Cunqui. Rozdział 11 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 11
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Cii
 


Na miękkiej i lekkiej jasnej szacie Toia Avafarna była świeża krew. Mag nie zwracał na to uwagi. Stał nieruchomo na środku głównej izby swojej siedziby, oddychając powoli i z pełną tego świadomością.
 
Myślami powędrował do rozmowy, która odbyła się zaledwie kilka godzin wcześniej.
 
_______
 
- Niech zgadnę. Ci Pieczarnicy nie zaszczycą nas swoją obecnością podczas mojej egzekucji - Toborn zaniósł się ochrypłym śmiechem, który w zamyśle miał wyrażać szyderstwo albo pogardę, albo jedno i drugie. Zamiast tego jednak wyraźnie słychać w nim było zrezygnowaną gorycz człowieka, który właśnie pozbywał się resztek swoich ostatnich złudzeń.
 
Toi Avafarn przyglądał mu się z lekko pochyloną głową. Toborn przywiązany był do słupa w niewielkiej chacie, służącej w osadzie za tymczasowe więzienie. Siedział na wiązce przybrudzonej słomy, jego odzież w nieładzie, poszarpana. Być może nie dał się pojmać bez oporu, pomyślał Toi. Naturalna reakcja na ogłoszenie śmiertelnego wyroku to walka lub ucieczka, cokolwiek w danej chwili dla danego skazanego stanowiło lepszą perspektywę. Jego włosy w kolorze nierozpoznawalnym pod warstwą kurzu i brudu, prawdopodobnie ciemne, były długie do ramion. Twarz, ukryta częściowo pod gęstym, ostrym zarostem i ozdobiona pokaźną brodawką pod lewym okiem, była już dość pomarszczona. Oczy czarne, bystre i głębokie jak studnie błyszczały dumą. Więzień dostarczony został niedawno do Klakon wraz z poleceniem szybkiego wykonania na nim wyroku oraz rzecz jasna sowitą opłatą za usługi magów, którzy się tego podejmowali. W tym wypadku wyraźna prośba o niego. Toi znany był z rzetelności i dokładności. Nie było mowy o tym, by umknęła mu choć odrobina Mgły. Przynajmniej jeszcze nigdy się to nie zdarzyło. Pojmany już i unieruchomiony Toborn nie sprawiał wrażenia załamanego swoim losem. Przeciwnie, jego plecy były wyprostowane, a głowa uniesiona wysoko.
 
Wbrew temu, czego można by oczekiwać po świecie zamieszkiwanym przez pięć znacznych i garść o wiele mniejszych zarówno pod względem liczebności jak i znaczenia plemion, z których każde rządziło się swoimi prawami i zachowywało pełną autonomię, wyroki śmierci wydawane były tu niezmiernie rzadko. Śmierć sama w sobie była zjawiskiem powszednim, ponieważ na starzenie się, nieuleczalne i skomplikowane schorzenia, ataki zwierząt i innych bestii oraz nieszczęśliwe wypadki wciąż nie udało się nikomu znaleźć remedium, co nie oznaczało jednak, że nie czyniono w tym kierunku żadnych kroków lub iż szczędzono wysiłku. Leczenie przy pomocy magii, które stało się jednym z najważniejszych zastosowań w ciągu niezliczonych stuleci jej studiów, było wciąż badane i udoskonalane. Pozostawało przez ten cały czas domeną Tych Cudotwórców, wyjątkowo w tym kierunku uzdolnionych. Inne plemiona korzystały z ziół, gorących kamieni i narzędzi lub zmuszone były, w trudniejszych i mniej prozaicznych wypadkach, do korzystania z usług Tych Cudownych, za które ci kazali sobie słono płacić. Mieszkańcy Klakon, centralnej siedziby uzdrowicieli, przyjmowali od wszystkich plemion to, co najlepsze - mięso i wyprawione skóry od Tych Pieczarników, trzodę od Tych Jaszczurowców, drewno i kamień od Tych Mocarnych oraz materiały i barwniki od Tych Wypasionych. Z trzech przymorskich miast o mieszanej plemiennie zawartości ich mieszkańców - Laviny, Painy i Kodekhor - przynoszono przeróżne artykuły, w tym luksusowe i niespotykane nigdzie indziej.
 
