Światło w ciemności rozdział 2 - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Światło w ciemności rozdział 2
A A A

 

''Uroczyście przysięgam strzec ludzkości przed wszelkim plugastwem tego świata. Przysięgam likwidować wampiry, zagrażające naszemu gatunkowi oraz dokonam wszelkich starań, by uczynić ten świat lepszym miejscem. Jestem strażnikiem ludzkości i światłem w ciemności...''     ~  fragment przysięgi Łowców WampirówWielka Księga Wampirów Abrahama van Helsinga, strona szósta tomu pierwszego.

Kamienica, w której mieszkali Państwo Jones była niemal całkowicie opuszczona. Richard Jones wraz żoną Marthą zajmowali drugie piętro. Oliver i Mary mieli skromny pokój na poddaszu, które w całości należało do Richarda. Na pierwszym piętrze mieszkała stara pani Gibson - posiadaczka starego i grubego kota Dibsona, choć kobieta mówiła na niego Dibsy. 

Oliver nienawidził tego kota. Zawsze podbiegał do chłopaka i ocierał się o niego swoją czarną sierścią, zostawiając na jego ubraniu sporo kocich kłaków. Jednak Dibsy niczym dzielny Łowca bronił kamienicy przed szczurami, które budują nory w opuszczonych mieszkaniach i czasem przedostają się nawet do pokoju Olivera. Chyba tylko sam Bóg wie jak to robią.

Na tym samym piętrze, na przeciwko drzwi starej kociarki mieszka Szalony Eddie, który zarzeka się, że pewnego dnia szczury zemszczą się na wszystkich lokatorach i ich zagryzą. Oboje z panią Gibson toczą zaciętą wojną miedz sobą, gdyż Szalony Eddie nalega, aby kobieta pozbyła się kota, lecz prędzej kobieta zabije Eddiego niż pozbędzie się kota.

Na parterze mieści się księgarnia należąca do Richarda. Po odejściu ze służby zajął się pracą w księgarni. Zatrudniał w niej lokatorów z pierwszego piętra, co jeszcze bardziej poszerzało konflikt tej dwójki. Richard czasem zaglądał do księgarni - w przerwach między piciem dżinu albo szkockiej, a spaniem do późna na kanapie. Martha zajmowała się domem, czyli prała, gotowała, sprzątała i nie miała dla siebie czasu. Jak na dziewiętnastowieczną kobietę przystało.

Dzisiejszego dnia ulewa była nie do zniesienia. Lało już od przeszło dwóch dni i wyglądało na to, że zamierza przestać. Oliver ubrał się w schludny i odświętny frak, gdyż dostał wezwanie do Nocnego Ministerstwa. Od ostatniej potyczki z wampirami minął tydzień i od tamtego czasu chłopak nie miał żadnego ciekawego zajęcia, jedynie rutynowe nocne patrole.

Gdy wychodził z mieszkania pożegnał się z domownikami i ruszył schodami w dół. Skrzypienie schodów doprowadzało Olivera do białej gorączki. Ten dźwięk przypominał mu gruchot łamanych kości. Ominął kłócących się lokatorów - tym razem chodziło o odchody Dibsona. Młody Łowca przywitał się z nimi, lecz ci byli zajęci własną kłótnią i nawet nie zwrócili uwagi na Olivera.

- To gówno pod moimi drzwiami należy do tego kudłacza! - wrzeszczał Szalony Eddie. - To nie pierwszy raz, kiedy tak zrobił!

- Pewnie sam tam nasrałeś i tego nie pamiętasz, idioto! - krzyczała pani Gibson. - Powinieneś udać się do lekarza, chociaż wątpię, że ci pomogą!

Chłopak zignorował ich i wyszedł z budynku. Czekał aż przyjedzie po niego Emma. Dziewczyna była przyjaciółką chłopaka z dzieciństwa i jedną z niewielu osób, które przypominają mu dawne życie. Emma była od zawsze skrycie zakochana w Oliverze, przez co nachodziła go przynajmniej cztery razy w ciągu tygodnia, mimo że mieszkała w Westministerze przy Hyde Park, a Oliver w dzielnicy Londynu zwanej Lambeth.

