Arystokrata cz.9 - violka
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Arystokrata cz.9
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18


Stał na środku sypialni ze spuszczoną głową i rękoma z tyłu na plecach. Po policzku, z rany, którą zostawił sygnet Raysa, spływała cienka strużka krwi, wywołując nieprzyjemny dreszcz. Niewiele brakowało, a trafiłby w oko, które teraz łzawiło i puchło. Wsłuchiwał się w niespokojne kroki swego pana, przechadzającego się po olbrzymiej sypialni. Drugi uśmiechnął się w duchu na wspomnienie potraktowania Wiktorii przez Roberta. Załatwił ją po mistrzowsku. Podejrzewał, że nawet nie miał pojęcia, jak bardzo mu się to udało. Niewolnik z doświadczenia orientował się, jak bardzo wybujałe libido ma ta wyuzdana kobieta i jak silnych bodźców potrzebuje, aby zaspokoić swój seksualny głód. I jednego był pewien – na pewno nie zaspokoi się sama, noc przed nią zapowiadała się na bardzo długą. Zastanawiało, a raczej niepokoiło go zachowanie Roberta i fakt, że jeszcze nie dobrał się do jego tyłka, aby skończyć to, co rozpoczął w biurze. Przez nierozładowane napięcie był w złym humorze, a to nie wróżyło niczego dobrego i miał świadomość, że jak zwykle wyżyje się na nim. Nie próbował walczyć z ogarniającym go strachem. W sumie, to przecież nic nowego. Wszystko zawsze dawało się przeżyć. Miał tylko małą nadzieję, że nie będzie to trwało długo. 
Myślami powrócił do pierwszego dnia, kiedy dotarła do niego przerażająca prostota słów, które usłyszał chwilę po tym, gdy podpisał dokument i kiedy upokorzonego, pobitego, na wpół oszalałego rzucono go na betonową posadzkę w celi. Do końca życia nie zapomni zdania: "Nie jesteś już wolnym człowiekiem” i wyrazu twarzy Martina, gdy je wypowiadał. Zarządca tamtego wieczora wiedział, co czeka Drugiego, i wcześniej próbował go ostrzec przed Raysem… Nie uwierzył, nie chciał wierzyć… wolał nie wierzyć. Uwierzył w… co? W ludzi? Zawsze… W lojalność? Na pewno… W uczucia? Prawdopodobnie… W Roberta? Niestety… Niedługo musiał czekać, aby Rays ukazał mu jego bezgraniczną małość i przynależność. Przeżył to. Przeżyje i tę noc. Tylko ten żal… 
  – Siadaj. – Usłyszał nagle. 
Drugi zadrżał, tak się zamyślił, że stracił czujność. Coraz częściej mu się to przydarzało. Musiał się wziąć w garść. Dostrzegł kątem oka, spod grzywki, rozpartego wygodnie w fotelu Raysa, w na wpół rozpiętej koszuli i stopami opartymi na niedużym stoliku. Wskazywał mu drugi fotel naprzeciw siebie. 
To było coś nowego, zwykle musiał klęczeć lub w najlepszym przypadku właśnie stać. Posłusznie wykonał polecenie, zastanawiając się, czy przypadkiem nie jest to jakaś nowa gra wstępna. Nie miał odwagi podnieść na Roberta wzroku, aby coś wyczytać z jego twarzy. 
  – Nalej – rozkazał krótko niewolnikowi. 
Na stole stały dwie szklanki i butelka whisky… oraz jeszcze coś. Wiedział, co to jest i z trudem przełknął ślinę, a serce zabiło mocniej. Drugi, z trudem panując nad drżeniem dłoni, nalał alkohol do jednej ze szklaneczek i podał ciemnowłosemu mężczyźnie, który nie spuszczał z niego wzroku. 
  – Sobie też nalej. – W pierwszej chwili pomyślał, że się przesłyszał. Nie dał jednak po sobie poznać zdziwienia zaproszeniem; było mu już wszystko jedno, co Rays znowu wymyślił, aby go upokorzyć. Uwagę niewolnika przykuwały, odwrócone zdjęcia, wzrok sam bezwiednie uciekał w ich stronę. 
  – Pij – Robert nakazał cicho. 
Drugi podniósł wzrok na mężczyznę i spotkał się z uważnym, spokojnym spojrzeniem złotych oczu swego pana. Co dziwne, nie dostrzegł w nich jak zwykle pogardy i tej zimnej brutalności, które w większości przypadków powodowały, że stawał się czujny i ostrożny w obecności Raysa. Ale pieprzyć teraz posłuszeństwo! Skoro każe mu z nim pić, to będzie patrzył Robertowi w twarz! Jeśli ma dziś dostać, to i tak dostanie. Zmierzyli się wzrokiem; przez krótki okres czasu odniósł wrażenie, jakby przed sobą miał dawnego Roberta… tego sprzed lat… Przytłumione światło, cisza panująca w pokoju i równe oddechy dwóch pozornie odprężonych mężczyzn wywołały tęsknotę za czymś, co dawno utracił. Kolejny niepotrzebny żal… 
Wejrzał w ciemną zawartość kulistej szklaneczki, która spływała po ściankach, tworząc zacieki. Przysunął ją do nosa i wchłonął zapach, powoli przyzwyczajając zmysły do mocnego smaku. Nie pamiętał, od jak dawna nie miał w ustach alkoholu. Przed pierwszym łykiem wziął głębszy oddech, pierwszy kontakt z językiem jak zawsze nie był przyjemny. Przytrzymał chwilę trunek w ustach, pozwalając kubkom smakowym otrząsnąć się z szoku. Wyczuł nutę dymu, torfu… i wolności. Upił drugi łyk, delektując się miłym ciepłem i odprężeniem, które nagle na niego spłynęło. 
