Utkany z przypadku 3 - hopeless
Proza » Miniatura » Utkany z przypadku 3
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

3.


                           Wanna, klucz do ludzkości - czystość jest tak umowna jak brud, a jednak dwunożne istoty, zwane dumnie homo sapiens, upodobały ją sobie jako wyróżnienie w świecie zwierząt, coś co wynosi na piedestał, naznacza władzą, daje poczucie wartości. Samiec nie czuje już zapachu napalonej cipy, bo ona pachnie tylko mydłem. Samica nie czuje zapachu spoconego faceta, którego jedyną myślą po zwycięskiej walce z wrogiem jest wielkie rżniecie,  a wymytego lalusia, który podnieca się samym sobą. Odwrócenie piramidy zamazuje cel, dla którego dostaliśmy zdolność odczuwania chuci, podniecenie sprowadzono do tabletki na migrenę. Nawet wódka smakuje jakoś inaczej. 
                           - I jak? - Stoi naga w drzwiach łazienki i patrzy, jakby wiedziała co myślę. - Te sole pozwolą ci się zrelaksować. Spokojnie. Nie ma tu żadnej pułapki. Nie zabijam gości. Nie od razu.
                           - Pieprzysz. - Jedyne co mi przychodzi do głowy, to pytanie; co ja tu robię. Jest cholernie chuda. - Co ty, kurwa, masz anoreksję?
                           Wybucha śmiechem i to mnie uspokaja. Kiedyś tak właśnie robiła moja matka. Biegałem po łące, nagi, mały skrzat, a ona rzucała we mnie kwiatami i się śmiała. Jakby świat oszalał. Rozwierała ramiona i krzyczała, że kiedyś to wszystko będzie moje… tylko moje.
                            - Nie podobam ci się? - W jej oczach czai się strach. Nie wiem dlaczego, ale odczuwam niesmak do siebie. Niepotrzebnie to powiedziałem. Zaczynam gubić się w tej grze, ale jutro mnie tu już nie będzie. Niech pieprzy się sama w tym sterylnym mieszkanku.
                            - Posłuchaj mała – ze zdziwieniem zauważam, jak mój kutas budzi się do życia, cały w mydlinach wygląda śmiesznie, peryskop na oceanie lodowatym byłby dużo bardziej wiarygodny niż on. - Jestem tu, bo chwilowo nie mam gdzie iść. Zaprosiłaś mnie, choć nie wiedziałem o twoim istnieniu. I nigdy bym się nie dowiedział, gdybyś nie przylazła sama. Mówisz, że cuchnę. OK. Może i masz rację, nie powinienem w takim stanie włóczyć się po okolicy. Nic do ciebie nie mam. Umyję się i prześpię na kanapie. Rano mnie już nie będzie. Dlatego nie zawracaj sobie dupy tym, czy mi się podobasz, czy nie. To nie ma znaczenia. A swoja drogą, dlaczego kurwa jesteś taka chuda?
                             Bez słowa podchodzi bliżej, coraz bliżej, i już wiem, co zamierza. Patrzy z drwiną na czubek mojego kutasa i wchodzi do wanny. Widzę jej płaski brzuch, napięte uda, oczy bez cienia strachu. Jest nade mną, rozkraczona jak wszechświat, niezmierzony i ciemny, jej podbrzusze niebezpiecznie blisko mojej twarzy, dłonie we włosach. Nie chcę się bronić.
                             - Dalej to cię podnieca? - Zmienia barwę głosu. Czuję paznokcie, orają skórę głowy – niczego bardziej nie pragnę.

                             - Nie patrz tak! - Krzyczy i puszcza moją głowę, która jak napięta jak struna gwałtownie odchyla się w tył. Rzucony ręcznik zakrywa mi twarz. Ciemność.

                              Ciepło rozlewa się po piersiach, ramionach, brzuchu. Budzi się zwierzę, eksploduje wściekłością,  podnieceniem, żądzą krwi. Zamorduję cię, suko! Zrywam ręcznik i rzucam w kąt. Widzę jej triumfujący uśmiech. Wie co robi, droczy się, bawi z bestią wiedząc, że właśnie ta chwila należy tylko do niej. Nakierowuje prysznic i czuję, jak woda omywa mi całe ciało. Tego już za wiele. Czas zabijania przenika zmysły, jak słoneczny wiatr ma w sobie moc, której nie zatrzyma nic. Przywieram ustami, językiem smakuję morskich alg, koktajlu z piekła rodem, który wylewa się z wnętrza ziemi, lawa utopiona w bagnie ma lepkość meduzy. Uwielbiam zapach morza. Moje życie zaczęło się  i skończy własnie na tym. Skąd ona wie?  Sto lat temu, znalezione majtki przedszkolanki, wprawiły mnie w osłupienie, które jest we mnie do dziś. Później było tylko gorzej. Te wieczne zdziwienie w oczach dawało dodatkowa podnietę.  - Naprawdę byś to zrobił? - słyszałem zbyt często. Głupie pindy. Powinny wiedzieć, że nie urodziłem się po to, by je zaspokajać, ale, by zapłodnić cały świat. Ta pustka w znudzonych głowach wkurwiała na maksa, gdzie się podziały te inteligentne, świadome swojej kobiecości damy. Na parkiecie świata królowały z metra cięte lalunie. Farbowane brunetki, opalone w tanich solariach, miały w sobie urok pieców krematoryjnych, pachniały popiołem dawnych czasów. Rzygam na wspomnienie przesłodzonych uśmiechów, przymilnych gestów, słów, których nie dało się słuchać.. 

