Tchnienie umierającego cz.3 - Krzysztof Konrad
Proza » Długie Opowiadania » Tchnienie umierającego cz.3
A A A

III

 

Chmurę wypalanego tytoniu dało się wyczuć pod powiekami, a nawet w uszach. Zatykały się od natężenia dymu z kubańskich cygar, palonych jeden po drugim. Mimo to, pracę wykonywali bez zarzutu. Nie potrzebowali aparatu mowy, żeby się rozumieć. Zdawali się być ze sobą zestrojeni. Nawet dźwięk warsztatowych grzechotek do odkręcania śrub, którymi we trzech się posługiwali, przypominał motyw tupania w „We will rock you”. Gdy jeden z nich skończył odkręcać, pozostali wiedzieli, co powinni zrobić. Po popuszczeniu śrub, Angelo opuścił delikatnie listwę z bezpiecznikami. Cezar chwycił ją pewnie i podał Julio. Ten ostatni, przystąpił do rozbiórki, gdy tylko część znalazła się na stole. Dopiero wtedy rozległo się pstryknięcie zapalniczki. Julio wyjął świeże cygaro ze srebrnej skrzyneczki i przyciął ustnik sekatorem ogrodowym. Jego butla wyglądała inaczej. Miała dodatkowy przewód nad czujnikiem ciśnieniomierza o średnicy dopasowanej idealnie do grubości cygara. Do prawej ręki miał przywiązany pilocik z jednym przyciskiem. Kiedy wciskał guzik, mógł zaciągnąć się mieszanką dymu i powietrza z butli.

 

Nagle Julio znieruchomiał. W trakcie wykręcania bezpieczników zobaczył postać mężczyzny w spodniach o kolorze obrzydliwej zieleni. Wyglądał na wycieńczonego, lecz ostatkami sił chwycił Julio i podniósł go, gdy zobaczył pojazd rozebrany na części. – Dios Santo, skubaniec nas znalazł! – wrzasnął zszokowany, gdy spostrzegł, że nie dotyka ziemi nogami. Cezar wyrwał młodszego brata z rąk oprawcy. Angelo przybiegł z pomocą jako ostatni. Był z nich najstarszy. Jedną ręką popchnął intruza, a drugą poprawił czerwoną przepaskę, która trzymała w ryzach jego długie włosy. Budową ciała przypominał Thora, syna nordyckiego boga. Mimo muskulatury, to Cezar pobił okradzionego i duszącego się Edwina.

 

– Oddajcie chociaż trzy butle. – Everrich oddychał coraz ciężej. – Mogą być dwie, starca mam w dupie – dodał.

 

– Durny, roszczeniowy amerykańcu, tu jest Meksyk – oświadczył Edwinowi Angelo, zbliżając się powoli w jego stronę. – Jeśli chodzi o przysługi, możemy wcześniej cię ubić lub mówić twoim językiem, zanim się udusisz.

 

Edwin wsłuchał się w pikanie tlenomierza, które zaalarmowało krytyczny poziom powietrza. Wstrzymał oddech i oplótł nogami stojącego nad nim Angelo, momentalnie go przewracając – Jedną, pieprzoną butlę – szepnął mu do ucha – dla mojego syna, leży tam, za drzwiami. – Spojrzał mu w oczy i na chwilę stracił przytomność.

 

Julio zaciekawił się tym, co może zastać na zewnątrz. Otworzył drzwi puszczając chmurę dymu z kubańskiego cygara. Przytaszczył do warsztatu ledwie żywego Kevina. Cięższym Austinem zajął się Cezar, który wydawał się oszaleć, gdy spojrzał w głąb jego maski. Walnął starszego brata w ramię, aby ten zwrócił uwagę na twarz starca. Gdy Angelo to zobaczył, po jego czole spłynęła kropla potu. Usiadł z wrażenia na zimnej posadzce. Chcąc potwierdzić przypuszczenia, poprosił Julio o przyniesienie zestawu do oddychania. Podłączyli aparaturę i jednocześnie podskoczyli z radości, gdy Berringer otworzył oczy. – Dios santo! – Julio kopnął Edwina, który przeturlał się po ziemi. – Czy ty masz pojęcie, kogo nam tu przysłałeś, jankesie?

