczucia w odniesieniu do tej części. Bo nie chodzi o to, że treść w formie; dynamiczna fizyczna "akcja" :). Chodzi o to, że wcześniej, w poprzednich odcinkach był szczegół po szczególe, który zachwycał misternym ułożeniem. I zachwyca, tylko faktycznie, nagle bohaterka już maluje, nagle się zakochuje (to raczej norma, ok) i nagle się waha.
Wszystko możliwe, jednak tu nie pasuje. Analiza psychiki bohaterki i opisy świata wokoło, to czyste "żywe srebro". Ich doskonałe połączenie naturalne, istnieje "wprost". W tym odcinku, odrobinę jest to sztuczne. I zgadzam się z jednym z komentatorów, nie spiesz się autorko, zdążysz :).
JOLA S. dnia 16.10.2017 02:51
To bardzo przenikliwy, mądry komentarz pisany przez niezwykłego Czytelnika. Poruszyłeś mnie do głębi :) Czytałam z wypiekami na twarzy, a teraz rozpamiętuję.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i wielkie dzięki. :) :)
JOLA S.
Miladora dnia 13.11.2017 21:25
No to robimy następny krok ku doskonałości, Mróweńko. :)

Cytat:
kawał drogi. Au­to­bus się spóź­niał jak zwy­kle w week­end. Ko­rzy­sta­jąc z pięk­nej po­go­dy,

Cytat:
Au­to­bus się spóź­niał(,) jak zwy­kle w week­end.

Dałabym przecinek, by podkreślić intonację.
Cytat:
Z da­le­ka ukło­nił mi się są­siad z sa­mo­lo­tu, o nie­prze­nik­nio­nej twa­rzy i dziw­nych oczach. Na po­bli­skim par­kin­gu po­le­ro­wał swoje błysz­czą­ce auto. Chcąc za­spo­ko­ić swoją cie­ka­wość,

Opuściłabym i połączyła te zdania. Drugie "swoją" do kosza.
Cytat:
– Trze­ba było po­pra­wić jesz­cze w paru miej­scach (-) tłu­ma­czył, ce­dząc słowa.

Czas przeszły dokonany - wytłumaczył.
Nie bardzo pasuje to cedzenie słów.
Cytat:
dzię­ku­ję za pomoc (-) od­par­łam,

Sprawdź dywizy do końca tekstu.
Cytat:
Na­ro­do­we­go Ci­nque Terre. Cały re­gion Ci­nque Terre(,) w ze­szłym stu­le­ciu zo­stał

Wystarczyłoby - cały ten region w zeszłym stuleciu - bez (,).
Cytat:
po­czu­łam się świe­żo, my­śla­łam trzeź­wo. Ko­lej­ny za­kręt i…()witaj ba­jecz­na

Wpada na siebie. Dodaj spację ().
Cytat:
by za­py­tać(,) jak się czuję,

Cytat:
nad mój ocean lub wiel­ką wodę. Morze Li­gu­ryj­skie to były trud­ne słowa do wy­po­wie­dze­nia dla ma­łe­go dziec­ka i tak już mi zo­sta­ło.

Dobrze byłoby nadmienić o tym w poprzednim odcinku, bo czytelnik nie zrozumie i pomyśli to, co ja o nieuzasadnionym użyciu wielkiej wody, skoro bohaterka ma do czynienia z morzem.
Cytat:
Po­ło­ży­łam się na pia­sku, nade mną tylko niebo i żad­ne­go ludz­kie­go słowa. Przy­glą­dam się omy­wa­ne­mu przez fale, ska­li­ste­mu brze­go­wi, nie ocie­ra­jąc potu ze skro­ni, za­to­pio­na w my­ślach, wę­dru­ję ki­lo­me­tra­mi. Ślady w pia­sku ście­lą się pod no­ga­mi, morze szumi i tak za­sta­ła mnie pół­noc.

Nie skacz po czasach - zmień na przeszły.
Cytat:
Ide­al­ne nie­ist­nie­nie?()Uwiel­biam stan, kiedy na nikim mi nie za­le­ży, nie cze­kam na żadną wia­do­mość, nie myślę o nikim przed snem, nie czuję prze­ra­że­nia, że Paul znik­nie i czuję się bez­piecz­na.

Do poprawki to zdanie.
Cytat:
– Tylko głód i ja z sa­mot­no­ścią sam na sam - nu­ci­łam pod nosem. - Pro­fe­so­rze, roz­pę­ta­łeś burzę, teraz zbie­raj wiatr. Masz w sobie coś, co budzi mój lęk, im je­steś bli­żej mnie tracę grunt. Za­mie­nię cię w szept, wiatr, księ­życ i słoń­ce, w peł­nię dnia i nie już nie oddam ni­ko­mu, bo ko­cham cię.

