Cunqui. Rozdział 13 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 13
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

- Macie szczęście, że nie ma dzisiaj w mieście dużo ruchu. Sporo ludzi wybrało się do Painy na targi bydła  - powiedział gospodarz markotnie, przynosząc wielki dzban z winem i wysokie kubki. Do tego postawił przed gośćmi średnio już świeży chleb, ser o mocnym zapachu, smażone na gorącej oliwie kawałki cebuli i połówki małych fig pełnych twardych ziarenek oraz płaty wędzonej słoniny ze świniorów hodowanych przez Tych Jaszczurowców, które myśliwi z Pieczar jednogłośnie ocenili jako nie umywające się do ich własnych wyrobów. Nikt nie wędził mięsa tak dobrze, jak ich kobiety na jałowcowym dymie. Ale wino i ser musieli pochwalić.
 
- Wy nie produkujecie serów sami, zgadza się? Nie macie z czego, o ile pamiętam - zastanawiał się na głos gospodarz. - Nie hodujecie bydła w Pieczarach.
 
- My się tylko taką rogacizną interesujemy, która po lesie biega - odparł Arin odkładając swoją kuszę na bok, jak uczynili to pozostali. - Pieczary to nie miejsce dla zwierząt hodowlanych. Ani dla żadnych innych.
 
- Ale za to mleko i sery musicie od innych plemion kupować i z daleka sprowadzać. Choćby parę krów by się wam przydało.
 
- Może to i racja, ale nie przekonasz żadnego z naszych myśliwych ani żadnej z naszych kobiet do zajmowania się wypasaniem i dojeniem krów, owiec czy kóz. Kto by się za takie coś zabrał, zaraz zostałby wyśmiany przez całe plemię. Nasi ludzie uważają, że tylko łowy i wędzenie to porządne zajęcia, godne prawdziwego Pieczarnika. Mleko, a czasami nawet i sery, dowożą nam wędrowni kupcy. Raczej się to nie zmieni. Jesteśmy uparci i nie lubimy zmian - dodał wódz z zadumą.
 
- Tutaj cała okolica słynie z najlepszych kozich serów. Wiem dobrze, bo sam spędziłem pół życia robiąc je i wędząc. Pochodzę z Tych Cudownych, ale jako że nie jestem biegły w magii, musiałem wyuczyć się czegoś innego. Robiłem te sery, ale zawsze uważałem to za przykre i pozbawione emocji zajęcie - zwierzał się gospodarz, zadowolony z zainteresowania. Nawet zdawał się już powoli przyzwyczajać do intensywnego zapachu czworga przejezdnych. - Nie wiem, czy znacie historię tej koziej obfitości w tych stronach? Nie? To było jeszcze za czasów mojego dziadka. Uzdrowiciele w Klakon wymyślili wtedy sposób na wydłużenie nieco tych przykrótkich męskich przyrodzeń - w odpowiedzi na prośby wielu mniej obdarowanych przez naturę, skarżących się na brak powodzenia lub kpiny kochanek czy tam kochanków. Sposób okazał się działać wyjątkowo dobrze - tak dobrze, że wnet do Tych Cudownych zjeżdżali się wszyscy, którym cokolwiek między nogami dyndało. A  usposobienie ludzkie takie jest przewrotne, że jak ma trochę, to chce mieć więcej, nawet gdy tego nie potrzebuje. Tak zatem ci, co mieli długie, chcieli mieć jeszcze dłuższe, a ci, którym już raz wydłużono, przychodzili jeszcze raz, żeby im wydłużono nieco więcej. To były bardzo pracowite czasy w Klakon. W końcu jednak ten wyścig przyrodzeń został zastopowany w bardzo prosty sposób. Zbuntowały się żony i kochanki. Jak się okazało, wcale nie było im w smak przyjmować coraz to dłuższe pokazy męskości swoich ogarniętych manią wielkości partnerów. Twierdziły wręcz, że chyba coś się panom pomyliło, że one to nie samice jaszczurów i że jak chcą się popisywać swoją dyndającą chlubą, to niech ich w to bardzo proszę nie mieszają. I każda z nich przyprowadziła swojemu lubemu uwiązaną do sznura kozę z przykazaniem, żeby - jak chce - to się ze zwierzęciem zabawia, albo wymieni ją na cofnięcie tego nie przedyskutowanego z nią nabytku. No cóż, żeby nie mówić za wiele, wtedy to właśnie do Klakon trafiły wszystkie kozy, a uzdrowiciele musieli przeprowadzić mnóstwo zabiegów redukujących owoce zbytnio wybujałej fantazji starych i młodych kawalerów i małżonków. Przez wiele dni przed chatami Tych Cudownych stały kolejki osowiałych mężczyzn małych i dużych, z których każdy dzierżył w dłoni sznur z przywiązaną do niego kozą…
 