 

Everrich zignorował te słowa i zawiesił wzrok na Kevinie. Nad chłopcem wzniósł się obłok dymu z cygara. Uwierzył, że to prowizoryczna kołdra otuliła do snu jego syna. Nagle Edwinowi przestał doskwierać ból, jakby mózg zakończył funkcje biologiczne. Zdziwił się, kiedy zauważył, że oddycha i nie ma z tym najmniejszych problemów. Wstał jakby nic wcześniej nie zaszło i ruszył, pomóc braciom w demontażu zużytej butli u Kevina. Śruba wyeksploatowała się w najgorszym momencie życia chłopca. – Puta Mierda! – Julio klął, uderzając jednocześnie w gwint z impetem, aż go zniekształcił. Uniemożliwił tym samym podłączenie nowego sprzętu. Edwin usłyszał pikanie, które oznaczało krytyczny stan powietrza. Bez chwili wahania wstrzymał oddech kolejny raz i przytknął swoją maskę do twarzy syna. Wściekły Julio wygrzebał wielką szlifierkę elektryczną. – Obetnę ci łeb, szmato. – warknął i odciął śrubę wraz z wygiętym gwintem.

 

Kevin poczuł w płucach dawkę świeżego powietrza z nowej butli, a ojciec go przytulił, chcąc wynagrodzić cierpienie. Bracia prawie stratowali półprzytomnego Austina, chcąc doprowadzić go do ładu. Starzec akurat ścierał z włosów smar, którym się ubrudził. Cezar przyniósł mu miskę, do której wlał ciepłą wodę i pół butelki najdroższego szamponu head’n’shoulders, a Julio dziękował za samą jego obecność.

 

Widząc jak młodszy brat trwoni cenny czas, Angelo odstraszył go samym podejściem w jego kierunku. Julio to zrozumiał i zamilkł, a Cezar oddalił się o dwa kroki.

 

– Lo siento, el salvador...

 

Austin nie znał Hiszpańskiego. Spojrzał jedynie w oczy Angelo, mając wrażenie, że już skończył mówić.

 

– Wybacz, wielkoludzie – Berringer odważył się – ale nie mam doktoratu z Hiszpańskiego.

 

– Drugi raz tego nie powtórzy – oznajmił Julio. – Nazwał cię wybawicielem, nawet do boga się tak nie zwraca.

 

Edwin przypomniał sobie rozmowę z Berringerem, który jako jeden z pierwszych ostrzegał przed kataklizmem. Zrozumiał, że ten niepozorny sprzymierzeniec stał się kartą przetargową, którą właśnie zapłacili za życie. Od chwili, gdy powierzchnia warsztatu wypełniła się dymem z kubańskiego cygara i pochwałami na temat Austina, Everrich wyizolował dla siebie to, co go urzekało. Zafascynowały go stoły, a ich zastawą karmił się, jak gość na najlepszej uczcie. Nie zabrakło żadnego narzędzia, a chwytając w dłoń każde z nich, wspominał, do których napraw były wykorzystywane w przeszłości na jego warsztacie, zanim zepsuł się świat. Zaciekawił go widok gigantycznej, stalowej szafy, składającej się głównie z dziesiątek półek. We wszystkich leżały przeróżne części, a najczęściej spotykaną była listwa z bezpiecznikami. Obok znajdował się stół, na którym Edwin rozpoznał bezpieczniki powyrywane z listwy land rovera. Wziął jeden z nich i zauważył, że pozostał po nim jedynie sam plastik.

 

– Wiem, na pozór to głupie.

 

Everrich zauważył czerwoną przepaskę, po której zidentyfikował najstarszego z rodzeństwa i powrócił do obserwacji.

 

– Zależy – odpowiedział – w jakim celu pozyskujecie srebro. Dzisiaj jedynie żywność, woda i powietrze mają wartość. Więc o co wam chodzi? – zapytał, stając odważnie naprzeciw Angelo.

 

– Nazywam się Contenegro, a ci dwaj to moi bracia. – Wskazał mężczyzn, którzy uważnie wsłuchiwali się w opowieści Austina. – Mniejszy to Julio, trochę nadpobudliwy i dużo pali. Podałby nóż Cezarowi, czyli temu obok. Odebrało mu mowę, ale nie potrzebuje jej, żeby poderżnąć wam gardła, gdybyście próbowali nas oszukać.

 

Skupienie, w którym trwał Edwin i opanowanie, z jakim przyjmował do wiadomości słowa Angelo, budowały fundament podziwu u najstarszego Contenegro. – Mechanik? – zapytał.

 

– Kiedyś mechanik, od zawsze niedoszły fizyk – odpowiedział Edwin. – Do czego wam to srebro? – ponowił pytanie, i jeszcze raz rzucił okiem na dziesiątki fragmentów po bezpiecznikach.

