Cunqui. Rozdział 22 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 22
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Cii
 
– Nie boję się. Nie pokażę strachu – powtarzał do siebie Kola, trzęsąc się na całym ciele. “Myślałem, że Ci Śmierdziele nie boją się niczego. Zobaczymy, czy to będzie prawda w twoim wypadku”, powiedział do niego Fruy zaraz po tym, gdy poinformował go o wydanym na niego jednomyślnie wyroku śmierci. Kola jeszcze nigdy nie słyszał, żeby Tych Pieczarników nazywano w ten sposób. Ale musiał też przyznać, że wiele innych rzeczy umknęło do tej pory jego uwadze. Nie zauważył na przykład, jak mocno potrafiła się ściągnąć twarz Fruya, jego mistrza, gdy wyrażała pogardę. Teraz miał możliwość podziwiać ten widok dokładnie i z bliska w ciągu całej ich niedługiej rozmowy w izbie sypialnej. Od zawsze wiedział, że Fruy nie darzył zbytnią sympatią członków innych plemion, ale nigdy nie widział u niego aż tak wielkiej do nich nienawiści. Zwłaszcza do plemienia Koli. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że dla jego mistrza była to idealna okazja, a tych nie nadarzało się zbyt wiele, gdy nie musiał silić się na ukrywanie swoich prawdziwych uczuć.
 
Podczas tej samej rozmowy chłopiec dowiedział się o tym, że popełnił okropne przestępstwo, choć stało się to bez jego aktywnego udziału, nie mówiąc już o braku zbrodniczych intencji. Fruy naświetlił całą sprawę w taki sposób, że, przerażony i przytłoczony jego soczystą elokwencją, Kola poczuł na sobie ciężar odpowiedzialności i nie śmiał się bronić. Na jego wykrztuszone poprzez łzy niepokoju pytanie o to, co stanie się z Cunqui, najstarszy ze starszych parsknął gniewnie.
 
– Talizman jest w bezpiecznym miejscu, w zamknięciu. Z dala od łap takich, jak ty.
 
Po czym warknął na Kolę, dając upust wszystkim swoim od dawna nagromadzonym niechęciom.
 
– Mogłem przewidzieć, że wpuszczenie do naszej osady jednego z was tak się może skończyć. Jesteście bandą prymitywnych, bezrozumnych, wysmarowanych własnym gnojem, zarzyganych i cuchnących świń!
 
Kola nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć. Po raz pierwszy w życiu zabrakło mu słów. Zamilkł, patrząc na Fruya z rozdziawionymi ustami.
 
Te nie zważał zupełnie na to, że właśnie pokazał chłopcu swoje prawdziwe oblicze. Wiedział, że przecież Kola nie zdąży nikomu opowiedzieć ani o tej rozmowie, ani o niczym innym. Zanim jego wódz pojawi się w Klakon, egzekucja już dawno zostanie zakończona, a ciało spalone. W duchu jeszcze raz pogratulował Toiowi Avafarnowi wyśmienitego pomysłu, rozwiązującego tę niekorzystną sytuację.
 
Kola nie sprzeciwiał się, nie kłócił, nie rozpaczał. Fruy zdziwił się trochę. Ale myśli chłopca krążyły dalej wokół Cunqui. Zdawał się nie baczyć na to, że szargano honor jego współplemieńców.
 
– Nie zamykajcie jej, proszę. Ona nie chce być zamknięta. I nie zostawiajcie jej samej. Kiedyś lubiła być w samotności, ale teraz już nie.
 
Fruy pomyślał, że Kola rzeczywiście mógł być obłąkany, choć na pierwszy rzut oka nie było tego widać.
 
– Idiota – skwitował krótko, po czym opuścił go, rozkazując kilku przyprowadzonym ze sobą i czekającym na zewnątrz izby Koli Furczybiczom, aby odprowadzili chłopca do więzienia.
 