Zdanie do poprawki.
Cytat:
bez niej byłam nic warta. Był taki mo­ment,

- nic niewarta -
Cytat:
też ma­lo­wa­łam do późna. Wie­dzia­łam,

Cytat:
de­cy­do­wać o wszyst­kim(: ) od ko­lo­ru toreb na śmie­ci, aż po kwe­stie

Cytat:
drze­wach, o ra­do­ści. Były to słowa po­zba­wio­ne uczuć i mi­ło­ści.

Cytat:
Nagle po mojej twa­rzy za­czę­ły pły­nąć łzy, aż pod ubra­nie. Zmę­cze­nie? A może to była nie­pew­ność lub strach przed od­rzu­ce­niem(?) Czort jeden wie(.)

Niezręczne. Rym. Rozdziel czorta i zmień znaki.
Cytat:
zo­sta­wał dla mnie ta­jem­ni­cą, dotąd nie­wie­le opo­wia­dał o pry­wat­nym życiu, tra­ci­łam zmy­sły. Na­wią­zy­wa­nie roz­mo­wy nadal mnie stre­so­wa­ło, bo trud­no było mi prze­wi­dzieć(,) jak roz­mo­wa

"Mi" do usunięcia. Rym. Dodaj (,).
Cytat:
bez­pie­czeń­stwa z mi­ło­ścią(,) tak mam od dziec­ka.

Cytat:
Nos gło­śno wy­dmu­cha­łam w chu­s­tecz­kę.

Wydmuchałam głośno nos...
Cytat:
i spoj­rzał na mnie, wziął mnie za rękę,

Do kosza.
Cytat:
Od kiedy Paul wy­wo­łał erup­cję wul­ka­nu(,) po­pa­da­łam ze skraj­no­ści

Cytat:
ale gdzieś(,) bar­dzo głę­bo­ko, chcia­łam mu

Cytat:
trud­no mi było mieć wiarę

Usuń - wiadomo.
Cytat:
– Prze­pra­szam, Ka­ro­li­ne (-) cicho po­wie­dział.

- powiedział cicho -
Cytat:
Słowo(: ) prze­pra­szam jest jak pla­ster. To, że go uży­jesz(,) wcale nie ozna­cza, że rana znik­nie (-) po­my­śla­łam,

Bez (: ).
Cytat:
Zda­wał się mówić:( )I tak będę z tobą.

Myślę, że kursywa.
Cytat:
się,, prz­yn­ajmniej dzi­siaj.

Cytat:
Spo­koj­nie za­py­tał(,) gdzie jadę.

Cytat:
w moim przy­pad­ku, nie­ste­ty(,) to worek bez dna, a prze­wa­ża­ją te smut­ne, nie­ste­ty.

Cytat:
Nie jeden po­ło­żył­by się i umarł.

- niejeden -
Cytat:
nie za­do­wa­lam się byle, czym

Bez przecinka.

No to do połowy - jutro reszta. :)
Dobranoc, Mrówciu.
JOLA S. dnia 14.11.2017 08:31
Oj, jak miło zobaczyć Cię drogi Buldogu pod moim tekstem. Zrobiłam, co do mnie należy i wracam do łóżka, chorować dalej.

Serdeczności i cmok na odległość. :)
Miladora dnia 15.11.2017 22:52
A możesz w tym łóżeczku pracować? Bo zaraz zwalę Ci na głowę następną porcję wiórów. ;)
Swoją drogą opuściłaś coś niecoś przy tym poprawianiu - nadal widzę dywizy, brak spacji, powtórzenie, nie ten szyk... Mam Ci za ostatni sierocy grosz kupić okulary? :upset:

Cytat:
odkąd przy­je­cha­łam do Ver­raz­zy. Cały ranek o nim my­śla­łam. Wy­bacz mi, Mario, ale wcze­śniej nie mia­łam siły.

Cytat:
były złe, bar­dzo, spo­sób ry­so­wa­nia jest pry­mi­tyw­ny.

Usuń.
Cytat:
ko­la­cji swoją, naj­now­szą hi­sto­rię.

