Krzyk Brzasku, cz.3 - Yumira
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Krzyk Brzasku, cz.3
A A A

           Ogień dawał Kamirze złudne poczucie bezpieczeństwa. Wpatrzona w płomienie myślała o wszystkim, co wydarzyło się w jej życiu. A ciepło bijące od ogniska sprawiało, że popadała w nostalgię. Nawet nie zauważyła, że Ramajasz przysiadł się i bez słowa jej się przyglądał.

 - Tym razem wyglądasz całkiem ładnie – powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Nie odpowiedziała, rzuciła mu tylko nieprzyjemne spojrzenie  i dalej wpatrywała się przed siebie.

 - Nienawidzisz mnie? – zapytał mężczyzna, starając się przerwać nieprzyjemną ciszę.

 - Nienawidzić? Nie. To za mocne słowo. Ja zwyczajnie tobą gardzę, uosabiasz wszystko, czym się brzydzę – odpowiedziała, wiedząc, że jeśli tego nie zrobi, będzie stale nagabywana.

Parsknął śmiechem.

 - Wy ludzie macie taki problem, że nigdy nie wiecie, czego chcecie. Dałem ci wszystko to, o czym pragnęłaś. A ty mną za to gar-dzi-sz.

Przez chwilę wydawało się, że uderzy go. Jednak zrezygnowana pokręciła tylko głową. Niewiele osób umiało tak doskonale tłumić w sobie emocje.

 - Kiedy odzyskałaś wspomnienia?

 - Jakieś dwa lata temu. Daj mi już spokój. – Wstała i stanęła nieopodal, podpierając się o jedno z drzew. Teraz to Ramajasz zapatrzył się w ogień, a ona bez słowa mu się przyglądała.

 - To musi być całkiem zabawne, prawda? – Odwrócił głowę w jej stronę i wyszczerzył  w parodii uśmiechu. – Zdawać sobie sprawę, że już kiedyś żyłaś. I to kilkukrotnie. – Kontynuował.

 - Tak. Boki zrywać.

 - Jakie to uczucie?

Czekał na odpowiedź z niecierpliwością. Próbował wniknąć do jej umysłu, poczuć te kołtujące się w głowie myśli. Zasmakować w strachu, dezorientacji, poczuciu odrealnienia całego świata. Samo oczekiwanie potęgowało w nim swoiste podniecenie. Zamiast tego poczuł wyłącznie odepchnięcie, a następnie w jego głowie pojawił się pewien obraz. Widział samego siebie, płonącego na stosie, wrzeszczącego z przerażenia.

 - Urocza wizja, naprawdę – mruknął zrezygnowany, wiedząc, że nic nie wydusi z dziewczyny. Położył się na plecach, powoli przymkając oczy.

Kamira odetchnęła z ulgą. Z każdym kolejnym wcieleniem, jej moc rosła. Teraz już z łatwością mogła blokować moce niektórych istot wyższych.

A jednak to, co spotkała w karczmie, nadal ją niepokoiło. Nie tylko dlatego, że było na tyle potężne, że w żaden sposób nie mogła obronić. Najstraszniejsze było to, że liczba tych stworzeń w tym wymiarze stale rosła. Zupełnie, jakby gdzieś istniała wyrwa, przez którą wnikały do tego świata. Nawet Ramajasz, najpotężniejsze stworzenie, jakie znała, nie mógł stale przebywać wśród śmiertelnych. Pamiętała, z różnych wcieleń, że najczęściej zjawiał się przy niej tylko na chwilę, aby przekazać coś istotnego lub zwyczajnie zakpić z jej losu. I znikał. A teraz zwyczajnie siedział z nią, rzucając co chwilę kpiącą uwagę i komentując wszelkie napotkane rzeczy.

Przez chwilę chciała zacząć wypytywać go o wszystko, co ją niepokoiło. Jednak wiedziała, że nie udzieli jej odpowiedzi. Nie, zanim będzie to absolutnie konieczne.

Usiadła, stale podpierając się o przykurczoną wierzbę. Wzięła głęboki wdech i spróbowała opuścić swoje ciało. Chciała wejść do świata duchów.  Widząc migające punkty wiedziała, że jest blisko. Świat nagle zaczął się składać z niewielkich drobinek, które nieustanie drżały. Jej świadomość zaczęła się rozmywać. I nagle poczuła bolesny uścisk na ramieniu.

