Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 20. Zmiany. Dom - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 20. Zmiany. Dom
A A A

Każdy dzień ma szansę stać się najpiękniejszym dniem życia

                                                                     Mark Twain

 

 

**** 

POŻAR OBRAZEM ROKU. Karoline, to nie jest sen, to dzieje się naprawdę…Chyba to miałam na myśli, po przeczytaniu informacji na internetowym portalu informacyjnym Le Figaro. Odłożyłam okulary i spojrzałam w okno. Słońce dawno schowało się za wzgórzem Montmartre'u. Latarnie Paryża, wyglądały jak złote drobinki nanizane na srebrne nitki dróg. Zabłąkany czarny ptak zatoczył koło na dachami sąsiednich kamienic i zapadł się z krzykiem w ciemność nocy. Paula nie było, wyjechał do Londynu, zobaczyć się z córką.Tak bardzo pragnęłam podzielić się radością. Telefon mógł obudzić Marka, stary zegar pokazywał już północ. Każdy dzień ma szansę stać się najpiękniejszym dniem życia, przemknęło, gdy kładłam się spać.

Potem znów było mało czasu, zaszronione okna przypominały o zimie. Śnieg rozpadał się na dobre, leżał w zaspach tam, gdzie spadł, dozorcy nie nadążali z odśnieżaniem. Na niektórych chodnikach wiatr nawiał go równiutko aż po same czubki żywopłotów.Trzeba było ciągnąć to życie, nieważne jakimi objazdami. Rozpędzone marzenia dawały o sobie znać, rozbudzały pragnienia, piękno i barwy. Malowałam, rysowałam, najczęściej w domu, wciąż byłam czymś zajęta. Odniosłam sukces, ale nie czułam się lepsza, zdarzały się momenty, że dotykał lęk i smutek, nie zawsze miałam ku temu powody. Kochałam i byłam kochana. Nie ma prostych równań1. Natura ludzka jest skomplikowana.

Wieczorne pogawędki z Markiem przez telefon absorbowały, kosztowały fortunę, ale nietrudno było odgadnąć, doskwierała mu samotność. Ona może pokonać każdego. Nie brakło tematów: nowinki ze świata polityki, małe i duże radości, splątane wspomnienia i ciężkie od niedokończeń zwierzenia.To ważne być z kimś szczerym i gdy takiej szczerości jest pod dostatkiem. Markowi, terapia odwykowa niewiele pomogła, ale operacja poszła gładko, noga zrosła się i latem znów będzie mógł doglądać pszczoły. Wróciłem do domu, bo w kroplówkach brakło miłości4. Zabrzmiało  jak informacja o pomyślnie sfinalizowanej transakcji z Panem Bogiem. Cóż, twoja decyzja Mark, jestem przy tobie, odparłam. Dopiero wtedy rozpłakał się. Z cierpienia wyrasta piękno5, ileż mądrości kryje się w tym powiedzeniu. Nagle, inna nowa rzeczywistość zajrzała w mi oczy. Pośród mgieł zanurzony świt2, nie warto odgrzebywać wspomnień3.

Któregoś dnia przysłał w paczce ser. Paulowi nie smakował, ale nie potrafiłam go wyrzucić. W końcu dostałam go od ojca. Odpowiedział, że mnie rozumie. Położyłam ser na parapecie okna. Przykrył go śnieg i oboje o nim zapomnieliśmy.

Świat stroił się na święta, a mnie dopadło pragnienie ujrzenia Marka. W wigilię Bożego Narodzenia przyleciał do Paryża. Zdaje się, że nie oczekiwałam innego prezentu, ze wzruszenia trzęsły się ramiona. Rano w Nowy Rok miałam ochotę zamknąć oczy i dłużej zostać w łóżku. Mark, przeciwnie, od rana był jak skowronek. Paryż w śniegu jest najpiękniejszy, co ty na to?, mówiąc to, patrzył na mnie wymownie. Świeże powietrze dobrze robi, uznałam i zaraz po śniadaniu ruszyliśmy piechotą do Ogrodów Luksemburskich. Pałac i ogród miały przypominać nam o pałacu Pittich i ogrodach Boboli we Florencji, o wspólnie spędzonych tam chwilach. Idąc, plotłam, co mi ślina na język przynosiła. Słuchał uprzejmie, ale myślami był daleko, widząc nieprzeniknioną minę, nabrałam podejrzeń. Mijaliśmy pomnik z popiersiem Fryderyka Chopina, gdy usłyszałam: 

             – Wiesz, że nie lubię prawić kazań, ale ...

             – Co masz na myśli? –  Przerwałam w pół zdania.

Stropił się. Spojrzeliśmy po sobie. Widać było, że przygotowuje się do poważnej rozmowy.

             – Wyszłaś z cienia, odnosisz sukcesy, więc skąd bierze się w tobie melancholia. To zdumiewa i martwi, podaj powód. Wiedz, że wszystko czego pragniesz, jest po drugiej stronie strachu6...