Po parunastu minutach przyjechały trzy czarne powozy. Każdy z nich bogato zdobiony jak na dziedziczkę wielkiej fortuny przystało. Ze środkowego wybiegł chudy parobek, który z otwartym parasolem szedł do Olivera swoim pokracznym krokiem. Podstawił mu parasol i zaprowadził do powozu Emmy. Otworzył mu drzwiczki i chłopak wszedł do ciemnego wnętrza wehikułu.

Wnętrze pojazdu było również bogato urządzone, ławki wyścielone pięknym czerwonym materiałem ze złotym obszyciem. Mało okkna były jedynym elementem, który rozjaśniał wnętrzem bowiem ściany pojazdu były czarne niczym węgiel, który wydobywał niegdyś ojciec Emmy.

Dziewczyna siedziała na przeciwko Olivera , a na jej białej od pudru twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Była dziś ubrana w kanarkową suknię z bufiastymi rękawami. Wraz z bogato zdobionym kapeluszem sprowadzonym najprawdopodobniej z Indii, dziewczyna miała na szyi piękny naszyjnik ze sporych rozmiarów diamentem. Gdyby nie barczyści ochroniarze, najpewniej w mgnieniu oka została by napadnięta i okradziona.

Powóz ruszył w stronę Westministeru, gdzie znajdowało się Nocne Ministerstwo. Emma postanowiła przerwać niezręczną ciszę.

- Czego chcą od ciebie w Nocnym Ministerstwie? - spytała cichym głosem. - Mam nadzieję, że to nic poważnego.

- Nie mam pojęcia czego ode mnie chcą - odparł Oliver. - Może chodzi o głowę ostatniego wampira.

- Głowę wampira...?

- Owszem, dobrze słyszałaś. Zaniosłem tę pieprzoną głowę prosto do Nocnego Ministerstwa, aby przypomnieć innym Łowcom, co ślubowaliśmy i jaki jest ich zasrany obowiązek!

Oliver starał się uspokoić patrząc na spływające po szybie krople deszczu. Emma znów nie wiedziała co powiedzieć. Patrzyła się na chłopaka czekając aż się uspokoi.

- Chodzi o to - kontynuował chłopak. - że inni Łowcy nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo wampiry są niebezpieczne.

- Myślałam, że wampiry są na wymarciu. To prawda?

- Jest ich coraz mniej, ale to nie znaczy, że Łowcy muszą się obijać. Ostatnio tropię szajkę wampira o nazwisku Spark. Dwa jego wampiry chciały zabić jakieś dziecko w fabryce, ale im w tym przeszkodziłem. Oczywiście znalezienie samego Sparka graniczy z cudem, ponieważ ciągle się przemieszcza, jednak ten ostatni wampir nie zauważył, że go śledzę i ...

- Obawiam się, że nie wiem o czym mówisz - przerwała mu Emma. - Nie znam się na wampirach, a tym bardziej na pracy jaką wykonujesz.

- Nie ważne... - odburknął Oliver. - Wkrótce się dowiem, czego chcą w Ministerstwie.

Resztę drogi przejechali w milczeniu. Gdy Oliver ujrzał wieże zegarową parlamentu, kazał zatrzymać powóz. Przez okno zobaczył, że czeka na niego wysoki i szczupły mężczyzna w okularach. Otworzył drzwi i chciał wysiąść, ale Emma złapała go za rękę.

- Jeśli będziesz mnie potrzebować, zawsze ci pomogę.

- Zapamiętam - odrzekł Oliver i wyszedł z powozu. Od razu podbiegł do niego tajemniczy mężczyzna z parasolem. Gdy odjechali, chłopak odwrócił się do nieznajomego.

- Adam McCullan - powiedział zdziwiony chłopak i uścisnął rękę mężczyzny. - Zmieniłeś się nie do poznania! Kiedy wróciłeś ze Szkocji?

- Trzy dni temu - odparł Adam. Schudłem co nieco i założyłem okulary. Ty natomiast wyglądasz tak samo, jak rok temu. Nic się nie zmieniłeś. 

- Dobrze wiesz, że jestem konserwatystą i nie lubię się zmieniać. A tak z innej beczki - wiesz czego chce ode mnie Morgan?

- Nie mam zielonego pojęcia. Kazał tylko cie wezwać i nic nie mówił.

- Od kiedy zrobił się taki tajemniczy?

