7. Tutaj jest tylko biznes - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 7. Tutaj jest tylko biznes
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Popatrzyłam na niego z powątpiewaniem i zrobiłam kilka kroków w jego stronę. Wydawało mi się, że nie potrzebowałam trenera. Czego miałby mnie uczyć? A mężczyzna tylko zrobił kilka kółek laską nad głową i oparł ją znów o podłogę.
- Najpierw się rozbierz, dziewczyno - powiedział.
- Co? - prychnęłam gniewnie i cofnęłam się w stronę drzwi. Nie zamierzałam się rozbierać przed jakimś starym facetem. Roześmiał się tylko.
- Słuchaj, mam pięćdziesiąt sześć lat. Takich jak ty, młodych i ślicznych, miałem na pęczki. I zwykle bez próśb same się rozbierały i wskakiwały mi do łóżka - zarechotał. - Między nimi było nawet kilka Pijawek, którym się wydawało, że po wszystkim mogą mnie jeszcze possać na swój sposób. Zwykle nie zdążyły nawet pokazać kłów, a tylko jedna zdążyła mi zostawić po sobie to - dodał, pokazująć mi, dotychczas niewidoczny, prawy bok twarzy. Od zewnętrznego kącika oka, przez cały policzek, aż po kącik ust ciągnęła się szeroka, nierówna blizna. - Wtedy najpierw uciąłem łapę, którą mi to zrobiła, a zaraz potem jej głupi łeb - wyjaśnił i zrobił kilka kroków w moim kierunku. - Nie myśl sobie więc, że żądam, żebyś się rozebrała, bo chcę sobie popatrzeć na twoje cycki, których swoją drogą nie masz, tylko po to, żeby porządnie złoić ci skórę - warknął. - Chcę poznać twoje zdolności. A w szczególności ich granice.
- Uważaj sobie! - warknęłam, ale wywołałam tylko jego śmiech.
- Na co? - zapytał. - Na ciebie? A kim ty w ogóle jesteś, żebym na ciebie miał uważać? W tej chwili jesteś nikim. Nikt już nawet cię nie będzie szukał, bo nie żyjesz - syknął ze złością. - Bądź więc posłuszna. I jedyną akceptowalną formą zwracania się do mnie jest krótkie "tak, panie", lub "nie, panie", rozumiesz?
- Co? - zapytałam zaszokowana. Nikt nigdy nie traktował mnie w tak przedmiotowy sposób. Jego brwi zbiegł się gwałtownie i to była jedyna reakcja, jaką zdążyłam zarejestrować. Wszystko, co było potem, wydarzyło się zbyt szybko. Zrobił jeden krok w moją stronę, wyrzucił gwałtownym ruchem swój kij do przodu i trafił mnie nim prosto w żołądek, a gdy się zgięłam w połowie, poczułam uderzenie w twarz, od dołu i poleciałam do tyłu, aż upadłam na tyłek i usiadłam na podłodze. Nim zdążyłam zareagować, zrobił znów młynka nad głową i cofnął się o krok. Otarłam nos, po czym zlizałam z palca krew.
- A to było za co?! - warknęłam.
- Liwia doradziła ci coś, gdy wychodziła. Naprawdę, dziewczyno, bądź posłuszna. Nie walczyłaś nigdy. A musisz to umieć. Tacy jak wy to tchórzliwe stworzenia, które wykorzystują strach innych. Niestety, czasy się zmieniły, ludzie przestali w was wierzyć i przestali się bać. Czasem trzeba po prostu komuś dołożyć. Umieć się obronić. Jesteś młoda, śliczna, wyglądasz na słabą, a to niestety nie są teraz dla ciebie żadne atuty. Nie zawsze będziesz mogła liczyć na ucieczkę bądź ukrycie się. Walczyłaś kiedyś? - No tak, racja, nie walczyłam. Nigdy nie miałem nic wspólnego z jakąkolwiek walką, chyba że pod definicję walki wciągnąć można walkę o czerwony pasek, a bronią są oceny i punkty. Musiał wyczytać to z mojej twarzy.
- No właśnie. Zero walki. Pewnie nawet z dziewczynami w szkole nigdy się porządnie nie wytargałaś za włosy w kłótni o chłopaka. Musisz się tego nauczyć. Ale najpierw chcę wiedzieć, jakie masz zdolności. Chcę wiedzieć, czy warto w ogóle w ciebie inwestować. Jestem tu po to, żeby to sprawdzić. Więc nie narzekaj, tylko ściągaj te spodnie i bluzkę, będą tylko przeszkadzać. Masz przecież pod nią sportową bieliznę. Nie żądam żebyś się rozebrała do naga, bo widziałem już twoje ładne ciałko na filmie twojego chłopaka - wyjaśnił, a ja prychnęłam gniewnie. Czy to jest coś, co nigdy się ode mnie nie oderwie? Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem i coś mi się przypomniało. Wstałam spokojnie, odetchnęłam, skoncentrowałam się. I spojrzałam mu prosto w oczy. Nie uciekł ze wzrokiem, ale spokojnie przyjął spojrzenie. Pomyślałam tylko o tym, żeby walnął się swoim kijem prosto we własny łeb. W końcu roześmiał się i popatrzył gdzieś w ścianę.
