Paradoks - 22227
Proza » Obyczajowe » Paradoks
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

   Stał oparty o poręcz balkonu, po krótkiej chwili stanął na niej. To siódme piętro, gdyby spadł z tej wysokości nie miał by szans na przeżycie i właściwie o to mu chodziło. - Skoczyć, roztrzaskać się o ziemię, bez żadnego ryzyka na zostanie kaleką. - Wszystko teraz zależało od jednego ruchu, lekkie wybicie i po kilku sekundach jego ciało leżałoby na ulicy, przypominając trochę dzieło jakiegoś mistrza sztuki współczesnej.

Zeskoczył, ale z powrotem na balkon – Nie teraz, jeszcze nie teraz – Stwierdził – Jakaś mała iskierka niepewności, a raczej ledwo się tlącej nadziei, powstrzymała go przed tą ostateczną decyzją. Wielu ludzi zastanawia się czy samobójstwo to akt odwagi czy tchórzostwa. Kiedy życie nie daje żadnej satysfakcji i człowiek nie jest w stanie odnaleźć w nim jakiegoś głębszego sensu. Życie przeobraża się w jednostajny ciąg monotonii, który z czasem sprawia, że człowiek zaczyna marzyć o śmierci   – Tylko czy jest temu winne życie czy on? – Tego właśnie nie wiedział i ta niewiadoma sprawiła, że jeszcze żyje.

 

Szpital Wojewódzki w Rybniku to miejsce jego pracy, jest tu codziennie. Piąte piętro, dział rehabilitacji, ludzie zazwyczaj po wypadkach, albo po nieuniknionych operacjach, wynikających z lekkiej pracy przed biurkiem, bądź ciężkich treningów za duże pieniądze. Adam, bo tak nazywa się nasz bohater, stara się przywrócić ich do ruchu. Rehabilitant z piętnastoletnim stażem i dużymi problemami z sobą, dzień w dzień wmawia ludziom, że trzeba wierzyć w siebie i dążyć do celu.

 

- O! świetnie, że już jesteś. – Odezwała się jego szefowa.

- Cześć! Co tam?

- Mam dla ciebie nowego pacjenta!

- Żadna nowina, co chwilę jest jakiś nowy.

- Ona.. wiesz.. to szczególny przypadek.

- Co jej jest?

- Spadła z czwartego piętra i nieźle się połamała, cud, że przeżyła. Przez dwa miesiące była w szpitalu w Katowicach w miarę dobrze ją poskładali , odzyskała czucie w nogach, jest nadzieja, że będzie chodzić, ale..

- No wiadomo, od razu Berlina nie zdobyto.

- Ona.. ona chciała popełnić samobójstwo, trudno się z nią rozmawia, poza tym jej rodzina nie specjalnie się nią interesuje. Właściwie to jest sama.

- O?!.. – Spojrzał na nią z przerażeniem -Wiesz.. Nie wiem czy ja będę kimś odpowiednim dla niej.

- Będziesz, masz w sobie to coś, co wpływa pozytywnie na ludzi.

- Ja!? No chyba żartujesz.

- Nie! Wielu twoich pacjentów, to mówi. Masz bardzo dobrą opinię, no i duże doświadczenie.

- Ale..? Niedoszła samobójczyni? Nie ja sobie z nią nie poradzę!.. zresztą? – Nie wiedział, co ma powiedzieć – To jakiś chichot losu!

- Co?

- Nie wiem... nie.. jeżeli to możliwe to nie.

- Nie! To niemożliwe, przynajmniej spróbuj. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, jeżeli będzie coś nie tak, to cię zmienię, obiecuję.

 

 

- Dzień dobry! - Powiedział uśmiechając się Adam.

- Dzień dobry! – Odpowiedziała spoglądając na niego leniwym wzrokiem.

- Jestem pani rehabilitantem, będę do pani przychodził codziennie najpierw na pół godziny, a potem zobaczymy, jakie będą postępy. Istnieje duża szansa, że może pani stanąć na nogi. - Mam na imię Adam.

- Adam.. nie podoba mi się to imię, ale cóż, niech będzie Adam.

- Muszę trochę popracować z pani nogami, najpierw stopy – Stwierdził, trochę podenerwowany jej bezczelnością.