Kandydatów do zgłębiania tajnik magii poza Klakon i rozrzuconymi na terenach między Hegemonką i Opiekunką kilkunastoma mniejszymi wioskami nie było wielu. Owszem, zdarzało się, że magowie przygarniali na naukę potencjalnie przejawiających odpowiednie skłonności kandydatów w zamian za opłatę jeżącą włosy na głowie wodzom plemion, ale prawie nigdy taka nauka nie przynosiła większych efektów. Jeśli delikwentowi udało się czasem uzdrowić pomniejszy ból zęba, graniczyło to niemalże z cudem i uznawane było za niebagatelny sukces, podczas gdy młodzi Tych Cudownych niezmiennie wykazywali naturalne magiczne uzdolnienia, jak na przykład zabliźnianie niezbyt głębokich ran, już w wieku dziecięcym. Moc zdawała się wędrować z krwią.
 
Zabójstw, planowanych morderstw i innych aktów krwawej przemocy nie znano tu prawie w ogóle. Cena za to była zbyt wysoka. A raczej zbyt wysokie było ryzyko natychmiastowego odbicia się użytej przemocy na tym, kto bezpodstawnie odważył się podnieść rękę na drugiego człowieka. Moc sprawiała, że - niczym błyskawiczna karma - magiczna Mgła atakowała napastnika i wymierzała mu karę, przy której śmierć wydawała się tylko drobną nieprzyjemnością.
 
- Nie - odpowiedział spokojnie Toi. - Twoja eskorta opuściła już Klakon.
 
- Tchórze! - wyrzucił z siebie Toborn pogardliwie, ale opanował się zaraz. - A Magon największy spośród nich - dodał już ciszej. - Ten wielki wódz, który nie miał problemu z wydaniem przyspieszonego wyroku, nawet nie pofatygował się z nimi, by mnie tu do was dostarczyć.
 
- Echo od wodza Tych Jaszczurowców przyszło wczoraj.
 
- Tak, wiem. Wczoraj z samego rana skazali mnie na śmierć. Błyskawiczna to była akcja. Magon był tak pewny siebie, gdy informował mnie, że zdechnę niedługo, a jaki był zadowolony! A teraz boi się, że wylezie ze mnie Mgła, pogna mu prosto pomiędzy pośladki i nikt jej nie zdoła powstrzymać. Może i ma rację. Powiedz mi, dostojny magu w świeżo upranych sukienkach, czy wodzowie innych plemion nie przyprowadzają osobiście swoich skazańców?
 
- Tak robią.
 
- A Magonowi się to chociaż raz zdarzyło?
 
- Nigdy.
 
- Popatrz! A to właśnie od niego wychodzi najwięcej wyroków. Cóż za zbieżność, nie sądzisz? No cóż, dopóki go na to stać, może sobie na to pozwolić i nikt nie piśnie ani słowem, mam rację? A wy Ci Cudowni na pewno nie będziecie narzekać.
 
Toi miał już do czynienia w swojej długiej karierze z tuzinami skazańców, ale ten go zafascynował. Nie dość, że zamiast przydomku nosił imię, które oznaczało “Śmiałego”, to jeszcze na dodatek wyrażał się składnie i mówił z sensem. Ale najbardziej zastanawiające było to, że nie okazywał strachu.
 
- Ostrzegam, że będzie ze mnie Mgła. Uważajcie, żeby ją całą wyłapać.
 
- Postaram się - odpowiedział beznamiętnie Toi.
 
- Ach - Toborn uniósł brwi. - To ty będziesz mnie szlachtować. Witaj, mój czcigodny kacie.
 
Toi skinął głową w milczeniu.
 
- Czemu zawdzięczam zaszczyt twojej wizyty?
 
