Śmierć białej róży - dziewczynka bez imienia
Proza » Inne » Śmierć białej róży
A A A

ŚMIERĆ BIAŁEJ RÓŻY

Czasem jakieś dziwne przeczucie,  niezidentyfikowane i tajemnicze , pozwala nam wyczuć, że zaraz coś się wydarzy, że nadejdzie katastrofa. Trudno to nazwać, to jest jakby cichutki głos, który szepcze za uchem:

- Nadchodzi nieuniknione. Już tu jest!

Wiadomo, że nie można wtedy nic zrobić, nie ma się gdzie schować, nie ma jak uciec. Trzeba zostać i przerwać. Ten głos pozwala to oswoić, pozwala na chwilkę z tym pobyć. Jedna sekunda, w której można spojrzeć w oczy demonowi i zrozumieć co knuje. Jeden moment.

Dziewczynka nigdy nie rozstawała się z tym uczuciem. Nie wiedziała jak to jest nie oczekiwać katastrofy

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Ogród powstał ze strachu. Dziewczynka zobaczyła ludzi, którzy kręcili się wokół jej łąki i postanowiła stworzyć coś, co odwróciłoby  uwagę od miejsca nieprzeznaczonego dla ich oczu.  Nikt w jej ogrodzie nie mógł czuć się źle. Była przekonana, że gdyby tak się stało, ta osoba juz nigdy by nie wróciła, a tego Dziewczynka by nie zniosła. Ogród był więc cudowny, pełen zakamarków pachnących najróżniejszymi kwiatami. Znajdował się tak potężny krzak bzu z ławeczką tuż obok, grządka z ogromnymi liliami z miękkim kocem rozłożonym nieopodal, aby gość  mógł na nim wypocząć i wiele innych niezwykłych miejsc, które Dziewczynka przygotowała bardzo starannie. Wiedziała też mniej więcej, który zakątek jest dla kogo. Miała świadomość, że nie można wszystkich posadzić w jednym miejscu gdyż będzie  za ciasno i goście , nie daj Boże, zechcą opuścić ogród. Kiedy skończyła , rozejrzała się wokół z zachwytem i pomyślała: „Wszystko gotowe, można wołać ludzi, ale..co będzie ze mną? Jak ja mam się im pokazać?”  Spojrzała w lustro. To co zobaczyła przeraziło ją . Miała potargane włosy , szarą skórę, podkrążone oczy i była ubrana w stary , gruby sweter. Czuła się potwornie zmęczona. Właściwie to marzyła jedynie o tym , żeby zasnąć i odpocząć.

-O nie! – zganiła siebie szybko – nie po to pracowałam tak pilnie, żeby teraz rezygnować. Musze coś wymyślić, tak się przecież nie pokażę.

Ponownie rozejrzała się wokół. Stała w centralnej części ogrodu, wszystkie ścieżki prowadziły właśnie do tego miejsca. Każdy kto będzie wchodził  od razu je zauważy, a ten właśnie fragment pozostawał niezagospodarowany. Dziewczynka niemalże natychmiast posadziła tam ogromny krzak białej róży, cały obsypany  kwiatami, od których biło światło i odurzający zapach. Białe róże pachniały tak mocno, że niemalże wywoływały błogi stan zbliżony do snu. Dziewczynka była nimi zachwycona. Natychmiast zrzuciła swoje podarte i brudne ubrania i owinęła się gałązkami cudownych, białych kwiatów. Spojrzała w lustro. Okazało się , że wygląda i pachnie  wspaniale.  Niestety gałązki miały kolce, które bardzo mocno wbijały się w jej skórę i raniły ją. Poza tym poruszanie się w tym stroju było strasznie niewygodne.  Cały czas należało  utrzymywać idealnie prostą postawę, bo w przeciwnym razie część kwiatów odpadała odsłaniając brzydkie, kolczaste badyle. Dziewczynce to jednak nie przeszkadzało, była pewna że zniesie każdy ból byleby tylko wyglądać tak pięknie. Spojrzała w lustro jeszcze raz.

-Nadszedł czas, aby  wołać ludzi! – powiedziała do swojego oszałamiającego odbicia.

Ogród wypełniał się gośćmi.  Dziewczynka sadzała każdego w jednym ze swoich pięknych zakamarków, opowiadała wszystkim o roślinach, które posadziła i chwaliła ich piękno.  Każdego witała osobiście i z każdym chciała porozmawiać.  Ludzie patrzyli na nią oczami pełnymi zachwytu.

- Wyglądasz przepięknie ! A twój ogród jest wręcz nieziemski! – mówili urzeczeni

- Tak! – odpowiadała  – czujcie się tu cudownie. Wąchajcie i podziwiajcie białe róże. Ich zapach was zrelaksuje i uspokoi. Czerpcie i odpoczywajcie. Zrobiłam to wszystko dla was!

Dziewczynka przemykała wokół gości pachnąca i subtelna. Muskała ich twarze ogromnymi kwiatami białych róż. Przyklękiwała i pytała o ich sprawy. Słuchała , rozmawiała, żartowała. Była cała dla nich. Chodzenie sprawiało jej coraz większa trudność, kolce raniły  boleśnie, ale nie mogła się zgarbić ani odpocząć. Wiedziała, że wówczas kwiaty spadną ,a ludzie najpewniej uciekną przestraszeni. Dzień dłużył się okropnie,  w końcu jednak słońce zaszło, zrobiło się zimniej, ciemniej, goście zaczęli powoli się zbierać i udawać w stronę wyjścia. Dziewczynka żegnała ich serdecznie i zapraszała ponownie. Gdy wyszła ostania osoba, zamknęła furtkę i udała się w stronę swojej łąki. Tam ciągle było jasno , a powietrze pachniało rześkim zapachem deszczu, który  co dopiero ustał. „Znowu była burza…” pomyślała . Łąka była dzika, świeża , orzeźwiająca. Dziewczynka spojrzała na siebie. Nie pasowała tam w swoim stroju z białych kwiatów. Jej zapach zabijał rześkość łąki. Była potwornie zmęczona. Bolało ja wszystko. Usiadła i zaczęła zdejmować  gałęzie, które tworzyły  suknię. Zupełnie naga stanęła przed lustrem i zobaczyła , że całe jej ciało niemalże ocieka krwią. Kolce poraniły ja bardzo mocno. Od odurzającego zapachu róż bolała ją głowa. Nogi i kręgosłup odmawiały posłuszeństwa. Wyglądała strasznie.