- Uchu hu! Najpierw stopy, ręce, które leczą! – Odezwała się, z dużą nutą sarkazmu – więc zaczynaj mężczyzno.

Stał nie wiedząc, co ma z sobą zrobić. Patrzyła na niego z ironicznym uśmieszkiem, bawiąc się jego chwilową bezradnością – Będziesz tak stał!? Czy jednak coś mi zrobisz? - Powiedziała zdecydowanym głosem - Niemal automatycznie, podszedł do niej i delikatnie zaczął zginać jej palce.

- O!? Widzę, że znasz się na tym, fajnie ci idzie, masz taki ciepły dotyk.

- Czuje pani?

- Trochę, szczególnie to ciepło.

- To dobrze - stwierdził odruchowo się uśmiechając.

- Cały czas się uśmiechasz, a taki smutas z ciebie.

- Ja!?.. Nie rozumiem?

- Może ktoś się daje nabrać, na taką twarzyczkę, ale nie ja, znam się trochę na ludziach. Tak uśmiechają się idioci, albo ci, którzy, mają z sobą jakiś duży problem.

Znowu go zamurowało, kompletnie nie wiedział, co ma odpowiedzieć – Ona sobie ze mną pogrywa, czyta ze mnie jak z książki? – spuścił wzrok i pokiwał przecząco głową – Tak się nie da, ja przyszedłem pani pomóc, a pani mi..

- Dogryza.. przepraszam, posunęłam się trochę za daleko.

- Ok. początki bywają trudne – Odpowiedział.

- Adam… wiesz, taka właśnie jestem, doprowadzam do szału.

- Niech pani nie przesadza, ja po prostu..

- Masz z kimś takim pierwszy raz do czynienia, wiem!

- Ja jestem rehabilitantem nie psychologiem.

- Ewa!

- Słucham?

- Mam na imię Ewa.

- A!? Ewa, miło mi.

- Adam i Ewa niesamowite – zaczęła się śmiać – Zabawny jesteś!

- No nie wiem – stwierdził, kiwając przecząco głową – Na dzisiaj koniec.

- I co! Stanie się cud!?

- Być może, ale..

- Wiem, wiem… muszę być grzeczna, nie mogę cię denerwować!

- No właśnie !

 

Wyszedł z sali trochę pokiereszowany tą rozmową, czuł się trochę jak bokser, który stoczył pojedynek z o klasę lepszym przeciwnikiem, który go nie chciał znokautować tylko ośmieszyć. Tym razem coś w nim buzowało, był żądny rewanżu. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był w takim stanie.

 

- I co, jak po pierwszym razie? – Zapytała szefowa.

- Nie dobrze!

- A wydawało się, że jest duża nadzieja?

- Nie, nie o to chodzi, ona… ona mnie strasznie denerwuje, jest okropna!

- A..! Pogadam z nią, to trudny przypadek, ale postaram się jakoś na nią wpłynąć.

- Rozmawia z psychologiem?

- Tak, ale, nie specjalnie chce się zwierzać, mówi, że już nigdy tego nie zrobi, że to było krótkie załamanie.

- Załamanie? Teraz to chyba ona chce kogoś załamać!

- Hm.. jest nie miła, ale niespecjalnie rozmowna.

- Ciekawe, ja odniosłem wrażenie, że jest strasznie wygadana.

- No, powinieneś się z tego cieszyć!

-Chyba żartujesz!

- No cóż, obiecałam, że jak pójdzie coś nie tak to..

- Nie, jeszcze nie… to była pierwsza wizyta, zobaczymy co będzie dalej?

- Ok. widzę że cię naprawdę zdenerwowała

- A tam zdenerwowała, Mondralala i tyle!

- Mondralala Ha.. ha..ha.. a to dobre!

 

Następnego dnia było podobnie i każdego następnego również. Ona mu dogryzała, nieźle się przy tym bawiąc, on robił swoje, czasami próbując się odgryźć, ale to mu jakoś nie wychodziło, zdecydowanie lepiej mu szło w masażu i pomocy w ćwiczeniach, które o dziwo, posłusznie wykonywała. Minęły tak trzy miesiące. Ewa zaczęła stawiać pierwsze kroki, zazwyczaj z pomocą Adama lub chodzika, ale czasami już nawet samodzielnie w krytycznych momentach opierając się o ścianę.

