Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 14. Vernazza - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 14. Vernazza
A A A

Do Genui dotarłam wczesnym rankiem. Niebo na wschodzie powoli różowiało. Z lotniska do Vernazzy czekało mnie 100 kilometrów, kawał drogi. Autobus się spóźniał jak zwykle w weekend. Korzystając z pięknej pogody, przechadzałam się alejką wysadzaną drzewami. Z daleka ukłonił mi się sąsiad z samolotu, o nieprzeniknionej twarzy i dziwnych oczach. Na pobliskim parkingu polerował swoje błyszczące auto. Chcąc zaspokoić swoją ciekawość, podeszłam i zapytałam, po co to robi.
 
- Trzeba było poprawić jeszcze w paru miejscach - tłumaczył, cedząc słowa.

Wokół piękny pejzaż, mewy, w oddali cudownie szumi morze, a on z mdłym wzrokiem  wbitym w maskę przeklętego samochodu poleruje i poleruje. Chrząknęłam znacząco, opierając ręce na udach. Popatrzył zdumiony.

Zapytał o mój cel podróży, po czym zaczął komplementować moją czerwoną sukienkę.

 - Nie wytrzymam!

Miałam ochotę go poćwiartować. Czas uciekał, a on nieznośnie przedłużał rozmowę.

- Proponuję podróż samochodem! - Powiedział na koniec, poprawiając jaskrawy krawat.

- Byłoby wspaniale. Bardzo dziękuję za pomoc - odparłam, wyciągając dłoń.

Zanosiło się na ciekawe przeżycie. Pędziliśmy skąpaną w słońcu, wąską drogą wijącą się pomiędzy przepiękną, soczystą zielenią a skałami Parku Narodowego Cinque Terre. Cały region Cinque Terre, w zeszłym stuleciu został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO., Co za niesamowite widoki! Pasłam oczy, wyobraźnia szalała. Majestatyczne, brązowe skały łączyły się ze szmaragdowym morzem Liguryjskim. Połykałam słone powietrze płynące przez otwarty dach błyszczącego audi. Sól dodawała energii, poczułam się świeżo, myślałam trzeźwo. Kolejny zakręt i…

  - Witaj bajeczna Vernazzo!

Przez tydzień nie działo się nic. Na śniadanie dwa jajka, kawa i chleb. Kawa z mlekiem smakowała jak pomyje, zupełnie straciłam apetyt. Gdy zadzwonił Mark, by zapytać jak się czuję, odpowiedziałam, że czuję się zdrowa i wypoczęta i tak dalej, i tak dalej. Potem szłam nad mój ocean lub wielką wodę. Morze Liguryjskie to były trudne słowa do wypowiedzenia dla małego dziecka i tak już mi zostało. Pierwsze promienie słońca muskały ulice, wspinały się po niższych piętrach budynków. Otoczona przez skaliste wzgórza niewielka, piaszczysta plaża otwierała się na turkusową, bezkresną wodę. Kładłam się na piasku, nade mną tylko niebo i żadnego ludzkiego słowa. Przyglądałam się omywanemu przez fale, skalistemu brzegowi i nie ocierając potu ze skroni, zatopiona w myślach wędrowałam kilometrami. Ślady w piasku ścieliły się pod nogami, morze szumiało i tak zastawała mnie północ. Dziwne, lecz nie czułam żadnego strachu ani zagrożenia. Idealne nieistnienie?

- Uwielbiam stan, kiedy na nikim mi nie zależy, nie czekam na żadną wiadomość, nie myślę o nikim przed snem, nie czuję przerażenia, że Paul zniknie. Czuję się bezpieczna.

 Próbowałam wmówić sobie wiele podobnych bzdur, ale na próżno. Tęskniłam za nim z dnia na dzień bardziej.

- Tylko głód i ja z samotnością sam na sam - nuciłam pod nosem. - Profesorze, rozpętałeś burzę, teraz zbieraj wiatr. Masz w sobie coś, co budzi mój lęk, im jesteś bliżej mnie tracę grunt. Zamienię cię w szept, wiatr, księżyc i słońce, w pełnię dnia i nie już nie oddam nikomu, bo kocham cię.

Na plaży poddawałam się melancholii, nie mogłam nawet czytać. Gazety i książki leżały odłogiem, nietknięte. Głęboko oddychałam, szukając odrobiny tlenu w rozgotowanym powietrzu i nie mogłam przestać myśleć o miłości. Trudno mi się było przyznać nawet przed samą sobą, bez niej byłam nic warta. Był taki moment, że dotarło do mnie, że robię sobie krzywdę, że jestem beznadziejną, zakochaną idiotką. Pomogło na kilka godzin.

