Zimno, coraz zimniej - msh
Proza » Długie Opowiadania » Zimno, coraz zimniej
A A A
Od autora: Bardzo dawno mnie tu nie było. Próbuję wrócić do pisania, a ten fragment, który przedstawiam, w założeniu ma być częścią większej całości. Po pierwsze: nie wiem, kiedy będzie część następna - nadal trudno skupić mi się na pisaniu; po drugie i najważniejsze: to Wy,Czytelnicy, zdecydujecie, czy warto iść dalej tym tro(u)pem, czy też lepiej zacząć nową historię. Zdaję się na Was, bo w końcu nie piszę w próżnię...

1

 

Najpierw zaczął padać drobny śnieg. Nie było go dużo. Spadał na ziemię i natychmiast znikał. Po godzinie płatki stały się większe. Śnieg sypał gęściej i mocniej. Tworzył wirującą szarżę, która atakowała skuloną z zimna ziemię, lecz tym razem w zetknięciu z nią, nie znikał. Pęczniał w oczach, było go coraz więcej i więcej. W końcu wieś utonęła pod grubą warstwą białego puchu. Gałęzie drzew uginały się pod jego ciężarem i złowieszczo trzeszczały. Te słabsze pękały i z hukiem spadały wprost w wysokie zaspy, jakby ponownie chciały ukryć się w ramionach śniegu. 
Po dziesięciu dniach, gdy już księżyc stanął w pełni, tak samo nagle jak zaczęły się opady, przestało sypać. Wtedy właśnie Krasowski, który próbował przekopać ścieżkę od domu w głąb wsi, natknął się na ciało.
Kiedy trafił łopatą na przeszkodę pomyślał, że to konar drzewa lub jakieś zdechłe zwierzę, lecz z każdym sztychem rozumiał, że to nie truchło zwierzęce tylko człowiek; najpierw zobaczył głowę, a później resztę ciała pozbawionego rąk. Pomimo panującego chłodu, na czole Krasowskiego pojawiły się krople potu. Nerwowo spojrzał za siebie, ale wokół było pusto i cicho. Pochylił się nad trupem; ciało było odwrócone twarzą do ziemi, więc nie mógł go rozpoznać. Chwycił łopatę i delikatnie rozgarnął zmarznięty śnieg i wtedy ujrzał coś, co zmroziło go jeszcze bardziej, niż panujące na dworze zimno. Przed nim ukazała się kobieca pierś. Krasowski zbladł. Ożesz kurwa – wykrztusił  i przełknął ślinę, która jak wielka gula zaległa w gardle. Znowu rozejrzał się nerwowo, ale nadal wokół było pusto i prawie idealnie cicho. Tylko szumiący w gałęziach wiatr przypominał, że życie jeszcze nie całkiem tutaj zamarło. Krasowski cofnął się kilkanaście metrów w stronę domu, żeby przynieść miotłę. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powiedzieć o wszystkim żonie, ale zdecydował, że to nie miałoby sensu. W niczym by nie pomogła, za to hałasu byłoby co niemiara – tak sobie przetłumaczył.
Miotła zrobiona była z twardych, brzozowych witek, ale Krasowski starał się być bardzo delikatny przy zmiataniu śniegu z ciała, jakby obawiał się, że jeszcze w jakiś sposób może kobiecie zaszkodzić. Dopiero po jakimś czasie zorientował się, że trup pozbawiony był nóg. Wzdrygnął się ponownie. Chciał łopatą zrobić wokół makabrycznego znaleziska okrąg, tak by miejsce było widoczne już z daleka i wtedy trafił na najmniejszą  przeszkodę – małe ciałko, prawdopodobnie dziecka, pozbawione głowy i żołądek Krasowskiego eksplodował, a na biały śnieg wylała się cała jego zawartość, tworząc jedyną kolorową plamę na bezkresnej, śnieżnej połaci.

