Utkany z przypadku 1 - hopeless
Proza » Miniatura » Utkany z przypadku 1
A A A


1.


          Nigdy nie będę facetem wieku pary, siermiężnym i godnym zaufania. Tamte lata odeszły w dymie spalonych fotografii, poplamionych skroplonym wspomnieniem listów, powiewem stepów i zapachem machorki. A przecież to tak niedawno. Jeszcze czuję drżenie serca, gdy pierwszy raz zobaczyłem wschód słońca, oddech na mojej szyi i rytm pędzącego pociągu. Jechałem w nieznane. Moja ostatnia podróż życia zaczynała się w małej, górskiej miejscowości, gdzie zagościłem na chwilę i to właśnie ona, ta cząstka czasu zmieniła wszystko. Jeszcze nie wiedziałem, że istnieje zakrzywiony świat, wirując porywa nieostrożne, zagubione dusze, wsysa w wielki lej i wyrzuca, gdzieś w czasoprzestrzeni, w losowe, przypadkowe miejsca, cofa lub przyspiesza, igra z nami, daje nowe życie i nowe wyzwania.


          - To powiadasz, że wróci? - Facet wyraźnie bełkocze, w pijackim zamroczeniu nie jest w stanie unieść głowy. - Tylko po co miałaby to zrobić? Hę? Popatrz na mnie, no popatrz! A ja to, kurwa, wiesz… - zasypia z głową na stole, wciąż jednak kurczowo trzyma szklankę z wódką, jakby to miałoby uratować mu życie.
          - Jeszcze raz! - Krzyczę do barmanki wykonując znany jej gest. Zjawia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i przynosi nową butelkę, obdarza tępym uśmiechem i równie szybko znika. Facet śpi w najlepsze, rozchylam mu palce i odstawiam na bok niedopitą szklankę. Przyglądam się – spracowana dłoń robotnika, silna, niedomyta, sękata. Znam takie dłonie, to świadectwo ludzi wychowanych w prawdzie. Proste narodziny, proste życie i prosta śmierć. W przerwach wyciosywanie swojej godności, gołymi pięściami katowanie świata. Miłość i zdrada, to jak niebo i piekło, tak samo przeraża i pociąga. Ja, od zawsze, miałem inne dłonie. Równie duże jak te, ale delikatne, czyste – zbyt czyste. I nigdy tego nie rozumiem. Bez względu na rodzaj pracy one się nie zmieniały.
          Szumiało w głowie, ale wciąż było mi mało. Zbyt długo nie piłem, nawet nie wiem jak długo.
Gdy na szyi poczułem czyjś oddech zamarłem. To jakby jadowita żmija wyjrzała mi zza koszuli. Wiedziałem, że nie powinienem tu być, to nie mój świat, nie moje życie. Zostało gdzieś na dzikich polach, w krzewach burzanu, na mokrej trawie, rozleniwione, zapatrzone w błękit nieba, czytające poezję, nucące pieśń nad pieśniami i wdychające zapach krwi upolowanego wroga. Tam też została cała prawda o mnie, zagrzebana w kurhanach przodków, udach kobiet, które dla mnie koniecznie chciały rodzić, kochać i podziwiać. A ja postawiałem po sobie tylko pogorzeliska, szukałem nowych wyzwań, miłości, nienawiści, wrogów i przyjaciół, paliłem i mordowałem. A jednak kochano mnie, ja nigdy.
          Kiedy na krańcu świata, w wysokich górach, pod samym dachem nieba, potknęła mi się noga, wszystko runęło, a ja dogorywałem w zimnej jaskini, zjawiła się ona. Wraz nią ogień, ciepło i strawa. Te wszystkie noce, gdy ogrzewała mnie swoim ciałem, naga, piękna, jakby rzeźbiona przez samego Boga, uratowały mi życie. Ale nie to było najważniejsze. Poczułem coś o czym tylko słyszałem, z czego szydziłem i odtrącałem. Bałem nazwać, by nie parsknąć śmiechem. To coś odmieniło mnie na zawsze. Wyrwało mi serce i rzuciło w ogień. I właśnie wtedy wszystko zniknęło.