 - Co ty wyprawiasz? – warknął Ramajasz.

Wszystko zniknęło, a Kamira, niczym ogłuszona, wracała do rzeczywistości.

 - Nie wiesz, że to ich przyciąga? – mówił, potrząsając dziewczyną. – Chcesz urządzić bankiet dla wszystkich kanaal’l w pobliżu?

Wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia.

 - Ile ich jest w okolicy?

 - Kilka. A twoje działanie było dla nich jak wystrzelona flara.

 - Jak co?

 - Jak… ach, nieważne. Jeszcze tego nie odkryliście. Musimy się stąd wynosić.

Wstał i rozejrzał się, jakby spodziewając się, że za chwilę coś ich zaatakuje. Gdy tak się nie stało, ponownie zwrócił się do Kamiry, która stała przy jego boku, rozglądając się czujnie.

 - Skoro są w pobliżu, jakim cudem jeszcze nas nie znaleźli? – zapytała, zerkając z ukosa na mężczyznę.

 - Bo stale nas ukrywam. Wyciszam, jak tylko mogę. A ty mi w tym przeszkadzasz – rzucił szorstko i ugasił ognisko.Wyglądało to tak, jakby po prostu pstryknął na nie palcami, a ogień zniknął.  Rozdrażniona Kamira zmarszczyła gniewnie brwi. Prowokuje je do ataku  - pomyślała, czując jak powietrze drży od mocy, którą aktywował. Cholera, co ty knujesz?

Ramajasz sięgnął do sakiewki, którą miał przy boku. W niewielkim woreczku zdawała się znajdować sól. Jednak to były tylko pozory, i choć Kamira nie była w stanie zidentyfikować substancji, wyczuła, że ma silne właściwości magiczne.  Rozsypał kryształki dookoła ogniska, a następnie ponownie je rozpalił – w identyczny sposób, w który pozbył się niedawno ognia. Powietrze zdało się falować, a dziewczyna poczuła dziwny zamach. Nieco mdły i drażniący, który następnie przybrał przyjemne, drzewne nuty.

             I nagle usłyszała, że coś się zbliża. Ramajasz zbliżył się do miejsca, skąd dobiegały odgłosy. Stworzenie zdawało się biec i błyskawicznie przedzierać przez zarośla. Po chwili do odgłosów dołączyły dwa kolejne, z różnych stron.

 - Dlaczego je sprowokowałeś?! – krzyknęła, wiedząc, co się zbliża.

Ale jego już nie było. Zdezorientowana, wpatrywała się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał. Cofnęła się w stronę ogniska, wchodząc w krąg, który stworzył Ramajasz.

Na polanę wbiegło pierwsze stworzenie. Przypominało psa. Wielkiego, wręcz demonicznego ogara, z obślizgłymi łuskami i kolcami. Miał wielkie, pełne nienawiści ślepia, które wyglądały  jak oczy owada. Jak każdy kanaal’l śmierdział zgnilizną.

Zaraz po nim zjawiło się coś, co wyglądało jak okaleczony, trójnogi koń oraz – najwolniejszy z całej trójki – tułów człowieka, próbujący wspierać się na rękach, aby się poruszać.

Nawet nie próbowała się im przyglądać, wiedząc, że jeśli zacznie to robić, będzie dostrzegać coraz to obrzydliwsze szczegóły ich plugawej anatomii.

Nie boję się – zaczęła znowu, mając wrażenie, że egzekucja, którą planowała istota w karczmie, została po prostu odroczona. Poczuła, że coś ugryzło ją w dłoń. W jej skórę wbił się mały żuczek.

   - Spróbuj wejść w umysł tego, który wygląda jak pies – poinstruował ją telepatycznie. Zerknęła na zbliżające się istoty, które zdawały się rozkoszować sytuacją.

 - Zrób to! – krzyczał żuk.

Zamknęła oczy. Czuła, jak te stworzenia próbują wejść do jej głowy. Jednak… nie mogły. Były za słabe. Wspomagała ją siła kręgu i obecność Ramajasza. Zlokalizowała tego, którym chciała zawładnąć. Skumulowała w sobie całą siłę, jaka posiadała i z mocą pchnęła w stronę psopodobnego stworzenia. Zaskowyczyło i rzuciło się do ataku.

