Utkany z przypadku 2 - hopeless
Proza » Miniatura » Utkany z przypadku 2
A A A

2.

 

                   – I co? – Patrzy na mnie, jakby wiedziała wszystko.
                   – Nie sil się na błyskotliwość – siadam w pierwszym fotelu na mojej drodze.

                   Ten pokój to jakaś pieprzona świetlica. Sterylne powietrze powoduje nawrót siennego kataru, uczulenia nabytego w szpitalu, gdzie koniecznie chciano otworzyć mi serce. Tak, jakby było sejfem, gdzie czeka kurewsko wielka góra pieniędzy, na nich, zajebanych mądrali w białych kitlach. Jakie było ich zdziwienie, gdy wylądowali w klatce z myszami, oczy mieli tak wielkie, że nawet papugi odwracały głowy, a małpy wyrywały sobie elektrody z głów i płakały, to w końcu koniec przygody z gównem ludzkiego życia.

                    – Pijesz?
                    – Jeszcze jedno tak cudowne pytanie i wyrwę ci trzustkę. Masz ją tylko jedną? A może medycyna poszła tak naprzód, że staruszek i tego nie podejrzewa, co? Wódki, kurwo, wódki!
                    – Spokojnie, nie tak wulgarnie, jesteś u mnie.
                    – Właśnie.

 

                    Jęk zza kotary budził ciekawość. Nie mam nic przeciwko zbiorowym zabawom, ale teraz chciałem być sam. Leżała wypięta podbrzuszem i malutkimi cyckami wprost na mnie. Nienawiść w jej oczach mieszała się z niedowierzaniem. Znała mnie, to nie mogłem być ja, każdy inny, ale nie ja. Zboczony facet tak nie wygląda. Czytała wiele prac na ten właśnie temat, doktorat w Londynie dał jej przepustkę do świata zbrodni, namaścił, pozwolił uwierzyć w nieomylność, w filtr, który sobie wypracowała, a który zachwycił tylu uczonych promotorów, choć tym właściwym byłem właśnie ja.

                   Dlaczego mi się to przypomina? Teraz, tu, w tym gównianym świecie, gdzie taka suka ma zbyt wiele praw.

                   – Plany? Jakieś? Czy masz kiepski dzień? – Rozbierała się na moich oczach, jakby patrzyła w lustro. Zatrzymywała na chwilę, cofała ruch, by podziwiać obraz, który wyrastał zza biodra, nagość już nie była nagością, ani ona suką, a ja samcem, pustka i obojętność w gabinecie higienistki, nawet wsza byłaby bardziej żywa.
                  – Pamiętam cię, ale nie mam pojęcia jak się nazywasz. Miałaś zginąć, ale ktoś mnie wykopał. Pomógł ci. Pewnie wiesz. Nie rozumiem tylko po co się tu pojawiłaś? I się kurwa już tak nie rozbieraj, podniecić to ja się mogę na śliwowicę, ale na nie takie zwłoki. Patrz mi w oczy. I powiedz wreszcie, o co ci chodzi. Jeszcze dzisiaj nie skończył się nasz czas. Jeszcze nie.
                  – Dobrze – usiadła raptem w pół słowa, w pół gestu. Odchylony biustonosz pokazał marną prawdę, małe cycki bez cienia krągłości. Była cholernie chuda. Nie pamiętał tego. Dlaczego?
                  – Nigdy ci się nie podobałam, byłam podobno marną namiastką jej, tej dziwnej istoty, która utonęła na twoich oczach.
                  – Nie na moich.
                  – Nie ważne. Nikt nie posądzał cię o miłość. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że znasz to uczucie. Dlatego tym bardziej dziwne było całe twoje zachowanie.
                  – Sprecyzuj myśl, i polej.
                  – Pamiętasz pogrzeb swojego ojca?
                  – Co to ma do rzeczy?
                  – Płakałeś. A przecież ty tego nie potrafisz.
                  – No i?
                  – Wtedy zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Tygodniami znikałeś w stepie, i kiedy wszyscy myśleli, że nie wrócisz, przywoziłeś głowy, uwiązane do siodła ludzkie głowy. Same kobiety. Pamiętasz co z nimi robiłeś?
                  – Powiedz.
                  – Topiłeś w morzu. Wypływałeś zawsze nocą, rano w pustej łodzi nie było nic poza tobą.
                  – Wiem skąd cię znam, byłaś zawsze na brzegu, gdy wracałem. Czekałaś.
                  – Na cud, że utoniesz i ty, na prawdę o naszym przeznaczeniu, na koniec świata. Ale miałeś inne plany. Chciałeś zmienić mnie w nią, byłeś zdolny. Cholernie zdolny – wszyscy wiedzieli na co cię stać. Bali się nawet pomyśleć.