- Taki mam zwyczaj - Toi nieznacznie wzruszył ramionami. - Odwiedzam każdego przydzielonego mi skazańca.
 
- A tak z ciekawości, wielu ci ich dają? I czy jesteś w tym w miarę przyzwoicie dobry?
 
- Zabijam prawie wszystkich - przyznał mag. - Do tej pory skutecznie w każdym wypadku.
 
Toborn wydął zarośnięte, spieczone wargi.
 
- Nabrałeś smaku do zabijania, co?
 
- Nie bardzo. Ale tylko ja potrafię uwięzić Mgłę w pojedynkę.
 
Więzień zagwizdał z mimowolnym szacunkiem. Tak, pieśń na cześć Toia Avafarna można też było gwizdać. Potem kiwnął głową i milczał przez dłuższą chwilę.
 
- Długo to trwa? - zapytał już ciszej. Trochę przygasła jego wcześniejsza buta.
 
Toi wiedział, że nie chodziło mu tylko o sam proces łapania Mgły przy śmierci.
 
- Wystarczająco długo - nie zamierzał go okłamywać - żeby odebrać świadomość. Nikt nie pozostaje przytomny do końca. Ból jest nie do wytrzymania. Paraliżuje umysł.
 
Skazaniec zagryzł wargi aż do krwi. Toi odpowiedział na nie zadane mu pytanie.
 
- Nie wolno nam podawać żadnych środków na ból ani osłabiać go magią.
 
Inni w tym miejscu błagali o uczynienie wyjątku. Ale Toborn tylko warknął.
 
- Nie prosiłem o to.
 
Siedział przez kilka minut jak zgaszony ostrą naganą urwis, ale potem nagle wyprostował się znowu. Do jego wzroku powróciła pogarda.
 
- Magon nie jest okrutny, to jedynie wygodny tchórz. Okrutni ludzie lubią patrzeć na cierpienie innych. tchórzostwo i okrucieństwo często idą ze sobą w parze. Dobrze, że tak nie jest w jego wypadku. Zawsze to jakaś pociecha dla jego plemienia.
 
Toi podniósł wysoko brwi na ten nietypowy komentarz.
 
- Co cię tak dziwi, magu?
 
- Skazańcy rzadko kiedy mają ochotę na tak niepowierzchowne refleksje. Nie mówiąc już o tym, że w większości nie są zdolni do ich wyrażenia.
 
Czarne oczy Toborna zalśniły gniewem.
 
- Przyszedłeś tu, by dokonywać analizy mojego charakteru, czy po co? A może chcesz po mojej śmierci wkomponować mnie do jednej z tych waszych niekończących się opowieści? “O skazańcu, który wyrażał nietuzinkowe refleksje”.
 
- Nie opowiadam ci przecież nic - odparował Toi. - Ale przyjmijmy przez chwilę, że kiedyś chciałbym rzeczywiście opowiedzieć komuś twoją historię… czy mówiłaby ona o słusznym, czy o niesłusznym wyroku?
 
Większość tych skazanych, z którymi Toi rozmawiał przed wykonaniem wyroku, zaklinała się na wszystko, że byli niewinni. Ale nie ten.
 
- Po co ci to wiedzieć? Moja walka o sprawiedliwość jest już zakończona. Skończyła się całkowitą porażką. Wyrok zapadł i nikt już go nie może zmienić. Nawet Ci Cudowni, w żaden cudowny sposób. Co wam właściwie grozi za próbę interwencji na moją korzyść? Na przykład za wstawiennictwo, odmowę wymierzenia kary, albo za podanie znieczulenia?
 
- Śmierć - odpowiedział Toi lakonicznie.
 
- Ha! Twarde prawo to dobre prawo, ale najlepsze to to, które się konsekwentnie wymusza. I kaci, jak widać, nie dostają ulg. Ani mnie nie uratujesz, ani mi nie ulżysz.
 
- Chcę to wiedzieć wyłącznie dla siebie - odparł cierpliwie Toi.
 
