2. Czy wiesz już, kim jesteś, Maju? - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 2. Czy wiesz już, kim jesteś, Maju?
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Patrzył na mnie nieznośnie długą chwilę, jakby przez cały czas wahając się, co właściwie powinien teraz zrobić. A ja po prostu siedziałam na ławie wysuniętej z niewielkiej lodówki i wesoło machałam bosymi nogami. Całun już dawno się ze mnie zsunął i byłam całkiem naga, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Z jednej strony ta śmiałość była dla mnie dość zaskakująca, przecież odkąd pamiętam, byłam dość nieśmiałą dziewczyną... Z drugiej strony przecież i tak kilka dni temu tak dużo osób widziało moje ciało. W sumie chyba cała szkoła. Teraz, gdy widziałam jego zakłopotanie, miałam na ustach szelmowski uśmiech. I patrzyłam mu w oczy z zaciekawieniem.

Mężczyzna w końcu westchnął i ruszył w moim kierunku niepewnym krokiem. Zbliżył się i stanął dwa, może trzy metry ode mnie. Zerknął przelotnie na moje ciało, a potem popatrzył na moment w oczy i szybko uciekł ze wzrokiem. Odniosłam wrażenie, że w moim spojrzeniu dostrzegł coś, co bardzo mu się nie spodobało, albo czego się obawiał. W końcu pokazał mi stetoskop, który trzymał w dłoni.
- Mogę? - zapytał grzecznie. Odpowiedziałam samym uśmiechem i tylko poprawiłam się na ławie, nieco prostując plecy. Ostrożnie zbliżył się do mnie, wsunął słuchawki do swoich uszu i oparł końcówkę stetoskopu pomiędzy moimi skromnymi A. Zauważyłam zmianę na jego twarzy, brwi uniosły się w górę w zaskoczeniu, zerknął na moją twarz przelotnie, ale znów uciekł wzrokiem gdzieś w ścianę. Przesunął słuchawkę kilka centymetrów w górę, potem w dół, ostrożnie na boki, starając się wyraźnie nie dotknąć moich piersi. A ja poczułam, że końcówka słuchawki była wyraźnie ciepła. A może to moja skóra była chłodniejsza? Przecież odczucie temperatury jest tak bardzo względne.
- No dobrze... - westchnął z rezygnacją i ostrożnie przeszedł za mnie. Poczułam, że oparł mi stetoskop na plecach i przesuwał przez kilka chwil w różne miejsca. - Wdech? - zapytał. Zrobiłam głęboki wdech i... W tym momencie moje oczy otworzyły się szeroko z przerażenia. Uświadomiłam sobie, że wciągnęłam powietrze po raz pierwszy dopiero teraz. Jakbym w ogóle nie potrzebowała oddychać. Jednocześnie zaatakowała mnie cała paleta najróżniejszych zapachów. Zapach tego mężczyzny, taki charakterystyczny dla starych ludzi, całkiem skutecznie zamaskowany drogą wodą po goleniu, zapach środków dezynfekcyjnych, zapach... zapach innych, martwych ciał. Ten był chyba najbardziej charakterystyczny, tak mocny, że aż obejrzałam się za siebie, na pozostałe lodówki. Zauważyłam też szybko, że mój oddech zanikał, o ile sama, świadomie, nie wciągałam powietrza do płuc. Zresztą czułam, że kompletnie już tego nie potrzebuję. Pytanie tylko, czego potrzebowałam w zamian?

