3. I co ja teraz mam zrobić? - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 3. I co ja teraz mam zrobić?
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Na szybko przerzuciłam kilka stronnic z ciekawości. Księga była podzielona na rozdziały, o wiele mówiących nazwach, sugerujących ich treść. Najwyraźniej mogłam dowiedzieć się z księgi tego, skąd wampiry w ogóle się biorą, jak wyglądają, jakie mają zdolności, czy też jak je pokonać. Szczególnie zaniepokoił mnie ten ostatni rozdział. Ale skoro Józef dał mi tę księgę, chyba nie musiałam mieć co do niego żadnych obaw. Przewróciłam kilka pierwszych stron. Wszystkie formatu mniej więcej A4, pożółkłe, niemal delikatne, wypełniono grafitowo czarnym, równym, gotyckim pismem. Po przerzuceniu kilku kolejnych stron zauważyłam, że ktoś dodał jakieś notatki. Niektóre, pierwsze zdania były przekreślone i tuż nad nimi, już zdecydowanie mniej starannym pismem, dołożone były jakieś notatki, tak, jakby wiedza w księdze była aktualizowana w miarę upływu lat. Skreślenia, te pierwsze, były nanoszone piórem, równie starannym pismem, co oryginał. Potem, nad nimi, dopisywane były jeszcze inne, zdecydowanie bardziej niestaranne. Na kolejnych pojawił się nawet niebieski długopis, co trochę mnie oburzyło. Nie znałam się na tym, ale zdawałam sobie sprawę, że księga musiała mieć sporą wartość. A tymczasem ktoś w tak ordynarny sposób uaktualniał ją i to przy użyciu byle długopisu o niebieskim tuszu. Wiem, że nie miało to pewnie większego znaczenia, a jednak zwracało na siebie uwagę. Po chwili jednak wróciłam do pierwszej strony i zaczęłam czytać bardziej wnikliwie.

Treść księgi okazała się być bardzo interesującą. Chociaż na początku traktowałam ją mocno fikcyjnie. A jednak z każdą przeczytaną stroną wiedza, jaką z niej wyciągałam, pasowała do mnie coraz bardziej. Miałam wrażenie, że to jest tak, jak wtedy, gdy szukając objawów choroby w Google odkrywa się, że ma się je wszystkie na raz. Czytałam coraz bardziej zafascynowana. I coraz bardziej czułam, że tym razem naprawdę dotyczyło to wszystko mnie. Zaczynając od tego, co sobie sama zrobiłam.

Samobójstwo
Tak, właśnie tak. Wampirem mógł stać się ktoś, kto dokonał samobójstwa. Odłożyłam na moment księgę i popatrzyłam na swoje ręce, opierając je na udach. Cóż. Zdecydowanie moje głębokie, mocne cięcia nie były żadnym wołaniem o pomoc. W dodatku ten film, który przecież musiał się nagrać w pamięci telefonu. To nie była próba. Od samego początku, do samego końca. Wiedziałam, że rodzice wrócą do domu później, że uciekając ze szkoły dałam sobie czas. Że nikt nie zdąży. Czemu w ogóle udało im się wrócić na granicy mojej śmierci i usłyszałam krzyk matki? Cóż, być może jednak dyrekcja szkoły postanowiła wykonać kilka telefonów. Czyli niegłupim pomysłem był tryb samolotowy w mojej komórce. Zresztą, nieważne. Stało się. Teraz wiedziałam przynajmniej, że moje samobójstwo było udane.

