Zawrót czasu - maak
Proza » Miniatura » Zawrót czasu
A A A
Od autora: A co, gdy będę chciał wrócić?

 

- Pamiętasz go? – spytał staruszek, nasuwając kapelusik na tył głowy. – Siwawa szczecina zadrgała od stłumionego śmiechu. - Tak. Gustek. On ciebie nie pozna. Wtedy byłeś taki mały.

Przyjrzałem mu się uważnie. Był taki, jaki miał być. Jakiego pamiętałem. Okrągłe, ciągle zdziwione oczy. Wilgotne usta tworzące dziubek jakby pytające: – Naprawdę? Wojskowa marynarka, z zerwanymi dystynkcjami, o przykrótkich rękawach. I ta czapka. Rogatywka. Zawadiacko opuszczona na prawe ucho. Nad daszkiem, poszarpana czasem, zielona, obdrapana klamra spinająca nauszniki i podtrzymująca orła… jeszcze bez korony.

Siedział na długiej ławce przypartej do ściany z szalówek, przeszklonej od połowy szeregiem okienek osadzonych w spłowiałych ramach. Co jakiś czas uderzał się najpierw jedną, a potem drugą ręką po plecach. Jakby się oganiał. Od much. Pamiętam.

- To te muchy. Ciągle latajom i latajom, i srajom – wreszcie mnie zauważył.

- Nie gadaj głupot Gustek. Wstawaj i bierz dzieciaka nad rzekę. Schowajcie się pod łopiany. Później was poszukam – miękko powiedział staruszek, sięgając po sierp zawieszony na kołku nad drzwiami. – Robotę mam.

- Ale on jest stary! Co ja z nim bede robił?

- Jaki stary? Toż to Marecuś, ten od porucznika. – Dziadzio zdjął kapelusik i musnął mnie nim nieznacznie.

Gustek przypatrzył mi się badawczo. Jakieś światełko błysnęło w jego oczach.

- Marecuś?

- No! A kto inny? Chodźmy nad rzekę?

Gustek był wszechwiedzący. Silny był też. Zauważył, że boję się przejść przez wąską kładkę, przerzuconą nad rowem wypełnionym wodą. Złapał mnie wpół, oparł na biodrze i przeniósł bez wysiłku niczym worek siana. A właśnie? Dlaczego jestem taki lekki, przecież ze mnie jest kawał chłopa?

- Marecuś, patrzaj na brzeg – wyszeptał Gustek, brodząc środkiem strumienia.

- Tam, gdzie trawa zwisa nad wodom, tam pewno siedzi łon.

- Kto?

- No lon. Pstrąg. Kucnij i złap go.

- Ale go nie widzę.

- Wyczuj.

- Mam.

- Piękny. Patrzaj na te kółka.

Wyszedłem na próg domu. Na podwórzu, w cieniu olbrzymiej lipy, coś leżało. Serce zabiło mocniej, usta wyschły mi ze strachu na wiór. Czego się bałem? Nie wiem. Przeczucie jakieś. Dziadzio stał obok tej kupki. W skrzyżowanych na brzuchu rękach trzymał niewielką siekierkę częściowo zakrytą filcowym kapeluszem. Wiatr rozwiewał siwe włosy. Modre zazwyczaj oczy pociemniały. Podszedłem bliżej, mimo że Gustek usiłował mnie powstrzymać. Spod liści łopianu wystawały dwie biało-czarne nóżki cielaczka.

- Nienawidzę cię. Dlaczego to zrobiłeś?!

Dziadzio włożył kapelusz na głowę, machnął siekierką i bez słowa odwrócił się na pięcie i odszedł.

- To nie łon. – Złożona rogatywka posłużyła za chustkę do nosa.

- A kto?

- Przyszedł czas na cielaczka. Łon go tylko przeprowadził

Wiedział, że nie chcę go oglądać. Długo nie przychodził.

