Teolteco: Ewolucja Rozdział 1 - Rydyger
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Teolteco: Ewolucja Rozdział 1
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

 

//Ze względu na korektę tekstu ( czcionki, przypisy, itp ) zaleca się plik .pdf, który można pobrać ze strony projektu https://rydygerart.blogspot.com/search/label/opowiadanie // 

 

Rozdział 1

 

1

Srefa 351 wbrew pozorom nie leżała aż tak daleko od Utopii 1. Po prostu połączono kiedyś trzy bardzo małe, nic nieznaczące Strefy w jedną, i tak pierwsza, trzecia, i piąta stały się jedną większą, wyjałowioną plamą na mapie okolic. Robiła głównie za szlak handlowy łączący Utopię z Miastami Duchów założonymi przez Ludzi Pustyni, zwanymi też Cywilami.

Choć od gruntu powoli ziemia odradzała się po promieniowaniu, to korony drzew, wciąż łyse straszyły suchymi konarami trzymając niebo w swych szponach. Teren nie cieszył się dużym zróżnicowaniem zwierzyny, o ile określając gryzonie zwierzyną nie było zbyt na wyrost. Od czasu do czasu zabłąkało się coś większego, lecz sucha ziemia szybko odstraszała pustką i nieurodzajem. 

Miastowym oficjalnie nie wolno było opuszczać murów, lecz jak w każdym, powojennym mieście kwitł czarny rynek. Dzięki paserom, którzy najczęściej obchodzili system, Utopijni mogli wydostawać się poza mury i prowadzić handel z Badylarzami i Cywilami. Za dodatkową opłatą, dzięki przekupnym strażnikom, mieszkańcy Utopii, w przeciwieństwie do reszty, mogli wręcz bez przeszkód wychodzić i wchodzić główną bramą tyle razy, ile tylko chcieli. W świecie, w którym za murami kończył się pozór dobrobytu i statusu, kwitła przemoc i gangi, więc przekupstwo nie było większym problemem. W ostatnim czasie już nawet nie przejmowano się, czy na teren miasta wpuszcza się mieszkańca, czy Badylarza. Grunt, by pieniędzy było dość, aby na chwilę oślepiły strażników i system obronny.

W Strefie 351 roiło się Badylarzy. Zwykłych najemników i przestępców, którzy żerowali na tych terenach. Zdarzało im się handlować z miastowymi, bo dzięki nim mieli dostęp do nowych technologii i normalnego jedzenia, lecz jeszcze częściej napadali na osady, i na samotnie podróżujących kupców. Dokładnie takich samych, jak ten nieszczęśnik, którego dwójka właśnie okradała.

 //Ze względu na korektę tekstu ( czcionki, przypisy, itp ) zaleca się plik .pdf, który można pobrać ze strony projektu https://rydygerart.blogspot.com/search/label/opowiadanie //

 

2

Hiruko przyglądała się z ukrycia na wzgórzu jak dwójka braci okrada zwłoki. Nie potrafiła pojąć tak bezsensownej agresji. 

Urodziła i wychowała się na pustkowiach, wiec znała realia jakie rządziły okolicami - zabij lub zgiń. Ona jednak od dziecka nie potrafiła się przełamać. Nigdy w życiu nikogo nie zabiła, nie potrafiła sobie poradzić nawet z zabiciem dzikiego zwierzęcia, a co dopiero człowieka. Chciało jej się wymiotować na samą myśl o ciepłej, lepkiej krwi, i o odorze opróżnianych kiszek, którym w ostatnim, desperackim akcie obronnym ciała puszczały zawory. Miedzy innymi dlatego jej dieta w głównej mierze opierała się na warzywach i owocach. Samo mięso nawet jej smakowało, lecz tylko wtedy, gdy ktoś je przygotował i jej podał. Myśl o zabijaniu odrzucała ją wywołując niepohamowane drgawki na ciele. 