- No dobrze. Opowiem ci, co złego zrobiłem. Sam oceń, czy kara jest słuszna. Krótko i na temat, moja zbrodnia polegała na naznaczeniu Velorna, którego odkryłem podczas mojego pobytu u tego szlachetnego i jakże wdzięcznego za moje usługi plemienia.
 
Toi poczuł, jak jego oczy otwierają się szeroko, a brwi wędrują jeszcze wyżej niż wcześniej.
 
- Jesteś łowcą dusz?
 
- Byłem. Zabrano mi tytuł jednocześnie z ogłoszeniem wyroku.
 
Słowa Toborna kapały teraz zniechęceniem.
 
- To niewiarygodne, by ktokolwiek odważyłby się ruszyć łowcę dusz bez mocnego powodu! - zaprotestował Toi. - Gdy dowiedzą się o tym Sprawni w Prawie, wódz plemienia będzie musiał dokładnie się tłumaczyć!
 
- Och - odparł Toborn kąśliwie - ależ Magon miał powód, tak mocny jak jego charakter. Ośmieliłem się bowiem naznaczyć - zważ, nie złapać, a tylko naznaczyć - jego drogocenne i ukochane pierworodne dziecię, jego synalka niedorobionego, przyszłego nieustraszonego wodza wszystkich Tych Jaszczurowców. Przyznasz, że to musiało być dla niego nie do przyjęcia.
 
- Syn Magona jest Velornem?
 
- We wczesnym stadium. Mało kto by to zauważył, ale ja mam do tego dobre oko. Za kilka lat symptomy będą widoczne dla wszystkich. Niestety, ja nie dożyję już tej satysfakcji z posiadania racji.
 
Toi Avafarn opuścił więźnia wkrótce potem, litościwie podawszy mu odrobinę wody, gdy ten poskarżył się na pragnienie. Długo zastanawiał się nad tym, czy jego opowieść była prawdziwa.
 
Jeśli tak, to sytuacja Tych Jaszczurowców była nie do pozazdroszczenia. Posiadanie u siebie Velorna równało się z przykrymi i rychłymi konsekwencjami. Niektórych z nich można było próbować leczyć, zwłaszcza jeśli, jak twierdził Toborn, przypadłość ta była we wczesnej fazie rozwoju. Zaniedbanie tego groziło poważnym niebezpieczeństwem. Nie z powodu zaraźliwości, ponieważ przypadłość taką nie była, lecz niebezpieczeństwem znacznie bardziej brzemiennym w skutki. Próby wyperswadowania bierności wodzowi Tych Jaszczurowców nie zdałyby się na nic, nawet, gdyby uczynił to na prośbę Toia najstarszy ze starszych. Wstyd z powodu posiadania Velorna w swoim gnieździe rzeczywiście był dla Magona nie do strawienia. Toi Avafarn nawet go trochę rozumiał.
 
Śmierć zbiera dzisiaj bogate żniwo w Klakon, pomyślał. A moc pozostaje bezradna.
 
Mroczne rozmyślania przerwał mu jego uczeń, przynoszący wieści od pozostałych starszych.
 
- Mówią, że jeśli nie sprawi to mojemu mistrzowi kłopotu, nie będą przeszkadzać w rytuale.
 
To była ich standardowa odpowiedź. Toi nie spodziewał się żadnej innej.
 
Skinął głową i zaczął przygotowywać się do przeprowadzenia egzekucji. Nakazał Bubu opuszczenie go i nie przeszkadzanie aż do jej rozpoczęcia. Potrzebował do tego trochę czasu i niemałej dozy koncentracji.
 
_______
 
A teraz było już po wszystkim. Toi pochylił głowę i popatrzył na swoje ubrudzone krwią dłonie. Zaczynała już na nich zasychać, ciemniejąc prawie do czerni.
 