Kamira nie zawahała się, ani nie wystraszyła. Wtargnęła do jego umysłu w taki sam sposób, w jaki razem z Ramajaszem wymieniała się telepatycznymi wiadomościami.

Na chwilę zdezorientował ją sposób myślenia tej istoty. Był dziwacznie odrealniony, nastawiony wyłącznie na działanie,  a przy tym tak abstrakcyjny, jakby funkcjonował w wielu wymiarach jednocześnie. Stworzenie zachwiało się, przyklęknęło na przednie łapy i przez chwilę spojrzenia jego i dziewczyny napotkały się. A następnie  jestestwo istoty zostało wyparte.

 -  Atakuj – nakazała bezwolnemu ciału.

Kreatura, posłuszna jej woli, rzuciła się na stojące najbliżej stworzenie, które przypominało konia. Wpiło się w jego grzbiet, a swoje wielkie, masywne szczęki zacisnęło na karku istoty. Ta przez chwilę kwiliła przeraźliwie, próbując zrzucić z siebie przeciwnika. A gdy pojęła, że to niemożliwe, spróbowała zmienić swoją formę. Jednak było już za późno. Ogar odgryzł jej łeb. Wybałuszone oczy przez chwilę zdawały się spoglądać z wyrzutem i niezrozumieniem. Zaraz jednak stały się puste. Kamira poczuła, że traci kontrolę nad stworzeniem. Wszystko to trwało zaledwie sekundy. W tym czasie humanoid wyczuł obecność Ramajasza, który skrywał się pod postacią żuka.

 - Uczysz paktowca jak z nami walczyć? – zapytał, ze szczerą nienawiścią i pogardą. – Rój cię za to ukarze.  – Nie czekając na odpowiedź, odrzucił swoją powłokę, przemieniając się w ciemną chmurę i zniknął. Ramajasz nie zamierzał go ścigać. Odczuwał wręcz chorą satysfakcję – nie dość, że przed nim uciekają, to jeszcze będą uważać go za wyrzutka. Buntowniczego wyrzutka, który sprzeciwił się potężnym siłom. Jak to cudownie brzmiało w jego głowie. Zaraz jednak powrócił do rzeczywistości. Przemienił się w mężczyznę, który dotychczas towarzyszył Kamirze i spojrzał uważnie na ostatniego kaanal’l. Ten odzyskał już na tyle świadomości, by spróbować walczyć z dziewczyną o prawo bytu.

 - Zabij – poinstruował ją na głos. – Po prostu zniszcz go. Wyczuj moment, w którym się szarpnie, a następnie uderz,  zmiażdż.

Wiedziała, o co chodzi. W chwili, gdy monstrum próbowało mentalnie zaatakować, odczuwała to jako drżenie. Tym samym odsłaniało się i na sekundę zrywało wszelkie nici, które łączyły je z własną świadomością i ciałem. Ponownie się nie zawahała. Poczuła, jakby zgniotła dojrzały, miękki owoc. Jej twarz pozostała bez wyrazu, gdy stworzenie padło martwe u jej stóp.

 - Imponujące – szepnął jej na ucho. – Dwieście lat życia robi swoje, co? Musisz jednak uważać na te, które przypominają ludzi. Są najsilniejsze. Z nimi sobie nie poradzisz.

 - Czy żeby je zabijać, muszę wchodzić do ich umysłów? – zapytała, mrużąc oczy i odchodząc od truchła. Nie podobało jej się to, że musi odbierać im jestestwo w tak… intymny sposób. Choć nie żałowała tych stworzeń, napawało ją odrazą, że musi być tak blisko. I wysłuchiwać ich ostatnich tchnień.

 - Wasza broń na nich nie zadziwała. W zasadzie, wszelkie bitwy, jakie z wami toczą, są wyłącznie w waszych umysłach. Więc tylko na takiej płaszczyźnie możecie się ich pozbyć. Albo też jakiś byt z innego wymiaru musi to zrobić. – Doprecyzował, z dumą wskazując na siebie. – Jak to dobrze, że masz mnie przy boku.

Była zbyt zamyślona, żeby odpowiedzieć.