          Wraz z oddechem poczułem nieznany mi od lat zapach kobiety. Powoli uniosłem szklankę i dopiłem. Odstawiając na stół spojrzałem raz jeszcze na śpiącego faceta. Taki bezradny, wystawiony na atak, duże, naiwne dziecko. Uśmiechnąłem się, to nie to miejsce i czas. Tu rzeczywiście nic mu nie grozi. No chyba, że kac. Powoli odwróciłem głowę. Moje nozdrza chciwie pochłonęły rozpylony w powietrzu afrodyzjak. Przez chwilę stroiłem ostrość widzenia. Silne światła dyskoteki raziły oczy, rozmyty obraz kobiety majaczył jak duch. Ponury żart. Tym razem czas kpił nie tylko ze mnie.
          - Zdziwiony? - Kobieta mogła mieć jakieś trzydzieści osiem lat. Wyglądała jednak dużo młodziej, nie więcej niż dwadzieścia, ale spojrzenie, pewność siebie i ten głos, potwierdzały poprzednią diagnozę. Odetchnąłem z ulgą, nie znam jej i nigdy nie widziałem.
          - A mam być? - Spytałem z uśmiechem. Odwzajemniła go, zobaczyłem rząd nieskazitelnych zębów w krwawych, jak rozłupany granat, ustach. W oczach dostrzegłem błysk rozbawienia, który zresztą szybko zniknął i zamienił się w ciekawość. Takie spojrzenie ma pantera spotykając ofiarę, widziałem to nie raz i wtedy też mnie to bawiło. Dzika kotka. Dlaczego nie. Tak dawno nie smakowałem ulubionego dania. Zmierzyłem ją jeszcze raz, bez żadnego skrepowania powędrowałem wzrokiem po jej piersiach, biodrach, mocnych, odsłoniętych udach i zatrzymałem się na kroczu, które na chwilę, ułamek sekundy odsłoniła. Nikt tego nie mógł zauważyć, ale ja tak. Znowu ktoś ze mną gra. Czyli żyję. Jestem widzialny i pewnie smakowity, jak na ofiarę. Znowu poczułem jej ciężki, piżmowy i lepki, zapach. Oblizałem usta i spojrzałem w jej oczy. Drwiła.
          Odwróciłem się do faceta przy stoliku. Dalej smacznie spał. Nalałem wódki i uniosłem szklankę do ust. Obserwowałem tańczących, kobiety i mężczyzn, chłopców i dziewczęta, wijących się w obłędnym amoku, w rytm końca świata i barw apokalipsy. W powietrzu unosił się zapach potu, perfum i seksu. Mieszanka odwieczna, jak ludzkość i tak samo niebezpieczna. Czułem ją za plecami, wciąż tam stoi, ale nie miało to znaczenia. Była nikim, a ja czekam na kogoś. Jej gra nie zmieni niczego, no chyba, że koniecznie chce spłonąć.