Mówił to ten sam dawny przyjacielski Mark, którego tak dobrze pamiętałam z dzieciństwa. W końcu skończył monolog, stanął, opierając się oburącz na gałce laski i patrzył. Miałam wrażenie, że czytam w jego myślach, rozumiałam pobudki. Mark, trudno ci odmówić racji. Po kilku długich minutach milczenia uśmiechnął się. Poczułam potrzebę wtulenia się w miękki rękaw jego płaszcza, łza zakręciła się w oku. Chciałam zapamiętać tę chwilę, ubrać w słowa, ale myśli gdzieś przelatywały... Chyba nie da się wszystkiego opowiedzieć.

Odwracasz oczy, wyciągnięta dłoń psuje obraz niedzielnego
poranka.

****

POŻAR zaczął żyć swoim życiem, zbierał zaszczyty i złośliwości. Okrzyknięto mnie nadzieją młodego francuskiego malarstwa. Z nadmiaru wrażeń dusza nie nadążała za właścicielką. Przyznaję, miałam twórczą satysfakcję, a ojciec uczył, by nie przejmować się opinią bliźnich. W środku pozostałam taka sama, wierząc, że malarstwo wymaga pokory. Krytyk tuż po wernisażu, użył określenia talent do bezczelności. Na czym polega bezczelność w malarstwie? Wywiady i spotkania to nie były obrazki godne zapamiętania. Mnożyły się nagłówki w gazetach i dobiegające z akapitów krzyki: poruszający obraz; kobieta, a uprawia trudną sztukę; Co chciała wyrazić? Owszem, miałam świadomość, że przeżywam coś niezapomnianego – jedną z tych magicznych chwil, które mogą się nie powtórzyć, ale bardziej liczyło się zdrowie psychiczne, czasem miałam ochotę uciec lub zapaść się pod ziemię. Czasy sprzyjały autokreacji, ale ja chciałam być pokazywana bez sztucznego makijażu i szminki, drażniły próby tworzenia wyreżyserowanego wizerunku. Rozumiałam, że malowanie to proces trudny do opisania, czy opowiedzenia, w jakimś sensie tajemniczy, ale bez przesady, świat nie zamiera pod wzrokiem malarza. Malarz podobnie jak pisarz dysponuje jakimś zamysłem, ale głównie robi to, co czuje, działa po zakresem logiki. Jak powiedział Donald Barthelme: Malarz to ktoś, kto, zabierając się do pracy nie ma pojęcia, co ma robić.

Zabrakło odwagi, by odmówić zaproszeniu do cyklicznego programu w telewizji, O sztuce. Trzeba umieć sprzedawać marzenia. Na tym opiera się sukces każdego człowieka – wiedzieć, jak sprzedać to, w co inni chcą wierzyć7, pomyślałam i postanowiłam spróbować. Pierwsze wrażenie decyduje o wszystkim. W moim przypadku stres i obcość miejsca sprawiły, że popadłam w półprzytomny stan, wywołując uśmieszki. Czułam się wystraszona niczym jeż w świetle reflektorów5. Ostatecznie rozmowa wypadła nie najgorzej, bo po emisji programu przyszło mnóstwo maili z gratulacjami. Odpowiedziałam na wszystkie oprócz jednego, na maila od Victora.

Nieoceniony Paul dzielił na dwoje moje rozterki, wspierał  twórcze wysiłki, ale nagle nasze życie stało się ciaśniejsze, mniej różnorodne. Nietrudno było się zorientować się, gdzie leżała przyczyna. Świeże wydarzenia dawały do myślenia, działały niepokojąco na wyobraźnię, wprowadzając do głów chaos. Paryski świat sztuki, jakby się usunął, stracił swoją bezpośredniość. Smutnawa konstatacja. W przeszłości były już takie sytuacje, stare trendy ustępowały miejsca nowym, normalna kolej rzeczy. Widoczne zmiany wprowadzały zamęt, dotknęły tradycyjnego podejścia do malarstwa, pośrednio i nas. Niby nikt nikogo do niczego nie zmuszał, ale w pewnym momencie nie widziałam sensu w robieniu czegokolwiek. Spokojnie, otworzysz się na nowe i to szybko. Każda burza przeminie, pocieszał profesor. Umiał podnieść na duchu, nie dopuszczał, by opadły ręce. Mądry człowiek wie o tym od początku i niczego nie żałuje.

Pamiętam za oknem było ciemno, do sypialni zaglądał księżyc.

         – Jak zawrócić rozpędzony świat? – zapytałam, patrząc mu w oczy.

         – Nie mam pojęcia, ale jeżeli się nie zatrzymasz i pójdziesz dalej, będziesz mogła kochać się z bogami i boginiami. Przyznaj się, o tym marzyłaś.

         – Nie mam nic przeciwko bogom, po warunkiem, że będą podobni do cie…

Usta zamknął gorący pocałunek. Księżyc spoglądał na kochankę boga z nieukrywaną ciekawością. Za chmury schował się nad  ranem.

