Dedal - Miladora
Proza » Miniatura » Dedal
A A A
Od autora: z cyklu Opowieści wierutne.

 

Paradoksem jest każda prawda,
do której jeszcze nie przywykliśmy.
Hyacinthe Brabant

 
Dedal

 
     Jak zwykle w sobotnie wieczory, pub był gwarny i zatłoczony. I jak zwykle, siedząc w kąciku, popijałem brandy, obserwując ludzi. Niektórzy byli nowi, choć całkiem nieźle już wtopieni w klimat, innych rozpoznawałem, a jeszcze innych w ogóle trudno było utożsamić z podobnym miejscem, gdyż od razu wpadało w oczy, że znaleźli się tu zupełnie przypadkowo, a potem po prostu zapomnieli, jak trafić do wyjścia.
 
     Nieopodal siedział jednak ktoś, kto zarówno pasował tutaj, jak i nie, i kogo w żaden sposób nie potrafiłem zaklasyfikować. Nie był wesoły, ale też nie smutny, ponury czy zamknięty w sobie, raczej sprawiał wrażenie człowieka, któremu jakieś myśli tak dalece nie dawały spokoju, że próbując umknąć przed nimi, znalazł się w tym hałaśliwym tłumie i odkrył z niedowierzaniem, że nie zdołał ich zgubić. W każdym razie, cokolwiek to było, zdołało nadać mu ten wyraz skupionego zdziwienia, jakby usiłował wytłumaczyć sobie coś, czego wytłumaczyć się nie da. Czy ja wiem zresztą… Ale zaciekawił mnie. Tak więc wziąłem szklaneczkę i podszedłem do niego.
     – Pozwoli pan? – spytałem.
Popatrzył na mnie, po czym skinął głową.
     Siedzieliśmy w milczeniu, popijając. Nie spieszyłem się. Kiedy człowiek liczy na jakąś opowieść, musi być cierpliwy, a ja wyraźnie czułem, że coś ma w zanadrzu. Coś, co prędzej czy później przebije się na powierzchnię, a wtedy zacznie mówić. Nie naciskałem więc. Czasu miałem sporo. Jestem samotny. Dlatego chodzę do pubów. Przyglądam się ludziom, wybieram, przysłuchuję rozmowom. A kiedy mi się nudzi, to po prostu znikam.
 
     – Pracuję na lotnisku – powiedział niespodziewanie. – Facet wyremontował samolot, taki stary dwupłatowiec. Oblatał go i przywiózł córeczkę. Chciał jej sprawić niespodziankę. Miała urodziny. Tylko że pies nie dał się uwiązać. Zerwał smycz i skakał dokoła samolotu. Facet nie mógł wystartować, no i zabrał psa ze sobą. Coś się tam wydarzyło na górze, silnik wysiadł, czy co, w każdym razie zaczęli spadać. Wie pan,  korkociąg i te rzeczy… Trudno określić, czemu dziewczynkę z psem wyrzuciło z samolotu. Jakimś cudem facet opanował sytuację, chyba motor zaskoczył w ostatnim momencie, zdołał więc dociągnąć pudło do lotniska i wylądował bezpiecznie. Trochę go tylko pogięło. Co się stało z dziewczynką i psem, nie wiedziano. To znaczy, wiedziano, co musiało się stać, ale żadnych zgłoszeń nie było. A przecież musieli gdzieś zlecieć. W końcu ich znaleziono…
     – Dobry Boże – szepnąłem.
     – Tak bywa czasami – powiedział. – Niestety. Ale dziwne, że odkrycia dokonano kilkanaście kilometrów od miejsca, gdzie się to wszystko zdarzyło. Ta awaria. Do dziś nie potrafię zrozumieć…
Zamilkł nagle i potarł ręką czoło.
     – Chyba bym coś wypił… – powiedział.
Zerwałem się spiesznie.
 