Pokój, w którym spałem, był pomalowany na różowo. Nie… na łososiowo raczej. Wchodziło się do niego po skrzypiących, częściowo zbutwiałych schodach. Zapach pleśni mieszał się z zapachem słomy, którą wypchany był siennik. Pod lustrem leżały maleńkie skrzypki, a obok nich smyk. Pokaleczony. Część włosia wysmyknęła się z hebanowej żabki i rzeczywiście przypominała schwaszczony koński ogon. Małe okienko wyglądało na ogródek warzywny pełen pokrzyw, ziela jaskółczego i łopianu. Wrośnięty w róg chałupy czarny bez uszlachetniał zapach dobiegający z łąk. Lubiłem widok z tego okna. Wczesnym rankiem budziło mnie miękkie pochrapywanie Baśki. Stawała pod oknem i czochrała się o chropowatą ścianę. Czekała cierpliwie, aż przecisnę się przez okienko i wskoczę na jej grzbiet. Mknęliśmy w dół doliny, przeskakując kolczaste druty rozpięte między wierzbami. Pędziliśmy, dopóki nie dogoniliśmy wstającego słońca na horyzoncie. Dziadzio już czekał. Z sierpem w dłoni.

- No. Nareszcie. Bierz kosę. – Ruchem głowy wskazał drzewo wyrastające z morza pszenicy.

Tak jak łódź pchana silnym wiatrem, wyrzeźbiłem w zbożu ciemny ślad. Sięgnąłem po kosę. W koronie drzewa począł się szelest. Jakby białych piór.

- Ech, wydawało mi się – mruknąłem, obserwując jak dziadzio, rytmicznie żął sierpem.

Pierwszy, niedbale związany snopek został ozdobiony dziadkowym kapelusikiem.

- Ja zrobiłem swoje. Teraz ty!

Krok za krokiem, świst za świstem wycinałem złote korytarze. Za mną szli: siwy jak gołąb Kruk, czerwony na gębie Bocian i wiecznie uśmiechnięty Gustek. Na polu zaroiło się od chochołów. Z blaszanych kubków, na zakończenie, popiliśmy perłowego samogonu.

- Z drogi! – Bocian krzyczał w amoku, biegając między snopkami, roztrącając je i podciągając opadające, co chwila, parciane gacie.

Świtem, niespokojna Baśka obwąchała nas niczym pies. Żaden z nas nie mógł się poruszyć. Leżeliśmy ze szklistymi oczyma wpatrzonymi w siwe niebo pozbawione już gwiazd. Umarliśmy. Białopióra dziewczyna zeszła z drzewa. Schwyciła Baśkę za uzdę i przytulając się do wilgotnych chrap, wyszeptała:

- Ich już nie ma. Wracamy.

Kruk przemówił pierwszy:

 - Obraziliśmy ich.

- Kogo?

- Ich – wskazał na słomiane, stojące niemo w polu postacie.

Jesień nadeszła szybko. Zapach świeżo przeoranej ziemi uniósł się ku chmurom. Bocian oparł zmęczoną głowę na mym ramieniu. Jego młodsi bracia, sunąc wzdłuż bruzd, delektowali się bożymi darami.

- O! To, to – mamrotał do siebie siwy Kruk.

- Czekają na ciebie. – Czerwony nochal Bociana wskazał na rozłożyste drzewo tkwiące tu od zawsze.

Roztarłem ciemną, wilgotną ziemię między palcami.

- Tu chcę leżeć… a wy nade mną.

Kruk, zirytowany dziabnął mnie brudnym paluchem w rękę i zakrakał:

- Idź do diabła!

Rogaty łeb natychmiast wychylił się zza pnia.

- No chodź, chodź. Nie wstydź się! – Szarobury ogon pokiwał na mnie zachęcająco.

Podetkałem roztartą glebę pod nos. Zaciągnąłem się jak tabaką. Nic tak pięknie nie pachnie, jak… chociaż może siano?

