Ojczenasz - Gaston Bachelard
Proza » Miniatura » Ojczenasz
A A A
Od autora: Mini-miniaturka
coby nam się Dzieci ogonów latawców nie czepiały i farb nie jadły

 

Próbował znaleźć to w innych.
Rysował kobiety, parasolki, krople, deszcz. Rysował przystanki.
Rysował kobiety, kałuże, kobiety w kałużach, przystanki w deszczu. Kałuże w kobietach.
Rysował, co chciał.
Nie wymyślił trójkąta, kwadratu ani koła. Wymyślił za to sposób na topienie czasu.
I kreskę.
Rysował chodniki, szyny, rynny. Wycieraczki.
Rysował ławki pozbawione ludzi. Rysował ludzi pozbawionych ławek.
Kobiety na ławkach, pod ławkami, za. Przed.
Rysował spóźnionych. Rysował peryferyjnych. Przyspieszonych i zagonionych rysował.
Rysował siebie. Ją. Ich.
Tych i tamtych.
Ołówkiem, kredą, węglem. Pięknie, brzydko, średnio. Byle jak.
Na kartonie, na skraju, centralnie, na krawędzi. Na szybie.
Rysował, gdzie popadnie.
A potem rozmazywał to palcem. Rozcierał.
To lubił najbardziej.
Raz nawet próbował kochać.
Przestał próbować, gdy doliczył do trzech.
Rysował przystanki. Rysował kobiety na przystankach. Rysował przystanki czekające na kobiety.
Dużo rysował.
Chciał zobaczyć to jeszcze u kogoś.
Kiedy Bernard Woś wykoleił popołudniowy skład Szybkiej Kolei Miejskiej S2, był zapatrzony w pozostałych.
Rzuciło go na ścianę, w blachę, między nich.
Cisnęło go za szyby.
Przeleżał w farmakologicznej śpiączce trzy tygodnie. Równe dwadzieścia jeden dni.
Gdy wreszcie mógł mówić, spytał:
- Co to jest?
Był pokryty gipsem. Ręce, nogi, wszystko oprócz twarzy.
Urosły mu włosy.
Cyfry były na gipsie.
Swędział go każdy milimetr skóry.
Swędziały go oczy, uszy i język.
Piekł go każdy centymetr kości.
Był ukryty pod gipsem.
Gips był wszędzie. Na nim, pod nim, w nim.
Urosły mu włosy.
Był bardzo zmęczony.
- Proszę zapytać lekarza – usłyszał.
Był bardzo zmęczony, ale zapytał:
- Co to jest, doktorze?
- Dziewięć cyfr... Numer telefonu? Chyba tak.
Usnął. Spał. Potem się obudził. Znowu spał.
- Kto napisał ten numer? – spytał, gdy na dobre otworzył oczy.
- Proszę tyle nie mówić – usłyszał.
- Kto? – powtórzył.
- Proszę tyle nie pytać – usłyszał. – Próbujemy pana nareperować. Może będzie pan jeszcze chodzić.
Pomyślał, że chce narysować okrąg.
Pomyślał, że nie jest dobrze.
Pomyślał, że rozmaże go palcem na wszystkie strony.
Pomyślał, że zrobi z niego kreskę.
Pomyślał – zrobię z ciebie kreskę!
- Kto mi to zrobił? – pomyślał.
Spał. Budził się. Spał.
- Proszę poruszyć palcami – usłyszał.
Poruszył.
- A teraz druga ręka.
Nie wyszło.
Spał.
- Kto mi to zrobił? – pytał.
- Proszę mnie chwycić za ramię. Spróbujemy wreszcie przejść krok lub dwa. Gotowy?
- Kurwa! – powiedział.
- O!... Tak jest dobrze. Może jeszcze raz?
Spał.
Bez cewnika czuł się zagubiony.
Bez gipsu lekki.
Bez cyfr na gipsie pusty.
Płakał i nie zamierzał przestać.
Pierwszy raz wyszedł na korytarz oparty o ramię pielęgniarza.
- Masz telefon? – spytał.
- Zapomnij – usłyszał. – Chcę tu jeszcze popracować, kolego.
Spał. Wstawał. Spał.
Chodził coraz dalej.
Na korytarz, pod okna, do toalety.
Chodził w piżamach, bez piżam, na bosaka.
Nie patrzył nikomu w oczy.
Wypisali go w czwarty dzień tygodnia.
Nikt nie zapytał, czy ma dokąd iść.
Dlatego poszedł prosto przed siebie.
Tylko jedna sąsiadka go poznała. Inne nie, inni też nie.
Nawet dzieci.
Chyba się zmienił. Zbrzydł, wyładniał, nie wiadomo.
Był nareperowany, ale zdziwiony.
Sobą, nimi.  Sobą.
Znów rysował przystanki. Rysował kobiety na przystankach. Rysował przystanki czekające na kobiety.
Rysował parasolki, krople, deszcz.
Rysował kobiety, kałuże, kobiety w kałużach, przystanki w deszczu, kałuże w kobietach. Kałuże bez kobiet.
Rysował to, co chciał.
Wreszcie wystukał dziewięć cyfr z gipsu.
- Halo? – usłyszał.
- Halo – powiedział.
- To ty? – spytała.
- Tak. To ja – odpowiedział.
Chciał zapytać „kim jesteś”, ale uznał, że to banalny początek znajomości.
Po prostu chciał zobaczyć to jeszcze u kogoś.
Próbował znaleźć to w sobie.
Chciał rozmazać palcem swoją kreskę.
Chciał odpocząć.
Ojczenasz znów chciał spać.
 