Bez przecinka.
Cytat:
chleb z wa­rzy­wa­mi, cza­sem pizzę z sar­de­la­mi,

Cytat:
nie­wiel­ka ryba (z) sto­sun­ko­wo du­ży­mi

- ze - ale lepiej dać - o stosunkowo dużych oczach.
Cytat:
cha­rak­te­ry­stycz­nie dźwię­cza­ły w ciem­no­ści.

- brzmiały -
Cytat:
– Anio­łem – po­wtó­rzył. nie­któ­rym lu­dziom trze­ba

Dwa razy dałaś to samo zdanie.
Cytat:
Bez py­ta­nia wło­ży­łam do­kład­kę,

- nałożyłam -
Cytat:
– Nie wiem(,) czy mnie lubią w kla­sie(?)

Kropka - to stwierdzenie, nie pytanie.
Cytat:
Oj­ciec, al­ko­ho­lik(,) od­szedł, gdy zo­rien­to­wał się, że syn do końca życia bę­dzie ka­le­ką. Matka jest oschła, są dni, że nie od­zy­wa się ca­ły­mi dnia­mi.

Cytat:
Wy­glą­da­ło na to, że małe wło­skie mia­stecz­ko, na dłuż­szą metę samo nie jestw sta­nie po­ra­dzić sobie z pro­ble­ma­mi, po­trze­bu­je in­ter­wen­cji anio­ła.

Przejdź na czas przeszły.
Cytat:
miej­sca(,) gdzie stra­szy(,) i wła­sne osob­ne hi­sto­rie.

Cytat:
Mój dom trak­tu­je jak kry­jów­kę. Bacz­nie nad­słu­chu­je każ­de­go od­gło­su, wy­pa­tru­je się naj­mniej­szy cień, gdy coś za­uwa­ży

- wypatruje najmniejszego cienia - usuń rymy.
Cytat:
po­czu­cie krzyw­dy­ma wiel­kie

Cytat:
Jak z tym jest na­praw­dę? – (z)a­wi­sło mi na ustach.

Cytat:
ale za­mil­cza­łam. Nic in­ne­go, sen­sow­ne­go nie przy­cho­dzi­ło

- milczałam -
Bez przecinka.
Cytat:
że wiele osób(,) oglą­da­jąc tę scenę, śmia­ło­by się

Cytat:
Mario, to py­ta­nie za­da­wał mi

Bez przecinka.
Cytat:
– Mario, Mario!( )– wo­ła­ła schryp­nię­tym gło­sem.

Cytat:
Głos matki Maria, prze­szy­wał na wylot.

Bez przecinka.
Cytat:
po­ja­wia­ła, pra­wie jej nie zna­łam. Sły­sza­łam od miej­sco­wych,

Cytat:
prze­ja­wia się ha­lu­cy­gen­ną ener­gią.

- halucynogenną - może coś innego?
Cytat:
wpadł wiatr, dął mi pro­sto w plecy, prze­ciąg po­pchnął

- zadął -
Cytat:
Mario nie miał żad­nych szans, ugi­nał się pod cio­sa­mi.

- ugiął -
Cytat:
Ko­bie­ta(,) ciut wyż­sza ode mnie, chwy­ci­ła mnie za włosy.

Przerób to zdanie.
Cytat:
Za­sty­głam(,) po­cząt­ko­wo nie­ru­cho­mo, wresz­cie(,) nie bez wy­sił­ku, uwol­ni­łam się. Ko­bie­ta nie zwra­ca­ła uwagi na krzy­ki, nie prze­stra­szy­ła się, tylko śmia­ła się hi­ste­rycz­nie.

Cytat:
– Co się stało? Za co? – krzyk­nę­łam, za­nie­po­ko­jo­na.

Bez przecinka.
Cytat:
, chyba nie poj­mu­jąc(,) jak i po co się u mnie zna­la­zła. Nie wie­dzia­łam(,) jak ro­zu­mieć zaj­ście, opa­dłam bez sił. Jak mi­łość może być błę­dem?

Cytat:
W ręku ner­wo­wo ści­skał bu­me­rang, do­pie­ro (teraz) spo­strze­głam.

Cytat:
– Co od­czu­wasz, kiedy bie­rzesz bu­me­rang do ręki? – (z)a­py­tał, od­su­wa­jąc się.

Cytat:
Śmiał się bez­gło­śnie i ucie­kał wzro­kiem, jakby za­sta­na­wiał się nad do­bo­rem słów.

- zaśmiał się, uciekł wzrokiem - konsekwencja czasu/
Cytat:
Roz­mo­wa z Mario wy­raź­nie mnie przy­gnę­bi­ła, wiem(,) jaki ból spra­wia mu takie życie. Mia­łam nie­od­par­te wra­że­nie, że Mario prze­stał wal­czyć, pod­da­je się apa­tii. Nagle od­kry­łam w nim coś mrocz­ne­go, nie­prze­nik­nio­ne­go. (–) Boże, czemu?