- No, pachnie tak słodko – wtrąciła rozmarzona, wdzięcznie upozowana na gałęzi drzewa, skrzydlata dziewczyna.

Z mgły za drzewem wyszedł dziadek, niosąc oburącz sfatygowany kapelusik pełen upapranych wilgotną gliną kartofli. Podniosłem się i powoli powlokłem pod drzewo.

- Ej! Koziołek! Skrzesz ognia, będziem pyrki piekli. – Dziadek ułożył uschłe gałęzie na czarnej zeszłorocznej plamie po ognisku.

- Kim jesteś? – zapytałem nieznajomą, wsadzając nos między pióra skrzydeł.

- Chmury tłumaczę.

- A ty? – Schwyciłem rogatego za ogon.

- Znaczę.

- Co znaczysz?

- Piętno wypala… tym tutaj… wszystkim – wymamrotał tak jakoś niechętnie dziadek, wysypując kartofle na pole.

Obejrzałem się cały. Ręce, nogi, brzuch. Ściągnąłem koszulę i spojrzałem pytająco na Bociana. Ten pokręcił przecząco głową.

- Na duszy. – Dziadek zawahał się, międląc niepewnie róg brudnawej kapotki. - Nie widać.

Przytuliłem się do dziewczyny. Objęła mnie mocno i spojrzała w niebo.

- Widzisz ten postrzępiony obłok? To ty. Obejmuje cię błękit. Idziesz ku niemu. – Białe skrzydła wypchnęły mnie z objęć.

- Co robisz?

- Tłumaczę. Chmury tłumaczę.

- A ten drugi obłok? Ten, co się oddala?

- To ona.

- Co robi?

- Ona cię woła.

 

- Śnił mi się Gustek.

- Ten od Marecusia?

- Tak. I wiesz, on mnie poznał.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
maak · dnia 13.12.2017 11:02 · Czytań: 340 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 18
Komentarze
JOLA S. dnia 13.12.2017 11:21 Ocena: Świetne!
Miałam ogromna przyjemność zdejmowania tekstowej skórki, by dojść do sedna. Kolejnych komentujących pewnie będzie ich wielu, bo kogo nie przyciągnie dziadek w sfatygowanym kapelusiku i postrzępione obłoki. :) Sądzę, że łezka w oku im się zakręci.

Cytat:
- Co ro­bisz?

- Tłu­ma­czę. Chmu­ry tłu­ma­czę.


Ładne.

Pozdrawiam cieplutko.:)
Gaston Bachelard dnia 13.12.2017 14:03
Przepraszam, ale musiałem jeszcze się cofnąć.
Gapa ze mnie!!! Fu.

Owe literki dla mnie są na amu i amku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jak pójdziesz kiedyś na "prostość próżną" to oberwiesz klapsidła w zakola.
Obiecane.

Bardzo ładne. Ale głównie mądre. Mądre.

Pozłotek!
Niczyja dnia 13.12.2017 20:49
Maaczku, mimo całej mojej dobrej woli, sympatii dla Ciebie i Twojego pisania, za nic nie mogę pojąć o co tutaj chodzi. Gdzie jest jakiś sens, ład i porządek tej opowieści? Fabuła? Przesłanie?
Za pierwszym razem, czytając byłam zmęczona - OK, mogłam nie zrozumieć.
Za drugim jednak, po drzemce, efekt czytania był taki sam.

Nie wiem o czym jest ta historia? Do czego zmierza? Gdzie jest początek, a gdzie koniec?
Nie wiem... Naprawdę nie wiem.
Może jakaś podpowiedź? Wyjaśnienie? Cokolwiek pomocnego?