  – Wiktoria nie jest zadowolona z twojego służenia – Robert oświadczył, przerywając ciszę. Drugi poruszył się nieznacznie, to stwierdzenie zmroziło go. – Twierdzi, że jesteś impotentem. 
  – Tak, Panie. – Jasnowłosy opróżnił duszkiem kieliszek. – Skoro tak uważa, to zapewne tak jest – przyznał, nie wierząc, że odważył się zwrócić w ten sposób do Raysa. Ale było mu wszystko jedno, co kto o nim sądzi, a szczególnie gdy chodziło o tę małą sadystkę. 
Robert uniósł nieco szklaneczkę w stronę niewolnego i wypił zawartość jednym haustem, po czym poprawił nogi wyciągnięte na stole. Wyglądał na zadowolonego i odprężonego. 
  – Tylko jak to świadczy o mężczyźnie… – rzekł sennym, lekko rozbawionym głosem. – Wyobrażasz sobie, Justin… Ona normalnie ma chyba o to żal do ciebie – Rays mówił z pewną rozwagą, nie kryjąc jednak ironii. – Bardzo duży żal, na tyle duży, aby chcieć podzielić się naszą małą tajemnicą z wieloma zainteresowanymi… – Drugi spiął się. W powietrzu zawisła niewypowiedziana groźba. Przestrzegał go już czy na razie jeszcze tylko drwił? – Szkoda byłoby… To już tak niedaleko – wskazał dłonią zdjęcia, dając do zrozumienia, że może je wziąć. 
Niewolnik, skierował wzrok na odwrócone fotografie i ociągał się z ich podjęciem. Na powrót dotknie tamtego życia. Niepotrzebny żal… 
  – Dziękuję, Panie. 
  – Tak… Nie przestajesz mnie zadziwiać, Justin… – Robert, zdejmując nogi z mebla, pochylił się ku niewolnikowi. – Na mój rozum powinno ci bardziej zależeć na utrzymaniu naszej umowy w dyskrecji niż mnie. – Szyderczy ton dobrze bawiącego się Raysa działał Drugiemu na nerwy. – Nie wspomnę już, że obowiązkiem mężczyzny jest dbać o honor i stawać na wysokości zadania… Zważ, że ciąży na tobie obowiązek dbania również o moją reputację. Niewolnik świadczy o właścicielu. 
  – Tak, Panie, masz rację – przytaknął biernie, lecz wszystko przewracało się w nim z tłumionej złości. 
Drugi, był świadomy, że musi zrobić wszystko, do czego go zmuszają, choćby dla swojego cholernego dobra, ale nie wszystko było w jego mocy. Ciało odmawiało posłuszeństwa, kiedy noc w noc musiał zaspakajać próżność kobiet, które łamały w nim to, co czyniło z niego mężczyznę… A on coś jeszcze pierdolił o honorze! Gdzie tu było miejsce na taki nieistotny drobiazg jak honor?! 
Rays zeszmacił go totalnie, zrobił z niego swoją męską kurwę, sprowadził do roli automatu do wypinania tyłka i pieprzenia napalonych dziwek równie popierdolonych jak on sam… I jeszcze mówił o honorze?! Pieprzyć ich wszystkich! Swój honor sprzedawał już od dawna, kawałek po kawałku, i będzie to robił tak długo, jak długo w głębi duszy pozostanie sobą. A honor Roberta miał dokładnie tam, gdzie Rays miał jego samego. 
Nagle ciemnowłosy mężczyzna poderwał się gwałtownie z fotela. Niewolnik zdążył jeszcze dostrzec, że wzwód prawie rozrywał rozporek w spodniach Raysa. Bez większych trudności dało się zauważyć, że Robert dzisiejszego wieczoru był nieswój, nawet rozkojarzony. Drugi domyślał się, widząc po swoim panu zmęczenie, że nieźle zabawiali się na dzielnicach. Niechlujny wygląd i całkiem dobra kontrola nad podnieceniem świadczyły, że mocno trenowali nie tylko w kwestii pozyskiwania nowego towaru. Wzrok powędrował w kierunku butelki, miał ochotę na jeszcze trochę tego zbawiennego płynu, dzięki któremu może łatwiej byłoby przetrwać nadchodzące godziny. 
  – Nie krępuj się. – Robert czujnie go obserwował pomimo pozornego motania się po pomieszczeniu. 
Jasnowłosemu nie trzeba było drugiego zaproszenia, tym razem wypił duszkiem. W głosie Raysa usłyszał niebezpieczną, miękką łagodność, a w ruchach dostrzegł coś drapieżnego. 
  – Zdajesz sobie sprawę z tego, że nasz czas się kończy? – Na twarzy mężczyzny nie było żadnych emocji, żadnych uczuć, jedynie oczy stały się ciemniejsze i węższe. Zadrżał; coś było z nim nie tak, po plecach przeszedł mu dreszcz. 
  – Tak, Panie. – Intuicja nakazywała mu natychmiast osunąć się na kolana. Miła część tego dziwnego spotkania właśnie się skończyła wraz z nastrojem Raysa. 
  – Niedługo dopełni się twój kontrakt. – Ton stawał się coraz bardziej lodowaty. – Pamiętasz jego zasady? 
  – Tak, Panie. Jestem przygotowany. – Drugi przyjął pozycję uległego, a przez głowę przeleciała mu tylko jedna myśl… ale za to whisky trochę go znieczuliła. 
Robert niespodziewanie roześmiał się, tak jakoś nienaturalnie, strasznie… 

