Johnny Angel - mike17
Proza » Miniatura » Johnny Angel
A A A
Od autora: To ostatnia już część mojego miłosnego cyklu. Co możemy zrobić dla miłości, by ją tylko mieć? Czy warto inwestować uczucia w niepewny obiekt? A co, jeśli wszystko pójdzie źle? Lub wręcz odwrotnie, po złym początku sprawy zakończą się pozytywnie. Czy najzwyczajniej warto postawić wszystko na jedną kartę? Zapraszam do czytania i dzielenia się refleksjami :)

 

                                            
 
 
 
 
Johnny Angel stał się dla ciebie aniołem, odkąd go po raz pierwszy zobaczyłaś na plaży.
Sunął właśnie majestatycznie na wysokiej fali i nic sobie z tego nie robił.
Miał w okolicy sławę najlepszego surfera wszech czasów i nałogowego podrywacza.
Podobno źli chłopcy działają na dziewczyny jak magnes i tak akurat mogło być z Johnny’m.
Choć nie nazwałbym go tak, nikogo nie skrzywdził, a że zmieniał obiekty zainteresowania jak rękawiczki nie świadczyło wcale o podłości jego charakteru, a raczej o niestałości uczuć.
Gdyby kiedyś zechciał załapać się na robotę modela, wzięłaby go każda agencja.
 
Miał ze sześć stóp wzrostu, ogorzały od słońca i nic nierobienia, widać było, że zapamiętale rzeźbił ciało ćwiczeniami fizycznymi, duże, żylaste dłonie, szerokie bary, oczy szare, przenikliwe, w markowych ciuchach i drogich butach, prawdziwy samiec, przedmiot westchnień kobiet z miast i wsi, dużych i małych, grubych i chudych, zdrowych na umyśle. Mógł mieć około trzydziestki, nie więcej. Twarz o regularnych, męskich rysach, wpadająca w oko. Śmiało mogę powiedzieć, że piękna, mogąca działać na kobiety wręcz hipnotycznie..
Zero zmarszczek, zero siwizny, kruczoczarne, krótkie włosy. Kawał byka bez grama tłuszczu. Inteligentny, wygadany, czarujący. Każde jego słowo było muzyką, gdzie nie znajdziesz cienia fałszywej nuty. Znał się na kobietach, czytał w nich jak w otwartej książce. Miał wyczucie, jak z nimi grać w tę piękną grę. A ich nigdy nie brakowało dookoła, niezmiennie lgnęły do niego jak ćmy do świecy, on skwapliwie to wykorzystywał, lecz zawsze starał się, by rozstanie wyglądało na przypadek, nie zaś na świadomy akt woli. Trzeba czegoś jeszcze?
 
Nie mogłaś tego wiedzieć, bo niby skąd, że miał swoje zasady: umiał powiedzieć „żegnaj” z klasą, bez rozdzierania szat, bez upokorzenia, tak zwyczajnie, jakby zmieniał koszulę.
Zapalał wtedy papierosa i spokojnie, niby od niechcenia mówił, że to już niestety koniec.
Całował w usta i po chwili niespiesznie odchodził, jakby nic się nie stało.
Brał sprawy na chłodno, i nawet jeśli dłużej chodził z jakąś dziewczyną, ona nigdy nie wiedziała, co dzieje się w jego głowie, a tam panował spokój i nie było burzy zmysłów.
Może dlatego, że panienki były mało skomplikowane i dość łatwe, zatem z logicznego punktu widzenia nie mogły stanowić cennego łupu, i co więcej, nigdy nie stanowiły, będąc zabawą dla zabawy, niczym specjalnym, często zorientowane na cielesne igraszki, na co Johnny Angel był uczulony, bo miał na tyle rozumu, by wiedzieć, że z tego pieca chleba nie będzie.
 
Można powiedzieć, że żył chwilą, nie planował na przyszłość, nie myślał o ustatkowaniu się.
Ale też takiej myśli nie odrzucał – zakładał, że pewnego dnia sam poczuje, że to ta jedyna.
Widywałaś go często, jak szedł ulicą, jak wchodził do baru u Dużego Mike’a, jak sunął na desce po falach oceanu, piękny i dumny, odważny i męski, jakże wtedy atrakcyjny.
Dona, zakochałaś się w nim od pierwszego wejrzenia, wiesz, że tak było.
Kiedy cię mijał, robiłaś się czerwona na twarzy, kiedy spływał na plażę, byłaś blisko, by go tylko ujrzeć, i wtedy też twój wzrok wariował, bo nie miałaś odwagi spojrzeć mu w oczy.
I był tylko ten tłumek dziewczyn, biegnących w jego kierunku, by dostać całusa.
Odchodziłaś wtedy smutna i niepocieszona, jakbyś przepraszała cały świat za to, że żyjesz. Johnny Angel był tak odległy jak głupie marzenie, które nigdy nie mogło się spełnić, bo w całej swej absurdalności było niewykonalne i tak niemożliwe, tak że sama czułaś własną bezsilność i to, co nazwałbym rozgoryczeniem.
 
Pracowałaś w sklepie i byłaś zwykłą, prostą dziewczyną ze wsi, która jakimś cudem trafiła do miasta i znalazła tu pracę i tani pokój u pani Brown, leciwej wdowy i dobrej duszy.
Jedyną twoją rozrywką była przejażdżka rowerem nad Lonesome River, by tam z dala od miejskiego zgiełku wykąpać się w czystej i wolno płynącej, spokojnej rzece.
Wracałaś potem jakby nieco odświeżona, ale myśl o nim, nie dawała ci chwili wytchnienia.
Kochałaś go jak nikogo dotąd, zwłaszcza że na tym polu byłaś debiutantką.
Chodziłaś specjalnie po pracy do miasta, by go tylko oglądać, by móc znów nasycić oczy.
Szkoda tylko, że nigdy nie był sam – zawsze był z jakąś panienką, za każdym razem inną.
Bardzo cię to bolało, prosty fakt, że nie możesz tego zmienić i musisz nadal ukrywać się ze swoją miłością, która z dnia na dzień narastała i odbierała ci sen. Będąc snem na jawie, sprawiało to, że wszystko leciało ci z rąk i wiecznie miałaś smutek na twarzy i pustkę w sobie.
Marzyłaś o chwili, kiedy po raz pierwszy będziesz kobietą.
 
W nocy szeptałaś „Johnny”, lecz on się nie zjawiał, pokój wciąż był pusty i lodowato obojętny, i tylko wzdłuż ścian tułały się samotne westchnienia i ciche łzy zakochanej kobiety.
Nie widziałaś świata poza nim, Dona, i nawet w snach nawiedzał cię jako czuły kochanek.
Tam, spełniona, chodziłaś z nim, trzymając się za ręce, po ciepłej plaży, spijałaś jego gorące pocałunki i czułaś, że szczęśliwszą już nigdy nie będziesz, że to dzieje się tylko raz.
A on, uśmiechając się do ciebie, zapewniał o swej miłości, jedynej i ostatniej.
 