-Na szczęście tutaj nikt mnie nie widzi – powiedziała do siebie.

Zaczęła głośno płakać i zwijać się z bólu. W końcu zasnęła wyczerpana. Następnego dnia skoro świt obudził ja potworny strach, który szeptał jej do ucha:

-Twoja róża zniknęła ….nie ma jej…. Nie ma jej …a goście zaraz przyjdą, zaraz cię zobaczą …zobacza cię taką…

Dziewczynka pobiegła do ogrodu. Bardzo szybko odetchnęła z ulgą. Krzak róży stał na swoim miejscu dumny i pachnący. „ To tylko zły sen” pomyślała  i rozpoczęła przygotowania. Ubrała się tak samo jak poprzedniego dnia i z uśmiechem oczekiwała pojawienia się gości.

Gdy tylko Dziewczynka otwierała swój ogród niemalże natychmiast zapełniał się on ludźmi. Jedni przychodzili z ciekawości skuszeni zapachem białej roży, innych wołała sama gospodyni, czasem ktoś trafiał tam przez przypadek. Dziewczynka dbała o każdego tak samo i każdego chciała zatrzymać.  Wszystko wyglądało pięknie, wszędzie pachniało i zawsze świeciło słońce. Niestety nie każdy doceniał wysiłek Dziewczynki i zdarzało się , że ktoś opuszczał ogród z własnej woli. Niektórzy z jej gości także umierali. Dziewczynka płakała tylko po czyjejś śmierci. Nigdy też nie pozwalała aby ktoś inny zajął miejsce osoby, która umarła. Przeważnie pielęgnowała je i dbała o nie zupełnie tak samo jakby  było używane. Zupełnie inaczej zachowywała się gdy jakiś człowiek postanowił opuścić jej ogród. Zawsze próbowała go zatrzymać. Pytała :

-Dlaczego odchodzisz? Czy coś jest nie tak z moim grodem? Zmienię co zechcesz, tylko zostań proszę

Ludzie najczęściej odpowiadali wówczas

- Twój ogród mi się znudził, kwiaty za mocno tu pachną, znalazłem nowe miejsce i nie mam już czasu aby przychodzić tutaj.

Kiedy wszystkie próby zatrzymania odchodzącego gościa zawodziły i ostatecznie zamykał on za sobą drzwi, Dziewczynka bardzo szybko porządkowała opustoszałe miejsce, sadziła nowe kwiaty i przygotowywała się do przyjęcia kogoś innego. Czasem ktoś zapytał :

-  Co się stało z osobą siadająca pod tym krzakiem jaśminu? Nie widziałem jej to ostatnio

Dziewczynka odpowiadała wtedy z uśmiechem przyklejonym do twarzy

-Po prostu sobie poszła. Już jej tu nie będzie, zaraz zrobię porządek i znajdę kogoś innego na jej miejsce. Nie kłopocz się tym. Podejdź do białej róży i zrelaksuj się jej zapachem. Odpocznij , czuj się wspaniale.

Kiedy jednak po całym dniu w ogrodzie  wracała na łąkę, niemalże natychmiast ogarniała ją czarna rozpacz i bardzo długo płakała z powodu straty. Bywało i tak, że po odejściu kogoś przez jakiś czas w ogóle nie miała siły aby pójść do ogrodu i wcale go nie otwierała.

………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Łąka. Cudowne miejsce stworzone po to aby po prostu żyć. Dziewczynka przygotowywała ją z ogromna radością, malowała jej kwiaty, wysokie trawy, pachnące zioła. Nie było tam ścieżek ani dróg. Łąka była dzika. Można tam było tańczyć nago wśród traw, śpiewać , śmiać się na głos albo zanosić się płaczem. Można było być brzydkim, nieuczesanym, ubranym byle jak. Dziewczyn na łące odpoczywała, cieszyła się z sukcesów i leczyła rany. Wiedziała jednak, że nikt nie może jej tam zobaczyć. Dlatego tez strach o łąka towarzyszył jej od pierwszych chwil. Pojawił się zaraz po niezwykłej euforii z powodu ukończenia dzieła i nigdy jej nie opuszczał. Ten strach  był dziwny, złowieszczy, trudny do uchwycenia. Po prostu pojawiał się i szeptał strasznym głosem:

-Zaraz będzie burza. Nawałnica, która zniszczy wszystko

Dziewczynka rozglądała się wówczas nerwowo i rzeczywiście zauważała, że robi się jakoś zimniej i ciemniej. Nie wiedziała jednak co mogłaby poradzić więc jedynie obserwowała całe otoczenie. Patrzyła w oczy zbliżającemu się niebezpieczeństwu i czuła, że da rade je przetrwać. W końcu burza nadeszła. Grzmoty nie były zbyt silne, ale padał bardzo mocny deszcz. Dziewczynka stała w strugach lejącej się z nieba wody z rękami uniesionymi do góry i o dziwo rozkoszowała się tą chwilą. Nawałnica przechodziła bardzo szybko, a cudownie orzeźwione i pachnące powietrze dawało niezwykłe doznania. Słońce bowiem nigdy nie świeci tak pięknie  jak po burzy. Nie było to więc nic strasznego. Dziewczynka po jednej z burz zauważyła jednak coś o wiele gorszego – wokół łąki zaczęły krążyć groźne cienie. „To ludzie !” pomyślała przerażona  „Pewnie usłyszeli grzmoty…” .  wiedziała, że nie  może ich wpuścić. Zaczęła nerwowo rozmyślać i krążyć wokół. Wkrótce narodził się pomysł stworzenia ogrodu.

Strach o ogród był o wiele silniejszy. Dziewczynka wiedziała, że burza być może dojdzie kiedyś również i tam  , a myśl ta przerażała ją i spędzała sen z powiek. Któregoś dnia, stojąc w ogrodzie i rozmawiając z gośćmi, zauważała czarne chmury kłębiące się nad łąką , które nieznacznie przesuwały się w jej stronę.  Usłyszała także dochodzący z oddali grzmot. Ta chwila zasiała w jej sercu niemożliwy do opisania niepokój. Dziewczynka poczuła się osaczona i unieruchomiona. Była bliska decyzji o panicznej ucieczce. Kiedy jednak ktoś zapytał:

-Czy ja słyszę burzę?