                             - Lubisz to – rozkraczona, wielka kurtyna unosi skrzydła, orkiestra tusz, oklaski . A ja znowu zapominam roli.
Jak po dobrym posiłku mam ochotę na seks: wyuzdany, perwersyjny, drapieżny. Kaskady wspomnień, czarne pióropusze wirują w oczach, oblepiają słoną pianą, spowalniają ruchy. Natłok myśli przytyka mózg, zawieszam się w czarnej plazmie, trwa to może ułamek sekundy. Potem już tylko sen i poranny kac.

                              Budzi mnie słońce, szpilami przebija oczy, kaleczy powieki, przeszywa bólem, aż do kręgosłupa, w skotłowanej pościeli ślady walki, krew i sperma, szkło z rozgniecionego kieliszka, kilka włosów na poduszce obok. Gdzie ja kurwa jestem, w porwanym filmie szczątkowe obrazy minionej nocy. Kwintesencja ludzkości, zew, pogarda dla świata i ludzi. W jednej chwili, nagłym przebłysku świadomości, dociera do mnie po co tu jestem. Zdalny paralizator robi swoje. Przywołuje do porządku. Karci trzepnięciem w pysk.
                              Stoję pod prysznicem i namydlam głowę. Wrzątek próbuje mnie oskalpować, parzy w plecy, spływa po udach. Wracam z zatęchłej nory na jasne pokoje dnia. Jestem. Znowu jestem. Wielki zdobywca podnosi się z kolan. Spłukuję piekące oczy, gdy na plecach czyjeś palce, elektryczny dotyk.
                              - Nie odwracaj się! - Przywiera do mnie całym ciałem. Całuje szyję, plecy, osuwa się na dół, jej dłonie na moich biodrach, usta na linii pośladków. - Nic nie mów!
                              Przecież nic nie mówię! Woda już nie parzy. Za to jej dotyk poraża. Ciekawski język i ostre zęby. Gryzie, suka. Jej chudość już nie irytuje, doceniam długie palce, szpony zatopione w moich trzewiach. Tej nocy  grały jak na harfie, wydobywały zapomniane brzmienie, dzikość. Próbuję odwrócić się przodem, ale nie pozwala. Jest silna, nawet bardzo, czym zaskakuje mnie już któryś raz. Oparty o ścianę, w rozkroku, stojąc w oparach wrzątku czuję powrót drugiego ja – bestii o gołębim sercu i potwora spragnionego rozkoszy. Pokonując opór, odwracam się do niej. Klęczy przede mną. Błyszczy od wody, ale nie tylko. Ma coś takiego w oczach, że czuję niepewność. Znowu chwyta moje biodra i unosi głowę. Spojrzenie jest tak wyzywające, jakby chciała sprowokować atak.

                             - Poproś! - Kiedy milczę, zastyga w bezruchu. Czuję, jak z pod jej paznokci spływa moja krew. Nie ma bólu, jest czekanie na uderzenie pioruna.
                             - Powiedz moje imię! - Cedzi każde słowo, bardzo dokładnie, z naciskiem na moje.

                              Nie wiem, nie pamiętam, kompletna pustka. Amnezja. Dziura w mózgu. Kurwa! Wybucham agresją, niezrozumiałym pobudzeniem, szaleństwem. Tracę kontrolę, ślepnę.
                             - Zabiję cię! - Wściekłość przesłania wszystko, nie rozumiem tego. Co mnie tak wkurwia? Łapię ją za włosy i krzyczę: - Jak mi bóg miły, zabiję! - Następuje dłuższa chwila przerwy i dopowiadam o słowo, jakby z innej planety - Aurelio!
                             Straszliwy ból rozsadza mi czaszkę. Puszczam ją i osuwam plecami na ścianę. Serce dostaje szału, tracę oddech. Co się, kurwa, dzieje?

                             Kaskada wody, z coraz większym łoskotem, spada na nasze ciała. Para zasnuwa wszystko, zalega zdziwienie.
                             - Wiedziałam! - Słyszę westchnienie ulgi. - Musiałeś przecież pamiętać.
Przyciąga moje biodra.

 


                            - Wiesz, nienawiść nie różni się od miłości - Aurelia, naga, z nogami na moich kolanach poprawia makijaż. Wbity w fotel patrzę, jak podkreśla kontur ust, które przez to nabierają drapieżności, nie pasują do jej twarzy, jakby żywcem zdjęte z pośmiertnej maski, zbyt wyraziste, aby mogły być prawdziwe.
                            - Co jeszcze? - Odwracam głowę do okna.