          W pewnej chwili na parkiecie zrobiło się zamieszanie. Grupa napakowanych, ogolonych, łbów pojawiła się w samym centrum, gdzie młode dziewczyny tańczyły ze sobą, obejmowały, uprawiały seksualną grę, płynęły rzeką ku przepaści. Piękno zaplątane w sieci zmysłów, krwawym obrzędzie narodzin ognia, zawstydzona wyuzdaniem niewinność, śmiałość zamieniona w agresję. Kiedyś to była moja codzienność, teatr wyobraźni, czarowanie dnia, by nocą można było grać po swojemu, zagarniać co niedozwolone, wyrywać serca, by żyć, pełnia była zawsze, a jęk oznaczał tylko ekstazę. Wtedy rodziły się poematy, które swoją siłą burzyły kamienne mury, pieśni pierwszych uniesień rozrywały nam gardła, chłonęliśmy energię z gwiazd, pożądanie stało się celem religii, narodziny zła najwyższą zasługą, to musiało mieć koniec. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałem.
          Zadyma na parkiecie nabierała tempa, w rytmie szaleńczej muzyki, w rozbłyskach stroboskopowego światła, widziałem jak w zatrzymanych kadrach, co raz to nowe obrazy. Krew, wykrzywione twarze, uniesione pięści, błysk kastetu. Odwróciłem się w stronę baru. Kobieta za mną zniknęła. Poczułem rozczarowanie.
          Odszukałem wzrokiem barmankę, ale zajęta była rozmową przez telefon. Nerwowo coś krzyczała. Gestykulowała. Wstałem i podszedłem do baru. Przechyliłem się i chwyciłem za dłoń z telefonem. Jej oczy były ogromne.
          - Wódkę – warknąłem – dawaj nową butelkę…
          - Nie widzi pan co się dzieje? Zaraz się pozabijają.
          - Daj, kurwa, tę butelkę! Pieprzona babo!

          Nie ma białych motyli, tylko gra świateł. Piję dalej. Na parkiecie leje się krew, mój towarzysz przy stoliku śpi, a muzyka wyznacza drogę do piekła. Nikt nawet nie pomyślał, żeby wyłączyć dysonans dziejów, kamerton strojenia nienawiści.
          - Gdzie ja jestem? - Mamrocze w półśnie facet do niedawna martwy. - Umarłem?
          - He he. - To jedyny normalny człowiek w tym towarzystwie. Już go lubię. Takie pytania zadawali zawsze przed śmiercią. Bo umieranie to sztuka. Nie każdy rozumie jej wagę. Nie każdy chce. - Nie, na pewno nie. Umieranie nie jest takie byle jakie. To prawdziwa sztuka, przyjacielu.
          - Mogę? - Jego oczy przebijają ściankę butelki.
          - Jasne. - Napełniam jego szkło i podsuwam pod nos. Po ostatniej kropli zasypia na dobre.
Szczęśliwy gość. Spełnianie własnych pragnień nie zawsze jest osiągalne. Czasami wystarczy kropla marzeń. Czy ja o czymś marzę?
          Widzę jak wchodzi patrol policji, faceci w czerni, duchy ciemności. Mają czas. Nie reagują, choć parkiet spływa krwią, a jakaś młoda dziewczyna przykrywa sobą martwe ciało koleżanki. Muzyka potęguje napięcie. Surrealizm. Potęga sztuki. Dyskusja przy barze, spisywanie zeznań, ciekawość w oczach młodego policjanta i niedowierzanie w oczach barmanki. Skąd ja to znam?
          Przyglądam się dziewczynie. Mogłaby być moją córką, równie dobrze kochanką. Tylko ja już nie potrafię kochać. Nienawidzić też. To jest poza mną. Czas sobie kpi, a ja z niego. Wyrównane rachunki. Choć nie do końca.

          - Widział pan całe zajście, od początku? - Młody funkcjonariusz robi wrażenie jakby zdawał egzamin. Jest spocony i bezradny. O niczym nie decyduje. Gra rolę. Nawet nie wie jaką. Uśmiecham się do jego niewinnej miny, zauważam, że lewe oko drży mu niebezpiecznie szybko. Za chwilę zrobi błąd i ja to wiem. Spokojnie piję. Nawet nie patrzę na parkiet. Czuję tylko ten zapach, krew to afrodyzjak. Podnieca.

           Pada strzał, potem następny i uruchamia się całe trzęsienie ziemi. Ogolone karki wiją się w konwulsjach tańca świętego Wita, rzygają, próbują łapać duchy, które właśnie otoczyły ich ciasnym kordonem. Barmanka zasłania oczy. Ludzie uciekają, na schodach panika skrapla wszechświat, syreny kolejnych wcieleń niewolników pełzają po parkiecie marzeń, zamiera świat. Ale nie ja. Taki poranek dobrze robi na trawienie. Nie czekając już na nic ulatniam się z dyskoteki.