                  Nie bardzo rozumiem czego ode mnie oczekuje, ale zatrzymuję wzrok na jej małych piersiach, czuję ich smak, intensywny i gorzki. Leżała wtedy taka bezbronna, napięta jak struna do granic wytrzymałości – całowałem sutki, ssałem je, gryzłem. Czułem jak budzi się w niej żmija i zdając sobie sprawę z braku jadu, dalej chce kąsać – wyswobodzić z więzów mógł ją tylko cud.

                  – Chciałaś tego – mówię to spokojnie, jakbym zrezygnował z dochodzenia prawdy. – Nikt cię nie zmuszał. Nie zaprzeczysz.
                  Wstaje gwałtownie i znika w drugim pokoju. Nawet nie chce mi się podążyć za nią wzrokiem. Raptem wszystko obojętnieje. Nawet wódka przestaje mieć sens.
                  Po dłuższej chwili pojawia się znowu. Ma na sobie biały, puszysty szlafrok i włosy związane w coś w rodzaju koka. Siada naprzeciwko mnie, podkula nogi, chwyta w dłonie oparcie i wychylona do przodu prawie krzyczy.
                 – Dlaczego chciałeś mnie zabić?
                 – Nie chciałem – mówię to bez przekonania, raczej na odczepnego. Co ona sobie wyobraża, że może tak po prostu o to zapytać? Głowa mi pęka, alkohol daje o sobie znać. To w końcu dawka, która zabiłaby pluton wojska. Swoją drogą, nie na darmo wstrzykiwali we mnie wszystko co wymyślili. Niektóre szczepionki nie były testowane nawet na szczurach. Śmieszyły mnie ostrzeżenia, które musiałem podpisywać. I te miny, gdy udawałem wahanie.
                 – Chciałeś – wstaje i podchodzi do mnie. Zbyt blisko jednak. Pod szlafrokiem wyczuwam żywe ciało, krew, która wypełnia tętnice, naprężone sutki i ten grząski teren w podbrzuszu, cipa nakręcona fizjologią, bezrozumna meduza, nasiąknięta mądrością przyrody, złowionych krabów, owadów i motyli. Kobieta to samo zło, które smakuje najsłodziej, gdy prosi o łaskę. – Widziałam jak patrzysz, chłodno rozważasz sposób w jaki mam zginąć, pewnie nie wiedziałeś, że czytam ci z oczu. Jesteśmy z tego samego pnia, można powiedzieć jestem twoim odbiciem. Nieudanym. Może dlatego miałeś mnie zabić.
                – Chodź tu – przyciągam ją do siebie, wie, że jest za późno na unik, wie, że obudziła coś czego nie zamierzała. Odpycha, ale nie wierzy w to co robi. Wsuwam dłoń pod szlafrok i ściskam pośladek. Jest twardy jak skała, Jezu, to ona, teraz czas nie ma znaczenia, już nie.
               – Śmierdzisz – syczy mi prosto w ucho i wygrywa. – Nie czujesz, jak potwornie cuchniesz?
               Puszczam ją tak gwałtownie, że pchnięta niewidzialną siłą ląduje na kanapie naprzeciwko. Zdezorientowana próbuje się pozbierać, widzę jej nagą cipę i małe cycki, które równie dobrze mogłyby należeć do faceta.
Nie wiem jak, ale zgasło wszystko, co obudziła, poczułem niechęć do siebie, że dałem się wmanewrować w sytuację taką jak ta. Kurwa. Co za kurwa!
              – Masz rację – wstaję z trudem, jak się zaraz nie odleję to zaszczam tu wszystko. – Idę do kibla.
              Trzymam się ściany, pochylony ze spuszczonymi gaciami leję, nie widać końca. Morze wódki wylewa się ze mnie jak wodospad. Zaraz się zrzygam. Co ja tu robię?
             Próbuję zapiąć rozporek, gdy wchodzi do łazienki, jak gdyby nigdy nic, siada na krawędzi wanny i odkręca krany. Widzę jak dłonią sprawdza temperaturę i wsypuje jakieś kolorowe kryształki.
              – Nie bój się, to tylko sól – patrzy, jakby pouczała niesforne dziecko. Głupia pinda. – I się nie wstydź. Jesteś wrakiem i ja to wiem. Ale nie musisz cuchnąć.