Mężczyzna tymczasem wrócił przede mnie, a stetoskop i powiesił sobie na szyi. Ostrożnie ujął moją dłoń i odwrócił spodem nadgarstka w górę, ale gdy na niego popatrzył, pokręcił głową z rezygnacją. - Cóż, tutaj chyba nic nie zdziałamy... - No tak. Jak to było? Ach tak, nie cackałam się. Niemal od samego nadgarstka, aż po połowę przedramienia ciągnęła się równa, szeroka blizna po głębokiej ranie, idąca niemal przez sam środek żyły. Wyraźnie widziałam szwy założone przez jakiegoś chirurga. Druga moja ręka wyglądała dokładnie tak samo. Wiedziałam przecież wtedy, że nie chciałam wołać o pomoc. Chciałam umrzeć. Powoli uniósł swoją dłoń i poczułam, że oparł mi dwa palce na jednej stronie szyi, a trzeci palec - kciuk, po drugiej. Poczułam, jak jego palce się zacisnęły się nieco mocniej, jednak nie miałam najmniejszej wątpliwości, że to było tylko badanie. Najwyraźniej i to go nie usatysfakcjonowało, ponieważ w końcu cofnął się o krok i znów tylko na mnie patrzył.
- Boże mój, a więc jednak to prawda - westchnął ciężko, patrząc na mnie i opuścił głowę, wlepiając wzrok w podłogę. - Sześćdziesiąt lat pracy tutaj i ani razu takiego przypadku. A mój dziadek opowiadał mi tylko o jednym. Przeszło sto lat temu - dodał.
- A...ha? - odpowiedziałam pytająco. Nie miałam zielonego pojęcia, o jakim przypadku mówił.
- Cóż, zaraz wracam, muszę coś jeszcze tutaj przynieść. Chyba czeka nas ciekawa rozmowa, Maju - powiedział, po czym westchnął i wyszedł. Znów nie było go dobrych kilka minut, a gdy wrócił, pchał przed sobą niewielki, metalowy stolik. Leżała na nim jakaś gruba, stara walizka. Gdy podjechał pod ławę, na której siedziałam, zauważyłam, że walizka była w całości ze skóry, ze srebrnymi okuciami rogów. Z jakiegoś powodu to zdobienie wydało mi się odpychające. Poruszyłam się niespokojnie, czując, że chciałabym znaleźć się jak najdalej od nich. Mężczyzna tymczasem popatrzył na mnie spokojnie i otworzył walizkę, unosząc jej wieko i zaczął wyciągać ze środka najróżniejsze przedmioty. Znów świadomie wciągnęłam powietrze i wraz z nim poczułam zapach stęchlizny i staroci. Taki zapach unosił się zwykle w bibliotecznych archiwach czy magazynach zamkniętych antykwariatów. Przynajmniej tak mi się kojarzył.

Tymczasem w pierwszej kolejności na stoliku wylądowała gruba księga. Gdy na nią zerknęłam, domyśliłam się, że musiała mieć naprawdę dużo lat. Pożółkłe brzegi stron i gruba, skórzana okładka tylko mnie w tym upewniły. Zaraz obok księgi mężczyzna postawił niewielką buteleczkę, pożółkłą i zakurzoną. I mały, srebrny krucyfiks. Z jakiegoś powodu ten ostatni sprawił, że poczułam się nieco zaniepokojona. Chociaż raczej nie miałam nigdy problemów z chodzeniem do kościoła. Teraz mężczyzna odwrócił zawartość walizki w moją stronę, tak, bym mogła ujrzeć jej wnętrze i otworzyłam szerzej oczy. Poczułam jeszcze większe zaniepokojenie.
- Nie będzie nam potrzebne nic ponad to, co wyciągnąłem już - powiedział spokojnie mężczyzna. - Chcę tylko upewnić się, że mój pierwotny osąd jest prawidłowy. Cóż. widzisz, Maju... Moja rodzina jest dość stara. Wywodzi się od pewnego holenderskiego lekarza który jeszcze w dziewiętnastym wieku odwiedził Polskę. Wracał on wtedy z Rumunii i dał początek mojej rodzinie. Wielokrotnie potem wraca do Polski i tutaj, na łożu śmierci podarował swojemu synowi tę walizę, a wraz z nią przekazał mu całą wiedzę, jaką posiadał. On przekazał swojemu, i tak dalej, aż dotarło to do mnie. Ja niestety nie doczekałem się syna i wszystkie te rzeczy, oraz - co ważniejsze - wiedza, należą do mnie - wyjaśnił mężczyzna, a ja popatrzyłam do środka. Wewnątrz walizy, w odpowiednich uchwytach, dostrzegłam drewniany kołek, młotek, niewielki, starodawny pistolet oraz kilka buteleczek z jakimiś płynami. Była również stara, pożółkła Biblia. - Nazywam się Józef, tak w ogóle. Józef Helsing, chociaż właściwie moje nazwisko powinno brzmieć van Helsing, po moim przodku, Abrahamie van Helsingu - skończył z dumą.