Płatek, Kuku i Arin zaśmiali się serdecznie.  
 
- Tak to jest, jak się ważnych życiowych decyzji z małżonką nie konsultuje - podsumował gospodarz i zwrócił się do żującej w milczeniu strawę Ekkli. - Pani się ze mną zapewne zgodzi?
 
Jasnowłosa Ekkla mruknęła tylko coś niezrozumiale w odpowiedzi.
 
- Ekkla Trzy Dziurki męża nie posiada i na zmianę się raczej nie zapowiada - wyjaśnił uprzejmie gospodarzowi Kuku.
 
- Trzy Dziurki, tak? - grubas podniósł brwi, pochylił się do Płatka, który siedział najbliżej i ściszonym głosem zażądał więcej szczegółów. - Naprawdę ma trzy?
 
- Tak twierdzi - odparł Płatek teatralnym szeptem. - Ale nikt tego z całą pewnością nie wie. Nikt jeszcze nie odważył się sprawdzić… Jest jeszcze więcej tego wina?
 
- Cuda i dziwy - skomentował gospodarz i poszedł po więcej trunku, wyraźnie zafascynowany niezwykłą niewiastą z Pieczar.
 
- Ekkla ma nowego wielbiciela, hehe - Płatek pociągnął długi łyk wina i na wszelki wypadek odsunął się nieco od młodej kobiety o pochmurnym obliczu, która obdarzyła go bardzo nieprzychylnym spojrzeniem.
 
- Daj jej spokój - zmitygował go Arin. - Wiesz, jak takie zaczepki się zazwyczaj kończą. Bez bijatyk mi tu dzisiaj. W gościnie jesteśmy, a nie u siebie. Dość już mi tego, że nas wszędzie dzikimi nazywają, dodatkowych powodów do takich stwierdzeń dawać im nie musimy.
 
- A to wszystko dlatego, że ludzie z waszego plemienia mało kiedy nosy poza Pieczary wychylają - podróżników dobiegł głos z sąsiedniej izby. Nie należał on do gospodarza, lecz do chudego podróżnika w workowatym odzieniu raczącego się w samotności winem i tytoniem. - Mało towarzyscy jesteście. Na inne kultury się otwierać nie chcecie. A wiadoma to rzecz, że człowiek nowych pobudek potrzebuje, bo inaczej mu smutno.
 
Chwiejnym krokiem mężczyzna o przerzedzonych już włosach w kolorze soli i kminku przytoczył się do ich stołu.
 
- Karmyan jestem, Sprawny w Prawie, do usług - powiedział, na co Arin śpiesznie przedstawił siebie i swoją eskortę.
 
- Po odbiór naszego młodzika z nauki do Tych Cudownych jedziemy - wyjaśnił. - A co Sprawnego do wychylenia nosa spoza Palisady skłoniło? - dodał żartobliwie.
 