Była połowa grudnia, za oknem śnieg z deszczem jak to często bywa o tej porze. Szósta trzydzieści, dźwięk oznajmujący, że: Znowu od nowa i dziękuję do dupy. – Zimno, zimno i mokro, niestety taki klimat – Stwierdził patrząc przez szybę.

Idąc do samochodu usłyszał rozmowę, pod sklepem stało dwóch mężczyzn i kobieta. Jeden z nich trzymał butelkę zapewne jakiegoś taniego alkoholu, zrobił łyka i podał kobiecie.

- Wiesz Antek, Franek powiedział, że na święta zrobi nam wszystkim prezent – Odezwała się kobieta.

- Nam? Prezent, jaki prezent, jak już to prezenty, ale, z czego, za co?

- Prezent - powtórzyła.

- A co postawi wszystkim po Jabolu?

- Nie, powiesi się!

- Ha.. Ha..Ha.. No cóż, skoro mu się koledzy znudzili i Malinówka nie smakuje!

Trochę rozbawiła go ta rozmowa – Powody mogą być różne, grunt to nie stracić poczucia smaku –powiedział do siebie, przekręcając klucz w stacyjce.

 

 

-O! Jest mój wspaniały Man a z nim przychodzi wiosna – Odezwała się z dużą nuta sarkazmu.

- No cóż.. skoro tak mówisz – odpowiedział ze stoickim spokojem.

- Za chwile się dorwie do mych biednych nóg, będzie je ugniatał i znęcał się nad nimi, zapewne strasznie go to podnieca.

- Ewa! O co ci chodzi?

- O! I o to mi chodzi, nie cierpię tego twojego opanowania.

- Ale, ja tu pracuję, staram się postawić cię na nogi, nie muszę się do ciebie uśmiechać, jak cię to drażni, pozwól mi jednak robić swoje!

- To rób!.. No rób! Zapewne wiesz, dlaczego tu jestem?

- Coś na ten temat słyszałem, ale to nie moja sprawa. – Odpowiedział, zaskoczony tym, co usłyszał, – choć zapewne zaraz zmieni temat, jak to ona – pomyślał.

- Wiesz… jestem bardzo złym człowiekiem!

- No aniołem nie jesteś, ale jakoś w to „ bardzo” nie wierzę.

-Co ty wiesz…! Od dziecka byłam bardzo cyniczna i złośliwa, moja młodsza siostra do dzisiaj mnie nie chce znać, cały czas namawiałam ją do złego, a to żeby coś ukradła, a to, żeby wybiła szybę. Zawsze ona dostawała w skórę a mnie to bawiło.

- Nigdy nie wyszło, że to ty, nie poskarżyła się mamie?

- Bała się bardziej mnie niż mamy. Przez wiele lat wyrabiałam się, jako despotka, doskonaląc się w manipulacji ludźmi. Później było mnóstwo chłopaków, mnóstwo złamanych serc. A ja, dobrze się bawiłam. Zarówno ci pewni siebie macho, z dużymi mięśniami i problemami z erekcją. Jak i ci inteligentni patrzący w świetlaną przyszłość, stawali się mymi ofiarami. Do każdego wiedziałam jak podejść, obudzić w nim pożądanie, a po jakimś czasie sprawić by poczuł się żałosnym dupkiem, który nie wie, co ma z sobą zrobić. W końcu poznałam Wojtka. Był najbardziej żałosny, ze wszystkich, których do tej pory poznałam. Marzył by zostać reżyserem, ale kompletnie nie miał o tym pojęcia, kręcił jakieś etiudy, kompletnie pozbawione sensu. Startował dwa razy do łódzkiej filmówki i oczywiście nie dostał się, próbował coś pisać, ale to też mu nie wychodziło.

- I co, zakochałaś się?

- Nie, to nie to, zakochała!? Nie jestem do tego zdolna, coś tam we mnie się nie wykształciło i jestem taka nie do końca wykształcona. To było coś zupełnie innego. Nie życzyłam mu źle, jak innym i chciałam, żeby mu się w końcu powiodło.

- To jednak coś pozytywnego.