 

****

Po raz ostatni widzieliśmy się z Paulem nocą, w opustoszałym parku okalającym Ecole des Beaux-Arts. Tego dnia też malowałam do późna. Wiedziałam, że tam będzie na mnie czekał. Spotykaliśmy się ukradkiem, tak było lepiej, przynajmniej nie budziliśmy niezdrowej sensacji. Nasze społeczeństwo chce decydować o wszystkim od koloru toreb na śmieci, aż po kwestie ograniczenia emigracji. Boję się plotek, zrobiły tyle złego mojemu ojcu. Szłam w jego kierunku, przez gałęzie przebijał tłusty księżyc.

 - Karoline, a czego szukasz w parku o tak późnej porze? Powinnaś dawno spać. - Zażartował.

Po chwili zaczęliśmy rozmawiać jak starzy przyjaciele, o minionym dniu, o zwykłych sprawach, o drzewach, o radości. Były to słowa pozbawione uczuć, miłości. Zmieniłam temat. Nagle po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy, aż pod ubranie. Zmęczenie? A może to była niepewność lub strach przed odrzuceniem, czort jeden wie? Prawdopodobnie jedno i drugie. Przeciętnego człowieka siedzącego na belce skoczni narciarskiej też paraliżuje strach. Widzę między nami analogię. Profesor ciągle pozostawał dla mnie tajemnicą, dotąd niewiele opowiadał o swoim prywatnym życiu, traciłam zmysły. Nawiązywanie z nim rozmowy nadal mnie stresowało, bo trudno było mi przewidzieć jak rozmowa się potoczy. Zresztą nie tylko to. Myliłam poczucie bezpieczeństwa z miłością, tak mam od dziecka. Dla mnie to był spacer po omacku, dla niego raczej wytrawna rozgrywka szachowa. Podobno w tych szachach był całkiem niezły. Nos głośno wydmuchałam w chusteczkę. Paul spoważniał i spojrzał na mnie, wziął mnie za rękę, oczy mu płonęły w świetle pobliskiej lampy. Kilka razy wyszeptał moje imię. Trochę jak w tanim romansie? To nie tak. Moje zakochanie wydawało mi się dziwaczne, żałosne. Przerażająca niepewność! Od kiedy Paul wywołał erupcję wulkanu popadałam ze skrajności w skrajność. Momentami słaba, zagubiona, dręczona wyrzutami sumienia, ale gdzieś bardzo głęboko, chciałam mu otworzyć swój świat, pozwolić, żeby w niego wszedł. No właśnie, to byłoby naturalnym wyborem, ale z własnych obserwacji, czasem niestety smutnych, trudno mi było mieć wiarę w dobre zakończenie naszej historii.

 - Przepraszam, Karoline - cicho powiedział.

- Słowo: przepraszam jest jak plaster. To, że go użyjesz wcale nie oznacza, że rana zniknie - pomyślałam, gdy mnie obejmował i mocno przytulał. Zapewne wyczuł moje zwątpienie i ból. Zdawał się mówić:

- I tak będę z tobą.

Mogłabym tak trwać całe życie, ale rozum podpowiadał, co innego, że chcę to zakończyć, rozstać się,, przynajmniej dzisiaj. Odepchnęłam go i sucho zakomunikowałam, że wyjeżdżam.

- Karoline, czego ty chcesz? Powiedz, proszę.

Milczałam, czując, że moje zachowanie faktycznie było irracjonalne. Zrobiło mi się wstyd. Spokojnie zapytał gdzie jadę. Odpowiedziałam krótko i zwięźle.  Podniosłam się z ławki, zebrałam swoje rzeczy i zaczęłam biec. Bez pożegnania! Chyba zauważył, że jestem w dziwnym stanie? Nie zatrzymywał mnie. Do domu wlokłam się, ciągle płacząc, dobrze, że było ciemno. 

- To wszystko jest takie trudne... Paul, a jeśli zatęsknisz, pamiętaj, że pozwoliłeś mi odejść - mruczałam, łykając łzy.

 

Teraz jestem w Vernazzie. Przemyślę na chłodno to, co się między nami dzieje. Nie liczę ani na cudzą pomoc, ani na łaskawość losu.

- Karoline, życie to nie bajka! Nikt nie powiedział, że ma być łatwe.

Pamiętam, pamiętam. Wiem, wiem, nic mnie nie tłumaczy, nie jestem już dzieckiem. To wszystko powinno zmusić mnie do refleksji przede wszystkim nad sobą. Refleksje w moim przypadku, niestety to worek bez dna, a przeważają te smutne, niestety.   