 Bez wahania odpowiedziała:

-Ależ skąd! Coś ci się przesłyszało. To tylko pomruk letniego wiatru. Zrelaksuj się, odpocznij, nie myśl o tym

Zrozumiała, że musi natychmiast coś wymyślić, że nie może dopuścić aby kataklizm zniszczył jej ogród. Zaczęła więc tańczyć i skierowanymi w stronę ciemnych chmur dłońmi odganiać i zaklikać zbliżającą się katastrofę .Przemykała wokół gości tanecznym krokiem i śpiewała im wprost do uszu piosenki, które miały ich uśpić i wyciszyć, które zagłuszały dające się już słyszeć grzmoty. To było niezwykle męczące. Dziewczynka cały czas tańczyła i śpiewała, a jednocześnie musiała z nieustanną czujnością obserwować , z której strony zbliża się nawałnica. Goście nie mogli niczego zauważyć, należało więc o nich dbać tak jak dotychczas, czarować ich zapachem białych róż i dawać ukojenie. Wkrótce okazało się, że burza daję się przekonać i nie ogarnia ogrodu. Trzeba tylko spełniać  kilka warunków – być zawsze czujnym i przygotowanym, zaklinać ją ciągle, tańczyć bez wytchnienia i nigdy nie spuszczać jej z oczu. Dziewczynka nie zaznała spokoju odkąd odkryła niebezpieczeństwo krążące wokół ogrodu. Wracała na łąkę jeszcze bardziej wyczerpana i mimo że tam znajdowała cisze i świeżość, to i tak padała ze zmęczenia i nie była w stanie nawet  zdjąć potwornie  raniącej sukni z białych  róż . Wiele razy chciała umrzeć . Zawsze jednak wstawała obolała i biegła do swojego ogrodu, otulała się zapachem kwiatów i z uśmiechem witała gości, a w niezwykłym tańcu  zaklinała nadciągającą katastrofę. W czarnych chmurach dostrzegała jednak coś przerażająco obezwładniającego, coś co doprowadzała ją na skraj rozpaczy. To była nieuchronność nadchodzącego kataklizmu. Burza dawała się obłaskawić jej zaklęciom, ale jasnym było, że kiedyś nadejdzie i nic jej nie powstrzyma.

Ten dzień nie zapowiadał się inaczej niż zwykle. Dziewczynka wstała zmęczona i obolała. Poszła do ogrodu, przebrała się w suknię i oczekiwała ludzi. Ci rzecz jasna przyszli i rozsiedli się na swoich miejscach. Wszystko było z pozoru normalne, na pierwszy rzut oka nic nie zapowiadała katastrofy. Jednak w powietrzu dało się wyczuć cos dziwnego, jakieś niesprecyzowane ciepło i lekko mdły zapach. Dziewczynka oczywiście z czujnością przyglądała się czarnym chmurom wokół oraz przemawiała do nich swoim tańcem. Opiekowała się też gośćmi i uśmiechnięta dogadzała im jak zawsze. Nagle ktoś zawołał:

-Duszno tu dziś niezmiernie. Chyba zanosi się na burzę.

Słysząc to Dziewczynka zmarła i zatrzymała się na chwilę. Odwróciła się zdziwiona  w stronę mówiącego i niechcący zniszczyła jeden z białych kwitów tworzących jej suknię.

- Burza? –zapytała zdenerwowana- ależ skąd ten pomysł? Tu nie ma burz. Odpocznij, zrelaksuj się . Róż pachnie dziś wyjątkowo mocno.

Jednak uwagę jej rozmówcy przykuło cos zupełnie innego. Kwiat, który odpadł z sukni odsłonił raną zadaną przez kolce. Spływała z niej stróżka krwi.

- Ty krwawisz – powiedział zaniepokojony – skaleczyłaś się.

Dziewczynka natychmiast zasłoniła puste miejsce i zmusiła się do przywołania uśmiechu.

-Nie mój drogi, to tylko draśnięcie, drobiazg, zaraz przejdzie.

Nagle spostrzegła, że wokół zrobiło się ciemnie i chłodniej. Grube krople deszczu zaczęły powoli spadać z nieba. Ta chwila nieuwagi kosztowała ją bardzo dużo. Katastrofa była już w jej ogrodzie, panoszyła się w nim i nie zamierzała ustąpić. Dziewczynka rozpoczęła taniec, ale było już za późno.  Nastąpiło nieuchronne.

-Róża! – zawołała  - chociaż ją musze uratować.

Burza szalała wokół skuteczna i nieubłagana. Wszystkie kwiaty padały pod grubymi kroplami deszczu.  Potężny wiatr szarpał meblami i innymi znajdującymi się w ogrodzie przedmiotami tak mocno, że unosiły się one w powietrzu i fruwały wśród ludzi. Wszędzie było niesamowicie zimno. Wichura huczała niemiłosiernie i niemalże równała z ziemią wszystko  co napotkała na swej drodze. Goście w histerii uciekali do wyjścia tratując się nawzajem i krzycząc w niebogłosy. Dziewczynka biegła w stronę centralnej części ogrodu  mijając tabuny wrzeszczących osób. Niektórzy namawiali ją na ucieczkę, inni obwiniali o powstanie katastrofy. Byli jednak tacy, którzy chcieli z nią zostać i pomóc jej przetrwać, którzy zdawali się być silni i niewzruszeni nawałnicą. Dziewczynka jednak wcale nie zauważała wówczas tych kilku osób i po prostu biegła przed siebie. 

- A więc tak wyglądasz potworze – wołała nie przerywając  biegu – jesteś silniejszy niż myślałam. Jesteś tez sprytniejszy. Wykorzystałeś najkrótszy moment nieuwagi. Nie zdołasz jednak zniszczyć mojej róży. Uratuje ją i zbuduję nowy ogród. Zaproszę nowe osoby, a ty już nigdy nie znajdziesz drogi do tego miejsca. Odejdę tak daleko jak będzie trzeba. Zostawię łąkę. Nigdy mnie już nie zobaczysz.

