Cunqui. Rozdział 12 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 12
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

- Morska przeprawa zdrażniła podniebienie. Teraz czas bezzwłocznie ugasić pragnienie! - oznajmił stanowczo Kuku Munio, stawiając swoje pierwsze, niepewne jeszcze kroki, na suchym gruncie przystani Laviny. Kuku nie przepadał za wodą. Nie tylko tą, po której pływały łodzie. Podczas, gdy niechęć do kąpieli dzielił z innymi myśliwymi Pieczarników, Kuku miał również swój własny, bardziej specyficzny uraz do wody w większych ilościach. Zdecydowanie lepiej czuł się na nieruchomym podłożu, a jego awersja do głębin dawała się mocno we znaki i jego trojgu towarzyszom, i wszystkim innym podróżującym. Działo się tak za każdym razem, gdy zmuszano go do korzystania z tego właśnie rodzaju transportu.
 
- Zarzygałeś pół pokładu, to żaden dziw, że cię teraz suszy - warknął w odpowiedzi Płatek, po którego poplamionym i wilgotnym jeszcze odzieniu można było wywnioskować, że niemała część awersji wyrażanej podczas podróży przez Kuku musiała, prawem rozbryzgu, dostać się i jemu. Płatek był o dwie głowy większy od Kuku, a o głowę od wszystkich pozostałych. Jego ciemne włosy ostrzyżone były dość krótko, a jego głowa i ramiona pokryte były małymi białymi śnieżynkami, od których pochodził nadany mu przydomek. Wprawdzie Ci Cudowni twierdzili, że przypadłość ową można było leczyć poprzez częste mycie głowy i nacieranie jej skóry specjalnymi przygotowywanymi i sprzedawanymi przez nich olejkami, ale Płatek, z natury nieufny wobec wszelkich magicznych cudeniek, nigdy nie spróbował tego sposobu i nie miał zamiaru tego czynić. - Nigdy więcej nie usiądę koło ciebie na żadnej łodzi!
 
- Kuku, musisz wychylać się przez burtę - powiedział Arin uśmiechając się pod wąsem. Wiedział, że Płatek nie pozostawiłby Kuku swojemu własnemu losowi ani na łodzi, ani nigdzie indziej. Olbrzymi łowca wierzył święcie w to, że więksi musieli uważać na mniejszych. A Kuku był najmniejszy z nich wszystkich. - Przewoźnicy zazwyczaj uznają to za przejaw złego smaku, gdy rzyga im się na deski łodzi, prosto pod nogi. Ten tutaj już nawet groził pod koniec przeprawy, że nigdy więcej nas ze sobą nie zabierze. Dorzuciłem mu dwie królicze skórki ponad ustaloną cenę, żeby się długo nie bulwersował.
 
Arin był tylko trochę starszy od swoich towarzyszy. Czarne włosy nosił długie i nie związane z tyłu w żaden inny sposób. Jego plemię żartowało sobie, że w ten sposób starał się wyróżnić spośród pozostałych mężczyzn. Dla dodania sobie powagi zapuścił wcześnie brodę i wąsy, których także nie zaplatał i pozwalał im rosnąć dziko i swobodnie.
 
- Gdy przy wielkich falach w brzuchu jadło nie strawione, często ma tendencję wędrować w drugą stronę - bronił się Kuku przez zarzutami. - A gdy jadło nagle złym wyjściem ucieka, brak jest czasu, by przez burtę przewiesić człowieka.
 
- Już ja cię sam przewieszę następnym razem! Nogami do góry przez całą podróż będziesz wisiał! - pogroził mu Płatek otrzepując swój długi skórzany kaftan z resztek posiłku Kuku, które, jak wspomniano, zmieniły zdanie o pozostaniu w żołądku jego towarzysza i zawróciły z właściwej drogi. - Poza tym, gdzie ci się te wielkie fale uwidziały? Morze spokojne jak fiut nieboszczyka, a płynęliśmy wolniej niż Ekkla do podmywania się zabiera.
 
Krępa i nieco przysadzista niewiasta o wątpliwej nadobności zdobionej jedynie potężnym warkoczem z włosów w kolorze zużytej słomy zawiniętym wokół głowy, dzierżąca potwornych rozmiarów kuszę, łypnęła na Płatka spod oka, ale nie odezwała się ani słowem.
 
- Mówiąc o kąpieli - wtrącił Arin - to zdaje się, żeśmy się przez wyruszeniem w tę podróż trochę za mało do sprawy przyłożyli. Ludzie omijają nas szerokim łukiem i zatykają nosy. Mówiłem, żeby dłużej w wodzie zostać i ubrania uprać.
 
- E tam, wodzu - Płatek skrzywił się na wspomnienie wymuszonej na nim kąpieli. - Szkoda by było zachodu. Wrócimy do domu i zaraz znowu będziemy polowaniem i dymem z ognisk cuchnąć. Jedną noc chyba z nami wytrzymają.
 
