Noc kobiety - jeden
Proza » Miniatura » Noc kobiety
A A A

On nie znosi, kiedy specjalnie czekam na telefon, kiedy poświęcam dla niego cały mój czas, cały mój sen, czekając i czekając. Dostosowując się do jego wolnych chwil, więc robię to po kryjomu, poddaje się i myślę o jego zasadach, bo nie ukrywam, że przejęłam od niego wiele podstawowych zasad. Lecz dzisiaj, ach, dzisiaj jest już za późno. Powinnam była poznać go wiele lat temu, zanim jeszcze miał żonę, zanim miał dzieci, powinnam była poznać go w drodze do banku dziesięć lat temu. Dzwoni telefon, brzęczy na parapecie w kuchni, trzymam w ręku dwa jajka, roztrzaskują się, żółtka wypadają na podłogę, białka zwisają, rozciągliwe biedaki z rąk. Kot zlizuje żółtko, białko omija, chcę już powiedzieć "halo", i poznać jaki tym razem smak mają jego słowa, ale potem odkładam słuchawkę, bo dzisiaj nie uzyskałam wewnętrznego pozwolenia na ostatnią rozmowę tego dnia. Chwilę potem dzwoni ponownie, odmienia to zawsze, porusza substancję życia, jednak zaraz przestaje. Było to ostrożne dzwonienie, jakiś nowy numer, ale on często ma nowy numer, może to był on, a ja nie chcę umierać, a dziecko znów płacze, jeszcze nie, jeśli to rzeczywiście był on, to powinien być ze mnie zadowolony, powinien mnie pochwalić, pogłaskać, pocałować i myśleć, że dawno już śpię. Więc obejmuję swoją szyję tak jak on by ją objął i czuję jak moja dłoń jest lodowata. Lodowatym uściskiem próbuję obejmować przesączającą się nicość i czuję jak drażni mnie dym papierosa, bo dzisiaj palę, dzisiaj mam dzień palaczki, więc palę i czekam przy telefonie.

"Kobiecy płomiennowłosy demon o bladym, prawie przejrzystym ciele i rozwianych włosach. Przelatuje lekki wiatr, oplątuje włosami jej twarz i łopocze sukienką, można niemal usłyszeć wir jej halki, muska ciało świadomie, wchodząc we wszystkie jego zakamarki. A chwilę potem ten demon staje się martwy, i na dnie stawu leży martwa młoda dziewczyna, z twarzą tego demona jakby zmarła przed chwilą. Leży tam a pająki chcą zbudować sieć na jej twarzy, na mojej twarzy, otaczają mnie i wchodzą powoli na szyję i na usta" - ostatnio często miewam taki sen. Ten drugi: " Jestem w muzeum sztuki nowoczesnej w którym leżą umierający ludzie poprzypinani do rurek i dziwnych pikających urządzeń. Inni ludzie chodzą wokół nich z kubkami kawy ze sturbacksa w za dużych okularach, rozmawiają głośno i tłumaczą sobie nawzajem symbolizm dopaminy w strzykawce. Teatr anatomiczny - ktoś krzyknie, a ja... odzież lepka od snu, bezcelowość gorączkowego snu, dziwnie miękko koło serca, dziecko znów płacze.

Klęczę na podłodze przed telefonem, wybieram z dna kubka mokry różowy cukier i oblizuję go powoli grubym językiem, więc nie ma dziś czasu, słuchawka wydaje się przez to zimna jak lód, Nie plastyk, aluminium, tylko jak lód i podsuwa się do mojej skroni, bo słyszę jak on odkłada słuchawkę, w swoim hipsterskim telefonie stacjonarnym, i chcę żeby ten dźwięk był jak strzał, krótki, szybki, żeby to się już skończyło, żeby mi rozerwało mózg. Ja już nie mam siły, więc dalej klęczę na podłodze i mam nadzieję, że mama, która pomaga ostatnio coraz częściej z Antosiem nie zaskoczy mnie w tej pozycji. Odkładam telefon do szafki, wyłączam , wyjmuję baterię którą rzucam o ścianę i wlokę się do Antosia, i czytam mu bajeczkę. Gorączkowo, co za bzdury, a ja nie chcę żeby on był znów taki jaki był rano, i tłumaczę sobie, że przecież jednak zadzwonił a mógł nie zadzwonić. Mówił mi ostatnio, że też chciałby, żeby było inaczej, wiem, że obiecywał mi, że opuści żonę, ale ja mu powiedziałam, że skoro guz, przerzuty, umieranie, cierpienie, to nie ma przecież sensu opuszczać żony dla umarlaka. On mówił, przestań, nie mów tak, ale ja muszę się przyzwyczaić, że tego nie powie, że ja też nic więcej już o tym nie powiem, że ten rozdział dla niego się skończy, tylko, żeby Antoś miał...