Pani Brown wielokrotnie ostrzegała cię przed nim:
- To stary wyjadacz, miał wiele kobiet, wszyscy go tu znają. On się nie zmieni.
- Ja się tego nie boję – odpowiadałaś.
- Ale on niewierność ma we krwi. W żywe oczy kpi sobie z kobiet.
- Nie wierzę.
- Uważasz, że jesteś wyjątkową, że ciebie nie kiwnie?
- Ja go kocham, odkąd pojawiłam się w tym mieście, i nic tego nie zmieni. Moje kochanie jest silne i wiem, że nigdy nie przestanę się tak czuć, będę zawsze blisko niego, bez względu na to, z kim będzie.
- To trochę niepoważne…
- Dlaczego?
- Bo może być na przykład z żoną i co wtedy?
- Będę ich śledzić i patrzeć na niego. On już mnie nie opuści, wiem to. On we mnie wszedł i pozostanie, na zawsze, jak cud, który mi się przydarzył, kiedy się tego najmniej spodziewałam.
- Jesteś wielką idealistką, Dona – rzekła pani Brown.
- Nie mam odwagi powiedzieć mu o tej miłości. To mnie przerasta. Boję się ośmieszenia.
- I masz rację – może cię wyśmiać i co wtedy?
- I tak nie przestanę go kochać, on jest marzeniem mojego życia, moim snem.
- Biedna ty…
 
Czekałaś tylko, aż skończy się praca, by móc natychmiast biec na plażę i patrzeć jak Johnny Angel surfuje na wysokich falach jak największych z nich wszystkich, jak mistrz nad mistrzami, jak ktoś, kto był dla ciebie całym światem, a cały świat obok niego był niczym.
Patrzyłaś, jak sunie dumnie po oceanie, daleki od lęku, pewny swych umiejętności, podziwiany przez dziesiątki dziewczyn, wpatrzonych w niego jak w boga w owej chwili.
Jakże pragnęłaś, by tych wszystkich oczu tu nie było, by twoje spotkały się z jego.
Ale to było niemożliwe – twoja nieśmiałość wydawała wyrok.
Po policzku spływała samotna łza i znów odchodziłaś ze zwieszoną głową do domu.
Tego dnia miłość nie nadeszła, nie nadeszła też i w kolejne dni – on spędzał całe godziny na plaży z różnymi panienkami, nie wiedząc nawet, że ty istniejesz.
Że istnieje coś takiego jak gorąca miłość, której nie dane było przyoblec się w ciało.
Że jest ktoś, kto potrafi tak kochać, że od tego zatrzęsie się ziemia.
On miał zaledwie trzydzieści lat i zero planów na przyszłość, więc był jak mały chłopiec w przykrótkich spodenkach biegający po podwórku i kopiący piłkę.
Gdybyś go wtedy spotkała, pewnie nic by ci nie powiedział – ot, co, kiedy się umówimy?
Nie zwróciłby na ciebie uwagi, wiedząc, że ma tego dnia jeszcze trzy randki.
 
Snułaś się za nim jak zbity pies i byłaś w każdym miejscu, w którym on postawił swą stopę.
Na szczęście cię nie widział, bo mogło się to skończyć różnie.
Widziałaś, jak namiętnie całuje się z inną, jak razem piją szampana, śmiejąc się z niczego.
Jak potem wychodzą z lokalu i idą na plażę, by tam nago pływać w oceanie.
 
Nie chciałaś patrzeć, jak się kochają, to byłby cios nie do przyjęcia.
Wystarczała ci sama myśl, że Johnny Angel lubi kobiety i lubi być z nimi nocą.
Wtedy byłaś już w swoim pokoju, gdzie wzdłuż ścian snuł się duszny smutek i pustka.
A ty, co się z tobą wtedy działo?
- Patrz, jak płaczę – mówiłaś do niego, lecz on nie mógł tego słyszeć. – Patrz, jak cię potrzebuję, jak każdy dzień mija mi, jakbym miała na łańcuchu ogromną kulę u nogi.
 
Wszystkie twoje myśli koncentrowały się na Johnny’m Angel.
Marzyłaś, by cię dotknął, by pocałował, aby wziął cię za rękę i zabrał na plażę, tam, gdzie brał te inne, puste i bylejakie dziewczyny, lecące na przystojnego faceta, nędzne lalki, spragnione prymitywnego seksu, zwykłe zdziry, niewarte uwagi i zachodu.
Pragnęłaś, żeby odkrył twoją dziewiczą kobiecość.
Miałaś to tylko dla niego, choć on nie miał o tym zielonego pojęcia, nie zdawał sobie sprawy, że gdzieś w świecie istnieje ktoś, kto go kocha miłością bez granic, miłością bezwarunkową.
Ale ty wierzyłaś, że pewnego dnia…
On był twój, choć go nigdy nie miałaś, on był twój, choć nie zamieniłaś z nim słowa.
Johnny Angel nie był przekreślony, o nie, dopóki ty kochałaś.
A byłaś z nim w każdej małej myśli, w każdym biciu serca.
I nawet, jeśli nadal był tak odległy, ciebie, Dona, nic nie mogło wówczas zrazić.
 
I nadszedł dzień, kiedy mijałaś go jak sto razy wcześniej na ulicy.
Coś cię wówczas tknęło, by zagadać – w końcu zebrałaś się na odwagę.
A niech ma być, co ma być, pewnych spraw nie wolno odwlekać w nieskończoność.
 
- Johnny, możemy porozmawiać przez chwilkę? – zapytałaś, drżąc jak osika.
- Oczywiście – odparł Johnny Angel, uśmiechając się szczerze.
- Zapraszam cię na lody – rzuciłaś niby lekko, lecz bardzo wiele cię to kosztowało.
- O! Kobieta zaprasza, to niezwykłe! - uradował się zaproszony.
- A jednak.
- No dobrze, niech będzie.
 
Kiedy już podano zamówienie, powiedziałaś:
 
- Johnny, dlaczego tak traktujesz kobiety?
Johnny Angel przez chwilę zastanowił się, po czym odparł bez emocji:
- Bo się same o to proszą.
- Czyli gdyby się nie prosiły, byłbyś porządnym mężczyzną?
- A nie jestem?
- Nie. Nie jesteś.
- Poważnie?
- Co byś powiedział, gdybyś dowiedział się, że ktoś cię bardzo kocha?
- A bo ja wiem.
- Ale bez żartów, co?
- Pewnie bym chciał to sprawdzić.
- Znam kogoś, kto cię kocha.
- No i ?
- I nie widzi świata poza tobą.
- To dość drastyczne.
- To dość poważne.
- Czeka, aż się nadarzy okazja, by cię bliżej poznać.
- Mnie może każda poznać.
- Tamta nie jest każda.
- Przepraszam.
- Ona myśli o tobie w dzień i w noc.
- To miłe.
- Nie bądź płytki.
- Staram się nadążać za twoim rozumowaniem.
- Więc ona wciąż czeka.
- Czemu nie przyjdzie do mnie? Do mnie wszystkie przychodzą.
- Już ci mówiłam – ona nie jest „wszystkie”.
- A tak, zapomniałem.
- Wiesz, co to miłość? To nie stanie w kolejce za innymi.
- A czemu ty dziś ze mną rozmawiasz?
- Bo byłeś dla mnie znakiem zapytania w tym miasteczku.
- I co już nie jestem?
- Nadal jesteś.
- To podeślesz mi tę zakochaną?
- Nie. Jak będzie chciała, sama cię znajdzie.
 
Jakiś miesiąc później gruchnęła nagle wieść, że Johnny Angel się zaręczył.
Ponoć panną młodą miała być córka bogatego biznesmena, produkującego traktory.
Harry Coolavik chyba nie był do końca zadowolony z przyszłego zięcia.
Dotarła do niego wieść o wątpliwej reputacji ukochanego córki.
 
Kiedy o tym usłyszałaś, Dona, załamałaś się – twój ukochany w rękach innej?
I to wżeniający się w pokaźny majątek?
Wiadomo, że już z tego układu nie wyjdzie, zbyt wielka pokusa.
Ale życie jest tak przewrotne jak żywot dziwki.
Daje kopa w tyłek, kiedy się tego najmniej spodziewasz.
 
Kiedy Johnny Angel akurat surfował na wysokiej fali, byłaś na plaży.
Przez około godzinę popisywał się licznymi figurami, po czym spłynął na brzeg.
Tu niestety czekała na niego niespodzianka – stadko wkurzonych facetów babek, które miał przyjemność wcześniej obracać.
Teraz oni przyszli, by wyrównać rachunki.
 
