Cunqui. Rozdział 14 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 14
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

- Wszystko w porządku. Nie bój się. Chwilowo jesteśmy sami - szeptał Kola uspokajająco w odpowiedzi na jej chaotyczne pytania. Ocknęła się znowu, niemalże w panice, ślepa… nie, nie ślepa. Jeszcze otoczona była ciemnością. Gdy usłyszała jego głos, uspokoiła się, ale potem zaraz zdenerwowała. Jak ciemność, gorzej nawet, spowijało ją denerwujące niezrozumienie - nie umiała znaleźć wytłumaczenia tego wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej, gdy jej jedyną myślą było to, jak uratować chłopca. Pamięć znowu ją zawodziła, ale tym razem nie chodziło o wydarzenia odległe, a to było jeszcze bardziej zatrważające. Tylko jedno Cunqui wiedziała z całą pewnością: nie była już zamknięta w ogromnym, nieruchomym posągu, zdobiącym niewielką polankę w zapomnianym Lesie Paprotników. Była wolna. Jakim sposobem?
 
Choć nie widziała niczego, jej słuch pozostawał tak dobry, jak wcześniej. A może nawet stał się lepszy? Poza głosem Koli słyszała niewyraźnie głosy innych ludzi, wielu ludzi naraz. Znajdowali się oni jednak daleko. Ich rozmowy, których treści nie była w stanie zrozumieć, zlewały się w szum.
 
- Teraz jest wieczór, a my jesteśmy w Klakon, a dokładniej w mojej izbie sypialnej w domu adeptów - wyjaśnił Kola. - Jest pora wieczornego posiłku, więc wszyscy pozostali uczniowie są teraz w głównym pomieszczeniu, gdzie jedzą, odpoczywają i opowiadają swoje historie tym, którzy chcą ich słuchać. Ja prześlizgnąłem się tutaj, zanim zauważył mnie któryś ze starszych. Starsi to magowie, którzy rządzą Klakon i wszystkimi wioskami dookoła, przewodzą w uzdrawianiu oraz uczą młodych adeptów, czyli nas, władania mocą. Nie mieszkają tutaj z nami - mają własne, większe siedziby - ale niektórzy przychodzą na czas posiłków, żeby nauczać i opowiadać, rzecz jasna. Przemknąłem się bokiem, omijając tych, którzy mogliby mnie zatrzymać, zanim jeszcze zaczęli zbierać się na wieczerzę. Poza tym - zawahał się przez ułamek sekundy - zajęci byli czymś innym. Nie… nie chcę o tym mówić. - Kola zmarkotniał wyraźnie, ale zaraz znowu przybrał nieco bardziej lekki ton. Poznała jednak po jego głosie, że przychodziło mu to z trudem. - Teraz nikt nie powinien tu przyjść. Domyślam się, że to ci odpowiada? Nie chcesz chyba jeszcze ich wszystkich spotkać, prawda?
 
Cunqui zdecydowanie nie miała na to ochoty. Najpierw musiała odpowiedzieć sobie na kilka bardzo ważnych pytań. Dobrze byłoby też znowu odzyskać wzrok.
 
- Jesteś osłabiona. Nic dziwnego, po tym, co zrobiłaś tam na polanie. Staraj się nie robić niczego na siłę.
 
Poza światłem i oszałamiającym bólem Cunqui nie pamiętała nic, co wydarzyło się w lesie po tym, jak Nukira wspięła się po niedźwiedziu, a potem po niej samej, do góry, aż do miejsca, gdzie Kola przed nią uciekł.
 
- Ta roznegliżowana przyjaciółka włochatej bestii już prawie mnie miała… Wiedziałem, że nadszedł mój kres. Słyszałem i czułem twoje zdenerwowanie - tak silne, że zdawało się rozsadzać cię od środka. Potem spostrzegłem, że twój diadem zaczął się żarzyć. Niesamowitym, pięknym światłem w kolorach purpury, fioletu i głębokiej wiśni, przeplatanych śnieżnobiałymi przebłyskami. To było tak cudownie piękne, że nigdy tego nie zapomnę. Jak to zrobiłaś?
 