 2

 

Łotrowy to nie była wieś ważna na mapie świata. Ba, nie była nawet ważna na mapie powiatowej. Leżała z boku drogi zwanej główną, chociaż to określenie odnosiło się bardziej do bycia ”głównie nieprzejezdną” i pora roku nie miała tu żadnego znaczenia – wiosną, gdy przychodziły roztopy, droga zamieniała się w grzęzawisko, które można było pokonać tylko wozem zaprzęgniętym w silne konie. Zimą, taką jak teraz mroźną i śnieżną, nawet koniom było ciężko, ale gdy była taka potrzeba, by udać się do Dorębnia, do powiatu, zbierało się kilkunastu mieszkańców i torując sobie drogę łopatami, wspomagali konny pojazd w przeprawie. Umowa była taka: każdy pomaga, więc wóz, który docierał do miasteczka przewoził wszystko, co zostało zamówione przez pozostałych mieszkańców wsi a czego nie można było kupić w miejscowym sklepie.
W Łotrowach mieszkali przede wszystkim tutejsi. Tutejsi to ci, którzy byli tu jeszcze przed wojną i przeżyli pacyfikację wsi podczas wojny. Nietutejsi, a tych było niewielu, to przesiedleńcy zza Buga, do których mieszkańcy odnosili się z rezerwą. Było ich niewielu, raptem cztery rodziny, w tym, jak się później okazało, rodzina Pogonowskich, których trupy odnalazł Krasowski.  Na razie jednak ciała leżały w zmarzniętym śniegu, a Krasowski, którego żołądek wrócił już do normalnego trybu działania, zastanawiał się, co ma teraz zrobić.
Rozum podpowiadał, że trzeba zgłosić tę sytuację, ale wykonanie tego nie było wcale takie proste. Jego dom leżał na skraju wsi i był oddalony od najbliższych zabudowań o jakieś czterysta metrów, co w normalnych warunkach nie stanowiłoby żadnego problemu, ale teraz, gdy warstwa śniegu była gruba na prawie metr, dotarcie do sąsiada graniczyło z cudem. Krasowski rozglądał się  bezradnie dookoła, jakby szukał pomocy lub pomysłu na to, co ma zrobić, lecz wokół panowała cisza. Nie było nikogo, kto mógłby podjąć za niego decyzję.
Z oddali słychać było tylko ujadanie psów. Śnieg skrzył w poświacie księżyca. Zapowiadało się na piękną, chociaż chłodną noc. Krasowski stał w bezruchu i tylko para wydobywająca się z jego ust wskazywała, że pośród trzech trupów jest jedynym żyjącym. Po chwili, klnąc pod nosem, ruszył w stronę domu.
Nic tu po mnie, rzekł do siebie. Wcześniej jednak wbił miotłę trzonkiem w dół, w zwał śniegu zalegający tuż przy trupie dziecka, by nazajutrz łatwo trafić w to miejsce. Przez chwilę zastanawiał się jak ochronić ciała przed zwierzętami, ale w końcu machnął ręką, bo cóż mógł zrobić sam, bez pomocy? Gówno, zaklął ponownie i mamrocząc coś pod nosem, brnął w grząskim śniegu, kierując się w stronę domu. Po kilkunastu minutach dotarł do zabudowań. Zanim jednak wszedł do chaty, spojrzał w kierunku opuszczonego przed chwilą miejsca: z daleka majaczyła strzecha brzozowych witek, wyglądająca z tej odległości jak głowa starca, pochylającego się nad ziemią. Krasowskiemu wydało się, że zobaczył jeszcze coś, jakby cień postaci ale, że było daleko a księżyc właśnie schował się za chmurami, uznał, że to tylko zwidy zmęczonych oczu i machnąwszy ręką, zamknął za sobą drzwi.
 
Gdyby księżyc nie zniknął za warstwą burych chmur, a Krasowski nie znajdował się tak daleko, dostrzegłby, że cień, który wcześniej zauważył, nie był tylko zwidem. Odziana w wielki kożuch postać pochyliła się nad ciałami. Z jej oczu spłynęły łzy i spadły wprost na nagą pierś kobiecego trupa. Postać spojrzała w kierunku chaty Krasowskiego i dopiero, gdy ten zamknął za sobą drzwi, schyliła się nad ludzkimi szczątkami i zaczęła bezgłośnie łkać.
Wyglądało to przerażająco: trzy trupy, pochylona nad nimi postać i łzy, które kapały wprost na ciała, by po chwili zamienić się w sopelki lodu.
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
msh · dnia 30.11.2017 13:35 · Czytań: 131 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
purpur dnia 30.11.2017 18:46
Witaj msh,

Wiem, że oczekujesz czagoś innego, ale na chwilę obecną ciężko będzie Tobie wskazać, czy warto dalej pisać...