Brzydziła się takimi jak ta dwójka na dole. Bez poszanowania szarpali biedakiem w poszukiwaniu drogocennego kruszcu i przedmiotów, które można by przerobić na broń. Nawet zabitym zwierzętom okazywano większy szacunek.

Bez trudu rozpoznała w nich Badylarzy. Niechlujnie ubrani, bez większego polotu. Takich nie obchodziło, jak rzeczy wyglądają, byleby na nich pasowały. 

Większy z nich, łysy wyraźnie musiał być silniejszy od drugiego, bo nosił na sobie najlepiej dopasowany ubiór, co wśród Badylarzy było oznaką hierarchii i statusu. Długi skórzany płaszcz jaki miał na sobie wskazywał na to, że nie mieli oporów z atakowaniem bogatych, dobrze chronionych jegomościów. Z całą pewnością ten samotny biedak, którego teraz okradali nie stanowił dla nich większego wyzwania. 

Niestety drugi z nich był odwrócony do niej plecami, przez co Hiruko nie była w stanie dobrze go ocenić. Jedynie na co zwróciła uwagę, to na buty, które miał do pary. Musieli być w swoim “fachu” naprawdę dobrzy, biorąc pod uwagę, że mniejszy był w niżej w stadzie, i miał dostawać tylko ochłapy.

- No szybciej Jou, proszę cię - większy w długim, ciemnym, połyskliwym płaszczu poganiał mniejszego, który grzebał przy zwłokach.

- No staram się. Śpieszy ci się gdzieś?

- Ściemnia się. Ile można się pieprzyć z trupem?

- Widziałeś kiedyś żeby ktoś pieprzył się z trupem? - Spytał Jou spoglądając znad przyciemnianych okularów na starszego brata. 

- Tak, raz - odparł Naohiro budując pauzę. 

Młodszy zastygł na chwilę w oczekiwaniu na odpowiedź.

- Właśnie to robisz - skomentował żartobliwie, ale chyba tylko jego rozbawił ten komentarz, bo Jou wbił energicznie nóż w ziemię, wstając od zwłok. 

- Wiesz co? Sam się z nim pieprz, a ja postoję i pomarudzę!

Nagle pod dłonią Hiruko, która opierała się o skałę coś zachrobotało. Nim zdążyła się zorientować co się dzieje głaz wraz z nią zaczął osuwać się w dół.

- Co do?! - Zareagował młodszy z braci oglądając się na skarpę, po której staczała się Hiruko z głazem, lecz nim jego mało rozgarnięty mózg przetworzył informacje, które odbierała tęczówka poczuł jak w akompaniamencie piekącego bólu z płuc uchodzą resztki powietrza. 

Niczym w kołysce Newtona po oberwaniu bezwładnym ciałem Hiruko odleciał do tyłu tracąc przytomność.

 //Ze względu na korektę tekstu ( czcionki, przypisy, itp ) zaleca się plik .pdf, który można pobrać ze strony projektu https://rydygerart.blogspot.com/search/label/opowiadanie //

 

3

Naohiro - starszy z braci - przysiągłby, że rozpłatał małą od ucha do ucha, lecz ta jakimś cudem klęczała przy zwłokach kupca jakieś kilkanaście metrów przed nim. On stał nagi przywiązany do drzewa, a ta suka właśnie okradała ich trupa!

Mała miała wyjątkowy fart. W bezpośrednim starciu jej filigranowe ciało nie miałoby szans z masą Naohiro, nie mówiąc już o starciu z ich dwójką. Łysy wiedziałby co z nią zrobić. Długo by się z nią zabawiali nim pozwoliliby jej odejść do lepszego świata. Oczami wyobraźni już rozcinał jej te obcisłe spodnie i zdejmował długie aż za kolana kozaki. 

- “Jeszcze by się jej spodobało” - przeszło mu przez myśl, nim wrócił na ziemię przypominając sobie o węzłach. 

- Dorwę cię. Słyszysz? Nie daruję ci tego! - Wrzasnął do Hiruko.

- Cicho łeb mi pęka - Zza pleców osiłka, mamrotał Jou.