Sprawni w Prawie zajmowali się między innymi badaniem “natury rzeczy wszelakich” i czynili to w odizolowanej od reszty świata wielkim płotem Siedzibie Prawa Ostatecznego na obrzeżach Painy, dlatego też często mówiono o nich jako o Tych Za Palisadą. Podobnie jak Pieczarnicy, zza tejże Palisady ruszali się w świat rzadko. Co nie oznaczało jednak, że tak samo pogardliwie ich traktowano. Wręcz przeciwnie. To właśnie oni - mimo, że nie władali magią - posiadali tutaj największy autorytet. Ich zdanie było ponad każdym wyrokiem i każdą decyzją wodzów wszystkich plemion. Decydowali o ostatecznych zmianach w Prawie - choć te nie zdarzały się niemalże nigdy. Poza tym, to oni sprawowali pieczę nad pozostającymi zazwyczaj w ukryciu łowcami dusz i znali tożsamość każdego z nich.
 
Karmyan nie poczuł wymierzonego w niego żądełka. Bezceremonialnie opadł na ławkę obok Kuku.
 
- A, to ty jesteś nowym wodzem Tych Pieczarników! Nie poznaliśmy cię jeszcze. Jak długo już rządzisz?
 
- Dopiero trzynaście lat.
 
- Już trzynaście lat, chciałeś chyba powiedzieć? No proszę, jak ten czas szybko leci. I sam sobie radzisz? To godne pochwały. Nigdy nas nie odwiedziłeś - przynajmniej ja nic o tym nie wiem.
 
Arin pokręcił głową.
 
- Nie było do tej pory takiej potrzeby.
 
-  I jedziecie do Klakon? Ja też. Możemy jutro razem zabrać się w drogę! Mój stary przyjaciel Toi Avafarn właśnie kilka dni wcześniej wysłał do mnie echo z zaproszeniem. Twierdzi, że znalazł dobry sposób na moje nietrzymanie… sam zmieszał maść, która według niego ma czynić cuda. To oczywiście zaraz wybrałem się w drogę. To zdradliwa przypadłość i wredna…  nie wiecie tego jeszcze, za młodzi jesteście. Ale i was to kiedyś czeka.
 
Kuku przezornie odsunął się nieco od Sprawnego.
 
- Jak on tak mocno przecieka, to niech się lepiej trzyma z daleka - mruknął, na co Arin syknął mu słowa ostrzeżenia prosto do ucha.
 
- Zachowuj się, Kuku - a do Karmyana powiedział już głośniej - niewielu jest chyba ludzi, którzy tak otwarcie twierdzą, że Toi Avafarn zalicza się do grona ich przyjaciół.
 
- Och, dlatego, że to on wykonuje wszystkie egzekucje? - zaśmiał się Sprawny. Dolał sobie do kubka wina z dzbanka Pieczarników. - A któż inny miałby to robić, jak nie on? Jest w tym najlepszy.
 
- Chyba chcecie powiedzieć, że to właśnie on najbardziej lubi to robić - Arin zagryzł wargi. - Prawdziwy kat. Nie ma w nim ani odrobiny współczucia.
 
- Mój drogi młodzieńcze, egzekucja to nie miejsce na pokazywanie emocji. Niech zgadnę. Byłeś świadkiem stracenia winnego, gdy byłeś młodszy i wywarło to na tobie przykre wrażenie. Dobrze mówię?
 
- Miałem dziesięć lat, gdy mój ojciec zabrał mnie ze sobą do Klakon - przyznał Arin. - Toi zabił wtedy młodą kobietę oskarżoną o coś śmiesznego. Błahe przewinienie, za które nie powinno być moim zdaniem żadnej kary… a już na pewno nie kary śmierci. Mój ojciec nigdy nikogo w całym swoim życiu na śmierć nie skazał… ja również nie mam zamiaru.
 
- Nigdy nie mów tak przy swoich poddanych - pouczył go Karmyan kiwając z przekonaniem głową. - Nie będą się ciebie bali. Nie chcesz chyba, żeby przestali cię słuchać? Tylko surowość potrafi trzymać tłumy w ryzach.
 
Arin wyglądał, jakby chciał coś na to odpowiedzieć we wzrastającym w nim gniewie, ale powstrzymał się. Zachmurzony pochylił się nad swoim winem. Jego towarzysze również milczeli.
 