 

Wielkolud zawahał się przez chwilę, lecz dzięki nadziei, którą przyniosła obecność Austina Berringera odważył się, by wyjawić największą tajemnicę obcemu mężczyźnie. Contenegro kiwnął głową sugerując, żeby Everrich za nim poszedł. – Mistrzu Berringer! – Pomyślał przez chwilę i skorygował swoje słowa: – niech to szlag, chodźcie wszyscy, musicie to zobaczyć. Angelo podszedł do jednej z ceglanych ścian warsztatu. Kevin myślał o ukrytym drążku lub cegle, po wciśnięciu której otworzą się wrota, natomiast Edwin postanowił kryć emocje, nawet gdyby był to najgenialniejszy kamuflaż na ziemi. Jednak nikt nie potrafił pozbierać myśli, kiedy Angelo Contenegro zdjął kawał ściany, jak ceratę ze stołu. Był to zwykły kawał materiału, którego motyw z cegłami zlewał się z rzeczywistą powierzchnią muru. Była narzucona tak idealnie, że żaden obserwator nie pomyślałby o tajemnym przejściu. Gdy czerwony, ceglany pył opadł, ze środka dwumetrowej dziury wyłoniły im się układy połączonych rurek. Każda z nich miała średnicę rozłożonej dłoni Cezara. Zwieńczała je tuba podobna do zakończenia trąbki.

 

– Budujecie wielki puzon? – zapytał Kevin.

 

– Nie, synu – odpowiedział ojciec. Edwin krążył wokół budowli, wlokąc dłoń po rurkach, jak po balustradzie. – To jest szaleństwo.

 

Najmłodszego z braci – Julio – wyraźnie zirytował komentarz Everricha.

 

– Jankesie, to efekt dwuletniej pracy! – krzyknął, a echo jego głosu rozprzestrzeniło się wewnątrz mechanizmu.

 

Berringer zauważył, że najważniejsze pary oczu, Angelo i Cezara, wpatrują się w niego i oczekują komentarza, lecz nie potrafił wydusić słowa. Nie zdziwił go jednak obiekt, a Edwin Everrich i sposób, w jaki analizował działanie maszyny. Wcześniej był pewien, że skoro mężczyzna go nie zna, to nie ma też prawa znać jej zastosowania.

 

– Mistrzu, cały mechanizm budujemy według twojego pierwowzoru – wyznał Angelo. – Wiem, że zniszczono twoją…

 

– Membranę? – wtrącił Edwin. – Tworzycie srebrną membranę. Tlen jest absorbowany przez srebro, z którego wykonujecie połączony układ. Chcecie odseparować tlen od powietrza i zbadać właściwości, tylko nie macie takiej ilości materiału.

 

Austin poczerwieniał z zazdrości, choć nie była to zawiść. Pomyślał, że musi coś powiedzieć, nim Everrich przez chwilę dedukcji rozgryzie jego wieloletni obiekt badań. Uświadomił sobie, że ćmy-Contenegro przylgną za moment do Edwina, który zaczyna przyćmiewać jego umysł.

 

– Ile samochodów już rozebraliście, żeby przetopić tyle srebra z bezpieczników? Niech zgadnę, wszystkie, które były w mieście? Dlatego tak bardzo połasiliście się na land rovera? – Berringer sypał pytaniami – Rozebraliście pewnie wszystko, co zawiera srebro, ale i tak wam brakuje, praktycznie rzecz biorąc.

 

– Pomóż mistrzu – poprosił Angelo, po czym starzec dumnie się uśmiechnął.

 

Przez głowę żadnego z braci Contenegro nie przeszła myśl, by pożegnać się ze swoimi gośćmi, zwłaszcza z Austinem. Był prawdopodobnie najważniejszą osobą, którą kiedykolwiek spotkali. Tego wieczora prawie wszyscy wpadli w zadumę, gdy pod wpływem spalania rozległ się dźwięk skwierczącej podpałki. Charakterystyczne trzaski dobiegające z ogniska mieszały w zmysłach, przypominając o smaku pieczonych ziemniaków, mimo że prawie nie ma ich w Meksyku. Niektórzy myśleli o ogniu, niewymagającym maski, by się rozpalić. Jeszcze inni dumali nad ilością dni, które pozostały im do wypalenia płomienia własnego życia.

 

- Czy to koniec, tato? – zapytał Kevin. – Oni nas nie wypuszczą?