 

****

Po dwóch latach, na samo wspomnienie tamtej nocy uśmiecham się do lustra, na ustach dyskretnie milczy błyszczyk.

W jakimś trudnym do określenia momencie wszystko się we mnie zmieniło, okrzepłam, dorosłam, jakbym przeszła przez tajemne drzwi. Nie sądziłam, że to kiedykolwiek nastąpi, ileż racji miał Mark.

Podobno każdy przełom niesie wiedzę. Nauki nie poszły w las, studia zrobiły swoje, nabrałam pewności siebie, odkryłam nową namiętność, barwę. Moje płótna rozjaśniały, nasiąkły przejrzystym światłem, zmiękła kreska. Prawdziwe, naładowane emocjami, miały głębię, uderzały przemyślanymi pociągnięciami pędzla. Ile w tym wyznaniu jest ekshibicjonizmu? Tyle samo co we wszystkich moich słowach i czynach. Naturę dobrze widzi się tylko sercem, każda nutka powstaje gdzieś głęboko. Nie ucieknie się od pokazywania świata przez własne doświadczenia i przemyślenia.

Dalej eksperymentowałam z olejnymi farbami, na płótnie wydawały się zbyt ciemne, gęste i brudne. Praca nad ostatnim obrazem zajęła przeszło dwa tygodnie. Malowanie olejami mnie przerastało, okazało się trudną, niewdzięczną techniką, a akryli nie znosiłam. Nakładasz oleje zbyt grubą warstwą, obruszał się Paul, obserwując zmagania. Nigdy nie owijał w bawełnę. To nonsens, wykrzyknęłam i z płótna zostały strzępy. Zamiast się złościć, napij się ze mną wina, powiedział z uśmiechem. Profesor na wszystko miał receptę. Czego więcej może pragnąć kobieta?, zadałam na głos pytanie, zanurzając usta w wybornym Jaboulet Parallele. Po kilku dniach jednak musiałam stulić uszy po sobie. Lubię pracować w pocie czoła, ale nie było wyjścia, poddałam się, nie pozostało nic innego jak wrócić do sprawdzonych akwareli, przejrzyste, dodawały lekkości.

Nowy dom to nowe, lepsze życie. Marzenie przekształciło się w rzeczywistość. Podjęliśmy decyzję z radością, prawie z dnia na dzień. Stare ściany odpłynęły, rozpoczął się kolejny rozdział. Nasz nowy dom to staromodny, otoczony kasztanami, piętrowy budynek, jakich na Montmartre jest wiele. Poddasze wypełniły sypialnia i przestronna pracownia z drewnianą podłogą i ogromnymi połaciowymi oknami. Duży, jasny salon przez marszczone firany cedzi promienie słońca. Wymagał generalnego remontu, przez dwa miesiące oboje pracowaliśmy bez wytchnienia. Ręka bolała nieznośnie, sztywniały palce, przez tydzień nie mogłam utrzymać pędzla. Bałam się, że tak zostanie na zawsze. Miłość dodawała siły, pomagała przestawić się w normalność. Wnętrze domu tchnie prostotą wystroju i spokojem, nic nie powstrzymuje kontemplacji, jest piękny i należy do nas. To tu zaczęliśmy wspólne życie. Przede mną pracowita zima, wiosną czekają końcowe egzaminy i obrona dyplomu. Nie wiem, co się wydarzy, ale, gdy profesor zobaczył mój najnowszy obraz, oczy mu zapłonęły. Nie zawsze jest różowo, buntuję się, mylę się, rozczarowuję, niektóre pamiątki z przeszłości niestety są odporne na działanie czasu, ale łzy to już przeszłość. Nikt nie widzi, ale ciągle mam dwa skrzydła.

Wczoraj rozstawiłam sztalugi w pracowni. Od nabijania świeżego płótna na stelaż oderwało mnie gwałtowne pukanie do drzwi, nie mieliśmy jeszcze dzwonka. Zbiegłam po schodach, myśląc, że to kurier. Antonina – nie wierzyłam własnym oczom. Miała na sobie designerski, granatowy płaszcz. Promienie słońca igrały w długich brązowych włosach, ale twarz miała pozbawioną uśmiechu.

           – Wpadłam tylko na chwilkę, żeby powiedzieć, jaka jestem z ciebie dumna – powiedziała jeszcze w drzwiach.

W salonie zapadła się cicho w fotelu, rozglądając się dookoła. Nie wiedziałam, od czego zacząć rozmowę, minęło tyle czasu. Podając herbatę, przyglądałam się jej przez chwilę, wargi drżały ze wzruszenia. Wyciągając dłonie po filiżankę, uśmiechnęła się, w jej policzku zrobił się znajomy dołeczek. Uściskałam ją, zapadając się w jej kojące objęcia, szczęśliwa, że znowu jestem z najlepszą przyjaciółką. Przeszło rok temu wyszła za mąż za Gasparda, za kolegę z pracy, jest już matką. Od ślubu jej nie widziałam, rozmawiałyśmy głównie przez telefon lub przez skype'a. Aż dygotałam z emocji, miałyśmy dużo do nadrobienia. Wypiła pospiesznie herbatę, jej cera powróciła do normalności. Poprowadziłam ją do pracowni, dała do zrozumienia, że chcę ją zobaczyć. W pomieszczeniu panował bałagan, nie zdążyłam rozpakować wszystkich pudeł, z sufitu zwisał kabel z oprawką, ale bez żarówki. Oparła się o balustradę, gdy jej wzrok spoczął na moich szkicach, zamyśliła się, jakby posmutniała. Przyszło mi na myśl, że coś jest nie tak, zaniepokoiłam się nie na żarty. Nie wiedziałam, co jest przyczyną, ale starałam się ją pocieszyć. Dotknęłam jej dłoni, były zimne.