Patrzyłam to na walizkę, to na staruszka na zmianę. Teraz ja nie wiedziałam, co mam myśleć. Nie rozumiałam, co miało to wszystko wspólnego ze mną? Wiem, że jeszcze kilka dni temu byłam szczęśliwą, radosną dziewczyną, która miała cudownego (tak się jej przynajmniej wydawało...) chłopaka, a teraz... Nie. Mimowolnie pokręciłam głową i widziałam, że Józef się uśmiechnął.
- Tak, moja droga, najwyraźniej tak. Chcesz się przekonać? - zapytał i sięgnął po szklaną buteleczkę. Odkorkował ją, wyjmując stary, ozdobny korek i wsunął do środka pipetę. Nabrał nieco wody i wysunął w moją stronę. - Spójrz - powiedział i na środek jego dłoni spadła duża kropla. Kompletnie nic się nie stało. Nic. Woda, jak woda. Rozpłynęła się z bruzdach starej skóry, tak, że niemal nie było po niej śladu. Znów wciągnęłam odrobinę powietrza i poczułam wyraźnie poczułam zapach. Ostry, drażniący. Kojarzył mi się z pieprzem. Ostrzegał mnie przed czymś, co nie do końca umiałam rozpoznać.
- Wysuń jeden palec - powiedział łagodnym głosem mężczyzna. - Najmniejszy - dodał. Patrzyłam przez chwilę na niego, po czym z wahaniem wykonałam polecenie. Nasunął pipetę wprost nad moją skórę.

Gdy na opuszek mojego palca spadła kropla, poczułam ostre uczucie bólu, bardzo gwałtowne, aż syknęłam gniewnie i cofnęłam rękę. Poczułam zapach palonej skóry i usłyszałam skwierczenie. Gwałtownym ruchem zrzuciłam z palca kroplę i popatrzyłam na palec, a potem, ze złością, na mężczyznę.
- To bolało - warknęłam. - To naprawdę bolało - dodałam zdziwiona. - I to cholernie bardzo.
- Spójrz na swój palec - powiedział z dobrotliwym uśmiechem. Spojrzałam. Opuszek miałam wypalony, jakbym zanurzyła go w kwasie. Jednak nie było krwi. Przeraziło mnie to. I dostrzegłam coś jeszcze. Rana bardzo szybko zaczęła się leczyć, dosłownie kilka sekund później nie było już śladu. Popatrzyłam na niego zaskoczona.
- To była święcona woda. Dość stara, muszę przyznać. Importowana z samego Watykanu - roześmiał się. - Święcił ją jeszcze sam Jan Paweł I - dodał. - Myślę, że woda święcona z lokalnych kościołów nie powinna zrobić ci większej krzywdy jak wywołać co najwyżej podrażnienie skóry, podobne do słonecznego oparzenia - wyjaśnił, a ja czułam, że zaczyna mi się kręcić w głowie.
- Jak to woda święcona? - zapytałam w końcu.
- No właśnie woda święcona. Taka, jaką księża kropią wszystko co popadnie za opłatę "co łaska" by się nie psuło, jeździło czy też przynosiło inny zysk - powiedział i w jego głosie wyczułam sarkazm. - Gdybym podał ci ten krucyfiks... - powiedział Józef, podnosząc krzyżyk. - ...efekt byłby podobny. Tak działa również srebro, im lepszej próby, tym gorzej dla ciebie. Powinnaś go unikać. Oraz oczywiście kościołów, świętych miejsc. Wyjątkiem są cmentarze. Tam zawsze będziesz czuła się dobrze.
- Nie rozumiem... - bąknęłam. Pokiwał głową.
- To oczywiste, że nie rozumiesz - powiedział, po czym odłożył krzyżyk i sięgnął po leżącą obok walizy księgę. - Czy wiesz już, kim jesteś, Maju? - zapytał. Pokręciłam głową. Oczywiście, że nie wiedziałam, no bo skąd?
- Masz bardzo dużo czasu. Myślę, że powinnaś poczytać. Zostawię ci światło - powiedział, po czym podał mi księgę, a butelkę i krucyfiks schował do walizki. Zamknął ją z trzaskiem, skłonił głową i wyszedł. Popatrzyłam na księgę, jaką miałam w dłoniach. Otworzyłam ją ostrożnie i na pierwszej stronie ujrzałam tytuł, napisany ręcznie pięknym, gotyckim stylem. "Wampiry. Fakty i mity spisane przez A. van Helsinga". Cóż. Czy miałam coś do stracenia? Przewróciłam ostrożnie pierwszą, starą kartę...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 09.11.2017 09:44 · Czytań: 115 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Gaston Bachelard dnia 10.11.2017 21:48
Czytał, czytał, tylko zapomniał stuknąć w klawiaturę.
Nie bojkaj muchy.
Nie ma źle.
Nie wiem tylko po co i na co ta czerwona osiemnastka z plusem???????