 - Skąd się wzięły? – zapytała nagle.

 - Wiesz… każde stworzenie ma prawo bytu, a tłumaczenie historii jego powstania to długa, mało emocjonująca opowieść.

 - Nie o to mi chodzi. Skąd się wzięły tutaj, w tym wymiarze, w takiej ilości? I dlaczego ty tu jesteś?

 - Na wszystkie pytania można odpowiedzieć w jeden, prosty sposób. A mianowicie: bo możemy.

Była zbyt zmęczona, aby się wykłócać. Zresztą, dokładnie takich odpowiedzi się spodziewała.

Wszak dwieście lat robi swoje.

 A dokładnie dwieście dwanaście. A po takim czasie zagłębianie się w uczucia i emocje jest zwykłą fanaberią. Bo po prostu wiesz, że niemalże wszystko, co cię spotyka już kiedyś było.

 - Powiedz chociaż, dlaczego sprowokowałeś je do ataku. I nie, nie odpowiadaj „bo mogłem”.

 - I tak niektóre z nich cię wyczuły. Przybyłyby prędzej czy później. A ja… chciałem poznać waszą granicę.

 

* * *

 

         Gdy się zbudziła Ramajasza już nie było. Nie zaskoczyło jej to zbytnio, wiedziała, że niebawem się zjawi. Wstała z mało wygodnego, prowizorycznego posłania i rozejrzała się po okolicy. Zeszłego wieczoru, po walce z kanaal’l, nie odeszli zbyt daleko od porzuconego obozowiska. Ukryli się głębiej na bagnach, które teraz wydawały się o wiele przyjaźniejsze, gdy zostały pozbawione większości niebezpieczeństw i półmroków. Przeciągnęła się leniwie.

 - A więc do tego doszło – pomyślała, nieco rozgoryczona. Została pomocnicą stworzenia do którego czuła tak głęboką niechęć. A żeby tego było mało, ono zostało jej mentorem!

Zastanawiała się nad sposobem oszukania Ramajasza i odcięcia się od wszystkiego, co tylko planował. Jednak ciągle nie znała sposobu, który pozwoliłby jej zarówno na pozbycie się istoty wyższej, jaki i zerwania zawartego z nią paktu.

Ale przecież musi istnieć jakaś luka. Po prostu musi.

Tylko czemu jej ciągle nie znalazłaś? Tkwiąc w tym od tylu lat?

Pakt zobowiązywał ją do towarzyszenia Ramajaszowi w jego ziemskich wędrówkach i – na ile była w stanie – bycia przewodnikiem.

Z tym, że on nie potrzebował przewodnika. Może właśnie to można wykorzystać?

 - Dobrze, że już wstałaś. – Jego głos wyrwał ją z rozmyślań. Uśmiechnął się, a ona zdała sobie sprawę, że szczerze nie znosi, gdy to robi. – Przed nami ważny dzień – powiedział, rzucając jej prowiant.

Ciągle milczała.

 - Musimy dostać się do słynnej Twierdzy Gwiazd – rzucił na odchodne, zbierając się do drogi.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Yumira · dnia 07.10.2017 10:11 · Czytań: 124 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 2
Komentarze
Infernus dnia 08.10.2017 20:55 Ocena: Świetne!
Z przyjemnością oddałem się Twojej lekturze... Tekst przepełniłaś magią, jak dla mnie jesteś czarodziejką :) Oba wymiary nie gryzą się ze sobą, przeciwnie - przejścia są tak skonstruowane, że zaczynam się zastanawiać co jest realne, a co nie... Mam dużo pytań co do fabuły; myślę, że w kolejnych częściach dowiem się więcej...
Cytat:
Wstał i ro­zej­rzał się, jakby spo­dzie­wa­jąc się, że za chwi­lę coś ich za­ata­ku­je. Gdy tak się nie stało, po­now­nie zwró­cił się do Ka­mi­ry, która stała przy jego boku, roz­glą­da­jąc się czuj­nie.

Spróbuj przeczytać to na głos: myślę, że zauważysz coś sama :)
Cytat:
Czuła, jak te stwo­rze­nia pró­bu­ją wejść do jej głowy.