- Tak, ale nie do końca, uwielbiałam go zdradzać, on udawał, że to go nie rusza. Na różnych imprezach, na których byliśmy razem, zazwyczaj opuszczałam je z kimś innym. Potem strasznie podniecała mnie myśl o nim, że gdzieś za drzwiami nasłuchuje moich jęków i nic nie może na to poradzić. Chciałaby mnie kiedyś przyłapał w łóżku, ale po każdej takiej zdradzie robiło mi się trochę głupio.

- I w końcu mu się udało?

- Nie… wiesz..   On uwielbiał taki film: „Hotel Milion Dolars” utożsamiał się z głównym bohaterem, a mnie z Milą Jowowicz i też tak skończył jak główny bohater. Oblewał nowe mieszkanie, nikt nie wie jak dokładnie to się stało. Podszedł do okna, stanął na parapecie krzyknął: „Słońce wzeszło słońce” i nie wiadomo czy skoczył czy spadł. Ja byłam wtedy u koleżanki w Warszawie. Dowiedziałam się o tym po kilku dniach i ledwo zdążyłam przyjechać na pogrzeb. I wtedy to mnie dopadło..

- Co!?

- Jego matka, podeszła do mnie uśmiechając się przez łzy i przytuliła do siebie. Ona sądziła, że jestem tą… tą jedyną, której mógł zaufać, z którą snuł plany na przyszłość, która o niego zadba, dzięki której się zmieni. To jej spojrzenie, to jak mnie objęła… czuję to do dzisiaj. Po pogrzebie, cała się rozpadałam, wiedziałam, że to ja go zabiłam. Oczy jego matki pełne ciepła i dobroci, dla mnie były wyrokiem. Miałam klucze z jego mieszkania, otworzyłam okno i wyskoczyłam, ale niestety mi się nie udało.

- Hm… - Nie wiedział, co ma powiedzieć - To strasznie smutna historia, no, ale.. jednak nie jesteś tak do końca pozbawiona uczuć.

- No niestety

- Uważasz, że gdyby nie to na cmentarzu, po jakimś czasie, spokojnie byś o nim zapomniała?

- Tak.. Co prawda lubiłam go, a to dla mnie było czymś nowym, ale …? To zdecydowanie za mało.

- Co zamierzasz dalej zrobić?

- A ty? – Zmieniła temat – Twoje życie, jest bezbarwne. Praca, dom, wymuszony uśmiech. Dzień za dniem, wszystko się zlewa, rok pięć lat, za chwilę będzie dwadzieścia. Jak to wytrzymujesz?

- Jakoś, daję radę, nie wydaje mi się, żebym odstawał od reszty – odpowiedział, trochę zaskoczony.

- Tak, niby nie, ale reszcie jest z tym dobrze, nie zastanawiają się nad tym. Z tobą jest inaczej.

- Nie sądzę!

- Zapewne nie masz kobiety i chyba w twoim życiu nie było ich za wiele, albo wręcz wcale!?

- Nie, obecnie nie mam, kobiety, ale dzisiaj wielu, żyje samotnie i jest im dobrze.

- Hm.. Zawsze porównujesz się do innych?

- Nie, ale dlaczego zadajesz mi takie pytania?

- Bo ta nijakość w końcu cię wykończy.

- Nie znasz mnie! Nie jestem taki jak myślisz!

- Ha..Ha..Ha.. No jasne nie ma sprawy, o nic już nie pytam.

Czuł się strasznie nieswojo, jej wzrok, pytania, śmiech i jego niezdarne udawanie. Był w jej oczach, jak dzieciak, który nabazgrał coś na ścianie i udaje, że to nie on. Bał się przed nią otworzyć, powiedzieć, że ma rację, nigdy z nikim o tym nie rozmawiał, zresztą chyba nikt z jego znajomych by tego nie zrozumiał. Z nią było inaczej, ale… no właśnie było bardzo duże, ale..?

 

- No i jak? Zapytała go na korytarzu szefowa.

- Niedługo będzie chodzić samodzielnie, jest naprawdę nieźle.

- No widzisz, a miałeś takie opory.

-Lekko z nią nie jest.

- Ona cię polubiła.

- Mnie !? chyba żartujesz, jedyne co lubi , to moje konsternacje, kiedy nie wiem co powiedzieć.