Naprawdę się starałam, ale wybacz. Nie udało się...
Pozdrawiam cieplutko:)
Niczyja
Gaston Bachelard dnia 14.12.2017 20:46
Przenigdy (to o komentarzu powyżej).
Dla tego tekstu daję ocenę - sto dwadzieścia trzy.
Plus to:

"Ciemny wieczór, pada deszcz
Na przystanku ludzie chowają się pod okap dachu
Biegłem do autobusu, nagle zatrzymałem się
Pod murem siedziała staruszka, która sprzedawała kwiaty
Krople deszczu ściekały po płatkach, liściach
I padały na jej pomarszczone ręce

Lepiej jest przychodzić zawsze o tej samej godzinie
Gdy będziesz miał, np. przyjść o czwartej po południu
Już od trzeciej zacznę odczuwać radość
Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód tym będę szczęśliwszy
O czwartej - będę podniecony i zaniepokojony - poznam cenę szczęścia
A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie nie będę mógł się przygotować
Potrzebny jest "obrządek"
Dzięki "obrządkowi" pewien dzień odróżnia się od innych
Pewna godzina od innych godzin".


Więcej tutaj chyba nie powrócę, bo wyjdę na idiotę jeszcze, lecz DOSKONAŁE LITERKI, powtórzę raz jeszcze.
Aż mi się gęba śmieje, gdy to czytam.
maak dnia 14.12.2017 22:16
Dobry wieczór

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i za pozostawione słowa :).

Jolu, nie jestem pewien ilości osób komentujących, bo tekst jest mocno osobisty. Jest mi przepięknie, że tekst nie zabił sedna i jakoś dał się poskromić :). Dziękuję bardzo za odwiedziny, za komentarz i za ocenę :).

Gaston, skąd wiesz że mam zakola?? :) Trochę te klapsidła mnie zaniepokoiły, ale jeżeli będzie taka potrzeba, to je nadstawię :). Dziękuje za Twój komentarz do tekstu.

Ni, przewrotnie powiem, ze jestem zachwycony Twoim komentarzem! Przeczytałaś mnie dwa razy... jak ja bym chciał, żeby inni tak czytali :).
Na poważnie. To jest dla mnie trudne. Jak stworzyć obraz z ważnych, najlepiej zapamiętanych chwil, na przestrzeni lat, w paru zdaniach? Jak dodać im magii? Jak podkreślić, że te migawki były istotne, choć nikt inny ich nie zauważył? Jak wrócić do tego, choć to zapewne jest nieosiągalne? A jak wrócić, to dlaczego?

Gaston, po raz drugi. Dziękuję za ocenę. Jest ona najwyższa jaką do tej pory uzyskałem :). Do tej pory mogłem liczyć na co najwyżej, na sześć, a tu aż sto dwadzieścia trzy! :). Dziękuję Ci za uwagę o "obrządku". Tak,
Dzięki "obrządkowi" pewien dzień odróżnia się od innych
Pewna godzina od innych godzin".
Milena1 dnia 16.12.2017 13:10
Podobają mi się obrazy które tu namalowałeś. Takie krótkie migawki z przeszłości, jakby się oglądało stare zdjęcia. Czuje się pewną nostalgię. Przychodzi mi na myśl wiersz Tuwima
"Z okruszynami młodości - co robić? Rozrzucić ptakom?
Można i ptakom rozrzucić, można i w słowa powkładać.
Odfruną, uradowane, żeby po nowe powrócić,
Wrócą - i słowa, i ptaki - nadzieją skrzydlate jednako."
Pozdr :)
maak dnia 16.12.2017 22:10
Mileno, nie znałem tego wiersza, choć Tuwima bardzo lubię. Tym bardziej mi przyjemniej z tego skojarzania. Tak, w moim zamyśle, to było bardziej malowane, niż pisane.

Dziękuję Ci bardzo za komentarz :).