Schowałaś się za jakiś omszały wrak kutra i obserwowałaś w przerażeniu całą sytuację..
Johnny Angel tej nocy stracił kilka zębów, połamano mu żebra, doznał także wstrząsu mózgu – takie to były koszty durnej zabawy, gdzie gra się w bierki rozgotowanym makaronem.
Harry Coolavik, słysząc o zajściu, natychmiast nakazał córce zerwać zaręczyny, co też uczyniła bez większych oporów – narzeczony wydał jej się draniem i tak to oceniła.
 
Ponieważ wiedziałaś, gdzie poszkodowany mieszka, zapłaciłaś napotkanym nastolatkom, by go zanieśli do domu i tam, posławszy mu łóżko, położyłaś go w nim, patrząc jak błędnym wzrokiem omiata okolicę, nie mając pojęcia, co się z nim tak naprawdę dzieje.
 
Odwiedzałaś go codziennie, dbając o niego jak najczulsza matka, miał jak w niebie.
Już na samym początku poprosiłaś go o klucze – dał je chętnie.
Niczego mu nie brakowało, o wszystko doskonale zadbałaś, więc nie mógł lepiej trafić.
Leżenie w łóżku czyniło cuda, zatem z każdym tygodniem było coraz lepiej, powoli wracał.
Kiedyś cię zapytał:
 
- A kim jesteś? Widzę cię codziennie, a nic o tobie nie wiem – zagadał pewnego dnia po długiej przerwie, kiedy to prawie się nie odzywał, o niczym nie mówił, o nic nie pytał.
- Pielęgniarką ze szpitala – rzuciłaś naprędce, jakbyś lekko rzucała prawdę na wiatr.
- To czemu nie leżę w szpitalu?
- Bo nie było miejsc. Tu ci będzie znacznie lepiej.
- Przecież w domu mogłem nie wyzdrowieć jak należy.
- Jak widać, mogłeś. Wcześniej zrobiono ci wszystkie badania – skłamałaś. – Jest dobrze, Johnny, nie martw się, teraz już może być tylko poprawa.
- Ale ja cię skądś znam…
- Już raz się spotkaliśmy. Nie wiem, czy warto o tym wspominać, ale zamieniliśmy słowo.
- No i?
- Rozmawialiśmy o miłości.
- I co z tego wynikło?
- Że jest ktoś, kto cię kocha, Johnny Angel.
- Naprawdę? Moja narzeczona?
- Jej już nie masz – teść zerwał to wszystko, wesela nie będzie.
- Kit mu w oko. I tak jej nie kochałem.
- No to dobrze. Przynajmniej jesteś czysty.
- Jak łza.
- A nie jesteś ciekaw, kim jest ta dziewczyna, która cię kocha?
- Pewnie, że jestem – zapalił się Johnny Angel, podnosząc się na łokciu.
- To już trzy tygodnie jak leżysz w łóżku. Czas wstać i rozruszać kości.
- Co masz na myśli?
- Johnny, dotąd ty rozdawałeś karty, może czas, by posłuchać innego głosu?
- No nie wiem…
- Może czas, by odmienić swoje życie?
- Na to nigdy nie jest za późno.
- Właśnie.
- To jak mam to życie niby odmieniać?
- Wystarczy jedna noc.
- Jak to?
- A zwyczajnie. Chciałeś spotkać dziewczynę, która cię kocha?
- Ano chciałem.
- To ją jutro spotkasz. O ósmej wieczorem na plaży. Będzie w żółtej sukience.
- Tak zwyczajnie?
- Tak, tak zwyczajnie, jak zwyczajnie i niezwyczajnie cię pokochała.
- Denerwuję się.
- Wiem, ona też.
- A co, jeśli…
- Nie kończ.
- Bo może…
- Nie, tak nie będzie. Ona cię za bardzo kocha. Jesteś całym jej światem, wszystkim, co ma. Była przy tobie, choć jej nie widziałeś. Podążała za tobą miesiącami. Nie przespała przez ciebie wiele nocy. Żaden facet nic dla niej nie znaczy, tylko ty.
- Bardzo chcę ją poznać – powiedział Johnny Angel. – Nie chcę już tych przygodnych panienek. Chcę być mężczyzną, nie gnojkiem, uganiającym się za spódniczkami. Miałem mieć żonę, ale jak widać, nie była mi pisana. Więc może ta zakochana dziewczyna da mi szczęście? Jestem już zmęczony. Dość już tych wygłupów..
- Ona też chce cię bardzo poznać, Johnny – powiedziałaś.
- Nigdy nie mówiłem, że nie szukam kogoś na stałe. Ostatnio coraz bardziej.
- Patrząc na ciebie, widać było, jakbyś właśnie na siłę szukał, ale nie wychodziło. I teraz to samo przychodzi do ciebie.
- Chyba tak. Im mniej szukasz, tym więcej znajdujesz.
- Dokładnie. I to znalazło ciebie. A więc jutro o ósmej na plaży?
- Tak.
- Nie mogę się już doczekać. Jeśli to panna, która mnie widziała przez ostatnie miesiące i ja ją, to musi być urodziwa. Innych nie pamiętam.
- Sam ocenisz.
- Wiem.
- Ale musiałeś dostać solidne lanie, by to zrozumieć? A może liczy się charakter, a nie uroda? A co, jeśli twoja panna okaże się brzydulą? Kopniesz ją w tyłek?
- Sam nie wiem.
- Więc módl się, by była i piękna i mądra – powiedziałaś.
 
Właśnie zapadał wieczór, plaża z wolna pustoszała, słońce kładło się do snu.
Gdzieniegdzie jeszcze ktoś się kąpał, ale nieubłaganie nadchodził czas powrotu do domu.
Już nikt nie jadł pizzy ani hot-dogów, czas zabawy kończył się aż do następnego dnia.
 
Johnny Angel siedział na piasku i popijał schłodzone piwo.
Był zdenerwowany i niepewny tego, co lada moment ujrzy, spięty rozglądał się dookoła.
Nie wiedział, z czym przyjdzie mu się zmierzyć, co przyniesie nowa minuta.
Choć miał trzydzieści lat, był weteranem taniej miłości, lichej w swym założeniu.
I zaczynał się tego wstydzić, tych lat, kiedy przewalał panienki jak kopki siana.
Tym razem czuł, bardzo głęboko, że jest inaczej, że Los pobłogosławi.
W głębi serca liczył na dziewczynę, która nim wstrząśnie, poruszy serce i duszę.
Nie pozwoli tej nocy zasnąć, wejdzie w głąb, by pozostać.
Liczył na kogoś, kogo dotąd nie znał, na uczciwość i czystość, choć w czasach swobody seksualnej było to mało prawdopodobne, wręcz nierealne, ale nadzieja nie opuszczała go.
 
- To ty? – spytał zaskoczony Johnny Angel, z niedowierzaniem przecierając oczy.
- No niestety ja… - odparłaś niezwykle spokojnie, jakbyś odpowiadała komuś, która godzina.
- Czemu „niestety”? – w jego głosie wyczułaś troskę.
- W pytaniu poczułam coś niepokojącego – szczerze wyznałaś.
- Nie, tak nie jest. A więc to ty? – był bardzo podniecony.
- Tak, ja – drżał ci głos.
- Chciałbym ci coś powiedzieć… - szepnął.
- Co? – spytałaś.
- Jesteś śliczną dziewczyną. Dopiero teraz pamiętam, że widziałem cię wielokrotnie gdzieś w życiu. I byłaś ze mną przez te tygodnie. A więc tak długo kochałaś takiego drania jak ja?
- Tak. Dla mnie nie jesteś draniem.
- Byłem nim, nie oszukujmy się. Każde twoje słowo działa na mnie jak magia.
- Johnny, przed tobą nie wiedziałam, co to miłość.
- Jestem zwykłym facetem od deski surfingowej, trochę ładniejszym od diabła.
- Nieprawda. Jesteś mój i nie oddam cię nikomu.
- Chyba musiałem cię spotkać.
- Bo?
- Bo jest w tobie to, czego zawsze szukałem i nigdy nie odnajdywałem.
- Jestem nikim wyjątkowym. Pracuję w sklepie.
- Nie dbam o to, gdzie pracujesz, jutro możesz nigdzie nie pracować. Mam oszczędności.
- Chcę pracować, nie chcę być nikomu ciężarem.
- Ale nie byłabyś.
- Wolę codziennie chodzić do pracy i wracać z niej zmęczona i zadowolona.
- Rozumiem.
 