Tam Kola spędził kilka długich, okropnie samotnych godzin. Doskwierało mu zmęczenie, a po całym dniu postu również pragnienie i głód. Najbardziej jednak paliło go uczucie wstydu, gdy wyobrażał sobie, co na to wszystko powiedzą Arin i inni, którzy po przybyciu do osady dowiedzą się, jak ich skompromitował. Postanowił nie okazywać strachu, gdy Furczybicze poprowadzą go na egzekucję. Przynajmniej tyle mógł jeszcze zrobić. Pokazać, że Ci Pieczarnicy potrafią trzymać głowy wysoko, nawet w obliczu najstraszniejszego.
 
Poza Fruyem nie odwiedził go już żaden ze starszych. Kola miał z nimi o wiele mniejszy kontakt, niż ze swoim mistrzem, który albo trzymał go blisko przy sobie, albo wysyłał do różnych miejsc po różne rzeczy. Głównie poza zamieszkane tereny, gdzie chłopiec zbierał zioła, łapał mniejsze zwierzęta i wykonywał mniej lub więcej trudne prace. Kola nie spodziewał się, że ktokolwiek z grona największych magów Klakon pofatyguje się do kogoś, kto przysporzył tak wielkich kłopotów osadzie i całemu plemieniu Tych Cudownych.
 
Dopiero nad ranem przyszedł do niego, najwyraźniej siłą dopiero co wyrwany ze snu Bubu, uczeń Toia Avafarna, przynosząc mu trochę chleba i wody. Ręce Koli związane były za słupem, przy którym pozostawili go Furczybicze w pozycji siedzącej, więc Bubu musiał go napoić i nakarmić. Obudził się trochę i ożywił przy tej czynności. Kola poczuł do niego ogromną wdzięczność, ciesząc się, że ktoś w osadzie jeszcze o nim myślał. Złudzenie to jednak zaraz rozpłynęło się w nicość, gdy tylko Bubu zaczął mówić.
 
– Mój mistrz przysłał mnie do ciebie z tym, chociaż skazanym zazwyczaj nic się nie daje przed egzekucją – powiedział Bubu. Jego oczy płonęły fanatycznym, niemalże nieludzkim blaskiem, a jego przyspieszony oddech wskazywał na ogromne podekscytowanie. – To już druga egzekucja, którą zobaczę! Wczoraj też odbyła się jedna. Toi był niesamowity, mówię ci! Gładko i sprawnie złapał każdy kłębek Mgły, a było jej mnóstwo! Biała jak mleczny dym i gęsta jak śmietana, nie zdążyła nawet dobrze wyjść spod czupryny skazanego, a Toi już miał ją w magicznym więzieniu. Zamykał ją w dużych pęcherzach z mocy, które potem inni magowie wysłali do Gniewnego Lasu. Tam pęcherze pękają, a Mgła już zostaje, nie mogąc się z lasu wydostać. Katla mówi, że z ciebie też będzie mnóstwo Mgły. Nie wiem, skąd oni to wiedzą. Podobno tak jest z dziećmi – Bubu wydął wargi. I on, i inni uczniowie w osadzie traktowali Kolę jak małego chłopca. Mówili, że był naiwny i niedoświadczony. Nazywali go małym dzikusem, choć Kola nic sobie z tego wszystkiego nie robił. Uważał wszystkich za swoich przyjaciół i zawsze traktował ich z ufnością i pełną sympatią. – Musiałeś zrobić naprawdę coś okropnego, że starsi tak zdecydowali.
 
Najwyraźniej jednak nie interesowało go zbytnio, co też Kola uczynił, by ściągnąć na siebie tak srogi gniew. O wiele bardziej interesowała go sama egzekucja.
 