I jak tu ćwiczyć pamięć, by umieć zapominać? Ech, te nieustanne pytania! Męczą mnie, nie umiem się przed nimi obronić, odciąć. Moja głowa przypomina pole bitwy. Nie jeden położyłby się i umarł. Śmierć z miłości! Nic bardziej emocjonującego!.

- Nigdy nie jesteś zadowolona. - Zarzuciłaby mi Antonina.

- Przeciwnie, nie zadowalam się byle, czym. A miłość to nie film, nie da się przed końcem wyjść.

 

****

Kolejny wieczór. Trzy tygodnie po urodzinach Maria. Spotkamy się dziś, po raz pierwszy odkąd przyjechałam do Verrazzy. Cały ranek o nim myślałam. Wybacz mi, Mario, ale wcześniej nie miałam siły. Dziś też płaczę, jestem rozdarta. Podarłam ze złości dwa nowe szkice, były złe, bardzo złe, sposób rysowania prymitywny. Ostatnio nic mi nie wychodzi. Wybiegając z pracowni, zaplątałam się w winorośl, poraniłam kolana. Coś trzeba zrobić z tym gąszczem, ojciec miał rację. Okropność!

Wieczorami na tarasie jest chłodno, pędzone uderzeniami wiatru chmury układają się w długie, różowe smugi niczym cienie pędzla na niebie. Nakryję i podam do stołu w salonie, zapalę świece. Mario opowie mi przy kolacji swoją, najnowszą historię. Na samą myśl już przechodzi mnie dreszcz w nerkach. Skończyłam sprzątać dom, wcześniej ugotowałam kurczaka w pikantnym, musztardowym sosie, to moja specjalność. Mario uwielbia czosnek, oliwę, ale nie cierpi pomidorów. W porze obiadu je chleb z warzywami, czasem pizzę z sardelami, moją ulubioną. Przetwory z sardeli europejskiej określane są francuską nazwą anchois. Sardela to niewielka ryba z stosunkowo dużymi oczami, grzbiet ma zielony lub zielono-niebieski, zaś boki i strona brzuszna są srebrzyste. Mięso tej ryby ma intensywny smak i zapach. To tutejsza specjalność. Smażona, to wielki przysmak, przynajmniej dla mnie, aż pieści podniebienie. Gdy zabierałam koc z tarasu, moich uszu doszedł znajomy szelest. To kroki Maria, charakterystycznie dźwięczały w ciemności.. Rzucił mi się na szyję ze słowami na ustach:

- Karoline, jesteś moim aniołem.

- Mario, na anioła to ja na pewno nie wyglądam. 

Roześmiałam się, wzruszona.Tęskniłam. Wyrósł i zmężniał, przeobraził się w nastolatka. Ten czas tak gna, zbyt dużo spraw miałam ostatnio na głowie.

 - Aniołem!

Powtórzył w chwilę potem, bo niektórym ludziom trzeba powtarzać dwa razy, szczególnie, gdy są zakochani.Uścisnął mi dłonie, łzy spływały po nosie i spadały wprost na podłogę. Po chwili usiadł sztywno na brzegu krzesła, rękami pocierał kolana, w ten sposób nie drżały. Zsunęłam kawałki kurczaka na talerz, polałam aromatycznym sosem. Mario zjadł z apetytem całą, wielką porcję. Bez pytania dała mu dokładkę, a on łapczywie jadł dalej.

Słuchałam historii Maria w napięciu. Realistyczna, smutna, momentami brutalna, jakże daleka od cukierkowej opowieść. Pokazywał mi ją bez filtra. Jego dorastanie to same problemy: bieda, brak zrozumienia, samotność.

 -  Nie wiem czy mnie lubią w klasie. Nie spotkałem chłopców, z którymi miałby ochotę się zaprzyjaźnić.

Mieszkają z matką w obskurnej klitce, na poddaszu starej kamienicy. Ojciec, alkoholik odszedł, gdy zorientował się, że syn do końca życia będzie kaleką. Matka jest oschła, są dni, że nie odzywa się do niego całymi dniami. Musiała wybierać między opieką nad dzieckiem a zarabianiem na życie. Wejście w jego punkt widzenia zajęło mi najwięcej czasu. Wyglądało na to, że małe włoskie miasteczko na dłuższą metę samo nie jest w stanie poradzić sobie ze swoimi problemami, potrzebuje interwencji anioła. Słuchając o małomiasteczkowej rzeczywistości postrzeganej oczami nastolatka, niewidocznej dla oka turysty, przeżyłam szok, dotykałam dna. Moje mikroobserwacje? To świat, który ma własne miary sukcesu i porażki, własne niezrealizowane utopie, własne miejsca gdzie straszy i własne osobne historie.