     Barman podał drinki i zapytał cicho: – Opowiedział panu tę historię, prawda?
Skinąłem głową. Barman westchnął: – To on był tym pilotem z córeczką i psem. Nie może się jeszcze pogodzić…
     – Biedny człowiek – stwierdziłem ze współczuciem.
     – Ano, biedny – przytaknął. – Żona rzuciła go zaraz po wypadku. Odeszła razem z córką, a on świata poza nią nie widział.
     – Z córką? – zdziwiłem się. – Myślałem, że zginęła!
Barman popatrzył na mnie zaskoczony.
     – Nie powiedział panu? Znaleźli ich. Dziewczynka siedziała na środku łąki z psem na kolanach i wiła wianek z kwiatów. A wokół żywego ducha. Żadnych domów, drzew, oczek wodnych, stogów siana, świadków… Żadnych śladów. Niczego!
     – Niemożliwe! – wytchnąłem.
     – To nie wszystko – dodał, nachylając się, żeby nikt nie słyszał. – Kiedy ją znaleziono, powiedziała, że do głowy by jej nie przyszło, że ten pies potrafi latać.
     – I on uwierzył?!
     – Skądże! Kto by zresztą uwierzył?
     – A pan? – spytałem.
Wzruszył ramionami.
     – A co mnie do tego. Ja bym tam o nic nie pytał. Uratowała się, no nie? To i wystarczy. Pan zresztą, widzę, też nie daje wiary – dorzucił sceptycznie.
     – Kto wie, może i daję – stwierdziłem powoli.
Wziąłem nasze drinki.
 
Facet przy stoliku podniósł głowę, popatrzył na mnie i odgadł.
     – Powiedział panu, prawda? Ten barman. Więc co tu jeszcze kończyć…
Schylił się, potrząsnął linką uczepioną do poręczy krzesła i rzucił półgłosem:
     – Do nogi, Dedal.
Spod stołu wylazł nieduży pies, przeciągnął się, ziewnął, i szarpnięty smyczą, ruszył dziarskim truchtem za swoim panem.
 
Ledwo zdążył złożyć skrzydła.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miladora · dnia 19.12.2017 10:33 · Czytań: 449 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 20
Komentarze
pociengiel dnia 19.12.2017 10:43
Najlepszy wg mnie z tego cyklu.


Ledwo zdążył złożyć skrzydła.

Chyba to inspira dla mnie.
Bo być może zapisałbym to inaczej.

Pozdrawiam.
JOLA S. dnia 19.12.2017 10:44 Ocena: Świetne!
Cytat:
Kiedy czło­wiek liczy na jakąś opo­wieść, musi być cier­pli­wy, a ja wy­raź­nie czu­łem, że coś ma w za­na­drzu. Coś, co prę­dzej czy póź­niej prze­bi­je się na po­wierzch­nię, a wtedy za­cznie mówić. Nie na­ci­ska­łem więc. Czasu mia­łem sporo.

Milu, tak było ze mną, cierpliwość została nagrodzona.

Przeczytałam z przyjemnością i już inaczej spoglądam na zaprzyjaźnionego Buldoga. Może latać też umie? ;)

Buziaki. :)
Miladora dnia 19.12.2017 14:01
pociengiel napisała:
Najlepszy wg mnie z tego cyklu.

Pewnie dlatego, że to taka bardziej męska proza, panie F. :)

JOLA S. napisała:
Może latać też umie? ;)

Niestety - tylko ze spadochronem i we śnie, Mróweńko. :)

Dziękuję ślicznie za pobyt w pubie i wysłuchanie tej opowieści.

Serdeczności. :)
maak dnia 19.12.2017 14:07
To, że mi się podobało, to mało powiedziane. Bardzo mi się podobało. Z miejsca wtopiłem się w atmosferę pubu. Oczywiście nie uwierzyłem człowiekowi, bo pilot płatowca musiałby dziewczynkę przypiąć pasami i nie wolno byłoby wziąć na pokład psa. A może jednak? No, ale na pewno ani dziewczynka, ani pies nie mogliby przeżyć. Co innego gdyby tam zamiast psa był gryf lub pegaz... no tak, nie przewidziałem tego, że mógł być to Dedal.

Pozdrawiam serdecznie:)

PS. Swoją drogą, ciekaw jestem jak będzie się nazywał szczeniak po tym psie?
Miladora dnia 19.12.2017 14:26
maak napisał:
musiałby dziewczynkę przypiąć pasami

Z pewnością przypiął, ale mogły się odpiąć w takim starym gracie. :)
A skoro to był jego samolot i zapewne malutkie lotnisko, to kogo obchodziło, że zabrał psa.