– Nie mogę uwierzyć w moje szczęście – ciągnął uczeń Toia bezlitośnie, szczęśliwy. – Dopiero co zacząłem naukę… Mówią, że już od kilku lat nie było tu żadnego wykonania wyroku, a teraz dwa dni pod rząd! Żebyś widział tego draba, co go Toi wczoraj prześwidrował na wylot. Cały czarny i ponury, a patrzył na nas tak, jakby chciał nas żywcem pożreć. Ale nie powiedział ani słowa, gdy wkładali go do ziemi. Nie wyrywał się, gdy założyli mu knebel. Patrzył tylko na starszych, a potem odwrócił oczy na niebo i tak już został. Ciekawe, czy zwariował z bólu zanim zdechł… nie widziałem tego w jego wzroku, bo oni zakrywają całkowicie głowę skazanemu – zdawał relację i zastanawiał się Bubu na głos, nie przejmując się tym, że mówi do Koli, którego już niebawem czekał dokładnie taki sam los.
 
– Wyjdź – powiedział do niego Kola cichym, drżącym głosem. Nie miał już ochoty na jedzenie. – I proszę, nie wracaj już.
 
W tej właśnie godzinie, która miała być jedną z ostatnich jego życia, Kola utracił swoją bezkrytyczną wiarę w życzliwe intencje ludzi, których uważał za swoich przyjaciół. Łuski naiwności wreszcie opadły mu z oczu. Przypomniał sobie o powiedzeniu, które czasami powtarzano w Pieczarach: “Poznasz prawdziwego druha, gdy zimny wiatr cię przedmucha.” Teraz dopiero je zrozumiał.
 
Ścisnęła go tęsknota za domem i za rodzicami. “Nie wolno mi o nich myśleć, bo zacznę ryczeć”, pomyślał, usilnie mrugając powiekami i przełykając kilka razy ślinę. “Nie mogę pokazać słabości. Nie boję się… nie będę się bać.”
 
Wyprowadzono go na zewnątrz, gdy tylko światło nowego dnia zrobiło się wystarczająco mocne, by można było przeprowadzić egzekucję. Padał deszcz. Jego gęste krople gniewnie uderzały w ziemię, jakby chciały okazać swoją dezaprobatę. Na ten czas zamknięto bramy osady i odgrodzono główny plac rzędem Furczybiczów. Ucieczka była zupełnie niemożliwa, a zresztą Kola i tak by jej nie próbował. Uzdrowiciele oraz ich pacjenci przenieśli się z placu do pomieszczeń. Dzieci też zagoniono do domów, pozostawiając jedynie kilku szkolących się na magów młodzieńców. Egzekucje nie były najwidoczniej publiczne. Starszyzna, oczywiście, stawiła się w komplecie. Kola popatrzył jeszcze raz na Fruya, na którego kamiennym obliczu nie widać już było ani pogardy, ani nienawiści, ale wspomnienie ich rozmowy sprawiło, że ścisnęło go w żołądku. Inni także stali z powagą na twarzach. Katla miała zaczerwienione oczy, Okala niespokojnie zaciskała palce obu rąk na krawędzi swojego płaszcza. Na samym środku placu samotnie stał Toi Avafarn, jego ręce wyciągnięte do przodu, skupiony, przygotowany do wykonania najtrudniejszej znanej ludziom magii: złapania groźnej, opętanej Mgły.
 
Z jego dłoni, skierowanych ku ziemi, wychodziły cieniutkie szkarłatne błyskawice mocy, borujące w mokrym piasku placu duży otwór, który miał za chwilę stać się więzieniem Koli. Piasek rozpryskiwał się w górę tak swobodnie, jakby ktoś dmuchał w mąkę.
 
Gdy otwór był gotowy, Toi podszedł do Koli. Poruszał się powoli, dostojnie i z całą świadomością tego, że wszystkie oczy były teraz na nim. Zdawał się tym napawać. Jego oczy błyszczały skupieniem i dumą, ale Kola zauważył w nich coś jeszcze: ledwie widoczny niepokój. Nie był pewien, czy się nie myli. Czego bowiem ten doświadczony w przeprowadzaniu egzekucji starszy miałby się bać? Mówiono, że robił to już setki razy. Był jedynym magiem, który umiał tego dokonać w pojedynkę.
 
