8. Druga szansa - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 8. Druga szansa
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Liwia szybko zaprowadziła mnie na piętro pałacu, ale do innego korytarza, niż poprzednio. Przeszłyśmy przez duży salon, ale nie miałam zbyt dużo czasu na rozglądanie się. Jednak w przeciwieństwie do budynku z zewnątrz, tutaj wszystko było zaprojektowane w bardzo nowoczesnym stylu. Na środku pomieszczenia znajdowało się palenisko, chyba bardziej dla ozdoby, niż rzeczywistego palenia ognia. Nad nim z sufitu wyprowadzony był całkowicie przeźroczysty, szklany komin. Przed ogromną ścianą stał sporej wielkości stół o szklanym blacie oraz ogromna kanapa, a naprzeciw niej, na ścianie, ogromny, płaski telewizor. Liwia nie zatrzymała się nawet przez moment. Przeszła przez cały salon i zatrzymała się przed eleganckimi, drewnianymi drzwiami. Odetchnęła ciężko, po czym zapukała w nie. I zapadła cisza. Dopiero po kilku chwilach te otworzyły się i zobaczyłam kolejnego ochroniarza. Miał na sobie elegancki garnitur, jednak pod rozpiętą marynarką dostrzegłam kaburę przy pasie. Otworzył szerzej drzwi i wpuścił nas do środka. Szybko rozejrzałam się po wnętrzu. Biuro w nowoczesnym stylu, urządzone bardzo elegancko, chociaż skromnie. Największym meblem było wielkie biurko stojące naprzeciwko wejścia oraz duża sofa po prawej stronie, z niewielkim kawowym stolikiem. Zaraz za biurkiem, na dużym, ogromnym wręcz fotelu, ktoś siedział. Wraz z Liwią ruszyłyśmy przed siebie i zatrzymałyśmy się kilka kroków od samego biurka. Ochroniarz zamknął drzwi i stanął w bezruchu obok fotela na którym siedział mężczyzna. Popatrzyłam wreszcie na niego i westchnęłam cichutko. Przynajmniej połowa stolicy go znała, a połowa z tej połowy robiła z nim interesy. I to podobno te najciemniejsze. Podobno bohaterowie "Pitbula" byli przy nim słabi. Ale to wszystko wciąż tylko podobno. Cóż, wkrótce chyba będę miała okazję się przekonać, jaka jest prawda.

- Witam was, moje drogie Pijaweczki - powiedział z uśmiechem mężczyzna. Popatrzyłam w jego twarz, ale starannie unikał mojego wzroku. Wyglądał na czterdziestoletniego biznesmena, miał na sobie sportowy garnitur, a pod nim bawełnianego golfa. W tym momencie uświadomiłam sobie, że sama jestem bosa, mam na sobie tylko dresy i koszulkę. No i moje rozczochrane w całkowitym nieładzie włosy. I brak makijażu. Kiedyś poczułabym pewnie zażenowanie i wstyd z powodu wyglądu, ale z zaskoczeniem dla samej siebie zdałam sobie sprawę, że nie czuję nic.
- Witaj, panie - powiedziała Liwia, skłaniając głowę. - Odpowiedziałam na wezwanie. To Maja, nasz najnowszy nabytek - dodała, a ja popatrzyłam na nią gniewnie. Nabytek? Czy ona nazwała mnie właśnie nabytkiem? Mężczyzna tylko się roześmiał i popatrzył na nią, jakby teraz dopiero ją dostrzegając.
- A tak, dziękuję. Myślę, że po naszej rozmowie Maja sama trafi do swojego pokoju, prawda? A jeżeli nie… cóż, może faktycznie nie. Poczekaj na nią w salonie - powiedział. Liwia nie odezwała się ani słowem, tylko ukłoniła się i wyszła. Mężczyzna znów popatrzył na mnie. Nie skłoniłam głowy, tylko dumnie patrzyłam wprost na niego. Roześmiał się tylko i gestem wskazał krzesło przed biurkiem. Gdy usiadłam, milczał przez chwilę, by wreszcie się odezwać.
- Nie chcę tracić czasu na niepotrzebne słowne gierki. Wezwałem cię do siebie z konkretnego powodu. Dla mnie czas to konkretna kasa i każda jego strata przelicza się bezpośrednio na zarabiane przeze mnie złotówki. Wiesz, albo przynajmniej domyślasz się pewnie, kim jestem, prawda, Maju? Tak, nazywam się Alfred Staszewski - powiedział z uśmiechem. - Kazałem moim ludziom zrobić mały reaserch na twój temat i coś niecoś wiem. Wiesz, dane rodziny, adres zamieszkania i takie tam bzdurki. Wyniki w szkole zresztą też zresztą mam. Byłaś całkiem niezłą uczennicą. Ostatni rok technikum hotelarskiego. Niezły pomysł. Czekałyby cię pewnie podróże. - Pokręcił krytycznie głową. - Dziewiętnaście lat od trzech miesięcy. Do tego oczywiście widziałem oba filmy z twoim udziałem…
- Oba?! - zdziwiłam się. - Jak to oba filmy? Które?