                            Jakiś bezdomny grzebie w koszu na śmieci. Bije od niego szarość, brudna szarość, która pewnie ma zapach i smak. Wyjmuje coś z foliowej torby i gubi kapelusz. Sięga po niego, ale przechodzący właśnie byczek, w bejsbolówce i wysokich butach, wykopuje kapelusz na jezdnię, wprost pod jadące samochody. Śmiejąc się odchodzi. Mina bezdomnego nabiera wyrazu zbitego psa, zapada się w sobie, pokrywa sadzą,  i odklejona od twarzy ląduje w koszu.


                            - Ty mnie słuchasz? - Aurelia zastyga z konturówką w dłoni, w oczach ma cień pretensji, naganę.
                            - Jasne. Tylko już nie filozofuj. Muszę znaleźć jakieś mieszkanie.
                            - Już znalazłeś.
                            - Chcesz kogoś takiego jak ja?
                            - Głupol!

                           

                            - Nie jesteś głodny? -Nagość w kuchni to prowokacja.

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
hopeless · dnia 04.12.2017 10:36 · Czytań: 78 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
skroplami dnia 04.12.2017 23:53
To jest dobre ale zbyt zagłębiasz się w postaci bohatera. Dla mnie, za dużo.
Gdy te "miniatury" trzy pojawiły się po raz pierwszy :), byłem ciekawy c.d..
Jest czy nie ma?
Porównaj to co napisałeś np. z "Arystokratą" który też tutaj, w PP.
Inne miejsca, inna kategoria, ale zbliżone "coś".
Tam kilku bohaterów, każdy "swoisty", spleceni w warkocze i w jednej "akcji", czasie, "kipiący" seksem i dążeniami. Ok, pewnie więcej zauważysz, to dobrze :).
Teraz wrócę do pierwszego zdania. Zatrzymałeś się na części trzeciej bo? Bo nie ma co dodać bohaterowi? Rozwiń, zmień miejsce, czas, osobę, i wróć. Oczywiście, są inne możliwości :).
Bo napisane jest bardzo i więcej dobrze, tylko mało i mało rozwidleń. To jest proste jak odcinek. Ile można podziwiać odcinek z pkt A do pkt B?
Proza różni się od poezji, doskonale wiesz, widzisz, czujesz. Powyższa Twoja nie jest poetycka. Ale ma mnóstwo barwy, swoistej, pełnoprzenośnej. Dlatego pozostaje w czytelniku, np. we mnie. Tylko zmień jej kształt, nie z A do B, dodaj C, D, E... jedno abecadło, drugie, i wszystkie Ci znane ;).
Ponieważ zatrzymałeś się na cz. 3 i ponieważ powtarzasz się jak "papuga" :) i kiedyś już oceniłem jako świetne, dziś "zero", tj. bez oceny ;). I dziś inaczej patrzę i dałbym tylko bdb :(.
Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
15/12/2017 22:22
Bardzo dziękuję, Ulu, za wejście w to opowiadanko i garść… »
Silvus
15/12/2017 21:27
Wróciłem do tego wiersza, jest lepszy niż za pierwszym… »
Silvus
15/12/2017 21:20
Rzeczywiście nie moja... ale się nie poddaję ! Pewnie. :) »
zigfi
15/12/2017 21:18
Dziękuję Abigail za komentarz. W sumie dialogi są tu… »
Silvus
15/12/2017 21:18
Czemu mózg, a nie umysł? Ciekawe spojrzenie. Bliskie… »
sheCat
15/12/2017 20:24
Słabo, słabiutko, gramatycznie. »
Silvus
15/12/2017 20:19
Uprzejmie proszę autora o oznaczenie tekstu 18+ lub… »
GregoryJ
15/12/2017 19:45
skroplami Przy tak życzliwych i entuzjastycznych recenzjach… »
JOLA S.
15/12/2017 19:24
Drogi skroplani, czułam jak znika historia, wiedziałam, że… »
skroplami
15/12/2017 18:56
No normalnie lekkość motyla tak litery słowami machają w… »
Dk721
15/12/2017 18:50
@Protimus serdecznie dziękuję za komentarz. Piszę tyle… »
Dk721
15/12/2017 18:45
@Krzysztof Konrad dziękuję za komentarz. Rozumiem Twoją… »
skroplami
15/12/2017 18:37
Cudo :). Jolu S., gratulacje :). Poprawiłaś a właściwie… »
GregoryJ
15/12/2017 18:22
Witam DoCo na wykopaliskach. Przynajmniej mam okazję i… »
GregoryJ
15/12/2017 18:20
DoCo Gratuluję wytrwałości, bo ja (wstyd się przyznać)… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
Ostatnio widziani
Gości online:29
Najnowszy:Ekwallaq3d
Wspierają nas