To jest mały fragment, może nie objętościowo, ale fabularnie. Coś się zaczęło, moim zdaniem, zaczęło dobrze. Ale to, tak naprawdę tylko kilka zdań, które dotykają treści, reszta to bardzo fajne opisy przyrody, sytuacji, ale tyle...

Zapowiada się fajnie, ja bym przeczytał dalszy ciąg, ale czy to "coś" warte, na chwile obecną nie mogę powiedzieć :p

Cytat:
Było ich niewielu, raptem cztery rodziny, w tym, jak się później okazało, rodzina Pogonowskich, których trupy odnalazł Krasowski. Na razie jednak ciała leżały w zmarzniętym śniegu, a Krasowski, którego żołądek wrócił już do normalnego trybu działania, zastanawiał się, co ma teraz zrobić.
- nie wiem czy "zdradzałbym torsamość umarłych. Jakoś tak wydaje się to za dużą podpowiedzią zza kulis... No ja tak nie lubię, ale...

Cytat:
Zapowiadało się na piękną, chociaż chłodną noc. Krasowski stał w bezruchu i tylko para wydobywająca się z jego ust wskazywała, że pośród trzech trupów jest jedynym żyjącym.
- może ja jestem ślepy, ale ja nic o trzecim trupie nie czytałem. Była kobieta, było dizecko, a trzeci?

Cytat:
Wyglądało to przerażająco: trzy trupy, pochylona nad nimi postać i łzy, które kapały wprost na ciała, by po chwili zamienić się w sopelki lodu.
- słuchaj, to zdanie jest absolutnie zbedne. Ty masz tak to napisać, abym ja sam sobie wyobraził , że wygląda to przerażająco - no nie ma nic gorszego, jak treść, która opisuje, jak masz to wiedzieć :)

Pozatym bez uwag. Fajna atmosfera, fajny "klimat", no może z tego wyjść coś ciekawego... Byleby nie za makabryczne, bo wybacz, ale ostatnio stałem się "wrażliwy" i przesadne okrucieństwo raczej mnie drażni :D

Tymczasem pozdrawiam!
Pur
msh dnia 30.11.2017 19:33
Purpur, przede wszystkim dziękuję za przeczytanie. Tak naprawdę niewiele oczekuję, ale oczywiście jestem zainteresowany Twoją/Waszą opinią. Może faktycznie to zbyt krótki kawałek, żeby odpowiedzieć na pytanie: pisać lub nie. Jeśli chodzi o treść: przestraszyłem się, że "zapomniałem o trzecim trupie", ale jednak nie, po prostu od pierwszego do drugiego przechodzę dość (może zbyt) szybko, ale gdy czytam, odnajduję wszystkich troje. Inna sprawa, że ja o tym wiem, a Czytelnik niekoniecznie, więc może faktycznie zagmatwałem. Po drugie: nazwisko zmarłych. Według mnie niczym "nie ryzykuję", zdradzając ich tożsamość. Istotna, w zamyśle tej historii, jest osoba sprawcy, motyw, a także tożsamość "pochylającej się nad trupami postaci". Oczywiście to wszystko ma się znaleźć "w ciągu dalszym", więc możliwe, że znowu zbytnio "namieszałem". Co do trzeciej uwagi: chciałbym przytaknąć, ale myślę, że ten fragment w niczym nie przeszkadza, by Czytelnik również sam mógł ocenić "stopień własnego przerażenia". Inna sprawa, że mogę się mylić, a Ty masz całkowitą rację. W każdym razie bardzo dziękuję za wszystkie uwagi, bo na pewno się przydadzą, a możliwe nawet, że po przemyśleniu dokonam kilku korekt. Pozdrawiam serdecznie. msh ps Mam nadzieję, że nie gniewasz się za to, że próbuję polemizować z Twoimi uwagami? Mam nadzieję również, że to jeszcze można uznać za polemikę, a nie za tylko za zwykły opór przeciwko zmianom...
Gaston Bachelard dnia 30.11.2017 21:15
Dobrze. To napiszę.
Moje oka zostały zaciekawione. Nie rozumiem jedynie po co zapisujesz tak obszerne objaśnienia swoich zapisów. Ale... czyj kraj tego religia, przecież.