Kola stał spokojnie, oddychając głęboko. Powietrze poranka było świeże i pachnące. Czuł w głowie lekki szum, a serce biło mu głośno i był pewien, że Toi musiał to słyszeć. “Nie pokażę strachu”, powtarzał sobie cały czas.
 
– Uwolnię cię z więzów – powiedział Toi. – Nie będziemy ich potrzebować.
 
Starzec rozwiązał sznury, którymi związane były ręce Koli. Zamiast nich umieścił na jego przegubach świetliste paski mocy, które wysnuły się z jego dłoni. Emanowało z nich przyjemne ciepło.
 
– Gdy skazany umiera, obręcze mocy rozniecają się w ogień, który spala całe ciało – wyjaśnił Toi. – Nie pozostaje nawet jedna garść prochu.
 
“Wygodne”, pomyślał Kola, ale nie skomentował tego na głos. Pokiwał tylko głową.
 
– Nie mogę na to patrzeć – powiedziała nagle Katla. Wszyscy drgnęli. Chłopiec spojrzał w jej stronę. Staruszka trzęsła się ze zdenerwowania. – Idę stąd.
 
– Zostań tam, gdzie jesteś – upomniał ją zimno Fruy. – To nasz obowiązek pozostać przy egzekucji.
 
– Nie zmusisz mnie – warknęła na niego w odpowiedzi. Odwróciła się i opuściła główny plac z pochyloną głową, opierając się na drewnianym kosturze, płacząc.
 
Kola poczuł oddech Toia w swoim uchu. I ledwie słyszalny szept.
 
– Wygląda na to, młody magu, że twój wódz nie zdąży na czas, żeby cię uratować. Może się zapił w gospodzie, a może nie chciał podróżować w deszczu… nie wiem. Głupiec! Jesteś teraz w moich rękach. Nie mam wyjścia. Muszę zrobić to, co mam zrobić.
 
Toi przysunął się teraz bardzo blisko. Chwycił ręce Koli i sprawdzał magiczne obręcze, jakby upewniając się, czy są one dobrze założone i odpowiednio mocne. Niespodziewanie chłopiec poczuł, że starszy wsunął coś do jego dłoni. Kawałek skóry, tak mały, że nie było szansy na to, żeby ktoś mógł go zobaczyć. Kola zacisnął na nim palce. Co to było? Spodziewał się, że Toi zaraz i to wyjaśni, ale tak się nie stało.
 
– Nie wszyscy jesteśmy potworami – szepnął jeszcze Toi do Koli – Zapamiętaj to sobie… w każdym człowieku jest coś, co go ratuje.
 
“Nie zdążę tego zapomnieć do końca życia”, pomyślał Kola z głuchym bólem i z ironią, której sam się po sobie nie spodziewał.
 
– Zostaw ją – powiedział Toi do Fruya lekkim tonem. – Kobiety mają prawo, by powiedzieć nam czasem “nie”.
 
Fruy i część zgromadzonych wokół placu mężczyzn uśmiechnęli się pod nosem. Kola pomyślał o Cunqui. “Mam nadzieję, że uda jej się znaleźć kogoś, z kim mogłaby sobie rozmawiać.”
 
Walczył dzielnie ze łzami, starając się nie myśleć o tym, co czekało go już za chwilę. Nie musiał sobie tego wyobrażać – nie zapomniał świdrujących magicznych błyskawic, wychodzących z dłoni Toia, gdy ten przygotowywał otwór w ziemi.
 