Po kilku godzinach dreszcze mijają i myślę, że powinnam była mu o tym wcześniej powiedzieć, o lekarzu, o wizycie. Pozostawiona jestem samej sobie, na zawsze, próbuję tylko umysłem wyciąć ten guz, może wypali się dzięki niemu, krzyczę w siebie, staram się podsłuchać śmierć, gdzie ona? Szukam jakiejś treści w pustce duszy, ale wiem, że nie, nie mogę utknąć w tej kałuży, więc wlewam stal w kręgosłup i idę do Antosia.

Zrywam się i zapalam nocną lampkę chociaż zza okna nadchodzi chłodny księżycowy pył, księżycowe zwilżenie na karku, nieświadome serce łomocze jak oszalałe. Żarówka szeleszczy niby pajęczyna a ja czekam na świetlisty grzmot za oknem, bo nadchodzi lato, a ja nie spodziewałam się, że dożyję tak długo. Przerażona staję po środku pokoju z potarganymi włosami, z włosami w demonicznym nieładzie, z niepokojem we wnętrzu, zagryzam usta. Wybiegam z pokoju, Antoś śpi i zapalam jedno światło po drugim, bo może on jest w domu, wrócił, bo muszę zaraz z nim pomówić. Dlaczego nie ma? Gdzie jest? Z nią? Wyszedł z pokoju i przygląda mi się kiwając głową. Co myśli? Czy się jeszcze opłaca być ze mną? Pytam go, wiem co odpowie, ale i tak pytam. Czy opłaca się być z umierającą? Ale on nie odpowiada i prowadzi mnie do łazienki, bierze ręcznik i moczy w ciepłej wodzie. Wyciera mi twarz i kark, mówi miłym głosem: Co się stało? Znów zasnęłaś przy telewizorze? Rozmazuje mi po całym policzku tusz do rzęs tak, że wyglądam jak jakaś dziwka. I mówię: "Patrz! Jestem umierającą dziwką! Takie atrakcje! Pocę się, kaszlę, cały czas kaszlę i mam próchnicę! Tylko dzisiaj oddaje się za półdarmo, spytasz dlaczego? Ha! Bo umieram!" A on bierze ręcznik z olejkiem różanym, staje za mną, przed lustrem, mówi, że serca mu starcza tylko dla jednej kobiety, potrząsam głową a on żartem unosi rękę żeby mnie uderzyć i śmiejemy się. Znikają plamy, czarne ślady, i wyobrażam sobie, że to pewnie od tego leżenia na dnie stawu są te plamy, ale on je zmazuje, i powstają nowe brązowo - czerwone ślady po olejku. "Zabiczuję cię własną żądzą!" - krzyczę do niego, a on tylko się śmieje z tej wymuszonej poetyczności, bo czuje, że to nie ja, i widzi moje mrowienie wnętrzności, więc zdejmuje ze mnie wszystko co mam, czyli niebieski włochaty szlafrok i niezdarną piżamę. Kaszlę, wyrzyguję prawie własne serce, ale staram się opanować i wchodzimy pod prysznic. Zmywamy z siebie brudy dnia, dotykam blizny na jego brzuchu i schodzę niżej ręką, coś rabuje mi dławiąco oddech, ale potem znów lubieżni jesteśmy, tak strasznie lubieżnie znużeni padamy razem na łóżko, z zaciekłością narkomana jak odurzeni pięknością aktorzy z Hollywoodu. On zostaje wreszcie całą noc, więc ja wtulam się w niego jeszcze mocniej, mięśnie same napinają się w odruchu uścisku, w jego oszałamiający chaos ramion i torsu, w kościsty krąg i znów czuję galaretowate podniecenie, które utula. Myślę sobie, że kocham tę noc, tak jak się kocha mężczyznę, jak można kochać męski tors, jego tors, ogryzek jabłka, pestkę moreli zostawioną przez niego wczoraj na parapecie i zwinięte w kulki chusteczki pod poduszką, bo alergia, bo katar.
Ranek - śniadanie na szybko, był jakiś inny, pusty i zimny, pali papierosa, kopci, tonie w dymie, idę do łazienki wykasłać rozorane, rozgrzebane płuca. Z nim powinno udać mi się usunięcie wszystkich złych myśli, usunięcie choroby, on uwolni mnie od niej, on powinien mnie wybawić - myślę głośno. Ale czy on mnie kocha? Czy mnie potrzebuje? Dusza napina się w pytaniu, rzucam myśli jakbym rzucała piaskiem w zamkniętą kabinę prysznica. Kabina się nie otwiera, a ja wiem, że on widzi tylko moją twarz gdy się uśmiecham i cieszy się gdy mnie do tego uśmiechu skłoni.