Powtarzam, zostałem zaciekawiony.
Pisuj dalej. Inaczej będą klapsiory.

Zdrówek i literek dobrych tylko.
purpur dnia 01.12.2017 10:46
Cytat:
Może faktycznie to zbyt krótki kawałek, żeby odpowiedzieć na pytanie: pisać lub nie.
- oczywiście, że za krótki :) Ot, kilka bardzo przyjemnych sypnięć atmofesrą, jakieś tam szczątki tego, co będzie i tyle... To jest najłatiwesza część, ona może być niemalże dowolna, to co będzie dalej spwooduje, że przeczytam, lub nie :)

Cytat:
od pierwszego do drugiego
- mi faktycznie umknął, ale to nic nie znaczy :) Byłem zmęczony, mogłem przegapić...

Cytat:
Według mnie niczym "nie ryzykuję",
- tak, ruzyko jest minimalne. ja po prsotu nie lubie w kryminale itp dowiedzieć się "czegokolwiek" poza hisotrią. Lubię odkrywać i tyle :) Ale fakt, w Twoim fragmencie jest za mało, aby coś podejrzewać.

Cytat:
"stopień własnego przerażenia".
- wybacz, ale w tym punkcie się z Tobą nie zgadzam. No nie mozna pisać w trillerze/kryminale itp "Jest strasznie!". Sam byś poczymś takim zaknął czytanie - bo co to za budowanie napięcia, piszać "tez powinienś być spięty". Ty to doskonale wiesz, ale to Autor ma zbudować napięcie w czytelniku, ono ma się samo pojawić, a nie zostać w niego "wpisane".

Cytat:
Mam nadzieję, że nie gniewasz
- msh :) Nie piewrszy tekst twoj widze, ty pewnie kilka moich komentarzy tez widziales. Moje uwagi to ZAWSZE jedynie sugestie - to jest to co ja poczulem od drugiej strony kartki. One sa dla Ciebie, a nie dla mnie. A czy ty z nich zrobisz użytek czy nie, to Twoja osobista sprawa. Przecież to Twoj tekst :) Rozmiem o co Ci chodzi, bo wielokrotnie trafialem na takiech "artystów", któreym jeden przecinek zawala świat :)

Spokojnie, ja nie podejrzewam Ciebie o takie zachowanie - a polemika jest zawsze wskazana, i daje zarówno Tobie, jak i mnie, same plusy :D

Moje zdania może wydają się "narzucać", ale piszę w taki, prosty sposób, bez kręcenia ogonem, aby Autor zrozumiał, co też ja malutki chce mu przekazać :D

Cytat:
Istotna, w zamyśle ...
- no masz po uszach! Ja tego nie chcę wiedzieć, jeśli mam to czytać dalej :p no!

Pozdrawiam serdecznie!
Ustiusza dnia 01.12.2017 17:00
Ciekawa jestem ciągu dalszego. Tekst wymaga drobnych poprawek, ale jest interesujący. Czekam na kolejne części.
Pozdrawiam.
Garrry dnia 07.12.2017 14:32
Podoba mi się klimat opowiadania :-) chętnie widziałbym to jako początek intrygującego scenariusza. Pozdrawiam :-)
Abigail dnia 10.12.2017 21:01
Witam,

zaciekawiła mnie ta historia, chociaż mam kilka ale :)
Moje odczucie co do liczby ciał jest taka sama jak Purpura. Na początku byłam przekonana, że są dwa, a jak doszłam do miejsca, że jednak trzy to musiałam się cofnąć z czytaniem.

Chwycił łopatę i delikatnie rozgarnął zmarznięty śnieg i wtedy ujrzał coś, co zmroziło go jeszcze bardziej, niż panujące na dworze zimno. Przed nim ukazała się kobieca pierś.