           Słońce razi mnie w oczy. Jest cudowny dzień. Dostrzegam siedzącą w parku kobietę. Poznaję. Czuję wielką ulgę. Dlaczego mnie cieszy jej widok? Przecież jest za młoda, za ładna i za chuda.

 

 

          Przypominam sobie, że takie kobiety były przekleństwem, naruszały wątłą równowagę sił w lędźwiach, powodowały ból, którego jedynym ukojeniem był gwałt. Ciemne korytarze, ściek pełen cuchnącej mazi, a na końcu komnata pełna światła i wielkie, olbrzymie łoże, na którym ona, rozpięta jak żagiel, uwiązana, rzucająca nienawistne spojrzenia, kotka, drapieżne zwierzę z rodziny białych panter, dziwka wszech czasów, marzenie mroczniejsze niż noc.

          Nie powinna tu być, a jednak cieszy oko. Podchodzę bliżej, drwina w oczach mogłaby zabić, a jednak wytrzymuję jej wzrok. Suka.
          - Dalej zdziwiony – stwierdza z przekąsem. - Nawet nie spytasz?
          - O co? - Rzeczywiście na usta, które znam, szyję właśnie taką, jaką lubię, długą, gładką, stworzoną do pieszczot języka, ale i pejcza. - Co takiego wiesz ty, czego nie wiem ja? Grzebanie w prehistorii nie odwróci już niczego.
          - Spokojnie, nie szukam kłopotów. - Z jej twarzy znika uśmiech i pojawia się kamienna maska, nieruchoma, zastyga na chwilę zastanowienia, aby roześmiać się w najmniej oczekiwanym momencie. - Nic nie rozumiesz, co?

          Pamiętam, jak pytano mnie kiedyś o miejsce urodzenia, matkę, dom, izbę, w której przyszedłem na świat. Podobno na wspomnienia z dzieciństwa trzeba zasłużyć. Wtedy nic z tego nie rozumiałem. Byłem sobą, od zawsze i już. Bez początku i końca.
          - Lepiej zejdźmy im z oczu – pokazuje na stojące nieopodal dwa radiowozy i karetkę pogotowia. Spory tłumek gapiów nie był w stanie zasłonić widoku wynoszonych ciał, ani nerwowych ruchów policjantów. - Zaparkowałam tuż za rogiem, podrzucić cię?

           Cholera, tracę inicjatywę, tylko dlatego, że w tym burdelu pękły kagańce na pitbullach. A ja, kurwa, znalazłem się tu i teraz.
          - Chyba tylko do ciebie – bąkam, raczej do siebie niż do niej.
          - OK – kwituje to i to zamyka rozmowę. - Idź za mną.

          Za rogiem rozpoznaję markę samochodu. Krwisto czerwony metalic, stylizowany na sportową awangardę, pożeracz serc, spragnionych wrażeń dziwek i zakompleksionych facetów.
          - Iron S? - Nawet nie patrzę na nią, ale wiem, że drwina w jej oczach rośnie. - Tablet na czterech kółkach, zabawka.
          - Zbyt późno wypluli cię z raju, nie masz pojęcia o technice. Mówisz o muzealnym modelu z lat, kiedy pieprzyłeś swoje kolejne żony i uganiałeś za gadżetami z seks shopu. Nawet nie zauważyłeś, że nie wszystko na tym świecie kreci się wokół twojego kutasa. A już na pewno zapomniałeś o starości, nawet nas to dopada, nawet nas. Chcesz prowadzić? - W jej dłoni zamajaczył świecący brylant na złotym łańcuszku, breloczek do kluczy, których nikt już nie używa.
          Wzruszam ramionami i się poddaję. Siadam obok kierowcy i dopiero teraz zauważam, że ten fotel zrobiony jest z dziwnej skóry, która w dotyku przypomina moją.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
hopeless · dnia 30.11.2017 10:35 · Czytań: 106 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
JOLA S. dnia 30.11.2017 11:16
Hope,
intrygujący tekst. Nieco zawiły, ale to biorę za zabieg celowy; są tu wyraźne ślady działania poety. Gdyby nie było podpisu, odgadłabym, że to Twoje dzieło.