- Ooo, widzę że próbujesz już swoich sił. Dobrze, mamy pierwszą zdolność. Więc chodź, coś ci pokażę, skoro chcesz zacząć od tego - powiedział i ruszył do ściany, na której wisiało duże lustro. Zatrzymałam się w połowie kroku. Lustro. Będę mogła zobaczyć siebie po raz pierwszy. I znów w mojej głowie przetoczyły się myśli o tym, jak miałyby wyglądać wampiry. Potwory o krwawych ślepiach? Zwykli, przeciętni ludzie? Czy też istoty jeszcze piękniejsze, niż za życia? Stanęłam przed lustrem uparcie patrząc w podłogę, jakby bojąc się własnego odbicia. Wreszcie powoli uniosłam wzrok. Zobaczyłam szczupłą, ładną dziewczynę w szarych dresach i białym t-shircie. Moje krótkie do ramion, czarne włosy były w nieładzie, aż prosiły się o umycie i ułożenie. Na twarzy nie miałam ani śladu po makijażu, a skóra… Cóż, kolor zdecydowanie się zmienił. Byłam bardzo blada, pozbawiona naturalnego, "zdrowego" różu. Ale oczy… Gdy spojrzałam we własne oczy w lustrze, aż jęknęłam. Kiedyś miałam zielone oczy, ale teraz… moje oczy miały o wiele bardziej intensywny kolor, niemal fosforyzujący, coś pomiędzy miętą, a pistacją. Miałam wrażenie, że mogłam patrzeć w swoje oczy bez końca. Z tego dziwnego zawieszenia wyrwało mnie uderzenie w bok głowy. Najwyraźniej mężczyzna znów uderzył mnie swoim kijem, tym razem dość lekko.
- Za co tym razem? - zapytałam.
- Widzę, że powinnaś unikać luster póki co - powiedział, ignorując moje pytanie. - Bo teraz jeszcze lustra są dla ciebie pułapką. Popatrz raz jeszcze w odbicie swoich oczu, policz do piętnastu i popatrz znów na mnie - nakazał.
- Po co? - W odpowiedzi skierował w moją stronę swój kij, ale nauczona już, uniknęłam uderzenia.
- Dobrze, szybko się uczysz - powiedział. - Ale na razie każde nieposłuszeństwo to będzie spotkanie z moją przyjaciółką - dodał, zataczając tuż przed moim nosem młynka. - Lustro, liczysz do piętnastu i patrzysz na mnie, jasne? - Skinęłam głową i odwróciłam się w stronę lustra. Spojrzałam w odbicie moich tak bardzo intensywnie zielonych oczu ponownie.

Mocny cios w głowę sprawił, że aż się zachwiałam. Tym razem moja skóra aż zaszczypała, pewnie dlatego, że laska była zdobiona srebrem na obu końcach. Popatrzyłam na mężczyznę gniewnie.
- Za co znowu? - warknęłam.
- Za to, że gapiłaś się we własne oczy jak ciele w malowane wrota przez trzy minuty. Wpadłaś w stupor. Dopóki nie nauczysz się być odporną na własny wzrok unikaj luster. Bo się zawiesisz i tak będziesz stała aż ktoś ci nie przyłoży. A w obecnych czasach lustra są wszędzie wokół. Gdy wyjdziesz na ulicę, byle szyba samochodu może cię zawiesić. I będziesz robić za posąg dopóki ktoś cię nie trąci. Liwia ma na to sposób, ona też nie potrafi tego jeszcze zbyt dobrze. Dostaniesz porządne okulary.
- Skąd ty tyle wiesz? - zapytałam. I ledwo co uniknęłam uderzenia kijem.
- Skąd ty tyle wiesz, co? - zapytał gniewnie.
- No, o nas? - Nie zrozumiałam. I tym razem był szybszy. Znów pałka grzmotnęła mnie w głowę, tym razem z drugiej strony.
- Skąd ty tyle wiesz, co? - powtórzył, a ja sobie przypomniałam. I zacisnęłam zęby z wściekłością.
- Skąd ty tyle wiesz, panie? - syknęłam.