Wygląd
Właśnie, wygląd. Tutaj informacje nie były spójne. Pierwsze słowa mówiły o potworach, trupiobladych, z czerwonymi oczami, o wystających kłach i długich szponach. Spojrzałam odruchowo na swoje dłonie, ale paznokcie niespecjalnie różniły się do tych, jakimi je zapamiętałam. Intensywny, czerwony lakier, jaki sobie zrobiłam tuż przed przygotowaniem ostatniej kąpieli w życiu był nietknięty. Rozejrzałam się szybko, ale w dużej sali kostnicy nie było lustra. No tak, bo i po co miałoby tutaj być? Kolejne korekty w księdze mówiły o wyglądzie całkowicie przeciętnym, nie pozwalającym na odróżnienie wampira od ludzi dopóki ten się nie ujawni. Brzmiało to dla mnie dość zabawnie. Bo niby jak miałabym się ujawnić? Powiedzieć wszystkim "cześć, jestem wampirem?". Cóż, z pewnością niejeden zakład psychiatryczny przyjąłby mnie z otwartymi ramionami. Zresztą, czy miałam jakąkolwiek gwarancję, że to wszystko działo się naprawdę? Wróciłam do lektury. W opisie wyglądu dotarłam już do poprawek długopisem. I szczerze mówiąc, te przypadły mi najbardziej do gustu. Cechą charakterystyczną miała być blada skóra, ale… popatrzyłam na konkretne zdanie, dopisane długopisem. "Uroda wampirów, szczególnie wywodzących się z płci pięknej, nic nie traci po ich przemianie, a po wielokroć zwykle zyskuje. Oczy wampirów, nabierając większej jeszcze intensywności koloru tego sprzed śmierci, często nabierają zdolności hipnotyzujących…". Przestałam czytać. Zrozumiałam, dlaczego Józef tak uciekł od mojego wzroku. Cóż, miałam nadzieję, że w moim przypadku ta najświeższa poprawka była aktualna.

Zdolności
O tak, to było coś, co bardzo mnie zainteresowało. Zwłaszcza, że przecież pamiętałam te wszystkie bzdurne - jak dotąd mi się wydawało - filmy "o wampirach", które albo były nieśmiertelne, albo super-szybkie, albo potrafiły widzieć przez ściany, czy też miały nadludzką siłę. Zaraz! Coś mi się przypomniało. Przecież wcześniej doskonale słyszałam oddech, a nawet serce Józefa, wyczułam jego tętno, uświadomiłam sobie, że wiedziałam, jaka była wokół mnie temperatura… Czyli… czyli że to wszystko było prawdą? Nagle poczułam, że zaczynam się denerwować. Przerzuciłam na szybko kilkanaście stron opisujących całą gamę najróżniejszych zdolności. O tak, tego szukałam. Poza zdolnościami było coś jeszcze. Coś, czego bardzo się obawiałam.

Ograniczenia
Cóż, o święconej wodzie oraz srebrze Józef już mi powiedział. Na samą myśl o tym na moim małym palcu pojawiło się jeszcze wspomnienie bólu. Ale co było dalej? Informacje na ten temat zaczynały się od bolesnej, długiej i pełnej cierpienia śmierci - już ostatecznej - wampira, gdy tylko ten wyjdzie na słoneczne światło. Potem były liczne korekty, mówiące o mocnym osłabieniu, o oparzeniach, o konieczności unikania chodzenia za dnia. Ostatnie poprawki sugerowały tylko delikatne, słoneczne podrażnienia, niczym przy zbyt wrażliwej skórze. O tym, że należy się osłaniać, pamiętać o ciemnych okularach, długich rękawach, kapturze lub czapce. Właśnie. Jak mogłam przegapić tą zmianę? Być może tak bardzo pochłonęła mnie treść, że w pierwszej chwili nie dostrzegłam tego. Pierwsze informacje były umieszczone w księdze w sposób wyraźnie antagonistyczny, skupiały się na tym, by przekazać, jak wampira pokonać, ostatnie, te dopisane długopisem - wprost przeciwnie. Raczej były radami skierowanymi do wampira, by ten wiedział, co robić, by przetrwać. Nie rozumiałam do końca, skąd ta zmiana.