- Nie wiem, ale wiem tyle, że powinniśmy w końcu wejść do tego cholernego budynku.

Oboje się uśmiechnęli i weszli przez wielkie, dębowe drzwi Ministerstwa. 

W środku roiło się od Łowców ubranych w ciemne stroje. Dyskutowali oni o różnych sprawach, grali w karty przy wielkim stole, a jedna grupa była skupiona na walce Davida Coopera z Malcomem Stanfordem. Walkę oglądał nawet sam Stanley Wilson, który jest siedemdziesięcioletnim sekretarzem Nocnego Ministra. Siedział na krześle i głośno dopingował Malcolma.

- Wykończ go wreszcie!  - wrzeszczał staruszek. - Postawiłem na ciebie dziesięć funtów!

- Nie wierzę, że nawet Stanley dał się wciągnąć w tę żałosną walkę - powiedział Oliver, który patrzył z obrzydzeniem na innych Łowców.

- Cóż, takie mamy czasy - powiedział Adam. - Łowcy są coraz mniej potrzebni.

- Nawet ty ? - powiedział Oliver i przewrócił oczami. - Więc jedyną normalną osobą w Ministerstwie została Susan.

- Aktualnie wyjechała za miasto. Wróci za kilka dni.

- Świetnie...

Malcom Stanford zakończył pojedynek mocnym prawym sierpowym co wywołało falę radości. Najgłośniej cieszył się Stanley, który wyglądał jakby zaraz miał się udusić. Gdy zobaczył Olivera natychmiast wstał z krzesła i podbiegł do niego.

- Witaj Oliverze - zaczął starzec. - Ominęła cię wspaniała walka!

- Wątpię - odparł chłodnym tonem Oliver.

Stary sekretarz wyprostował się i obciągnął rękawy swojego tweedowego garnituru.

- Prawie zapomniałem, że dobra zabawa i poczucie humoru są ci obce, Oliverze - powiedział wciąż uśmiechnięty sekretarz. - Powinieneś się czasem zrelaksować.

- Niestety nie mam na to czasu - rzekł młody Łowca. - Wiesz czego chce ode mnie Minister?

- Nie wiem. Ostatnio jest bardzo tajemniczy.

- Możesz mnie do niego zaprowadzić?

- Oczywiście - rzekł Stanley i powiedział Adamowi, że jego zadanie zostało już wykonane.

Sekretarz ruszył w stronę wielkich schodów prowadzących na piętro. Oliver minął obraz Abrahama van Helsinga, który pokonuje wrogą armie wampirów. Oliver zawsze uważał, że triumfalna poza pierwszego Łowcy Wampirów jest bardzo przesadzona. On sam nigdy w taki sposób nie reagował, kiedy zabijał wampiry.

Weszli po schodach na piętro i Oliver jeszcze raz spojrzał na wielką salę, gdzie siedzieli Łowcy.

- Banda pieprzonych darmozjadów - powiedział Oliver. - Ich bezużyteczność mnie przeraża. Dawniej Łowcy szukali siedzib wampirów za dnia, a dziś nawet nie chcą wyjść na ulicę w nocy.

- Kiedy ktoś mówi, że Łowcy są bezużyteczni - mówił Stanley. - To oznacza to tylko, że ich robota jest skończona i ludzie czują się bezpiecznie.

- To, że wampirów jest mniej, nie znaczy od razu, że mamy zlikwidować Ministerstwo.

Gdy znaleźli się pod szerokimi drzwiami Ministra, Stanley położył dłoń na ramieniu chłopaka i rzekł spokojnym tonem.

- Swoją nienawiścią nie pomścisz rodziców - powiedział. - Niszczysz samego siebie i osoby, które kochasz.

Mówiąc to, stary sekretarz odwrócił się od niego i zszedł na dół, aby dołączyć do pozostałych. Samotny Oliver stał pod drzwiami Ministra i patrzył, jak Stanley znika mu z oczy. Może ma racje - pomyślał chłopak.

Wziął głęboki oddech, zapukał do gabinetu, po czym wszedł do środka.

Minister Herbert Morgan był grubym, sześćdziesięcioletnim mężczyzną, którego gęsty wąs pożółkł od nadmiernego plenia tytoniu. Nawet teraz w gabinecie unosiła się gęsta mgła dymu papierosowego. Morgan poprawił okulary i spojrzał na chłopaka.