Rzucam słuchawkę, odrzucam zmęczenie, zbiegam po schodach i pędzę do nocnego przez ulice, kupić dla niego jego ulubione papierosy. Potem on powtarza mi wszystkie zdania o zmęczeniu, o wyczerpaniu, że muszę odpoczywać, przestajemy jednak rozmawiać i dajemy sobie zasnąć.
Bóle znów się napominają, śmiertelne, gra z góry przegrana. Życie pożegnań, oporów wobec umierania, jednak pełne pełniejsze oporów wobec swojej miłości. Budzę się i nie przestaję przyglądać się mu w półmroku, jemu który może jeszcze spać godzinę, dwie, a może kwadrans i wokół oczu coś zbiera się, jednak wydzieliny tak bardzo mało, że nie starcza nawet na jedną łzę w kącikach oczu. Lśnię więc od bladych nieutworzonych łez i zmysły mi marzną - powtarzam sobie w środku, to przez przymarzłe zmysły.

Nie spodziewałam się, że dożyję takiej paskundej jesieni, wszędzie zapach zgniłych liści, z Antosiem została mama. To ona zadzwoniła do niego żeby przyjechał. W aucie wciąż unosiła się jeszcze woń perfum jego żony. Siedzenie było ciepłe. I ten zapach, i to ciepło. Wiem, że on będzie po mojej śmierci i tak śpiewał, tańczył, jebał, kurwił jak to czasem do mnie mówił w żartach. I będzie czuł zapachy tych wszystkich nowych kobiet, które będzie brał w tym jego wynajętym pokoju, nie budząc ich nawet ze snu. Dręczony być może rozpaczą i porażką, więc zaciskam pięści jakbym trzymała w nich noże i jedziemy dalej do szpitala.

Dusza się boi, biedaczka, podwójnie przykuta do ciała, a ja staram się ją jakoś uspokoić, śpiąc, kochając, umierając. Mówię jej, że taki jest stan rzeczy, że tak już jest, że ja wiem, ja też się nie spodziewałam, ale ona nagle staje się pusta. Może nawet znika, a ja puchnę, ociekam potem, silna staje się słabość, która krzyczy cicho: nie!