- Och, Maju, wykazujesz się zatrważającą niepamięcią. Pierwszy oczywiście był ten, który nagrał twój, jak mogę przypuszczać, były już chłopak, Adrian. Drugim był ten pochodzący z twojej komórki, którą przykleiłaś do ściany w łazience. Przecież gdy twoi rodzice wezwali pogotowie ratunkowe, policja potem zabezpieczała wszystkie możliwe ślady i sprzęty, w tym również telefon Adriana i twój. Mam ludzi w policji, widziałem to nagranie szybciej od kogokolwiek innego.
- Po co? - zapytałam.
- Żebyśmy mogli teraz, tutaj, porozmawiać sobie ze sobą - powiedział z uśmiechem.
- Nie rozumiem… - popatrzyłam na niego z bezmyślnym wyrazem twarzy.
- Widzisz, ja też nie rozumiem. Naprawdę wielu rzeczy nie rozumiem. Głównie rzeczy związanych z biologią chociażby. Ale kiedyś, dawno temu, mój ojciec trafił na Józefa. Ten pomyślał, że przekazując mu swoją całą wiedzę ze swej księgi znajdzie następcę. Ale mój ojciec zobaczył w tym pomysł na niezły biznes. Potem całe lata zajęło mu analizowanie prawd, półprawd i legend związanych z takimi jak ty. Dzięki niemu mniej-więcej wiem, co powinno się zrobić, by taka miła osóbka jak ty wstała po śmierci jako wampir - powiedział i zamilkł. Chwilę trwało, nim dotarł do mnie sens jego słów.
- Ty…!!! - zerwałam się z krzesła i rzuciłam w jego stronę, ale w tym momencie w policzek uderzyła mnie pięść jego ochroniarza, a zaraz potem patrzyłam prosto w czarny wylot lufy jego pistoletu.
- Pociski są poświęcone. Siadaj i dokończymy rozmowę, dobrze? - Niechętnie usiadłam, ale patrzyłam na niego wściekłym wzrokiem. - Nie chcę cię tutaj, na miejscu, tak od razu likwidować.
- To przez ciebie jestem tym, kim jestem - warknęłam, ale Alfred pokręcił tylko głową.
- Na drugim filmie widziałem, że nikt nie zmusił cię do tego, żeby tak dokładnie to przeprowadzić. Kilka aspiryn, proste, długie cięcia wzdłuż żył. Podręcznikowy przykład na skuteczne samobójstwo, a nie próbę samobójczą która miałą być wołaniem o pomoc, prawda?. Ja tylko wykorzystałem okazję.
- Po co? - warknęłam. - Nie można było mnie zostawić?
- Och, można było. Wystarczyło wysłać księdza, który odprawiłby ostatnie namaszczenie w odpowiedni sposób, starannie poświęcając twoje ładne ciało, odpuściłby grzechy, w splecione na piersi dłonie wsunął srebrny krucyfiks, a pod głowę podłożył Pismo Święte. Ale wy, Pijawki, jesteście elementami mojego biznesu i znacznie mi wszystko ułatwiacie - powiedział.
- Niby w jaki sposób?
- Wiesz pewnie, że mam w stolicy kilka dużych dyskotek. Do tego kilkanaście klubów i barów podlega mojej ochronie.
- Ochronie? - zakpiłam. - To się chyba nazywa haracz? Jesteś mafijnym bossem. - Nigdy nie interesowałam się mafiijnym interesami, ale przecież nie raz i nie dwa widziałam wiadomości. Plotki też do mnie dotarły.
- Haracz to takie brzydkie słowo. Ja wolę słowo ochrona. I wolę się nazywać biznesmenem. Tym bardziej, że to naprawdę jest ochrona, a nie haracz za nic. Monitoring wewnątrz ochranianych lokali instalujemy sami na własny koszt, najwyższej klasy, a jeżeli ktoś w lokalu podlegającym naszej ochronie wszczyna jakieś awantury to… cóż, więcej się już nie pojawia. Mamy również w takich lokalach, w najbardziej problemowe wieczory was, Pijawki - powiedział z uśmiechem, a ja popatrzyłam na niego zaintrygowana.
- Nas? - zapytałam. - A po co?