- Kurwa, co się stało? - Spytał starszy z braci próbując poluzować węzły.

- Nie jestem pewien, ale chyba wyłapałeś w plecy głazem, braciszku.

- No kurwa. Poważnie? - Nie dowierzał Naohiro. - Głazem? - Zmarszczył brwi szukając w pamięci podobnej sytuacji. - Tego jeszcze nie było.

Naohiro wiele razy obrywał. W większości jednak łamał swoje kości przez brata. Gówniarz był półgłówkiem, a takim ciężko odnaleźć się w świecie pełnym przemocy, gdzie wygrywa silniejszy. Zapewne, gdyby nie Naohiro już dawno zatłukliby go gdzieś za barem. 

Jak wtedy, gdy nie zważając na krzywe spojrzenia próbował dobrać się do żony burmistrza na oczach całej pieprzonej tawerny. Tylko cud sprawił, że w cholerny bar pieprznął grom z jasnego nieba. Jakby sam Pan Bóg chciał spalić grotę hazardu i rozpusty. Mieszkańcy nawet nie próbowali jej gasić. Stała wystarczająco daleko od reszty drewnianych zabudowań, by ogień ich nie strawił. Wówczas, gdy ochrona burmistrza z nimi skończyła długo zbierali się z kałuży. Dopiero w takich sytuacjach półgłówek na chwilę przejmował jego rolę. Zbierał Naohiro do kupy i opiekował się nim, aż ten dojdzie do siebie. Przez jakiś czas mieli „ciche dni” nie odzywając się do siebie nawzajem. Naohiro sądził nawet, że Jou jest półgłówkiem, bo po prostu, licząc na starszego brata, który go obroni i myśli za niego w przód, może nim być. 

Mrok powoli zalewający las, rozświetlił płomień palących się zwłok, które na odchodne podpaliła Hiruko.

- Twoje męki już się skończyły przyjacielu - powiedziała po cichu kładąc kamyki na powieki trupa. 

Podobno kiedyś kładziono na nie monety, by dusza mogła wkupić się do raju, lecz Hiruko nie miała przy sobie dość pieniędzy, aby od tak je trwonić. Tym bardziej, że nie wierzyła w te opowieści. Bardziej zależało jej na oddaniu czci zmarłemu niż pielęgnowaniu wierzeń. Poza tym, kurcząca się pod wpływem żaru skóra odsłoniłaby gałki oczne wywołując grymas zdziwienia na twarzy wędrowca. 

- Zajebię cię! - Wydarł się Naohiro.- Słyszysz? Zajebię cię!

Hiruko zatrzymała się odchodząc i odwróciła się lekkim, płynnym ruchem jakby tańczyła tuż nad ziemią, sprawiając wrażenie jakby sama nie była poobijana. 

- Coś nie tak, misiu? - Drażniła się z osiłkiem. - Nie złość się tak. Ludzie powiadają, że to się czasem zdarza - dodała opierając się o bark Naohiro, po czym wymownie spojrzała na jego krocze.

 Złość Naohiro już niemal wylewała się uszami. Czerwony na twarzy nie był w stanie wykrztusić nawet słowa.

- Co tak posmutniałeś? Chyba nie myślisz teraz o tym? - Spytała świdrując mu tył czaszki swoimi głębokimi jasnozielonymi oczami. 

Czas dla Naohiro zatrzymał się w miejscu. Nie mógł nawet zebrać myśli nie mówiąc już o ciętej ripoście. Wyobrażał sobie jedynie jak chwyta ją za te równie zielone jak oczy włosy odginając głowę do tyłu. Już widział, jak odsłania tą nagą długą szyję. Nienawidził jej! Nienawidził i pożądał jednocześnie.

Znikając w lesie, pochłaniana przez mrok odwróciła się i na odchodne puściła do niego oczko. 

- “Bogowie!”- Krzyczał w myślach Naohiro.- “Jak ja jej nienawidzę!”