Tymczasem nawałnica stawał się coraz silniejsza. Wiało tak mocno, że niemalże nie dało się iść. Zacinający deszcz uderzał w całe ciało Dziewczynki  sprawiając jej dotkliwy ból. Była poraniona , słaba i z trudem stawiała kolejne kroki. Wokół było niemalże zupełnie ciemno. Wiedziała jednak , że musi ocalić róże , bo tylko dzięki niej będzie mogła odbudować swój ogród. Z cała pewnością jej dotychczasowi goście już nigdy nie zechcą do niej wrócić, ale na świecie jest przecież tyle osób. Zostawi więc łąką , na której zaczynają się te wichury i pójdzie daleko, bardzo daleko, a potem stworzy nowe cudowne miejsce, dla nowych wspaniałych ludzi. Bez róży jednak nic się nie uda…

W końcu Dziewczynka dotarła do centrum ogrodu. Była tak zmęczona, że prawie już niczego nie widziała. Ostatnimi siłami podeszła do miejsca, w którym zasadziła krzak białej róży. Teraz nie było już po nim śladu. Nie ostał się nawet jeden najmniejszy płatek. Nawałnica zniszczyła wszystko.  Dziewczynka padła wycieńczona . Nie miała już nawet siły płakać. Burza nieustępowała, ale ona wiedziała, że nie jest w stanie jej już nic zrobić. Postanowiła zasnąć. Gdyby miała jeszcze jakąkolwiek nadzieję, to oczekiwałaby, że nigdy nie nadejdzie świt, że umrze w miejscu , w którym zniszczono jej ostatnia deskę ratunku. Wiedziała jednak , że świt nadchodzi zawsze, bez względu na wszystko, że jest tak samo nieubłagany i okrutny jak  pełna demonów i katastrof noc.

Poranek był słoneczny i rześki. Wszędzie pachniało deszczem i kwiatami. Panował przyjemny , orzeźwiający chłód. Dziewczynka niechętnie otworzyła oczy. Rozejrzała się wokół. Wszędzie znajdowały się zgliszcza jej ogrodu, istne pobojowisko, obraz totalnej nędzy i zagłady. Ludzie uciekając w popłochu zostawili swoje rzeczy, które teraz leżały zmieszane z błotem, piaskiem i resztkami ciągle jeszcze pachnących kwiatów. Dziewczynka w tym chaosie rozpoznawała niektóre przedmioty, które przypominały jej poszczególnych gości. Te wspomnienia sprawiały jej ból, ale nie tylko one. Była bowiem cała poraniona i tak wyczerpana, że niemalże nie dała rady wstać. Spojrzała na siebie. Wyglądała potwornie. Naga, brudna, ociekająca krwią. Odruchowo zwróciła wzrok w kierunku łąki. Tam nie było śladu po burzy. Słońce świeciło, kwiaty pachniały świeżo, a wśród traw tańczyły kolorowe motyle. Spokój i bezpieczeństwo. Dziewczynka postanowiła zebrać ostatnie resztki sił i pójść w tamto błogie i radosne miejsce. Zobaczyła jednak coś , co ponownie wprawiło ją w rozpacz – po jej łące spacerowali ludzie. Kilka osób, które jeszcze wczoraj odpoczywały w  ogrodzie, teraz przechadzało się wśród roślin i wąchało jej dzikie, pachnące lasem kwiaty.

 Powoli ruszyła  w stronę łąki. Rozpoznała twarze spacerujących po niej ludzi i zawołała cicho:

- Proszę idźcie stąd! Nie możecie tu być!

Grupa osób odwróciła się szybko w jej stronę

-Dziewczynko!  - zawołał ktoś- Jesteś nareszcie! Bardzo się martwiliśmy

-Mój Boże – dodał ktoś inny – jak ty wyglądasz ? Jesteś cała poraniona. Zatrzymaj się, pomogę ci.

Dziewczynka jednak podążała powoli w stronę ludzi starając się udawać , że ma jeszcze siłę iść

-Nic mi nie jest – zapewniła obecne osoby, gdy wreszcie do nich dotarła – zaraz tu posprzątam. Proszę idźcie stąd. Tu jest okropnie, nie chcę was tu gościć.

Ludzie spojrzeli na siebie zdziwieni

-Okropnie? Nie Dziewczynko! Tu jest pięknie. Zapach jest taki świeży, trawy są cudownie zielone i te zagajniki, motyle… Powietrze jest rześkie , zupełnie inaczej niż w twoim dusznym ogrodzie. Tu jest wspaniale! Czy możemy  zostać na chwilę? Czy możemy czasem cie  odwiedzić?

Dziewczynka zaskoczona zaczęła obserwować ludzi. Rzeczywiście zdawali się być  szczęśliwi i zaciekawieni. Tymczasem ona potrzebowała snu. Wiedziała , że dłużej nie ustoi na własnych nogach. Nawet przez chwile nie pomyślała o tym czego oczekują od niej pozostałe osoby. Nie miała ochoty pytać ich o cokolwiek. Nie miała siły aby z nimi rozmawiać. Nie przejęła się tym ja wygląda. Była słaba, poraniona i chora. Jej ogród przestał istnieć. Jej róża umarła, a ludzie wtargnęli do miejsca , którego nikt nie powinien oglądać. Wiedziała, że nic już nie będzie takie jak kiedyś

-Jak sobie życzycie – odpowiedziała zrezygnowana – wybaczcie ale ja muszę się położyć i zdrzemnąć.