Mario ledwo mówił, był roztrzęsiony. Och! Jak bardzo musiało go to wszystko boleć? Tu, u mnie, mógł nagadać do syta, bez obawy, że zdradzę jakąś jego tajemnicę. W ubiegłym roku lubił udawać i bawić się w przestrach. Czekał na jakiś drobny hałas, na stuknięcie książką o blat stołu lub trzaśnięcie zamykających się siłą podmuchu wiatru drzwi, wtedy rzucał się do ucieczki, co sprawiało mu największą przyjemność. Mój dom traktuje jak kryjówkę. Bacznie nadsłuchuje każdego odgłosu, wypatruje każdy cień. Gdy coś zauważy w jednej chwili bicie jego serca przechodzi w łomot. Muszę się dwoić i troić by mu tłumaczyć, że u mnie nie ma się, czego obawiać. Gdy zostaje niesprawiedliwie ukarany za coś, czego nie zrobił, jego poczucie krzywdy jest tak wielkie, że nie chce wracać do domu.

- Mogę ci zrobić wszystko, co inni chłopcy, a nawet więcej, umiem latać. 

Jak się to robi? Jak z tym jest naprawdę? - Zawisło mi na ustach. Mario, chciałabym ci powiedzieć, że ja też potrafię latać, nauczyłam się niedawno we śnie, ale zamilczałam. Nic innego, sensownego nie przychodziło mi do głowy. Posmutniał. Założę się, że wiele osób oglądając tę scenę, śmiałoby się ze mnie. Proponowałabym odwrócić lustro. Mario, to pytanie zadawał mi wcześniej, jest mało rzeczy, o których nie dałoby się porozmawiać z nastolatkiem. Jest mi głupio, gdy mi coś umyka z jego opowieści, bo jest ze mną zawsze szczery. Kiedy brakuje mu jakiegoś słowa, by wytłumaczyć, robi się czerwony z wysiłku.

Nagle w ciemnościach dostrzegłam postać, poruszała się po moim tarasie popychana wiatrem. Rozdziawiłam usta, dech mi zaparło. Wpadła do domu niczym bomba. Skąd się tu wzięła?

- Mario, Mario!  – Wołała schrypniętym głosem.

Rozpaczliwy głos matki Maria, przeszywał na wylot. Kobieta rzadko się u mnie pojawiała, prawie jej nie znałam. Słyszałam od miejscowych, że jej choroba gwałtownie się pogłębia, podobno przejawia się halucygenną energią. Mario zesztywniał, ale nic matce nie odpowiedział. Spłoszeni zerwaliśmy się z krzeseł. Do domu przez niedomknięte drzwi wpadł wiatr, dął mi prosto w plecy, przeciąg popchnął mnie do przodu, wprost na nią. Starej zupełnie odbiło! Mario nie miał żadnych szans, uginał się pod jej ciosami. Jej twarz zmieniła się w czerwoną, wykrzywioną maskę. Nie mogłam na to patrzeć, byłam przerażona.

– Co się stało? Za co? – Krzyknęłam.

- Nie masz prawa mi go odbierać! Kocham go! Wszystko tylko nie to, proszę. - Głos matki łamał się

Zabrzmiało to desperacko. Jest ciut wyższa ode mnie, złapała mnie mocno rękę. Zastygłam nieruchomo przez krótką chwilę, wreszcie nie bez wysiłku, uwolniłam od jej twardych palców, wplątanych w moje włosy. Kobieta nie zwracała na moje krzyki najmniejszej uwagi. Wcale się nie przestraszyła, śmiała się histerycznie.

- Nie tkniesz go nigdy więcej! Nie znoszę przemocy! Nic cię nie usprawiedliwia!

- Karoline, popełniasz wielki błąd!

I wybiegła, chyba nie pojmując jak i po co się u mnie znalazła. Nie wiedziałam jak rozumieć zajście. Opadłam bez sił. Jak miłość może być błędem? Mario robił wrażenie przegranego.

- Karoline, zabierz mnie do gwiazd, błagam cię!

No tak, to, co kochasz najbardziej, najdotkliwiej cię zrani.

Na twarzy Maria odmalowało się zgnębienie, jego wzrok spoczął na moich wargach, czekał, co powiem.

- Nie płacz, proszę. Czegokolwiek ci trzeba, Mario. Dam ci to.  