- Johnny, czy zaśpiewają nam kiedyś anioły?
- Dona, od samego słuchania twoich słów robi się słodko na sercu – rzekł wesoło Johnny Angel, najwyraźniej czując, że to chciał właśnie usłyszeć.
- To miłe.
- Jesteś dla mnie jak zjawisko, jak urok rzucony w dobrą noc, gdy spadały gwiazdy, wieszcząc słodkie przepowiednie.
- A ty byłeś tym samym dla mnie – kiedy cię ujrzałam, już wiedziałam, że to ten. Nawet nie wiesz, ile razy cię podglądałam, ile razy śledziłam, by tylko być blisko mojego Johnny’ego Angel. Nie wiem, kiedy stałeś się moim światem, moim bytem, moim „ja”.
- Jestem ci wdzięczny, że się do mnie nie zraziłaś.
- Nie wiem, co to znaczy.
- Wiem, że będziesz mi coraz bliższa, Dona, z każdym dniem bardziej, z każdą minutą, która nadejdzie, z każdym kolejnym pocałunkiem, dotykiem dłoni, cichym szeptem, spacerem nad rzeką, z tym, co niewypowiedziane, co między słowami, z radością, jaka zrodzi się między nami, a niech to, nikomu tego wcześniej nie mówiłem. Nie było komu. Znałem wiele kobiet, ale nic dla mnie nie znaczyły. Były puste i próżne. Kradły mój czas. Dopiero ty. Dopiero ty otwierasz te magiczne drzwi. Tak łatwo, tak naturalnie, jakbym znał cię od wieków. Przyszłaś i pozostałaś. Jak ci się to udało?
- Wierzę ci, Johnny.
- To dobrze, Dona, ktoś w końcu mi naprawdę zaufał – rzekł Johnny Angel i zapalił papierosa. – Teraz wreszcie wiem, co zrobię – zakończył, delikatnie kładąc swoją dłoń na twojej.
 
 
2 sierpnia 2017
 
 
Cykl: Pokochania
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 20.10.2017 11:05 · Czytań: 274 · Średnia ocena: 4,14 · Komentarzy: 39
Komentarze
JOLA S. dnia 20.10.2017 12:16
Cześć Mike,

brawo obnażyłeś bez skrupułów duszę próżnego mężczyzny, narcyza, a może nie tylko...
W taki czy inny sposób świat musi się kręcić koło Twojego bohatera, chce być nadal wielbiony. Typowy macho. :(
Zakochana dziewczyna liczy na wzajemność, na to, że przejrzał, zmieni się i ją pokocha. Co za naiwność i głupota! Niestety, u niektórych kobiet obserwuję takie zachowania. Tłumaczysz to miłością? Raczej ślepotą i brakiem szacunku do samej siebie. "Książę" zwrócił na peelkę uwagę, zauważył jej wiernopoddańcze oddanie. Może tylko przez moment, i tylko wtedy, gdy jest mu źle? :(
Dużo, niestety w życiu jest takich historii. Czy kończą się idyllą? Wątpię. Wyjąłeś trupa z szafy, żeby sprowokować rozmowę na temat takiego zakochania. Jeżeli tak, to osiągnąłeś cel. W innym przypadku opowieść może wydawać się płytką i naiwną, przynajmniej w moim odbiorze.

O jedno proszę, nie tłumacz mi swoich intencji i tego co miałeś na myśli, pisząc.
Opublikowałeś opko, oddałeś je Czytelnikowi, koniec, basta, skończone.

Niech szaleje jego wyobraźnia, niech sobie myśli, co chce. Daj na luz! :)

Tekst napisany jest sprawnie, jak zwykle u Ciebie. :) I to nie podlega dyskusji. Przyznaję się szczerze, że wolę Cię Mistrzu w tzw. "męskiej" literaturze. Kobieca natura jest nader skomplikowana i rzadko, któremu mężczyźnie - pisarzowi udaje się z tym poradzić. Paulo Coelho czy Erica- Emanuela Schmitta oceniam jako mistrzów w tej delikatnej materii, oczywiście to tylko moje zdanie. ;)

Pozdrawiam Cię słodko, życząc sukcesów na niwie literackiej i nie tylko. :)

JOLA S.
mike17 dnia 20.10.2017 13:43
Witaj, Jolu, pod tą pokrętną miniaturą miłosną :)
Myślę, że jesteś na tyle wyrobioną czytelniczką, że nie muszę tu niczego tłumaczyć,
Owszem, lubię podyskutować o tekście jeśli taka wola.
Mój tekst nie jest jednoznaczny, więc to, że odebrałaś go tak a nie inaczej nie oznacza wcale, że ktoś inny odbierze go taka samo jak Ty.
Zależało mi na fermencie i chyba to osiągnąłem.
Bo tłumaczeń całej tej sytuacjo może być naprawdę wiele.
Ale każdy wybiera swoją opcję i o to mi chodzi.

Twoje tłumaczenie jest bardzo prawdopodobne - tak faktycznie mogło być.

Bardzo dziękuję Ci za wizytę i wnikliwą analizę całej tej sytuacji :)
Zapraszam za jakiś czas (teraz będzie przerwa w publikowaniu, co by był niedosyt) do nowych, moich produkcji.

Miłego dzionka życzę i w ogóle powodzenia :)
Usunięty dnia 20.10.2017 18:41
Po porządnej korekcie będzie to całkiem niezły harlequin z niejednoznacznym zakończeniem.
No, skoro mimo niedociągnięć tekstu dobrnęłam do końca, znaczy, że nie jest tak źle. Choć przydałoby się trochę ożywić tę historię jakimś zwrotem akcji, bo czytelnik współczesny lubi być zaskakiwany.
Pozdrawiam serdecznie
LW
mike17 dnia 20.10.2017 18:56
Lady Winter napisała:
Po porządnej korekcie będzie to całkiem niezły harlequin z niejednoznacznym zakończeniem.

Nie bardzo rozumiem...
Jakieś przykłady?
Lady Winter napisała:
, skoro mimo niedociągnięć tekstu dobrnęłam do końca,


j.w.

Nie przypuszczam, by należało ożywiać tę akcję - zależało mi raczej na sferze sercowej niż akcji sensu stricte.
Chyba jednak zaskoczyłem, bo Johnny wcale nie musiał zrobić tego, co zrobił na koniec.

Miło mi, że wpadłaś - dzięki za koment i czytanie.

Pozdrawiam serdecznie.
Jacek Londyn dnia 20.10.2017 19:15
Fajna parodia seriali brazylijskich, w formie opowiadania. Jest w nim wszystko - bidulka z zapuszczonej dziury, miejscowy macho, miłość i intryga.
Opisy:

"Sunął właśnie majestatycznie na wysokiej fali i nic sobie z tego nie robił".

