Brak dowodu - Jacek Londyn
Proza » Przygodowe » Brak dowodu
A A A

Antoniemu ukradli dowód. Nie wiedział, gdzie i kiedy. Mógł się co najwyżej domyślać, ale był zbyt wykończony, by podjąć ten trud. Straszliwy kac męczył go brakiem wspomnień poprzedniego wieczora.

Taka jazda dawno mu się nie przytrafiła. Nie dawał w szyję przeszło pół roku. Wszyty w nią esperal chronił skutecznie. Nie dało się niczego konkretniejszego przełknąć. Było, minęło – zabrakło mu nici do wykończenia swetra, więc wypruł wszyte.

 

– Skroili mnie dowód – zgłosił na komendzie, pierwszemu mundurowemu, który mu się napatoczył.

– Stasiu, chodź zobacz, jaki wydziergany wpadł tu do nas w gości. – Pierwszy wezwał drugiego, w cywilu. Antoni, domyślił się, że to tajniak. Żadne oznaki na to nie wskazywały, gość dobrze się tajniaczył.

– Zajebisty sweterek – stwierdził wezwany Stasio.

– Pański kolega też ma mundurek niczego sobie – zrewanżował się uprzejmie Antoni, wtrącając się delikatnie w rozmowę funkcjonariuszy.

– O tatuażach mówiłem, Stasiu, o tych tu nagich syrenach, kotwicach i majorze na ramieniu. Widzisz go, kurwa? – warknął pierwszy z policjantów, w randze plutonowego, nie reagując na wtręt Antoniego.

Sweterek miał wielkie oczka, trudno było cokolwiek ukryć.

Ranga majora widocznie doskwierała policjantom. Nastrój zmienił się na mniej przyjemny.

– Pewnie sam skroiłeś ten dowód – rzekł tajniak, przejmując inicjatywę. – Przyznaj się, bo jak nie, to… – Zawiesił głos jak kominiarkę. Na wieszaku.

– W żadnym wypadku – powiedział Antoni pewnym głosem, choć głowy by nie dał. Poprzedni wieczór był dlań nadal niezgłębioną tajemnicą.

 

 Ten w mundurze udał nagle dobrego policjanta: – Poproszę pana o dowód.

– Mówił, że mu skroili – przypomniał mu ten bez.

– Sam skroił… Ale dowodu, kurwa, na to nie ma. – To był znów głos pierwszego, ciut nerwowy.

– Właśnie – Antoni utwierdził go w tym przekonaniu.

 

 – Nazwisko pamiętasz? PESEL? – Sprytny tajnik chciał wyciągnąć od Antoniego osobiste informacje. Naprowadzał go jak łowną zwierzynę na strzał.

– Tak. PESEL? Nie. NIP – Antoni odpowiedział kolejno na zadane pytania.

– Nie kręć, bo cię podszewką wywrócimy na wierzch. Masz się czymś okazać?

 

Maglowali go z godzinę, ale wreszcie wypuścili. Nie mieli wyjścia. Znalazł na szczęście w kieszeni spodni kwit z pralni.

– Pewnie fałszywka – mruknął pod nosem mundurowy, tak głośno, żeby Antoni usłyszał, że domyśla się mataczenia.

– Protokołu z przesłuchania pisać nie będziemy, sprawa jest rozwojowa. I tymczasowo utajniona – zakomunikował tajniak. – Damy znać, co i jak.

 

Antoni poszedł wykończony do domu. Usiadł w fotelu. Nie zdążył się nawet zdrzemnąć, gdy rozległo się niedyskretne walenie do drzwi. Otworzył, w drzwiach stali znajomi z komendy.

 

– Zostawiłem kominiarkę na wieszaku – zakomunikował ten po cywilnemu.

– A ja się przy okazji rozejrzę – dodał mundurowy.

– Jak panowie do mnie trafili?– spytał zaskoczony Antoni.

– Po nitce do kłębka – burknął, pierwszy albo drugi, zdradzając nieopatrznie tajniki metod śledczych. Stali odwróceni tyłem, obserwując klatkę schodową, więc Antoniemu trudno było mu odgadnąć, który.

Spojrzał w lustro. Mogłem się domyśleć wcześniej, pomyślał, czując na gołych plecach i klatce piersiowej zimne dreszcze.

Ze sweterka nic nie zostało, na bank zaczepił o coś przy wychodzeniu z posterunku, i poszło. Nitki starczyło dokładnie do drzwi mieszkania.

 

Obrócili się jak na komendę, spoglądając na niego tak, że lepiej nie mówić. Tajniak skończył właśnie nawijanie nitki na kłębek.

 Weszli.

Tajniak uwolnił ręce, odłożył  kłębek na stolik w przedpokoju i zaczął nerwowo poruszać wieszakiem. Mundurowy rozglądał się. Tak, jak wcześniej zapowiedział.

 

– A to, co? – krzyknął nagle nerwus. Zamiast zdjąć kominiarkę z wieszaka (musiał ją tam spryciarz podrzucić, korzystając z nieuwagi Antoniego), podniósł z triumfem leżący pod nim dowód. – Mam! – oznajmił.

