10. Krew tamtej dziewczyny - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 10. Krew tamtej dziewczyny
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

- No dobra - powiedział Lesław dobrą godzinę później. Jego pęknięty łuk brwiowy krwawił, ale najwyraźniej niespecjalnie się tym przejmował. Mimo, że czułam zapach jego krwi i zaczynałam być głodna. Nawet bąknęłam kilka razy o tym, ale zupełnie zignorował ten fakt. W końcu gdy raz, czy drugi bez trudu uniknęłam kolejnego ciosu jego kija, oparł się o niego. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się złośliwie. Widziałam, że jego czarny t-shirt był całkiem przepocony, a on sam lekko dyszał. I ze zdziwieniem odkryłam, że nie zanotowałam u siebie podobnych objawów. Moja skóra wciąż była sucha, jedynie w kilku miejscach, gdzie zdołał mnie sięgnąć swoją laską, otarta. Cóż, srebro. Pamiętałam. Ale kilka razy skutecznie się mu odgryzłam.
- Co, masz już dość? - zapytałam z ironią. Popatrzył na mnie spode łba.
- Masz już dość… co? - warknął i znów trzymał gruby kij oburącz.
- Czy masz już dość zabawy? Sprawiłam ci wystarczający łomot? - zapytałam. - Liwia wyjaśniła mi zawiłości naszej hierarchii, więc podaruję sobie grzecznościowe formy między nami. - Mężczyzna tylko się uśmiechnął.
- Dobrze, sama się prosiłaś - powiedział, po czym spokojnie ruszył do stojaka, przy którym zwykle stały jego kije. Obserwowałam go spode łba. Odłożył kij w uchwyt i wziął coś innego, jakiś mniejszy przedmiot. - Widzisz… Czasy się zmieniły. Nikt nie chodzi już z kijami w dłoniach. A szkoda, bo taki kij to całkiem niezła broń - westchnął. - Dzisiaj ludzie preferują coś innego. Jak masz szczęście, jest to nóż, jak pecha, nawet pistolet. Znów - na szczęście - zwykle nikt nie wpada na pomysł, by poświęcić kule. W zasadzie, to poza nami nikt. I te przechodzą przez ciebie jak przez masło, zostawiając tylko przeciąg i rany, które musisz szybko zagoić. - Patrzyłam jak mówi, wciąż się do mnie zbliżając. Obserwowałam go czujnie. - Gorzej, jeżeli jakiś zakapior, albo zwyczajny gówniarz z gimbazy wyciągnie nóż. I pomyśli sobie, że fajnie by było taką młodą laskę jak ciebie postraszyć nożem - powiedział i stanął ledwie pół metra ode mnie. - Najgorzej, jak nie tylko postraszy, ale i dziabnie - warknął nagle i gwałtownie wyprostował w moim kierunku obie ręce. Najpierw poczułam ukłucie i potężny ból, a zaraz potem uderzenie w klatkę piersiową. Poleciałam do tyłu, zatoczyłam się i upadłam na plecy boleśnie. Usiłowałam się podnieść, ale dostrzegłam, że wprost z mojego brzucha wystawała rękojeść noża. W pierwszym momencie zaczęłam krzyczeć przestraszona, zanim się zorientowałam, że nie czułam… nic. To znaczy, nie całkiem nic. Czułam, że coś mi przeszkadza, przy każdym ruchu, ale… nie czułam żadnego bólu. Powoli i ostrożnie wstałam, czując, jak nóż, tkwiący w moim brzuchu, przeszkadza w ruchach mięśni, ale nic poza tym. Popatrzyłam na broń zaskoczona, a potem z wściekłością na Lesława.