 //Ze względu na korektę tekstu ( czcionki, przypisy, itp ) zaleca się plik .pdf, który można pobrać ze strony projektu https://rydygerart.blogspot.com/search/label/opowiadanie //

 

4

W gabinecie generała Yanagawy rozległ się dźwięk oznaczający połączenie oczekujące. 

Pokój nie był urządzony z przepychem. Pod ścianą, w którą wbudowane było sporej wielkości akwarium znajdowało się biurko. W rogu na sztandarze spoczywała zmęczona flaga Nowej Rasy (NR), którą niegdyś dumnie generał wstawił tutaj po jednej z udanych bitew, a na ścianach wisiały odznaczenia, i zdjęcia ze starymi kompanami.

- Komputer. Odbierz połączenie - powiedział Yanagawa stając po środku pomieszczenia i w tym samym momencie pokój zalała fala jaskrawo zielonych pikseli, by za chwilę przeistoczyć się w hologram wielkiej sali. 

Otoczyła go czarna pustka. Nie wiadomo było do końca, czy to za sprawą systemu holograficznego, czy rzeczywiście miejsce, w którym stał zdawało się być jej jedynym oświetlonym punktem. Generał wiedział oczywiście, że to tylko zagrywka psychologiczna, ze względów na bezpieczeństwo. Znał ich doskonal, bo wszyscy pełnili ważne, tajne funkcje. Większość z nich była cennymi szpiegami. Gdyby takie nagranie wpadło w ręce wroga wszyscy byliby w niebezpieczeństwie, dlatego system modulował głosy, nakładał fałszywe obrazy, by wróg nie miał szans na rozpoznanie szpiegów.

Ziemia choć spustoszona wieloletnimi wojnami wciąż była podzielona. Przerastało to możliwości strategiczne jednej osoby, dlatego Nowa Rasa powołała do życia strukturę, która podzieliła zdobyte tereny i chroniła je za wszelką cenę. Po śmierci ostatniego kanclerza zaprzestano wybierania kolejnych. Była to bezsensowna funkcja, która skupiała jedynie uwagę Rady Wielkich i prowokowała ich do ataków. Gdy jej zabrakło Nowa Rasa odnotowała spadek aktywności RW i tym samym wyeliminowali ich szpiegów. Zupełnie jakby wrogowie uznali, że zwyciężyli wojnę. 

Niedługo po tym Rada Wielkich za sprawą gubernator Naomy przeistoczyła się w Radę Wielkiej Piątki, z którą podpisano traktat pokojowy, lecz obie strony zdawały sobie sprawę, że to Pyrrusowe zwycięstwo. 

Pozorny pokój stanowił raczej przerwę przed kolejną rundą. Złapanie tchu, przegrupowanie oddziałów, zgromadzenie zasobów. Tych już nie było za wiele. Wojna toczyła się już od tak dawna, że prawie w ogóle ich nie było. Obie strony obawiały się, że konflikt i tak skończyłby się lada dzień ze względu na ich brak.

 Tajne spotkania generała niemal zawsze wyglądały tak samo. Cienie wyłaniające się z pustki, lakoniczne zdania wypowiadane bez cienia emocji. Wszystko przez specjalny filtr nakładany komputerowo, który miał chronić ich tożsamość, lecz i tak za każdym razem generał miał wrażenie jakby rozmawiał z zaświatami.

- Doszły nas słuchy, że mobilizujesz Satori. 

- Nie mamy wyjścia. Teraz albo nigdy - odpowiedział Yanagawa. - Nie możemy dłużej zwlekać. Później nawet Berserki nie pomogą.

- Masz na myśli te cholerne bestie nie do zatrzymania? - Spytała jedna z postaci.

- Dokładnie.

- Więc badania zakończyły się sukcesem? - Podsumowała pierwsza z postaci. 

- “Ogromne kupy mięśni na osiem metrów wysokości, nastawione jedynie na zniszczenie, to nie tylko wynik jakiś tam badań” - przeszło przez myśl Yanagawy, lecz skinął jedynie głową.