"Johnny Angel surfuje na wysokich falach jak największych z nich wszystkich, jak mistrz nad mistrzami"

"sunął na desce po falach oceanu, piękny i dumny, odważny i męski, jakże wtedy atrakcyjny"

to majstersztyk. :)

Pozdrawiam
JL
Usunięty dnia 20.10.2017 19:17
Ot, pierwsze lepsze z brzegu:

Cytat:
Choć nie na­zwał­bym go tak, ni­ko­go nie skrzyw­dził, a że zmie­niał obiek­ty za­in­te­re­so­wa­nia jak rę­ka­wicz­ki nie świad­czy­ło wcale o pod­ło­ści jego cha­rak­te­ru, a ra­czej o nie­sta­ło­ści uczuć.

Interpunkcja.

Cytat:
i spo­koj­nie, niby od nie­chce­nia mówił, że

Interpunkcja.

Cytat:
Pra­co­wa­łaś w skle­pie i byłaś zwy­kłą, pro­stą dziew­czy­ną ze wsi, która ja­kimś cudem tra­fi­ła do mia­sta i zna­la­zła tu pracę i tani pokój u pani Brown, le­ci­wej wdowy i do­brej duszy.

Interpunkcja.

Cytat:
ogo­rza­ły od słoń­ca i nic nie­ro­bie­nia

Ortografia.

Cytat:
by tylko być bli­sko mo­je­go John­ny’ego Angel

Gramatyka.

Wybacz starej filolożce, dolnopółkowej amatorce pisania, te uwagi, ale nie byłaby sobą, gdyby udawała, że nie widzi błędów :)
mike17 dnia 20.10.2017 19:32
Tak się składa, że i ja jestem filologiem, ale angielskim :)
W dwóch pierwszych wskazaniach przecinki mogą być ruchome, stąd zapewne Twoja uwaga.
Może w dwóch miejscach go zabrakło, przyznaję.
Ale z interpunkcją już tak jest jak z nią w poezji - w zależności jak się czyta, tak się daje przecinki.

Z resztą uwag się nie zgadzam.

Jacku Londynie, fajnie, że wpadłeś, widzę, że surfing nie jest Ci obcy, mnie zresztą w formie z żaglem także nie :)

Pozdrawiam Was wieczorowo :)
Usunięty dnia 20.10.2017 19:38
Michu, możesz się nie zgadzać, ale zasady polszczyzny są jasne i obowiązują każdego. Proza to nie poezja, nie zostawia pola do swobodnej interpretacji zasad.
mike17 dnia 20.10.2017 19:42
Cytat:
ogo­rza­ły od słoń­ca i nic nie­ro­bie­nia

Ortografia.


Gdzie masz tu ortografię?
Chodzi Ci o słowo "nic nierobienia"?
Nierobienia piszemy razem.
Pewnie chodzi o to, że to "nicnierobienie", tak?

Ja już piszę 17 lat non stop, więc znam się co nieco.
A i książek się trochę wydało - sic! - bez korekty :)

Ale fajnie, że mi radzisz :)
Cenię to.
Krzysztof Konrad dnia 20.10.2017 20:43 Ocena: Bardzo dobre
Siema.

Raz - nie widzę tu w czesniej wspomnianych błędów, prócz błędu w wielokropku (wsatawiles dwie, zamiast trzech kropek, ale korzystam z telefonu i tego nie zaznaczę).

Dwa - nie uprzedmiotawiasz kobiet. Bo mam czasem wrażenie, że niektórzy czytelnicy chcą gdzieś puścić Ci taką sugestię, tym samym Cię nie obrażając.

Tak naprawdę, bohaterem tego opowiadania nie jest Johny, a celem nie jest ta kobieta. Bohaterką jest - moim zdaniem - właśnie ona. Bohater pozorny, jako narrator, próbuje wglebic się w swoją gorszą stronę i przewartosciowuje się, dokonując retrospekcji.

To tylko moja interpretacja. Macho z niego żaden, a jeśli tak, to z jakimś zasadami,wychowany na człowieka. A tego nam dziś brakuje. Człowieczeństwa, jako równoważni dla bestialskiej - drugiej strony.
mike17 dnia 20.10.2017 20:56
Krzysiek, bo to ona jest naprawdę bohaterką, ona szuka miłości i to nią zapełniłem to opowiadanie, nie Johnny'm Angel, który owszem, jest bardzo ważny, ale tylko jako dopełnienie.

U mnie kobiety są zawsze na piedestale, bez względu na to, co po drodze robią.

Właśnie - czy Johnny był typem macho, czy biedakiem bezrozumnie poszukującym kochania?
Nie wiem, może ta, a może...

Johnny, skoro to bohater tytułowy, musiał tu odegrać jakąś rolę.
Ja nie powiem, jaką.
Niech to spłynie z ust bohaterki.
Myślę, że w jej słowach znajduje się odpowiedź.
Choć ktoś może powiedzieć, że była szalona z miłości, ale to szalone uproszczenie.

Dzięki, że wpadłeś i dałeś mi garść swoich przemyśleń.
Ja zawsze jestem otwarty na każdy głos.
Zwłaszcza sensowny i na poziomie :)

Trzym się :)
Lilah dnia 20.10.2017 22:09
Z przyjemnością, jak zwykle, Mike. Ciekawie poprowadzona narracja.
Taka przemiana bohatera - budująca, ale czy trwała?

Cytat:
Gdzie nie­gdzie jesz­cze ktoś się kąpał, ale nie­ubła­ga­nie nad­cho­dził czas po­wro­tu do domu.

gdzieniegdzie

Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 20.10.2017 22:41
Tego nie wiemy, Lilu, ale może w końcu przejrzał na oczy :)
W sumie przeżycia graniczne tak właśnie wpływają na psychikę.

Dzięki za sugestię - poprawię.

Jak zwykle niezwykle miło było mi Cię gościć, nie ma to jak ci, którzy chcą do nas wracać :)

Ukłony!
Usunięty dnia 21.10.2017 17:38
Interpunkcyjnych nie będę tłumaczyć, bo są oczywiste.
Co do reszty:
https://sjp.pl/nicnierobienie
John­ny’ego Angela - https://sjp.pwn.pl/zasady/243-66-1-Nazwiska-zakonczone-w-pismie-na-spolgloski-lub-y-po-samoglosce;629618.html

Trochę się książek w życiu redagowało :)
No, ale tendencję publikowania bez korekty potwierdzam i bardzo nad nią ubolewam. Kiedyś błędy w książkach należały do rzadkości. Teraz coraz mniej ludzi jest w stanie je dostrzec.
mike17 dnia 21.10.2017 17:44
Ubolewam, iż stać Cię jeno na brnięcie w korektę.
I to taką niskopienną, bo to szczypanie po kostkach.

Johnny'ego Angel na pewno nie zmienię.
Może istnieje inna wersja, ale dla mnie brzmi ona trywialnie :)

A może by tak wypowiedzieć się o treści, o uczuciach i odczuciach, jakie tekst wywołał?
Czy wywołał?
Może skoro bawisz się jeno w korektorkę, to nie wywołał nic...

Co do "nicnierobienia" zdążyłem się zmitygować, moja droga :)
Usunięty dnia 21.10.2017 17:57
Przykro mi, że moją pomoc nazywasz kąsaniem. Korekta to moja pasja.
I w swoim pierwszym komentarzu nie ograniczyłam się wyłącznie do wytknięcia usterek językowych.
mike17 dnia 21.10.2017 18:06
A moja pasja, to jak mój Czytelnik powie mi szczerze, co sądzi o tekście, uczuciach, przesłaniu i wartościach, jakie promuję.
Wyszukiwanie samotnych przecinków czy ich braku zupełnie mnie nie interesuje.
Nie na tym należy skupiać się przy czytaniu, a na treści.
Zatem trudno mi się z Tobą zgodzić.
Nie akceptuję czegoś takiego.

Dopóki autor nie dowie się konkretów o swoim dziele, nie ma go.
Nie wie, co pisze, czy to się podoba, czy idzie w dobrą stronę.