* * * 
Cholera, głowa mu chyba zaraz pęknie z bólu. Nie spał już drugą dobę. Patrzył bezmyślnie na krew na twarzy Drugiego i myślał o tej suce Wiktorii. Powrócił w samą porę. Czy rzeczywiście ta mała kurewka byłaby na tyle odważna, żeby cokolwiek wyjawić o Justinie? Zdawał sobie sprawę z istnienia kilka osób, które orientowały się w historii jego osobistego niewolnika, ale z różnych przyczyn milczały, jednak dla wielu innych, w większości z tych samych powodów, nadal powinna pozostać tajemnicą. 
Chciał dziś z nim porozmawiać, za kilka miesięcy kończy się kontrakt, a on ciągle się nie poddał. Zrobił z niego niewolnika, idealnego niewolnika, wytresował go lepiej, niż się spodziewał. Moment, w którym przyjął pozycję uległego, wyczuł idealnie, nie dał mu pretekstu do… 
Kiedy to cholerstwo zacznie działać? Łeb za chwilę rozpadnie mu się na kawałki… Kutas też dopominał się swego, powinien był skończyć na Drugim, zaraz po tym jak zlazł z tej suki, lecz najpierw chciał z nim pogadać… Kurwa, co za popierdolone życie! Chciał, aby było jak dawniej. Tylko że nie mogło już być jak dawniej, wszystko zabrnęło za daleko. Justin bał się go i nie ufał, co akurat nie było dziwne, a on nie miał dziś siły, aby go ośmielić i skłonić do wypowiedzenia więcej słów niż tylko: "Tak, Panie”. Wiele lat wbijał mu do głowy, że usta służą do czegoś więcej niż mówienie i jedzenie, więc teraz ma za swoje. Gdyby nie to cholerne zmęczenie i boląca głowa… Tak bardzo pragnął dowiedzieć się, czy przemyślał propozycję, którą złożył Drugiemu dawno temu; kiedy pierwszy raz uświadomił mu, że jest właścicielem jego ciała w pełnym tego słowa znaczeniu; kiedy chciał wyrównać rachunki; kiedy chciał mu jeszcze pomóc. Teraz też mógłby mu pomóc, gdyby się tylko dureń ukorzył, gdyby… 
Robert zacisnął dłonie w pięści i pokręcił głową. O czym w ogóle myśli? Pierdoli! Sam siebie okłamuje… Nie chce pomóc Justinowi, tylko sobie… Niech to szlag! Nie może tego zrobić! Nie może… A jednak… zrobi to! Chciał się zabawić w twardziela przez okres kontraktu, to pokazał na co go stać! 
W porządku, ale czas mijał, a on będzie musiał dopełnić ostatni warunek umowy… 
Nareszcie, miłe odprężenie zaczęło powoli spływać po zesztywniałym i zmęczonym ciele, narkotyk zaczynał działać. Za chwilę będzie bardzo przyjemnie… Skierował wzrok na klęczącego niewolnika. Widział uległą sylwetkę blondyna, zgiętego wpół… tylko, już jakby trochę inaczej. O, kurwa… Trochę urywał mu się film… O czym to myślał? Podszedł spokojnie do niewolnego i popatrzył z zaciekawieniem na chłopaka z góry. Był jego własnością… Należał do niego… Tylko nie tak całkiem… No, i chuj, nie da się mieć wszystkiego… Ale jeśli go nie złamie; jeśli Justin się nie ukorzy, on będzie musiał wywiązać się z tego, co mu obiecał… Kurwa! Spełni to, bo Robert Rays zawsze dotrzymuje obietnic… Mógłby chyba się wycofać… ale tego nie zrobi, bo jest Raysem… Pieprzone życie, a wystarczyło tylko gnojka złamać. Nie udało się, nie sprawiła tego też ta ruda idiotka w parze z jeszcze większą kretynką, jego żoną… 
Na dniach znów wyjeżdża na dzielnice, a jak wróci wypełni obietnicę… Tylko czy na pewno? Nie miał skrupułów, robi to ciągle. Lecz czy będzie potrafił zrobić to Justinowi? Był przecież jego… 
Kurwa, Robert Rays może wszystko! Przekrzywił głowę raz w jedną, raz w drugą stronę, aż strzeliły kręgi szyjne. No, teraz czuł się jak młody bóg! Rozejrzał się po pokoju, wsadził ręce do kieszeni, rozstawił szeroko nogi i zaczął się bujać, w przód i w tył… Miał u stóp cały świat… i Drugiego. Kochał ten stan, kiedy jego umysł zaczynał ożywać, wyostrzały się zmysły i żądze, kiedy opanowywało go szaleństwo. Powinien odesłać Justina… Coś nieznośnie podszeptywało mu, aby odesłał chłopaka, bo to, co budziło się w nim, przerażało nawet jego samego, lepiej żeby zszedł mu z oczu… 
Robert, jeszcze raz spojrzał na niewolnika i zaczął się śmiać. Znowu czuł się dobrze, już nic go nie bolało i niczym się nie przejmował. Życie było pełne niespodzianek, a świat piękny! Szkoda czasu na litowanie się nad sobą. Pora zatańczyć… z przyjacielem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
violka · dnia 09.11.2017 14:13 · Czytań: 107 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 3
Komentarze
Alen Dagam dnia 10.11.2017 15:55 Ocena: Świetne!
Tutaj nie będę dużo pisać. Tylko poproszę o więcej. Najlepiej tak jakoś niebawem.
Zostawiasz mi za każdym razem nadszarpnięte nerwy i, jak często z tym w parze idzie, mocny niedosyt :)
al-szamanka dnia 12.11.2017 10:32 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
– Wik­to­ria nie jest za­do­wo­lo­na z two­je­go słu­że­nia – Ro­bert oświad­czył, prze­ry­wa­jąc ciszę.