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jeden · dnia 08.11.2017 15:54 · Czytań: 118 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
BeNeK dnia 08.11.2017 21:37 Ocena: Świetne!
Witaj. Przyciągnął mnie tu tytuł i się nie rozczarowałem. Chciałem chociaż przez chwilę spojrzeć na świat oczami kobiety. I udało mi się. Nie spodziewałem się jednak, że widok ten będzie aż tak drastyczny. Ile tu rozterek, przeciwieństw, na pozór zdawałoby się brak logiki. Ale to może przez to, że mężczyzna nie umie zrozumieć kobiety. Przebija z całego tekstu ogromna, wręcz przytłaczająca czytelnika tęsknota, samotność i próba pogodzenia się ze strasznym losem, skądinąd śmiem twierdzić, że jest to próba nieudana. I ta wręcz nachalne pragnienie aby ktoś był obok, kiedy ona umiera, po ludzku w cierpieniach powoli umiera, ale stara się żyć. Ona pragnie żyć, mimo cierpienia i bólu, mimo tego, że pewnie mało co zostało z jej pierwotnej urody. Wierzy, że znajdzie szczęście. Przejmujący się moment, kiedy ona zatapia się w torsie mężczyzny tak jakby sam Bóg jej wstrzyknął serotonine. Przecież wie, że prawdopodobnie ten facet jest z nią poczucia obowiązku, a mimo to chce się czuć przy nim szczęśliwa, bo zdaje sobie sprawę, że to ostatnie jej związanie emocjonalne w życiu. Jeszcze jej poświęcenie dla syna, który niby jest postacią tła w tej miniaturze, ale również niesie ze sobą spory ładunek emocji.
Poruszyłeś/aś ważny i trudny temat. Temat kobiecego spojrzenia na umieranie i samotność. Na mnie tekst zadziałał. Przeczytałem go z wielką uwagą. I nie żałuję. Zapiszę sobie ten tekst w ulubionych jeśli pozwolisz, bo chciałbym do niego czasami wracać.
Co do kwestii technicznej, to byłoby co doszlifowywać. Masz tu ogrom powtórzeń. Zgoda, niektóre z nich odgrywają ważną rolę, ale nie wszystkie. I tych pozostałych radziłbym się pozbyć, aby ulepszyć warstwę techniczną, bo treściowo jak wykazałem wcześniej jest super.
Cytat:
Ża­rów­ka sze­lesz­czy niby pa­ję­czy­na a ja cze­kam na świe­tli­sty grzmot za oknem, bo nad­cho­dzi lato, a ja nie spo­dzie­wa­łam się, że do­ży­ję tak długo.

To drugiego "a ja" jest zupełnie nie potrzebne, jest zbytnim dopowiedzeniem, więc ze spokojnym sumieniem można się go pozbyć. To jest tylko przykład, ale w tekście wyłapałem więcej takich momentów. Warto więc przysiąść i dopracować miniaturę, bo jest tego warta.
Cytat:
można nie­mal usły­szeć wir jej halki, muska ciało świa­do­mie, wcho­dząc we wszyst­kie jego za­ka­mar­ki.

Rym zamierzony? Niestety ale odciąga on chwilowo uwagę czytelnika od treści, bo mózg wyłapuje, że coś się zarymowało. Warto też nad tym usiąść. Może zamiast zakamarki użyć słowa zakątki? To tylko propozycja.
Nie chciałem, żeby tak ciekawy tekst przeszedł bez żadnego komentarza, bo jest wart uwagi ;)
Pozdrawiam
jeden dnia 09.11.2017 21:31
Witaj, BeNek
Podoba mi się Twoje spojrzenie na tekst i jego odbiór.
Oczywiście cieszę się, że wywołał u Ciebie emocje.
Co do spraw technicznych - dopracuję tekst pod tym względem. Dzięki za spostrzeżenie rymu, gdzieś mi umknął, chyba zmienię na szczeliny.
Dzięki za komentarz.
Pozdrawiam.
BeNeK dnia 09.11.2017 21:36 Ocena: Świetne!
A może zamiast szczeliny użyj słowa tajemnice? To tylko luźna propozycja ;) po prostu można nadać bardziej głęboki sens ;) Tak mi się wydaje
Jaga dnia 10.11.2017 23:12
Przejmujące. Smutne i prawdziwe. Lubię taki styl trochę "rozjechany", chaotyczny, jednak pełen emocji.
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
skroplami dnia 11.11.2017 00:45 Ocena: Świetne!
Powtórzę więc. Mądrze rozjechany, niezwykle przejmujący, wyciskający jak łzy prawdę o wielu takich sytuacjach. Jednocześnie pojawia się prawo miłości: silniejsza od śmierci chociaż ciało umiera. I dziwne, do mężczyzny silniejsza jak do dziecka. Przepraszam - po przypadkach wokoło zmieniam zdanie: miłość do dziecka też często "nie bywa" lub "za mała bywa" czyli - nie dziwne.
Niezwykła, skrajna sytuacja, z miłością i pożądaniem i przyjęciem śmierci bo nie istnieje "nie",na pierwszym planie a światem wokoło bohaterki, w tle.
Ponadto, ten "rozjechany" tekst mocniej się odbiera, bo łatwiej wchodzi w ducha który czyta.
Powyższe z pozdrowieniami, tekst doskonały w "akcji" i stylu.
JOLA S. dnia 11.11.2017 08:48 Ocena: Świetne!
Witaj, zgodzę się z poprzednikami, kolejna opowieść o "duszy kobiety". Wdzięczny temat, bo ile tam można znaleźć w niej odcieni miłości, niczym na palecie malarza, wymieniać można bez końca i czasu braknie. :)
Styl opowiadania z zamierzoną manierą, inaczej sobie nie wyobrażam - cierpienie szarpie i duszę i ciało.
"Mądrze rozjechany" nowe, trafne określenie, oddaje atmosferę opka.
Odchodzę usatysfakcjonowana, tym bardziej, że autorem jest mężczyzna :) Gratulacje. :)