- Zrobiłem to, żebyś się tego nauczyła. Widzisz, problemy są różne, a ty będziesz musiała je rozwiązać. Czasem gość będzie miał okulary i nie wpatrzy się w twoje oczka. Czasem zwyczajnie nie będzie na to czasu, tylko od razu wpakuje ci nóż. Czasem będzie chciał dziabnąć kogoś innego i twoim zadaniem będzie go zasłonić własnym ciałem. Czasem podejdzie z tyłu i będzie chciał… Chociaż nie, nawet taka nowicjuszka jak ty nie da się podejść od tyłu zwykłemu człowiekowi. Nieważne. Po prostu czasem zostaniesz zaatakowana nożem - wyjaśnił, nim się odezwałam. Popatrzyłam znów na nóż. Moje spodnie już zaczynały się robić purpurowe od krwi. Krwawiłam cały czas, w dodatku wydawało mi się, że dość mocno.
- I co ja mam teraz zrobić? - zapytałam. Zaczynało mi się kręcić w głowie, czułam się słabo. Całkiem jak wtedy, w wannie.
- Teraz? Teraz to umierasz, moja panno. Mimo, że jesteś już martwa. Wykrwawiasz się po prostu. Nie myśl sobie, że jak jesteś pijawką, to jesteś taka ho-ho-niezniszczalna - powiedział. - Najpierw pozbądź się noża - dodał. Skinęłam głową i niepewnie sięgnęłam do rękojeści, ale mnie powstrzymał. - Nie, nie tak. Nie ręką. Przecież go czujesz, tam w środku, prawda? - zapytał z uśmiechem. - Skup się na swoich wszystkich mięśniach, o jakie się ociera. Rusz nimi i wypchnij go.
- Po co, mogę go przecież wyrwać? - zapytałam, ale tylko się roześmiał. Zaczynało delikatnie kręcić mi się w głowie.
- Dla wrażenia. Uwierz mi, że każdy, absolutnie każdy gość, który cię zaatakował nożem i nie ma pojęcia, kim jesteś, posra się ze strachu, gdy zobaczy, jak z nożem w brzuchu wstaniesz, popatrzysz na niego, warkniesz i nóż sam wypadnie. Do działania - powiedział. Popatrzyłam na niego z powątpiewaniem, po czym skupiłam się na tym, co mi przeszkadzało. Zaczęłam delikatnie napinać mięśnie brzucha, te, które opierały się o ostrze noża. Zamknęłam oczy i miałam wrażenie, że coś się przesuwa. Uchwyciłam się tego uczucia i wciąż napierałam mięśniami na obce ciało. W końcu po - jak mi się wydawało - całej wieczności - rozległ się dźwięk upadającej broni, a mi już całkiem kręciło się w głowie. Miałam wrażenie, że zaraz upadnę. I czułam charakterystyczne mrowienie dziąseł. Spojrzałam w dół i zobaczyłam, że całe moje spodnie były już we krwi. Lesław ruszył w moją stronę.
- Za wolno. A teraz musisz naprawdę mocno się skupić. Myśl tylko o swojej ranie, Maja. Skup się na jej brzegach, na tym, gdzie wszedł nóż. Musisz przyspieszyć regenerację, bo nie zdążysz zatamować krwotoku i naprawdę się wykrwawisz. - Popatrzyłam na niego półprzytomnym wzrokiem. Miałam ochotę zasnąć i już więcej się nie obudzić. Czułam się zmęczona. Osunęłam się na kolana i pewnie bym upadła na plecy, gdyby mnie nie powstrzymał. Usiadłam na piętach przytrzymana przez niego. - No dalej, Majka, jeden wysiłek i dostaniesz coś naprawdę dobrego. Skup się na ranie.
- A w dupie cię mam - syknęłam gniewnie i poczułam, jak zamykają mi się oczy. Przez głowę przeszła mi myśl, czy naprawdę znów umieram? Dokładnie tak samo czułam się wtedy, w wannie. Ta cudowna, błoga senność. Ta myśl, oraz siarczysty policzek od Lesława trochę mnie otrzeźwiły.