Próbował znaleźć to w sobie.
Próbował znaleźć to w niej.
Zapukał. Nacisnął dzwonek. Zapukał.
Szuranie kapci. Zgrzyt zamka. Pisk zawiasów.
Był przed piwem. Po piwie. Nie pamiętał.
- Oj! – powiedziała, zakrywając usta. – Oj. Za godzinę wróci mój mąż. Musimy się spieszyć. Wchodź!
Odszedł.
Powiedział, że może kiedyś.
- Na pewno kiedyś, nie teraz - powiedział.
Nie dzisiaj. Ale wróci.
- Wrócę – powiedział.
Został wyśmiany.
Zostawił to za sobą.
Odszedł.
Szedł chodnikami. Szedł ulicami. Omijał krawężniki i tramwaje.
Taksówki. Rowery. Omijał, kluczył.
Widział wiele rzeczy, które mógł namalować.
Widział kobiety, które chciały być namalowane.
Widział kobiety, które nigdy by na to nie pozwoliły.
Nigdzie nie dostrzegł parasola i kałuży.
Został wyśmiany.
Widział kobietę, która płakała.
Nawet nie spojrzała w jego stronę.
Szedł ulicami. Szedł chodnikami.
Patrzył.
Usnął przed czystym kartonem.
Ojczenasz spał.
 
Spał w najlepsze.
I nie chciał się nigdy obudzić.
Już.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gaston Bachelard · dnia 11.10.2017 09:52 · Czytań: 267 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 9
Komentarze
Milena1 dnia 11.10.2017 12:14
Przejmujące studium samotności człowieka.
Pozdr
Gaston Bachelard dnia 19.10.2017 22:04
Raczej żywot człowieka malującego.
Ale bardzo dziękuję MilenaOne.
Pozdrowionka
Ustiusza dnia 22.10.2017 19:34
Ciekawy tekst. Zastawia mnie tylko częstotliwość akapitów. Ale może to nie jest tak naprawdę takie istotne.
OWSIANKO dnia 23.10.2017 16:00 Ocena: Świetne!
Gaston

wbrew odpyszczeniowym rewizytom: podoba mi się proza w twojej miniaturze

mj
Gaston Bachelard dnia 24.10.2017 18:41
Jasność. Wiem, czym są "odpyszczeniowe rewizyty". Już wiem i znam. System poinformował mnie też, co uczyniłeś. Fajnie. Dziękus pięknus. Pisuj zdrowo.
OWSIANKO dnia 25.10.2017 10:47 Ocena: Świetne!
Gaston
i Ty się trzym

pozdrowienia z przyświstami
Gaston Bachelard dnia 25.10.2017 19:48
To i Ty trzym przyświta!
Pogodności.
Jacek Londyn dnia 26.10.2017 07:24
To moje drugie podejście do tekstu. Rano umysł świeższy, nie zmęczyłem się czytaniem. :)
A na poważnie - dobry tekst. Taka rzecz o zetknięciu własnej wizji świata, tego, o czym marzysz, co sobie "wymarzasz" malowaniem, a rzeczywistością. Ciekawy początek drogi do rzeczywistego działania, zakończonego spotkaniem, to bajkowe pojawienie się na gipsie cyferek.