Przez chwilę salę omiotła cisza konsternacji. 

- Zapominasz jednak, że osłony bazy nie są jeszcze gotowe - Zaczęła druga z sylwetek. - Musisz dać nam czas na ewakuację. Jeśli coś pójdzie nie tak... 

- Jeśli coś pójdzie nie tak? Ludzie, nic nie rozumiecie?! - Oburzył się Yanagawa. - Teraz albo nigdy! Chcemy to zakończyć czy nie?

Nie musiał liczyć się z ich zdaniem, lecz w tej sytuacji trzeba było wziąć wszystko pod uwagę. Tylko sprawna kooperacja mogła zapewnić sukces operacji. Nie zależało mu na ich akceptacji, ale na tym, by któryś z nich nie ostrzegł wroga.

- Co wiec zamierzasz? - Spytał pierwszy z głosów przerywając głuchą pustkę.

- Idziemy według planu. Najpierw Satori.

Postacie niemal jednocześnie skinęły głowami i na ich mrocznych sylwetkach pojawił się napis “akceptacja”, po czym po kolei rozłączały się, aż znikła ostatnia z nich. 

Gabinet generała z powrotem zalało światło. 

- Generale - głos z mikroportu wybił go z zadumy w jakiej pozostał po ostatniej rozmowie. - Pułkownik prosi o spotkanie w centrum dowodzenia w Mieście Małp

- Przyjąłem. Powiedz, że niebawem się zjawię.

 //Ze względu na korektę tekstu ( czcionki, przypisy, itp ) zaleca się plik .pdf, który można pobrać ze strony projektu https://rydygerart.blogspot.com/search/label/opowiadanie //

 

5

- Przyznasz, chyba że to nie wiele - powiedziała gubernator Naoma. 

- To prawda, lecz to wystarczy, by przekonać resztę Rady i wyprzedzić atak - odparła postać w cieniu gabinetu. 

Oboje byli sami w gabinecie Naomy na 125 piętrze wieżowca pod szyldem RWP. Był to najwyższy budynek w Utopii. Pełnił najważniejsze funkcje w mikro państwie. Na dole znajdował się centralny posterunek policji i urzędy miejskie. Na kilku pierwszych piętrach sądy, a jeszcze wyżej gabinety i sale posiedzeń najbardziej wpływowych ludzi. Chroniony ściśle wojskiem i najbardziej zadbany budynek w mieście miał za zadanie wzbudzać szacunek już na poziomie podświadomym wśród niewykształconego motłochu. Brudne uliczki które go otaczały tylko zwiększały przepaść klasową, pomiędzy proletariatem, a klasą wyższą.

Tajemnicza postać w masce wyłoniła się z cienia dając krok w jej kierunku. Pomimo długiego, grubego płaszcza zawieszonego na barkach dało się odczytać, że sylwetka należy do mężczyzny, który nie jest drobnej budowy ciała. 

Podszedł powoli do wielkiego biurka, przy którym siedziała gubernator. Oparł się o nie i przetarł płynnym ruchem dłoni po blacie aktywując wyświetlacz. 

- Zewsząd dochodzą nas sygnały o dziwnych zjawiskach w jaskiniach wokół Utopii. Ludzie przypisują je duchom i demonom. Nikt nie chce tam wchodzić. Obawiam się, że mogą to być ukryte Satori. Jeśli teraz nie zareagujemy, to może być za późno. 

- Jak to? Satori są w Utopii?! - Wybuchła Naoma. - Zdajesz sobie sprawę co będzie, jeśli masz rację? To absurd!

Takashiro spojrzał się wymownie na gubernator. Światło zatańczyło na jego pustym niczym otchłań, ślepym oku. Blizna, która przecinała je od czoła aż po policzek zdawała się teraz głębsza niż zwykle.

- Co wiec pani zamierza? 

- Rób co do ciebie należy - westchnęła. - Ja zajmę się resztą - dodała odwracając wzrok z obrzydzeniem od świdrującego jej duszę spojrzenia.