Zostaliśmy sami, klęknęłam przed chłopcem, zdjęłam okulary i wtuliłam twarz w jego wątłą klatkę piersiową. On wtulił się mnie całkowicie bezradny, czułam przez skórę jak drży. Kiedy podniosłam głowę, zbił mnie z tropu; miał zaczerwienioną, opuchniętą twarz, ale śmiał się? Śmiał się! Pocałowałam śliwkowe cienie pod jego oczami i wielkie piegi na bladej cerze. W ręku nerwowo ściskał bumerang, dopiero go spostrzegłam.

- Spróbuj, ale to nie zabawka.

Dlaczego przychodzą mi do głowy porównania związane z lataniem, z ptakami? Może to przez podświadomość, niezaspokojone pragnienie przygody.

- Co odczuwasz, kiedy bierzesz go do ręki? – Zapytał, odsuwając się ode mnie. Zrobił mi przestrzeń do rzutu.

- Nic. Nie pasuje do mojej ręki – szepnęłam.

Zaśmiał się bezgłośnie. Po minucie zacisnął usta, jakby zastanawiał się nad doborem słów.

- Skarbie, przepraszam. Wszystko będzie dobrze.

- Nie, nie będzie.

Uniosłam dłoń, by powstrzymać dalsze jego słowa. Nie wiedziałam jak mam się czuć, co robić, byłam zakłopotana. Posłałam nikły uśmiech i wybiegłam na zewnątrz. Boże, jak opowiedzieć smutek?

- Mario, kiedyś przyrzekłam, że zabiorę cię do mnie, do Paryża. Chcę dotrzymać obietnicy, postaram się.

Tamtej nocy nie mogła zasnąć. Rozmowa z Mario wyraźnie mnie przygnębiła, wiem jaki ból sprawia mu takie życie. Miałam nieodparte wrażenie, że Mario przestał walczyć, poddaje się apatii. Nagle odkryłam w nim coś mrocznego, nieprzeniknionego.

- Boże, czemu?

 

****

Siedzę w pociągu wiozącym mnie do Florencji, na spotkanie z Markiem. Wczoraj przeszedł operację prostaty. Leży w szpitalu i czeka. Wiem jak to smakuje. Gdzieś głęboko ściska mnie w dołku, w głowie kłębią się czarne myśli. Rachunek jest prosty: nieustannie wchodzę w debet i to we wszystkich sprawach. Nie mogę winić nikogo, to jest tylko mój problem. Myślę, że dużo ludzi żyje w poczuciu narastającej frustracji. Zadaję sobie trudne pytania, na które nie ma odpowiedzi. Zawsze ten sam scenariusz, aż robi mi się mdło. Czy nie mam ciekawszych tematów? Robię wszystko, by nie okazywać swoich uczuć, wycofuję się, wypłakałam już wszystkie łzy. Powinnam nad sobą popracować, nie poddawać się tak szybko emocjom, to mnie gubi. Czasem nie rozumiem sama siebie.Wyższe poziomy mają wymagania, których nie można spełnić czołganiem. Muszę się zmienić, wydorośleć, póki nie jest za późno.

Nie mamy wpływu na to, ile przypadnie nam w udziale szczęścia, a ile smutku. Trzeba się z tym pogodzić i iść dalej. Nie jestem męczennicą, to nie mój archetyp. Bliżej, znacznie bliżej jest mi do czarownicy. Odnajduję sens swego istnienia zarówno w duchowej, jak i zmysłowej rozkoszy. Na czym powinnam się teraz skoncentrować? Przez minutę nie otwieram oczu. Przekaz jest jasny. Mario staje się znowu bardzo ważną postacią w mojej historii, stoi przede mną, czuję jego oddech, a chwilowe przeszkody miną. Chciałabym otworzyć mu świat, ale nie mogę tego zrobić w tej chwili. Pomoc? Dzisiaj wydaje mi się bardziej mu potrzebna, niż kiedykolwiek. Biedny chłopak, myślę o nim z czułością, na pewno nie zasługuje na taki los. - To wszystko wina kota - Tak mówiła moja mama, gdy coś było nie tak i nie mogła temu natychmiast zaradzić. Biedny Kuba!

I od razu robi mi się lżej, przestaję się gubić w natłoku myśli, świat za oknem pociągu pięknieje, nie wymagam już potwierdzenia.