– Dowód? – zapytał mundurowy z rozbieganym wzrokiem. – Mówiłem od razu, że sam komuś skroił.

– Mój dowód? – wykrztusił zdezorientowany Antoni.

– Głupa palisz? – ryknął podekscytowany znalazca. – Rysiu, dawaj kajdanki – powiedział do kolegi, zaciągając się z satysfakcją papierosem.

– Mamy twardy dowód przestępstwa? – zapytał trochę niepewnym głosem posiadacz kajdanków.

– Luknij tylko. – Papierośnik pokazał mu stary, podziurkowany dowód osobisty, który oddali Antoniemu w urzędzie (pewnie już ze trzy lata temu) przy wydawaniu nowego. Trzymał go sobie w domu na pamiątkę dawnych, lepszych czasów.

– Mówił, że Nip się nazywa, a tu, jak byk, inne nazwisko w nim stoi. Cielak Antoni.

 

Rysiu nie szukał dłużej dziury w całym.

– Gleba! – ryknął. – Bęcem do podłogi, nogi szeroko, ręce na plecy. – Spadł na leżącego Antoniego jak jastrząb. Rozdzióbią nas kruki, wrony, pomyślał zrezygnowany Antoni. Stefan już dawno to przepowiedział.

– Już nie żyjesz, gnoju! – zajastrzębił napastnik.

– Nie, Rysiu – wyprostował go drugi. – Dostanie co najwyżej dwójkę, i to pewnie w zawiasach.

 

Wyprowadzili Antoniego, skutego jak lód na rzece, bez prawa głosu i telefonu do adwokata.

Drzwi zaskrzypiały. Dobrze, że nie nasmarowałem zawiasów, ucieszył się Antoni. Tylko czekać, jak małe ziarenko piasku zatrzyma tryby aparatu przemocy.

Jak mnie wypuszczą, zrobię sobie nowy sweter, z większymi oczkami. Zostanie jeszcze trochę nitki na wszycie esperalu – robił już plany na przyszłość.

 

Na szczęście policjanci nie zabrali z mieszkania kłębka. Nie mieli dowodu, że Antoni był wcześniej na komendzie.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jacek Londyn · dnia 13.11.2017 09:57 · Czytań: 97 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
Carvedilol dnia 13.11.2017 11:25
Witaj
tekst czyta się dobrze, chociaż umieściłbym go raczej w kategorii "groteska".

Miejscami brak konsekwencji zapisu dialogów, np:
– Stasiu, chodź zobacz, jaki wydziergany wpadł tu do nas w gości(. -) Pierwszy wezwał drugiego, w cywilu.
– Sam skroił… Ale dowodu, kurwa, na to nie ma(. –) To był znów głos pierwszego, ciut nerwowy.

W innym miejscach piszesz bez kropki i po dywizie z małej litery, ale to takie sprawy techniczne.

I ciekawi mnie słówko "zajastrzębił".

Czytało się w porządku.

Pozdrawiam
Carvedilol
Jacek Londyn dnia 13.11.2017 14:10
Cześć.
Pewnie masz rację z groteską, choć trochę przygód też było. :)

W przykładach z "konsekwencją", to chyba jednak jest.

"– Stasiu, chodź zobacz, jaki wydziergany wpadł tu do nas w gości(. -) Pierwszy wezwał drugiego, w cywilu". - Drugi miał na imię Stanisław. :)

"– Sam skroił… Ale dowodu, kurwa, na to nie ma(. –) To był znów głos pierwszego, ciut nerwowy". - Pierwszy, to ten w mundurze, od początku jest "pierwszym". :)
A czy nie powinno być kropek w zaznaczonych miejscach? Nie wiem, muszę pomyśleć.

Zajastrzębił - to zwrot wymyślony przeze mnie. Jest wysępił, naindyczył się, zacietrzewił, więc poszedłem o jednego ptaka dalej. Oznacza wypowiedzenie kwestii napastliwym, skrzekliwym głosem.

Dzięki, pzdr :)
JL
Alen Dagam dnia 14.11.2017 20:26
No, wreszcie kawałek prozy!

Rozumiem, że po nitce do kłębka, ale jakoś tak mi przeszkadza, że sweter jest z nici. Swetry są raczej z włóczki. Zwłaszcza takie z wielkimi oczkami, robione na drutach np. nr 8.

Ale to drobnostka. Nie zwracaj uwagi.

Cytat:
wy­pro­sto­wał go drugi


Boskie.

Uwielbiam Twoje zabawy ze słowami.