Leczenie ran zadanych przez kolce trwało długo. Dziewczynka najwięcej czasu spędzała sama. Czasem jednak odwiedzali ja ludzie. Nie było w tym nic nadzwyczajnego. Ktoś przyniósł książkę, ktoś zrobił herbaty. Małe rzeczy, które sprawiały, że nie czuła się zupełnie sama. Rany zaczynały powoli się goić, a wspomnienie ogrodu stawało się coraz bardziej odległe. Bywało, że Dziewczynka przypominała sobie białą różę i płakała za nią. Bywało, że strach podpowiadał jej straszne myśli , a koszmary przerywały sen.  Wiedziała jednak, że jest silna i ta świadomość dodawała jej otuchy. W końcu przyszedł czas na spotkanie z ludźmi. Ogród nie istniał, została tylko dzika łąka. Ludzie nie byli nią przestraszeni ani zdegustowani, ale Dziewczynka nie wpuszczała ich tam tak chętnie jak do ogrodu. Była ostrożna i nie chciała tłoku. Oczekiwała również , że każdy przyniesie coś dla niej zanim nazrywa polnych kwiatów dla siebie. Goście nie rozsiadali się już wygodnie na swoich znajomych miejscach, a ona nie nadskakiwała im bez przerwy. Najczęściej wszyscy spacerowali wśród traw i rozmawiali. Dziewczynka słuchała , ale i mówiła o sobie.  Gdy ktoś  traktował ją w sposób  niewłaściwy , wyrzucała go z łąki. Kiedy ktoś chciał odejść , nie zatrzymywała go , ale żegnała ze smutkiem. Na łące można było się smucić i płakać. Można było tęsknic  i rozpaczać. Można też było się bać. Dziewczynka nigdy nie musiała ubierać się tam w kolczastą sukienkę. Mogła chodzić zupełnie swobodnie i nie przejmować się tym ja wygląda. Odwiedzały ja również osoby, które gościła kiedyś w swoim ogrodzie. Ci byli naprawdę zdziwieni i zaskoczeni jej widokiem. Niektórzy próbowali się nad nią użalać i szeptali między sobą :

- Ach ,ta tragedia wiele ją kosztowała i tak bardzo zmieniła…

Tymczasem ona czuła się bardzo dobrze. Robiła co chciała i nie przejmowała się tym co ludzie myślą o niej i o łące. Była spokojna. Wspomnienie nawałnicy sprawiało, że czuła się silna. Ufała sobie. Wiedziała, że jest w stanie przetrwać w każdej sytuacji.

Któregoś dnia ktoś podszedł do niej i z radością oświadczył :

-Dziewczynko! Popatrz co znalazłem na skraju łąki! Zauważyła, że trzyma w ręku gałązkę białej róży. Od razu poczuła jej niezwykle silny i słodki zapach.

- Spójrz – kontynuował – to twoja róża. Możesz spróbować ją odtworzyć! Zasadź ją proszę. Tak dobrze było odpoczywać przy niej  i upajać się jej wonią. Wyglądałaś cudownie w sukni z białych kwiatów.

-Ale ja już jej nie potrzebuję – odpowiedziała Dziewczynka – nie chcę jej

- Jak to ? Pomyśl tylko, mogłabyś znowu zbudować swój ogród. Te kwiaty są takie cudowne. Zawsze wszyscy byli nimi zachwyceni!

Dziewczynka spojrzała na swojego rozmówcę i uśmiechnęła się ciepło

-Wszyscy tylko nie ja. Ta róża ma bardzo ostre kolce. Raniła mnie do krwi. Duszny ogród sprawiał, że nie byłam w stanie chodzić. Bardzo długo chorowałam przez to miejsce.

-A więc nie chcesz być już dobra dla innych. Nie chcesz wybudzać podziwu?

-Ależ ja jestem dobra- odpowiedziała spokojnie

Wokół zaczęło robić się zimno. Pierwsze krople deszczu spadały na łąkę i wszystkich na niej obecnych

-Dziewczynko, zaraz będzie burza! – zagadnął ktoś mimo chodem

-I bardzo dobrze   - odpowiedziała – zrobiło się duszno

Deszcz był zimny i orzeźwiający. Dziewczynka rozłożyła ręce i cieszyła się trwającą chwilą

-Zmieniłaś się – powiedział człowiek trzymający gałązkę białej róży

Zabrała od niego pachnący kwiat

-Wszystko się zmienia – odpowiedziała niszcząc go w dłoniach.

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
dziewczynka bez imienia · dnia 07.10.2017 10:14 · Czytań: 264 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 17
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Dobra Cobra dnia 07.10.2017 19:11
Rozważanie godne Sainta de Exupery'ego. A na dodatek napisane w naszym rodzimym języku. Symbolizm w czystej postaci. Nieco nieudolnie napisane, widać początkującą rękę, której jednak daję szansę. Gdyż miłość (do pisania) potrafi wiele znieśc i wiele pokonać, by dojśc na sam szczyt. A może nawet dalej.

Pozdrawiam,

DoCo
Niczyja dnia 08.10.2017 12:50
Czytałam już wczoraj:)
Dobre opowiadanie, ładnie napisane. Tak jak lubię...
dziewczynka bez imienia dnia 08.10.2017 14:31
Dziękuję pięknie za powyższe komentarze.
Tak, miłość góry przenosi. Może kocham jednak za mało skoro żadna jeszcze nawet nie drgnęła, ale wszystko przede mną, prawda?
Dzięki jeszcze raz za pozytywnego kopa ;)
Dobra Cobra dnia 08.10.2017 17:29
Tak, góry muszom drgnąć. Czasem to ziemia się zatrzęsie. Ale to tylko na początku, bo potem proza życia uciszy wstrząsy.


Ukłony,

DoCo
retro dnia 09.10.2017 08:27 Ocena: Bardzo dobre
Czytałam w weekend i tekst bardzo przypał mi do gustu. Tylko rażą w oczy chociażby pauzy przed przecinkami, a ich brak na początku dialogów, ale...

Opowieść jest mądra i to stawia ją wysoko.

Pozdrawiam serdecznie:)
Dobra Cobra dnia 11.10.2017 22:20
Więc wychodzi, że tekst zaczyna się podobać.