Cztery rzeczy bym widział inaczej:
- powtórzenia z gipsem i włosami, które urosły,
- "Bez cyfr na gipsie pusty" - chyba nie był, cyfry miał w sobie, był tylko zewnętrznie nieoznaczony :)
- "Chodził w piżamach" - dotyczy tylko szpitala na zachodzie, bo u nas to tylko jedna piżama do usra... śmierci,
- końcowe "Już" - przy poprzednim "nigdy" to tylko podwojenie, chyba, że chodziło takie dziecięce tupnięcie nogą

Już

JL
Gaston Bachelard dnia 26.10.2017 08:57
Końcowe "Już" oznacza tylko, że zakończyłem stukanie w klawiaturę i mogę wrócić do mazań światów Beksińskiego. Oczywista. Nogą nie tupię, ponieważ nie bardzo mi nóżka chodzi. Co do reszty, dziękus pięknus za patrzałki i pykałki, Panie J'ota L'onga Palace Westminsteria.
Podziękował. Tak bo tak.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
18/11/2017 01:57
No to zaraz będzie następny do koszyczka, Hope. :) Malutko:… »
hopeless
18/11/2017 00:27
Miladora - fajnie, że jesteś:) Dobrej nocy. »
Miladora
18/11/2017 00:21
Hahahahaha... albo ja Tobie. :))) No to następny do… »
hopeless
18/11/2017 00:17
Miladora - No tutaj popełniłem niewyobrażalne błędy:… »
hopeless
18/11/2017 00:07
Miladora - zbieram do koszyka, i mam nadzieję jeszcze coś… »
Zola111
17/11/2017 23:55
Ech, Antonio, śmiejemy się razem z tego obrazka spod… »
Miladora
17/11/2017 23:55
Dobrze Cię widzieć pod tekstem, Lil. :) Serdeczności z… »
Miladora
17/11/2017 23:52
No to do kolekcji. :) »
Miladora
17/11/2017 23:47
Na razie się nie skarżę, więc korzystaj. :))) A ja się… »
Zola111
17/11/2017 23:36
Ja się od początku mocno ustawiłam z wiatrem tej szanty,… »
hopeless
17/11/2017 23:29
Miladora - no i kto powie, ze nie jestem szczęściarzem:)»
Pulsar
17/11/2017 23:10
Abigail!!! Nie mam nic wspólną mojego tekstu. (oceną)… »
Miladora
17/11/2017 23:07
Jest w porządku. :) Zastanawiam się tylko, dlaczego… »
Melock
17/11/2017 22:41
Świetne. Żadnych uwag z mojej strony. »
MasterYoda
17/11/2017 22:34
Czyta się szybko i przyjemnie. Piąteczka! »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/11/2017 21:43
  • Z Tadeuszem byliśmy bardzo blisko, i teraz, kiedy Go zabrakło, coś w duszy płacze. Wracam do Jego wierszy, do Jego spuścizny. I uśmiecham się, że dane mi było mieć takiego Przyjaciela.
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 21:23
  • Oj, przysnęło mnie się. Dzień dobry wieczór ponownie. Przemycam raz jeszcze naszą forumową burzę mózgów - raj dla giętkich języków. Zapraszamy do pomocy! [link]
  • al-szamanka
  • 17/11/2017 21:18
  • Michale, dziękuję, że przypomniałeś tę miniaturę - popłakałam się. Isia na pewno dostała stokrotki... na pewno!
  • mike17
  • 17/11/2017 20:03
  • Chciałbym polecić piękną i wzruszającą miniaturę Tadeusza : [link]
  • mike17
  • 17/11/2017 18:43
  • Ostatnie dni GŁOSOWANIA zapraszają i wzywają do obywatelskiego obowiązku - głosujcie, a poznamy zwycięzcę : [link]
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 18:15
  • A na wieczór podsyłam taki oto śliczny utworek: [link]
  • BeNeK
  • 17/11/2017 17:48
  • A ja w taki już zimny wieczór zapraszam na grzańca :D i honorowa kolejka dla @Alen ;)
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 17:04
  • Dobry wieczór, ludziki, w piąteczek. Zapraszamy do dyskusji o nowej stronie, jej nazwie i nowych kategoriach na PP! Zaintrygowani? [link]
  • Silvus
  • 17/11/2017 16:46
  • A sam sok?
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 16:35
  • Pozdrawiam gorącą herbatą z sokiem z czarnej porzeczki ^^
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:lawendowy
Wspierają nas