– Zaczynaj już – popędził Toia Fruy, rozglądając się niecierpliwie. Nie było znaku, że ktokolwiek mógłby przeszkodzić w egzekucji. Bramy osady były zamknięte, Furczybicze stali w gotowości. Arin i Ci Pieczarnicy raczej nie powinni pojawić się aż do wieczora. A może ze względu na deszcz postanowili pozostać w Lavinie jeszcze kilka dni? To nie było wykluczone. Ci Śmierdziele nie używali ani wozów, ani nie wynajmowali Jaszczurów. Wszędzie chodzili na piechotę. Fruy uważał, że nie było wielkich szans na ich pojawienie się, ale nigdy nie można było mieć całkowitej pewności.
 
– Oczywiście – odpowiedział Toi. – Nie ma na co czekać.
 
Starzec położył ręce na ramionach Koli.
 
– Odwagi – szepnął znów słyszalnie tylko dla nich dwóch. Lekko popchnął go w kierunku czekającej na skazanego jamy wydrążonej w ziemi.
 
Kola całą siłą woli zmusił swoją nogę do uczynienia kroku naprzód. Był to największy wysiłek, do jakiego kiedykolwiek zmusił się w całym swoim życiu.
 
Nie zdążył jednak wykonać drugiego, ani żadnego następnego kroku. Do zgromadzonych na placu dobiegły głosy, krzyczące w panice.
 
– Pożar!
 
Twarz Fruya zaświeciła gniewem. Inni zareagowali zmieszaniem i niepokojem. Po chwili do starszych przybiegł jeden z pomniejszych magów–uzdrowicieli, zdyszany i przerażony.
 
– Pożar, najstarszy!
 
– To na co czekacie? Gaście! Nie przeszkadzajcie nam tutaj! – wysyczał Fruy.
 
– Za późno na gaszenie, wielki! Cała Izba Cudów płonie! Musiała zapalić się bardzo szybko, a potem ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie, bo nikt nic nie zauważył, dopóki nie było za późno.
 
Fruy zbladł.
 
– Moje cuda…
 
– Woda nie pomoże już w niczym – dodał mag. – Próbujemy gasić mocą, ale jest nas za mało… potrzeba do tego wszystkich starszych!
 
Po tych słowach zapanował ogólny chaos i Kola, nie wierząc własnym oczom, patrzył jak starsi opuszczają plac w pośpiechu, biegnąc ratować Izbę Cudów z bezcenną kolekcją talizmanów Fruya. Tylko Furczybicze pozostali przy nim, otaczając go ciasnym kołem, ich baty wyciągnięte i przygotowane do uderzenia, gdyby zachciało mu się ucieczki.
 
“Nie dadzą rady ugasić pożaru”, Kola usłyszał obok siebie znajomy głos, który – jak wiedział – nie pochodził z ust człowieka. “Podpaliłam mu każdy z tych jego wstrętnych magicznych okazów z osobna”.
 
Głos dobiegał z góry i nie był słyszalny dla żadnego ze strzegących go Tych Cudownych. Kola jako jedyny podniósł głowę do góry.
 
Niczym mała kolorowa lampka Cunqui wisiała w powietrzu nad placem, krople deszczu przelatujące koło niej rozjaśnione i zafarbowane od jej prześlicznego blasku. Była z siebie ogromnie zadowolona.
 
“Twoi ludzie są już przy bramach”, usłyszał ją znowu. “Biegli tu przez całą drogę jak szaleni. Nie ma mowy, żeby teraz ktoś ośmielił się ciebie dotknąć. Nie pozwolimy na to. Ja na to nie pozwolę. Nie musiałam podkładać ognia, ale nie mogłam się powstrzymać. ”
 
Kola uśmiechnął się, jeszcze niepewnie i nieśmiało. Jak ona to zrobiła? Wiedział, że nie była zwyczajnym stworzeniem! Cieszył się, że znów mógł usłyszeć ten głos – a raczej głosik. Niezwykle przenikliwy, gdy Cunqui była podekscytowana lub zdenerwowana. Czyli prawie zawsze od początku ich znajomości.
 