- Mówiła mi, powiedziała, że masz takie szczere spojrzenie.

- Co!? Ha..Ha.. Ha.. No tak, to do niej podobne, ma specyficzne poczucie humoru.

- Ty też ją polubiłeś!

- Bez przesady!

- Polubiłeś, polubiłeś, mnie nie oszukasz – stwierdziła szefowa ruszając w stronę swego biura.

 

Siedząc w domu przed telewizorem, rozmyślał o dzisiejszym dniu – czy było już tak blisko? Czy to kolejna jej wymyślona historyjka, by się trochę pobawić jego kosztem, może się jednak odważyła, coś z siebie wydobyć, brzmiało to wszystko bardzo realnie? Było w niej coś naprawdę pociągającego, coś, co zawężało horyzonty i całą ogniskową skupiało tylko na niej. Wcześniej, nigdy by siebie nie podejrzewał o takie niezdrowe zauroczenie. Każdy jego związek, trwał góra rok i kończył się z powodu braku zaangażowania. Wszystko było takie męcząco letnie, żadna z kobiet nie mogła tego wytrzymać i odchodziła w poszukiwaniu kogoś o wyższej temperaturze. Teraz było zdecydowanie inaczej, nie mógł się doczekać jutra i kolejnej rozmowy z tą femme fatale uczącą się na nowo chodzić.

 

Następnego dnia, kiedy wszedł do Sali, na której leżała, zastał puste łóżko. Pomyślał, że poszła samodzielnie do łazienki. Po chwili weszła szefowa i sądząc po jej minie, stało się coś niedobrego. Zerwał się z krzesła, – Co z nią!?

- Nic, wczoraj wyszła na własne żądanie, kazała powiedzieć, żebyś się nie martwił, dokończy rehabilitację, ale gdzie indziej. Zostawiła ci list.

- Ale dlaczego!?... Przecież …? – Usiadł z powrotem, – dlaczego jej pozwoliłaś!?

- Zostawiła ci list! – wyciągnęła go z kieszeni fartucha.

 

Cześć

Dalsza moja terapia tutaj jest niemożliwa, sprawy zaszły trochę za daleko. Bardzo cię polubiłam, a to dla nas obu bardzo niebezpieczne. Nigdy kogoś takiego jak ty nie spotkałam, masz w sobie to, co ja, czyli duży problem z uczuciami, trudno ci się zaangażować, ale ty tego nie wykorzystujesz, twoja obojętność, jest taka nieporadna, nie zdolna do zrobienia czegoś złego. Udajesz by pomagać ludziom, myślałam, że tacy ludzie nie istnieją, ale kiedy zobaczyłam twój głupawo – sztuczny uśmiech, bardzo mnie to rozbawiło, nie mogłam się oprzeć, musiałam ci trochę podogryzać. Twoje masaże i ćwiczenia, nie poskładały mnie tak, jak twoja bezradność podczas naszych dyskusji. Wydaje mi się, że też ci trochę pomogłam, jeżeli tak, to był to mój pierwszy raz. Najbardziej zadziwiające jest to, że w życiu nigdy nie wiadomo, co nas może powalić a co sprawi, że staniemy na nogi. W moim przypadku to były dwa spojrzenia. Pierwsze omal mnie nie zabiło uświadamiając, jaka jestem podła, drugie.. Sam wiesz, nie chcę się powtarzać. Teraz, inaczej zaczynam patrzyć na świat i wydaje mi się, że nareszcie właściwie. Chciałabym cię jeszcze spotkać, ale nie teraz, za kilka lat, znowu zobaczyć twój wymuszony uśmiech, którym stawiasz ludzi na nogi.

Ewa.