PS. Zauważyłam, że po jakimś czasie usuwasz utwory z portalu. Nie wnikam w decyzję, dlaczego, ale chciałam zwrócić Twoją uwagę na to, że w internecie nigdy nic nie ginie. Znalazłam ostatnio wszystko, co usunąłeś, korzystając z zapisu ostatniej edycji (nie traktuj tego jako przestępstwo, lecz jako komplement - tekstów nie mam zamiaru nigdzie rozprowadzać ani plagiatować, ale zależało mi na nich dla przyjemności lektury). Jeśli więc chciałbyś usunąć całkowicie coś, to może lepiej byłoby najpierw edytować pole tekstu do zera albo gwiazdki, albo innego badziewia. Chcę jednak zaznaczyć, że się nie do końca znam i może wcześniejsze wersje również sa do znalezienia. Musiałbyś się dokładniej dowiedzieć.
Jacek Londyn dnia 14.11.2017 20:45
Nie rozróżniam nitki od włóczki.:) Nie dziergam. Na ciele też. Widziałem natomiast na własne oczy serwetę z dużymi oczkami, na włóczkę tworzywo mi nie wyglądało. :)
Usuwam teksty, bo dobry portal to nie zakurzone archiwum. Wietrzenie odświeża. A jak ktoś chce szperać w chmurze, to na własną odpowiedzialność. Ikarowi nie wyszło to na zdrowie. :)

pzdr
JL
Alen Dagam dnia 14.11.2017 20:56
Ano, ja się przyznam bez bicia, że dziergam namiętnie. Serwetka pewnie była z bawełny cienkiej, szydełkowana takim wzorem "dziurkowym".

Szperam również chętnie. Na zdrowie pijam miętę, oczywiście namiętnie.

:p
Dobra Cobra dnia 18.11.2017 20:01
Ojoj, duzy rozrzut abstrakcji jak tez Monty Pythona (co nie jest w zadnym wypadku zarzutem). Nieco zbyt nowoczesne jak na moj gust.

Z produktów dziergalniczych najlepsze są czarne kabaretki. Oczywiscie na wlasciwych nogach ;)

Pozdrawiam,

DoCo
Jacek Londyn dnia 18.11.2017 22:57
Myślę, że abstrakcji tu nie uświadczy. Przyznaję się co najwyżej do pewnej dawki absurdu. Skojarzenie z Monty Pythonem bardzo mi przypadło do gustu. :)
Za nowoczesne? Jeśli tak, to jestem Monty Pythonem II wyprzedzającym swój czas, podobnie jak robił to pierwszy.
Co do kabaretek, to ich nie noszę. Nie wykluczam natomiast zmiany płci. Choćby po to, żeby je założyć. :)

pzdr
JL
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:19
fajny manifest; ale nierealny czy tu nie zachodzi pewna… »
Berele
24/11/2017 01:15
"Na rozpaloną duszę utopioną w winie" Trzeba… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:12
kiedyś na PP publikowała autorka o ksywce Shortia /z… »
Berele
24/11/2017 01:10
Uśmiechy dla nowych komentatorów :) Niech jeszcze poleży;… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:08
3 zdanie, wiersza brak pomimo wersyfikacji pozdrawiam »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:06
karkołomne porównanie pozdrawiam »
Miladora
24/11/2017 00:56
Na pewno pozostanie zagadką, Mrówciu. :) Jej uśmiech… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 00:56
czytam Dolną Półkę a tu taka perełka, naprawdę mi się… »
Miladora
24/11/2017 00:40
A może jednak nie przeminął, Apisku? :) W weekendy tłumy… »
Miladora
24/11/2017 00:33
A wiesz, że to bardzo dobry pomysł, Jago? :) Może… »
Miladora
24/11/2017 00:28
Bardzo mi miło - dziękuję pięknie, Uleńko. :) Serdeczności… »
Miladora
24/11/2017 00:26
To najlepsza pochwała dla autora, Uleńko. :) Bardzo… »
JOLA S.
23/11/2017 23:56
Słynny uśmiech Mony Lizy należy do najbardziej czarujących w… »
Zola111
23/11/2017 23:02
Ależ to urokliwe! bardzo! z. »
Miladora
23/11/2017 22:41
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :) »
ShoutBox
  • Leszek Sobeczko
  • 24/11/2017 01:22
  • czemu Dolna Półka nie ma komentarzy? czy to jakaś strefa kwarantanny?
  • mike17
  • 23/11/2017 23:27
  • WYNIKI w MUZO WENACH 5 są już dostępne, zapraszam serdecznie : [link]
  • mike17
  • 23/11/2017 23:20
  • Bardzo Wam dziękuję za "Kwasiżurka" - powstał w chwilę, ale liczę, że dłużej pozostanie w pamięci :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:44
  • Wzajemnie:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:43
  • Tak zrobię :). Dobrej nocy.
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:38
  • Dobrze, zgadzam się. Na pewno będzie pięknie:) Może być też tłumaczka wiatru lub deszczu. Albo wysokich traw bujających się na wietrze. Jak zechcesz, tak napisz:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:36
  • Dobrze. Napiszę o kobiecie nie kobiecie. O tłumaczce chmur? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:26
  • Coś co nie jest bajką, ale ma w sobie całe jej piękno:) To bym chciała przeczytać...
  • maak
  • 23/11/2017 22:21
  • A co wolisz, bajkę, czy nie bajkę? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:17
  • Maaczku, napisz coś nowego. Ty tak pięknie piszesz...:)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:Jaclynndda
Wspierają nas