 

Edwin przerzedził falowane włosy, rozmasowując głęboką zmarszczkę między brwiami na znak, że nie potrafi odrzec synowi tak, by odpowiedź mu się spodobała.

 

- Sądzę, że po prostu nas potrzebują – odparł – a my potrzebujemy butli, których za darmo nam nie oddadzą.

 

-Twój ojciec ma rację – wciął się Julio - ale jesteśmy słowni, a ja, Julio-Mirales-Aragon- Pereira-Contenegro, daję słowo, że oddamy wam wszystko, co zabraliśmy i jeszcze dorzucimy, jeśli pomożecie nam wykombinować więcej srebra i pomóc w budowie membrany.

 

Opanowany wcześniej Angelo nagle zerwał się z miejsca i zacisnął dłoń na przewodzie, który łączył butlę Julio z jego maską.

 

- Nikt tu nie jest niczyim niewolnikiem – tłumaczył duszącemu się bratu – ale w jednym ma rację, jesteśmy słowni. – Zwrócił się do Edwina i Austina. – Prosimy was o pomoc, ale nie zamierzamy zrobić nikomu krzywdy. Nie jesteście chyba na tyle durni, żeby bez przyczyny jeździć po tym pustkowiu, na pewno do czegoś dążycie.

 

Cezar zgodził się z bratem kiwnięciem głowy, po czym wyszedł na chwilę. Wrócił kilka minut później, pchając pojemną taczkę. Znajdowały się na niej wszystkie butle z powietrzem, które im zabrano.

 

- Dokąd zmierzasz, jankesie?

 

- Do Madery – odparł Edwin.

 

- Chyba nie wierzycie w te brednie z miastem dla ocalałych? – Julio ironicznie się zaśmiał.

 

- Zamknij, Dios Santos, mordę, bo cię wrzucę do tego ogniska – skarcił go Angelo i kolejny raz zwrócił się do Edwina. – Możecie tam iść ze swoimi butlami, a na drogę damy wam nowy pojazd, albo pomożecie nam z membraną i w zamian będziemy was chronić w drodze do Madery. Sporo plądrowaliśmy i butli mamy pięć razy tyle co wy, a Chihuhua znamy lepiej, niż własnych rodziców.

 

Austin zmieszał się, gdy usłyszał słowa Angelo. – Pięć razy tyle butli? W takim razie nie zostało wam wiele życia, praktycznie rzecz biorąc – skomentował.

 

- Nasze dni są policzone. Oddajemy życie nauce i pogodziliśmy się z faktem, że prawdopodobnie nie zobaczymy efektów naszej pracy.

 

Everrich zmierzył wzrokiem Angelo i Cezara. Obaj wyglądali na silnych. Angelo był wyższy i wyglądał na inteligentniejszego, za to ciało Cezara opancerzone było w stu procentach tkanką mięśniową, której pozazdrościłby niejeden kulturysta. Obaj wydawali się być zgrani i nawzajem sobie wierni. Jedynie nadpobudliwy Julio wyglądał na skłonnego do zdrady czy nieprzemyślanych decyzji. Jednak surowość Angelo wobec niego sugerowała Edwinowi, że słowa najmłodszego Contenegro nie mają pokrycia w czynach i łatwo go nastawić na odpowiedni tor. Berringer pokiwał głową, chcąc przekazać, że nie ma przeciwwskazań, co do propozycji braci.

 

- A ty? Zgadzasz się? – Edwin zapytał Kevina.

 

- Jeśli dzięki nim bezpieczniej dotrzemy do mamy…

 

Austin nie przejął się zbytnio, że w obecnych czasach sen należał do czynności luksusowych. Wszystko dzięki współpracy nawiązanej z braćmi Contenegro. Uświadomił sobie, że może przestać martwić się o poziom powietrza, będąc przez nich wysławianym. Edwin, choć bronił się przed zmrużeniem oczu, uległ po obejrzeniu pokoju, który mu przygotowali. Był drewniany i wypełniał go zapach żywicy, jakby ze ścian wyrastały świerki. Zakochał się w tym leśnym klimacie i łóżku, będącym jedynym miejscem, w którym mógł ściągnąć bez wstydu grube, zgniłozielone spodnie. Wcześniej przejrzał swoje ciało za pomocą małego, samochodowego lusterka, które leżało na nocnej półce. Naliczył cztery nowe blizny od chwili pobicia przez złodziei w El Paso oraz wielki krwiak, rozlewający się na powierzchni trzech żeber.