DoCo
retro dnia 12.10.2017 08:04 Ocena: Bardzo dobre
Droga Autorko czekam na kolejne odsłony Twej twórczości, bo coś mi się zdaje, że będę u Ciebie częstym gościem.
Milena1 dnia 12.10.2017 09:11
Przeczytałam z przyjemnością. Tekst miejscami trochę przegadany, no i wolałabym żeby dziewczynka miała jednak jakieś imię.:) Ale to tylko mój subiektywny odbiór .
Pozdr
dziewczynka bez imienia dnia 12.10.2017 11:48
Dziękuję wszystkim za komentarze :)
Tekst "Śmierć białej róży" jest częścią większej historii, co do której mam wielkie plany, tzn marzy mi sie od lat, aby ją wydać w formie papierowej ( nie pochodzę z ery e-booków i mam sentyment do pachnących papierem książek z imieniem i nazwiskiem autora na okładce ).
Moje nieco fantastyczne opowiadania są częścią opowieści, która jest już bardziej urealniona, choć tez nie do końca. Prawdziwe są zawsze emocje , o których piszę, a cała reszta zdaje mi sie być gliną, z której tworzę obrazy i wizje nie czując obowiązku dosłownego dokumentowania faktów. Prawda tkwi bowiem w tym co sie czuje, czyż nie ? A symbol jest cudownym narzędziem zmuszającym do pięknych procesów myślowych.
Nie pierwszy raz słyszę, że moje teksty sa przegadane i niedojrzałe. Myślałam wielokrotnie o tym , aby je przeredagować i "ulepszyć" pod tym katem, ale w rezultacie doszłam do wniosku, że to byłoby jednak pewne barbarzyństwo. Opowiadają one bowiem o procesie i są pisane z perspektywy osoby niedojrzałej właśnie . Infantylizm połączony z surrealizmem sprawia , że przemawia tutaj w sumie dziecko. Nie to dziecko , którym byłam, ale to, którym ciągle przecież jestem. Idę więc na żywioł zgodnie z maksymą o niemożności zadowolenia wszystkich i cieszę się jeśli kogoś swoim, jakże niedoskonałym przecież, pisarstwem, poruszę i zainspiruję. Dlatego jeszcze raz dziękuje za wszystkie pozytywne słowa. Ogromnie mnie one motywują ;)
Zamieszczę wkrótce swoje kolejne opowiadanie, więc do napisania ;)
Jacek Londyn dnia 12.10.2017 17:45
Opowieść można krótko streścić tak:

Była dziewczynka i była łąka. Dziewczynka chciała ją mieć wyłącznie dla siebie. Robiła wszystko, żeby odciągnąć ludzi od swojego domu. Stworzyła ogród, w którym trzymała ludzi jak w rezerwacie. Utrzymywanie tego miejsca kosztowało ją jednak wiele wysiłku. Ogród był piękny, a ona marniała. Przyszedł dzień, kiedy jej misterny plan trzymania obcych na odległość od ukochanej łąki, runął jak domek z kart. Gwałtowna burza zniszczyła ogród, a ludzie znaleźli sobie inne miejsce do życia – łąkę dziewczynki. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Z ludźmi można było żyć, w dodatku na luzie, bez napinki. Dziewczynka, dawniej egoistka, nauczyła się żyć w społeczeństwie obywatelskim.

Jeśli między wierszami umieściłaś przesłanie, że obcy nie jest straszny i można przyjąć go pod własny dach, to ja to kupuję. :)

W tekście dużo do poprawy. Nie tylko interpunkcja. Powinnaś spróbować upraszczać zdania, nie komplikować. To nada opowieści bajkowej lekkości.

Zwracam uwagę na parę zdań.

"Bywało, że Dziewczynka przypominała sobie białą różę i płakała za nią".- wyrzuciłbym "za nią"

"Bywało, że strach podpowiadał jej straszne myśli" - podpowiadał myśli?

"ale Dziewczynka nie wpuszczała ich tam tak chętnie jak do ogrodu. Była ostrożna i nie chciała tłoku." - ten fragment wg mnie do zmiany 

"dzikie, pachnące lasem kwiaty".- śródleśna łąka?, wcześniej też gdzieś były w tekście zagajniki

"Czasem jakieś dziwne przeczucie,  niezidentyfikowane i tajemnicze , pozwala nam wyczuć " -przeczucie i wyczuć?

"powietrze pachniało rześkim zapachem deszczu" -pachnieć zapachem?

Ostatnia uwaga: pisz i nie ustawaj, dziewczynko bez imienia.:)

Pozdrawiam
JL
dziewczynka bez imienia dnia 13.10.2017 13:42
Jacku z Londynu! (musisz wiedzieć, że jesteśmy dalszymi lub bliższymi sąsiadami, gdyż ja też mieszkam nad Tamizą ;), chyba że Londyn to Twoje nazwisko tudzież pseudinim )
Do tego, co Ty wyczytałeś między wierszami odnosić sie nie będę, gdyż Twoja własna interpretacja nie jest płaszczyzną, którą mam prawo oceniać. Lubie książki z tzw otwartymi polami i sama pretenduję do miana pisarstwa nieoczywistego, dlatego nie potwierdzę , ani nie zdementuję Twojej wersji. Ucieszę sie jedynie , że z mojego tekstu byłeś w stanie czerpać i że się nad nim zastanowiłeś. Kupuj więc! Kupuj do woli! Bardzo mi to schlebia ;)
Stylu pisania , w tym konkretnym przypadku nie zmienię, gdyż jak już wspominałam wyżej, takiego właśnie "warsztatu" wymaga przyjęta przeze mnie konwencja. Nieznośny miejscami zgrzyt jest więc raczej zamierzony.
Natomiast co do błędów, które mi wytknąłeś... Tu przyznaje Ci absolutną rację. Tak, straciłam panowanie nad piórem (albo raczej nad klawiaturą ) i sama sie z siebie śmieję czytając to teraz. Posypuję więc głowę popiołem, przywdziewam wór pokutny i obiecuję poprawę ;)
Pozdrawiam i dziękuję za konstruktywny komentarz.
Miladora dnia 13.10.2017 23:56
dziewczynka bez imienia napisała:
marzy mi sie od lat, aby ją wydać w formie papierowej

Większość z nas ma takie marzenia, ale marzenia to za mało. Nie wystarczy coś napisać, trzeba jeszcze umieć to dopracować, bo na razie tekst wygląda tak, jakbyś nie przywiązywała żadnej wagi do tego, co spływa spod Twojego pióra. Błędy interpunkcyjne, ortograficzne, mnóstwo literówek, nieprawidłowy zapis dialogów, brak spacji lub podwójne spacje – to wszystko odbija się na tekście. Jest niechlujny, niestety, pozwalając sądzić czytelnikowi, że nie zadałaś sobie żadnego trudu, by sprawdzić go przed publikacją.
A szkoda, bo chociaż tekst jest w sporej mierze przegadany, ze stylem radzisz sobie nie najgorzej.
Przykłady najbardziej typowych błędów:
Cytat:
Znaj­do­wał się tak po­tęż­ny krzak bzu z ła­wecz­ką

