Znikąd. - JakubP
Proza » Długie Opowiadania » Znikąd.
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Znikąd.

 

ONA: Jeżeli można pieprzyć wzrokiem to w tym momencie on to właśnie robi. To jego  zimne przenikliwe spojrzenie nie jest spojrzeniem mężczyzny, który pyta. Tacy jak on nie proszą. Oni biorą. Biorą bez pytania wnikając w nasze umysły. Bez zbędnych konwenansów. Bez niepotrzebnej kurtuazji. Wchodzą w nasze fantazje. Pragnienia. Obdzierając nas z godności. Przekraczając barierę intymności. Zuchwale niszcząc cienką granicę pomiędzy konwencją, a perwersją. Są mężczyźni, którzy nie muszą mówić o seksie, żeby kobieta czuła jego ręce na całym ciele. Wystarczy, że patrzą. Takie spojrzenie powoduje, że z silnych kobiet momentalnie stajemy się posłusznymi dziewczynkami proszącymi o więcej. Uspokój się! – skarciłam samą siebie. Dyskretnie zerknęłam na zegarek. Jest 22:30. W sopockich klubach jest to godzina martwej ciszy. W klubie panował półmrok. Na jego męskie rysy twarzy pada ciepłe światło, którego źródłem są wiszące nad nami stylowe lampy. W tle słychać stukot pokali i szklanek, które barmani przygotowują przed oblężeniem, które za jakiś czas zaleje klub. Siedzimy naprzeciwko siebie na drewnianych stołkach. Blisko siebie. Niebezpiecznie blisko. Widzę, każdy detal jego twarzy delektując się jego mimiką w momencie, gdy do mnie mówi, a raczej ocenia w milczeniu mówiąc. To jego twarde wyrachowane spojrzenie powoduje we mnie tyle emocji, że w ramach obrony mam ochotę rzucić się na jego szyję i go ugryźć. Nierówna walka. Jezu jak on mnie intryguje. Jest inny niż ta cała masa facetów, których poznałam w ostatnich miesiącach. Inny nawet od niego, co początkowo wyprowadziło mnie z równowagi zasiewając chaos w mojej głowie. Nie jest chłopcem, jest świadomym siebie mężczyzną. Czuć to. Ułożony, ale zabawny. Twardo stąpający po ziemi, ale radosny. Wykształcony i ujmująco inteligentny. Szarmancki i opiekuńczy, ale zarazem zimny i zdystansowany. Mętlik w głowie. Czy to wszystko można zaobserwować w ciągu kilku godzin? Gdzie w ogóle jest haczyk?! Zejdź na ziemie Diana! Wyostrzyłam ponownie na nim wzrok. Czuję jego męski zapach. Zapach pożądania, gdy co jakiś czas nachyla się do mojego ucha, jakby chciał zdradzić jakąś tajemnice, muskając przy tym mój policzek swoim kilkudniowym zarostem, a lewą dłonią odgarniając mi kosmyk włosów znad ucha. Systematycznie z każdą minutą jego prawa ręka, którą położył na moje udo przesuwała się o kilka centymetrów wyżej. Mimo delikatnego odurzenia alkoholowego doskonale wiem, że robi to celowo. Muzyka nie przeszkadzała nam na tyle, żeby nie móc rozmawiać w normalny sposób. Jednak kompletnie mi to nie przeszkadza. Taka bezpośrednia eskalacja dotyku nawet tam, gdzie teoretycznie powinien naruszyć moją przestrzeń osobistą powoduje, że w podbrzuszu zaczyna robić mi się ciepło. Pragnę więcej. Z każdym łykiem piwa coraz bardziej liczę na to, że jego ręka przesunie się kilka centymetrów wyżej. Dziewczyno poskrom się. Tylko jak mam się poskromić jak alkohol przyjemnie rozpływa się po moim ciele powodując co chwilę niekontrolowany wystrzał endorfin, a może to podniecenie!?

- Patrzysz na mnie jakbyś chciał mnie zjeść lub wykorzystać – mówię udając pewną siebie i patrząc prosto w jego przymrużone oczy. Tylko co z tego jak za chwilę znowu onieśmielona odwrócę wzrok.

- Oho! Diana…, czy Ty w tym momencie ze mną flirtujesz?

Co za bezczel. Jeszcze ten kpiący uśmieszek. Ugryzę go, słowo daję. Zresztą mam dziś prawo na odrobinę szaleństwa. Wszystko w tym momencie jest „naj”. Naprzeciwko mnie siedzi jeden z najciekawszych i na pewno najinteligentniejszych mężczyzn jakich w  życiu poznałam. W tle leci akurat Stateless - Bloodstream.  Jeden z najbardziej emocjonalnych utworów jakie znam, a jego dotyk, zapach, spojrzenie, mowa ciała i głos sprawiają, że czuję się najlepiej odkąd wróciłam z erasmusa, gdzie zostawiłam coś więcej niż przyjaciół i niezrealizowane marzenia o zagranicznych praktykach…

ON: Stara się intensywnie patrzeć mi w oczy co mnie nakręca. Jak wilka, który wyczuł krew. Matko co za porównanie. Już dawno miałem ochotę ją pocałować. Tym razem jednak chcę się delektować tą chwilą. Chcę wyraźnie czuć jak jej nabrzmiałe do granic możliwości wargi pulsują od napływającej krwi. Chcę czuć jej język, który subtelnie będę masował moim. Chcę czuć jej przyśpieszony oddech. Jak jej ciało drży i jak zaciska swoją dłoń na moim ramieniu podświadomie wysyłając sygnał mówiący „Nie przerywaj głupolu!”.  Dlatego pierwszy raz od dawna mam ochotę dać sobie czas. Pobawić się jej cierpliwością. Bez presji. Wszystko swoim tempem. Obserwowałem ją uważnie zwracając uwagę na każdy jej ruch. Czemu ona co chwilę patrzy mi na szyje i przegryza wargę? Jakby chciała się na mnie rzucić. Śmieszna jest. Myślałem, że doskonale czytam kobiecą mowę ciała. Z takim przypadkiem nie miałem chyba jeszcze do czynienia. Kocham wyłapywać takie drobne niuanse podczas rozmowy z kobietami. Delikatnie nadgryzienie wargi. Odgarnięcie włosów. Muskanie palcami szyi i dekoltu. Przekrzywianie głowy w trakcie rozmowy. To klasyczne sygnały wysyłane podświadomie przez kobiety, a to tylko kropla w morzu. Chłopcy nie potrafią obserwować kobiet. Mężczyźni tak. A one wysyłają nam tysiące znaków niewerbalnych. Gdyby tylko mężczyźni wiedzieli co siedzi w kobiecej głowie… „Weź mnie głupcze. Weź mnie teraz. Na co czekasz. Popchnij mnie na stół. Zajdź od tyłu i podwiń tą sukienkę, którą szukałam tydzień, specjalnie dla Ciebie baranie!”, a on patrzy zdziwiony na kobietę, która ma dziwnie nieobecny wzrok. Widzi, że nagle się zarumieniła i zastanawia się czy powinien otwierać drugą butelkę wina, bo ona chyba się upiła. Nosz kurwa mać! Przynieś tą drugą butelkę. Oblej jej nagie ciało tym winem, po czym je zliż wyjąc do księżyca jak wilkołak, gdy będziesz wchodził w nią od tyłu. No dobra, przesadziłem. To przez to kolejne piwo. Muszę uważać na Dianę. Nie chcę jej upić. Nie upijam kobiet, to żałosne. Kobiety odurza się rozmową, nie alkoholem. W każdym razie wszystko sprowadza się do tego, żeby obserwować kobiety. Nie jesteśmy w tym dobrzy. Kobiety czytają mowę ciała kilka razy efektywniej niż mężczyźni. Staram się im dorównać, jednak wiem, że wysoko mierzę. Gdybym miał wskazać jedną ze swoich dewiacji to właśnie to jest jedna z nich – szczegółowe obserwowanie zachowań kobiet. Nie podrywanie kobiet, nie jestem podrywaczem. Rozmawiam. Śmieję się. Czerpię radość z obecności kobiety. Uwodzę. Uwodzenie to subtelny taniec dwojga ludzi, gdzie mężczyzna prowadzi, a kobieta daje się prowadzić. Obie strony muszą chcieć. Do tanga trzeba dwojga. Układ idealny.

- Chodźmy zatańczyć! – widzę zdziwienie na jej twarzy. Patrzę na parkiet…pusto. W prawo, w lewo…pusto. Totalnie przestałem zwracać uwagę na otoczenie całkowicie zatracając się w rozmowie. W sumie mówić można z każdym, rozmawiać mało z kim. Piękne powiedzenie, które kiedyś, gdzieś wyczytałem. Uśmiechnęła się tylko. Wiedziała, że się droczę. Leciał właśnie jakiś emocjonalny kawałek, a na przytulasy nie miałem ochoty. Widziałem zresztą jej reakcje towarzyszącą tej muzyce. To pewnie jeden z tych utworów przy których utopiła niejedną lampkę wina. Jej telefon leżący na barze nagle się rozświetlił co wyrwało mnie z zadumy.

- Skoczę do WC. Zaraz wracam. Jak będziesz chciała uciec, to chociaż kup mi świeże piwko na pocieszenie haha.

Nie uśmiechnęła się. Patrzyła tylko osłupiała na leżący obok niej telefon, a w jej głębokich oczach napotkałem smutek, ten sam który kiedyś tak długo towarzyszył mi w lustrze.

BARMAN: Widziałem jej reakcje, gdy powolnym ruchem ręki sięgnęła po telefon nie odrywając wzroku od świecącego jeszcze ekranu. Biedny koleś. Jeszcze nie wie, a może zauważył? Widziałem jego przenikliwy wzrok jak stawał od baru. Widziałem, jak przez króciutką chwilę ją obserwuje. Na sekundę i nasze oczy się spotkały. Nie wyczytałem nic, co mnie niezwykle zdziwiło. Znam się na ludziach. Jak psycholog,  którym jest każdy barman z wieloletnim doświadczeniem. Tego spojrzenia jednak nie rozgryzłem. Polubiłem tego gościa. Wydaje się OK. Lubię otwartych ludzi i luźną niewymuszoną gadkę z klientami. On taki jest. Szkoda mi go. Jak napisał kiedyś Hłasko - "Co ty wiesz o kobietach? Jeśli one już kogoś kochają, to nie ma na nie siły.". Ostatni raz dyskretnie spojrzałem na drżenie jej dłoni w której trzymała telefon…

… 4,5h wcześniej …

ON: Z daleka widziałem, że ma ogromne oczy, niezwykle długie rzęsy i ciemne jak węgiel brwi. Przysiągłbym później, że słyszałem jak nimi trzepocze za każdym razem jak mrugała uroczo powiekami. Wiem, wiem…brzmi banalnie. Czarne włosy miała spięte w kok. Tak jak lubię. Co ja mówię, tak jak uwielbiam! Kocham koki. Jej pasował do delikatnych kobiecych rys twarzy, małego, ale spiczastego noska i tych zielonych oczu, w których można było się utopić. Jest średniego wzrostu. Na oko 168 cm. Szczuplutka, ale kobieca. Wyglądała nieporadnie jak wbiegała do mnie po schodach, ale było w tym coś urokliwego. W takich momentach seksapil, którego nie miała, a który ma tak niewiele kobiet schodzi na drugi plan. Jak powiedziała kiedyś Audrey Hepburn – piękno kobiety nie przejawia się w ubraniach, które nosi, w jej figurze lub sposobie w jaki układa włosy. Piękno kobiety musi być widoczne w oczach, ponieważ są one drzwiami do jej serca. Co ciekawe jest do Audrey niezwykle podobna. Miała swój własny, oryginalny styl. Taki, który lubię, ale który kompletnie nie pasuje do mojego. Nie miało to jednak znaczenia. Mała dzikuska ubrana w białe trampki, ciemne dziurawe spodnie, bluzeczkę w paski zakrywające jej małe sterczące piersi oraz kurtkę w kwiatki. Z jej mowy ciała wyczytać można było, że kipi pozytywną energią. Zaraża otwartością. Takie kobiety działają na mnie jak narkotyk i w takich momentach mam ochotę złapać każdą z nich z tyłu za włosy, przyciągnąć do siebie i głęboko sztachnąć się najpiękniejszym zapachem świata. Od razu widać, że jest osobą, która pragnie huśtawki emocjonalnej. To nie jest osoba przy której można się nudzić. Chodzę po tym świecie prawie 30 lat. Swoje już przeżyłem i swoje już wiem na temat kobiet, ale ona była jeszcze zagubioną dziewczyną, o czym wtedy jeszcze nie wiedziałem.

ONA: Pięknie, znowu się spóźnię. No tak, wolne miasto Gdańsk, a wszyscy gdzieś biegną. Z tym, że nikt nie ma takiego motorka w dupie jak ja, gdy się spóźniam. Zapomniałam, że wieczory nie są już takie ciepłe i jak zwykle zostawiłam bomberkę w mieszkaniu. Aczkolwiek dziś jest wyjątkowo przyjemnie. Pewnie jedna z ostatnich takich nocy w tym roku. Fajne zakończenie sezonu picia win w plenerze. Za tydzień koniec lata i kolejny rok akademicki. Słońce powoli już zachodziło ustępując miejsca wieczorowi. Oby przyjemnemu, liczyłam na to. Zafascynował mnie w pewien sposób. Godziny pisania na masangerze. Dziesiątki wysłanych snapów. Setki uśmiechów do telefonu. Tysiące myśli w głowie. Dawno z nikim nie złapałam takiej nici porozumienia i nie czułam tak luźnego flow. Serce zabiło mi szybciej. Nie potrafiłam odpowiedzieć, czy przez bieg, czy przez stres, który zaczęłam odczuwać. A co jak mu się nie spodobam? Jest ode mnie inny. Wydaje się taki ułożony i stonowany, ale jednocześnie pełen wyobraźni i kreatywności. Pełen pasji. A ja? Mała wariatka, którą rozsadza energia. Taka przeciętna. Taka normalna. Bujająca w obłokach. Non stop rozmyślająca i roztrzepana. Prześledziłam dokładnie jego instagrama. Kilka razy. No dobra kilkanaście. Ehhh…kilkadziesiąt. Jest przystojny. Ciemne włosy i ciemna oprawa oczu. Jak ja. Widać, że ma pasje. Żyje, a nie egzystuje. Czuję, że to nie jest kolejna instagramowa wydmuszka w stylu: patrz jaki jestem zajebisty, ile ciekawych rzeczy robię w życiu, gdzie to nie byłem i ile to pasjonujących sportów uprawiam. Oby. Poza tym zwróciłam uwagę, że stylowo się ubiera. Wszystkie kolory stonowane, dopasowane. Eleganckie buty ze skóry, spodnie z materiału, jednolite t-shirty lub koszule. Modne zegarki, czarne skórzane bransoletki na nadgarstku i drobny tatuaż na przedramieniu. Wysoki. Skubany jest ładniutki. Nie powiem, że nie.  Daje sobie łeb uciąć, że będzie dziś elegancko ubrany. Pewnie otworzy po prostu szafę, wyjmie pierwsze lepsze spodnie i t-shirt. Założy buty, które akurat będzie miał pod ręką i wyjdzie z mieszkania wyglądając zajebiście. Ehhh, a ja? Mi nikt nie zwróci 2h wybierania stroju i wkurzenia mojej przyjaciółki, która straciła do mnie cierpliwość już po godzinie moich dzikich rozkmin. Dobra mniejsza o to, co ma być to będzie pomyślałam wbiegając po schodach.