Miałam wrócić właśnie do czytania, ale rozległo się znów ponowne klikanie. Gdy drzwi otworzyły się, zobaczyłam w nich Józefa, ale nie był sam. Uchylił drzwi nieco szerzej i nieco popchnął stopą sporą, włochatą kulkę. Do sali wkicał sporej wielkości zając. Miał białe futerko, z kilkoma brązowymi plamkami. Zrobił jeszcze kilka kroków, zatrzymał się, poruszył jeszcze parę razy noskiem, spojrzał na mnie i zawrócił gwałtownie, ruszając w stronę drzwi. Te były jednak już zamknięte. Józef popatrzył na mnie, a potem na księgę, którą wciąż trzymałam na kolanach.
- Wiesz już, kim jesteś? - zapytał.
- Chyba tak. Jeżeli to wszystko nie jest jakimś snem… - jęknęłam. - Jeżeli jednak nie jest tak, że zostałam uratowana i teraz przeżywam właśnie mój totalny odlot w jakimś szpitalu, leżąc w śpiączce pod kroplówkami.
- A chciałabyś, żeby tak było? - Zaskoczył mnie tym pytaniem. Nie miałam pojęcia.
- Nie wiem. Tak. Nie. No nie wiem, no… - westchnęłam.
- Obawiam się, że jednak nie śnisz, Maju - powiedział spokojnym głosem i zerknął na królika rozpaczliwie usiłującego się wydostać z sali. Popatrzyłam na zwierzątko i poczułam jakieś dziwne uczucie gdzieś w głębi, uczucie jakiegoś pragnienia, które koniecznie teraz musiało zostać zaspokojone. Nagle usłyszałam serce królika, uderzające z tempem ponad stu pięćdziesięciu uderzeń na minutę. I poczułam jego strach. Była to dla mnie zupełna nowość; jakiś szósty zmysł, który teraz dopiero uaktywnił się. Chyba gdzieś w księdze mignęło mi odpowiednie słowo. Empatia. Umiałam wyczuć emocje tego zwierzaka. I czułam wyraźnie, że zwierzątko się boi. Ba, że jest wręcz przerażone. Bało się tak bardzo… mnie?
- Po co go tutaj przyniosłeś? - zapytałam, patrząc na królika. Józef uśmiechnął się ponuro.
- Obawiam się, że za kilka chwil będzie ci bardzo potrzebny - odparł.
- Królik? Zwykły królik? Nie rozumiem, po co mi telas klólik? - Nagle poczułam, że coś przeszkadza mi w swobodnym mówieniu i poruszyłam językiem w ustach. Zdałam sobie sprawę, że moje kły stały się o wiele dłuższe, niż były zazwyczaj. - Co to ma być, to cholely? Co s moimi sębami? - warknęłam i poczułam ukłucie, gdy własnym kłem zahaczyłam o język. W ustach rozszedł mi się metaliczny, słodki smak mojej własnej krwi. Nagle poczułam głód. Nie taki zwykły głód, ale taki… totalny. Było to dla mnie zupełnie nieznane uczucie. Przerażało mnie. To był głód, który musiał zostać zaspokojony natychmiast. Tu i teraz. W tej chwili. Popatrzyłam na Józefa. A potem na królika który coraz rozpaczliwiej drapał łapkami po drzwiach. Powoli zsunęłam się na podłogę z ławy, po raz pierwszy oparłam bose stopy na podłodze. Czułam, że opanowuje mnie dziwne, nieznane uczucie pożądania krwi. Niemal czułam, jak pulsuje ona w żyłach zwierzątka.
- Nie losumiem… Cemu jestem taka niewyoblasalnie głodna? - wysepleniłam przez nienaturalnie wydłużone kły. Józef tylko się uśmiechnął.
- To zupełnie normalne po przebudzeniu, moja droga. I mówić też nauczysz się poprawnie - powiedział, po czym oparł dłoń na klamce. Wsunął stopę pomiędzy królika, a drzwi, po czym westchnął i jednym, gwałtownym ruchem przesunął go bliżej mnie, a zaraz potem nacisnął na klamkę, uchylił drzwi i zniknął za nimi. Zamknęły się szybko, a ja usłyszałam ich trzask i elektroniczną blokadę. Popatrzyłam na królika, który znów tylko drapał i drapał o drzwi. Poczułam jego zapach i dopiero teraz, w tej chwili, zdałam sobie sprawę, że znowu nie oddychałam przez ten cały czas. Moje płuca nie poruszały się samoistnie. Zrobiłam kilka głębszych wdechów, ale tylko po to, by przekonać się, że natychmiast przestaję oddychać, gdy sama tego nie kontroluję. A każdy oddech tylko wzmacniał intensywny, kuszący zapach zwierzątka. Pachniało cudownie słodko i czułam, że zaczyna już kręcić mi się w głowie. Nagle zaczynało docierać do mnie, co muszę zrobić. Gdy poczułam pierwsze drżenie mięśni, nie umiałam się już dłużej powstrzymać.