Na koniec powiem Ci tyle: w mojej debiutanckiej książce papierowej "Na błoniach zaświatów" korektor na 443 stron tekstu znalazł... 23 potknięcia.
Dużo?

Miło byłoby posłuchać, co myślisz o samej opowieści, nie o przecinkach czy innych sprawach drugorzędnych.
Gaston Bachelard dnia 21.10.2017 18:31
mike17-ty, lub Michaliński po naszemu, nie irytuj się na Lady Winteeeeeer. Napisała Pani, że korekta to Jej pasja? Napisała. Rozumny pisaciel od razu to podchwyci i uzna, że dialog z Taką Istotką bardzo mu się opłaci w teraźniejszości i w przyszłości również. I się nie chwalaj tak swoimi literkami. Inni być może więcej tego posiadają. To miejsce gromadzi przeróżnych. I próżnych też. Wiadomo?

A teraz o czytadle będzie............... No ja chłop niby jestem lub bywam. Poczytałem zatem nawet razy dwa. I jakoś takoś nie wyszło mi na typowy harlequin. Tak to nie. Łba też mi nie urwało i mózgu nie wypluło, ale.... ale... ale........... Co tu ściemniać. Niektóre fragmenty Twojego pisania czytają mi się bez mrugnięcia ślepia. Inne bym natychmiast powymiatał. Jednak "czyj kraj, tego religia", niby. Gustów się nie wybiera. Więc u mnie tradycyjnie bez oceny, jednak ja akurat rozumiem chęć innego zapisu i piszę - PISUJ TY I PISZ. Poczytam.

A teraz pozdrowionka i znikł.
mike17 dnia 21.10.2017 18:40
Gaston, klawo nawijasz i masz podklepaną bajerę jak widzę :)
Michaliński to może z innej bajeczki wziąłeś :)
Ale jest git i gra muzyka.

Jeśli masz jakieś dobre fragmenty w tym tekście, tom ram, jeśli nie, cóż, wybaczam.
Nie każdemu się przypasuje, nie amigo?
Zatem trzym się swojej wersji, a będziesz wielki.

Czy harlekin?
Nie.
To raczej o przemianie duchowej miało być, a czy wyszło?
To już Wam, czytacze, oceniać.

Gaston, każdy ma swoje widzimisię.
I ja się z tym zgadzam, ale...
No.

Do zoba i dzięki za czytelniczy nalot :)
Gaston Bachelard dnia 21.10.2017 18:59
Że niby "podklepana"? Nie znam tego określenia.
To pewnie z jakiejś gwary znieczulającej.
Czyli git i muza gra i bzyka.

Teraz poczytaj - na wielkość należy sobie zasłużyć, Panie mike Michaliński.
Bajka jest dokładnie ta, którą mi wskazałeś.
Odnalazłem bez problemu. Możemy teraz porozmawiać o nakładach i o Czytelnikach.
Opowiedz nam i o tym.

"Czytelniczy nalot", phi.
Po prostu poczytałem Twoje literki z ciekawością i przyjemnością czasami.
Nie przesadzaj. Zatem.
mike17 dnia 21.10.2017 19:06
Widzę, że mój język Cię nieco zdeprymował, amigo - don't worry, take it easy :)

Gaston Bachelard napisał:
na wielkość należy sobie zasłużyć, Panie mike Michaliński.

Za krótko tu jesteś, by gadać takie rzeczy :) he he.

Gaston Bachelard napisał:
Możemy teraz porozmawiać o nakładach i o Czytelnikach.

nie kminię, mistrzu.

Gaston Bachelard napisał:
Nie przesadzaj.

z zamiłowania jestem ogrodnikiem :)
Gaston Bachelard dnia 21.10.2017 19:20
Tak, znam te patagońskie naleciałości.
Coś mnie tam trąciło kiedyś. Kabaretowo niby.
Jak to było?
Kopa saranta porta kinte, lama sapas? Sama lapas - rzekło mu.

A ja z zamiłowania malarzem, ale nie pokojowym. Bywa.
Pasja i zamiłowanie. Różność, próżność.
Uznajmy lepiej, że źle cytowałeś i udzieliłeś lekko farbowanej riposty.
I jednak troszkę kminisz.
Troszkę tak.

"Za krótko"? To tylko u pana Millera politykiera było, że końcóweczka jest najważniejsza.
Ja tam wierzę i w początki. Takie rechu brechu.
mike17 dnia 21.10.2017 19:26
Coś my tu lecim w spam, panie ładny, więc pozwól, że będziem kończyć :)
Z panem Millerem to bym się tak nie wychylał - kiedyś Ziobro było dla niego "zero", dziś on sam jest zero :)

Nie sądźmy, byśmy...

I tym miłym akcentem życzę Ci miłej nocy, niech Ci mike lekkim będzie, ahoy!
Gaston Bachelard dnia 21.10.2017 19:28
Rozejmus. Kumka.
mike17 dnia 21.10.2017 19:30
Trzym się, Gaston :)
Jaga dnia 21.10.2017 22:46
Napisane bardzo sprawnie. Ciekawa historia.

Niestety zupełnie nie rozumiem bohaterki. To nie moja bajka. Inaczej postrzegam miłość. Dla mnie to słowo co innego znaczy.

Przyjmuję jednak do wiadomości, iż ludzie różnią się między sobą i są takie osoby, które czerpią radość z całkowitego oddania się ukochanemu (ukochanej). Dla których „centrum” stanowi uczucie, a życie swoje opierają na miłości do ukochanej istoty.

Nie wierzę też w cudowne ludzkie przemiany, choć Johnny A. nie wygląda na macho, lecz na wrażliwego faceta z zasadami. To nie grzech, że urodził się ciachem ;)

Pozdrawiam ciepło,
Jaga
Milena1 dnia 22.10.2017 08:36 Ocena: Bardzo dobre
Ja zwykle opowieść która w pewnym sensie irytuje i jednocześnie intryguje.
Samiec Alfa i zakochana w nim szara myszka :)
Zostawiasz czytelnika w niedopowiedzeniu i "barykadujesz się" w tekście na różne możliwości interpretacyjne.
Ja też nie wierzę w przemianę Angel'a no chyba żeby się zestarzał i zbrzydł :)
Dla mnie możliwość jest taka, że chce jakoś altruistycznie wynagrodzić peelce opiekę, w końcu czemu nie? Krótki romans to przecież dla niego betka. Można się tylko zastanowić czy dla niej byłoby to dobre czy nie?
Jest jeszcze dla mnie druga możliwość - Angel jest jednak człowiekiem słabego charakteru.
Z tekstu wynika, że to jednak peelka prowadzi rozmowę, ona decyduje co i gdzie, jak na nieśmiałą
zakochaną po uszy dziewoje nieżle nim dyryguje a to dopiero początek :)
Może on potrzebuje własnie takiej dziewczyny?
W życiu spotkałam wiele takich małżeństw, gdzie on jest bardzo przystojnym modelem męskim, a ona brzydka i nieatrakcyjna, ale za to z silnym charakterem i każdy się zastanawia jak ona go poderwała?
Takie moje ranne przemyślenia
Pozdr :)
mike17 dnia 22.10.2017 11:45
Jago, znałem kiedyś kogoś, kto stał się pierwowzorem dla mojej bohaterki.
Tamta kobieta wszystko podporządkowała nieosiągalnej miłości.
Chodziła koło faceta 3 lata, aż doprowadziła go na ołtarz :)
Także takie rzeczy, rzadko bo rzadko, ale mają miejsce.
Nie wiemy, jak dalej potoczą się ich losy, czy Johnny rzeczywiście mógł przejść przemianę duchową, za czym wcale nie obstaję - może to tylko chwilowy odruch wdzięczności?