            – Antonino, brakowało mi ciebie. Cieszę się, że wróciłaś do Paryża, tęskniłam. A kiedy zobaczę twojego synka?

Rozpromieniła się w sposób, jakiego nie widziałam od dzieciństwa, ale tylko na moment, gdy chciałam coś jeszcze powiedzieć, uniosła dłoń, żeby mnie pohamować.

           – Karoline, poczekaj, przyprowadzę go wkrótce, słowo.

          – Nie mogę się doczekać – naciskałam z nadzieją, że usłyszę więcej. Umierałam z ciekawości.

           – Porozmawiamy później, za godzinę mam spotkanie z prawnikami, nie widzę powodów, żeby dalej zwlekać. Planuję zostawić Gasparda, nadal ma romans, płakałam, byłam wściekła, ale wszystko minęło, chyba pora odlecieć w ciszę.

Mówiąc, westchnęła ciężko. Zaskoczona, nie bardzo umiałam zinterpretować spojrzenia, uśmiechnęłam się smętnie, ściskając ją raz jeszcze. Do Gasparda nigdy nie miałam zaufania. Co za ocean egoizmu, jeżeli miałam kiedyś złudzenia, to teraz je straciłam. Coraz mniej rozumiem Antoninę, od miesięcy nie mówiła o sobie, nie zdradzała swoich zamiarów, zadawalała się zadawaniem pytań i wysłuchiwaniem moich odpowiedzi. Czasem postępowała jak facet. Jeśli jakaś sytuacja sprawiała jej przykrość, nie zastanawiała się, działała. Tym razem też czułam, że jest zdolna do popełnienia nieodwracalnego czynu.

Nastała wymowna cisza. Oczywiście, naleganie wywarłoby odwrotny skutek od zamierzonego. Historie życia nie są do dyskusji. Powinno się ich wysłuchać i zrewanżować się tym samym.

          – To wszystko. Co chcesz jeszcze wiedzieć? – zapytała, opuszczając głowę.

          – Antonino, nie musisz nic mówić, wystarczy mi twoje milczenie. Możemy zmienić temat, jeżeli chcesz...

          – Dobra, Karoline, znikam. 

          – Może ci w czymś pomóc?

Pokręciła przecząco głową, pogłaskała mnie delikatnie po policzku i znowu była za drzwiami. Pomachałam ręką na pożegnanie, ale nie odpowiedziała. Przecież dotąd o niej wszystko wiedziałam, jak do tego doszło? Co ci chodzi po głowie, dziewczyno?, powiedziałam w duchu i ogarnął mnie smutek. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Stałam nieruchomo przed domem, skupiona na sprawach, o których wolałabym nie myśleć. 

To nie takie proste – ode

****

Wczesną jesienią byliśmy z Paulem w Oxfordzie, w krótkiej podróży poślubnej, i jak na złość cały czas padał deszcz. Cóż i tak bywa. W żywopłotach dojrzewały jeżyny, na drzewach jabłka, a teraz znów jest zima, przyszła tak cicho. Płatki śniegu wirują w powietrzu, niczym motyle szukające kwiatów. Stoję na balkonie naszego domu, zanurzona we wspomnieniach, a one lądują we włosach i na pustych dłoniach. Jeden siada na opuszku palca, zabijam go nadmiarem ciepła. Zbrodnia doskonała, bez motywu, zostawia po sobie łzę. Kuba pozostawił we mnie ich więcej. Jeszcze czuję miękkie odbicie łapek na swej poduszce, słyszę słodkie mruczenie, które jeszcze przedwczoraj rządziło naszym domem. Podobno kocie dusze niewiele potrafią poza siedzeniem na ramieniu. Czemuż tak wiele wierszy jest o kotach? Paul mówi, że poeci piszą je piórem, bo tyle zazwyczaj zostaje z zabłąkanych pod koci dach ptaków. Z smutnej zadumy wyrwa mnie Halleylujah Leonarda Cohena. Wracam do sypialni. Widzę hipnotyzujące oczy mojego męża. Przytula mnie, ociera łzy. Kładzie ręce na brzuchu, delikatnie głaszcze, całuje, a ja poddaję się pieszczotom, chwilę tańczę z gwiazdami. Na twarzy Paula pojawia się czułość i niewypowiedziana radość. Próbuję się roześmiać. Tyle myśli krąży po głowie, tyle nieznanych emocji, których nie potrafię nazwać. Spodziewamy się dziecka. Nieważne, co chciałam jeszcze powiedzieć, zamykam oczy, wtulając nos w jego skórę, uwielbiam ten zapach. Wyrazy umykają, później ułożę je w zdania...