Zrezygnowałbym z "te".
Yumiro, nie przestawaj pisać!
Pozdrawiam...
Alen Dagam dnia 11.10.2017 22:52 Ocena: Bardzo dobre
Witaj, Yumiro.

bardzo fajna, wartko płynąca akcja w tej części. Sporo wyjaśnione. Ale i rodzi się wiele nowych pytań.

Cytat:
 - To musi być cał­kiem za­baw­ne, praw­da? – Od­wró­cił głowę w jej stro­nę i wy­szcze­rzył  w pa­ro­dii uśmie­chu. – Zda­wać sobie spra­wę, że już kie­dyś żyłaś. I to kil­ku­krot­nie. – Kon­ty­nu­ował.


Tutaj aż mnie ciarki przeszły.

Podobają mi się również dialogi. Są naturalne, a atmosfera napięcia między bohaterami jest bardzo widoczna.

Cytat:
koł­tu­ją­ce się w gło­wie myśli.


kotłujące?

Cytat:
W nie­wiel­kim wo­recz­ku zda­wa­ła się znaj­do­wać sól. Jed­nak to były tylko po­zo­ry,


Bardziej by mi tu pasowało: "było coś przypominającego sól". I coś mi w tych pozorach zgrzyta, ale nie przychodzi mi na szybko do głowy alternatywa.

Cytat:
 - A więc do tego do­szło – po­my­śla­ła, nieco roz­go­ry­czo­na. – Zo­sta­ła po­moc­ni­cą stwo­rze­nia do któ­re­go czuła tak głę­bo­ką nie­chęć. A żeby tego było mało, ono zo­sta­ło jej men­to­rem!


Sposób zapisu trochę niejednolity. Kursywa, myślniki, brak kursywy.

Tyle ode mnie. Czekam na dalszy ciąg!

Pozdrawiam Cię serdecznie!
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
23/10/2017 15:06
Widzę, że wprowadziłaś zmiany, Tjere. :) Podoba mi się. »
hopeless
23/10/2017 14:23
Miladora - Jeszcze raz dzięki. Jednak namalowałem autorski… »
Miladora
23/10/2017 13:56
Że będzie dobra książka? :) Uwierz, bo przeczytałam ich już… »
Miladora
23/10/2017 13:53
Wiersz czyta się jak po maśle, avatar w porządku, mogę… »
JOLA S.
23/10/2017 13:52
Milu, niestety nie mogę w to uwierzyć z oczywistych powodów… »
hopeless
23/10/2017 13:40
Miladora Poprawiłem, dzięki:) Avatar też już jest. Miło mi,… »
Miladora
23/10/2017 13:33
Chyba wystarczy powiedzieć, że nie rozczarowałaś mnie. :)»
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 12:39
Być może był to pospiech, a być może, jako osoba mało… »
braparb
23/10/2017 12:33
Piękny. Prostota i lekkość. Gratuluję. »
pociengiel
23/10/2017 11:38
Chłostany, w pocie czoła swoją stawę będziesz zdobywał Tak… »
Miladora
23/10/2017 11:32
Masz dobrą rękę do tytułów, panie F. :) Ale przyjrzyj się… »
Miladora
23/10/2017 11:13
To nie jest kwestia tego, że podoba mi się bardziej, bo… »
Miladora
23/10/2017 11:01
Tak - braparb dobrze poradził. :) Teraz tytuł zachęca, a… »
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 10:55
Miladora, dziękuję za Twój komentarz. Znowu odrobiłaś za… »
Jaga
23/10/2017 10:52
Carvedilol, bardzo dziękuję za komentarz :) Poprawki… »
ShoutBox
  • Miladora
  • 23/10/2017 15:07
  • To taki system, Tjere - ale już się dopisałam do wiersza. :)
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:29
  • Przegapiłam jakąś możliwość, czy to luka w systemie?
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:28
  • Cholerka, chciałam napisać pod swoim wierszem, że wprowadziłam zmiany, ale nie mogę dodać nowego komentarza, bo mój był ostatni, nie mogę też edytować, bo upłynął czas na wprowadzenie zmian...
  • Miladora
  • 23/10/2017 14:14
  • tak - wiem - doszedł. :)
  • Miladora
  • 23/10/2017 13:50
  • Odpisałam, Agnesko! :)
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
Ostatnio widziani
Gości online:46
Najnowszy:rybopujhana015
Wspierają nas