- tam -
Cytat:
Dziew­czyn na łące od­po­czy­wa­ła,

Cytat:
Dla­te­go tez strach o łąka to­wa­rzy­szył jej

Cytat:
dłoń­mi od­ga­niać i za­kli­kać zbli­ża­ją­cą się ka­ta­stro­fę .Prze­my­ka­ła

Cytat:
jasno , a po­wie­trze pach­nia­ło rześ­kim za­pa­chem desz­czu, który co do­pie­ro ustał. „Znowu była burza…” po­my­śla­ła . Łąka była dzika, świe­ża , orzeź­wia­ją­ca.

Cytat:
-()Ależ skąd! Coś ci się prze­sły­sza­ło. To tylko po­mruk let­nie­go wia­tru. Zre­lak­suj się, od­pocz­nij, nie myśl o tym(.)

Brak spacji (), brak kropki (.). I powinien być myślnik, a nie dywiz.
Cytat:
- Burza? –()za­py­ta­ła zde­ner­wo­wa­na()- ależ skąd ten po­mysł? Tu nie ma burz. Od­pocz­nij, zre­lak­suj się . Róż pach­nie dziś wy­jąt­ko­wo mocno.

Cytat:
Spły­wa­ła z niej stróż­ka krwi.

- strużka - od strugi, a nie od stróża.
Cytat:
Sły­sząc to Dziew­czyn­ka zmar­ła i za­trzy­ma­ła się na chwi­lę.

Cytat:
-()Two­ja róża znik­nę­ła ….nie ma jej…. Nie ma jej …a go­ście zaraz przyj­dą, zaraz cię zo­ba­czą …zo­ba­cza cię taką…

Cytat:
-()Dziew­czyn­ko!( )- za­wo­łał ktoś(.)()- Je­steś na­resz­cie! Bar­dzo się mar­twi­li­śmy(.)

Cytat:
-()Dziew­czyn­ko, zaraz bę­dzie burza! – za­gad­nął ktoś mimo cho­dem(.)

- mimochodem -
W wielu miejscach brakuje kropek na końcu zdań, nagminnie brakuje również przecinków.

Sugeruję, żebyś dopracowała tekst, zwracając w przyszłości większą uwagę na to, w jakiej postaci prezentujesz czytelnikom swoje opowieści. ;)

Miłego. :)
dziewczynka bez imienia dnia 16.10.2017 12:07
Miladora, dziękuję ze Twój komentarz.
Nie chcę, aby wyglądało na to, że sie tłumaczę... ale dobra, niech będzie... Wytłumaczę się, bo w ciągu ostatnich dni sporo myślałam o twojej opinii.
Utwór "Śmierć białej róży" powstał ponad dwa lata temu, kiedy obraz mojego wewnętrznego świata wyglądał nieco inaczej niż obecnie. Publikowałam już tekst w rożnych miejscach i spotkałam się z rozmaitymi opiniami - od zachwytu, po krytykę totalną. Tak, wielu czytelników wytyka mi błędy. I teraz pytanie - dlaczego ich nie poprawię? Widzisz , ludzie sugerują mi różne rzeczy w związku z przeczytanym tekstem. Jedni mówią-skróć go. Inni- dopisz coś. Jedni zachwycają sie postacią Dziewczynki i wyznają, że sie z nią identyfikuje, a inni pytają - dlaczego ona nie ma imienia. Ja, na obecnym etapie życia, mam gdzieś z tyłu głowy świadomość, że mój tekst jest dobry, bo mimo tego, że nie odzwierciedla mojego obecnego stanu, opowiada o wartościowym procesie , który mnie osobiście ukształtował. Niestety... ludzkie opinie oraz bardziej pozytywny stan ducha,huczą mi jeszcze w umyśle na tyle głośno, że na razie nie dam rady poprawiać moich starych opowiadań. Po prostu, nie jestem na to gotowa, gdyż podczas uważnej lektury ciągle mam ochotę je zmieniać również pod względem treści, a tego chciałabym uniknąć, ponieważ do ujęcia całościowego są mi potrzebne własnie w takie,j a nie innej formie. Uwierz, nie ma to nic wspólnego z brakiem szacunku wobec czytelnika. Tu chodzi jedynie o moje wewnętrzne nieuporządkowanie.
Dlatego proszę - jeśli możesz i chcesz poświęcić na to czas, zapomnij o błędach (wiem, że to trudne) i wyraź swoją emocjonalną opinię na temat mojego utworu. Obiecuję, że błędy poprawię i tekst będzie lśnił ;). A za wskazanie tych kilku nieładnych punktów dziękuję. Zrobiłaś za mnie trochę czarnej roboty ;)
Jeśli chodzi o moje plany wydawnicze... Spokojnie, nie jestem z pierwszej łapanki ;) wiem, że proces ten nie będzie przypominał zalotów wydawnictw i ubiegania się o moje wdzięki. Punkt A i punkt B dzieli w tym przypadku jeszcze mnóstwo pracy. Mam tego świadomość. Proszę Cię więc - nie depcz moich marzeń z powodu kilku literówek ;)
Miladora dnia 16.10.2017 13:03
dziewczynka bez imienia napisała:
nie depcz moich marzeń z powodu kilku literówek ;)

Nie depczę, ale to nie są tylko literówki. ;)
Próbuję Cię zmotywować do pracy nad tym, co piszesz, bo wtedy będziesz miała większe szanse w wydawnictwach.
Wiesz, ile musiałabyś zapłacić za profesjonalną redakcję i korektę książki, w tym za sugestie zmian, które zapewne nie przypadłyby Ci do gustu, skoro tak jesteś przywiązana do niej w obecnej postaci?
Weź pod uwagę, że pisanie to nie tylko treść, ale i forma, czyli znajomość warsztatu ze wszystkim, co obejmuje - stylistyką, wyczuciem języka, zasobem słów, umiejętnością konstruowania akcji i budowania klimatu, znajomością gramatyki, ortografii, interpunkcji.
Nie można pisać dobrze, pomijając te wszystkie elementy.
Sama powiedz, czy kupiłabyś książkę, w której aż roi się od błędów? ;)
Piszesz, że:
dziewczynka bez imienia napisała:
podczas uważnej lektury ciągle mam ochotę je zmieniać