Ci Pieczarnicy uważali, że częste kąpiele wskazane są tylko dla dzieci i panienek. Prawdziwi mężczyźni stronili od nadmiaru wody, co wśród pozostałych plemion przysporzyło im miana śmierdzieli i było powodem wielu docinków, a nawet kpin. Ochota do żartów przechodziła jednak prześmiewcom przy bezpośredniej konfrontacji z dzielnymi łowcami i ich intensywnym aromatem.
 
Kuku zaczynał się niecierpliwić.
 
- Niech inne gadanie pójdzie w zapomnienie. Ważniejsza teraz kwestia: gdzie ugasić pragnienie?
 
- Kuku ma rację - zgodził się Arin. - Trzeba znaleźć gospodę, najlepiej jakąś mniej zaludnioną. I prośmy lepiej Moc o gospodarza ze słabym powonieniem.
 
Aromatyczna gromadka ruszyła żwawo uklepanymi drogami miasteczka Lavina, rozglądając się za nadającą do noclegu gospodą. Wybór, trzeba było przyznać, był ogromny. Lavina była centralnym ośrodkiem handlu międzyplemiennego, głównym i największym portem, a co za tym idzie, tymczasowym lub stałym domem dla przewoźników, wędrujących i osiadłych kupców oraz dla wszystkich podróżnych udających się do Tych Cudownych ze swoimi dolegliwościami. Chorzy czy zdrowi, wypić lubili, rzecz jasna, wszyscy. Tutaj także zmieniały się echa, przynoszące wieści ze wszystkich stron. Raj dla plotkarzy, ciekawskich i tęskniących za wesołym towarzystwem.
 
Ci Pieczarnicy pojawiali się tu rzadko. Najczęściej przejeżdzali przez miasto z chorymi lub rannymi, których nie byli w stanie uleczyć sami, w drodze do Klakon. Na handel bliżej mieli do położonego na terenie sąsiadującego z nimi plemienia Tych Mocarnych mniejszego Kodekhor, które bylo o wiele mniej ciekawe. Tak zgodnie uznała eskorta Arina podczas swojego pierwszego pobytu w Lavinie przed rokiem. Żadne z nich trojga nie było tu wcześniej. Arin dopiero od niedawna, pod naciskiem plemienia, zgodził się na osobistą eskortę i wybrał do niej kilku młodych myśliwych, którzy od tej pory zawsze trzymali się przy nim i nie spuszczali go z oka.
 
Arin był jedynym dzieckiem starego wodza, który umarł kilka lat wcześniej, a ponieważ własnego potomka jeszcze się nie dorobił, tym bardziej należało na niego uważać. Funkcja wodza przechodziła zazwyczaj z rodzica na dziecko. Tak było w większości plemion. Nawet jednak, gdyby chciano od tej tradycji odejść, oprócz Arina kandydatów do rządzenia Pieczarami nie było żadnych. Plemię Tych Pieczarników składało się z prostych ludzi, którym ambicje były obce. Nawet myśliciele należeli tutaj do rzadkości.
 
Rok temu ten sam skład przybył do Laviny w towarzystwie młodego Koli. Chłopiec miał zaledwie piętnaście lat i jeszcze nie przeszedł inicjacji, ale Arin już wtedy dostrzegł w nim wyjątkowe zdolności, nie tylko magiczne, wyróżniające go spośród wszystkich dzieci plemienia. Zdecydował, że koniecznie trzeba było dać mu szansę nauki i osobiście odstawił do Tych Cudownych. “Gdy Kola nauczy się leczyć, nie będziemy musieli transportować rannych i chorych. Często długa droga decyduje o ich szansach na przeżycie”, powiedział Arin. Nikt inny w plemieniu by na to nie wpadł, mówili z podziwem jego poddani. Nie mówiąc już o przekonaniu Tych Cudownych do przyjęcia Koli na rok do siebie. Dlatego wszyscy radzi byli z tego, że to właśnie on był ich wodzem.
 
Ci Pieczarnicy podziwiali wzniesione w Lavinie domy z kamienia. W Kodekhor wszystko było jeszcze drewniane. Dziwili się, w jaki sposób architekci i budowniczowie zdołali łączyć ze sobą tak trwale równo ociosane kamienie. “Ale i tak nic nie może równać się z naszymi Pieczarami”, myśleli z dumą. “Ani wiatr, ani piorun, ani żadna inna klęska nigdy nie zniszczy żadnej z naszych jaskiń. Nawet domy z kamienia można zburzyć, jaskinie nie.”
 
Jedna z bocznych dróg w końcu zaprowadziła strudzonych przeprawą podróżników w odpowiednie miejsce. W gospodzie oprócz jej właściciela przebywało tylko dwóch gości. Chudy i ubrany w luźne szare szaty amator wina i mocnego tytoniu, sączący napitek z wielkiego drewnianego kubka i kopcący bez przerwy długą fajkę nie zwrócił na nich uwagi. Dryblas natomiast o szerokich ramionach, którego wygląd i ubiór świadczył o przynależności do plemienia Tych Mocarnych, wytrzymał z nimi w izbie zaledwie przez kilka minut, po czym, obrażony i zdegustowany, opuścił lokal trzaskając za sobą głośno drzwiami. Gospodarz popatrzył na Tych Pieczarników z wyrzutem.
 