ON: Nasze spojrzenia się spotkały, gdy wbiegała na ostatni stopień. Nie, nie było fajerwerków i przyśpieszonego bicia serca. Nie było tych słynnych motyli w brzuchu, ani chłopięcej niepewności, a szkoda. Brakuje mi tej młodzieńczej intensywności, gdy tak naprawdę dopiero uczymy się emocji, które odurzają nas z niesamowitą siłą. Brakuje mi tego siana w głowie, gdy ma się 18 lat, a spontaniczne myśli aż buzują pod tą niedojrzałą czaszką. Człowiek wtedy myśli, że jest już dorosły, że jest już gotowy. Że każde „drzwi” otworzy z buta. Że to ta jedyna i największa miłość. Że to to, co chce robić w życiu i nie zmieni już nigdy zdania. Że wie wszystko lepiej od rodziców. Że może wszystko. Dosłownie wszystko, ale nie wie tylko, że życie jest sumą naszych wszystkich wyborów i że każdy błąd, każde cierpienie jest lekcją, a każda lekcja nas kształtuje i zmienia. Pierze z emocji. Zbliżając się do 30tki w niesamowitym tempie stajemy się coraz bardziej odporni na te spontaniczne i niekontrolowane emocje, które tak często nam towarzyszyły jeszcze 10 lat temu. W głębi jednak wierze, że w każdym z nas tli się jeszcze ten młodzieńczy żar. Że spotkam kobietę, dla której wstanę o 6 rano i z chłopięcym entuzjazmem pobiegnę po świeże bułki do sklepu. Dla której wyrwę się wieczorem z delegacji przejeżdżając 200km, stając w progu z zerwanym pod blokiem kwiatkiem tylko po to, żeby powiedzieć jej dobranoc. Dla której wezmę dwa dni urlopu na żądanie, spakuje pośpieszenie namiot do bagażnika i porywając ją wywiozę na mazury. Dla której nie uniosę się męskim przerośniętym ego i odurzony alkoholem po wypadzie z kolegami nachylę się do jej ucha szepcząc, że wszystko przestaje mieć dla mnie znaczenie, gdy jest obok mnie. Chcę poczuć tą satysfakcje, gdy zobaczę jak kąciki jej ust delikatnie się wzniosą i wzrok na sekundę złagodnieje, a ona będzie udawała dalej naburmuszoną bo wypiłem przecież o „jedną kawkę” za dużo.  

- Uważaj bo się zaraz przewrócisz! – aż mi się ciepło zrobiło, gdy potknęła się o schodek pędząc w moją stronę.

Momentalnie złapała równowagę. Skubana jest zwinna. Mały szaleniec. Podoba mi się to. Podeszła bliżej. Miała radosny i ujmujący uśmiech. To najpiękniejszy dodatek jaki może ubrać kobieta. Nie była klasyczną pięknością, ale na pewnym etapie życia przestaje mieć to znaczenie. Naprawdę. Jak napisał kiedyś Tuwim – tragedią jest zakochać się w twarzy, a ożenić z całą dziewczyną. Spotykałem się z różnymi kobietami. Tymi pięknymi też. Śliczne 20 paro latki z ciałami modelek, które podziwiałem, ale które masowały mi ustami tylko „móżdżek”, podczas gdy ja pragnąłem, aby wymasowały mi mózg. Też ustami, poprzez rozmowę. W sumie krzywdząca generalizacja. Każda kobieta jest inna. Każda, ale nie ma nic piękniejszego, niż zwykła kobieca naturalność. To takie proste. Tak niewiele trzeba. Ona to miała. Przytuliłem ją na powitanie prawą ręką delikatnie przejeżdżając po odsłoniętym karku. Subtelnie się wzdrygnęła. Pachniała przepięknie. Nie drogimi perfumami. Świeżością. Do tego ta głęboka zieleń jej oczu, które wpatrywały się we mnie wesoło mrugając.

ONI:

- Bonjorno senorita!

- Dzień dobry gringo.

Wybuchli jednocześnie śmiechem patrząc sobie w oczy. Ich radosne głosy połączyły się w najpiękniejszy dźwięk. Dźwięk rozmowy dwojga ludzi, którzy z każdym wypowiedzianym słowem nieuchronnie zbliżali się ku sobie. Słońce powoli chowało się ustępując miejsca nadchodzącej nocy, która dopiero miała przynieść to, na co ona nie była jeszcze gotowa.

IGOR: Było już ciemno, gdy Igor wysiadł z pociągu w Krakowie Głównym. Ruszył w stronę wyjścia zahaczając jeszcze o kiosk. Miał ogromną ochotę na papierosa. Nie palił od dawna. Tylko do alkoholu. Ale teraz musiał. W głowie toczył bowiem bój, który przynajmniej raz w życiu stoczyć musi każdy mężczyzna. Bój o serce kobiety. Kobiety, w której zauroczył się totalnie poza kontrolą. Tam, w słonecznej Portugali. Ona studentka Erasmusa. On doktorant. Zauroczyli się w sobie tak nagle i tak gwałtownie, że nie był w stanie tego racjonalnie wytłumaczyć. Jednak czy w zauroczeniu chodzi o racjonalność? Niestety mając 29 lat, ułożone życie, pracę, mieszkanie, najbliższą rodzinę nie sposób pominąć tych wszystkich aspektów. Mieszkała tak daleko. Podobno to nie odległość dzieli ludzi, a cisza. Gówno prawda. Obiecali sobie, że po powrocie dadzą sobie szanse. Że będą ze sobą codziennie rozmawiali. Ona pełna dziewczęcego entuzjazmu, ale też rozdzierającego smutku na samą myśl o tej odległości. On starał się twardo stąpać po ziemi. Wiedział, że odległość zabija. Że namiętność z czasem zacznie topnieć. Że codzienne rozmowy po miesiącach zamienią się w nic nieznaczące smsy wysyłane co kilka dni. Że zatracą się w swoich codziennych obowiązkach. Że ktoś z nich może pozna kogoś, kto wypełni tą pustkę i rozdmucha na nowo płomień, który przecież rozpaliła wcześniej druga osoba. Wiedział to, ale nie był ani trochę mądrzejszy. Dziesiątki myśli w głowie. Setki pytań, na które szukał odpowiedzi, gdy powieki opadały mu ze zmęczenia. I te nieprzespane noce, których tak bardzo się bał. Nietzsche zadał kiedyś pytanie - czyż nie lepiej dostać się w ręce mordercy niż do snów namiętnej kobiety? On znał odpowiedź. Pamiętał tamtą czerwcową noc w Lizbonie. Leżeli obok siebie. Ciepły wiatr delikatnie poruszał firankami. W oddali słychać było dźwięk aut i szum oceanu. Ona wtulona w niego, słodko pochrapywała. Piękna scena, filmowa, ale niestety pozornie. Tylko księżyc widział wtedy jego wilgotne, szklane oczy. Tej pięknej nocy racjonalność zabiła kolejną miłość. Tak przynajmniej wtedy czuł. Ale wrócił do Polski. Jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Myślami jednak dotykał jej duszy. Cały czas. Nieprzerywanie od tygodni. Nie wiedział tylko czy jej dusza dotyka jeszcze jego. Nie po tym jak zobaczył, jak jej wzrok w ciągu sekundy stał się pusty. Martwy. Nigdy nie zapomni jej cichego łkania jak odwoził ją na lotnisko. Bał się teraz, że go odrzuci i znikną dla siebie na zawsze nie posmakowawszy więcej swoich ust. Bał się, że nie poczuje więcej jej miękkich włosów na swoim policzku. Bał się wysłać tego smsa, którego w trakcie podróży przeczytał niezliczoną ilość razy - „Wróciłem. Przyjadę do Gdańska. Mogliśmy wszystko. Ja dalej mogę, a Ty?”. Jego palec powędrował powoli po ekranie. Było chwilę po 22:30. Serce na chwilę stanęło mu w miejscu… Send message.

Starsza Pani: Obserwowałam ich od godziny trzymając w ręce już zimny kubek herbaty. Firanka delikatnie przysłaniała mi piękny widok, jaki roztaczał się 6 pięter niżej, aż po sam widnokrąg.  Dolatywały do mnie tylko strzępki słów i ich beztroski śmiech. Siedzieli obok siebie na schodach pijąc wino i paląc papierosy. Ona ochoczo pokazywała palcem na niebo coś tłumacząc. On się śmiał i żywo gestykulował wyraźnie się z nią drocząc. Robiło się już ciemno. Idzie kolejny coraz chłodniejszy wieczór. Mężczyzna zdjął kurtkę i okrył dziewczynę. Nie baczył na to, że od pobliskiego stawu zawiewało zimnem. Wino efektywnie rozgrzało ich ciała, a może to te emocje, które unoszą się tak intensywnie nad nimi? Czułam je. Czułam, że te dwie nieznane sobie osoby nie spotkały się tu przypadkowo. Nic nie dzieje się bez powodu. Widziałam w tym miejscu setki par. Ta była wyjątkowa i to nie dawało mi spokoju. Było w tym coś niepokojącego. Coś znajomego. Dla młodych ludzi my starsi jesteśmy niewidzialni. Nic nie znaczymy, ale my też mieliśmy kiedyś życie. Też kochaliśmy. Też czuliśmy szczęście. Też cierpieliśmy. Ta para nie dawała mi spokoju. Widziałam gdzieś już tą scenę. Przeżyłam ją. Spojrzałam na zdjęcie stojące po mojej lewej stronie. Czarna wstążka przepleciona przez prawy róg ramki. I to ciepłe spojrzenie, w które wpatrywałam się każdego wieczoru. W tej chwili jednak przed oczami miałam inną twarz. Wspomnienie wyblakłe, ale emocje wciąż niezwykle wyraźne. Pewnych rzeczy się nie zapomina. Nigdy. Aż do śmierci. Spojrzałam przez okno na ich radosne twarze. To nie wróżyło niczego dobrego.

ON: Zimna woda spłynęła mi po twarzy powodując rozkoszne orzeźwienie. W tle słychać było przytłumiony dźwięk muzyki, który zagłuszyła suszarka do rąk. Znałem ten kawałek. Running in the night. Kapitalny. Tyle niedocenionej muzyki, której nigdy nie usłyszymy w radiu. To jeden z takich kawałków. Spojrzałem w lustro oblepione naklejkami ze znanymi cytatami polskiego kina. Klasyki.

„ Bardzo porządna dziewczyna. Trudno! Co robić”

Uśmiechnąłem się jak łobuz do lustra. Taaaa. Kiedyś wierzyłem, że większość kobiet to nieśmiałe, grzeczne, eteryczne istotki, pragnące stabilizacji i domowego ciepła. Naiwny. Daj kobiecie emocje, a będzie Twoja. Piękne powiedzenie. Takie prawdziwe. Owszem, one lubią jak mężczyzna podejdzie i przytuli. Da wsparcie. Otoczy silną ręką. Powie „kocham Cię”. No właśnie…lubią, a czego pragną? Pragną, żeby mężczyzna z zaskoczenia złapał ją za kark przyciągając do siebie. Szepnął do ucha „Uklęknij!” nie bacząc na to, że obedrze sobie kolana. Pragną, żeby wziął ją na ostro. Na stojąco. Od tyłu. W kuchni. Dociskając do ściany. Lewą ręką łapiąc z przodu za szyję. Prawą masując najpierw piersi, potem brzuch, podbrzusze,… Następnie po wszystkim pomoże się jej ubrać mówiąc, że jest jak narkotyk. Podejdzie. Złapie obiema dłońmi jej twarz i pocałuje w czoło i przytuli. Kobiety nie chcą grzecznego chłopca. Chcą niegrzecznego gentlemana. Chcą mężczyzny, który da jej całą gamę emocji. Chcą mężczyzny, który zerżnie jej umysł. Miłość, wsparcie, ciepło, szczęście. Rozkosz, niewyobrażalne doznania, podniecenie, pożądanie, namiętność. Kontrast! Chcą faceta, który wywoła wypieki na jej twarzy. Spowoduje, że usta delikatnie się rozchylą, a pomiędzy udami poczują pulsujące ciepło czytając jego smsa  „Dziś dojdziesz. Trzy razy. Poproś.”, który doszedł w trakcie spotkania biznesowego z ważnymi klientami. Chcą mężczyzny, który dobrze wiedział, że to spotkanie biznesowe jest kluczowe i wiedział, że jej cichy jęk spowoduje konsternacje siedzącego obok szefa. Kobiety chcą się czuć pożądane, ale nie przez zdesperowanego frustrata, tylko świadomego siebie samca, który powie jej czego ona chce, gdy będzie niezdecydowana. One kochają mieć świadomość tego, że mężczyzna szaleje z pożądania właśnie do niej. Tylko do niej. To je niesamowicie nakręca. Myśl o tym, że on właśnie twardnieje przy zdjęciu, które wysłała mu na snapie powoduje, że jej policzki robią się czerwone, a oddech przyśpieszony i płytki. Chcą widzieć jak ten twardy, zimny, wyrachowany i pewny siebie mężczyzna traci dla niej głowę, poddając się chwilowo pierwotnym instynktom, które nim zawładnęły, a spowodowała to właśnie ona. Kochają to. Emocje. Doznania. Karuzela. Pieprzona huśtawka emocjonalna. Nie każda się przyzna, ale tego właśnie chcą. Tego pragną. Prawda stara jak świat. Tysiące lat ewolucji, ale też miliony mężczyzn, którzy tego nie wiedzą. Smutne. Nie, nie jestem ekspertem od kobiet. Tylko głupiec jest w stanie stwierdzić, że rozumie kobiety. Dajcie mi 10 lat, a ogarnę mechanikę kwantową. Dajcie mi 50 lat, a będę dalej głupcem próbującym zrozumieć kobiety. Tych istot uczymy się całe życie. Zaczyna się od koleżanek z przedszkola, które ciągniemy za kitki szukając atencji. Potem przychodzi podstawówka. Myślimy, że zrobimy na nich wrażenie biegając i popisując się na boisku szkolnym w momencie, gdy one rozchichotane siedzą z boku na ławkach i udają, że nas nie obserwują. Co za głupota. Pozwólcie mi cofnąć czas. Wystarczyło zostawić kolegów, którzy popisują się jak małpki w ZOO. Podejść do tych dziewczyn i zacząć rozmowę. Co zrobi większe wrażenie? Ładna bramka czy dobry żart, z którego będzie się śmiała cała grupa dziewczyn? Potem liceum. Pierwszy wakacyjny wypad pod namioty i pierwsza naga kobieta obok. Na niewygodnej karimacie. I to niesamowite zdziwienie, gdy wsuwając rękę pod jej sportowe majtki i dotykając ją delikatnie opuszkiem palca widzisz, jak jej oczy się wywracają, a ciało wygina w łuk. Natomiast z każdym coraz szybszym ruchem jej policzki rumienią się w niekontrolowany sposób. Przerwa- Tetmajer to był jednak kocur: „Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu, gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie. Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi, gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi, gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem. I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia, gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.”