- Co właściwie tu robię? Aha, relaksuję się.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 07.10.2017 10:02 · Czytań: 213 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
Dobra Cobra dnia 07.10.2017 19:07 Ocena: Świetne!
Łosz, qrde! Nasza bohaterka żyje jakby w innym świecie (a może to jedna z zalet tzw. literatury kobiecej, która pokrzepia swe czytelniczki w ten sposóB) balansując jakby niesiona prądami morskimi (albo nawet oceanicznymi!) to w tę w wew tę.


JOLU S,

Czyta się to miło i jest pięknie napisane, lecz zachodzę w głowę o co tu idzie? Chyba nigdy nie czytałem, nie oglądałem filmu z tak NIEZDECYDOWANĄ bohaterką. A więc brawa dla Autorki!


Kilka słodkich dywagacji na temat dzieła:

Cytat:
- Witaj bajeczna Vernazzo! (....) Potem szłam nad ocean.
Ale jakże to? Rozumieć należy kobiece oczadzenie dużą wodą, Italią, boskiimi zapachami i niezaspokojeniem 9oczywiście duchowym, bo jakże inaczej)... ale doprawdy trudno nazywać morze śródziemne ołszeanem ;)

Cytat:
Uwielbiam stan, kiedy na nikim mi nie zależy, nie czekam na żadną wiadomość, nie myślę o nikim przed snem, nie czuję przerażenia,
Dekadencja na całego. Do tego kosztowna, bo wszak trzeba płacić za wikt, opierunek i szamę w eurasach.

ale mamy odpowiedź niewiele dalej, gdy sama bohaterka oznajmia:
Cytat:
Rachunek jest prosty: nieustannie wchodzę w debet i to we wszystkich sprawach.
. Więc zadłużona po uszy i to nie tylko we włoskiej walucie. Osz ty!

Więc jest okejos generalnie, panie na pewno są zachwycone (i nie mam tu na myśli menadżerek wysokiego stopnia i innych nowoczesnych korporantek) czytając nuty serca i odwiecznego kobiecego cierpienia. Oczywiście andal uważam, że dobre wyłachtoczenie postawiłoby naszą bohaterkę na nogi, ale jeśli się nie da.... Coż...


Słodycz wielka, wielki Twój talent. Może kiedyś zaczniesz pisać kryminały, gdyż wydaje się, że znasz człowieka (kobietę) od podszewki, a to jest potrzebnym w tym gatunku lyetrackim tak ostatnimi czasy modnym.

Proza paluszki lizać!


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
JOLA S. dnia 07.10.2017 21:21
Cytat:
Mi­łość wy­ma­ga walki. Nie wy­bie­ra­my sobie życia, to ono wy­bie­ra nas. Nie mamy wpły­wu na to, ile przy­pad­nie nam w udzia­le szczę­ścia, a ile smut­ku. Trze­ba się z tym po­go­dzić i iść dalej.


Drogi DoCo,

miłość nie jest prosta. Mądra dziewczyna jak się oparzy to nie pcha palca do pieca. Uczucia uczuciami, długo pamięta, że bolało. To wcale nie znaczy, że z niej rezygnuje, o nie. :) Czasem warto przyjrzeć się dziewczynie głęboko, dla dobra i zdrowia związku. Dla mężczyzn to wszystko jest prostsze, chociaż niekoniecznie... też miewają rozterki, oczywiście jeżeli sprawy traktują poważnie. :)

Zaspokoiłeś mnie w pełni wnikliwym,mądrym i słodkim komentarzem. Nareszcie! Długo czekałam na te słowa. Mile połechtały moją kobiecą i pisarską próżność. :)

Tak trzymaj, a będą efekty, bowiem dopieszczona kobieta daje z siebie więcej i to pod każdym względem :)

Pozdrawiam słodziutko i do następnego

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 08.10.2017 17:27 Ocena: Świetne!
Łosz Ty, znaczy się bohaterka nie jest już dziewicą???? ;( To calkowicie zmienia postać rzeczy, bo jako naiwna Dobra Cobra wierzę w niezbrukaną cnotę i zawsze dziewictwu daję pierszeństwo oraz zapalam zielone światło. A tu takie buty... ;(

Nie wiem, czy dojdę do siebie po tej jakże szokującej dla mię wiadomości.


Pozdrawiam przez łzy,

DoCo
JOLA S. dnia 08.10.2017 20:11
Ujęła mnie ta nić cienka, która łacno może się przerwać w najmniej spodziewanym momencie.

Zacny komentarz.