Mileno1, mogę tylko powtórzyć to, co wyżej napisałem, i dodać, że to determinacja bohaterki i zbieg okoliczności a może Przeznaczenie sprawiło, że Johnny "uległ".
W tekście była wzmianka, że nie był on zamknięty na ułożenie sobie życia, ale nie przeszkadzało mu to wcale w podrywaniu panienek.
Może było właśnie tak, jak piszesz - to bardzo prawdopodobne.
W dobrym kierunku idą Twoje wnioski :)

Obu Paniom serdecznie dziękuję za czytanie i poświęcony czas :)

Do następnego razu!
al-szamanka dnia 24.10.2017 12:16 Ocena: Świetne!
Po przeczytaniu tekstu dochodzę do wniosku, że każdego faceta należy stłuc na kwaśne jabłko, aby w końcu zrozumiał i sporządniał ;)
A na poważnie.
Słodka opowieść o dziewczynie, tak, o dziewczynie, która zrealizowała marzenia.
Oczywiście były to typowe marzenia nastolatki zakochanej... tak jakby w aktorze filmowym, bo przecież, powiedzmy sobie szczerze, Johnny odgrywał przed światem swoją życiową rolę.
A widownię miał zupełnie podobną do siebie - rozrywkową, lekką i przyjemną... i lekkomyślną, bo jak się okazuje pod koniec, każda z jego łatwych zdobyczy była już z kimś związana. Być może dziewczyny owe miały takie samo nastawienie do życia jak on i nie uważały za kogoś z kim można się związać na zawsze.
Mówiąc szczerze, nie wiązałabym się z takim typkiem, ale nie jestem dziewczyną z prowincji, jak Twoja bohaterka, i inne mam marzenia.
Być może Johnny zmienił się naprawdę i zrozumiał, że skakanie z kwiatka na kwiatek ma swoje granice, być może trafił swój na swego i rzeczywiście będą szczęśliwi.
Być może będą mieli piękny ślub, oczywiście po tym, gdy Johnny, po wprawieniu wybitych zębów uśmiechnie się szeroko do narzeczonej.

Ładnie i gładko napisany tekst - jak to u Ciebie.
Przeczytałam z przyjemnością.

Pozdrawiam ciepło :)
mike17 dnia 24.10.2017 19:16
Witaj, Aldonko, pod tą miłosną miniaturą o pokrętnym przekazie :)
al-szamanka napisał/a:
Być może Johnny zmienił się naprawdę i zrozumiał, że skakanie z kwiatka na kwiatek ma swoje granice, być może trafił swój na swego i rzeczywiście będą szczęśliwi.

Nareszcie ktoś to głośno powiedział, a raczej napisał :)
Tak się składa, że jakoś wierzę w tę jego przemianę duchową, tak konstruowałem tę postać, by tak właśnie ją odebrać.
Moim zdaniem to nie był jego kaprys, a chęć odmiany swego życia.
Wszak w tekście piszę, że był otwarty na znajomość na poważnie, ale takowej nie odnajdywał.
Korzystał z łatwych panienek, ale swój rozum miał :)

Może potrzebował solidnej lekcji, by przejrzeć i zrozumieć, że tylko szczera miłość się liczy.

Bardzo Ci dziękuję za tradycyjnie piękny i wyczerpujący koment :)
Każda Twoja wizyta to dla mnie święto :)
Poważnie :)

Pozdrawiam wieczorowo!
Ania_Basnik dnia 02.11.2017 12:58 Ocena: Świetne!
Mike Napisałeś kolejne opowiadanie o miłości. Dziewczyna kocha, on skacze z kwiatka na kwiatek, I nadchodzi taki moment, że po tęgim laniu nagle zauważa tę, która go naprawdę kocha. Zdarza się tak, ale ja nie wierzę juz w takie bajki. Denerwuje mnie tak Twoja główna bohaterka.
Ale Tobie jako autorowi gratuluję sprawnego pociągnięcia akcji. Dobrze napisany tekst wzbudza kontrowersje, co do intencji bohaterów, a nie autora, więc u Ciebie pełen sukces :)
mike17 dnia 02.11.2017 14:33
Dziękuję, Aniu, za piękne słowa i za szczerość, to zawsze w cenie :)
Zależało mi na tym, by tekst nie był do końca jednoznaczny i pozostawił miejsce na domysły.
Wszak mogło być różnie, czyż nie?
A jak potoczą się dalej losy moich bohaterów też nie musi być aż takie oczywiste.

Raz jeszcze kłaniam się nisko i zapraszam w przyszłości, ale raczej niebliskiej :)

Pozdrawiam :)
BeNeK dnia 05.11.2017 20:00 Ocena: Przeciętne
Witaj. Jakiś czas mnie tu nie było, naszła mnie ochota, na kawałek dobrej literatury, po której będę zadowolony, że poświęciłem swój czas na lekturę. Więc odwiedziłem mojego ulubionego autora i otworzyłem jego ostatni tekst. Niestety, ale ja tej miniatury nie kupuje. Czytałem wiele twoich prac (rzadko dawałem znak obecności) i wiem, że tej na pewno nie umieściłbym w dziale "dobry mike17". Potrafisz zaskoczyć, a tu od początku finał był oczywisty, fabuła była przewidywalna. Historia, że tak powiem stereotypowego maczo, który się zmienił pod wpływem kobiety.
Cały czas mnie nurtuje kwestia, ile czasu on leżał w łóżku po pobiciu. Trzy tygodnie w wyniku połamanych żeber i wybitych zębów. Nie jest to lekka przesada? Nie wiem, dlatego pytam Ciebie autorze ;)
Z jednej strony denerwuje mnie ta Dona. Czytając o jej uczuciach, tak ad hoc stwierdziłem, że ona jest albo jakaś chora na umyśle, albo pusta. Uważa się, za kobietę lepszą od tamtych, bo jej nie zależy tylko na seksie. Ale z drugiej strony wierzy, że to jest prawdziwa, dojrzała miłość, gdy tymczasem zna Johnego tylko z widzenia. Myli miłość z fizycznym zauroczeniem, co by także tłumaczyło, dlaczego go idealizuje. Z drugiej strony (i za to Cię lubię, że zawsze jest ta druga strona) jest to opowieść o samotności, o chronicznej samotności. Nie mając nikogo, będąc w obcym mieście kobieta ta, która widocznie nie należy do osób silnych psychicznie, szuka jakiekolwiek obiektu, w którym by mogła ulokować swoje uczucia. Więc plus za to, że bohaterka nie jest jednowymiarowa.
Ale cała ta historia miłosna jest żywcem wyciągnięta z brazylijskiego serialu, według mnie nie pasuje do Ciebie. No ale cóż, nie zawsze wszystkim dogodzisz. Dzisiaj ja jestem "Januszem", któremu nic nie pasuje. Raczej rozpaczać nie będziesz ;)
Żeby nie było, ja też widzę jakiś głębszy sens tej opowieści, morały w niej zawarte, ale wszystko to jest takie aż za bardzo dramatycznoromantyczne. Nie mój klimat.
Nie zmienia to jednak faktu, że jesteś jednym z moich ulubionych autorów. Może następnym razem nie będę tak pluł jadem ;)
Jeśli Cię czymś uraziłem, to bardzo przepraszam, chciałem tylko podyskutować na temat tekstu ;)
Pozdrawiam i mam nadzieję, że do szybkiego następnego ;)
mike17 dnia 05.11.2017 20:36
Benek, zupełnie nie kupuje twoich treści.
Mój tekst chyba wcale do Ciebie nie trafił.
A powinien.
Nie będę go tłumaczył, robiłem to wcześniej, powiem tyle, że powinieneś poczytać moje komenty, które pisałem innym, by wyczuć bluesa :)

No.