-Witaj w moim świecie mała. – powiedziałem na głos patrząc w odbicie lustra.

ONA: Zakręciło mi się w głowie i przez chwilę poczułam, że odlecę. Po lewej stronie w oddali krzątał się barman, który zajęty był pracą. Złapałam równowagę opierając się o bar. To nie było działanie alkoholu. Momentalnie przed chwilą poczułam otrzeźwienie. Widziałam, że ręka w niekontrolowany sposób mi drży. Wybuch adrenaliny. Wściekłości. Radości. Smutku i cholera wie czego jeszcze. Wszystko na raz. Jakby ktoś walnął mnie obuchem w głowę. Wyłączyłam smsa, zablokowałam telefon i schowałam go do torebki. Igor. Dlaczego napisał? I to jeszcze akurat dziś. Gdy przez chwilę zapomniałam i uwolniłam myśli. Gdy poczułam oczyszczenie, na które tak długo czekałam. Ten płomyk nadziei, że mogę zatracić się w innym mężczyźnie nie odwracając się do tyłu, w jego stronę.

- Wszystko ok? – podskoczyłam przestraszona, gdy poczułam dłoń na przedramieniu.

Nie widziałam jak wracając zaszedł mnie od tyłu. Zaśmiał się wesoło. Zrobiło mi się znowu nagle przyjemnie ciepło. Momentalnie zatopiłam się ponownie w jego tajemniczym spojrzeniu. Oddałam się temu w całości.

- Tak. Zamówiłam Ci świeże piwko, ale nie zdążyłam niestety uciec.

Wybuchnął śmiechem, po czym nagle spoważniał.

- I tak bym Cię dogonił. Jesteś moją okazją. Nie wypuściłbym Cię.

- Jaką okazją?

- Może kiedyś się dowiesz.

Odwrócił wzrok na DJke z błyskiem w oku. Przeczułam, że w tym momencie coś kombinuje. To nie jest facet, po którym wiesz czego można się spodziewać.

- Słyszałaś ten kawałek przed chwilą? Running in the night? Chcę do tego zatańczyć. Teraz! Z Tobą!

- Przecież żaden DJ nie puści Ci tego samego kawałka dwa razy w przeciągu 5min.

- O zakład?

Po czym odwrócił się na pięcie i pewnym krokiem poszedł w stronę DJa. Co za typ. Widziałam, jak po przyjacielsku wita się z DJem i szepcze mu coś na ucho. Znają się. Nagle wskazał na mnie palcem i oboje zaczęli się śmiać. Szybko odwróciłam speszona wzrok. Widziałam, że macha w moją stronę i cieszy się wyciągając kciuk w górę. Pięknie, pusty parkiet, a on chce tańczyć. No dobra, sama z chęcią potuptam przyznałam w duchu. Szedł w moją stronę powoli, pewny siebie. Kawałek z klimatem z lat 80-tych zaczął płynąć z głośników. Złapał mnie za rękę i delikatnie, ale stanowczo pociągnął do siebie. Wpadłam w niego. Objął mnie prawą ręką. Ponownie zaczesał niesforny kosmyk włosów za ucho, głęboką patrząc mi w oczy. Bawił się. Perfidnie się mną bawił. W takich chwilach mam ochotę pieprzyć te wszystkie konwenanse związane z pierwszym pocałunkiem. Dlaczego to faceci muszą zrobić pierwszy krok?! Niesprawiedliwe!

- Chodź małolato. – powiedział pewnym głosem.

Złapał mnie ponownie za rękę i ruszyliśmy w stronę parkietu. W stronę doznań, o których marzy każda z nas.

IGOR: Nie odpisała. Nie był naiwny. Zdążył ją poznać i wiedział, że na odpowiedź będzie czekał długo. O ile w ogóle ją dostanie, co nie dawało mu spokoju. Co jak nie odpisze? Ona jest inna niż wszystkie kobiety, które dotychczas spotkał. Wolna. Niezależna. Niezwykle wrażliwa. To stanowiło o jej sile, a nie słabości. Nie każdy tak potrafi.  To nie była kobieta, która potrzebowała mężczyzny. To mężczyźni potrzebowali jej. I to go najbardziej fascynowało. Takie kobiety jak ona powodują, że mężczyźni tracą głowę. Kobiety, które nie były na każde skinienie, a takich znał wiele. Chwilowe zaintrygowanie. Potem zajebisty seks, A po nim ta dziwna pustka, którą odczuwał, gdy one leżały wtulone w niego. Nie czuł nic. Dosłownie nic. Tylko ich zapach na pościeli, gdy po wszystkim leżąc samotnie wpatrywał się w sufit. Substytut szczęścia. Wierzył, że jeszcze kiedyś poczuje to ukłucie w żołądku, gdy jakaś kobieta się do niego przytuli. Był zimny. Nie potrafił już kochać. Poza Dianą kochał dawniej tylko raz w życiu i na swój sposób kochać nigdy nie przestanie. Tego był pewny. Zrobiłby dla niej wszystko mimo, że upłynęło już sporo czasu. Nawet teraz. Jednak wtedy doskonale wiedział, że to nie miało przyszłości. Namiętność zanika. Pojawia się rutyna. Emocje opadają. To co na początku przyciąga z czasem zaczyna odpychać. To mijanie się w drzwiach i puste „Jak Ci minął dzień?”. Nie potrafił już do niej podejść i przytulić jak dawniej. Powiedzieć jak pięknie dziś wygląda. Nie potrafił klepnąć ją w tyłek jak myła naczynia, co zawsze sprawiało mu radochę, a ona wtedy udawała złość, ale w głębi siebie cieszyła się jak mała dziewczynka. Nie potrafił już przed snem głaskać palcem jej brwi co tak bardzo lubiła. Nie potrafił patrzeć na nią tak jak dawniej. Kobiety to czują, widzą. Powolutku i po cichu ich kobiecość umiera. Więdną jak niepodlewany kwiat. Ich namiętność wygasa. Zaniedbasz, to stracisz. Kobiety robią się wtedy głodne. Głodne emocji, których nie dostarcza jej partner. Potem zaczyna się chaos w głowie. Myśli, które niebezpiecznie zaczynają kiełkować. To przez strach. Kobiety boją się, że nigdy już nikt nie spojrzy na nie z pożądaniem. Że nie powie „Mam na Ciebie kurewską ochotę. Tu i teraz”. Że nie poczują tych emocji, które odczuwały na pierwszych randkach. Przy pierwszym pocałunku. Przy dotyku dłoni, które głaskały ich nagie plecy, gdy leżały obok wyczerpane i zaspokojone. Że nikt więcej nie złapie ich za rękę ciągnąc na plaże, a na pytanie czemu wziąłeś wino, o którym mówiłeś, że jest na specjalną okazje on odpowie „Bo Ty jesteś moją specjalną okazją”. Igor to wszystko wiedział, ale się dusił. Tak bardzo się dusił. Walczył o nią do końca. Walczył ze sobą i setkami scenariuszy w głowie. Próbował rozpalić namiętność. Przywrócić emocje. Wmawiał sobie, że chce. Miesiącami udawał, że da radę. Że potrafi. Oszukiwał sam siebie. Nie udało się. To czas pokazał im wtedy drogę. Pokazał im, że nie wiedzą nic. Nie wytłumaczył mu jednak jak poskładać jej wylane łzy. Światło zgasło. Poległ wtedy tak nagle. Ona to czuła od dłuższego czasu. Był przy niej, ale nie był dla niej. Widziała jego pusty wzrok. Widziała, że boi się jej spojrzenia. Szukała jego spojrzenia w których mogłaby wyczytać niewypowiedziane słowa. Traciła go, a jej dusza krzyczała krzykiem łez. Słyszał jej płacz w nocy, który zagłuszały przelatujące nad mieszkaniem samoloty. Nie miał odwagi się odwrócić i na nią spojrzeć. Podjął decyzje z dnia na dzień mimo, że przygotowywał się do niej miesiącami. Może nawet latami. Ostatni raz wypowiedział wtedy jej imię drżącym głosem. Dotknął włosów niestabilną dłonią. Poczuł zapach jej skóry. Skóry mokrej od łez. Leżeli długo ostatni raz wtuleni w siebie. Ona wierzyła. Żyła nadzieją. On wiedział, że za chwilę ostatni raz zamknie drzwi. Przekroczy próg i nie obejrzy się za siebie. Sam był zaskoczony jak nagle zamknął ten długi rozdział jego życia. Paradoksalnie jedyne o czym wtedy myślał to jej uczucia. Jego się nie liczyły. Widział w jej oczach cierpienie. Widział, że tamtego dnia jej serce dosłownie pękło. Gdyby tylko mógł to przyjąłby jej całe cierpienie na siebie. Na zawsze. Tylko po to, żeby ona mogła ruszyć dalej i odnaleźć szczęście. On się nie liczył, ale tak się niestety nie da. Czas. Czas. Czas… to jedyne lekarstwo. Najprawdziwszy banał. Szok, zaprzeczenie, gniew, gorycz, żal, smutek, akceptacja, powrót do życia. To etapy, przez które musi przejść każdy po rozstaniu. Wiedział co ją czeka i jego rany wtedy się nie liczyły. Doskonale wiedział, że się wyliże. Nie wiedział tylko, że stanie się zimny. Wyprany z emocji. Niedostępny. Nie wiedział, że myśl o kolejnym związku będzie go paraliżowała. Nie chodziło o jego egoizm. Chodziło o coś więcej. Każdy kolejny związek to ryzyko błędnego koła. Wszystko co nowe i intensywne z czasem blednie. Deja vu. Nie mógł pozwolić sobie na kolejny błąd. Błąd, który spowoduje, że znowu kogoś zrani, a tego nie chciał. Nie był gotowy. Spotykał się z różnymi kobietami. Zawsze podchodził do relacji z szacunkiem. Traktował kobiety dobrze. Do niczego nie zmuszał. Wiedziały co brały. Ostrzegał je. Nic nie obiecywał. Mówił wprost, że nie potrafi. I to je właśnie nakręcało. Każda z nich myślała, że go zmieni. Że to właśnie ona go przełamie. Takie schematyczne. Rzuć małemu kotkowi kłębek wełny i patrz jak się bawi. Znudzi się. Szybko się znudzi. Rzuć ten sam kłębek, ale co chwilę ciągnij za nitkę. Kotek będzie bawił się godzinami uparcie go goniąc. On o tym wiedział. Robił to, ale nieświadomie. Nie grał w gierki. Nie lubił gierek. Grał fair. Od samego początku każdej relacji. Jest mężczyzną, który nie boi się mówić o swoich emocjach. W dzisiejszych czasach uznawane jest to za słabość. Igor widział w tym siłę. Tylko tchórze boją się mówić co czują. Z tym, że on od dawna ni czuł nic. Minął ponad rok. Rok pełen tanich portugalskich perfum. Rozmazanych szminek. Czarnych pieczątek na ręce. Pustych jęków wylatujących przez otwarte okno. Plam na pościeli. Przelanych kieliszków. Śladów ust na lampkach od wina. Obłoków dymu. Pustych pocałunków na pożegnanie i szklanych oczu. Oczu młodych dziewczyn. I nagle wszystko się odmieniło. Tak nagle. Pewnego czwartkowego wieczoru zobaczył ten delikatny kobiecy profil nad którym górował duży czarny kok. Wpatrywała się w ołtarz św. Jana Chrzciciela w Igreja de São Roque. Duże oczy powoli śledziły każdy detal. Jej skupiony poważny wzrok przepięknie kontrastował z delikatnym uśmiechem. Była niesamowita, gdy stała tak w świetle zachodzącego słońca wpadającego przez witraże. Eteryczna istota w kierunku której zrobił wtedy pierwszy krok. Krok ku przepaści.