- No, grzeczna dziewczynka. Zrozum, że z takimi jak ty mam kontakt od czterdziestu lat sześciu lat. Kiedyś z wami walczyłem i zabijałem jednego po drugim, teraz trenuję i sprawdzam umiejętności. Tutaj jest tylko biznes, dziewczyno. Rozumiesz? B i z n e s - powtórzył z naciskiem. - Jesteś teraz w tym biznesie. I to jako jedno z jego narzędzi. Jak się sprawdzisz, wejdziesz na stałe, jak nie, zostaniesz skasowana. Józef na pewno przedstawił ci swoją walizę i złożył propozycję ostatniej posługi. Więc jak, wchodzisz w to?
- Co to za biznes… panie? - zapytałam, dodając "panie" w ostatnim momencie, widząc, jak znów unosi rękę ze swoim kijem.
- Dowiesz się, jeżeli się sprawdzisz. Jeżeli ja i inni uznamy cię za wartościową. Co ty na to?
- A mam wybór? - warknęłam.
- Grzeczna dziewczynka - odparł z uśmiechem mężczyzna. - Teraz pokażesz mi swoją siłę. Idziemy - powiedział i skierował się ku otwartym drzwiom, prowadzącym do niewielkiej siłowni.

Gdy weszliśmy do niewielkiej siłowni, rozejrzałam się wokoło. Jakoś nigdy nie miałam okazji wylądować na siłowni, nie czułam takiej potrzeby. Na zajęciach WF w moim technikum kilka razy wylądowaliśmy na siłowni, ale było to dosłownie kilka zajęć w ciągu tych wszystkich lat. Nawet nie umiałam sama prawidłowo usiąść na większości przyrządów.
- Rozbierz się do samej bielizny i siadaj tutaj - wskazał ręką pierwszą z ławek rozbudowanego atlasu. Fuknęłam na niego gniewnie, ale zdjęłam szybko spodnie i t-shirt, po czym usiadłam na miejscu. Lesław zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się pod nosem nieznacznie, ale udałam, że tego nie widzę. Popatrzył na moje szczupłe nogi. - No dobrze. Najpierw sprawdzimy twoje nóżki - dodał. - Stopy tutaj, dłonie tutaj i zacznij prostować nogi. Zaczniemy od minimum - nakazał. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam ćwiczyć. Rzeczywiście na początku niemal nie czułam obciążenia. Potem obciążenie zaczęło się nieco zwiększać i domyślałam się, że Lesław dodawał pewnie kolejne obciążniki. W pewnym momencie uniosłam wyprostowane nogi, po czym opuściłam je i nie byłam w stanie już ich podnieść. Mężczyzna stanął obok mnie.
- Nie? To już koniec? E, nie wierzę - powiedział, po czym chwycił za swoją laskę i przysunął srebrnym okuciem do mojej łydki. Uśmiechnął się, gdy drgnęłam. - Czujesz to, prawda? Sreberko. Zaboli jak przyłożę - dodał i przysunął do mojej skóry jeszcze bliżej. Usiłowałam podnieść, ale naprawdę nie byłam już w stanie. Delikatnie dotknął mnie okuciem i syknęłam z bólu na moment, gdy moja skóra została podrażniona metalem. Zacisnęłam zęby i z jękiem zaczęłam powoli unosić ciężar. Lesław uśmiechnął się i wraz z moimi nogami przesuwał swój kij, by ten był cały czas pod moją łydką. Gdy wyprostowałam nogi całkiem, nadal go trzymał, zmuszając mnie do trzymania ciężaru w górze.
- Ty… cholerny…
- Wystarczy - powiedział i jednocześnie cofnął swój kij, a ja od razu opuściłam nogi i zeskoczyłam z ławki. Stanęłam przed nim i z zaskoczeniem popatrzyłam na swoje nogi. - Udam, że tego nie słyszałem. A jak nóżki? Czyżby ani śladu poprzedniego wysiłku? - zapytał z szelmowskim uśmiechem. Chciałam na niego warknąć, ale zdałam sobie sprawę że faktycznie nie czułam ani śladu zmęczenia. Jakbym przed chwilą kompletnie nie robiła nic.
- Tak… ani śladu. To takie… dziwne. Przecież powinnam czuć… ból i zmęczenie.
- A widzisz. Dlatego musisz znać swoje granice. Wiedzieć, do jak ogromnego wysiłku możesz się zmusić tylko samą wolą, bez uszkadzania sobie mięśni i ścięgien. Do swojej granicy. A potem pozrywasz ścięgna, mięśnie i nie poczujesz. Za to będziesz długo czekać na regenerację. Założę się, że tylko robisz się trochę bardziej głodna, co? - Skinęłam głową.
- Tak - potwierdziłam i rozejrzałam się w oczekiwaniu na kolejne ćwiczenie.
- Tak, panie - powiedział z naciskiem. - Pamiętaj o tym. Ja nie jestem tak pobłażliwy. Teraz sprawdzimy twoje rączki - dodał. - Tutaj - pokierował mnie do następnej ławki.