 

Kiedy wrócił do domu było mu przykro, ale wiedział, że miała rację ich bliższa relacja nie miała przyszłości, oboje byli zbyt wielkimi indywidualistami by stworzyć coś wspólnego, ale było coś jeszcze, czuł się, jak ktoś, kto wraca do zdrowia po długiej rehabilitacji, odzyskując czucie głębszego dotyku życia

 

Koniec.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
22227 · dnia 18.12.2017 12:05 · Czytań: 236 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Komentarze
Milena1 dnia 19.12.2017 14:08 Ocena: Bardzo dobre
Tekst bardzo mnie wciągnął. Przeczytałam z przyjemnością. Trochę może, jak na mój gust, te motywy samobójstwa nie do końca mnie przekonują, ale kto tam wie, co komu w głowie siedzi :)
Natomiast bardzo fajnie przedstawiłeś relację między Ewą a Adamem, ich wzajemne wpływanie na siebie i motywowanie... do życia?
Pozdr :)
22227 dnia 19.12.2017 19:58
Dzięki za odwiedziny, a co do tych samobójczych motywów, to opowieść o Wojtku jest prawdziwa, oczywiście miał inaczej na imię, niestety jego dziewczynę to nie zmieniło i cała reszta opowiadania jest fikcją.
Milena1 dnia 20.12.2017 09:26 Ocena: Bardzo dobre
Myślałam, że całość to czysta fikcja. Sorry za tak lekkie podejście.
Pozdrawiam świątecznie.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
viktoria12
20/08/2018 14:33
Jak nazywa się ten facet? Albo posługuje się… »
Barbara K.W.
20/08/2018 14:27
Czytelnik wrzucony zostaje bezpardonowo w… »
dodatek111
20/08/2018 14:01
Dziękuję. Wszystko może się zdarzyć, to tylko kwestia... :)»
Marek Adam Grabowski
20/08/2018 13:58
Opowiadanie jest ciekawe (ma klimat brudnej komuny) i… »
dodatek111
20/08/2018 13:54
Zolu, Jesienny, bardzo dziękuję za tak pochlebne komentarze. »
Barbara K.W.
20/08/2018 13:50
Piękne! Czuć drgające od upału powietrze. Żal, że od dawna… »
Gatsby
20/08/2018 13:47
Zabralizamku! Jeżeli jest to Twój pierwszy życiowy tekst… »
Barbara K.W.
20/08/2018 13:39
Pomalutku i trochę "na paluszkach" zapoznaję się z… »
Barbara K.W.
20/08/2018 13:19
Przewrotny interesujący pomysł. Wzruszyłam się: bo lubię… »
Barbara K.W.
20/08/2018 13:13
Celnie uderzasz. Zadajesz trafne pytania:Nieskalane umysły… »
BrunoKadyna
20/08/2018 13:01
Dzięki. Zgadza się, cukierkowo, aż mdli. Dziś pewnie… »
Gramofon
20/08/2018 12:42
Fajny, gdyby nie na enteroza. Inaczej ułożone wersy i byłoby… »
wodniczka
20/08/2018 12:29
zakołysałam się :D. ładne, ciekawe obrazowanie.… »
Gramofon
20/08/2018 12:17
Nie znajduję w tym wierszu nic wartościowego. Takie pisanie… »
Gramofon
20/08/2018 12:03
Bardzo mądry wiersz, bez niepotrzebnego zadęcia jak często… »
ShoutBox
  • Kushi
  • 20/08/2018 14:05
  • Witam i ja :):)
  • Gatsby
  • 20/08/2018 13:50
  • Dzień dobry, może mógłby ktoś z Was pochylic się nad moją prozą i wypowiedzieć się na jej temat? Będę wdzięczny ;)
  • akacjowa agnes
  • 20/08/2018 13:29
  • Hejka, czy ktoś mnie tu jeszcze pamięta? ;) Pozdrawiam wszystkich Portalowiczów :)
  • Kushi
  • 20/08/2018 00:01
  • Prat Bart Pro dobranoc i kolorowych snów :)
  • Esy Floresy
  • 20/08/2018 00:00
  • PBP, śnij o szczęściu :)
  • Prat Bart Pao
  • 19/08/2018 23:59
  • Nastała pora i na mnie :) Dobranoc Paniom, dobranoc wszystkim :) Witam tak w ogóle i witam ponownie :) Pa!
  • Kushi
  • 19/08/2018 23:58
  • jak dobrze wrócić w "stare kąty"... mam nadzieję, że pobędę tu dłużej :), aaa stęskniłam się za Wami :)
  • Kushi
  • 19/08/2018 23:56
  • Eska, oki dla Ciebie woda i wino :)
  • Prat Bart Pao
  • 19/08/2018 23:55
  • Hmm, może dla tego że gdy za dużo "lampek" to światło gaśnie? :D
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Villartase4
Wspierają nas