ONA: Od momentu, gdy wyciągnął mnie na parkiet prawie w ogóle nie przestawaliśmy tańczyć. Szybka przerwa na papierosa. Kolejne piwko. Kolejne uśmiechy. Niedokończone tematy zostawione na potem. Bezpruderyjne spojrzenia. I ponowne zatracenie się w sobie. Ukryci w tańczącym tłumie. Odizolowani chmurą emocji. Jest cudownie intymnie. Nie słyszę muzyki. Słyszę tylko jego ciało i oddech. Prawa dłoń wpleciona w moje włosy. Lewa dłoń coraz śmielej badająca łuk mojego biodra i piersi. Jego udo ocierające mnie tam, gdzie teoretycznie nie powinien. I ta jego twardość, którą czułam, gdy nasze ciała splecione były w jedność. Twardość, która powodowała we mnie uderzenia gorąca. Wyczuł to. Wiem, że widział jak moje usta delikatnie rozchyliły się, gdy dopadła mnie fala podniecenia. Widział mój onieśmielony wzrok, który szukał jego i bezgłośnie prosił o więcej. Delikatnie złapał mnie za dłonie przyciągając do siebie i skierował je na swoje barki. Objęłam go za szyją dotykając piersiami jego klatki. Silnym zdecydowanym chwytem złapał mnie lewą ręką w tali, a prawą ponownie wplótł we włosy tak, że kciukiem dotykał mojego policzka. Widziałam jak patrzy na mnie z pożądaniem, którego pragnie każda z nas. Przymrużone oczy zerknęły na moje usta. Przyciągnął mnie jeszcze mocniej do siebie, a nasze usta się zetknęły. Nie było romantycznie. Było tak…przyjemnie zwierzęco, gdy mocno pociągnął mnie za włosy odchylając moją głowę. Gdy nasze wygłodniałe języki zaczęły swój własny taniec. Gdy nadgryzł moją wargę ciągnąć ją subtelnie w swoją stronę. Patrząc mi prosto w oczy powoli skierował swój kciuk na moją dolną wargę dotykając ją i masując. Jak zahipnotyzowana patrzyłam na jego twarz bez emocji, gdy powoli zaczął wsuwać mi kciuk do ust, a ja zaczęłam go ssać nie wiedząc co właściwie robię. Widziałam w jego wzroku coś pierwotnego. Coś co mnie jednocześnie przerażało i totalnie fascynowało. Odpłynęłam czując jak nogi mi miękną i budzi się wilgoć mojej kobiecości. Miał mnie.

ON: Była niesamowita. Czytałem jej wilgotne od potu ciało, mokre kosmyki włosów spadające na twarz, delikatny zapach rozpalonej skóry pomieszany z jej perfumami. To był ten moment. Moja cierpliwość była równie napięta jak męskość, którą pobudziła. Tańczyłem z nią jeszcze przez chwilę delektując się każdym uwypukleniem jej drobnego ciała i czując ją całym sobą, gdy stykaliśmy się ocierając się o siebie. Rozbierałem ją w myślach nie bacząc na to, czy wyczyta to z moich oczu. Objąłem ją ciasno i pocałowałem tak jak lubię oddając się moim perwersyjnym preferencjom mocno kontrastującym z delikatnością z jaką dotknąłem jej ust. Nie była gotowa na więcej. Jeszcze nie. Dlatego pozwoliłem jej zasmakować tylko ułamek tego, czego tak bardzo kobiety pragną, gdy już doświadczą tego pierwszy raz. Dominacji. Bezpruderyjności. Perwersji. MĘŻCZYZNY.  Nie, nie jestem zboczeńcem. Nie kręci mnie zabawa pejczami i innymi śmiesznymi zabawkami. Nie bawię się w Greya. Po prostu niezwykle fascynuje mnie reakcja kobiet i ich zdziwione spojrzenia, gdy po raz pierwszy mocno zaciskam dłoń na ich szyi. Odlatuje, gdy widzę ten mdlejący uśmiech, który pojawia się sekundę później. Jak w ich spojrzeniu momentalnie pojawia się uległość, której tak bardzo każda kobieta pragnie, ale nie każda się do tego przyzna lub o tym wie. Odpływam jak w ich rozanielonych oczach znajduje demony, które budząc się krzyczą jękiem rozkoszy, a w ślad za nimi podążają uda, które powoli zaczynają się rozchylać. Diana pod swoją spontanicznością, energią i bezpośredniością kryła wrażliwość i nieodkrytą jeszcze kobiecość. Z pewnością są w niej zakamarki, których wcześniej żaden mężczyzna nie dotknął budząc w niej dzikość, o której jeszcze nie wiedziała. Czułem to, dlatego ostatni raz przyciągnąłem ją do siebie całując delikatnie i głaszcząc jednocześnie dłonią po policzku.

- Spadamy stąd. Jest już późno. Zamówię Ubera. Odwieziemy najpierw Ciebie.

- Ok ok. Skoczę tylko szybko do toalety – powiedziała wyciągając z torebki telefon.

BARMAN: Co chwilę zerkałem w ich stronę wyszukując ich w tłumie na parkiecie, a może to ją szukałem? Była kobietą obok której myśli nie mogą przejść obojętnie. Niepokojąco często łapałem się na tym, że wypatruję jej niesfornego koka wśród tych wymuskanych blond loków sopockich wampów wijących się na parkiecie. Gromadka dziewczyn w szpilach dłuższych niż przyrodzenie mężczyzn, którzy okrążają je jak wygłodniałe hieny ze śliną kapiącą na ich lakierki. Spojrzenia kobiet, które oblizując swoje wargi spoglądają na wybrzuszenia w ich spodniach. Nie w kroczu. W prawej kieszeni. Instagramowe atencjuszki, których jednym zmartwieniem jest to, że żaden amant w tym tygodniu nie wysłał jej 50 róż, a miało być tyle lajków pod zdjęciem z bukietem, w którym wydymając swoje ponętne usta i wypinając swoje jędrne piersi, będą kusiły setki zdesperowanych adoratorów wpatrujących się w jej seksowane ciało. Ciało przyklejone do fotelu drogiego auta jej kochanka.

#yolo, #part, #sopotello, #polishgirl, #sexy, #beautiful … #rzygaćmisięchcę

I ci adoratorzy, którzy widząc nagi kawałek kobiecego ciała tracą swoją godność łaszcząc się na jej wewnętrzną stronę ud w imię kultu jej mokrych „warg”. Pseudo samce alfa, których jedyną wartością jest ich złota karta kredytowa w kieszeni i drogi szampan na stoliku. Małe fiutki które odbijają się od lustrzanych parkietów sopockich klubów. Ich napompowane bicepsy pulsujące krwią. Krwią, która odpłynęła do ich przyrodzenia zostawiając tak niewiele w głowie. Żałosny taniec godowy w deszczu banknotów, śliny i spermy. Jest popyt. Jest podaż. Zresztą co ja tam wiem. Może przemawia przeze mnie zawiść? Może to ja nie nadążam za światem? Światem, gdzie większą wartość ma ten świecący prostokąt trzymany w ręce niż uśmiech kobiety, która siedzi naprzeciwko Ciebie. Prostokąt w który wpatrujemy się godzinami szukając dowartościowania na fb, instagramie, snapchacie i tinderze. Substytut szczęścia. Egzystujemy, a nie żyjemy.

- Czy Ty mnie kurwa słyszysz? Mówię do Ciebie. Dwa martini i butelka Chopina. Niech ktoś szybko przyniesie do tamtego stolika. – spojrzałem na klienta wyrwany nagle z zadumy. Pstrykał palcami pokazując jakiś stolik. 

- Się robi! Wypolerować parkiet pod stolikiem?

-Na chuja?

Nie na chuja tylko na Twojego małego fiutka i przerośnięte ego - pomyślałem. Dlaczego na świecie jest tak mało szacunku? Najgorsza rzecz jaka odrzuca mnie w ludziach to właśnie brak poszanowania dla drugiej osoby. Mowa oczywiście o „normalnych” ludziach, co jest zresztą subiektywną oceną każdego z nas. Zawsze wychodziłem z założenia, że nieważne czy to Pani sprzątaczka, czy Pan prezes wielkiego koncernu, to każdemu należy się rewerencja. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy patrzą na innych z góry myśląc, że ich wartość definiowana jest tym jak wyglądają, jakim autem jeżdżą, w jakim domu mieszkają, jakie wykształcenie mają, czy też jaki zawód wykonują. Długo by można wymieniać. Napina mnie, gdy widzę z jaką pogardą często traktowane są np. kelnerki w restauracjach, które wzywane są pstryknięciem palców. Z jakim brakiem poważania traktowani są sprzedawcy w sklepach, którym brzuchaty Andrzej Cebula rzuca banknot z przerysowaną nonszalancją świecąc przy tym swoim złotym rolexem. Odrzuca mnie spojrzenie pełne odrazy Pani Bożenki Eleganckie-Futerko, która z odrazą i awersją patrzy na bezdomnego w tramwaju zamiast spytać się go, czy nie chce bułki, bo właśnie zakupiła kilka w piekarni. Śmieszy mnie spojrzenie wymuskanego Piotra Żel-Solarka , który z pogardą spogląda na moje 10 letnie auto, którym stoję na czerwonym świetle obok jego BMW 5. Jaką ja mam wtedy ochotę pokazać mu najmniejszy palec mojej dłoni, co byłoby jednak równoznaczne przyznaniu się przed samym sobą, że jestem hipokrytą. I nie chodzi o to, że jestem personalnie uprzedzony do takich ludzi. To ich życie, ich cyrk, ich małpy, ale dopóki tacy ludzie nie będą szanowali nas, to ja nigdy nie uszanuję ich. Proste. Łypnąłem na klienta, który najebanym wzrokiem patrzył na mnie trzymając banknot, który po chwili rzucił z pogardą na blat baru. O wilku mowa. Spojrzałem na zegar nad barem. 1:40. Jeszcze kilka godzin i fajrant. Zerknąłem ostatni raz na parkiet szukając jej wzrokiem. Już ich nie było.

ONA: Wpadłam szybko do toalety pisząc i wysyłając nerwowo smsa. Spojrzałam pobieżnie w lustro widząc w odbiciu roztrzęsioną dziewczynę, której początkowo nie poznałam. Żarówka jarzeniowa migała nerwowo nad moją głową. Nie mogłam oderwać wzroku od tych oczu, które patrzyły na mnie po drugiej stronie lustra. To nie byłam ja. Drobna dziewczyna z kokiem na głowie patrzyła na mnie wzrokiem, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Pełnym emocji, których wcześniej nie zaznałam. W tych poszerzonych źrenicach widziałam…dzikość. Coś się we mnie przebudziło, a ja próbowałam wyczytać w tej zdziwionej twarzy co dokładnie. Spojrzałam na telefon, który zawibrował w mojej ręce. Kasia odpisała na mojego smsa. Zawsze czuwa. Zawsze w pogotowiu. Zerknęłam na konwersacje:

[01:43] Ja: Kasia nie wiem co robię. Nie poznaje się.

[01:44] Kaśka: Przez niego? Wracacie razem?

Odpisałam pośpiesznie.

[01:44] Ja: Przez niego. Tak, Uberem, ale najpierw odwozi mnie. Kasia mam dziwne myśli! Nie wiem co się dzieje, ale nie jestem sobą i nie wiem co robić.

Nie odpisała już. Poczekałam jeszcze dwie minuty, po czym ostatni raz spojrzałam w lustro i zobaczyłam minę zagubionej dziewczyny, która usilnie walczy ze swoimi pragnieniami.

IGOR: Stał na balkonie swojego mieszkania na 7 piętrze patrząc na migoczące światła budzącego się do nocnego życia Krakowa. Powoli zaciągał się papierosem delektując się dymem, który z taką przyjemnością wdychał. Zostało mu 7 papierosów. Spalił prawie całą paczkę w ciągu kilku godzin czego nie był świadomy. Nie mógł dłużej usiedzieć w mieszkaniu. To czekanie go zabija. Wyciągnął telefon i wybrał numer do swojego przyjaciela, który z pewnością właśnie gdzieś siedział w pubie i spijał kolejnego łyka kraftowego piwa śmiejąc się przy tym w najlepsze. Nie mylił się. Kwadrans później zarzucił pośpiesznie kurtkę i ruszył w stronę starego miasta, gdzie miał się spotkać z przyjacielem i resztą znajomych. Noc była spokojna i jasna przez światło księżyca, który akurat był w pełni. Zupełnie inaczej niż myśli, które kłębiły mu się w głowie. Burzliwe i ciemne. Potrzebował z kimś porozmawiać. Nie o Dianie. Po prostu usiąść obok znajomych, napić się piwa i śmiać się oszukując samego siebie, że wszystko jest OK. Wiedział, że może na nich liczyć. Otaczał się ludźmi, którzy od zawsze byli dla niego wsparciem. Wyselekcjonowana garstka przyjaciół, którzy bez względu na wszystko staną za nim murem. Vice versa oczywiście – pomyślał. Wraz z wiekiem, gdy stajemy się cyniczni coraz trudniej jest poznać wartościowych ludzi, którzy zostają z nami na dłużej. Dlatego pielęgnował swoje relacje ze znajomymi, których znał od lat. Z którymi wypił niezliczone ilości alkoholu śmiejąc się przy tym do rozpuku.  Z którymi przeżył takie przygody, że do dziś zastanawia się jakim cudem jest jeszcze cały. Znajomi, którzy trzymali go za głowę, gdy wymiotował oparty przez płot, ale też znajomi, którym dawał kopa w dupę, gdy widział, że trzeba sprowadzić ich na ziemie. Takie rzeczy umacniają. Budują więź na lata. Miał też przyjaciół, z którymi nie utrzymywał stałego kontaktu. Których spotykał kilka razy w roku i co najpiękniejsze,  spotkania te kończyły się rozmowami do świtu, a czas i odległość, która ich rozdzielała w życiu codziennym, w takich momentach nie miała absolutnie żadnego znaczenia. Wraz z upływem lat Igor przesiewał swoje znajomości z okrutną bezwzględnością odcinając się od ludzi toksycznych, którzy ciągnęli go w dół. Nie cierpiał ludzi, którzy swoje życie opierali na fundamentach narzekań i zrzędzeń. Wieczni malkontenci. Odrzucało go to. Gardził ludźmi, którzy byli fałszywi, dwulicowi i interesowni. Brzydziła go hipokryzja. Gardził egoizmem i toksycznością, którą tak często próbowali wlać w jego życie, wchodząc w jego świat w ubrudzonych butach. Miał kiedyś znajomych, którzy czekali na jego błąd, na jego potknięcie, szyderczo ciesząc się, że mu też nie wyszło. Ludzie , którzy karmią się czyimś nieszczęściem, nie widząc przy tym tego, jak sami są nieszczęśliwi i zakompleksieni. Ludzie, którzy będą Cię ciągnąć w dół, jak z entuzjazmem oznajmisz im, że rozwijasz się w życiu, że starasz się przeć naprzód, że osiągasz sukces. Ludzie, którzy urągliwie ocenią Twoje nowe pomysły drwiąc z Ciebie i wylewając jad na Twoją odwagę i zapał, który będzie Ci towarzyszył, gdy zaczniesz realizować swoje nowe koncepcje i inicjatywy. Wychyl się, a będą próbowali Cię zniszczyć. Zrób coś wbrew ramom, w których Cię zaszufladkowali, a znajdą dziurę w całym. Zacznij realizować coś, co nie jest spójne z tym co robiłeś dotychczas, a rzucą się jak piranie prześmiewczo plując Ci jad w twarz w akompaniamencie sardonicznego śmiechu. Dlatego Igor izolował się od takich ludzi usuwając się w cień, po cichu, bez skrupułów. Ich świat, ich życie. On w tym nie chciał uczestniczyć. Dlatego po tylu latach została mu mała garstka znajomych którzy wiedzieli co to konstruktywna krytyka, którą zresztą tak bardzo cenił. Znajomi, którzy go wspierali i byli podporą. Odwdzięczał się tym samym w imię bezwarunkowej bezinteresowności. Czysta przyjaźń, nieskalana brudem, który już dawno wyskrobał wraz z tymi toksycznymi ludźmi. Dlatego cieszył się, że za chwile będzie mógł spędzić czas, ze znajomymi, których tak bardzo sobie cenił i szanował, zapominając przy tym na chwile o ciężarze, który niósł właśnie w swoim sercu.