****

 

Czyżbym stała się ważną osobistością? Od świtu przed moim łóżkiem przedefilował długi orszak: salowa, przynosząc śniadanie, naczelny lekarz otoczony zastępem stażystów, zabiegane pielęgniarki. Podziękowałam im wylewnie. Wreszcie zamknęły się drzwi. Pomimo zakazu lekarza wyśliznęłam się z łóżka. Nie mogłam usnąć. Kręci się w głowie, drżą kolana, z trudem łapię się parapetu okna. Spoglądam w dół na ulicę, zapowiadany deszcz nie spadł. Suche szyby tulą odbicia domów, mrok zaciera kontury. Paryż śpi. Nareszcie mogę zebrać myśli, szybko odliczam czas. Tak, tkwię tu w szpitalnym pokoju od dwóch tygodni jak ptak w klatce, to niespodziewanie długo, ale niczego nie żałuję. Wypadek sprzed lat odcisnął się strachem, wywołał komplikacje okołoporodowe, mimo że nic tego nie zapowiadało. Miałam dużo szczęścia. Czas goi rany, pokazał, że można kochać więcej. Wszystko nagle wydaje się lepsze, piękniejsze, nabrało innego znaczenia. Czy jestem gotowa na macierzyństwo? To nowe, niezwykłe doświadczenie, jeszcze się z nim nie oswoiłam, przypomina podróż w nieznane. To miłość, która nie liczy na wzajemność, żeby to zrozumieć trzeba zostać matką. Raz, dwa, trzy… Liczę sekundy, sto pięćdziesiąt … słyszę własny oddech, od razu lepiej, nareszcie wyprostowałam się. Jaki dziś dzień? Niedziela, za parę minut zacznie się poniedziałek, początek tygodnia, dla mnie początek kolejnego rozdziału życia.

Kocham dni, kiedy wszystko jest inne. Dzień kiedy Paul powiedział: Karoline, dziękuję za syna nie przypominał żadnego innego. Jeszcze w uszach dźwięczy jego drżący, szczęśliwy głos. Gdy popatrzył na mnie miałam wrażenie, że odkrywa świat na nowo. Dla takich chwil warto żyć. Bez uzasadnionej przyczyny znowu sztywnieją mi palce prawej ręki. Pozostanie niesprawna, muszę do tego przywyknąć. Moje miejsce przed sztalugą nie pozostanie puste. Nie wyrzeknę się tego, co nadaje mojemu życiu sens. Jeżeli przyjdzie cierpienie, to zacisnę zęby i wytrwam, bo już wiem, że mija. Płótna, farby i pędzel czekają. Gotowe na wezwanie. Potrzebuję tylko czasu, aby sobie wszystko poukładać, krok po kroku. Co jeszcze chciałam powiedzieć? Sama dobrze nie wiem. Wkrótce będziemy w domu, gdy o tym myślę w oczach mam łzy szczęścia. Nie muszę tego tłumaczyć. Na korytarzu skrzypnęły drzwi, czuję lekki zawrót głowy, wracam do łóżka, może uda mi się zasnąć, za parę godzin zacznie świtać.

 

 ****       

Zachód słońca nad Sekwaną od dawna tak nie cieszył moich oczu. Do wczoraj siąpiło bez chwili przerwy. Rzędy domów i nadbrzeżnych drzew toną w świetlistej purpurze. Ciepły wiatr rozwiewa różowe chmury. Nareszcie mam  wolną chwilę, by przysiąść na ławce i spokojnie pomyśleć. Niby żyję normalnie, jestem szczęśliwa, ale dziś zadałam sobie pytanie : I to wszystko? Nie powinnam sobie stawiać takiego pytania, wiem skąd ten niepokój. To moja wina. Obowiązki matki i żony wykonuję sumiennie, ale zbyt rzadko biorę do ręki pędzel. Ta świadomość coraz bardziej mnie przytłacza. Brak czasu i zmęczenie nie jest wytłumaczeniem. Czasem myślę, że nie gra roli czy maluję dobrze, czy źle. Malowanie czyni mnie spełnioną, pozwala wyrazić siebie, podnosi na duchu, stanowi cel mojego istnienia. Może te ostatnie słowa nie brzmią dobrze, ale żadne nie oddają istoty tego, co czuję. Kochać w pełni znaczy żyć pełnią8. Nadal gonię marzenia, mój duch jest  ciągle ten sam. Któregoś dnia nie chcę spojrzeć wstecz i powiedzieć: wprawdzie znalazłam spokój, którego zawsze chciałam, ale to nie znaczy, że nie miałam ochoty dokonać czegoś nowego i tylko dla siebie. Wierzę, że księga mojego życia nie jest jeszcze zamknięta, że coś się zmieni...