- z Mariem -
Bez (–).
Cytat:
do­brze wiem(,) jak to sma­ku­je.

Cytat:
wy­do­ro­śleć(,) póki nie jest za późno.

Cytat:
Od­naj­du­ję sens swego ist­nie­nia za­rów­no w du­cho­wej,

- swojego - albo bez.
Cytat:
zro­bić, prz­yn­-
ajmniej w tej chwi­li.

Źle przedzieliło.
Cytat:
- To wszyst­ko wina kota - To słowa mamy.

Ujmij inaczej i daj myślniki.
Cytat:
(–) Co wła­ści­wie tu robię? Aha, re­lak­su­ję się.

Bez (–).

No to zdrowiej szybko i do roboty, Mrówciu. :)
Cmok na dobranoc. :)
JOLA S. dnia 15.11.2017 23:07
Ojmatko, ale dużo ściętych pędów, to istny las.

Czy tak się godzi ? ;)

Dam radę, Milu. Spoko. :)

To winna gorączka. Kochany Buldogu, widziałam tylko dywizy i spacje.;) Z wrażenia zapomniałam o CMOKU. Poprawiam się. :):)
Miladora dnia 15.11.2017 23:31
JOLA S. napisała:
Dam radę, Milu. Spoko. :)

Hehe, lepiej się staraj, bo kiedyś przyjdzie dzień sprawdzania i... lepiej nie mówić. ;)
Cmok krakowski. :)
JOLA S. dnia 15.11.2017 23:46
Milu, poprawiam chwaląc Cię pod niebiosy. Faktycznie kiepski fragment, sama się dziwię. Wielki cmok gdański za wszystko, wielka niebieska korektorko. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
14/12/2017 02:13
Do koszyczka, Hope. :) Tak - to jest wiersz, na który… »
skroplami
14/12/2017 01:14
"czy tego chcesz, czy NIE, zo­sta­niesz sobą… »
skroplami
14/12/2017 00:54
Dziś mało słów a mnóstwo treści, no spotykam :). W kolejnym… »
Skuul
14/12/2017 00:50
Ściągnąłem pełnego pdf-a, zapowiada się ciekawie, poczytam w… »
skroplami
14/12/2017 00:46
Dziękuję :). Że tym razem tak szybko "odcinek"… »
skroplami
14/12/2017 00:33
Dobra Cobra to ma oko ;), tyle widzi. Ale nie jest samotny,… »
skroplami
14/12/2017 00:19
Normalnie klasyka, współczesna. A kobiety są różne, mnóstwo… »
Skuul
14/12/2017 00:04
Mnie również wystraszyła długość tekstu, jednak dzisiaj w… »
Protimus
13/12/2017 23:11
Z tego co sprawdziłem twój tekst ma ponad dwadzieścia… »
Protimus
13/12/2017 22:44
Ogólnie bardzo dużo powtórzeń. Nie musisz cały czas nazywać… »
Miladora
13/12/2017 21:30
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :) »
Niczyja
13/12/2017 20:49
Maaczku, mimo całej mojej dobrej woli, sympatii dla Ciebie i… »
al-szamanka
13/12/2017 20:48
Uff, już sobie wyobrażam jak te niedokończenia muszą o… »
Opheliac
13/12/2017 20:07
Bardzo w moim klimacie. Podoba mi się szczególnie: oraz… »
hopeless
13/12/2017 17:11
Miladora - i dużo sprawniejszy:) Oczywiście do koszyczka:)»
ShoutBox
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
  • Esy Floresy
  • 12/12/2017 21:20
  • Grzeczna - to pojęcie względne ;)
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 15:56
  • Już jestem grzeczna.CMOK:)
  • Miladora
  • 12/12/2017 15:17
  • Dziewczyny - nie rozdwoję się, wszystko po kolei. :)
  • Silvus
  • 12/12/2017 12:23
  • @Carve, zobacz kategorię bezpośrednio w "Bibliotece" -> [link]
  • Carvedilol
  • 12/12/2017 12:17
  • Jak teraz można podglądnąć teksty dodane do wirtajek a jeszcze nie zaklepane - bo teraz automatycznie na stronę wirtajki przerzuca
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 11:56
  • "Księga Wspomnień Myszy" czeka na korektę. :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Cartayase2n
Wspierają nas