ONA: Patrzyłam przez szybę samochodu na pędzące z nami światła, które zostawialiśmy za sobą. Wracaliśmy w stronę Gdańska i tylko radio swoim szeptem zagłuszało ciszę, która panowała w aucie. Zerknęłam kątem oka w jego stronę. Patrzył przed siebie nieobecnym, skupionym wzrokiem. Trzymał mnie za rękę. Był ze mną, ale czułam, że specjalnie daje mi czas, jakby doskonale wiedział, że toczę teraz w głowie nierówną walkę. Nie naciskał. Nie wysyłał żadnych sygnałów. Nie mówił nic. Delikatnie tylko głaskał moje palce swoim kciukiem. Towarzyszyło mi mnóstwo myśli kłębiących się w lekko odurzonej alkoholem głowie. Myśli, które były wbrew mnie i zasadom, które wyznawałam przez całe swoje krótkie życie. W głębi siebie pragnęłam, aby noc ta trwała dalej. Pożądanie w jego oczach i namiętność jaka pojawiła się w klubie przysłoniła wszelką logikę, która ostatkami sił krzyczała do mnie przytłumionym echem pustej studni. Jesteśmy przecież tylko ludźmi. Mamy swoje pragnienia, które głęboko w sobie ukrywamy przed nieznajomym wzrokiem, a jego przecież jeszcze taki był! Dlatego ta rysa dylematów na moim umyśle powodowała, że nie wiedziałam co robić. Tak bardzo w tej chwili pragnęłam jego dotyku. Chciałam chłonąć jego palce swoją delikatną skórą. Chciałam, żeby czytał moje ciało swoimi dłońmi. Grał na mnie swoimi wargami i językiem. Żeby jego zapach zmieszał się z zapachem wina, które mroziło się u mnie w lodówce. Żeby jego oddech zjeżył mi kark, gdy zacznie szeptać mi na ucho to co chce usłyszeć każda kobieta. Zamknęłam oczy i na kilka minut zatraciłam się w jego dotyku, gdy swoimi palcami subtelnie i niezwykle delikatnie zaczął pieścić wnętrze mojej dłoni. Ta niezwykła chwila, która trwała o wiele za krótko.

- Diana dojechaliśmy – otworzyłam oczy, gdy sprowadził mnie na ziemie swoim głosem.

Spojrzał na mnie pierwszy raz odkąd wsiadaliśmy do Ubera. Czułam się, jakby zajrzał w głąb mnie wyciągając na światło dzienne wszystkie moje emocje, które kłębiły się we mnie. Jakby rozłożył je na stole, zaczął brać w swoje palce każdą z nich osobno i przekrzywiając co chwilę głowę analizował dogłębnie to co właśnie widzi, a widział wszystko. Czułam to.

- Zakończymy tutaj kurs. Bardzo dziękujemy. - nie odrywając ode mnie wzroku poinformował stanowczym głosem kierowcę.

Stęknęłam tylko cicho. Do dziś nie wiem, czy było to jęknięcie zrezygnowanej małej dziewczynki, która tak długo walczyła ze sobą, żeby nie zjeść ostatniego lizaka, a właśnie go rozpakowywała. Czy też może świadomej siebie kobiety, której ścisnęło nagle coś w brzuchu i poczuła wilgotne ciepło, które zaczęło pulsować trochę niżej.

Wychodząc z auta poczułam w torebce wibracje. Zerknęłam na telefon. Kasia odpisała

[02:03] Kaśka: Jesteś już jego Diana…

Dzięki Kasia, na Ciebie zawsze można liczyć w odpowiednim momencie – pomyślałam. Ruszyliśmy powoli w stronę mieszkania, w którym miało wydarzyć się coś, czego nie mogłam wyrzucić z pamięci do końca życia.

ON: Miała ładne i zadbane mieszkanie. Dwa pokoje i oddzielna kuchnia. Do tego ta lokalizacja. Zbyt wysoki standard jak na studentkę. Zapewne mieszkanie kupione przez rodziców. Duży pokój urządzony w ciepłym kobiecym styl, gdzie dominowała biel i czerwień. Duża szeroka kanapa, jeden obszerny fotel, niski drewniany stolik, czerwony dywan, sporo półek i jedna szafka. Do tego dużo zdjęć i obrazków w ramkach porozwieszanych na białych ścianach. Jej mały ciepły klimatyczny świat, gdzie chciałoby się spędzać z nią czas leżąc na dużej kanapie wtulony w jej drobne ciało i wdychając zapach jej włosów. Widziałem, że dyskretnie stara się mnie obserwować z kuchni, gdzie właśnie otwierała wino. Nie wiem czy była to oznaka braku zaufania, czy jej zwykła ciekawość. Miałem tylko nadzieję, że czuje się przy mnie komfortowo i nie żałuje, że zaprosiła mnie do środka, a raczej nie zaprotestowała jak ja się wprosiłem. To nie było w moim stylu. Wiedziałem doskonale co się stanie za kilkanaście minut. Od początku nie chciałem, aby ta relacja poszła w tym kierunku co poprzednie. Mam zasadę, że nie chodzę na pierwszych randkach do łóżka. Niestety zdarza mi się, że po kilku lampkach wina stwierdzam, że zasady są po to żeby je łamać. Pokusa jest zbyt silna zwłaszcza, jak kobieta jest pociągająca i widać, że do postawy pasywnej jej daleko. Umysł trzyma gardę, ale nokaut z dołu to kwestia czasu. Grubo generalizując można stwierdzić, że praktycznie każdy mężczyzna to zwierzę. Ja też. Nie jestem hipokrytą, żeby myśleć inaczej. Ewolucyjnie jesteśmy zaprogramowani do rozsiewania swojego nasienia. Natomiast są pewne normy moralnościowe i granice szacunku do siebie, ale co ważniejsze też do drugiego człowieka. Dlatego nie kręcą mnie jednorazowe przygody kończące się zawsze tymi samymi słowami: „Zadzwonię”. Diana była inna. Nie chciałem wrzucić jej w ramy moim poprzednich relacji szufladkując ją, jako kolejną partnerkę do przygody. Nie jej. Nie tym razem. Widziałem jej żarliwą reakcje na taniec i pocałunek w klubie. Widziałem jak walczy ze sobą w taksówce. Kobiety w takich sytuacjach są wulkanem emocji i wysyłają całą gamę niewerbalnych sygnałów mówiących o tym, że chcą, że pragną, że są gotowe i że masz do niej podejść i pocałować ją nie dając możliwości odwrotu. Jak Celine w filmie „Przed wschodem słońca”, która spragnionym wzrokiem i z zagryzioną wargą  patrzy na Jesse, który przy całym swoim uroku okazuję się tylko chłopcem, nie mężczyzną. Ta kultowa scena, gdy ta para młodych, zauroczonych w sobie ludzi słucha płyty w sklepie muzycznym jest idealnym przykładem mowy ciała kobiety krzyczącej w niemym krzyku do faceta „Pocałuj mnie. Błagam Cię!”. Z oczu Celine można wyczytać wszystko. Dosłownie wszystko. Właśnie w takich momentach kobiety nie chcą już odwrotu. Chcą iść do przodu, ale to facet ma ją chwycić za rękę i pociągnąć za sobą. Rolą mężczyzny jest zrobienie ostatniego stanowczego kroku zamykającego jej burzę dylematów w umyślę. Utwierdzeniu jej w przekonaniu że postępuje słusznie bo tak rzeczywiście jest. Kobieta po wszystkim ma leżeć z uśmiechem na twarzy i maślanymi oczami myśląc o tym, że to przecież jego sprawka. Że to on ja uwiódł bo jest taki męski i stanowczy i nie zostawił jej szans, gdy tak usilnie starała się ze sobą walczyć. Dlatego w takich sytuacjach nigdy nie powinniśmy wywierać na kobiecie presji i naciskać starając się ją przekonać logicznymi argumentami. Nigdy. To kobieta ma sama podjąć decyzje, a mężczyzna ma wiedzieć w którym momencie ma przejść do realizacji jej marzeń. Kobiety wtedy zyskują dwie rzeczy na raz: czyste sumienie i fizyczne spełnienie. Brzmi seksistowsko. Tak, jakbym traktował kobiety przedmiotowo. Manipulował nimi, ale absolutnie tak nie jest. Ta cała otoczka emocjonalna wokół takich sytuacji jest czymś niesamowicie eterycznym. Zarówno z perspektywy mężczyzny jak i kobiety. Piękny proces – pomyślałem patrząc jak Diana energicznie wyciągnęła korek od wina.  Jeżeli obie strony czują wzajemne pożądanie i obopólną namiętność to jaki jest sens powstrzymywania się czy to na pierwszej randce, czy na piątej albo dziesiątej? W imię czego? Konwenansów? Moralności? Wiary? Przekonań? Oczywiście jest to kwestia indywidualna i trzeba to uszanować. Nie możemy mierzyć innych swoją miarą. Natomiast pojawia się pytanie czy nie warto zatracić się czasami w emocjach zostawiając racjonalność z boku? Czy nie warto pójść za głosem własnych pragnień nie bacząc na przekonania, które wpajano nam od lat?  Życie jest pełne intensywności po które boimy się schylić. Ile zainteresowanych spojrzeń zgubiliśmy, gdy ta nieznana fajna dziewczyna wyszła z tramwaju ostatni raz rzucając ukradkiem spojrzenie? Ile pocałunków nie posmakowaliśmy, gdy na sekundę zawahaliśmy się przybliżyć usta o te dodatkowe kilkanaście centymetrów? Ile uśmiechów nie odwzajemniliśmy, gdy zapatrzeni w smartfona minęliśmy tego przystojnego chłopaka, który tylko czekał, aż spojrzysz mu w oczy?  Pieprzyć to. Przecież i tak kiedyś wszystkich nas przysypie piach, a my wahamy się, gdy mamy zagadać do kobiety, która nam się podoba?  Odwracamy speszeni wzrok, gdy ona zagryza wargę patrząc sugestywnie nam w oczy? Odsuwamy przestraszeni nogę, gdy ona leżąc obok Ciebie zaczyna ocierać Cię stopą o łydkę? Dopiero niedawno nauczyłem się tego, że nikt nie odda nam niewykorzystanych szans. Spojrzałem na Dianę, która odstawiła butelkę do lodówki bełkocząc coś pod nosem. Ruszyła w moja stronę. Dzisiaj była moją muzą, która zabiła moją racjonalność, pozwalając zatracić się w pożądaniu i namiętności, która towarzyszyła nam od pierwszego pocałunku. Problem polegał na tym, że nie wiedziałem czy po wszystkim będę w stanie spojrzeć na nią inaczej niż na resztę kobiet, które posmakowały mojego ciała.