Jednym skokiem znalazłam się tuż przy króliku. Od razu skoczyłam ku niemu, upadłam na kolana i porwałam go z podłogi. Usiłował się wyrwać, ale chwyciłam go za uszy i to tak mocno, że jedno z nich aż nieznacznie się naderwało. Na białym futerku błysnęła kropelka czy dwie krwi. Nie zwróciłam jednak najmniejszej uwagi na to, tylko chwyciłam go mocno oburącz i przysunęłam do ust. Zwierzątko najpierw pisnęło przerażone bardzo głośno, a potem całkowicie się poddało. Z chwilą, gdy moje wydłużone, ostre jak brzytwa kły przebiły się przez skórę i futerko na jego szyi, poczułam w ustach krew.

Aż zakręciło mi się w głowie. Nie pamiętam, kiedy zaznałam tak wielkiej rozkoszy, ulgi i zaspokojenia jednocześnie. Moje usta wypełniły się słodkim, upajającym smakiem. Dosłownie przyssałam się do królika, nie chcąc uronić ani kropli jego życiowego płynu. Wypełniał mnie słodyczą i energią. Z każdym kolejnym łykiem czułam ogromną ulgę i zaspokojenie. Ledwie kilkanaście sekund później usiadłam na podłodze tuż obok drzwi. Niedbale rzuciłam martwego królika tuż obok siebie, ociężała i oszołomiona. Wciąż jeszcze w moim ciele wibrowało niesamowite uczucie pełnej rozkoszy. Ale czułam, że królik dał mi o wiele, wiele mniej, niż potrzebowałam. Na razie jednak nie myślałam o tym. Miałam ochotę popaść w letarg, miałam wrażenie, że moje myśli były coraz wolniejsze i spokojniejsze. Po ogromnej rozkoszy i prawdziwym odlocie przyszła spokojna satysfakcja. Położyłam się na podłodze, podsuwając kolana pod samą brodę i objęłam się mocno. Czułam się pełna szczęścia i radości.

Z letargu obudziło mnie klikanie zamka. Nawet nie wiem, jak długo tak byłam w pół-omdleniu. Drzwi otworzyły się i po chwili do sali wszedł Józef. Uśmiechnął się do mnie nieznacznie. Dostrzegłam, że ciągnął ze sobą sporej wielkości walizkę. Poznałam ją. Była moja. Sama spakowałam do niej rzeczy, w których chciałam zostać pochowana. Tak, moje samobójstwo zaplanowałam aż do tego stopnia.
- Widzę, że już po wszystkim, Maju - powiedział. - Czy teraz masz już jakieś wątpliwości?
- Nie - odparłam i poruszyłam językiem, odkrywając, że moje kły znów były normalnych rozmiarów. - Jestem wampirem.
- Zgadza się. Jesteś.
- I co ja mam teraz zrobić? - zapytałam cała skołowana i wstałam powoli z podłogi. Poczułam nagle coś okropnego, obrzydliwego na języku. Wysunęłam go i palcami usunęłam z niego kilka kłaczków białego futerka. No tak, królik ma przecież futro. Obrzydliwość. Nagle przypomniałam sobie jeszcze o czymś. A w zasadzie o kimś. - A moi rodzice? Moja cała rodzina? Oni… oni przecież muszą wiedzieć, że ja… że ja… - urwałam, czując wstyd, że dopiero teraz pomyślałam o moich rodzicach.
- Nie, Maju - powiedział z całą stanowczością Józef. - Dla mojego świata już nie żyjesz. A ty, teraz, tutaj, masz dwa wyjścia - dodał z uśmiechem. - Możesz poprosić mnie o ostatnią przysługę. Wtedy użyjemy czegoś z mojej walizy, którą otrzymałem od mojego ojca. Naprawdę umrzesz, a twoja dusza naprawdę odejdzie z tego świata tam, gdzie miała się udać. Albo ubierzesz się w to, co sama dla siebie przygotowałaś i wyjdziesz stąd. Ktoś już na ciebie czeka i dokądś cię zabierze. Tam uzyskasz niezbędną pomoc, opiekę i naukę - wyjaśnił. Zerknęłam przelotnie na martwego królika i zaskoczyło mnie, że nie czułam kompletnie nic, poza zaspokojeniem. Przecież zawsze lubiłam zwierzęta. A teraz nic, żadnych wyrzutów sumienia. Potem popatrzyłam na Józefa i moją walizkę.
- Raz już umarłam. Skoro wróciłam, to znaczy że mam tutaj jeszcze coś do załatwienia - powiedziałam. Przyszłość miała pokazać, że niewiele się pomyliłam.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 17.11.2017 15:52 · Czytań: 149 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
Jacek Londyn dnia 17.11.2017 20:54
"I co ja teraz mam zrobić?"