- A dlaczego od początku naszej rozmowy ani raz nie spojrzałem ci w oczy, Maju? - zapytał z rozbrajającym uśmiechem i dopiero teraz zrobił to przelotnie i szybko. - Gdybyś się mocno skupiła nad tym, co czujesz, to wyczułabyś, że mimo wszystko jestem delikatnie poddenerwowany. Bo jednak mimo wszystko zawsze jesteś Pijawką. Przecież wiem, że jako wampir, twoje zdolności… Słyszysz, widzisz, czujesz, więcej. Zadbasz o bezpieczeństwo ludzi w jednym z moich lokali. Będziesz się mogła bawić w lokalach całą noc, imprezować i ewentualnie pomóc obsłudze swoim namiętnym spojrzeniem lub siłą. Potraktuj to jako drugą szansę - powiedział, a ja przymrużyłam oczy. Druga szansa. Czy żałowałam, że moje samobójstwo było skuteczne? Zdawałam sobie sprawę, że zrobiłam to pod wpływem emocji. Gdyby wtedy ktoś mnie zatrzymał, spróbował porozmawiać... Przecież byłam w połowie korytarza do szkolnej pedagog, ale zmieniłam zdanie i uciekłam. Gdybym spotkała ją na korytarzu...
- Co dostanę w zamian? Dlaczego ma mi się to opłacać? - zapytałam bezczelnie, ale Alfred tylko się roześmiał.
- Będziesz mogła mieszkać tutaj - powiedział z uśmiechem. - Na mój koszt. Potrzebujesz specyficznego… posiłku, prawda? - Uśmiechnął się. - W ramach moich działań zajmuję się również organizowaniem honorowych zbiórek krwi. Dla was. Oczywiście, duża część pobranego materiału idzie do potrzebujących szpitali, ale ze zrozumiałych względów nie tylko. - Westchnęłam ciężko. - Rozumiem, że wyjaśniłem ci wszystko? Oczywiście, do tego dochodzą pewne… zasady związane z posłuszeństwem, ale o nich powie ci dokładnie Liwia. Poza waszą dwójką mam jeszcze cztery inne Pijawki, ale pracują w odległej części miasta. Raczej nie będziecie miały zbyt dużo okazji do spotkań.
- Nie nazywaj nas tak - burknęłam.
- Pijawki? - zdziwił się. - A dlaczego nie? - zapytał. - W końcu jesteście moje, mogę nazywać was tak, jak mam ochotę - powiedział szczerze. - Wolisz wampirzycę? Potwora? Krwiopijcę? Żywego trupa? Pamiętaj też o tym drobnym słówku, które powinno kończyć każdą wypowiedź skierowaną do wyższego personelu tutaj, oraz oczywiście mnie.
- Tak… panie? - odburknęłam pytająco.
- Doskonale. Szybko się uczysz. A teraz jest jeszcze jedna sprawa. Zwykle załatwiam to sam według mojego własnego widzimisię i nie informuję nawet nikogo o tym, ale jesteś taka młodziutka, że uznałem, że być może będziesz chciała podjąć decyzję sama - powiedział i zrobił chwilkę przerwy. - Widzisz, takie mamy czasy, że bez oficjalnych papierów ani rusz. Ty oficjalnie nie żyjesz, więc Maja Kalińska również. Niestety, oficjalnie rzeczywiście nie żyjesz i moi ludzie załatwiają ci nowe legalne papiery, na nazwisko, które sama sobie wybierzesz. Za kilka dni odbędzie się twój oficjalny pogrzeb. Jak chciałabyś się nazywać? - Patrzyłam na niego zszokowana. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. To działo się tak nagle.
- Mogę mieć trochę czasu na… podjęcie decyzji? - zapytałam.
- Do końca tygodnia. Teraz to już wszystko, wróć do Liwii i do swojego pokoju. Słyszałem że masz silne spojrzenie. Niech Liwia zacznie trening w tej kwestii. Zostaniesz wezwana, gdy będę cię potrzebował - powiedział. Skinęłam głową i wstałam z fotela, po czym ruszyłam skołowana do drzwi. Pogrzeb, nowe nazwisko. To uderzyło mnie tak nagle, że kompletnie nie wiedziałam co myśleć.
- Dziękuję… panie - powiedziałam z trudem. Miałam nadzieję, że mówienie tego nie zacznie przychodzić mi zbyt łatwo.
Gdy wyszłam z biura, cała otumaniona, Liwia już czekała na mnie. Wstała z sofy, widząc, że się rozmowa była skończona.
- Liwia… czy to wszystko tam… to wszystko możliwe? - zapytałam, patrząc pustym wzrokiem w szkła jej ciemnych okularów. Odpowiedział mi tylko jej blady uśmiech.