- Chciał mnie pan widzieć?

- Owszem - odparł stanowczo Minister. - Zdaję się, że mamy problem.

- Chodzi o tę głowę? Nie miałem na celu...

- Nie chodzi o tę durną głowę, Oliverze - przerwał mu Minister. - Chodzi o coś bardziej poważnego.

- Zamieniam się w słuch - odparł chłopak po czym usiadł na krześle przy masywnym biurku Morgana.

Pokój był utrzymany w ciemnych barwach, jak cała reszta budynku. Wielkie okno znajdujące się za plecami Ministra miało widok na Tamizę, po której pływały różnorakie statki. Minister odłożył na bok notatki i skupił się na rozmowie z chłopakiem.

- Pamiętasz jak mówiłeś, że te dwa wampiry chciały zabić jakieś dziecko w fabryce?

- Coś tam mówiły. Brzmiało to jakby planowały coś dużego. Mam rację?

- Obawiam się, że tak. Dziś znaleziono ciało dziewczynki w fabryce cygar, należącej do niejakiego Wiliama Wrighta.

Ojciec Emmy - pomyślał chłopak.

- Myślałem, że to był spontaniczny atak - powiedział chłopak. - Zabiłem wampiry i zignorowałem sprawę. To dziecko nie żyje z mojej winy...

- Owszem, ale nie możesz się o użalać nad sobą, Oliverze - rzekł Morgan. - Jak widać atak był zaplanowany i uczestniczyła w tym zorganizowana grupa wampirów.

- Brandon Spark - rzekł lodowato Oliver. - Na pewno on za tym stoi.

- Nie możemy być tego tacy pewni, Brandon Spark nigdy nie zajmował się morderstwami ludzi. Dziecko nie zostało pogryzione. Poderżnięto mu gardło i żyły na rękach.

Oliver zmarszczył brwi i zmrużył oczy. Nigdy nie słyszał, żeby wampiry używały narzędzi do zabijania ludzi. Zwykle wystarczyło im zaskoczenie i ostre kły. Chłopak wyprostował się na krześle i rzekł:

- Ale po co wampiry miałyby zabijać dziecko?

- Scotland Yard twierdzi, że spuszczono z dzieciaka całą krew. Twierdzili, że to sprawka wampirów i od razu powiadomili Nocne Ministerstwo. Miałeś rację. Wampiry szykują coś dużego.

- Ta wampirzyca mówiła, że ofiar będzie więcej, i że nie uratujemy ich wszystkich...

- I właśnie to będzie twoim zadaniem chłopcze. Jeszcze dziś udasz się do fabryki cygar w Southwark i porozmawiasz z komisarzem Alfredem Gordonem.

- Nie jestem pewny, czy praca detektywa jest dla mnie odpowiednia.

- Dlatego dostaniesz partnerów.

- Partnerów? - spytał zaskoczony chłopak. - Nie potrzebuje żadnych partnerów!

- Nie unoś się tak Łowco - powiedział surowym tonem Minister. - Kiedy Susan wróci do miasta pomoże ci w śledztwie. Do tego czasu, twoim partnerem będzie David Cooper.

Oliver otworzył lekko usta i nie wiedział co powiedzieć. Nienawidził Coopera odkąd pierwszy raz go zobaczył. Cooper zawsze chełpił się swoimi umiejętnościami, mimo faktu, że gówno robił, gdyż to głównie Susan i Oliver odwalali najczarniejszą robotę. Do tego Cooper miał coś czego Oliver zawsze mu zazdrościł - kochającą rodzinę.

- Nie zgadzam się...

- Nie masz wyjścia - rzekł Morgan. - Tak zarządziłem.

- Ale...

- To jest rozkaz Łowco!

- Tak jest - odparł skruszony Oliver i odwrócił wzrok.

- Możesz odejść. Wiesz gdzie jest ta fabryka.

Oliver odwrócił się na pięcie i opuścił gabinet Ministra. Gdy schodził po schodach zobaczył siedzącego na stopniach Coopera. Gdy ten go zobaczył natychmiast wstał i stanął naprzeciwko chłopaka. Był trzydziestopięcioletnim mężczyzną o długich czarnych włosach i okropną blizną przechodzącą przez cały prawy policzek. Uśmiechnął się łobuzersko i rzekł:

- Chciałem zobaczyć twoją minę, jak dowiesz się, że będziesz ze mnę współpracować...