- Na to przyjdzie jeszcze czas kiedy indziej. Na razie bierz się za ranę. Natychmiast - warknął, wciąż mnie podtrzymując. Zmrużyłam gniewnie oczy, ale zrobiłam to, co kazał. Zaczęłam myśleć o miejscu, gdzie wbił mi ten cholerny nóż. Najpierw pojawił się ból, ale zanim zdążyłam na niego zareagować, zmienił się w delikatne mrowienie. Czułam jak po całej skórze wokół zranionego miejsca chodzą mi mrówki, jak zaczynają wchodzić w głąb, na uszkodzone nożem tkanki i mięśnie. Nie mam pojęcia, jak długo to trwało, ale w końcu Lesław puścił mnie i pozwolił mi położyć się na podłodze. Ostrożnie podniosłam się sama na pięty i wsunęłam dłoń pod bluzkę. W miejscu niedawnej rany, pod zaschniętą krwią, była tylko podłużna blizna. Usiadłam na piętach powoli i popatrzyłam gniewnie na niego.
- Za wolno. Następnym razem możesz nie zdążyć. Poćwicz to, a jak nie będziesz miała nikogo pod ręką, kto zrobi ci krzywdę, to nie ma problemu, zawsze możesz liczyć na mnie.
- Jestem głodna - powiedziałam spokojnie, patrząc na niego. Czułam już, że moje kły zaczęły się delikatnie wydłużać. Naprawdę czułam, że muszę zaspokoić głód. Ten głód.
- Ja mam tatuaż, więc na mnie nawet nie patrz. Ale spokojnie, przewidziałem to - powiedział, po czym odwrócił się w stronę drzwi. - Nikola! - krzyknął głośno. Drzwi otworzyły się i do sali weszła blondynka mniej więcej w moim wieku. Miała długie, proste włosy i patrzyła na mnie nieco wystraszonym wzrokiem. Niemal też od razu poczułam jej strach i syknęłam gniewnie, gdy moje kły wysunęły się już całkowicie. Podeszła jednak bliżej i mogłam się jej nieco bardziej przyjrzeć. Miała na sobie modne, obcisłe dżinsy z wysokim stanem i równie obcisłą koszulę w kratę. Rękawy koszuli były podwinięte i niemal od razu dostrzegłam jej żyły na nadgarstkach. Przejechałam językiem po wargach. Chciałam jej teraz, natychmiast. Głód zaczynał już przejmować kontrolę. Nieśmiało wysunęłam dłoń w stronę dziewczyny, ale ta sama wiedziała, co robić. Gdy podstawiła mi doń nadgarstkiem do góry, zauważyłam na obu jej nadgarstkach liczne, drobne kropeczki, po dawno zaleczonych bliznach. W tej chwili nie miało to jednak dla mnie żadnego znaczenia. Nie czekając już ani chwili wbiłam kły w jej nadgarstek i zaczęłam spijać życiodajny dla mnie płyn.

Jak za każdym razem, trzy łyki przeszły przez moje gardło w oka mgnieniu. Wiedziałam, że nie mogłam pozwolić sobie na więcej i z trudnem oderwałam usta od ręki dziewczyny. Popatrzyłam na nią z wdzięcznością i ujrzałam na jej bladej twarzy cień uśmiechu. Patrzyłam za nią, jak idzie delikatnie się zataczając.
- Nic jej nie będzie? - zapytałam cicho, patrząc za dziewczyną. Uświadomiłam sobie, że jej imię wyleciało mi z pamięci i poczułam wyrzuty sumienia. Lesław tylko wzruszył ramionami.
- Jeżeli się opanowałaś i wyciągnęłaś z niej tylko trzy łyki, to i owszem, nic. Będzie miała więcej czasu wolnego i tyle. Myślę, że to wystarczy, prawda? - zapytał. - A teraz zbieraj się, musimy jeszcze potrenować jedną…
- Nie będzie już żadnych treningów. - Usłyszeliśmy za sobą głos i oboje odwróciliśmy się w stronę drzwi. W ich progu stała Liwia, a w dłoni trzymała kilkanaście dużych toreb z chyba najbardziej prestiżowych marek odzieżowych, jakie kojarzyłam. Popatrzyłam zaskoczona na nią. To wszystko musiało kosztować majątek! Buty, spodnie, bielizna, biżuteria i cała masa innych rzeczy. Liwia tymczasem weszła do środka sali i zmierzyła mnie wzrokiem. A potem położyła torby na podłodze i ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu, wymierzyła Lesławowi siarczysty policzek. - Na korytarzu właśnie minęłam się z Nikolą. Ledwie doszła do swojej odpoczywalni. Coś ty jej tu zrobił? - warknęła, a ja dopiero po chwili zrozumiałam, że Liwia pytała o mnie. Zmierzyła mnie wzrokiem. - Czemu ona jest cała we krwi?! - warknęła.