Ten opis jednoznacznie nie wskazał mi kolejnego ciała. Wręcz przeciwnie zaczęłam się zastanawiać jak właściwie jest ono położone. Wcześniej piszesz, że leży twarzą do ziemi, a za chwilę bohater dostrzega pierś. Trudno mi było wyobrazić sobie tę scenę. Dopiero po Twoim wyjaśnieniu w komentarzu, że tam są 3 ciała zorientowałam się, że ta pierś jest drugim ciałem. Dla mnie ten fragment jest do poprawy.

Gówno, zaklął ponownie i mamrocząc coś pod nosem, brnął w grząskim śniegu, kierując się w stronę domu.

Dostrzegam tu trochę brak logiki. Skoro Krasowski próbował przekopać ścieżkę od domu w głąb wsi, natknął się na ciało to dla mnie jednoznaczne jest, że od domu do miejsca gdzie znalazł ciała odgarnął śnieg tworząc ścieżkę. Skoro tak, to dlaczego jak wracał do domu to brnął w grząskim śniegu. Odgarnął ten śnieg, czy nie?

Nie rozumiem też wydało się, że zobaczył jeszcze coś, jakby cień postaci ale, że było daleko a księżyc właśnie schował się za chmurami,. Czy to oznacza, że jak wracał do domu była już noc? Jeżeli tak, to gdzieś zgubiła się ta informacja. Byłam święcie przekonana, że wszystko odbywa się w dzień.

Odziana w wielki kożuch postać pochyliła się nad ciałami.

Znowu czegoś nie rozumiem. Skoro Krasowski miał problem, aby przejść czterysta metrów w głębokim śniegu do wioski, to w jaki sposób znalazła się tam niezauważona postać. Musiała brnąć w głębokim śniegu, a wtedy Krasowski by ją zauważył. Przecież dookoła nie było odśnieżone.

To takie moje drobne uwagi. Te niedopowiedziane elementy zakłócały mi trochę wyobrażenie sobie tego miejsca i sytuacji przedstawionych przez Ciebie.
Tekst ciekawy i wciągający, chociaż to malutki fragment. Wrzuć dalszą część, chętnie przeczytam.

Pozdrawiam
Abigail
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
15/12/2017 22:22
Bardzo dziękuję, Ulu, za wejście w to opowiadanko i garść… »
Silvus
15/12/2017 21:27
Wróciłem do tego wiersza, jest lepszy niż za pierwszym… »
Silvus
15/12/2017 21:20
Rzeczywiście nie moja... ale się nie poddaję ! Pewnie. :) »
zigfi
15/12/2017 21:18
Dziękuję Abigail za komentarz. W sumie dialogi są tu… »
Silvus
15/12/2017 21:18
Czemu mózg, a nie umysł? Ciekawe spojrzenie. Bliskie… »
sheCat
15/12/2017 20:24
Słabo, słabiutko, gramatycznie. »
Silvus
15/12/2017 20:19
Uprzejmie proszę autora o oznaczenie tekstu 18+ lub… »
GregoryJ
15/12/2017 19:45
skroplami Przy tak życzliwych i entuzjastycznych recenzjach… »
JOLA S.
15/12/2017 19:24
Drogi skroplani, czułam jak znika historia, wiedziałam, że… »
skroplami
15/12/2017 18:56
No normalnie lekkość motyla tak litery słowami machają w… »
Dk721
15/12/2017 18:50
@Protimus serdecznie dziękuję za komentarz. Piszę tyle… »
Dk721
15/12/2017 18:45
@Krzysztof Konrad dziękuję za komentarz. Rozumiem Twoją… »
skroplami
15/12/2017 18:37
Cudo :). Jolu S., gratulacje :). Poprawiłaś a właściwie… »
GregoryJ
15/12/2017 18:22
Witam DoCo na wykopaliskach. Przynajmniej mam okazję i… »
GregoryJ
15/12/2017 18:20
DoCo Gratuluję wytrwałości, bo ja (wstyd się przyznać)… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:vaklyird
Wspierają nas