A zaraz po tym usłyszał kolejne, dobrze mu znane głosy i jego serce podskoczyło z radości.
 
– Co się tu wyrabia, panowie biczownicy? – Płatek bez ceregieli ani wysiłku przerwał kordon Furczybiczów, odsuwając ich na boki tak lekko, jak pływak odgarnia ramionami wodę. Przedostał się do chłopca i zamknął go w chroniącym uścisku.
 
– Ani kroku, ani ruchu! – spod bramy dobiegł głos Ekkli, która już trzymała swoją potężną kuszę wycelowaną w strażników Klakon. – Niech tylko któryś z was tylko sięgnie po bicz, a straci rękę i już nigdy sam nie pogłaska swojej kiełbaski!
 
Kola, przytłoczony nieco mocnym uściskiem Płatka i niezwykle intensywnym zapachem myśliwych z Pieczar – od którego zdążył się już odzwyczaić – odetchnął głęboko i z ulgą. Był uratowany – a przede wszystkim znów był wśród swoich. W tej chwili gotów był na zawsze oddać całą swoją Moc, aby nigdy nie musieć się już z nimi rozstawać.
 
Magia, pomyślał, nie była najważniejszą rzeczą na świecie. Kiedyś tak mu się wydawało, ale bardzo, bardzo się pomylił.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 20.11.2017 12:04 · Czytań: 95 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 10
Komentarze
skroplami dnia 20.11.2017 23:24 Ocena: Świetne!
A już myślałem że to Vinikarr się zjawi :). Ale ok, on przybędzie :), ma cel pewien, mi znany i czytelnikom "Archanta". Oczywiście, nie mam zamiaru nic ujawniać :). Kola "pojawia się", z tego co pamiętam, w pewnym zdaniu lub w dwóch, także w "Ostatnim Archancie". Autorko, zachwycasz serce magią w utworze a zdanie
Cytat:
Magia, po­my­ślał, nie była naj­waż­niej­szą rze­czą na świe­cie. Kie­dyś tak mu się wy­da­wa­ło, ale bar­dzo, bar­dzo się po­my­lił.

jest niezwykle magiczne :). Jest jak sedno w życiu, drogowskaz. I widać to w "Cunqui", widać w "Archancie" :). Mocny przewodnik po treści sagi, jest i będzie :).
I coraz bardziej treść mocniejsza od słów którymi piszesz. Przestaję widzieć słowa, widzę same obrazy i serca, czarne i białe oraz, to już ad "Archant", zmieniające barwę :).
Jednocześnie, skoro wyjaśniasz "przodków" Archanta, pytanie jak wąż kąśliwe to: kto i kiedy uwięził Cunqui. Boję się tego faceta skoro już przed Vinikarrem posiadał taką moc, o której też legendy.
Dobra, przeczytam sobie jeszcze raz :).
Właściwie niedługo przez Ciebie zabraknie mi słów ;(.
MarcinD dnia 21.11.2017 18:36 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
“Nie dadzą rady ugasić pożaru”, Kola usłyszał obok siebie znajomy głos, który – jak wiedział – nie pochodził z ust człowieka. “Podpaliłam mu każdy z tych jego wstrętnych magicznych okazów z osobna”.


To jest piękne. Po prostu piękne. Nie mogłaś lepiej pokazać Koli, że jego ukochana nie dość, że jest wolna, to jeszcze przybyła z pomocą. Suuuper. Chociaż oczywiście liczyłem na jakąś większą masakrę... Ale mam nadzieję, że co się odwlecze... Pędzę do 23 ;-).
Alen Dagam dnia 21.11.2017 20:02
Dziękuję, panowie.

Cytat:
kto i kiedy uwięził Cunqui


O tak. To jest zagadka. Jedna z głównych w całej serii.