- Nie tutaj - wyszeptała. - Chodźmy do twojego pokoju. Tam będziemy mogły porozmawiać - dodała i ruszyła w stronę wyjścia. Chcąc nie chcąc, ruszyłam za nią. Gdy wyszłyśmy z salonu, korytarz był pusty, a ja mimowolnie popatrzyłam przez okno. Wszystkie okna tutaj były szczelnie pozaklejane folią tłumiącą światło. Mimo to czułam ogromne gorąco słońca wiszącego tuż nad zachodnim horyzontem. Przypomniałam sobie oparzenie łydki i poczułam nieprzyjemny dreszcz.
- Dzień dobry. Jak się czujesz, Maju? - Pytanie skierowane do mnie zbiło mnie z tropu. Zatrzymałam się w połowie kroku i popatrzyłam na wprost na dziewczynę, która stała kilka kroków przede mną. Poznałam ją od razu. Burza lokatych, brązowych włosów, piegi na nosie, niebieskie oczy. Te ostatnie widziałam tylko przez moment, szybko uciekła z oczami gdzieś w bok. Emilia.
- Ja… - Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałyśmy się pierwszy raz, gdy została ściągnięta do mojego pokoju by oddać mi swoją krew.
- Twoja pani czuje się dobrze - powiedziała Liwia gniewnie, ledwie patrząc w jej stronę. - Nie musisz o to pytać. Co w ogóle tutaj robisz? Nie powinnaś odpoczywać? - zapytała i dziewczyna od razu opuściła głowę.
- Przepraszam, pani - odparła szeptem dziewczyna, od razu skłaniając głowę. - Zostałam wezwana do Mariusza i...
- Do Mariusza? - przerwała jej Liwia. - Przecież on doskonale wie, że masz mieć kilka wolnych dni. Wracaj do siebie. Jeżeli znów ktoś cię wezwie, daj znać najpierw mi. Będę z Mają. - Moja przewodniczka ruszyła szybko, a ja tylko odwróciłam się od zaskoczonej Emilii i pognałam za nią.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 07.12.2017 10:25 · Czytań: 61 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
15/12/2017 22:22
Bardzo dziękuję, Ulu, za wejście w to opowiadanko i garść… »
Silvus
15/12/2017 21:27
Wróciłem do tego wiersza, jest lepszy niż za pierwszym… »
Silvus
15/12/2017 21:20
Rzeczywiście nie moja... ale się nie poddaję ! Pewnie. :) »
zigfi
15/12/2017 21:18
Dziękuję Abigail za komentarz. W sumie dialogi są tu… »
Silvus
15/12/2017 21:18
Czemu mózg, a nie umysł? Ciekawe spojrzenie. Bliskie… »
sheCat
15/12/2017 20:24
Słabo, słabiutko, gramatycznie. »
Silvus
15/12/2017 20:19
Uprzejmie proszę autora o oznaczenie tekstu 18+ lub… »
GregoryJ
15/12/2017 19:45
skroplami Przy tak życzliwych i entuzjastycznych recenzjach… »
JOLA S.
15/12/2017 19:24
Drogi skroplani, czułam jak znika historia, wiedziałam, że… »
skroplami
15/12/2017 18:56
No normalnie lekkość motyla tak litery słowami machają w… »
Dk721
15/12/2017 18:50
@Protimus serdecznie dziękuję za komentarz. Piszę tyle… »
Dk721
15/12/2017 18:45
@Krzysztof Konrad dziękuję za komentarz. Rozumiem Twoją… »
skroplami
15/12/2017 18:37
Cudo :). Jolu S., gratulacje :). Poprawiłaś a właściwie… »
GregoryJ
15/12/2017 18:22
Witam DoCo na wykopaliskach. Przynajmniej mam okazję i… »
GregoryJ
15/12/2017 18:20
DoCo Gratuluję wytrwałości, bo ja (wstyd się przyznać)… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/12/2017 22:00
  • Brenda Lee w niezapomnianym świątecznym kawałku : [link]
  • Silvus
  • 15/12/2017 19:55
  • @Jolu, dobrego wieczoru Tobie od wszystkich.
  • JOLA S.
  • 15/12/2017 11:46
  • Milu, słyszę, że humorek dopisuje, cieszy to ogromnie:) Dobrego dnia wszystkim:)
  • Miladora
  • 15/12/2017 10:53
  • Dzień doberek wszystkim - wirtajkowicze, nie martwcie się o teksty - wszystkie zostaną zrobione po kolei. :) Jest sporo czasu do następnej edycji.
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:vaklyird
Wspierają nas