Papilotki.
MarcinD dnia 10.11.2017 22:45
Czerwona osiemnasta z plusem ot tak na wszelki wypadek ;-)
skroplami dnia 12.11.2017 22:48 Ocena: Świetne!
Rozwijasz się rozwijasz :).
I pisanie z Tobą. Odwrotnie? Ok, pisanie coraz lepsze, co do życia nic nie wiem :).
Dla mnie doskonale prowadzona fabuła, zaskakująca treść bo z punktu nowej wampirzycy.
I mnóstwo szczegółów i niczego nie chce się opuszczać :), wręcz przeciwnie, czytałem ponownie z ciekawości "jakiejś" :).
Przyciąga i wciąga, te hipnotyczne właściwości wampirze, nono ;).
Krótko, świetny początek i świetna cz. 2.
Skończył się samotnik, powstaje coś novolepszego wręcz :).
Gratulacje.
MarcinD dnia 13.11.2017 09:20
Dzięki. Przy tym tekście jestem o wiele bogatszy o doświadczenia "Samotnika", w pierwszej kolejności będę pilnował tego, by kolejne części były o wiele bardziej zbliżone pod kątem długości.

Poza tym mam świadomość tego, że "o wampirach" powstało już bardzo, bardzo dużo najróżniejszych dzieł, dlatego będę starał się wprowadzić coś, czego nie było jeszcze. Mam nadzieję, że to mi się uda ;-).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
trawa1965
21/11/2017 16:29
Ekoterrorystą nie jestem. Poza tym uważam, że niektóre… »
Melock
21/11/2017 16:15
Jako ekolog - z wykształcenia, nie jakiś samozwańczy… »
introwerka
21/11/2017 15:59
Dzięki serdeczne, Zolu :) Buziaki :) »
Miladora
21/11/2017 14:57
Na szczęście tytuł okazał się nieprawdziwy. ;) Bo to całkiem… »
Miladora
21/11/2017 14:41
Strona główna, forum dyskusyjne: :)»
dodatek111
21/11/2017 14:36
Gdzie jest ta Altanka? Zauważyłem w komentarzach, że o niej… »
Miladora
21/11/2017 14:32
To nie są jakieś nadzwyczajne wiersze - wtedy dopiero… »
dodatek111
21/11/2017 14:23
Powalczę z tym :) Żeby tak mieć więcej czasu... Bardzo Ci… »
dodatek111
21/11/2017 14:13
Kontynuuję czytanie od końca :) Dodałem do ulubionych, bo… »
Miladora
21/11/2017 14:08
No proszę - nabierasz coraz większej wprawy, Dod. :) Ale… »
Miladora
21/11/2017 13:51
O! Mrówka w Krakowie! :))) Jak miło. Dziękuję… »
JOLA S.
21/11/2017 13:46
Milu, i Ciebie nie mogło zabraknąć. Dzieci lubią smoki.… »
dodatek111
21/11/2017 13:45
Milu, poprawiłem. Bardzo szybko, wiec może nieprecyzyjnie,… »
Miladora
21/11/2017 13:35
Bardzo mnie to cieszy, Dod. :) Daj znać, gdy dopracujesz.… »
Miladora
21/11/2017 13:33
Dziękuję serdecznie, Purpurku. :) Cieszę się, że Cię… »
ShoutBox
  • mike17
  • 20/11/2017 22:35
  • Już odebrałem. Zdanie przez Ciebie zasugerowane, okroiłem. Ale po przejrzeniu tekstu raz jeszcze zmian już raczej nie przewiduję.
  • Zola111
  • 20/11/2017 22:01
  • Miku, masz pw.
  • Zola111
  • 20/11/2017 21:49
  • Ok, to dobrze, bo bez potrzeby wchodziłabym w ten sam tekst wielokrotnie :)
  • mike17
  • 20/11/2017 21:08
  • A co tam - zmiany poczynione, Zolu :)
  • Miladora
  • 20/11/2017 21:05
  • Mrówcia - masz pw. :)
  • Zola111
  • 20/11/2017 20:57
  • Proszę bardzo. Czekam.
  • mike17
  • 20/11/2017 20:53
  • Już przeczytałem :) Dwie zmiany już wprowadziłem, resztę wprowadzę jutro. Dzięki, Zolu, za pochylenie się nad moim debiucikiem :)
  • Zola111
  • 20/11/2017 20:44
  • Mike, masz mail na privie <3
  • Niczyja
  • 20/11/2017 20:05
  • Dostałam ją dzisiaj w prezencie. Piękna, prawda?:) [link]
  • mike17
  • 20/11/2017 18:19
  • Wierzę w to :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:BuffyGrube
Wspierają nas