oświadczył Robert będzie lepiej
Często stawiasz niepotrzebne przecinki - przykłady:
Cytat:
Drugi, był świa­do­my

Cytat:
Uwagę nie­wol­ni­ka przy­ku­wa­ły, od­wró­co­ne zdję­cia

Cytat:
My­śla­mi po­wró­cił do pierw­sze­go dnia, kiedy do­tar­ła do niego prze­ra­ża­ją­ca pro­sto­ta słów, które usły­szał chwi­lę po tym, gdy pod­pi­sał do­ku­ment i kiedy upo­ko­rzo­ne­go, po­bi­te­go, na wpół osza­la­łe­go rzu­co­no go na be­to­no­wą po­sadz­kę w celi.

zbędne
Cytat:
pró­bo­wał go ostrzec przed Ray­sem… Nie uwie­rzył, nie chciał wie­rzyć… wolał nie wie­rzyć. Uwie­rzył w… co? W ludzi? Za­wsze… W lo­jal­ność? Na pewno… W uczu­cia? Praw­do­po­dob­nie… W Ro­ber­ta? Nie­ste­ty… Nie­dłu­go mu­siał cze­kać, aby Rays uka­zał mu jego bez­gra­nicz­ną ma­łość i przy­na­leż­ność. Prze­żył to. Prze­ży­je i tę noc. Tylko ten żal…