- Można wiele powiedzieć na temat sprawiedliwości - mruknął do siebie. - Ale tylko jedno jest pewne: to najniebezpieczniejsza rzecz na świecie. I nie ma znaczenia, w czyich znajduje się rękach.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 10.10.2017 19:37 · Czytań: 95 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 3
Komentarze
skroplami dnia 10.10.2017 20:40 Ocena: Świetne!
Pięknie rodzą się wątki, ścieżki nie kuszą a wciągają "w siebie", autorka nas prowadzi po każdej z nich no normalnie tanecznie :).
Coraz i coraz ciekawsze obrazy, historia, świat. I mądrze napisana i rodzi pytania "odwrotne" do treści, na temat naszego świata. Nie :(? No mi się urodziły i będą ;).
Autorko, gratulacje. Rozwija się wszystko jak wiosną w Twojej opowieści, a język jak wiosenne wrażenia w człowieku :).
Że tyle historii i kolejny odcinek inny od poprzedniego? Zaplatają się, powstaje warkocz :), jest piękny bo "włosy" gęste ;).
Przepraszam, utwór budzi w człowieku jakieś dziwne słowa i obrazy :), już krótko i po prostu.
Jest to jedna z trzech pożeranych przeze mnie tutaj opowieści w odcinkach, bo tylko tak można określić zachłanność z jaką się je czyta.
Gratulacje.
Alen Dagam dnia 11.10.2017 20:39
Witaj, skroplami.

Wyczuwasz bardzo dobrze moje intencje. Myślę sobie, że bardziej niż miano pisarki pasuje do mnie "przemytniczka". Staram się pisać prostym językiem, zrozumiałym dla każdego - zwłaszcza dla ludzi, którzy czytać nie lubią - o wydarzeniach i postaciach barwnych i fascynujących. Ale jednocześnie przemycam, mam nadzieję, do świadomości czytelnika materiał do refleksji. Dziękuję za zauważenie tego.

Warkocz to piękne określenie. Lubię zaplatać, ponieważ - jak już pisałam do Ciebie pod drugim rozdziałem - lubię zmieniać punkt widzenia. Każda moja postać inaczej postrzega to, co się w opowieści dzieje. Nie darowałabym sobie jednotorowości, nie lubię jej i raczej nigdy się do niej nie przekonam. I jestem to chyba winna moim bohaterom: (prawie) każdy z nich powinien mieć prawo przynajmniej raz dojść do głosu.

Jeśli nie miałeś okazji, polecam Ci wspaniałą książkę Wilkie Collins Kamień Księżycowy. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kamie%C5%84_Ksi%C4%99%C5%BCycowy_(powie%C5%9B%C4%87)). Jest to dzieło uznawana za prekursora opowieści detektywistycznej, a najbardziej ujęło mnie w niej właśnie to, że pisane jest z kilku różnych perspektyw. Każdy z narratorów mówi zupełnie inaczej, często z humorem, nierzadko też zmuszając do zastanowienia. Myślę, że to właśnie ta książka zainspirowała mnie do takiej formy.

Nie mam słów na opisanie mojego wzruszenia po przeczytaniu Twojego komentarza. Mam nadzieję, że nie zawiedziesz się na całości.

Pozdrawiam serdecznie!
wioskowy52 dnia 16.10.2017 08:29
Cytat:
od­dy­cha­jąc po­wo­li i z pełną tego świa­do­mo­ścią.

tego, że oddycha, czy tego, że na jego szacie jest krew?
Cytat:
miał wy­ra­żać szy­der­stwo albo po­gar­dę, albo jedno i dru­gie

A albo B. O jedno albo za dużo.
Cytat:
Toi Ava­farn przy­glą­dał mu się z lekko po­chy­lo­ną głową.

Używasz mnóstwo zaimków, które nie wiadomo do czego się odnoszą.
mu - człowiekowi? śmiechowi?
Cytat:
Sie­dział na wiąz­ce przy­bru­dzo­nej słomy, jego odzież w nie­ła­dzie, po­szar­pa­na.

dziwaczna składnia
Cytat:
śmier­tel­ne­go wy­ro­ku

chyba wyroku śmierci...
Cytat:
co­kol­wiek
to słowo też należy zamienić
Cytat:
Oczy czar­ne, by­stre i głę­bo­kie jak stud­nie

a to co???
Cytat:
W tym wy­pad­ku wy­raź­na proś­ba o niego.