ONA: Rozwiązałam koka i zdjęłam gumkę pozwalając moim włosom opaść na ramiona. Poprawiłam je zaczesując na jedną stronę. Wiem, że w taki sposób zyskuję na seksualności, gdy potargane, gęste i czarne jak noc włosy w nieładzie otaczają moją twarz. To działa na mężczyzn, wiedziałam o tym od dawna.  Wbiłam korkociąg w korek od wina, które wyjęłam przed chwilą z lodówki. Obserwowałam go kątem oka jak bez pośpiechu chodzi po pokoju i dokładnie się wszystkiemu przygląda. Zdjęciom na ścianie. Rysunkom porozrzucanym na stoliku. Książkom na półce. Nawet kwiatom na parapecie dotykając przy tym liście fikusa. Wyglądał na zamyślonego. Podszedł do szafki i bez kompleksów ją otworzył. Musiał zobaczyć przez szybkę w drzwiczkach moją kolekcje figurek. Wziął do ręki drewnianego słonika, którego przywiozłam z Portugali. Prezent od Igora. Jedyna rzecz, którą miałam po nim i której nie miałam odwagi wyrzucić. Poczułam się nieswojo, widząc, że obcy mężczyzna dotyka ten zwykły kawałek drewna, która już teraz nie powinna mieć dla mnie znaczenia. Mimo wszystko czułam się niezręcznie patrząc, jak obraca figurkę w dłoniach. Ta mała trywialna rzecz należy do świata wspomnień, do którego on nie powinien mieć wstępu. Tymczasem w najlepsze przyglądał się z bardzo bliska każdemu detalowi tego pięknego słonika. Przez chwilę poczułam się, jakby był intruzem. Momentalnie jednak odrzuciłam tą myśl uświadamiając sobie, że tamtego dnia na portugalskim lotnisku, gdy siedziałam sama w samolocie przyrzekłam sobie, że Igor jest dla mnie skreślony. Nie mogłam tylko zrozumieć, dlaczego ten sms sprzed kilku godzin wywołał we mnie tak skrajne i intensywne emocje. Czytając w klubie te czarne literki smsa na ekranie telefonu przysięgam, że poczułam zapach bryzy znad Oceanu Atlantyckiego, którym tak często się wtedy delektowałam. Jednak towarzyszył temu jeszcze inny zapach. Zapach Igora, który obejmował mnie, gdy wtulona w jego ramiona podziwiałam zachody słońca. Plump! Korek wyskoczył z szyjki butelki. Przerażająco przyjemny dźwięk. Podnosząc brew spojrzałam na puste butelki na szafce po lewej stronie. Dobrze, że nie wchodził do kuchni. Nalałam dwie lampki wina. Upiłam połowę mojej lampki i szybko dolałam ponownie do pełna. Poprawiłam włosy i ruszyłam pewnym krokiem do pokoju. Siedział już na fotelu z rękoma założonymi za głową.

- Proszę. Półsłodkie, tak jak lubisz.

Podeszłam do okna i oparłam się tyłkiem o parapet.

- No proszę! Pamiętasz. Dziękuję. – wyszczerzył szeroko zęby.

- Bo Cię uważnie słucham bezczelu! Zresztą mamy mnóstwo ciekawych tematów do dokończenia przy następnych spotkaniach – spojrzałam na niego dyskretnie badając reakcje. Nie odpowiedział ignorując moje słowa co sprawiło mi lekki zawód. Wziął łyka wina, a na jego twarzy wyrysował się grymas niesmaku.

- Bardzo dobre, ale mocne. Ciebie nie skręca? – zapytał wyraźnie zaciekawiony

- Miesiące praktyki – zaśmiałam się na głos chociaż to ostatnia rzecz z jakiej powinnam się śmiać. Sporo butelek wina przewinęło się przez to mieszkanie w ostatnich miesiącach. Oczywiście dziwnym trafem najczęściej portugalskich. Zazwyczaj towarzyszyła im smutna muzyka i moje łzy, który chłonął mój ulubiony kocyk. Nie miało to jednak w tym momencie dla mnie znaczenia. Po początkowych obawach cieszyłam się, że wprosił się do mojego mieszkania. Zanim otworzyłam wino rozmawialiśmy kilkanaście minut na balkonie paląc papierosy. Czułam się przy nim swobodnie. Śmiało można powiedzieć, że jeżeli w momencie kilkudziesięcio sekundowej ciszy z dwóch stron nie pojawia się krępująca cisza, to obie strony czują się w swoim towarzystwie komfortowo. I tak też było w jego przypadku. Przytulił mnie i przez kilka minut siedząc na balkonowej ławeczce podziwialiśmy z daleka morze i latarnie morską, która idealnie co 9 sekund rozświetlała moje mieszkanie. Irytujące światło przy odsłoniętych żaluzjach. Przyjemne, gdy człowiek ma ochotę się wyciszyć podziwiając widoki. Wróciłam myślami do niego i wnętrza pokoju. Czytał mi chyba w myślach bo po upiciu kolejnego łyka wina i odstawieniu lampki na stolik przeciągnął się jak kocur i ziewając powiedział:

- Odsłoń proszę żaluzje. Niech wpadnie światło z latarni. Jest w tym coś klimatycznego.

Odwróciłam się do okna i podniosłam żaluzje wpuszczając światło, które tak ochoczo zwiedzało zakamarki mojego mieszkania. Oparłam się rękoma o parapet podziwiając widoki za szybą. Słyszałam, że wstaje i powoli idzie w moim kierunku. Podszedł od tyłu i jedną rękę położył mi na ramie, a drugą wsunął pod bluzkę i położył na brzuch, który zaczął badać swoją ręką. Zanurzył twarz w mojej szyi wąchając ją i delikatnie drapiąc swoim zarostem. Czułam na plecach jego twardość, gdy mocno do siebie mnie przycisnął.

- Wyglądasz niesamowicie w świetle tej latarni. Jest w tym coś mistycznego – szepnął do mnie, po czym delikatnie wziął do ust płatek mojego ucha wraz z kolczykiem i zaczął intensywnie ssać.

Poczułam jak serce zaczyna mi niewyobrażalnie szybko bić. Na sekundę zakręciło mi się w głowie i z pewnością nie było to spowodowane winem. Pocałował mnie w kark przejeżdżając subtelnie językiem po jego wypukłości. Z pewnością czuł, jak niekontrolowanie się wzdrygnęłam oddając rozkoszy, gdy ciarki przeszły mi po całych plecach, od karku, aż do mojej zgrabnej pupy. Nagle jego lewa dłoń powędrowała na moją szyję i brodę. Mocno ją ścisnął i  gwałtownie odchylił mi głowę do tyłu. Przyjemnie zabolało. Prawa ręka nie bawiąc się w żadne konwenanse powędrowała pomiędzy uda, gdzie zaczęła swój taniec pieszcząc przez spodnie wewnętrzną stronę moich ud. Zalała mnie fala ciepła w ekspresowym tempie rozpływając się po całym ciele. Poczułam totalne odurzenie, gdy zaczął łapczywie całować i lizać moją szyję. Trzymając mnie bardzo mocno za brodę przekrzywił moją twarz ku sobie i pocałował mnie w usta, a nasze języki ponownie zatopiły się w sobie. Jego prawa dłoń walczyła właśnie z guzikiem od spodni rozpinając go w parę chwil. Jego zwinne palce wsunęły się pod biały materiał majtek zatapiając w wilgoci, którą z pewnością wyczuł. Poczułam ponownie zawrót głowy. Nagłe uderzenie endorfin spowodowane niesamowitym podnieceniem. Ponownie ścisnął mnie mocno za szyję nadgryzając moją wargę w trakcie pocałunku. Spojrzał na mnie zwierzęcym wzrokiem i brutalnie obrócił w swoją stronę, przygniótł do ściany i ponownie rzucił się w kierunku szyi. Poczułam, jak kładzie mi ręce na tyłku i unosi. Instynktownie podskoczyłam i owinęłam go nogami w pasie ściskając mocno. Czułam, że trzyma mnie niezwykle pewnie, gdy zatopiliśmy się w kolejnych pocałunkach, a nasze ciała żarliwie przyległy do siebie. Powolnym krokiem zaczął iść w stronę kanapy, na którą po chwili gwałtownie mnie rzucił. Spojrzałam na niego zdziwiona i przestraszona, ale jego wzrok był już pusty i nieobecny, gdy patrząc prosto mi w oczy zaczął rozpinać swój pasek od spodni. Poczułam przerażenie.

IGOR: Świtało już, gdy wracając lekko podchmielony poczuł wibracje telefonu. Wiedział, że to ona. Momentalnie to wyczuł. Nie spodziewał się jednak tego co przeczytał.  Patrzył od 3 minut w ekran telefonu jak sparaliżowany i nie wiedział co zrobić. Jego rozszerzone źrenice błądziły po tekście smsa, którego właśnie dostał. Słyszał jak serce niesamowicie głośno tłucze mu w klatce. Wystrzał adrenaliny spowodował, że momentalnie wytrzeźwiał. Był tak daleko, a nie był w stanie nic zrobić. I to w momencie, gdy Diana tak bardzo go teraz potrzebowała.

ONI:

Widziałem przez ułamek sekundy przerażenie w jej oczach, które po chwili zamieniło się w totalnie pożądanie i zwierzęcą dzikość. Nieświadomie zmrużyła tylko oczy i zagryzła wargę patrząc na moje krocze w oczekiwaniu, aż rozepnę pasek. Chciała mnie od razu. Teraz. W tym momencie. W sobie.  Nie tak łatwo – pomyślałem przestając walczyć z paskiem. Podszedłem do lampki na szafce, która była jedynym źródłem światła w pokoju. Wyłączyłem ją. Zapanowała ciemność, którą po chwili spłoszyło światło latarni rozświetlając w niesamowity sposób cały pokój. Nieziemski efekt. To właśnie chciałem uzyskać prosząc ją o odsłonięcie żaluzji. Wszystko było staranie wykalkulowane po to, żebym za chwilę mógł totalnie odlecieć oddając się przyjemności, która nas czeka. Spojrzałem w jej kierunku czekając, aż latarnia ponownie rozświetli pokój.

Błysk

Leżała na plecach na szerokim siedzisku kanapy opierając głowę o miękkie oparcie. Patrzyła prosto na mnie swoimi dużymi oczami bacznie obserwując każdy mój ruch. Tak jak ofiara patrzy na drapieżnika, który powolnym, flegmatycznym ruchem okrąża swoją ofiarę oczekując na najdrobniejszy ruch dający sygnał do ataku. Jej gęste włosy opadały na smukłe ramiona i zarys małego, ale z pewnością sterczącego biustu, który krył się pod bluzeczką. Podwinięta bluzka odsłaniała jej płaski brzuch i seksowny pępek. Jej zgięte w kolanach nogi przyciągnęły mój wzrok, gdy subtelnie, wręcz niezauważalnie rozszerzyła o kilka centymetrów uda patrząc mi cały czas w oczy. To był sygnał.

Błysk

Klęczałem ubrany obok niej, gdy wijąc się od moich pieszczot wyginała swoje nagie ciało w dzikich, niekontrolowanych konwulsjach. Jej czerwone policzki, przyśpieszony oddech, zamknięte oczy,  otwarte i nabrzmiałe od krwi usta, sterczące sutki, wygięte w łuk plecy i rozszerzone nogi powodowały, że ledwo powstrzymywałem się, żeby nie rzucić się na nią kończąc ten niezwykle piękny spektakl, któremu się właśnie oddawałem. Nie zrobiłem tego m.in po to, żeby odmienność tego co zaraz doświadczy zwaliła ją z nóg i oszołomiła na długie lata. Zresztą wyglądała zjawiskowo, gdy obserwowałem ją z góry, a myśl tego, że mogę pieścić ją tak godzinami była bardzo kusząca. Diana miała w sobie młodzieńczą świeżość. Jej idealnie gładkie ciało nieskalane żadnym defektem, blada delikatna skóra i przepiękne, gęste włosy zjawiskowo kontrastowały z moimi owłosionymi i żylastymi ramionami, które przesuwały się po całym jej ciele ucząc się każdego detalu. Lewą dłonią masowałem jej piersi i brzuch. Okrążałem jej sterczące sutki nawilżonym od jej śliny kciukiem co powodowało, że twardniały jeszcze bardziej. Pieściłem jej szyję i kark co jakiś czas przejeżdżając ręką po jej kruczoczarnych włosach i czerwonych policzkach i wsuwając palec wskazujący i serdeczny do ust. Ssąc palce otwierała wtedy oczy, które i tak gubiły ostrość, gdy prawą dłonią pieściłem jej podbrzusze i wewnętrzną stronę ud . Co jakiś czas specjalnie zahaczałem dłonią o jej mokrą kobiecość co powodowało, że na chwile wstrzymywała oddech i zastygała w bezruchu oczekując na więcej. Bardzo powoli kilka razy przejechałem opuszkiem palca po całej długości jej „zamkniętych warg” słysząc jak delikatnie wzdycha. Po chwili zanurzyłem opuszek palca głębiej, czując jak robi się mokry. Jeszcze raz przejechałem po całej długości, tym razem wewnątrz. Na chwile zatrzymałem się na jej wgłębieniu i powściągliwie zanurzyłem palec wsuwając go do połowy długości. Głośno jęknęła, a jej nogi zastygły w chwilowym skurczu. Nieśpiesznie przejechałem palcem wyżej kończąc ten nieziemski spacer na jej najwrażliwszym z wrażliwych miejsc w ciele, które wyraźnie wyczułem pod palcami.  Powolnym ruchem zacząłem je masować i niezauważalnie naciskać co jakiś czas nawilżając palec w miejscu, z którego wypływała jej przyjemna wilgoć. Słyszałem jak w niekontrolowany sposób zaczyna szybko oddychać. Z każdą minutą przyśpieszałem tempo doprowadzając do jej coraz częstszych postękiwań.  Najlepsze dopiero jednak było przed nami o czym za chwile miała się przekonać. Z niechęcią nagle oderwałem od niej dłonie. Cały czas klęcząc obok niej bez pośpiechu zdjąłem bluzkę i zacząłem rozpinać pasek. Położyła dłoń na moim brzuchu w oczekiwaniu na to co zaraz zobaczy. Nieśpiesznie odpiąłem guziki od spodni i ściągnąłem spodnie o kilkanaście centymetrów w dół. Przejechała paznokciami po całej długości mojej klatki, brzucha i podbrzusza zatrzymując się na twardości, którą wyczuła pod materiałem bokserek. Poczułem jak przyśpiesza mi tętno. Jak w nieopanowany sposób napinam mięśnie ud i pośladków. Ścisnęła go gwałtownie i mocno, a następnie chwytając gumkę bielizny pociągnęła ją energicznie w dół pozwalając na to, żeby moja męskość wyskoczyła z bokserek stercząc nad jej drobnym ciałem. Błysk latarni po raz kolejny rozświetlił pokój i przez ułamek sekundy zobaczyłem jak patrzy na moje bardzo twarde przyrodzenie zagryzając jednocześnie wargę, a rumieńce na jej twarzy niesamowicie kontrastowały z jej bladą cerą. W jej oczach zauważyłem niepohamowaną żądzę. Wzięła go w dłoń nieśpiesznie delektując się jego sztywnością, gdy masowała go w górę i dół. Podniecenie totalnie mnie odurzyło. Odchyliłem głowę do tyłu patrząc w sufit, gdy każdym milimetrem mojej męskości czułem jej delikatny, a zarazem stanowczy dotyk. Przeklnąłem na głos w amoku rozkoszy, po czym z bólem serca chwyciłem ją za przedramię i oderwałem jej dłoń. Na moją przyjemność przyjdzie jeszcze czas. Rozebrałem się do końca, po czym położyłem obok niej. Leżała dalej na plecach z rozszerzonymi szeroko nogami. Leżąc obok niej wsunąłem lewą rękę pod jej ciało łapiąc ją mocno od spodu za szyję, a prawą skierowałem ponownie pomiędzy jej perfekcyjne uda. Zacząłem energicznie masować „ją” trzema palcami co spowodowało, że po raz kolejny wygięła całe ciało w łuk. Nie śpiesząc się wsunąłem w nią środkowy palec , a po chwili zawtórował mu mój palec serdeczny. Oba palce skierowałem w stronę górnej ścianki, kilka centymetrów od wejścia, gdzie znajduję się Punkt G, o którym wie tak mało kobiet i zdecydowanie mniej mężczyzn. Bardzo energicznie, ale z wyuczoną subtelnością zacząłem pulsacyjnie naciskać na to miejsce, które powoduje, że kobiecy umysł ucieka w stronę nieświadomości przez niewyobrażalnie wielką rozkosz jaka rozpływa się po caluteńkim jej ciele. Nauczony doświadczeniem wiedziałem, że zacznie się wić i wyrywać przestraszona tym co właśnie poczuła, dlatego wcześniej przygotowaną ręka ścisnęła ją mocniej za szyje, a prawym przedramieniem nie przestając pieścić palcami naparłem na jej brzuch i podbrzusze wciskając jej ciało w łóżku. Nie miała szans. Jej głośnym jękom zawtórowały spazmy i skurcze, które ogarnęły całe jej ciało. Miałem ją. Święty Graal kurwa.