Okroiłabym mocno i wywaliła wszystkie wielokropki( w ogóle usunęłabym praktycznie wszystkie z całego tekstu) - niczego nie wnoszą.
np. tak:
pró­bo­wał go ostrzec przed Ray­sem. Nie uwie­rzył, nie chciał wie­rzyć. W co? W ludzi, lo­jal­ność, uczu­cia? Może w Ro­ber­ta? Nie­ste­ty, nie­dłu­go mu­siał cze­kać, aby Rays uka­zał mu jego bez­gra­nicz­ną ma­łość i przy­na­leż­ność. Prze­żył to. Prze­ży­je i tę noc. Tylko ten żal...

Strasznie ponury odcinek. Pod powierzchnią buzuje tak nieprawdopodobna brutalność, że już obawiam się tego, co zaserwujesz w następnym. I przyznaję, nie potrafię sobie tego wyobrazić, gdyż wydawało mi się, że najwyższe szczyty okrucieństwa już opisałaś.

Pozdrawiam :)
skroplami dnia 12.11.2017 23:50 Ocena: Świetne!
To co także się rzuca w oczy, to żądza, codzienna i wszechobecna. Jej najdziksze zaspokajanie z niewolnikami. Niewolnic nie zauważyłem, lub są bardziej "skryte", przynajmniej na razie.
Polityka i dążenie do władzy, także jak na tacy. Świat inny ale ludzi pełen, z takimi samymi jak nasze uczuciami ;). Jednak pomalowane czernią bezwzględności człowieka wobec człowieka.
Wiele niuansów w treści, chociaż dwoje dotychczas głównych bohaterów, rodzeństwo Rays.
Ogólnie i skracając, na PP aktualnie urodzaj w postaci kilku bardzo dobrych powieści. "Arystokrata" pomiędzy.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:19
fajny manifest; ale nierealny czy tu nie zachodzi pewna… »
Berele
24/11/2017 01:15
"Na rozpaloną duszę utopioną w winie" Trzeba… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:12
kiedyś na PP publikowała autorka o ksywce Shortia /z… »
Berele
24/11/2017 01:10
Uśmiechy dla nowych komentatorów :) Niech jeszcze poleży;… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:08
3 zdanie, wiersza brak pomimo wersyfikacji pozdrawiam »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:06
karkołomne porównanie pozdrawiam »
Miladora
24/11/2017 00:56
Na pewno pozostanie zagadką, Mrówciu. :) Jej uśmiech… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 00:56
czytam Dolną Półkę a tu taka perełka, naprawdę mi się… »
Miladora
24/11/2017 00:40
A może jednak nie przeminął, Apisku? :) W weekendy tłumy… »
Miladora
24/11/2017 00:33
A wiesz, że to bardzo dobry pomysł, Jago? :) Może… »
Miladora
24/11/2017 00:28
Bardzo mi miło - dziękuję pięknie, Uleńko. :) Serdeczności… »
Miladora
24/11/2017 00:26
To najlepsza pochwała dla autora, Uleńko. :) Bardzo… »
JOLA S.
23/11/2017 23:56
Słynny uśmiech Mony Lizy należy do najbardziej czarujących w… »
Zola111
23/11/2017 23:02
Ależ to urokliwe! bardzo! z. »
Miladora
23/11/2017 22:41
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :) »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/11/2017 23:27
  • WYNIKI w MUZO WENACH 5 są już dostępne, zapraszam serdecznie : [link]
  • mike17
  • 23/11/2017 23:20
  • Bardzo Wam dziękuję za "Kwasiżurka" - powstał w chwilę, ale liczę, że dłużej pozostanie w pamięci :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:44
  • Wzajemnie:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:43
  • Tak zrobię :). Dobrej nocy.
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:38
  • Dobrze, zgadzam się. Na pewno będzie pięknie:) Może być też tłumaczka wiatru lub deszczu. Albo wysokich traw bujających się na wietrze. Jak zechcesz, tak napisz:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:36
  • Dobrze. Napiszę o kobiecie nie kobiecie. O tłumaczce chmur? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:26
  • Coś co nie jest bajką, ale ma w sobie całe jej piękno:) To bym chciała przeczytać...
  • maak
  • 23/11/2017 22:21
  • A co wolisz, bajkę, czy nie bajkę? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:17
  • Maaczku, napisz coś nowego. Ty tak pięknie piszesz...:)
  • Silvus
  • 23/11/2017 22:16
  • Ciao:)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Jaclynndda
Wspierają nas