- Dostała kilka razy kijem. W tym jest dobra. Postanowiłem więc nauczyć ją radzić sobie z nożem.
- Radzić sobie z nożem, do cholery?! - krzyknęła Liwia, a ja miałam wrażenie, że jej krzyk był wielokrotnie głośniejszy, niż zwykłego człowieka. - Popatrz, jak ona wygląda. Czy wyście się wszyscy zmówili ze sobą? To był ledwie jej drugi trening! - warknęła. - Najpierw Mariusz zapomina o podstawowych informacjach, dzięki czemu dziewczyna najpierw się totalnie zalewa, a potem prawie składa na śmierć z głodu, a teraz ty doprowadziłeś do tego, że prawie się wykrwawiła. Zapomnij o treningach na najbliższe dwa… nie, nawet na trzy dni. Albo i tydzień. Bo inaczej ja tutaj przyjdę i skopię ci dupę na moim treningu, rozumiesz?! - Syknęła. Lesław coś tam wymamrotał pod nosem. - I zapamiętaj to sobie. To, że jesteś naszym trenerem i że na treningach masz prawo nas okładać i szkolić, nie znaczy, że masz prawo tak ryzykować. Bo zrobię ci drugą taką kreskę po na twarzy i tym razem nikt cię nie uratuje - warknęła, po czym podniosła torby z zakupami i popatrzyła na mnie. - Dasz radę iść, Maja? - zapytała. Uniosłam się całkiem. Potrafiłam już ustać, chociaż nadal trochę kręciło mi się w głowie. Czułam też ogromną ochotę na to, by zapaść się w letarg, ale generalnie chyba było lepiej. Z pewnością krew tamtej dziewczyny mi pomogła. Powoli ruszyłam w stronę Liwii.
- Chyba dam sobie radę - powiedziałam niepewnie, chociaż z każdym krokiem chciało mi się coraz bardziej spać. Rozumiałam jednak już tyle, że była to po prostu chęć wejścia w letarg, jak po każdym posiłku.

Gdy wyszłyśmy z sali na korytarz, Liwia popatrzyła na mnie i zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu.
- To właśnie oznacza, że w hierarchii jesteśmy równi. Trening treningiem, ale nie wolno mu tak ryzykować. Chodź, mam dla ciebie mnóstwo fajnych rzeczy - powiedziała i ruszyła korytarzem, a ja chcąc, nie chcąc, podreptałam za nią.
- Liwia, co znaczyły twoje słowa, że zrobisz mu drugą taką kreskę i tym razem nikt go nie uratuje? - zapytałam. Liwia tylko się roześmiała.
- Niech zgadnę, opowiedział ci o tym, jak Pijawka poszła z nim do łóżka, a on potem, gdy go zaatakowała, najpierw odciął jej rękę a potem głowę? - zapytała i westchnęła. - Cóż, niektórzy chyba nigdy się nie zmienią. To jego stara śpiewka. Jest starym, niepijącym alkoholikiem. Kiedyś pokłócił się w jakimś barze, gdy był mocno wstawiony. Inny klient przejechał mu po twarzy szklanym tulipanem. Wyciągnął go z tamtego bagna Alfred i ściągnął tutaj. Jaki by nie był, ma naprawdę ogromną wiedzę i umiejętności. W dodatku jak nie pije, to nawet umie to przekazać. Jesteśmy - wyjaśniła i otworzyła drzwi do mojego pokoju. Gdy tylko weszłam do środka, zdjęłam z siebie moje spodnie i bluzkę, zostając w samej bieliźnie i wślizgnęłam się na łóżko. Chciałam spać.