- Rozumiem niechęć do samego sposobu przeprowadzania egzekucji - ciągnął niewzruszenie Sprawny. - Ale to niestety nieuniknione, jeśli chce się skutecznie złapać Mgłę. Nie wiem, czy wy mieliście okazję widzieć kiedyś taką egzekucję? - zwrócił się do Kuku, Ekkli i Płatka. Ci potrząsnęli przecząco głowami. - Na pierwszy rzut oka to makabryczne postępowanie niegodne cywilizowanego świata, ale wierzcie, lepsze to niż pozwolenie Mgle na przedostanie się tam, gdzie znajdują się niewinni ludzie. Skazańca zakopuje się po uszy w ziemi, unieruchamiając go skuteczniej niż sprawiłyby to więzy lub nawet łańcuchy. Mgła, która do ziemi przedostać się nie umie, zbiera się wtedy pod czubkiem jego głowy, gdzie zazwyczaj i tak już jest jej najwięcej. O ile oczywiście w ogóle taki delikwent ma w sobie Mgłę. Z wielu skazańców nie wychodzi nawet jedna mała chmurka. Potem wystającą głowę przykrywa się specjalnie przygotowaną miską z otworem na środku. Gdy widać już tylko sam czubek łepetyny, egzekutor powoli wywierca za pomocą magii niewielką dziurkę i szybko zabiera się za łapanie Mgły. Gdy mu się to uda, zamyka ją w szczelnym pojemniku… i wierci drugą dziurkę w innym miejscu. I aż do skutku. Aż złapie całą obłąkaną Mgłę.
 
- Czy to nie jest… bolesne? - wydusił z siebie zszokowany Płatek. Arin zagryzał wargi.
 
- Ależ naturalnie, że jest! - wykrzyknął beztrosko Karmyan. - Skazańców się oczywiście porządnie knebluje, w innym wypadku ich krzyki mogłyby rozproszyć koncentrującego się maga, który przeprowadza egzekucję. Czasami Mgły jest tyle, że proces jej łapania trwa dobre kilka godzin.
 
Troje młodych myśliwych z Pieczar spojrzało po sobie. Odsunęli do siebie niedokończone jedzenie. Nagle przestali być głodni. Nawet Ekkla wyglądała na przestraszoną.
 
- Mgła wychodzi wtedy, gdy zabija się niesłusznie - powiedziała cicho zachrypniętym, nieprzyzwyczajonym do konwersacji głosem.
 
- Tak się powszechnie uważa, to prawda - Sprawny w Prawie nie dał się zmieszać. - My, którzy poświęcamy całe nasze życie na zgłębianie tajemnic tego świata, wiemy jednak, że nie wszystko zawsze jest tak proste, jak mogłoby się wydawać.
 
Nie zagłębiał się jednak w dalsze wyjaśnienia. Arin wstał od stołu i podszedł do okna, przez które patrzył na niebo powoli zaciągające się wieczorną ciemnością.
 
- Kobieta, którą stracono na moich oczach - powiedział nie patrząc na siedzących przy stole - pochodziła z Tych Mocarnych i była winna w oczach swojego wodza, ponieważ odmówiła handlu drewnem jednemu z ważnych ludzi w Kodekhor, gdyż wyszła by na nim stratna. Mój ojciec wziął mnie wtedy do Klakon na egzekucję nie po to, by pokazać mi, co wodzowie plemienia mogą uczynić w ramach swoich praw, lecz po to, by uświadomić mi, czego czynić nie powinni. Poznałem wtedy Toia Avafarna… nawet miałem okazję z nim porozmawiać. Od tej pory staram się bardzo, by nie widziano mnie w jego towarzystwie, jeśli tylko mogę tego uniknąć, wierzcie mi.
 
Odwrócił się znowu do Karmyana i pozostałych.
 
- Śmiejesz się z nas, panie, że nie chcemy mieć wiele do czynienia z innymi plemionami. Że zamykamy się w naszych Pieczarach i nie wychylamy z nich nosa. Może po prostu mamy ku temu powody, z których nie tak chętnie zwierzamy się innym.
 