Mam uczucie lekkiego niedosytu, czegoś mi brakuje. Okrutnie się srożysz, a pod spodem czai się sama dobroć i łagodność. Pokaż ją. Powiesz, że to takie niemęskie, nie przystoi.
Mężczyźni też płaczą, to nie wstyd i niczemu nie przeczy.

I tak będę Cię czytać, choć czasem wściekam się. Oj, gdybym miała Cię pod ręką... ;)

Do usłyszenia, serdecznie pozdrawiam :)
hopeless dnia 30.11.2017 13:16
JOLA S. - Wstawiłem 3 części tej historyjki bez końca, to tylko pierwsza... Nie oczekuj zawrotnych zwrotów akcji, czy czegoś podobnego. Tak sobie piszę... po prostu – lubię.
Dzięki za wizytę i miły komentarz:)

Pozdrawiam:)
skroplami dnia 30.11.2017 21:25
Tekst po poprawkach wstawiony ponownie? Nie pamiętam czy trzy ale dwie części czytałem już na pewno, także powyższą pierwszą. Komentarz zostawiłem przynajmniej pod jedną czyli nie będę powtarzał. Prośba o odpowiedź: dlaczego ponownie?
hopeless dnia 01.12.2017 18:58
skroplami - To świetnie, że czytałeś i zajrzałeś jeszcze raz. Dlaczego wstawiłem powtórnie? Chyba z próżności... nic innego nie przychodzi mi do głowy:)

Pozdrawiam i zapraszam częściej:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
15/12/2017 22:22
Bardzo dziękuję, Ulu, za wejście w to opowiadanko i garść… »
Silvus
15/12/2017 21:27
Wróciłem do tego wiersza, jest lepszy niż za pierwszym… »
Silvus
15/12/2017 21:20
Rzeczywiście nie moja... ale się nie poddaję ! Pewnie. :) »
zigfi
15/12/2017 21:18
Dziękuję Abigail za komentarz. W sumie dialogi są tu… »
Silvus
15/12/2017 21:18
Czemu mózg, a nie umysł? Ciekawe spojrzenie. Bliskie… »
sheCat
15/12/2017 20:24
Słabo, słabiutko, gramatycznie. »
Silvus
15/12/2017 20:19
Uprzejmie proszę autora o oznaczenie tekstu 18+ lub… »
GregoryJ
15/12/2017 19:45
skroplami Przy tak życzliwych i entuzjastycznych recenzjach… »
JOLA S.
15/12/2017 19:24
Drogi skroplani, czułam jak znika historia, wiedziałam, że… »
skroplami
15/12/2017 18:56
No normalnie lekkość motyla tak litery słowami machają w… »
Dk721
15/12/2017 18:50
@Protimus serdecznie dziękuję za komentarz. Piszę tyle… »
Dk721
15/12/2017 18:45
@Krzysztof Konrad dziękuję za komentarz. Rozumiem Twoją… »
skroplami
15/12/2017 18:37
Cudo :). Jolu S., gratulacje :). Poprawiłaś a właściwie… »
GregoryJ
15/12/2017 18:22
Witam DoCo na wykopaliskach. Przynajmniej mam okazję i… »
GregoryJ
15/12/2017 18:20
DoCo Gratuluję wytrwałości, bo ja (wstyd się przyznać)… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
Ostatnio widziani
Gości online:48
Najnowszy:duprievi
Wspierają nas