Błysk

Klęczał pomiędzy moimi nogami trzymając swoją męskość w dłoni, a światło które wpadło do pokoju oświetliło jego lśniące od potu ciało. Zaczesał włosy patrząc na mnie z dzikością, której nigdy u nikogo nie widziałam. Czułam jak jego lewa dłoń zaczęła masować moje piersi, żeby po chwili ponownie skierować ją w stronę moich ust. Kilkukrotnie przejechał opuszkiem kciuka po moich wargach, po czym wziął moją dłoń i delikatnie zaczął ssać moje palce cały czas patrząc lubieżnie mi w oczy. Prawą dłonią w której trzymał swoje twarde, sterczące przyrodzenie skierował pomiędzy moje uda. Poczułam jak łagodnie zaczyna masować moją „wilgoć”, swoją twardą jak skała końcówką. Robił to nieśpiesznie cały czas ssąc moje palce. Nie byłam w stanie pojąć co w tym momencie czuję. Ekstaza, którą mi zaserwował była poza granicami moich dotychczasowych wyobrażeń. Wyczułam jak coraz mocniej i energiczniej masuje mnie główką, co jakiś czas zanurzając głębiej w miejscu, gdzie pragnęłam go w końcu poczuć w całości. Bawił się tak moją cierpliwością kilka minut doprowadzając do wrzenia. Zauważył chyba moją reakcje bo poczułam jak tym razem zanurzył się trochę głębiej cały czas jednak się powstrzymując. Spojrzał mi w oczy, po czym bardzo powoli zaczął wsuwać się do środka. Poczułam niewyobrażalne doznanie, gdy jego twardość zaczęła mnie wypełniać. Leniwie zaczął tańczyć we mnie do tyłu i w przód, z każdą sekundą robiąc to szybciej i głębiej.  Jęknęłam głośno, wyginając się i kurczowo łapiąc dłońmi za koc na którym leżałam. Otworzyłam oczy i zauważyłam, jak jego ciało pręży się w uniesieniu. Jak mięśnie na rękach, którymi ściskał mnie mocno w pasie, napinają się, jakby bały się mnie wypuścić. Przez kilka minut kontynuował swój dziki i namiętny pląs, po czym odchylił głowę do tyłu zamykając oczy i napinając mocno mięsnie brzuch i klatki piersiowej. Trwał w tej pozycji kilka sekund, po czym nagle przestał się ruszać i gwałtownie opuścił głowę patrząc prosto na mnie. Światło, które ponownie wpadło do pokoju rozświetliło jego twarz, w której dostrzegłam zwierzęcą, nieokiełznaną furię. Nie miałam nawet czasu zastanowić się skąd ta nagła reakcja bo chwycił mnie w brutalnym uścisku za policzki, po czym znienacka uderzył płaską dłonią w twarz. Szybki, krótki ruch jego dłoni, który spowodował, że poczułam przerażenie i szok. Delikatnie zabolało, ale ku mojemu zaskoczeniu odczułam coś jeszcze. Coś dziwnego. Błyskawicznie chwycił mnie lewą ręką z tyłu za kark, po czym nachylił jednocześnie przyciągając do siebie. Pocałował mnie szaleńczo gryząc w wargę, a jego biodra zaczęły ponownie bardzo szybko i energicznie, wręcz brutalnie posuwać się pomiędzy moimi nogami przywracając momentalnie rozkosz w moim podbrzuszu. Nachylając się zaczął głaskać mnie zewnętrzną stroną prawej dłoni po policzku, gdy nagle ponownie poczułam uderzenie. Tym razem nie było szoku, tylko obudziło się we mnie coś pierwotnego, coś czego nie byłam w stanie zrozumieć. To było niesamowicie nakręcające, gdy poczułam jak jest twardy i dominujący, a ja jestem tylko uległą dziewczynką, z którą mógłby zrobić co chce i nie byłabym w stanie nic zrobić. Ta myśl spowodowała, że dostałam ekstazy, którą zaczęła przejmować kontrolę nad moimi instynktami. Pragnęłam więcej. Pragnęłam, żeby zrobił to jeszcze raz nie pytając o nic. Jęknęłam tylko i powiedziałam na głos „Jeszcze raz, zrób to…”. Spojrzał tylko na mnie jak drapieżnik i chwycił mnie bardzo mocno za rozpuszczone włosy przyciągając moją głowę do siebie i szepnął agresywnie „Musisz sobie zasłużyć” po czym brutalnie odrzucił moją głowę z powrotem. Chwycił mnie rękoma za oba nadgarstki krępując mi ręce nad moją głową. Przytrzymał je swoją lewą dłonią, a prawą ponownie złapał z tyłu za kark i przyciągając ponownie do siebie zaczął bestialsko poruszać się w mnie. Poczułam, że dochodzę. Nie wiedziałem jednak, że dopiero się rozkręcał.

Błysk

Wszedłem w nią brutalnie od tyłu chwytając w pasie i głęboko dociskając do siebie. Spojrzałem na nią zauroczony, delektując się widokiem jej doskonałego tyłka. Kropelka potu, spłynęła mi po twarzy i kapnęła na jej plecy, gdy w zwierzęcym uścisku zacząłem wypełniać ją coraz szybciej i mocniej. Nachylając się chwyciłem ponownie jej przedramiona, którymi się podpierała i przeciągnąłem je za jej plecy unieruchamiając jedną ręką. Opadła bezwładnie wyginając ciało w łuk. Jak kotka. Przekląłem głośno podziwiając ten obrazek. Drugą dłonią złapałem ją za tył głowy bezdusznie wciskając w kanapę. Usłyszałem tylko przytłumiony jęk wydobywający się jej ponętnych ust, które próbowały złapać oddech. Nie chciałem jej udusić chociaż wizja przetestowania jej wytrzymałości była niezwykle kusząca. Zlitowałem się jednak i szarpnąłem ją mocno za włosy podnosząc głowę i przekrzywiając ją na bok. Położyłem całą dłoń na jej lewym profilu twarzy i sadystycznie wcisnąłem w miękką poduszkę. Pot coraz mocniej spływał mi po twarzy, gdy minuta za minutą konsumowaliśmy swoje ciała w zdziczałym tańcu. Czułem jak moje naprężona uda uderzają o jej pełny i kształtny tyłek. Ponownie po chwili chwyciłem ją za włosy podnosząc i przyciągając do siebie nie zwalniając przy tym tempa, jakie narzuciły jej moje biodra. Jej plecy dotknęły mojego torsu, gdy w nieludzki sposób wygiąłem jej ciało ciągnąc za te piękne, długie włosy. Chwyciłem od przodu za szyję dociskając jej ciało do mojego, a drugą ręką zacząłem pieścić jej kobiecość. Moje palce współgrały w idealnej synchronizacji z męskością, która wypełniała ją ekspansywnie od środka. Duet doskonały. Poczułem jak gryząc ją w szyję i ucho zaczęła szybko oddychać i coraz głośniej jęczeć. Jej ciało zaczęło w niekontrolowany sposób drżeć. Czułem, że ponownie dochodzi, gdy zaczęła wić się pod moim uściskiem, próbując się wyrwać przestraszona tym, co za chwilę poczuje. Nie miała szans. Ostatkami sił wykrzyczała moje imię błagalnym głosem… „K…”, ale jej głos urwał się, gdy bestialsko zasłoniłem jej usta. Jeszcze nie skończyłem – pomyślałem. Dopiero zaczynamy o czym miała się przekonać.

Błysk, Błysk, Błysk

 

On: Delikatnie zdjąłem jej rękę z mojej klatki piersiowej i przykryłem szczelnie kocem. Smacznie spała słodko pochrapując. Wyglądała uroczo. Taka niewinna. Pozory - uśmiechnąłem się do siebie wracając w myślach do scen sprzed kilkunastu minut. Z pewnością była totalnie wyczerpana. Po cichu zacząłem zbierać swoje rzeczy z podłogi jednocześnie się ubierając. Podszedłem do okna patrząc na widnokrąg, który rysowało nasze morze. Słońce za kilka minut wychyli się znad tafli wody pokonując ciemność. Wpatrując się w dal zapiąłem nieśpiesznie bransoletki i założyłem zegarek. Wyjąłem telefon i odpaliłem Ubera. Za 9 min kierowca podjedzie pod blok. Popatrzyłem jeszcze chwilę przez szybę myśląc o Dianie. Była inna. Zauroczyła mnie i to mnie przerażało. Wbiła się w mój umysł nie bacząc na barierę, którą tak skrupulatnie budowałem przez ostatnie lata. Traciłem przy niej kontrolę lecąc 20cm nad chodnikiem zamiast twardo stąpać po ziemi tak jak do tej pory. To było wbrew mnie. Od dawna nie potrafiłem się w pełni zaangażować w relacje, w które wchodziłem. Tym razem czułem, że może być inaczej, ale musiałem się z tym oswoić. Przemyśleć na spokojnie budząc się w swoim łóżku, a nie przy niej. Dlatego nie chciałem zostawać do rana. Wiem, że gdyby była pierwszą rzeczą, którą zobaczyłbym po przebudzeniu to uległbym ponownie emocjom, których nie potrafiłem do końca okiełznać. Wizja porannego seksu również była kusząca, ale w tym momencie nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Liczyły się uczucia, które zmiękczyły moją grubą skórę wchłaniając się we mnie bez kompleksów. Bezszelestnie zasłoniłem szczelne żaluzje odgradzając pokój od światła. Zapanowała ciemność. Ruszyłem w stronę drzwi przystając nagle w progu. Naszła mnie ogromna ochota pocałowania jej w policzek na dobranoc. A raczej już na dzień dobry. Odrzuciłem jednak tą myśl, nie chciałem jej budzić. Spojrzałem na zarys jej ciała ukryty w mroku, ale oślepiony światłem ekranu telefonu, który trzymałem w ręce nie widziałem jej twarzy. Tylko jej sylwetkę przykrytą szczelnie kocem. Leżała nieruchomo oddychając powoli. Zobaczymy się niedługo – pomyślałem. Odwróciłem się  pośpiesznie i wyszedłem z mieszkania w ciemną noc.

 

ONA: Obudziłam się, ale nie znalazłam go obok siebie. Stał przodem do okna wpatrując się w dal, a jego rozświetlony przez telefon profil twarzy wyrażał zadumę. Był nieobecny. Nie było go już dla mnie. Czułam to. Był już gdzie indziej. Z kimś? Czy sam? Jego myśli wyleciały przez szybę za którą, rozprzestrzeniał się jego świat, którego ja nie poznałam. Stał tak kilka minut, a bijąca od niego aura tajemniczości przyprawiała mnie o smutek. Dlaczego nie leży wtulony we mnie? Czy od początku chodziło mu tylko o seks? Wbrew wszelkiej logice poczułam niewyobrażalny zawód. Oszukał mnie? Manipulował mną? Nie wiedziałam już nic. Nie chciałam, żeby tak to się skończyło. Nie po tym co dziś poczułam i zrobiłam, postępując wbrew moim poglądom i zasadom. Dałam się ponieść emocjom, ale czy nie o to właśnie chodzi w życiu? Nie miałam odwagi spytać, dlaczego nie zostanie na noc. Wiedziałam, że to nie ma sensu. Był zbyt niezależny i świadomy siebie. Cokolwiek robi to z pewnością ma powód. Od początku wydawał się jakby całe życie twardo stąpał po ziemi i każdy aspekt jego schematu postępowań łączył się idealnie w całość. Jak puzzle. Wszystko miał wykalkulowane. Takie sprawiał wrażenie, ale zauważyłam parę razy, jak jego oczy topnieją, gdy patrzył na mnie ukradkiem. Krótkie, ulotne momenty, który wyłapywałam z nadzieją w sercu, a może cały czas mi się wydawało? Chciałam teraz po prostu dyskretnego sygnału, który uświadomi mnie, że nie jest tak jak myślę. Że też coś poczuł tak jak ja do niego mimo, że znałam go tak krótko. Odwrócił się nagle i zaczął iść w stronę drzwi. Zatrzymał się na chwilę i spojrzał na mnie. Nie mógł widzieć jak w bezruchu obserwuje go spod przymrużonych oczu. Nie mógł słyszeć jak serce stanęło mi na kilka sekund oczekując niecierpliwie na jakikolwiek gest czy słowo. Patrzył na mnie przez chwilę, po czym odwrócił się i wyszedł z mieszkania. Moje małe serce pękło. Ze łzami w oczach sięgnęłam po telefon.