- Mam dla ciebie kilka świetnych zestawów ciuchów. Na pewno ci się spodobają. - Usłyszałam głos Liwii, a potem odgłos papierowych toreb, ale ja leżałam już na łóżku w embrionalnej pozycji, mocno zwinięta w kłębek, czując, jak popadam w letarg. Było mi tak dobrze, że chciałam zasnąć jak najszybciej. Liwia roześmiała się.
- No tak, napiłaś się. W takim razie przyjdę później - wyszeptała i ruszyła do drzwi. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszałam, były zamykające się za mną drzwi.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 09.12.2017 09:06 · Czytań: 126 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ania_Basnik
23/01/2018 12:57
Ten wiersz ma cudowny klimat. Czułość, ciepło pomimo zła,… »
Silvus
23/01/2018 12:43
Nie no, nie no, widać po twórczości, po jej dojrzałości, że… »
Carvedilol
23/01/2018 12:41
Jacku przeklej tekst np. do worda - wyczyśc całe pole… »
Silvus
23/01/2018 12:36
A może by to tak podzielić na zwrotki? Delikatna… »
Silvus
23/01/2018 12:31
To mnie jakoś odstaje. Ale całkiem złe nie jest. Tego… »
hultaj
23/01/2018 12:23
Bardzo fajny wiersz, miniatura. Czytałem z przyjemnością.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:15
ajw lubie takie klimaty. Też tak mam Pięknie to oddałaś.… »
introwerka
23/01/2018 12:08
A dla mnie pointa jest (szczególnie w kontekście tytułu)… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:07
Wiersz bardzo dobry, bez dwóch zdań. O podwójnym dnie.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:02
Ciekawy wiersz! Przywołanie Bukowskiego dodaje klimatu,… »
Ania_Basnik
23/01/2018 11:53
Margaretko bardzo zgrabny wiersz Zaczynasz mocnym akcentem… »
Lilah
23/01/2018 11:40
Życzę peelce, żeby jeszcze długo, długo rosło. Zgrabnie… »
Jacek Londyn
23/01/2018 11:35
Miladoro, nic nie zrobię, bo tekst idzie w rozsypkę. Nie… »
braparb
23/01/2018 11:19
Świetny wiersz, lecz konieczna jest drobna uwaga natury… »
Alen Dagam
23/01/2018 11:11
Dzień dobry, Jolu. To jest kopia z Wikipedii. Mniej… »
ShoutBox
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:57
  • Silv, ale ja nie wiem, jakie rzeczy uważasz za przyjemne :)
  • mike17
  • 23/01/2018 12:55
  • A więc czekam z niecierpliwością na solidną porcję dziania się :)
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:51
  • @Sa, gdybyś tylko pisała o rzeczach dla mnie przyjemnych, to Twój zapał chyba wystarczyłby, bym stał się Twoim fanem. :) A na zaliczenia tak, uważaj.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:50
  • Bo i dawno nie pisałam xD Ale teraz muszę się zająć zaległymi pracami zaliczeniowymi do szkoły. Weterynaria to nie przelewki.
  • mike17
  • 23/01/2018 12:48
  • Cześć, Sanai :) Czyli będzie się działo. Z przyjemnością zajrzę - dawno Cię nie czytałem.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:45
  • Tajest. Są trupy, jest nekrofilia, szalony czarownik-zbok jeżdżący na na wpół martwym jednorożcu, demony i Książę z Bajki (ale nie do końca taki jak w Shreku ;]). Full wypas.
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:25
  • Mroczna baśń. Rozumiem. :)
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:24
  • Mroczna baśń pisana tradycyjnie do muzy mojego ukochanego Carach Angren ;> Osiem dni do koncertu, łiiii
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:16
  • PS. @Sa, fantastyczne?
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:14
  • O, @Sa.
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:Scheibelhutes8d
Wspierają nas