Dziękuję serdecznie, Maaczku - za dołączenie do towarzystwa w pubie.

Miłego popołudnia. :)
Ula dnia 20.12.2017 17:38
Milu,
Bardzo mi się spodobało. Koniecznie muszę nadrobić resztę Opowieści. Lubię takie balansowanie na granicy tego co realne, a Ty to robisz z niezwykłym wyczuciem. Tak to bywa z tą prawdą, czasem wystarczy zmienić punkt odniesienia, albo po prostu rozwinąć skrzydła. W końcu imię zobowiązuje ;)
Pozdrawiam.
Miladora dnia 20.12.2017 22:08
Miło Cię widzieć pod tekstem, Uleńko. :)
Dziękuję ślicznie.

Serdeczności przedświąteczne. :)
Zola111 dnia 21.12.2017 00:13 Ocena: Świetne!
Wiesz, że znam, że mam na półce. Z przyjemnością podczytuję tutaj, konstatując z radością, że mam w domu, i to z dedykacją Autorki.
Buziaki, Milu.

z.
Arras35 dnia 22.12.2017 18:18 Ocena: Świetne!
Witam!
Dawno mnie tu nie było na portalu, ale zamierzam nadrobić zaległości.
Dla mnie bardzo fajny kawałek. Trochę bym go rozwinął, rozszerzył, ale dzięki temu ma odpowiedni wyraz i smak. Pobudza wyobraźnię łącząc ze sobą pewne elementy metafizyczne.
Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia
Arek
Miladora dnia 23.12.2017 17:52
Zola111 napisała:
Wiesz, że znam

Wiem - i cieszy mnie, że pomimo tego wracasz pod tekst, Zoleńko. :)

Arras35 napisał:
Dawno mnie tu nie było na portalu

Rzeczywiście dawno, Arrasku. :)
Dlatego miło mi, że zjawiłeś się akurat pod moją miniaturą.

Dziękuję pięknie - Zolu i Arrasie.
I Wesołych Świąt.

Serdeczności. :)
imre dnia 25.12.2017 22:42
Witaj.
Z przyjemnością przeczytałem Twoją opowieść-miniaturę.

To dobry czas na wiarę w cuda. I pytania czym one dla mnie są...
Myślę że zdarzenia tak bardzo nieprawdopodobne dzieją się cały czas. Tylko trudno nam uwierzyć, że małe tąpnięcia w świecie już nam poznanym, że te małe nieścisłości po prostu są. Są częścią wschodów i zachodów pokrojonych na kromki. Zjadamy je, z masłem czy bez... Zjadamy je codziennie i nimi żyjemy.

Spodobało mi się jak piszesz. Długie wielokrotne zdania dają wyobrażenie, że rzeczywiście... nikomu się tam nie spieszyło.

Nie wiem czy skrzydła są potrzebne tak niezwykle nazwanemu psu. Już ono samo to skrzydla jak i moją wyobraźnię. Ale po przeczytaniu na ustach miałem mały uśmiech, bo ciekawie to wszystko wyszło, mimo, że czuć tu tużo smutku z powodu straty.

Cóż.. może cuda też dążą do równowagi.. dając i odbierając

Dziękuję Ci. Powtórzę- przeczytałem z przyjemnością

Pozdrawiam:)
Miladora dnia 26.12.2017 12:46
imre napisał:
przeczytałem z przyjemnością

Bardzo dziękuję, Imre. :)
Miło zyskać nowego czytelnika.

Dobrego świątecznego. :)
Hubert Z dnia 26.12.2017 14:02 Ocena: Świetne!
Wiem, że to niewiele ale w mojej skali ta historia zasłużyła na ocenę WOW. :)
Pozdrawiam cieplutko. :)
Miladora dnia 26.12.2017 14:08
Widzę, że przeskoczyłeś do prozy, Hubercie. :)
Niezmiernie mi miło - dziękuję.

Serdeczności świąteczne. :)
Figiel dnia 27.12.2017 14:19 Ocena: Świetne!
Sobotni, gwarny pub i... świetna opowieść, jak zwykle, zresztą.