Znali się już naprawdę długo. Nawet zawdzięczał jej życie, lecz wciąż wzbudzało to w niej odrazę. Kiedyś nawet próbowała namówić go na operację oka, lecz kategorycznie odmówił. Chciał je zachować, aby codziennie przypominało mu o zemście.

- No idź już - dodała udając, że czegoś szuka w biurku po czym machnęła dłonią.

- Pani - dodał z nutą skrępowania. - Nie obronimy się - dodał zawieszając na niej wzrok. - Nie mamy dość wojska i gospodarka ledwo zipie.

- Gospodarka ma się świetnie.

- Z całym szacunkiem, nie chcę uprawiać tutaj polityki - Odparł Dając jej wyraźnie do zrozumienia, że nie chce słuchać pustych frazesów. - Fakty mówią same za siebie. Brakuje nam wykwalifikowanej siły roboczej. Lata utrzymywania ludzi na skraju przeżycia może i dały nam możliwość w przebieraniu wśród robotników, ale dochodzi już do schorzeń genetycznych i deformacji wykluczających ich z wojska. Są kompletnie nie przydatni. Średnia wieku spadła poniżej czterdziestego piątego roku życia. Jeśli Rada natychmiast czegoś nie wymyśli, to równie dobrze możemy odłożyć broń i…

- Nie kończ!- Wrzasnęła Naoma nie pozwalając mu na pouczanie. 

Doskonale zdawała sobie sprawę z problemu. Już niejednokrotnie podnosiła tę kwestię na zebraniach RWP. 

- Rada Wielkiej Piątki ma już przygotowany plan - zaczęła ze spokojem w głosie. - Otworzyliśmy nasze miasto na pomoc Badylarzy. To zdolni i zdrowi ludzie, którzy z chęcią wesprą naszą gospodarkę, a może i też nasze wojsko. Poza tym wątpię, by Yanagawa dokończył badania nad Satori.

- Pani gubernator, wojny nie wygrywa się zakładając najpogodniejsze scenariusze, poza tym Rada chyba ma teraz inne priorytety?

- Niebawem odbędzie się posiedzenie z przedstawicielami Stref. Wówczas otworzymy bramy Utopii.

- Nie obawia się pani, że mieszkańcy uciekną?

- Kto powiedział, że oni będą mogli wyjść? - Spytała z przekąsem. 

Takashiro dostrzegł niewielką zmarszczkę w kąciku ust gubernator.

 //Ze względu na korektę tekstu ( czcionki, przypisy, itp ) zaleca się plik .pdf, który można pobrać ze strony projektu https://rydygerart.blogspot.com/search/label/opowiadanie //

 

6

Utopia 1- miasto państwo. Kraj, w którym rządziła garstka ludzi, schowanych w cieniu własnych kandydatów. Nie było znaczenia kto wygra kolejne wybory, oni i tak pozostawali przy władzy. Potomkowie dawnego ustroju, który miał zdominować świat pod przykrywką wolnego handlu. Wielkie unie i dobrobyt trafił szlak wraz z zagrożeniem spoza planety. Po Anihilacji Ludzie Pustyni odstawili na bok bezwartościowa walutę i cofając się do średniowiecza zaczęli upatrywać bogactwo w dobrach materialnych, lecz tu w Utopiach zostali ci, którym odpowiadał system monetarny. Stała praca, możliwość awansu, dom, bezpieczeństwo, i opieka zdrowotna zapewniane przez państwo. Tak widzieli to ci, którym to odpowiadało. 

Kazuo już dawno dostrzegł, że to wszystko ledwo zipie. Pod hasłami wolności, równości dochodziło do dyskryminacji większości. Świat w którym prawa ogółu podporządkowane były mniejszościom. Świat w którym chodziło o wieczny konflikt, nie rozwiązywalny spór, który miał odwracać uwagę od realnych, i ważniejszych problemów. Świat w którym nie liczyło się dobro ogółu, ale „prawo do” jednostek. Prawo do lenistwa, prawo do wolności, prawo do nic nierobienia, prawo do życia z jednoczesnym pominięciem praw drugiego człowieka. Ogłupiony system, który kreował ogłupionych egoistów. 