Nie dokończył gdyż Oliver uderzył do z całej siły w szczękę, tak jak zrobił to Malcolm Stanford. Całą sala Łowców natychmiast zwróciła uwagę na Łowców i zaczęła wiwatować.

- Kolejna bójka! - wrzeszczał tłum.

- Stawiam kolejne dziesięć funtów, tym razem na Brighta! - krzyczał stary sekretarz.

Oliver spojrzał gniewnie na zebranych i ominął kulącego się z bólu Coopera. Łowcy zaczęli klaskać, a Oliver odpychał ich, torując sobie drogę do wyjścia. Gdy wyszedł na ulice Londynu, big ben wybijał właśnie pierwszą po południu. Oliver patrzył na budynek parlamentu i zaciskał pięści, aż odcisnęły mu się białe półksiężyce na dłoniach.

- Dobry cios - rzekł znajomy głos do Olivera. - O co tym razem poszło?

- Co ty tutaj robisz? - powiedział jeszcze bardziej wściekły Oliver. - Miałaś zostać w domu!

- Nie będziesz mi mówić co mam robić - odparła Mary. - Więc co było tak ważne?

Mary wyglądała niemal identycznie jak Oliver. Oczywiście nie była tak upiornie blada i miała swoje naturalne czarne włosy, lecz oczy i zachowanie miała identyczne jak jej brat bliźniak.

- Opowiem ci po drodze - rzucił Oliver.

Oboje skierowali się w stronę fabryk w Southwark. Deszcz przestał padać i nad ulicami Londynu pojawiło się słońce. Kilka metrów za nimi kulawym krokiem biegł Cooper. Zapowiadał się bardzo ciekawy dzień.

Nad ich głowami krążył kruk, o czarnych jak smoła skrzydłach...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 21.11.2017 11:17 · Czytań: 57 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
16/12/2017 21:30
Kochani - Niczyjko, panie F., Zoleńko, Mrówciu i Skroplami -… »
Opheliac
16/12/2017 21:23
Mam kilka drobnych uwag, subiektywnych ;) Rozbiłabym… »
chabrowa
16/12/2017 21:08
Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tekstem :-) »
Silvus
16/12/2017 21:00
A. Czy ja wiem, może nie trzeba - to, że ja nie… »
skroplami
16/12/2017 20:30
Miladora stworzyła fantasy :). Krótkie ale ok, bardzo duże… »
Zola111
16/12/2017 20:26
Mam wrażenie, że znam ten tekst i już robiłam mu korektę. To… »
Zola111
16/12/2017 20:20
Ale to ładne. :) »
Slavek
16/12/2017 19:33
Subtelnie i delikatnie, ale i konkretnie. »
mike17
16/12/2017 19:16
Piękny wiersz, nie będę wgłębiał się w jakość rymów, nie o… »
chabrowa
16/12/2017 19:12
To jest tekst o gwałcie "niema przestrzeń " na… »
Jacek Londyn
16/12/2017 19:12
Nie mówię o tej jaskini. Narodowi Wybranemu przyjdzie… »
mike17
16/12/2017 18:51
Edytuj wiersz i masz tam wzmiankę o treściach dla osób… »
adamm1
16/12/2017 18:43
Jak to oznaczyć, że wiersz jest dla pełnoletnich? Teraz gdy… »
Skuul
16/12/2017 18:21
Niestety, nie powala. Całość musisz mocno poprawić. Póki co,… »
Zola111
16/12/2017 17:52
Piękny wiersz, Wiolinie. Szkoda, że Cię tu teraz tak… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 16/12/2017 19:40
  • Kochani, wiem, że już siedzicie w świątecznych przygotowaniach, jednak Zaśrodkowanie#27 czeka na Wasze wiersze.
  • Silvus
  • 16/12/2017 13:59
  • "Wielka Ciocia" :) :)
  • Alen Dagam
  • 16/12/2017 12:55
  • Dom Dziecka, w którym pisze się opowiadania: [link] . Już niedługo wyślemy dzieciom naszą stronę, a raczej jej adres :) Ciekawe, co powiedzą!
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:Wurzeraq4p
Wspierają nas