Zauroczyło mnie to zdanie:

Cytat:
Dziew­czyn­ka sie­dzia­ła na środ­ku łąki z psem na ko­la­nach i wiła wia­nek z kwia­tów.


Kilka wyrazów, a scenka wręcz ocieka poczuciem bezpieczeństwa i spokojem.

Cytat:
Ledwo zdą­żył zło­żyć skrzy­dła.


Imię psa wydawało się być zwieńczeniem historii, a tu jeszcze doskonały suspens.

I tak mnie od Dedala spod stołu przekierowało do mitu o jego poprzedniku, potem do "Upadku Ikara" Bruegla. Nadal jest w nas tęsknota do wznoszenia się wyżej i wyżej. Nadal trzeba za nią płacić wysoką cenę. Nic się nie zmieniło od czasów Ikara, nawet dla bohatera tej opowieści.
Miladora dnia 28.12.2017 13:25
Figiel napisała:
Nic się nie zmieniło od czasów Ikara

W zasadzie nic, bo choć tworzymy inne realia i inne mity, cena pozostaje podobna. :)

Bardzo miło Cię zobaczyć, Figielku, pod tekstem. :)
Dziękuję pięknie.

I serdeczności. :)
ApisTaur dnia 28.12.2017 17:29 Ocena: Świetne!
ot determinacja cudu od imienia
które psu nadane zostało chwalebnie
posiadanie skrzydeł niczego nie zmienia
dopóki nie staną się one potrzebne

pozdrowionka :)
Miladora dnia 28.12.2017 22:17
ApisTaur napisał:
posiadanie skrzydeł niczego nie zmienia
dopóki nie staną się one potrzebne

To prawda, Apisku. :)

Dziękuję i serdeczności - niech nowy rok będzie nam łaskawy. :)
Alen Dagam dnia 13.01.2018 13:20
[To będzie ździebko wierutny komentarz.]

Hmm. Tutaj, w przeciwieństwie do Sklepiku, pociągnięcia pędzlem są grube, nie pozostawiasz (przynajmniej dla mnie) zbyt wiele pola do interpretacji. Albo oczekujesz interpretacji na innej płaszczyźnie, nieswojskiej (mi), albo po prostu coś mi umyka.

Ale żeby nie było, że nie próbowałam.
W oparach alkoholu nawet najzwyklejsze historie sa ubarwiane, ubierane w falbanki tajemnicy. Dziewczynka i pies uratowali się przypadkiem, takie rzeczy się zdarzają.
Imię psu nadano już po zdarzeniu, drogą skojarzenia, niezbyt chyba udanego, bo Dedal nikogo nie uratował. Ale ludzie mają skłonności do połowicznych skojarzeń.
Skrzydła na samym końcu to tylko wytwór wyobraźni opowiadającego. Jak wspomniano, opary alkoholu robią swoje.

Swietnie jednak zbudowane napięcie. Lubię takie zabiegi w opowiadaniach. Lubię, gdy w pewnej chwili zapominam oddychać.
I, o ile fabuła wydaje mi się grubo ciosana, to osnowa jest delikatna i przyjemnie zachęcająca.

Ide dalej.
Miladora dnia 14.01.2018 19:12
Alen Dagam napisała:
zbyt wiele pola do interpretacji.

Jedynie dwie. :)
Albo prawda, albo bzdura.
Albo bohaterowi ktoś wcisnął taką opowiastkę, wiedząc, że lubi słuchać różnych historii w pubie, a on, niemal zahipnotyzowany tajemniczością zdarzenia, zobaczył skrzydła u psa na zasadzie skojarzeń z Dedalem. Albo wszystko było prawdą i tylko on je zobaczył - z prostego powodu, bo tylko uwierzył w tę historię.

Alen Dagam napisała:
Dedal nikogo nie uratował.

Uratował. Siebie. Chociaż nie zdołał uratować Ikara.
Więc może jest w tym jakaś sprawiedliwość dziejowa? Życie za życie? :)

Alen Dagam napisała:
Ide dalej.

Dzięki serdeczne - a ja za tobą. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:4oliviac142eg2
Wspierają nas