Cunqui do tej pory nie wiedziała nawet, że jej posąg ozdobiony był diademem. Znała to słowo, ale nie widziała nigdy jego odpowiednika.
 
- Ależ tak. Był cały czas na twoim czole! Wyrzeźbiony w kamieniu, twój jedyny ornament i w ogóle jedyne twoje odzienie, ukryty częściowo pod włosami. Obręcz ze splecionych ze sobą luźno linii, w samym środku kamień. I właśnie ten kamień, dotychczas biały, a raczej przyszarzały jak cała reszta ciebie, najpierw rozświetlił się kolorami, a potem… a potem wybuchł z rozrywającym uszy hukiem, jak gdyby piorun uderzył w ciebie od środka. Cały posąg rozwaliło na drobne kawałki.
 
Światło i ból. I krzyk Koli, błagający, by nie zabijała.
 
- Tak, krzyczałem, bo czułem twoją wściekłość tak dobrze, jakby była ona we mnie. Nie wiedziałem, co się stanie, ale musiałem podświadomie przewidzieć, że zaraz nastąpi reakcja, i to gwałtowna. Nie pomyliłem się.
 
Czy ją zabiłam?
 
Pomyślała to pytanie czując mimowolny strach przed odpowiedzią. Kola zaprzeczył.
 
- Nie sądzę. Choć nie wiem, jak to się stało, że którekolwiek z nas przeżyło. To był dopiero widok. Bum! I nagle ja lecę w jedną stronę, Nukira w drugą, bestia przerażona chyba zwiewa, ale głowy nie dam, bo moja uwaga tylko na tych dwóch ogromnych, wspaniałych piersiach. Cóż to za widok… myślałem, że zginiemy wszyscy, ale cieszyłem się w duchu, że ostatnia rzecz, którą widziałem, to właśnie one. Bez obrazy, pani, twoje też były przepiękne. Potem lądujemy, ja miękko w krzakach, a Nukira twardo na ziemi. Ja jako jedyny upadłem lekko, nie wiem, jakim cudem. Słysząc, że krzyczysz z bólu, podniosłem się natychmiast i wyplątałem z paprotnika. Dziewczyna leżała na ziemi, ale widziałem, że oddycha. Leżała na plecach, a jej piersi podnosiły się i opadały… ach, widziałem wyraźnie... czyli żyła. Bestii natomiast, która upadła nieco dalej, nie sprawdzałem. Pobiegłem do ciebie.
 
Cunqui znowu poczuła ulgę. Cokolwiek spowodowało tę niewytłumaczalną eksplozję, powstrzymało ją od odebrania życia choćby jednej z tych ludzkich istot. Nie wiedziała, dlaczego było to ważne… ale musiało być - i dla niej, i dla Koli.
 
- To światło zdawało się sprawiać ci ból - mówił Kola. - Krzyczałaś tak strasznie i rozpaczliwie, krzyczałaś o świetle. Musiałem ci pomóc. Na szczęście nie było trudno znaleźć cię w gruzach. Dalej żarzyłaś się gorącymi kolorami i to pozwoliło mi szybko dotrzeć do miejsca, w którym upadłaś. Chwyciłem cię i włożyłem w pierwszym odruchu do kieszeni. Gdy to zrobiłem, twój ból chyba ustał, bo przestałaś krzyczeć, a twoje myśli ucichły. Potem wziąłem nogi za pas, nie czekając aż Nukira obudzi się z omdlenia.
 
Jak mogła zmieścić się w jego kieszeni?
 
- Jesteś teraz mała, nie większa niż owoc cytrusa. Mam nadzieję, że podjąłem właściwą decyzję nie pozostawiając się tam w gruzach na polanie?
 