- Zapłacimy podwójnie - zapewnił go spiesznie Arin, prezentując worek wypchany skórkami i zębami kocułów i wilkłaków, który wzięli ze sobą by opłacić wydatki podróżne. - Za strawę, wino…
 
- Dużo wina - wtrącił Płatek.
 
- … za trochę wina i nocleg dla nas czworga.
 
Gospodarz zastanawiał się przez chwilę. Był to grubszy mężczyzna o czerwonej twarzy.
 
- Potrójnie zapłacicie - powiedział w końcu. - I opuścicie nas z samego rana. Będe musiał dobrze po was przewietrzyć zanim się jutro ruch w gospodzie zacznie. I jeśli chcecie pić, to będę nieskończenie wdzięczny, jeśli się ulokujecie w tamtej mniejszej izbie. Wina i jadła wam doniosę.
 
Arin skinął głową na znak zgody. Wyjął z worka kilka wyprawionych króliczych futerek oraz dwie garście spiłowanych kłów i zębów.
 
- Następnym razem - mruknął pod nosem do swojej eskorty - kąpiemy się porządnie i długo. I to mydłem.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 11.10.2017 09:52 · Czytań: 62 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
wioskowy52 dnia 17.10.2017 08:28
Cytat:
Mor­ska prze­pra­wa zdraż­ni­ła pod­nie­bie­nie

nie ma słowa zdraż­ni­ła
co ma przeprawa do podniebienia?
Cytat:
gdy zmu­sza­no go do ko­rzy­sta­nia z tego wła­śnie ro­dza­ju trans­por­tu.

tego? nie wiadomo do czego odnosi się to słowo
Cytat:
o dwie głowy więk­szy

chyba wyższy?
Cytat:
nie zwią­za­ne z tyłu w żaden inny spo­sób.

Określenie w żaden inny spo­sób. jest tu niezrozumiałe i wydaje się być zbędne
Cytat:
na te­re­nie są­sia­du­ją­ce­go z nimi ple­mie­nia Tych Mo­car­nych mniej­sze­go Ko­de­khor, które bylo o wiele mniej cie­ka­we

plemię?
Cytat:
Arin był je­dy­nym dziec­kiem sta­re­go wodza, który umarł kilka lat wcze­śniej, a po­nie­waż wła­sne­go po­tom­ka jesz­cze się nie do­ro­bił, tym bar­dziej na­le­ża­ło na niego uwa­żać.

wódz się nie dorobił? i czemu trzeba uważać?
Cytat:
Dry­blas na­to­miast o sze­ro­kich ra­mio­nach

Natomiast dryblas
Cytat:
kłów i zębów.

to kły nie są zębami?
Cytat:
ką­pie­my się po­rząd­nie i długo. I to my­dłem.

kąpie się mydłem?

Pozdrawiam
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Esy Floresy
18/10/2017 20:24
Lilah, dziękuję. :) »
Lilah
18/10/2017 20:21
Jeszcze raz gratuluję. :) »
Lilah
18/10/2017 20:20
Bez przesady, Opheliac, każdy ma lepsze i gorsze momenty w… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:35
Witaj, skroplami! Odbieram literaturę bardzo uczuciowo. Ja… »
wodniczka
18/10/2017 19:32
to jest bardzo ciekawe i fajnie napisane. i to:… »
Esy Floresy
18/10/2017 19:32
Ajw, też nie wiem, ale to fajne czytanie. :) Dziękują za… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:27
Witaj, Marcinie! Wiem, że to taki trochę banał, ale w… »
ElaM
18/10/2017 18:45
Gdzieś na rozstaj... brzmi nieco groteskowo. Nie bardzo… »
Jacek Londyn
18/10/2017 18:41
Cóż, każdy może zaśpiewać. Jak uważa. :) Pisałem ten tekst… »
JOLA S.
18/10/2017 18:28
Al, wzruszyłeś mnie napisanym językiem serca komentarzem,… »
Opheliac
18/10/2017 18:22
Werko, dziękuję za rozległy komentarz, a i zwrócenie uwagi… »
Miladora
18/10/2017 17:10
Tylko że groteska kłóci się z lirycznym byle z tobą. ;)»
Miladora
18/10/2017 17:04
A czcionka? :) Uwierz, źle się czyta wiersz w takiej… »
al-szamanka
18/10/2017 16:25
A ja, jak zwykle, po prostu stopiłam się z tekstem. Być… »
allaska
18/10/2017 16:02
- to mi się bardzo podoba, oryginalny kawałek. reszta… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:60
Najnowszy:ysomyosli
Wspierają nas