Myślę, że jeszcze raz przejrzeć tekst. :)

Przeczytałem tylko początek:

"Na szybko przerzuciłam kilka stronnic z ciekawości. Księga była podzielona na rozdziały, o wiele mówiących nazwach, sugerujących ich treść. Najwyraźniej mogłam dowiedzieć się z księgi tego, skąd wampiry w ogóle się biorą, jak wyglądają, jakie mają zdolności, czy też jak je pokonać. Szczególnie zaniepokoił mnie ten ostatni rozdział. Ale skoro Józef dał mi tę księgę, chyba nie musiałam mieć co do niego żadnych obaw. Przewróciłam kilka pierwszych stron".

W takim krótkim fragmencie za dużo powtórzeń.
I gdzie logika? Po przerzuceniu kilku stronnic wzięła się wiedza o tym, jak wygląda układ całości?

pzdr
JL
Melock dnia 17.11.2017 21:25
Jacek Londyn napisał:
I gdzie logika? Po przerzuceniu kilku stronnic wzięła się wiedza o tym, jak wygląda układ całości?


Jeśli to byłby index, czy coś na wzór spisu treści to tak :)
MarcinD dnia 17.11.2017 22:15
Cóż, można mieć gorszy moment ;-). Zabrakło dodatku mówiącego o tym, że dziewczyna w pierwszej kolejności przegląda właśnie spis treści, a potem dopiero odnajduje konkretne, interesujące ją rozdziały. Dzięki za dobrą sugestię poprawki :-)
skroplami dnia 18.11.2017 08:05 Ocena: Świetne!
Co Ty autorze masz we krwi, że tak się znęcasz nad czytelnikami :(?
Tak, dłuższe od "Samotnika", tak, rozbudowane i więcej psyche, "wampirki" :) <zdrobnienie tylko dlatego, że ją lubię i nie tylko ja - podejrzewam ;), nie pomniejsza ono żadnej z właściwości, którą wampiry "posiadają" ;) > ale przy takiej treści i takiej "akcji" w niej, to jak kropelka wody na pustyni ;( i człowiek rozgląda się za oazą z całością opowieści/wody. Z drugiej strony, patrząc na uwagi w powyższych komentarzach, to chyba ja jestem odrobinę "zboczony", ponieważ nic nie zauważyłem. Powód prosty: wgapiłem się w to co się dzieje czując to co Maja czuje, np. te kły :). I chciałbym jak ona, więcej i więcej, ale nie krwi :).
Dlaczego wampiry przeklęte przez Boga? Bóg zabrania krwi, spożywać. Wszelkiej. One muszą. Cóż, wynika że wiele wampirów na świecie chociaż wcale nie muszą ;).
Dobra, opowieść o kobiecie/dziewczynie wampirze, to inny wymiar i inne zasady. Ale jednocześnie obok niej "czystej krwi" człowiek, Józef. No znawca wampirów z dziada pradziada :). Dobre połączenie, także z przyczyny że mężczyzna pochodzi z rodu uśmiercającego "stworzenia". Czyli bardzo dobrze zaplatasz wątki, oby tak dalej, powodzenia :).
Bardzo dobra treść, zakątki, kątki i chwilki w niej :).
MarcinD dnia 19.11.2017 14:41
Cytat:
Co Ty autorze masz we krwi, że tak się znęcasz nad czytelnikami ?