O czym jest to zdanie?
Cytat:
Z trzech przy­mor­skich miast o mie­sza­nej ple­mien­nie za­war­to­ści ich miesz­kań­ców

nadmorskich miast
mieszkańcy o różnej przynależności plemiennej
Cytat:
zgłę­bia­nia taj­nik magii

tajników
Cytat:
Jeśli de­li­kwen­to­wi udało się cza­sem uzdro­wić po­mniej­szy ból zęba, gra­ni­czy­ło to nie­mal­że z cudem i uzna­wa­ne było za nie­ba­ga­tel­ny suk­ces, pod­czas gdy mło­dzi Tych Cu­dow­nych nie­zmien­nie wy­ka­zy­wa­li na­tu­ral­ne ma­gicz­ne uzdol­nie­nia, jak na przy­kład za­bliź­nia­nie nie­zbyt głę­bo­kich ran, już w wieku dzie­cię­cym.

Budujesz zdania, w których piszesz o kilku niepowiązanych ze sobą rzeczach na raz.
W tym tekście jest to nagminne. Również brakuje przecinków.
Uzdrowić można osobę, a nie ból...

Pozdrawiam
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
23/10/2017 15:06
Widzę, że wprowadziłaś zmiany, Tjere. :) Podoba mi się. »
hopeless
23/10/2017 14:23
Miladora - Jeszcze raz dzięki. Jednak namalowałem autorski… »
Miladora
23/10/2017 13:56
Że będzie dobra książka? :) Uwierz, bo przeczytałam ich już… »
Miladora
23/10/2017 13:53
Wiersz czyta się jak po maśle, avatar w porządku, mogę… »
JOLA S.
23/10/2017 13:52
Milu, niestety nie mogę w to uwierzyć z oczywistych powodów… »
hopeless
23/10/2017 13:40
Miladora Poprawiłem, dzięki:) Avatar też już jest. Miło mi,… »
Miladora
23/10/2017 13:33
Chyba wystarczy powiedzieć, że nie rozczarowałaś mnie. :)»
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 12:39
Być może był to pospiech, a być może, jako osoba mało… »
braparb
23/10/2017 12:33
Piękny. Prostota i lekkość. Gratuluję. »
pociengiel
23/10/2017 11:38
Chłostany, w pocie czoła swoją stawę będziesz zdobywał Tak… »
Miladora
23/10/2017 11:32
Masz dobrą rękę do tytułów, panie F. :) Ale przyjrzyj się… »
Miladora
23/10/2017 11:13
To nie jest kwestia tego, że podoba mi się bardziej, bo… »
Miladora
23/10/2017 11:01
Tak - braparb dobrze poradził. :) Teraz tytuł zachęca, a… »
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 10:55
Miladora, dziękuję za Twój komentarz. Znowu odrobiłaś za… »
Jaga
23/10/2017 10:52
Carvedilol, bardzo dziękuję za komentarz :) Poprawki… »
ShoutBox
  • Miladora
  • 23/10/2017 15:07
  • To taki system, Tjere - ale już się dopisałam do wiersza. :)
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:29
  • Przegapiłam jakąś możliwość, czy to luka w systemie?
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:28
  • Cholerka, chciałam napisać pod swoim wierszem, że wprowadziłam zmiany, ale nie mogę dodać nowego komentarza, bo mój był ostatni, nie mogę też edytować, bo upłynął czas na wprowadzenie zmian...
  • Miladora
  • 23/10/2017 14:14
  • tak - wiem - doszedł. :)
  • Miladora
  • 23/10/2017 13:50
  • Odpisałam, Agnesko! :)
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
Ostatnio widziani
Gości online:47
Najnowszy:rybopujhana015
Wspierają nas