Dzwony Notre-Dame właśnie wydzwoniły godzinę. Zadzieram głowę. Żadna budowla nie jest tak mocno związana z Paryżem. Dziś nie ma już takiego znaczenia, ale przychodzę tu, by na nią popatrzeć. Lubię to ciche miejsce. Mój syn przygląda mi się z nieśmiałym uśmiechem. Prawdopodobnie zmarzł albo  znudziło go poszukiwanie  kasztanów w trawie. Za chwilę będę musiała podnieść się  z kamiennej ławki i wracać do domu.

– Pójdziemy już, mamusiu? – ponagla.

Biorę Paula za rękę i idziemy powoli nabrzeżem, znam je na pamięć. Szaroniebieskie fale jednostajnym, cichym szumem biją o brzeg. Wkrótce zjemy kolację, potem zaśpiewam mu kołysankę, codziennie to samo. Jest wczesna jesień. Kasztany w Paryżu tracą liście, szykują się powoli do zimowego snu. Mija kolejna faza cyklu życia. To najlepsza chwila, by wykorzystać chwile mocnego jeszcze słońca. Jutro wcześniej wstanę, zrobię śniadanie, odprowadzę Paula do przedszkola, a potem pracownia będzie tylko moja... Pozornie ta sama cisza, ale jakże wydaje mi się inna.

 

 

 

 

 

 


-----------------------------------------------------------------------------------------------

1- wiersz „ stygnący czas ",  hopelles

2- wiersz  korzenie potrzebują światła”, hopelles

3 -wiersz „ pasja 2”, hopelles

4 - wiersz „ "Poeci rodzą się na niby ”, Zola 111

5,7, 8 - „Zdrada”, Paulo Coelho

6 - "Balsam dla duszy kobiety", Jack Canfield

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 22.12.2017 09:11 · Czytań: 394 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 12
Komentarze
Dobra Cobra dnia 23.12.2017 12:06 Ocena: Świetne!
Mój Boże, to juz 20. odcinek... Gratuluję wytrwałości, pomysłu i wielkiej konsekwencji w pisaniu. Wychodzi z tego piękna kobieca opowieśc, której byc może menszczyźni nie powinni czytać.


JOLU S,

Jest tu piękno, dar losu, interesujący faceci, fortuna, sukces jak i piękne widoczki, czyli po niemiecku landszafty.

Oczywiście nie każdy lubi francuzów. Nie lubią ich angole z Top Gear (stara wersja) i robią sobie z ńich jaja. Jednym z najpiękniejszych jaj była dramatyczna rekonstrukcja (z udziałem aktorów!) dlaczego samichody Peugeot uoadły na pysk z jakością jak i osiągami. Oto w zamierzchłej przeszłości lat 70-tych słynny Peugeot 5 Turbo (bo taką nazwę miało to autko) wygrywał wszystkie rajdy i mistrzostwa. Ale nagle to się skończyło.

Dlaczego? Na to pytanie odpowiada ten skromny filmik, pełen angolskiego poczucia humorrrrrru.

https://youtu.be/JQugEZOrZSc

I dlatego tylko dwa kraje na świecie nie uwielbiają programu Tip Gear i jest tam jego znikoma oglądalność: Francja i jeszcze jeden kraj, który z powodu zabrania Falklandów nienawidzi Anglii.


Wracając do odcinka 20: jest przepieknie, a po dwóch katach nawet rezydencja z pracownią malarską. A byc może i dzieciaczki.

Tak sobie myślę, że w takim świecie sukcesu to dopiero zaczną się problemy. Wielki sukces, ale też zawiśc wielu. Sława, ale też zazdrość. Pieniądze, ale też kradzież podstępna, wreszcie miłośc, jak i zdrada.

Któż mógłby podejść naszą bohaterkę, która jest zakochaną w mężczyźnie swego życia? Zapewne jakaś podstępna lesbijka. Pod pozorem kobiecej przyjażni wkradła y się do serca Caroline, by potem pewnego leniwego popołudnia podczas picia kawy wsadzić jej rekę między nogi pod spódnicę.

No, ale to takie gdybania docowe, który lubi sobie powymyślać dla treningu, jak i radości, co by było, gdyby.... I tego nie da się nijak zatrzymać. Gdyz faceci często myśla o seksie, mówi się nawet, że co dwie minuty. Robia tez te inne rzeczy, no wiesz...


Sumując summa sumarum: nie wiem,mkim bym byl, gdyby nie Twoja opowieśc, która pokazuje mi ciepło i prawdziwa miłośc, miast tej fałszywej i surowej, z którą myli się ją z pożądaniem.

Brawo, brawo! - zakrzykam, odchodząc ukontentowany wielce. I wierząc, że powrócę, nawet hdy na Caroline sidła zastawi....


Pozdrawiam serdecznie, dodatkowo sezonowe życzenia, gdyż teraz sezon na nie jest.