Pozdrawiam.
JOLA S.
jeden dnia 12.11.2017 16:44
Jaga, skroplami, JOLA S.:
W odpowiedzi na tak miłe słowa, pozostaje mi jedynie podziękować. Za odwiedziny i wysiłek skomentowania.

Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:19
fajny manifest; ale nierealny czy tu nie zachodzi pewna… »
Berele
24/11/2017 01:15
"Na rozpaloną duszę utopioną w winie" Trzeba… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:12
kiedyś na PP publikowała autorka o ksywce Shortia /z… »
Berele
24/11/2017 01:10
Uśmiechy dla nowych komentatorów :) Niech jeszcze poleży;… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:08
3 zdanie, wiersza brak pomimo wersyfikacji pozdrawiam »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:06
karkołomne porównanie pozdrawiam »
Miladora
24/11/2017 00:56
Na pewno pozostanie zagadką, Mrówciu. :) Jej uśmiech… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 00:56
czytam Dolną Półkę a tu taka perełka, naprawdę mi się… »
Miladora
24/11/2017 00:40
A może jednak nie przeminął, Apisku? :) W weekendy tłumy… »
Miladora
24/11/2017 00:33
A wiesz, że to bardzo dobry pomysł, Jago? :) Może… »
Miladora
24/11/2017 00:28
Bardzo mi miło - dziękuję pięknie, Uleńko. :) Serdeczności… »
Miladora
24/11/2017 00:26
To najlepsza pochwała dla autora, Uleńko. :) Bardzo… »
JOLA S.
23/11/2017 23:56
Słynny uśmiech Mony Lizy należy do najbardziej czarujących w… »
Zola111
23/11/2017 23:02
Ależ to urokliwe! bardzo! z. »
Miladora
23/11/2017 22:41
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :) »
ShoutBox
  • Leszek Sobeczko
  • 24/11/2017 01:22
  • czemu Dolna Półka nie ma komentarzy? czy to jakaś strefa kwarantanny?
  • mike17
  • 23/11/2017 23:27
  • WYNIKI w MUZO WENACH 5 są już dostępne, zapraszam serdecznie : [link]
  • mike17
  • 23/11/2017 23:20
  • Bardzo Wam dziękuję za "Kwasiżurka" - powstał w chwilę, ale liczę, że dłużej pozostanie w pamięci :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:44
  • Wzajemnie:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:43
  • Tak zrobię :). Dobrej nocy.
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:38
  • Dobrze, zgadzam się. Na pewno będzie pięknie:) Może być też tłumaczka wiatru lub deszczu. Albo wysokich traw bujających się na wietrze. Jak zechcesz, tak napisz:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:36
  • Dobrze. Napiszę o kobiecie nie kobiecie. O tłumaczce chmur? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:26
  • Coś co nie jest bajką, ale ma w sobie całe jej piękno:) To bym chciała przeczytać...
  • maak
  • 23/11/2017 22:21
  • A co wolisz, bajkę, czy nie bajkę? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:17
  • Maaczku, napisz coś nowego. Ty tak pięknie piszesz...:)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Jaclynndda
Wspierają nas