Cunqui nie miała pojęcia, jakim cudem wydarzyło się to wszystko, co opisywał jej Kola, jakie potężne moce uwolniły się w lesie za jej pośrednictwem i jak z jej niespodziewanym udziałem ten młody, wesoły człowiek uniknął pewnej śmierci. Wiedziała jednak z całą pewnością, że gdyby uciekł, nie zabierając jej ze sobą, nie wybaczyłaby mu tego nigdy.
 
Usłyszała, jak Kola odetchnął z ulgą.
 
- To dobrze. Tak mi się właśnie wydawało, że chciałabyś zobaczyć trochę więcej świata.
 
Czy nadal jestem w twojej kieszeni?
 
- Tak. Dodatkowo owinąłem cię po drodze w kawałek skóry z mojego prowizorycznego buta. Nie chciałem wystawiać cię na światło.
 
Skąd brała się ta wrażliwość na jasność? Do tej pory nie przeszkadzała jej ona w ogóle. Kola natychmiast zaczął ten problem analizować.
 
- Myślę, że byłaś tak długo w kamieniu, że po prostu odzwyczaiłaś się od światła. Wybuchowi na polanie towarzyszył ostry blask, który oślepiłby każdego człowieka, a co dopiero kogoś, kto nie miał w ogóle styczności z bezpośrednim światłem, albo nie miał jej od dawna.
 
Cunqui chciała nie tylko słyszeć i czuć - chciała znowu widzieć.
 
- Jest już ciemno na zewnątrz, światło dnia gaśnie powoli. Tu w izbie zapaliłem tylko jedną świecę. Jeśli chcesz, możemy spróbować.
 
Cunqui poczuła nagły ruch - Kola podniósł się z pozycji siedzącej lub leżącej i wyprostował. Potem zdała sobie sprawę z uścisku jego dłoni, gdy wyjmował ją z kieszeni. Jeszcze potem uścisk zniknął, a ona leżała na czymś miękkim.
 
Powolutku chłopiec rozchylił kawałek skóry, w którą ją owinął, w każdej chwili gotów zakryć ją znowu, gdyby światło sprawiło jej ból. Ale tym razem ból nie przyszedł.
 
- Mówię kilkoma narzeczami, ale w żadnym z nich nie ma odpowiednich słów, które pozwoliłyby mi opisać, jak jesteś piękna - wyszeptał Kola z zachwytem. - Dlatego wiem, że nikt nigdy nie widział cię w takiej formie, w jakiej ja widzę cię teraz. Gdyby było inaczej, nie zapomniano by o tobie.
 
Cunqui widziała teraz wszystko - i to jak widziała! Teraz dopiero poznała prawdziwe znaczenie barw i doświadczyła ich głębi. Świat był przepiękny, a piękno to potrafiło wypełnić ją jednocześnie nieskończoną tęsknotą i cudownym smutkiem. Wcześniej jej wizja przytłumiona była kamieniem, który był jej więzieniem przez wieki. Choć już wtedy widziała wyraźnie i dobrze - teraz dopiero patrzyła naprawdę.
 
Kola ostrożnie przysunął do niej świecę, ale stopniowo dozowane światełko nie było już zagrożeniem. Niebawem powinna być w stanie przyzwyczaić się i do jasności dnia.
 
Izba była niewielka; z trudem mieściła wąskie łóżko i upleciony z wikliny kosz z wiekiem. Drewniane ściany i sufit były wykonane z połączonych ze sobą sznurami twardych, wąskich i okrągłych pniaczków pachnącego słodko drewna i uszczelnione miękką żywicopodobną substancją. Łóżko zarzucone było kilkoma uplecionymi ze sznurków derkami. Jedna z nich, zwinięta w niewielki rulon, służyła za poduszkę. Na ścianach wisiało kilka wyprawionych skór z wypalonymi na nich kształtami, mającymi prawdopodobnie przedstawiać zwierzęta różnego rodzaju… Cunqui po raz pierwszy spotkała się z takim pomysłem, ale była nim zachwycona.
 