Hmm, ale tak właściwie, to o co chodzi...? Nie wydaje mi się, żeby było to jakieś znęcanie...? Cóż, staram się, wyciągnąłem wnioski z poprzedniej serii i teraz przede wszystkim pilnuję, by wszystkie odcinki miały jednolitą długość (około czterech stron ;-) ). No i literówki - o wiele staranniej przeglądam każdy z odcinków pod ich kątem.

Cytat:
...chciałbym jak ona, więcej i więcej, ale nie krwi...

Niestety, muszę Cię zmartwić, będzie więcej... Ale przecież jak może nie być krwi w opowieści o wampirach, prawda?

Cytat:
obok niej "czystej krwi" człowiek, Józef. No znawca wampirów z dziada pradziada . Dobre połączenie, także z przyczyny że mężczyzna pochodzi z rodu uśmiercającego "stworzenia".

Bardzo jestem ciekaw, jak zareagujesz na kolejne odcinki, w których trochę jaśniej będzie podane, kim jest i jaka jest jego rola ;-).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
16/12/2017 21:30
Kochani - Niczyjko, panie F., Zoleńko, Mrówciu i Skroplami -… »
Opheliac
16/12/2017 21:23
Mam kilka drobnych uwag, subiektywnych ;) Rozbiłabym… »
chabrowa
16/12/2017 21:08
Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tekstem :-) »
Silvus
16/12/2017 21:00
A. Czy ja wiem, może nie trzeba - to, że ja nie… »
skroplami
16/12/2017 20:30
Miladora stworzyła fantasy :). Krótkie ale ok, bardzo duże… »
Zola111
16/12/2017 20:26
Mam wrażenie, że znam ten tekst i już robiłam mu korektę. To… »
Zola111
16/12/2017 20:20
Ale to ładne. :) »
Slavek
16/12/2017 19:33
Subtelnie i delikatnie, ale i konkretnie. »
mike17
16/12/2017 19:16
Piękny wiersz, nie będę wgłębiał się w jakość rymów, nie o… »
chabrowa
16/12/2017 19:12
To jest tekst o gwałcie "niema przestrzeń " na… »
Jacek Londyn
16/12/2017 19:12
Nie mówię o tej jaskini. Narodowi Wybranemu przyjdzie… »
mike17
16/12/2017 18:51
Edytuj wiersz i masz tam wzmiankę o treściach dla osób… »
adamm1
16/12/2017 18:43
Jak to oznaczyć, że wiersz jest dla pełnoletnich? Teraz gdy… »
Skuul
16/12/2017 18:21
Niestety, nie powala. Całość musisz mocno poprawić. Póki co,… »
Zola111
16/12/2017 17:52
Piękny wiersz, Wiolinie. Szkoda, że Cię tu teraz tak… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 16/12/2017 19:40
  • Kochani, wiem, że już siedzicie w świątecznych przygotowaniach, jednak Zaśrodkowanie#27 czeka na Wasze wiersze.
  • Silvus
  • 16/12/2017 13:59
  • "Wielka Ciocia" :) :)
  • Alen Dagam
  • 16/12/2017 12:55
  • Dom Dziecka, w którym pisze się opowiadania: [link] . Już niedługo wyślemy dzieciom naszą stronę, a raczej jej adres :) Ciekawe, co powiedzą!
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
Ostatnio widziani
Gości online:29
Najnowszy:Hertleaq3k
Wspierają nas