Do miłego :)
BeNeK dnia 05.11.2017 20:45 Ocena: Przeciętne
Nie chcę żebyś mi go tłumaczył, nie taka Twoja rola przecież ;) zrobiłem jak radziłeś. Przeczytałem komentarze. Ale niestety nadal nie kupuję tego tekstu. Mimo całej życzliwości do ciebie, no po prostu ty zagrałeś blues, kiedy ja chciałem rock. Nie zgraliśmy się. Ale że jak sam określiłeś lubisz jak czytelnik opowiada o uczuciach, które towarzyszyły mu podczas czytania, to ja się z Tobą podzieliłem ;) może z biegiem czasu zweryfikuje swój pogląd na tą miniaturę. ;)
mike17 dnia 05.11.2017 20:53
A ja upewnię się w przekonaniu, że nie wyczułeś, o co mi chodziło.
Poszedłeś w tandetną retorykę.
I nie wyczułeś tego, co chciałem przekazać, szkoda...

Nie uraziłeś mnie niczym, Benek, ale po prostu przeszedłeś obok, tyle.
Quentin dnia 14.11.2017 16:56 Ocena: Bardzo dobre
Johnny, co nie był aniołem

Czołem, Maestro.
Patrzę w tekst ( a jakże bym mógł nie zajrzeć), no i myślę sobie, że jest to, czego się spodziewałem i w sumie do czego przywykłem. Patrzę w komentarze i co widzę, toż to prawdziwa gównoburza;-)

A tak zupełnie poważnie dla mnie większość twoich opowiadań stanowi swego rodzaju album ze zdjęciami wykonanymi nad kalifornijską plażą, w klubach, gdzie snuje się duch Casha, w ostatnim rzędzie kina, gdzie młoda parka obściskuje się przed seansem "West Side Story". Taki American Dream przemycony pod nasze portalowe strzechy. Miłość "osadzona" w takich realiach wygląda jeszcze bardziej idyllicznie, zupełnie jak nie z tego świata.

Po to sięgam, Mike, i to kupuję. "Szukajcie, a znajdziecie" - mawiają nie bez powodu, nie bez powodu...

Jeśli mam być szczery, wsiąkam w świat, który przedstawiasz i, słowo daję, chciałbym być przez dzień lub dwa Johnny'm. Jasne, zaraz ktoś mi strzeli między oczy, że nie zrozumiałem, o co chodzi. Że nie przeszedłem tej drogi, którą przeszedł tytułowy bohater. Oczywiście, że przeszedłem. Od A do Z. Sęk w tym, że fotografia znad kalifornijskiej plaży w rzeczywistości wygląda trochę inaczej. Możliwe też, że osiągnąłem taki etap w swoim życiu, który nakazuje myśleć jak Angel...

Miłość made in Mike jest idealna ( bywa skalana i umęczona), ale koniec końców świeci jak słońce nawet dla takich ludzi jak Johnny. Można by tylko zadać sobie pytanie, co dalej z twoimi bohaterami? Czy zawsze świeci słońce? Wiem, wiem, mistrzu. Odpowiedzi musimy szukać u siebie.

Będę szukał.

Podziękował
Quen
ajw dnia 14.11.2017 17:47 Ocena: Świetne!
Myślę, że bohaterem nie jest tu ani Johnny Angel ani Dona. Bohaterem tego utworu jest miłość jako największa wartość w życiu człowieka. Miłość w czystej postaci, która góry przenosi i potrafi dokonać niebywałych zmian. Wierzę, że J.A tego nie spieprzy :)
Lubię takie optymistyczne historie.
mike17 dnia 15.11.2017 21:36
Quentinie, u mnie jak zwykle Ameryka :)
Ale taka uczuciowa.
Znasz pewnie masę amerykańskich filmów obyczajowych, gdzie przewijają się podobne wątki do moich - ot, miłość, twardzi faceci, kobiety, które czekają by je wyrwać.
Taki jest mój świat - zawsze damsko-męski.

A Johnny?
On znalazł.
I już to wie.
Przeszedł przez wiele lipnych dróg, by w końcu wejść na tę właściwą.
I już z niej nie zejdzie.

A ona?
Jej hart ducha się opłacił.
Dopięła swego.
Zdobyła miłość.
Trza czegoś więcej?

Stary, Twoje słowa jak zwykle mnie rozwalają.
Wiem, że nadajemy na tych samych falach.
I wiem też, że czytasz w moich myślach jak nikt inny :)

Iwonko tak, miłość to jest to!
Nawet jeśli przychodzi nieco koślawie...
Ale jest.
Ta miłość mogła przenieść góry.
I przeniosła.
Kocham historie miłosne z happy endem, i dlatego napisałem ten utworek.
By uzmysłowić, że kochanie to nie bajki, to coś, co można mieć, jeśli się zechce.

Pozdrawiam Was wesoło i dziękuję za wizytę :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
18/11/2017 22:59
Brawo! Wielkie Dzięki. :) :) :) :) :) »
Jacek Londyn
18/11/2017 22:57
Myślę, że abstrakcji tu nie uświadczy. Przyznaję się co… »
Pulsar
18/11/2017 22:48
Nie mam żadnego wpływu na którą półkę mnie położą. »
hopeless
18/11/2017 22:29
Miladora - - dzięki:) »
hopeless
18/11/2017 22:25
Miladora - i tak zrobię:) »
Miladora
18/11/2017 22:14
Niewiele. ;) Za to wiersz jest całkiem, całkiem. :)»
ajw
18/11/2017 22:08
Dziękuję, Mileno :) »
ajw
18/11/2017 22:08
Bardzo lubię Twoją narrację, która jest zawsze jakimś… »
Dobra Cobra
18/11/2017 22:06
Alesz jak najbardziej rozumiem taki stan w pisarnictwie!… »
Milena1
18/11/2017 22:04
Jest klimat, obrazowanie. Pozdr :) »
Miladora
18/11/2017 22:03
I daj Ci, Boże, zdrowie. :) Dorzuć do kompletu. »
Dobra Cobra
18/11/2017 22:02
Jeśli będą następne - to piękna sprawa! DoCo »
Miladora
18/11/2017 22:00
Ja już w to uwierzyłam. ;) Może tak? Lubię rozbijać… »
Lilah
18/11/2017 21:57
Dzięki, ajw. Altanka jest super. Miło Cię gościć. :) »
hopeless
18/11/2017 21:55
Miladora - myślę, że w tym tempie zapełnię koszyczek dużo… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 18/11/2017 23:01
  • Kto żyw nie próżnuje, łapie ankietę i głosuje. :)
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:17
  • @mike17 - jutro już będziemy ciszej w SB, sorki za wcinanie się ciągle :/
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:15
  • Jeszcze niecałe 2 godziny do zamknięcia ankiety. 1. Nazwa: [link] 2. Kategorie: [link] . Głosujcie!
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:06
  • [link] Heh, ucięło cyferki w linku. Ten jest właściwy.
  • Jaga
  • 18/11/2017 21:59
  • Otwiera mi się "Mark Twain, czyli magiczny czar Tomka Sawyera :)"
  • Jaga
  • 18/11/2017 21:57
  • Alen, na pewno chodziło Ci o ten link?http://www.portal-pisarski.pl/forum/temat/342
  • mike17
  • 18/11/2017 21:56
  • GŁOSOWANIE w MUZO WENACH 5 wciąż trwa, zapraszam : A tu konkursowe info : [link]
  • mike17
  • 18/11/2017 21:54
  • No i pozostało nam już tylko 4 dni do zakończenia GŁOSOWANIA. MUZO WENY 5 potrzebują nowych głosów, nowej krwi, więc już dziś nie wahaj się, zagłosuj i wyraź swoją opinię o utworach.
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 21:03
  • Mamy 13 oddanych głosów w ankiecie z wyborem nazwy nowej strony. Czy będzie więcej? Pierwsze miejsce ma 5 głosów - zdecydowany faworyt. Czemu głosujemy? [link]
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:rkpru1282
Wspierają nas