Cytat:
Chociaż oczywiście liczyłem na jakąś większą masakrę


Na pewno jeszcze będzie prawdziwa akcja ;)
MarcinD dnia 21.11.2017 20:29 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Cytat:
kto i kiedy uwięził Cunqui



O tak. To jest zagadka. Jedna z głównych w całej serii.

Jaka zagadka? Przecież jest wyraźnie opisane to na samym początku. Kola o tym opowiada :-).
Alen Dagam dnia 21.11.2017 20:57
Kola opowiedział legendę. Legendy nie zawsze są zgodne z rzeczywistością - zwłaszcza w świecie, w którym opowieści przekazywane są ustnie. Jest w niej ziarno prawdy, owszem. Ale nie wszystko.

:p
MarcinD dnia 21.11.2017 21:01 Ocena: Bardzo dobre
Oj tam, wiem lepiej (od Autora ;-P ). Cunqui uwięził ten, który ją pokochał i potem dał jej czas, by sama pokochała. To musi być prawda!

;-)
Alen Dagam dnia 21.11.2017 21:04
Ha, no niech Ci będzie.

(Na razie.)

*złowieszczy śmiech*
MarcinD dnia 21.11.2017 21:07 Ocena: Bardzo dobre
Alen Dagam napisała:
*złowieszczy śmiech*

:|
Boję się. Powinieniem?

:p
Alen Dagam dnia 21.11.2017 21:10
Młody jesteś, przeżyjesz chyba :)
MarcinD dnia 21.11.2017 21:13 Ocena: Bardzo dobre
Alen Dagam napisała:
Młody

Nie żartuj mi tu ;P
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
16/12/2017 21:30
Kochani - Niczyjko, panie F., Zoleńko, Mrówciu i Skroplami -… »
Opheliac
16/12/2017 21:23
Mam kilka drobnych uwag, subiektywnych ;) Rozbiłabym… »
chabrowa
16/12/2017 21:08
Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tekstem :-) »
Silvus
16/12/2017 21:00
A. Czy ja wiem, może nie trzeba - to, że ja nie… »
skroplami
16/12/2017 20:30
Miladora stworzyła fantasy :). Krótkie ale ok, bardzo duże… »
Zola111
16/12/2017 20:26
Mam wrażenie, że znam ten tekst i już robiłam mu korektę. To… »
Zola111
16/12/2017 20:20
Ale to ładne. :) »
Slavek
16/12/2017 19:33
Subtelnie i delikatnie, ale i konkretnie. »
mike17
16/12/2017 19:16
Piękny wiersz, nie będę wgłębiał się w jakość rymów, nie o… »
chabrowa
16/12/2017 19:12
To jest tekst o gwałcie "niema przestrzeń " na… »
Jacek Londyn
16/12/2017 19:12
Nie mówię o tej jaskini. Narodowi Wybranemu przyjdzie… »
mike17
16/12/2017 18:51
Edytuj wiersz i masz tam wzmiankę o treściach dla osób… »
adamm1
16/12/2017 18:43
Jak to oznaczyć, że wiersz jest dla pełnoletnich? Teraz gdy… »
Skuul
16/12/2017 18:21
Niestety, nie powala. Całość musisz mocno poprawić. Póki co,… »
Zola111
16/12/2017 17:52
Piękny wiersz, Wiolinie. Szkoda, że Cię tu teraz tak… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 16/12/2017 19:40
  • Kochani, wiem, że już siedzicie w świątecznych przygotowaniach, jednak Zaśrodkowanie#27 czeka na Wasze wiersze.
  • Silvus
  • 16/12/2017 13:59
  • "Wielka Ciocia" :) :)
  • Alen Dagam
  • 16/12/2017 12:55
  • Dom Dziecka, w którym pisze się opowiadania: [link] . Już niedługo wyślemy dzieciom naszą stronę, a raczej jej adres :) Ciekawe, co powiedzą!
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:Wurzeraq4p
Wspierają nas