Dobra Cobra
JOLA S. dnia 23.12.2017 12:28
DobraCobro,

widziałeś wiele, zajrzałeś do kobiecej literatury i dobrze, jeszcze zatęsknisz, spoglądając na ptaka ze zwichniętym skrzydłem.
Cóż, zbiera się do odlotu, wraca do gniazda, ale nie uprzedzajmy faktów. :)

DoCo, wierny, życzę radości wszelakiej przy wigilijnym stole, pachnącego makowca, a w Nowym Roku miłości i weny.


Do miłego, buziaki. :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 23.12.2017 12:43 Ocena: Świetne!
Zaglądam do kobiecej duszy co raz. Jak najbardziej rozumiem także przenośnię o ptaku ze zwichniętym skrzydłem. Na każdego faceta to przychodzi i nie ma odwrotu.

Wiem, że jeszcze zatęsknię, gdyż nie może być inaczej!

Właściwie to już tęsknię....
JOLA S. dnia 23.12.2017 13:38
Miło to słyszeć. :) :) :)
Krzysztof Konrad dnia 27.12.2017 19:35 Ocena: Bardzo dobre
Również gratuluję Ci wytrwałości. Odniosę się do warsztatu, bo wiesz, że czytam co piątą część. Cały czas idziesz do przodu i nie tylko z samym projektem. Chodzi mi o to, że znakomicie radzisz sobie z opisami. Są finezyjne, nienachalne. Co do dialogów, mam pewne obiekcje i, o ile pamiętam, kiedyś też je miałem. Np.gdy bohaterowie przynajmniej w większości zwrotów, używają swoich imion. Ale te opisy... Jolu.
JOLA S. dnia 27.12.2017 20:59
Krzysztofie - bardzo dziękuję za wizytę u Karoline. :)

Byłam tak zagoniona dzisiaj, że nie miałam kiedy odpowiedzieć, dlatego robię to teraz.

Cytat:
znakomicie radzisz sobie z opisami. Są finezyjne, nienachalne


Miło to słyszeć. :)

Pozdrawiam serdecznie i do następnego :)
skroplami dnia 29.12.2017 16:04 Ocena: Świetne!
Poważna część, w dużej mierze podsumowująca. Nosi znamiona przymierzania do zakończenia. Tak, te końce a przynajmniej niektóre, smutne :(. Sięgam więc do "przepowiedni", mej własnej :). Nie skończy się źle, skończy się na pewnym etapie pozwalając nam, czytelnikom, ujrzeć co chcielibyśmy widzieć :).
Świat wokół Karoline się zmienia, życie jej przyjaciół i jej też. Widzieliśmy cząstkę, z cząstki wiele w naszą stronę i poruszyło :). Barwne i kolorowe 20 części, huśtające naszymi sercami ;), chociaż o życiu codziennym. A, tak, nie codziennym bo o życiu malarki, jej "pierwszych" krokach w pewnym okresie czasu z niepewnością i poszukiwaniami jak malować, jak kochać, jak żyć, inne :). Może nie aż tak wprost, ale kropla po kropli sączyło się to z treści, przyciągało, wiązało z bohaterką, pięknie :).
Za powyższe i za całość, niezmiennie :), ocena najwyższa.
JOLA S. dnia 29.12.2017 16:22
Przyjacielu i wierny Czytelniku, czasem się sama dziwię swojej wytrwałości. Nie było łatwo, ale mam twórczą satysfakcję. Nie mylisz się, w najnowszej historii Karoline pachnie jesienią, sypie śnieg wielkimi płatkami, zwiastując koniec opowieści

Cytat:
Widzieliśmy cząstkę, z cząstki wiele w naszą stronę i poruszyło


Mnie poruszały miłe słowa moich Czytelników... i jakże dodawały otuchy. :)

Wielkie dzięki i do następnego. Już wkrótce.

Serdecznie pozdrawiam. :)
Do siego roku!
kamyczek dnia 29.12.2017 23:40 Ocena: Świetne!
Cytat:
Ka­ro­li­ne, to nie jest sen, to dzie­je na­praw­dę…
- dzieje się

Cytat:
Opar­ła się się o ba­lu­stra­dę, gdy jej wzrok spo­czął na moich szki­cach, za­my­śli­ła się, jakby po­smut­nia­ła.
- jedno się zbędne

Cytat:
Wie­czor­ne po­ga­węd­ki z Mar­kiem przez te­le­fon ab­sor­bo­wa­ły, kosz­to­wa­ły for­tu­nę, ale nie trud­no było od­gad­nąć, do­skwie­ra­ła mu sa­mot­ność.
- nietrudno napisałabym łącznie

Zauważyłam też kilka cytatów ( Mark Twain, Jack Canfield, Paulo Coelho) - co myślisz o przypisach pod tekstem?


Dwudziestka, a akcja wciąż wartka, sukces, o jakim śni niejeden artysta
Cytat:
POŻAR OB­RA­ZEM ROKU.
Uczucie rozkwita, uwieńczone ciążą - czy może być coś bardziej pięknego? I jak poetycko zakończyłaś tę część - Ech.