Z szacunkiem i jesiennym, szczerym uśmiechem, :)

JOLA S.
kamyczek dnia 09.10.2017 18:30 Ocena: Świetne!
Jolu, cóż mogę powiedzieć? Powiem tak: interesujące rozwinięcie wątków (to jak z tą miłością do profesora? - chciałabym, a boję się... i podsumowanie:
Cytat:
Mi­łość wy­ma­ga walki. Nie wy­bie­ra­my sobie życia, to ono wy­bie­ra nas. Nie mamy wpły­wu na to, ile przy­pad­nie nam w udzia­le szczę­ścia, a ile smut­ku.
), piękne opisy, niepowtarzalny klimat Ver­naz­zo.

Rozsmakowany w Twoim opowiadaniu

kamyczek


Pozdrawiam serdecznie.
JOLA S. dnia 09.10.2017 19:00
To bardzo przenikliwy komentarz pisany przez niezwykłą Kamyczek – Twoje teksty poruszają, czyta się je z wypiekami na twarzy, a potem rozpamiętuje.

Kamyczku,

nurtuje Cię pytanie, co dalej z miłością do profesora ?
Szczęście Karoline musi poczekać, dojrzeć, takie jest życie. :)
Ona szuka Prawdy nie tylko w sobie.
Ktoś z wielkich, chyba św. Paweł, porównał miłość do pryzmatu. Gdy przepuścić przezeń promień słońca, będzie mienił się wszystkimi, rozszczepionymi barwami niczym tęcza. Czy nie miał racji?

Wielkie dzięki

Serdeczności :)
al-szamanka dnia 11.10.2017 13:45 Ocena: Świetne!
Mocno emocjonalny tekst.
Przypomina mi wzburzone morze z przerwami na tęczę i kontemplację śródziemnomorskich zapachów.
Piękny język, pomimo że znowu te przecinki i często pozjadane ostatnie literki.
A ja skupiam się na tym, co chcesz przekazać i potakuję co rusz, bo co akapit, to zaskoczenie.
Niezwykłe zaskoczenie.
Twoja bohaterka żyje w takim tempie, że aż zadziwia jej wytrzymałość.
No ale artyści już tak mają, że żyją inaczej niż zwykli śmiertelnicy. Przeżywają inaczej, kochają inaczej, widzą więcej i w innych kolorach.
Chciałabym więcej o profesorze, ale wiem, że to jeszcze przed nami.
Zachwyciłaś mnie opisem Vernazzy, wiem jakie tam są widoki, nocowałam niecałe 100km poniżej w Viareggio, śliczna okolica.
A ostatnio w Portugalii, mieszkając przez 5 dni w lizbońskiej Alfamie, która cały miesiąc świętowała wtedy swojego patrona, nawąchałam się dymu z grilowanych sardeli, dlatego doskonale wiem o czym piszesz, chociaż ryb, jako weganka nie jadam.
I wiesz, nie jestem pewna czy Karoline spełni przyrzeczenie dane Mario i zabierze go w przyszłości do Paryża. Nie wiem czy prawnie jest to możliwe, poza tym co na to jej przyszły partner, ktokolwiek nim zostanie.
Cytat:
Wyż­sze po­zio­my mają wy­ma­ga­nia, któ­rych nie można speł­nić czoł­ga­niem.

Ależ to prawdziwe :)

Pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 11.10.2017 14:00
Al, cóż mam na to odpowiedzieć? Mogę tylko podziękować.

Życie Karoline to osobliwy kalejdoskop wędrówki w głąb i poza siebie. Czy porozrzucane szkiełka tworzą całość? - Zabawka stara jak świat.

Wiele waży Twój rzeczowy komentarz. Zaiste, odkrywa wszystko, co istotne.

Dzięki jeszcze raz. :)

Serdeczności
Jacek Londyn dnia 11.10.2017 18:44
Lecisz szybko przed siebie. Mimo zwichniętego skrzydła, to już 14-ty odcinek! Może powinnaś troszkę zwolnić, bo jest trochę rzeczy do poprawy, szczególnie w zakresie interpunkcji. Niektóre zdania są niezgrabne, a parę to niezamierzone śmiesznostki.
Początek tej części wydaje mi się nieprzemyślany- kobieta wychodzi z ciekawością popatrzeć, co robi facet na parkingu, ale tak naprawdę kombinuje, jak się zabrać z nim samochodem, zamiast tłuc autobusem. Pokrętna ta wasza kobieca natura. :)
Historyjka typowa dla pań, tak mi się wydaje.

Pozdrawiam Z UŚMIECHEM :)
JL
JOLA S. dnia 11.10.2017 19:09
Cześć Jacku, dziś po raz drugi.