- Toi często przesyła do ciebie echo z ponagleniem zapłaty za uzdrowienie kogoś z naszych chorych lub rannych - powiedział Płatek marszcząc czoło. - Jakby nie ufał ci, że otrzyma od nas wynagrodzenie. Nawet dzisiaj w drodze z Pieczar do przystani dostaliśmy taką wiadomość od niego. Bezczelność!
 
- Cóż. Nasza niechęć do siebie jest wzajemna - odparł krótko Arin. - Nie przeszkadza mi to.
 
- Toi Avafarn jest świetnym magiem i jednym z lepszych uzdrowicieli na całym świecie! - Karmyan oderwał się od kubka. - Tylko w zeszłym roku udało mu się całkowicie wykurować jednego z moich uczonych kolegów z chronicznej bezsenności - co nie udało się nikomu wcześniej. A jeszcze dekadę wcześniej znalazł antidotum na swędzenie dolnych regionów tułowia dolegające innemu. Nie wziął od nich za leczenie nic, w dodatku zabawiał ich przez cały czas pobytu w Klakon towarzystwem i wyborną inteligentną konwersacją. Może i mnie pomoże - oczy Sprawnego w Prawie zaświeciły nadzieją.
 
- Nie zaprzeczam jego zdolnościom - odpowiedział Arin i obrócił się znowu do okna. - Ale cieszę się, że niedługo nie będziemy już zmuszeni do korzystania z usług ani jego, ani żadnego innego z Tych Cudotwórców. Już niebawem będziemy mieć naszego własnego maga.
 
Te słowa wypowiedział z dumą. A w duchu pomyślał przy tym, “Niektóre rzeczy staną się prostsze… ale za to wiele innych może się skomplikować. Trzeba będzie jeszcze bardziej uważać”.
 
Na sercu młodego wodza ciążyła niejedna bowiem troska, a niektóre z nich były takiej natury, że nie zwierzyłby się on z nich żadnemu ze swoich najbardziej nawet zaufanych towarzyszy.
 
I nie miał zamiaru czynić tego teraz. Otrząsnął się z ponurych myśli i zawołał gospodarza. A niech tam. Jeszcze jeden dzbanek wina nie powinien im zaszkodzić.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 12.10.2017 09:39 · Czytań: 42 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Esy Floresy
18/10/2017 20:24
Lilah, dziękuję. :) »
Lilah
18/10/2017 20:21
Jeszcze raz gratuluję. :) »
Lilah
18/10/2017 20:20
Bez przesady, Opheliac, każdy ma lepsze i gorsze momenty w… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:35
Witaj, skroplami! Odbieram literaturę bardzo uczuciowo. Ja… »
wodniczka
18/10/2017 19:32
to jest bardzo ciekawe i fajnie napisane. i to:… »
Esy Floresy
18/10/2017 19:32
Ajw, też nie wiem, ale to fajne czytanie. :) Dziękują za… »
Alen Dagam
18/10/2017 19:27
Witaj, Marcinie! Wiem, że to taki trochę banał, ale w… »
ElaM
18/10/2017 18:45
Gdzieś na rozstaj... brzmi nieco groteskowo. Nie bardzo… »
Jacek Londyn
18/10/2017 18:41
Cóż, każdy może zaśpiewać. Jak uważa. :) Pisałem ten tekst… »
JOLA S.
18/10/2017 18:28
Al, wzruszyłeś mnie napisanym językiem serca komentarzem,… »
Opheliac
18/10/2017 18:22
Werko, dziękuję za rozległy komentarz, a i zwrócenie uwagi… »
Miladora
18/10/2017 17:10
Tylko że groteska kłóci się z lirycznym byle z tobą. ;)»
Miladora
18/10/2017 17:04
A czcionka? :) Uwierz, źle się czyta wiersz w takiej… »
al-szamanka
18/10/2017 16:25
A ja, jak zwykle, po prostu stopiłam się z tekstem. Być… »
allaska
18/10/2017 16:02
- to mi się bardzo podoba, oryginalny kawałek. reszta… »
ShoutBox
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
  • Maru
  • 17/10/2017 17:46
  • "Brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się"... :p
Ostatnio widziani
Gości online:59
Najnowszy:ysomyosli
Wspierają nas