Opieka społeczna, medyczna miała wszystkich w dupie stawiając jedynie na łapówki. Im więcej kasy szkło na pomoc socjalną, tym więcej głosów sobie kupowali. Obrońcy mniejszościowych grup społecznych bezwzględnie atakowali resztę o odmiennych poglądach. Wszechobecne gwałty, związki kazirodcze, homoseksualizm, czy pedofilia już wieki temu przestały być w tym państwie tabu. W tym murze od dawna nie było zbrojenia, które spajałoby kulturę. Wartości religijne i dogmatyczne prawa zostały zniesione na rzecz samowolki urzędników. Władza mogła robić co chciała. Ustanawiała prawa, których sama nie musiała przestrzegać. Mogła ogłupiać bezkarnie ludność i pacyfikować buntowników, lecz jak każdy system reżimowy i ten borykał się z etosem pracy. Ludzie kończyli studia, które kompletnie niczego ich nie uczyły. Społeczeństwo dokładało się do nauczania kolejnych pokoleń ludzi kompletnie nic nie potrafiących. Młodzi wchodząc na rynek pracy przeżywali dramaty. Nieprzystosowani do ciężkiej pracy, bez umiejętności do wytwarzania dóbr szukali pracy, która zapewnić miała im byt. Ogłupieni tym, że mogą robić wszystko nie byli w stanie osiągnąć perfekcji w żadnym zawodzie, co sprawiało, że każdy kolejny kandydat mógł ich zastąpić. Szkolnictwo ogłupiało bezwartościową wiedzą tylko po to, by łatwiej sterować narodem. W szkołach już dawno zapomniano o nauczaniu logicznego myślenia na potrzeby faszerowania niewinnych głów propagandą i podstawową wiedzą techniczną. Nie ważne były już poglądy, przekonania, czy religie. Grunt to wiedza, która miała nieść postęp technologiczny i przewagę militarną. 

Kazuo zdawał sobie z tego sprawę. Wychowywany przez babkę wiedział, że świat, w którym przyszło mu żyć był zupełnie inny od tego w jakim wychowywali się jego przodkowie. Zakazane książki, które mu zostawiła poruszały tematy społecznie istotne. Kontrastujące ze sobą, o sprzecznych ideach, wartościach. Dzieła wybitnych niegdyś autorytetów zakazane w ówczesnym świecie kontra książki pisane na zlecenie ludzi znanych z tego, że są znani. Książki kompletnie o niczym, a czasem przeczące logice i zdobyczom nauki.

Choć w zakazanych lekturach nie wszystko było opisane, to darzył je ogromnym sentymentem. Większość z nich schował bezpiecznie w lasach poza Utopią. Tam też, do swojej ziemianki zbierał wszystkie jakie udało musie skupić od przejezdnych handlarzy. Miał dość fasady nowoczesnego świata, za murami którego kryła się anarchia. 

Oparty o umywalkę oglądał swoje odbicie w lustrze. Miał dopiero trzydzieści osiem lat, a już czuł się jakby miał z pięćdziesiąt parę. Choć gęsta czarna broda zakrywała większość jego twarzy, to teraz całą swą uwagę, w poszukiwaniu oznak starości skupiał wokół zmęczonych oczu. W głębi ducha wiedział, że przesadza, lecz lęk przed zbliżającą się śmiercią wciąż doganiał go w snach i towarzyszył w ciągu dnia. Powoli stawało się to jego obsesją. Czuł, że ma jeszcze coś do zrobienia, jakąś ważną rolę do odegrania, ale bał się, że nie zdąży. 