Miłe spotkania nie powiem.:)
Uwielbiam Was Mężczyzn za wiele rzeczy, świat byłby nudny i co z przedłużeniem gatunku? Śmieszy mnie podział na literaturę kobiecą i męską, czyżby "segregacja rasowa", nawet w literaturze. Moim skromnym zdaniem literatura jest dobra lub zła, mimo, że na żadną nie ma definicji. Wystarczy mędrca szkiełka i oko.

A jak ma pisać kobieta jak nie o miłości, sama w sobie jest miłością.
Czasem co prawda chętnie, by wzięła maczugę i przywaliła jakiemuś zwierzakowi, ale nie ... stworzona jest by miłość dawać, licząc, że coś dostanie w zamian. ;)
I tu odzywają się samce, jednym głosem przypominając, że są na świecie.
Na moje szczęście nie jesteście jednacy i tym "innym: chętnie podaję martini z oliwką do łóżka.

Co do interpunkcji przyznaję - nie jestem doskonała, za to mam inne walory. :)

Zapewniam z uśmiechem i do następnego. Będę tęsknić. :)

Zawsze zapraszam w moje skromne progi, ale nie obiecując martini ;)

JOLA S.

PS: Co do kobiecej natury masz rację. Kobiety nauczyły się radzić sobie sposobem. Skoro nie można inaczej... ;)
skroplami dnia 16.10.2017 00:01 Ocena: Świetne!
Utkane nie napisane, ale miejscami nie "do końca" bo rwie się właśnie z powodu szybkości i nagłych zwrotów, tak ostro i zdecydowanie. Bohaterka to artystka a jednocześnie przypomina herosa ;). W miłości, tej wokoło serca a c.d. nie pamiętam :).
Dlatego mam mieszane uczucia w odniesieniu do tej części. Bo nie chodzi o to, że treść w formie; dynamiczna fizyczna "akcja" :). Chodzi o to, że wcześniej, w poprzednich odcinkach był szczegół po szczególe, który zachwycał misternym ułożeniem. I zachwyca, tylko faktycznie, nagle bohaterka już maluje, nagle się zakochuje (to raczej norma, ok) i nagle się waha.
Wszystko możliwe, jednak tu nie pasuje. Analiza psychiki bohaterki i opisy świata wokoło, to czyste "żywe srebro". Ich doskonałe połączenie naturalne, istnieje "wprost". W tym odcinku, odrobinę jest to sztuczne. I zgadzam się z jednym z komentatorów, nie spiesz się autorko, zdążysz :).
JOLA S. dnia 16.10.2017 02:51
To bardzo przenikliwy, mądry komentarz pisany przez niezwykłego Czytelnika. Poruszyłeś mnie do głębi :) Czytałam z wypiekami na twarzy, a teraz rozpamiętuję.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i wielkie dzięki. :) :)
JOLA S.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
18/10/2017 20:20
Bez przesady, Opheliac, każdy ma lepsze i gorsze momenty w… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:35
Witaj, skroplami! Odbieram literaturę bardzo uczuciowo. Ja… »
wodniczka
18/10/2017 19:32
to jest bardzo ciekawe i fajnie napisane. i to:… »
Esy Floresy
18/10/2017 19:32
Ajw, też nie wiem, ale to fajne czytanie. :) Dziękują za… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:27
Witaj, Marcinie! Wiem, że to taki trochę banał, ale w… »
ElaM
18/10/2017 18:45
Gdzieś na rozstaj... brzmi nieco groteskowo. Nie bardzo… »
Jacek Londyn
18/10/2017 18:41
Cóż, każdy może zaśpiewać. Jak uważa. :) Pisałem ten tekst… »
JOLA S.
18/10/2017 18:28
Al, wzruszyłeś mnie napisanym językiem serca komentarzem,… »
Opheliac
18/10/2017 18:22
Werko, dziękuję za rozległy komentarz, a i zwrócenie uwagi… »
Miladora
18/10/2017 17:10
Tylko że groteska kłóci się z lirycznym byle z tobą. ;)»
Miladora
18/10/2017 17:04
A czcionka? :) Uwierz, źle się czyta wiersz w takiej… »
al-szamanka
18/10/2017 16:25
A ja, jak zwykle, po prostu stopiłam się z tekstem. Być… »
allaska
18/10/2017 16:02
- to mi się bardzo podoba, oryginalny kawałek. reszta… »
braparb
18/10/2017 15:36
Nie za wcześnie na tę zimę? Trzeba się zgodzić z autorem,… »
allaska
18/10/2017 15:28
Ciekawy, intelektualnie budujący :) - tego "nie… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:51
Najnowszy:ysomyosli
Wspierają nas