- Wilkłaki, kocuły, rysie - wziąłem te skóry ze sobą z domu, żeby mieć tutaj coś przypominającego mi o Pieczarach. U nas pełno takich. Uglo Golas uwielbia wypalać w skórach różne obrazki i wszyscy mówią, że mu to niesamowicie dobrze wychodzi - wyjaśnił Kola. - Próbował też wypalać ludzi, ale strasznie ich przekrzywiał. Kobiety za bardzo wybrzuszał tu i ówdzie, a mężczyzn mocno odchudzał w bicepsach. Niektórych przerzedzał, innych wytrzeszczał… Dlatego nikt nie był zadowolony, ale Uglo twierdził, że tak wszystkich widzi... Teraz głównie wypala wzory w skórach, które sprzedajemy. Jest tak w tym dobry, że Arin woła za nie potrójną cenę od kupców. I wszyscy bez większego szemrania płacą, a to już wiele mówi.
 
Cunqui widziała teraz z bliska każdą kropkę na twarzy Koli. Jego twarz wydawała się jeszcze bardziej sympatyczna. Zwłaszcza te ogromne brązowe oczy, rozjaśnione radością i szczęściem, sprawiały, że gdzieś znikały wszystkie mankamenty jego urody.
 
W całkowitym kontraście do nich, druga para oczu, którą chwilę później zobaczyła nad sobą, wbiła w nią wzrok jak ostre, zakrzywione pazury drapieżnika wbijają się w ofiarę, gdy zamierzają rozerwać ją na kawałki.
 
Cunqui w pierwszym odruchu zamarła z przerażenia. Ale gdy Kola obrócił głowę w kierunku wejścia, zaniepokojony jej nagłą reakcją, jad w oczach nowo przybyłego człowieka błyskawicznie zamienił się w miód.
 
Nie ufała tej zmianie ani trochę.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 13.10.2017 09:45 · Czytań: 127 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
MarcinD dnia 26.10.2017 12:03 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Była wolna. Jakim sposobem?

Och, jak to: jakim? Pokochała po raz pierwszy. Przecież to oczywiste.

Cytat:
Cunqui zdecydowanie nie miała na to ochoty. Najpierw musiała odpowiedzieć sobie na kilka bardzo ważnych pytań. Dobrze byłoby też znowu odzyskać wzrok.

I może okryć się? Chyba nadal była naga?

Cytat:
Cały posąg rozwaliło na drobne kawałki.

A ze środka wyszła ona - Panna z Kamienia :-).

Cytat:
...bo moja uwaga tylko na tych dwóch ogrom­nych, wspa­nia­łych pier­siach. Cóż to za widok… my­śla­łem, że zgi­nie­my wszy­scy, ale cie­szy­łem się w duchu, że ostat­nia rzecz, którą wi­dzia­łem, to wła­śnie one

Matko... naprawdę myślałbym wtedy o przeżyciu... Widocznie każdy ma własną hierarchię ważności ;-).

Cytat:
Jak mogła zmieścić się w jego kieszeni?

Wow. Ależ zmiana... Świetny pomysł.

Cytat:
Ale gdy Kola obrócił głowę w kierunku wejścia, zaniepokojony jej nagłą reakcją, jad w oczach nowo przybyłego człowieka błyskawicznie zamienił się w miód.

Doskonale wiem, wiem - chciałoby się napisać - na sto procent, kto wszedł do sali. I dlaczego nasza bohaterka nie ufa. Wiem, wiem, wiem! Nie mam czasu, a jednak tylko zerknę do następnej części, by się przekonać.
Alen Dagam dnia 27.10.2017 15:55
MarcinD napisał:
Och, jak to: jakim? Pokochała po raz pierwszy. Przecież to oczywiste.