Pozdrawiam serdecznie

Maak
Niczyja dnia 17.12.2017 10:06
Maaczku, po Twojej pomocnej odpowiedzi na moj komentarz wroce jeszcze do Ciebie. Tylko na spokojnie, jak bede w normalnych warunkach.
Na razie serdecznie pozdrawiam ze snieznej krainy:)
Niczyja
skroplami dnia 18.12.2017 16:24 Ocena: Świetne!
To nie przeszłość, to istnieje. Materialne i niematerialne, połączone znakiem matematycznym, równości. Pomalowane kolorem maczanym w sercu, osobistym. I te unoszące się przed nosem zapachy, przed dłońmi dotyki, przed sercem uczucia, obrazy w oczy wsiąkające i jak w studni/sejfie autora ukryte i wydobyte dla innych, po prostu. Nie trzeba tłumaczyć, całość się czuje jak nieraz sen. Znaczenie ma wspomnienie a na nim narosłe zrozumienia lub nie, pierzaste i ogoniaste takie ale one po prostu są, częścią twą czyli tobą ;).
maak dnia 19.12.2017 13:41
Ni, mam przeczucie, że niedługo dowiemy się, co nieco o śnieżnej krainie? :)

skroplami, dziękuję za ciekawy komentarz i ocenę. Miło mi, że zawitałeś pod mój tekst. :)

Pozdrawiam Was oboje bardzo serdecznie :)

Maak
Niczyja dnia 19.12.2017 21:32
Maaczku,
O śnieżnej krainie pisałam już w "Diałej Bolinie" - przeczytaj jeśli chcesz.
Niczego nowego, na razie, nie planuję. Pomysły są, ale czasu brak...
Niczyja
introwerka dnia 10.04.2018 23:37
Skusił mnie w końcu Twój niesamowity tytuł (jeśli dopiero teraz, to tylko dlatego, że miewam nieuzasadnione być może opory przed prozą) i muszę powiedzieć, że to etykietka bardzo myląca, widzę bowiem Twój utwór jako prozę w najwyższym stopniu... poetycką, w której bardziej od odpowiedniości fabuły względem rzeczywistości liczy się klimat i sposób, w jaki słowa „niosą” opowieść, trochę zgodnie z powiedzeniem Umberto Eco: >>Narracją rządzi łacińska zasada: "Rem tene, verba sequentur" - "Trzymaj się tematu, a słowa się znajdą" - podczas gdy w poezji powinniśmy raczej powiedzieć: "Trzymaj się słów, a temat się znajdzie"<<. Nie oznacza to w przypadku Twojego tekstu dowolności, a jedynie większe zawierzenie naturze słów: ich wewnętrznej logice, a czasem - antylogice; nie oznacza też statyczności, bo fabuła Twojej miniatury jest niezwykle żywa. Czego tu nie ma: zarówno bardzo dla mnie odczuwalny dziecięcy (a więc czytaj: szczery) sprzeciw wobec zabijania zwierząt, jak i późniejszy fantastyczny rys zawarty w zwięzłym stwierdzeniu: „umarliśmy”, jakby rodem z kryminału „Mała handlarka prozą”, której narrator przeżywa własną śmierć. Całość piękna, ciepła i nieoczywista, jak tylko tłumaczenia chmur być mogą, zachęciła mnie do sięgnięcia i po inne Twoje utwory :)

Serdeczności :)
maak dnia 16.04.2018 13:05
Introwerko, dziękuję za odwiedziny i za bardzo interesujący komentarz. Szczególnie wdzięczny jestem za uznanie miniatury jako tekst poetycki :). Taki był nieśmiały zamiar. Serdecznie Cię pozdrawiam.