IGOR: Wyciągnął przedostatniego papierosa z pomiętolonej paczki. Odpalił drżącymi dłońmi zapałki i przyłożył do końcówki papierosa, który sterczał mu w ustach. Głęboko zaciągnął się dymem delektując się jego mentolowym smakiem. Odchylił głowę do tyłu opierając się o oparcie wiklinowego fotela, który stał na balkonie jego mieszkania. Wyjął telefon z kieszeni i po raz kolejny przeczytał treść smsa od Diany: „Tak. Wciąż jestem dla Ciebie. Tak bardzo Cię potrzebuję. Teraz. Dałabym wszystko żebyś tu był.”. Adrenalina, którą poczuł, gdy dostał tego smsa dziesięć minut temu cały czas trzymała go o siłach mimo upojenia alkoholowego. Jego euforyczny stan powodował, że przy każdym buchu papierosa musiał skupiać się na tym, żeby powstrzymać drżenie rąk, które utrudniało mu palenie. Czuł niewyobrażalną ulgę i radość. Brał różne scenariusze pod uwagę, ale właśnie spełnił się jego wymarzony. Pod wpływem egzaltacji, a może też alkoholu, Igor nie zwrócił uwagi jednak na to, że sms ten skrywał w sobie smutek i żal. Nie zdziwiła go też pora jej odpowiedzi, która całkowicie do niej nie pasowała. Nawet jak wychodziła gdzieś w weekendy ze znajomymi to odpisywała dopiero na następny dzień. Igor nie wiedział i nie mógł wiedzieć, że sms ten był wysłany pod wpływem emocji, które tak nagle zawładnęły przed chwilą jej umysłem zabijając w zarodku wszelką racjonalność.

3 dni później

ONA: Od godziny siedziałam przykryta szczelnie kocem wpatrując się w okno i rozmyślając nad tym co wydarzyło się w ostatnich dniach. Myśli kłębiły się w mojej głowie nie dając mi spokoju. Czułam niezwykle męczącą dezorientacje, a myśl o dylemacie, przed którym stoję powodował, że czułam się jak mała zagubiona dziewczynka, która błądzi we mgle. Niestety miałam świadomość tego, że czasami nasze życie totalnie komplikuje się przez jeden łyk wina za dużo, źle zinterpretowany gest i spojrzenie czy też pochopną decyzje podjętą pod wpływem emocji. Często właśnie te drobne, trywialne i z pozoru nieistotne rzeczy mogą okazać się kluczowe w kontekście tego, co przeżyjemy w najbliższych miesiącach, a nawet latach. Dopiero czas weryfikuje to, czy postąpiliśmy słusznie. Niestety często nie potrafiłam spojrzeć na daną sytuacje globalnie, zwłaszcza w kontekście relacji z mężczyznami. W każdej relacji analizowałam najdrobniejsze aspekty szukając dziury w całym. Czemu nie pocałował mnie na pożegnanie? Czemu tym razem kupił 10 róż, a zawsze dawał 20? Czemu nie przytulił mnie na dobranoc tak jak miał w zwyczaju? Czemu dziś jest taki nieobecny? O ile życie byłoby prostsze, gdybyśmy zamiast analizować poszczególne czynniki zaczęli syntetyzować. Nie analizuj, syntetyzuj! – zapiszę to sobie na karteczkach i porozwieszam po całym mieszkaniu. Zamiast skupić się na szczegółach może warto cofnąć się kilka kroków do tyłu, żeby spojrzeć na dany kontekst z innej perspektywy. Szerzej. Całościowo. Kompleksowo. Często zauważymy wtedy rzeczy tak oczywiste, że w duchu przyznajemy sobie, że byliśmy totalnie zaślepieni. Podejdź do ściany, stań metr przed nią i wpatruj się godzinami. Zobaczysz kawałek muru. Każdy jego szczegół. Najdrobniejszy defekt i zabrudzenie. Cofnij się teraz o kilkanaście metrów. Co widzisz? Zobaczysz piękny dom, z solidnymi fundamentami i wytrzymałym dachem. Niestety życie tylko z pozoru jest takie proste. Równie dobrze ten mały fragment ściany przed którym stoisz może być bez najmniejszej skazy. Natomiast, gdy odsuniesz się na jakąś odległość dostrzeżesz, że stoi przed Tobą szpetny dom, który lada moment się zawali. Tykająca bomba czekająca na moment zapalny, a człowiek często jest tak zaślepiony, że czując jak pada mu tynk z sufitu na głowę, w spokoju strzepuje go na ziemię i myśli, że to piękny śnieg udekorował jego ramiona. Jak to wszystko ładnie brzmi w teorii – pomyślałam wzdychając na głos. Spojrzałam ponownie na okno i przypomniałam sobie jak podszedł do mnie zachodząc od tyłu i zapoczątkował noc, którą będę pamiętała do końca życia. Ten niesamowity seks pełen doznań, o których istnieniu wcześniej nie miałam nawet pojęcia. A potem ta pustka, którą we mnie wywołał i wysłany sms do Igora. Jedyny mężczyzna, który tą pustkę mógłby zapełnić. Przynajmniej tamtej nocy tak myślałam zapominając o tym co czułam przez cały niezwykły wieczór poprzedzający dalsze wydarzenia. Rozmawiałam na następny dzień z Igorem. Jego spokojny głos sprawił, że wróciły dawne wspomnienia delikatnie muskając emocje, które nigdy nie miały być już mu przeze mnie dane. Obiecałam to sobie. Nie potrafiłam jednak przejść obok tego obojętnie. Oszukiwałam sama siebie przez ostatnie miesiące. Moja pierwsza prawdziwa miłość, w której totalnie się zatraciłam, ale też pierwszy ogromny zawód, który złamał mi serce. Rozmawialiśmy godzinami bojąc się zakończyć połączenie. Tak jakby każdy z nas czuł strach i obawę, że nie będzie mu dane usłyszeć głosu drugiej osoby. Każda minuta naszej rozmowy napełniała moje serce niezwykle małą kropelką nadziei. I wtedy zadzwonił on. Jego imię na wyświetlaczu telefonu totalnie wbiło mnie w fotel przytłaczając emocjami tak silnymi i intensywnymi, że miałam problemy ze złapaniem oddechu, gdy zaczęliśmy rozmowę. Kontrast emocjonalny pomiędzy rozmową z Igorem, a nim spowodował, że nie mogłam się długo pozbierać po zakończonej rozmowie. Burza chaosu przeszła przez mą głowę niszcząc spokój, jaki wlały we mnie rozmowy z Igorem. Straciłam orientacje nie wiedząc co robić, a co gorsza co czuć.  Wziął się w moim życiu znikąd, znikąd nagle dzwoniąc i znikąd ponownie wdzierając się do mojego umysłu. Jednak czy na pewno znikąd? Od zawsze wierzyłam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że w naszym życiu nie pojawiają się ludzie z przypadku. Jaką rolę on miał odegrać? Poznajemy takie osoby, które spędzają z nami całe lata, ale są też osoby, które zostają z nami na krótką chwile. I właśnie z tych chwil należy wyciągać dla siebie jak najwięcej. Powinniśmy uczyć się wzajemnie i czerpać życiowe doświadczenie, które mogą okazać się bezcenne, gdy ta osoba nagle odejdzie znikając z naszego życia. Powinniśmy również czerpać jak najwięcej przyjemności, emocji i doznań z takich relacji. Łapczywie je konsumować nie patrząc na tykający zegar, który zaraz rozdzieli te dwie osoby wskazówką. Może to jest właśnie ten człowiek, który obudzi w nas uczucia, o których nie mieliśmy pojęcia? Nauczy nas patrzeć na siebie z innej perspektywy. Pomyślałam o nim. On z pewnością mnie nauczył i to w tak krótkiej, ulotnej chwili. W głowie jednak dudniło mi jedno pytanie. Do  której kategorii on należy? Do tej w której zostaje się na dłużej? Czy może miał być tylko epizodem w moim życiu, który odbije swoje piętno na zawsze? Nie wiedziałam nic. Wiedziałam natomiast, że będę musiała dokonać wyboru. Wybrać jednego z nich kompletnie nie znając przyszłości, która stała pod ogromnym znakiem zapytania zarówno przy Igorze jak i nim. Wewnętrznie czułam, że nie mogę tego przeczekać angażując się jednocześnie w obie relacje, zanim podejmę decyzje. Byłaby to zbyt wielka huśtawka emocjonalna, która totalnie zabiłaby mój rozsądek i trzeźwość umysłu. To nie wchodziło w grę. Znałam siebie doskonale. Widziałam w jaki sposób każdy z nich na mnie działa i to w tym momencie, a co dopiero jak emocje sięgną zenitu. Totalnie różne uczucia, ale oba niezwykle silne. Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Tak wiele plusów i tak mało minusów, które można było postawić przy obu imionach. Jeszcze kilka dni temu powiedziałabym, że możliwość dokonania takiego wyboru to marzenie każdej kobiety, tym bardziej, że w dzisiejszym świecie tak wielki odsetek mężczyzn jest tak bardzo mdły. Oni nie byli. To nie było marzenie. To był horror. I to mnie bolało najbardziej, nie dając mi spokoju przez ostatnie 2 dni. Jednak dziś otwierając po przebudzeniu oczy zdałam sobie sprawę, że znam odpowiedź. Że wybór został dokonany. Doskonale wiedziałam, że dopiero czas zweryfikuje czy postąpiłam słusznie, ale najsmutniejsze było to, że nigdy się nie dowiem jakie skutki miałby drugi wariant. Niestety życie nie jest zero jedynkowe. Nic nie jest tylko białe i czarne. Niezwykle smutny i dołujący był fakt, że wiedziałam też, że wybierając jednego z nich stracę drugiego. Na zawsze. Igora zdążyłam doskonale poznać i wiedziałam jak zareaguje. Natomiast on z pewnością był mężczyzną, który ma swoje zasady, honor. Przyjmie decyzje z zimnym spokojem usuwając się na zawsze w cień. Ogień, czy woda? Emocje, czy rozsądek? Przybysz znikąd, czy Igor? Patrzyłam na imię na wyświetlaczu telefonu i z drżeniem rąk nacisnęłam zieloną słuchawkę.

 

~ Koniec ~

 

Deszcz po cichu bębnił o szybę. Uwielbiam ten dźwięk. Niesamowicie mnie uspokaja. W mieszkaniu panowała absolutna cisza, do której tak długo kiedyś się przyzwyczajałem, a którą aktualnie tak mocno sobie cenie. Wziąłem do ręki tykwę wypełnioną Yerbą i siorpnąłem ten życiodajny płyn patrząc w pustą stronę Worda, którego przed chwilą włączyłem. Mała lampka na komodzie rozświetlała skąpo pokój rzucając blade światło na moją skoncentrowaną twarz. Umysł miałem niezwykle jasny i spokojny. Zero chaosu w głowie. Zero zbędnych myśli i emocji. Absolutny spokój, którego determinantą był pomysł, który tak nagle i nieoczekiwanie przyszedł mi dzisiaj do głowy. W każdej sytuacji, nieważne czy dobrej, czy złej można znaleźć inspiracje – pomyślałem, po czym kładąc ręce na klawiaturze wcisnąłem klawisz „Z”. To będzie historia o życiu. Bo w życiu najmniej ważne jest zakończenie. Najważniejsi są bohaterowie, którzy tworzą fabułę naszej egzystencji. Spojrzałem ostatni raz na wygaszony telefon leżący obok mnie, a następnie zatraciłem się w pisarskiej ekstazie totalnie zapominając o całym świecie.

 

Jakub Przytarski, Gdańsk, 2017

 

 

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JakubP · dnia 11.10.2017 09:55 · Czytań: 76 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
23/10/2017 15:06
Widzę, że wprowadziłaś zmiany, Tjere. :) Podoba mi się. »
hopeless
23/10/2017 14:23
Miladora - Jeszcze raz dzięki. Jednak namalowałem autorski… »
Miladora
23/10/2017 13:56
Że będzie dobra książka? :) Uwierz, bo przeczytałam ich już… »
Miladora
23/10/2017 13:53
Wiersz czyta się jak po maśle, avatar w porządku, mogę… »
JOLA S.
23/10/2017 13:52
Milu, niestety nie mogę w to uwierzyć z oczywistych powodów… »
hopeless
23/10/2017 13:40
Miladora Poprawiłem, dzięki:) Avatar też już jest. Miło mi,… »
Miladora
23/10/2017 13:33
Chyba wystarczy powiedzieć, że nie rozczarowałaś mnie. :)»
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 12:39
Być może był to pospiech, a być może, jako osoba mało… »
braparb
23/10/2017 12:33
Piękny. Prostota i lekkość. Gratuluję. »
pociengiel
23/10/2017 11:38
Chłostany, w pocie czoła swoją stawę będziesz zdobywał Tak… »
Miladora
23/10/2017 11:32
Masz dobrą rękę do tytułów, panie F. :) Ale przyjrzyj się… »
Miladora
23/10/2017 11:13
To nie jest kwestia tego, że podoba mi się bardziej, bo… »
Miladora
23/10/2017 11:01
Tak - braparb dobrze poradził. :) Teraz tytuł zachęca, a… »
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 10:55
Miladora, dziękuję za Twój komentarz. Znowu odrobiłaś za… »
Jaga
23/10/2017 10:52
Carvedilol, bardzo dziękuję za komentarz :) Poprawki… »
ShoutBox
  • Miladora
  • 23/10/2017 15:07
  • To taki system, Tjere - ale już się dopisałam do wiersza. :)
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:29
  • Przegapiłam jakąś możliwość, czy to luka w systemie?
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:28
  • Cholerka, chciałam napisać pod swoim wierszem, że wprowadziłam zmiany, ale nie mogę dodać nowego komentarza, bo mój był ostatni, nie mogę też edytować, bo upłynął czas na wprowadzenie zmian...
  • Miladora
  • 23/10/2017 14:14
  • tak - wiem - doszedł. :)
  • Miladora
  • 23/10/2017 13:50
  • Odpisałam, Agnesko! :)
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
Ostatnio widziani
Gości online:52
Najnowszy:rybopujhana015
Wspierają nas