Przetarł dłonią hebanowa brodę wyciągając z niej źdźbło suchej trawy. Wpatrując się w nie przez chwilę nie potrafił zrozumieć czemu tak bardzo ciągnęło go do lasów. Wcale nie lubił survivalu. W dodatku niosło to ze sobą ryzyko napaści przez Badylarzy. Mimo to nie mógł oprzeć się wrażeniu, że to jest związane z jego przeznaczeniem.

Zmęczony podróżą i rozmyślaniem marzył już tylko o tym, by się wykąpać, i pójść spać. Był już nawet gotów odpuścić sobie ciepłą kąpiel, lecz w tym momencie wanna napełniła się wyłączając baterię. 

- “Woda tania nie jest” - pomyślał. - “Szkoda ją marnować.” 

Podrapał się po podbródku i westchnął głęboko spoglądając do pokoju. Okno wyświetlało hologram zachodzącego słońca nad spokojnym morzem. Takie hologramy były zakazane w Utopii. Jednoznacznie wskazywały na kontakty z dilerami, zakazanymi lekturami, lub na opuszczanie miasta. Nikt stąd nigdy nie widział na żywo podobnie pięknych obrazów. 

- „Prawdopodobnie już nawet nie ma takich miejsc na świecie”- przemknęło mu przez myśl. 

Podobny obraz zobaczył w jednej z książek podróżniczych, z przed wybuchu wielkiej wojny. Natychmiast zlecił zrobienie hologramu znajomemu hakerowi. Shinji był istną złotą rączką. Potrafił zrobić niemal wszystko, a że zawdzięczał Kazuo lokum w trudnych chwilach, to dawał mu spore upusty. Taki hologram choć nielegalny zdecydowanie był lepszy niż brudne fasady budynków i krzątający się menele pod oknami.

- No na co czekasz śmierdzielu? - Burknął do siebie Kazuo chcąc się zmotywować do kąpieli. - Kąpiesz się czy nie?

 

//Ze względu na korektę tekstu ( czcionki, przypisy, itp ) zaleca się plik .pdf, który można pobrać ze strony projektu https://rydygerart.blogspot.com/search/label/opowiadanie //

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Rydyger · dnia 04.12.2017 10:14 · Czytań: 77 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
15/12/2017 22:22
Bardzo dziękuję, Ulu, za wejście w to opowiadanko i garść… »
Silvus
15/12/2017 21:27
Wróciłem do tego wiersza, jest lepszy niż za pierwszym… »
Silvus
15/12/2017 21:20
Rzeczywiście nie moja... ale się nie poddaję ! Pewnie. :) »
zigfi
15/12/2017 21:18
Dziękuję Abigail za komentarz. W sumie dialogi są tu… »
Silvus
15/12/2017 21:18
Czemu mózg, a nie umysł? Ciekawe spojrzenie. Bliskie… »
sheCat
15/12/2017 20:24
Słabo, słabiutko, gramatycznie. »
Silvus
15/12/2017 20:19
Uprzejmie proszę autora o oznaczenie tekstu 18+ lub… »
GregoryJ
15/12/2017 19:45
skroplami Przy tak życzliwych i entuzjastycznych recenzjach… »
JOLA S.
15/12/2017 19:24
Drogi skroplani, czułam jak znika historia, wiedziałam, że… »
skroplami
15/12/2017 18:56
No normalnie lekkość motyla tak litery słowami machają w… »
Dk721
15/12/2017 18:50
@Protimus serdecznie dziękuję za komentarz. Piszę tyle… »
Dk721
15/12/2017 18:45
@Krzysztof Konrad dziękuję za komentarz. Rozumiem Twoją… »
skroplami
15/12/2017 18:37
Cudo :). Jolu S., gratulacje :). Poprawiłaś a właściwie… »
GregoryJ
15/12/2017 18:22
Witam DoCo na wykopaliskach. Przynajmniej mam okazję i… »
GregoryJ
15/12/2017 18:20
DoCo Gratuluję wytrwałości, bo ja (wstyd się przyznać)… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
Ostatnio widziani
Gości online:33
Najnowszy:Ekwallaq3d
Wspierają nas