Ha! I znowu ten Twój romantyzm :p

MarcinD napisał:
I może okryć się? Chyba nadal była naga?


To jest na razie dla Cunqui kwestia dalekoplanowa.

MarcinD napisał:
Matko... naprawdę myślałbym wtedy o przeżyciu... Widocznie każdy ma własną hierarchię ważności ;-).


Kola tego dnia już ze trzy razy był na pograniczu śmierci. Może się po prostu przyzwyczaił...
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Melock
21/11/2017 16:15
Jako ekolog - z wykształcenia, nie jakiś samozwańczy… »
introwerka
21/11/2017 15:59
Dzięki serdeczne, Zolu :) Buziaki :) »
Miladora
21/11/2017 14:57
Na szczęście tytuł okazał się nieprawdziwy. ;) Bo to całkiem… »
Miladora
21/11/2017 14:41
Strona główna, forum dyskusyjne: :)»
dodatek111
21/11/2017 14:36
Gdzie jest ta Altanka? Zauważyłem w komentarzach, że o niej… »
Miladora
21/11/2017 14:32
To nie są jakieś nadzwyczajne wiersze - wtedy dopiero… »
dodatek111
21/11/2017 14:23
Powalczę z tym :) Żeby tak mieć więcej czasu... Bardzo Ci… »
dodatek111
21/11/2017 14:13
Kontynuuję czytanie od końca :) Dodałem do ulubionych, bo… »
Miladora
21/11/2017 14:08
No proszę - nabierasz coraz większej wprawy, Dod. :) Ale… »
Miladora
21/11/2017 13:51
O! Mrówka w Krakowie! :))) Jak miło. Dziękuję… »
JOLA S.
21/11/2017 13:46
Milu, i Ciebie nie mogło zabraknąć. Dzieci lubią smoki.… »
dodatek111
21/11/2017 13:45
Milu, poprawiłem. Bardzo szybko, wiec może nieprecyzyjnie,… »
Miladora
21/11/2017 13:35
Bardzo mnie to cieszy, Dod. :) Daj znać, gdy dopracujesz.… »
Miladora
21/11/2017 13:33
Dziękuję serdecznie, Purpurku. :) Cieszę się, że Cię… »
purpur
21/11/2017 13:21
No nie da się nie uśmiechnąć... Wierz mi, naprawdę… »
ShoutBox
  • mike17
  • 20/11/2017 22:35
  • Już odebrałem. Zdanie przez Ciebie zasugerowane, okroiłem. Ale po przejrzeniu tekstu raz jeszcze zmian już raczej nie przewiduję.
  • Zola111
  • 20/11/2017 22:01
  • Miku, masz pw.
  • Zola111
  • 20/11/2017 21:49
  • Ok, to dobrze, bo bez potrzeby wchodziłabym w ten sam tekst wielokrotnie :)
  • mike17
  • 20/11/2017 21:08
  • A co tam - zmiany poczynione, Zolu :)
  • Miladora
  • 20/11/2017 21:05
  • Mrówcia - masz pw. :)
  • Zola111
  • 20/11/2017 20:57
  • Proszę bardzo. Czekam.
  • mike17
  • 20/11/2017 20:53
  • Już przeczytałem :) Dwie zmiany już wprowadziłem, resztę wprowadzę jutro. Dzięki, Zolu, za pochylenie się nad moim debiucikiem :)
  • Zola111
  • 20/11/2017 20:44
  • Mike, masz mail na privie <3
  • Niczyja
  • 20/11/2017 20:05
  • Dostałam ją dzisiaj w prezencie. Piękna, prawda?:) [link]
  • mike17
  • 20/11/2017 18:19
  • Wierzę w to :)
Ostatnio widziani
Gości online:28
Najnowszy:KimberleeOdell
Wspierają nas