Drzwi siłowni otworzyły się i do środka weszła Liwia. Miała już na sobie czarne, skórzane spodnie, których nogawki znikały w wysokich kozakach oraz czarnego t-shirta. Mojego, o ile zdążyłam zauważyć. I swój czarny płaszcz. W chwili gdy weszłam, pod instrukcjami Lesława powoli i spokojnie wyciskałam obciążniki, niczym zawodowy kulturysta.
- Jak sobie radzi? - zapytała Liwia.
- Dobrze. Teraz, za dnia, ma jakieś trzydzieści procent więcej. Szkoda, że przed śmiercią nie dbała bardziej o siebie. Byłaby lepsza podstawa. W nocy… być może i siedemdziesiąt, osiemdziesiąt procent na plus.
- Nauczy się więcej. On chce ją widzieć.
- Nie jest na to gotowa.
- Dostałam polecenie, by ją przyprowadzić natychmiast. Jest ciekawy - powiedziała Liwia. Lesław wzruszył ramionami.
- W takim razie jest twoja. Ma ciężkie spojrzenie. Lustra to pułapka - dodał. - Załatw jej okulary.
- Maja, idziemy - powiedziała Liwia, patrząc już tylko na mnie. Odłożyłam sztangę na uchwyt i z ulgą zeskoczyłam z ławki. Zauważyłam ze zdziwieniem, że chociaż machałam nią dobre pół godziny, nie byłam ani zmęczona, ani spocona. Robiłam się tylko coraz bardziej głodna.
- Masz moją koszulkę - powiedziałam, patrząc na nią spode łba i szybko założyłam dresowe spodnie i biały t-shirt.
- Wiem, spodobał mi się. Potem dam ci coś mojego - odparła i pierwsza ruszyła do wyjścia.

Gdy tylko wyszłyśmy z sali na korytarz, wyprzedziłam ją i stanęłam na środku, blokując przejście.
- O co chodzi z tym tytułowaniem? "Panie"? - zapytałam. - Kim oni są dla nas? I co to za biznes, którego jestem jego częścią? - dodałam. Liwia uśmiechnęła się gorzko.
- Oni są naszymi właścicielami, Maju. A biznes… Tego dowiesz się już wkrótce. Być może od Niego samego, za kilka chwil. Chodźmy - powiedziała i ruszyła. Chcąc nie chcąc, ruszyłam za nią.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 05.12.2017 13:00 · Czytań: 86 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
16/12/2017 21:30
Kochani - Niczyjko, panie F., Zoleńko, Mrówciu i Skroplami -… »
Opheliac
16/12/2017 21:23
Mam kilka drobnych uwag, subiektywnych ;) Rozbiłabym… »
chabrowa
16/12/2017 21:08
Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tekstem :-) »
Silvus
16/12/2017 21:00
A. Czy ja wiem, może nie trzeba - to, że ja nie… »
skroplami
16/12/2017 20:30
Miladora stworzyła fantasy :). Krótkie ale ok, bardzo duże… »
Zola111
16/12/2017 20:26
Mam wrażenie, że znam ten tekst i już robiłam mu korektę. To… »
Zola111
16/12/2017 20:20
Ale to ładne. :) »
Slavek
16/12/2017 19:33
Subtelnie i delikatnie, ale i konkretnie. »
mike17
16/12/2017 19:16
Piękny wiersz, nie będę wgłębiał się w jakość rymów, nie o… »
chabrowa
16/12/2017 19:12
To jest tekst o gwałcie "niema przestrzeń " na… »
Jacek Londyn
16/12/2017 19:12
Nie mówię o tej jaskini. Narodowi Wybranemu przyjdzie… »
mike17
16/12/2017 18:51
Edytuj wiersz i masz tam wzmiankę o treściach dla osób… »
adamm1
16/12/2017 18:43
Jak to oznaczyć, że wiersz jest dla pełnoletnich? Teraz gdy… »
Skuul
16/12/2017 18:21
Niestety, nie powala. Całość musisz mocno poprawić. Póki co,… »
Zola111
16/12/2017 17:52
Piękny wiersz, Wiolinie. Szkoda, że Cię tu teraz tak… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 16/12/2017 19:40
  • Kochani, wiem, że już siedzicie w świątecznych przygotowaniach, jednak Zaśrodkowanie#27 czeka na Wasze wiersze.
  • Silvus
  • 16/12/2017 13:59
  • "Wielka Ciocia" :) :)
  • Alen Dagam
  • 16/12/2017 12:55
  • Dom Dziecka, w którym pisze się opowiadania: [link] . Już niedługo wyślemy dzieciom naszą stronę, a raczej jej adres :) Ciekawe, co powiedzą!
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:Wurzeraq4p
Wspierają nas