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
hopeless · dnia 04.12.2017 10:01 · Czytań: 92 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
domofon
23/07/2018 01:55
wielkie dzieki, podpisuję się pod Twoim komentarzem obiema… »
Zola111
23/07/2018 01:27
Tak, leśne dziewczęta na poboczu to jest z pewnością temat.… »
Zola111
23/07/2018 01:16
Ileż w tym wierszu witalizmu, erotyzmu! Ale przecież… »
Zola111
23/07/2018 01:10
Ech, te wiolinowe strofy, które zawsze mnie zaskakują, nawet… »
Zola111
23/07/2018 00:57
Piękna liryka pośrednia, szerokie pole do interpretacji, a… »
Silvus
23/07/2018 00:52
Dziękuję. Mam wrażenie, że podoba mi się takie… »
Zola111
23/07/2018 00:50
Ciekawy punkt widzenia, bo przecież Prometeizm i sam czyn… »
Zola111
23/07/2018 00:35
Kobiety w egzotycznych krainach wyglądają jak kultura, która… »
Zola111
23/07/2018 00:23
Ekszynie, polecam. Dziękuję za poczytanie recenzji. Jedna… »
Zola111
23/07/2018 00:21
AJW, dziękuję Ci bardzo. Pozdrawiam, z. »
BlueRiver
22/07/2018 23:54
Pewnie. :) A więc tak: 'nie rusza' - to tak jak… »
Silvus
22/07/2018 23:26
A odpowiesz mi na moje wątpliwości, Blue? :) »
BlueRiver
22/07/2018 23:08
Dziękuję za pomoc i za budujące słowa :) Pozdrawiam :) »
ajw
22/07/2018 22:29
Wiktorze - masz rację, "spragnione pocierania"… »
Silvus
22/07/2018 22:13
Niech będzie, że prosty, lśniący niby też, ale jednak dla… »
ShoutBox
  • Fuksiarz
  • 19/07/2018 07:45
  • Hejka, jak widzicie mój nowy wiersz? Wprowadziłem poprawki, raczej wiedzę, którą nabyłem dzięki podzieleniu się komentatora przy wcześniejszym moim wierszu w komentarzu, dziękuję : )
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 23:26
  • Silvus - dokładnie tak, że przydatne dla czytelnika :)
  • allaska
  • 18/07/2018 22:01
  • dziś poczytałam o niepełnosprawnym dziecku pewnej znanej poetki. straszne myślę sobie... a poetka wysyła mi zdjęcie chorego synka i z uśmiechem pisze: zobacz jaki słodziak, no wzruszające kurka wodna
  • allaska
  • 18/07/2018 21:59
  • pada. i pada. dziś zabawa- dziecka stopa nadepnęła na kretowisko, z kolejnego kretowiska wytrysnęła woda. wzlatywały jeden za drugim w górę wodne wulkany. płonę. dzięki dziecku dotarłam do jądra :)
  • Silvus
  • 18/07/2018 21:53
  • Content-marketingowe? W sensie, przydatne? Będę pisać, jeśli coś mi przyjdzie do głowy. Dziękuję. :) :)
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 20:57
  • Ale fajnie, poradnikowe. Mocno content marketingowe Silvus. Good job. Pisz dalej.
  • Silvus
  • 18/07/2018 19:15
  • Mario, dziękuję. :) Nie nazywałbym tego blogiem, ot, luźne przemyślenia.
  • Silvus
  • 18/07/2018 16:54
  • Chciałbym pochwalić się, że wreszcie udało mi się stworzyć coś jak blog (całość po angielsku): [link] :) Tematyka: głównie programowanie. Zresztą nie wiem, czy jeszcze coś napiszę.
  • Silvus
  • 18/07/2018 02:48
  • @all, no mnie smaku narobiłaś, aczkolwiek nie lubię chyba cukinii, zresztą nie wiem. Co do oszukania, to trudno mi powiedzieć.
Ostatnio widziani
Gości online:9
Najnowszy:viictorunders197
Wspierają nas