Bo tekst dojrzewa do zmian tak samo, jak i Ty, dlatego nie trzymaj się go kurczowo. Zrób kopię, pracuj, a potem porównaj obie wersje.
Jak zawsze mówię - pisze się na gorąco, a poprawia na zimno, bo dopiero wtedy zaczyna się mieć odpowiedni dystans.
Naucz się tego, a z biegiem czasu będziesz pisać coraz lepiej. :)

dziewczynka bez imienia napisała:
wyraź swoją emocjonalną opinię na temat mojego utworu.

Nie podchodzę emocjonalnie do tekstów, tak jak i nie podejdzie żaden redaktor czy korektor.
W moim przypadku o wartości utworu decyduje harmonijne połączenie formy i treści, a w tym masz jeszcze spore braki.
Dlatego rozważ, czy nie opłaca się jednak pracować nad dalszym rozwojem. ;)

Miłego. :)
JOLA S. dnia 16.10.2017 13:21
dziewczynko bez imienia ,
przeczytałam Twój tekst kilka razy i mam te same spostrzeżenia, co Mila. Masz potencjał i szkoda go zmarnować. Talent to mało. Pisanie to ciężka praca i wyzwanie, jeżeli chce się to robić dalej. Gdy patrzę na moje stare teksty nieraz się rumienię ze wstydu. Teraz też je poprawiam bez końca, wsłuchując się w rady moich Czytelników, a nie dotyczą one tylko warsztatu. Nie rezygnuj, proszę, ale też nie spoczywaj na laurach. Dobre opinie to tylko zachęta. Nikt nie chce podcinać Ci skrzydeł, a Mila to skarb. :) Podziwiam ją za wytrwałość.

Serdeczności :) :)
JOLA S.
dziewczynka bez imienia dnia 16.10.2017 14:29
Dziewczyny!
Wiem, wiem...Macie racje. Znam też siebie i zdaję sobie sprawę, że lubię szukać dziury w całym.
Pracuje nad sobą, ale ciągle brakuje mi wiary w siebie i w to co robię (i mówię to bez cienia kokieterii ). Dlatego tak łatwo przywiązuję się do pochlebnych opinii. Mam świadomość swoich deficytów i będę nad nimi pracować. Słowo harcerza ;) ! W związku z tym, na dzień dzisiejszy biorę pod lupę słowa "potencjał" i "talent" ;). Skoro zauważyłaś to JOLU S w tym stylistyczno-gramatycznym bełkocie, to znaczy, że może rzeczywiście chociaż jakaś malutka iskierka nadziei czai się w tym moim "pisarstwie".

Dwa kolejne opowiadania mojego autorstwa znajdują się w poczekalni."Dziewczynka w czarnym lesie", to mój pierwszy utwór, napisany wiele lat temu. "Dom z mgły"z kolei, to moje ostatnie "dzieło" utrzymane w konwencji opowiadania. Przeczytałam "Dom z mgły" dosłownie kilka minut temu i mam wrażenie, że jednak mój warsztat zmienił się sporo w ciągu tych wszystkich lat. Oceńcie to jednak same podczas lektury. Nad "Dziewczynką w czarnym lesie" pewnie znowu się popastwicie ;) No problem, przyjmę to na klatę ;)
Miladora dnia 16.10.2017 15:54
dziewczynka bez imienia napisała:
ale ciągle brakuje mi wiary w siebie i w to co robię

Wszyscy zaczynaliśmy od zera i braku wiary. :)
Uprzyj się, że czegoś dokonasz, nawet jeżeli miałaby to być jedynie satysfakcja z własnego rozwoju. Bo to jest satysfakcja - świadomość, że coś się robi dobrze. :)
Reszta przyjdzie później.

A na marginesie - gdyby w początkach mojej działalności na portalu nie ścinali mnie bardziej doświadczeni użytkownicy, dzisiaj wciąż tkwiłabym na tamtym poziomie, a marzenia w koszu na śmieci. :)

Powodzenia i nie zniechęcaj się. :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
19/10/2017 00:36
Następnym razem. :) <zastanawia się nad tym> A… »
Zola111
19/10/2017 00:27
Procesjo, w powiązaniu z tytułem wiersza tekst brzmi… »
ElaM
19/10/2017 00:17
I moja interpretacja legła w gruzach... a tak mi się… »
kamyczek
19/10/2017 00:00
Allasko, dziękuję za odwiedziny i komentarz, cieszę się,… »
Miladora
18/10/2017 23:41
Gdy dopracujesz, to powiedz. :) Przyjdę i popatrzę. »
Miladora
18/10/2017 23:38
Warto byłoby jeszcze trochę dopracować ten tekst, Procesjo.… »
olsza37
18/10/2017 23:34
Mirador dziękuję bardzo cenne uwagi i od razu ten wiersz… »
Silvus
18/10/2017 23:31
No to nie rozumiem. Jeśli nie na rozstaj dróg, to na… »
ElaM
18/10/2017 23:12
Nienawidzę matematyki, niemniej kocham poezję. Twój wiersz… »
Miladora
18/10/2017 23:00
Bardzo dwuznaczne zakończenie. Powiedziałabym wręcz, że… »
Miladora
18/10/2017 22:51
Zgadzam się z tym. :) Podkreślone to przypadkowy rym… »
ElaM
18/10/2017 22:50
Ja bym napisała, gdzieś na rozstajne i nie mam na myśli… »
Niczyja
18/10/2017 22:25
Jacku Londynie, Niektóre szkolne wypracowania bywają ładne,… »
Silvus
18/10/2017 22:24
Racja. Mogłem również postawić kropki. Wybrałem… »
Esy Floresy
18/10/2017 22:23
ElaM, nic nie poradzę z "niepodobasiem", bo o… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:nertysafa3
Wspierają nas