Maak
ajw dnia 26.04.2018 22:14
Poeta prozaik :) Podoba mi się ten obrazek i dziadek, tak realny, że aż coś się w serduchu poruszyło :)
maak dnia 26.04.2018 22:40
ajw, w imieniu dziadka dziękuje bardzo :) Miło mi jest, że obrazek dał się przeczytać (obejrzeć) i coś mi się w serduchu poruszyło, że zostałem uznany za poetę prozaicznego :)

Dziękuję Ci bardzo pięknie :)

Maak
ajw dnia 26.04.2018 23:40
Nie, nie, nie. Poeta prozaik, a poeta prozaiczny to dwie pary zupełnie innych kaloszy ;)
maak dnia 27.04.2018 08:47
Oj, chciałem tak jak introwerka, ociupinkę pobawić się słowem :) prozai(k)cz(n)y? W rzeczywistości poczułem się wspaniale :)
ajw dnia 22.07.2018 13:02
W takim razie cieszę się bardzo :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mirmur
20/09/2018 22:41
Zgadam się całkowicie z Hultajem. Tak sobie myślę, że jakby… »
mirmur
20/09/2018 22:28
:smilewinkgrin: Tak. To wilki są wszystkiemu winne. »
Abi-syn
20/09/2018 21:57
Wpisuję komentarz po zerknięciu do Galerii - tam obrazy… »
Lukaka
20/09/2018 21:29
Fajny wiersz, chyba jednak Ci zależało na tej osobie i to… »
Lukaka
20/09/2018 21:26
Śliczne :) »
stawitzky
20/09/2018 20:43
Darcon Redaktorze, bardzo mi miło, ślę uściski! »
Darcon
20/09/2018 20:33
Bardzo dobry i mocny tekst, Stawitzky. I pisząc… »
Dobra Cobra
20/09/2018 20:22
Ale powiedz chociaż, czy jesteś za narodową płacą minimalną,… »
stawitzky
20/09/2018 19:57
skroplami Odjęło mi mowę. Dziekuję. Aż się… »
skroplami
20/09/2018 19:42
Obleśne i obrzydliwe :)? Nie, to codzienność. Nie jeden z… »
Jacek Londyn
20/09/2018 13:09
Pobawmy się razem, proszę zerknąć do skrzynki pocztowej.:) »
Asocjacja
20/09/2018 12:51
Drogi Jacku, rozbawił mnie pan. Wspólnie możemy ułożyć fajny… »
Jacek Londyn
20/09/2018 12:39
Asocjacjo, fajną ptasią rymowankę ułożyłaś. :) Gdyby była… »
Asocjacja
20/09/2018 12:36
Miła Jolu, wiedziałam, wiedziałam, że żebraczka nie… »
Ana23
20/09/2018 12:08
Do zajrzenia tutaj skusił mnie tytuł...i nie żałuję.… »
ShoutBox
  • mike17
  • 20/09/2018 13:30
  • Tu podaję konkursowe namiary : [link]
  • mike17
  • 20/09/2018 13:29
  • Jeszcze 10 dni pozostało na nadsyłanie prac do MUZO WENY 6, konkursu dla prozaików, gdzie piszemy miniaturkę pod wybrany utwór muzyczny. Serdecznie zapraszam i czekam na Wasze prace :)
  • mike17
  • 19/09/2018 22:55
  • Aniu, ponieważ pisaliśmy naraz komenty, uzupełniłem moją odpowiedź dla Ciebie :)
  • JOLA S.
  • 16/09/2018 09:48
  • Stawitzky, dzięki i dobergo dnia :)
  • JOLA S.
  • 14/09/2018 14:47
  • Yitopaz, możesz cały tekst podmienić, wytnij i wklej od nowa, nie będzie przechodził przez maszynkę Redakcji. :)
  • mike17
  • 13/09/2018 18:02
  • A tu informacja konkursowa : [link]
  • mike17
  • 13/09/2018 18:01
  • Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie w prozie MUZO WENY 6, gdzie inspiracją jest muzyka, na podstawie której należy napisać miniaturkę i wysłać mnie. Czekają atrakcyjne nagrody :)
  • Esy Floresy
  • 11/09/2018 22:24
  • Czas ucieka coraz szybciej, zostało 10 dni. Łapcie, więc za pióra i nadsyłajcie wiersze na konkurs :) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:markoolaso
Wspierają nas