Świetne, świetne, świetne - czytam z niesłabnącym zainteresowaniem i chwalę Twoje pióro, Jolu.
Podoba mi się, mimo malutkich chochlików, ale kto ich nie popełnia?

Pozdrawiam serdecznie.

Do siego roku!
JOLA S. dnia 30.12.2017 00:20
Drogi Kamyczku,

zacznę od uderzenia się w piersi. Chochliki, ładnie je nazywasz. :) Przypisy uzupełnię. Lata pamiętam fragmenty przeczytanych tekstów, szczególnie tych ulubionych. Cytuję, nie zdając sobie sprawy skąd dokładnie pochodzą, będę miała problem. :( Mogłam Ciebie też bezwiednie zacytować, wiesz jak bardzo lubię Twoje wiersze.
"Ukradłam" fragmencik poezji Zoli111 i chyba będę musiała zwrócić się do Autorki o pomoc - przypis jest chwilowo pusty. :|

Bardzo się cieszę z Twojej wizyty i uznania dla moich " twórczych" wysiłków.

Nie ustaję w ukłonach. :)

Serdeczności. Do siego roku!

Jola
kamyczek dnia 17.01.2018 07:22 Ocena: Świetne!
Fajnie, że dopisałaś fragment, a właściwie dwa fragmenty wybiegające "telegraficznie" w przyszłość bohaterki. Mówiąc językiem artystów - to takie dwa pociągnięcia pędzlem, bez których obraz nie byłby gotowy.
Pozdrawiam serdecznie.
JOLA S. dnia 17.01.2018 09:40
Kamyczku, ciągle czuję niedosyt. Jest jeszcze kilka momentów, które zamierzam poprawić lub uzupełnić. Mrówcza praca, ale nie odpuszczę. Bardzo się cieszę z Twojej wizyty i uznania dla moich " twórczych" wysiłków.

Serdeczności. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
23/02/2018 23:18
Dziękuję Ci za wyjaśnienia. W mojej opinii poprawny odbiór… »
Zola111
23/02/2018 22:51
Lilu, tu jest podwójna spacja: - zobacz. z. »
Lilah
23/02/2018 22:34
Bardzo się cieszę, Alicjo. Jeśli wena dopisze, może… »
Darcon
23/02/2018 22:22
Ech, Szysza, moralizatorskie to jest, aż momentami średnio… »
Darcon
23/02/2018 22:14
Szlachcicu Dragonie, tak naprawdę zgodnie z regulaminem… »
Zola111
23/02/2018 21:55
A możesz, Lilu. Tylko pamiętaj: ten długaśny, czyli myślnik.… »
purpur
23/02/2018 20:02
Dzięki staram się jak mogę :) »
asertywny69
23/02/2018 19:46
Bardzo dużo piszesz. Niektóre fragmenty bardzo ładnie… »
Marian
23/02/2018 19:41
Dziękuję Maly za przeczytanie mojego tekstu i komentarz.… »
Jonasz
23/02/2018 19:05
Fajna ta zagadka :) przeczytałam córeczce - zgadła i chciała… »
Lilah
23/02/2018 19:00
Dziękuję, Zolu. Zastanawiam się, czy tam, gdzie kropki nie… »
Zola111
23/02/2018 18:53
Ale fajny pomysł na cykl, Lilu! Bardzo mi się! :) z. »
Maly
23/02/2018 18:33
Dzięki purpur, aż mnie żołądek rozbolał ze stresu (a może to… »
purpur
23/02/2018 17:23
No muszę przyznać, że jestem pełen obaw. Nie, nie chodzi mi… »
mdabrows
23/02/2018 16:24
Ten wiersz jest chyba o życiu. Twoja diagnoza jest jak sądzę… »
ShoutBox
  • Maly
  • 23/02/2018 12:39
  • Już działa :)
  • Silvus
  • 23/02/2018 12:35
  • Mi działa.
  • Maly
  • 23/02/2018 12:30
  • Alen Dagam, link nie działa
  • Alen Dagam
  • 23/02/2018 02:16
  • Czytajcie i komentujcie wirtajki, kochani! Mamy sporo debiutów :) Pokażcie, że to nasz wspólny projekt, napiszcie choć parę słow! [link]
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:46
  • Dzięki Silvus, czekam cierpliwie aż wróci:)
  • Silvus
  • 22/02/2018 12:12
  • Z tego, co ja wiem, @Dod, to zdjęcia dodaje Wiktor, a widać, go nie ma.
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:04
  • Co się dzieje ze zdjęciami? Dodałem ponad tydzień temu, jako ilustracje do wierszy. Wiersze się zestarzały, a zdjęć nie ma:)
  • kamyczek
  • 21/02/2018 16:20
  • Panel użytkownika - utwór, który chcesz przenieść klikasz edytuj. Edycja artykułu, kategoria np. masz kategoria: wiersze - zmieniasz na kategorię Wirtajki.pl. Na koniec klikasz na pasek: Zapisz zmiany
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:kertydowera4
Wspierają nas