 

Mimo atmosfery, która oddała odrobinę magii snom o romantycznych wyjazdach z Emmą, Edwin zerwał się z miękkiego łóżka w środku nocy. Przetarł czoło podejrzewając, że problem leżał w koszmarze. Jednak dłoń była sucha, a w snach widział jedynie Emmę. Czego chcesz, kobieto? Czemu mnie obudziłaś? – pytał się w myślach, zazdroszcząc jednocześnie synowi, który śnił spokojnie, a na jego twarzy malował się uroczy, niewinny uśmiech. I w tej chwili jakiś impuls, tchnienie, zupełnie jakby Emma puknęła go w głowę ze zniecierpliwienia, coś przemknęło przez Edwina, aż wzdrygnął się z przerażenia. Kilka miesięcy wcześniej odwiedziła go po raz ostatni, nie w snach, a na jawie. Mógł jej dotknąć i zupełnie realnie całować. Za późno, ale zostawiła mu pod opieką Kevina. Poinformowała go, że jedzie na ekspedycję.

 

- Gdzie była ta ekspedycja? – Everrich szturchał syna najmocniej jak można szarpać własne dziecko bez konsekwencji prawnych.

 

Kevin ledwie otworzył powieki, a ojciec posadził go siłą na łóżku, które ze sobą dzielili. – A co to ekspedycja? – zapytał ledwie przytomny chłopiec.

 

- Mama mówiła, że wyjeżdża – przypomniał – gdzie dokładnie?

 

- Mówiła o jakiejś dziurze w skale i były w niej kryształy jakiegoś Se..sele… - głowił się syn.

 

- Selenitu! Chodziło jej o kryształy selenitu w jaskini, cholera! – wrzeszczał z szaleńczym entuzjazmem. – Berringer, zbudź się stary biologu! – Uderzył w sąsiednią ścianę, za którą wypoczywał Austin. Nim zdążył zareagować na krzyki Edwina, ten sam wszedł do jego pokoju, również szarpiąc nim na wszystkie strony.

 

- Jaskinia z selenitem, co o niej wiesz?

 

- Chciałeś chyba zapytać o kryształową jaskinię w Naica, cholerny potworze! – wściekł się. – Jak możesz mnie budzić o trzeciej w nocy?

 

Edwin ucichł, gdy zdał sobie sprawę, że ma całą noc do namysłu. Chciał prawidłowo wykorzystać swój przebłysk

 

- Problem tkwi w tym, że nie mamy czasu na pomoc w budowie tej membrany – wyszeptał Everrich.

 

- Co ma do tego selenit, młodzieńcze? Tam nie ma absolutnie nic, prócz kilkumetrowych słupów skalnych i piekielnego gorąca. Nikt tego nie przeżyje – dodał.

 

- Gdy Emma zostawiła mi pod opieką syna, to był ostatni raz, kiedy ją widziałem. Po raz ostatni po rozwodzie i możliwe, że w życiu – wyznał. – Była, albo jest, doskonałym geologiem i mówiła o tej głupiej jaskini, ale nie chciałem jej słuchać. Zginęła w trakcie wyprawy. Nie, nie chce tam wejść, żeby zobaczyć, czy w środku są truchła, tylko przekonać się o przeczuciu, bo właśnie ono ją tam zaprowadziło. Zapamiętałem tylko tyle, że wymieniła selenit, czyli to, o czym wiedzą wszyscy, ale wspomniała też o metalach szlachetnych – Edwin mówił coraz szybciej – a co jest jednym z tych metali? Srebro, do cholery! – Edwin miał ochotę krzyknąć kolejny raz. - Skoro jedynie garstka naukowców o tym wiedziała, to jest ogromna szansa, że w środku zastaniemy złoża.

 

Starzec wlepiał wzrok w wełniany koc na swoim łóżku. Pozornie wydawało się Edwinowi, że w ogóle go nie słuchał. W rzeczywistości Austin nie mógł pozbierać się po planie Everricha.

 

- A przecież ta jaskinia znajduje się ledwie dwadzieścia mil od Madery, praktycznie rzecz biorąc. W tych okolicach często znajdowano złoża srebra i złota. Cholera, wiem do czego dążysz, ale Contenegro znają Chihuahua, dlaczego więc tam nie poszli? – zaciekawił się Austin.

 

- Naica znajduje się na terenie gór, poza pustynią. Poza tym, mówiłem już, że nie mają pojęcia o srebrze w tej jaskini. Kto by tam wchodził, nie mając pewności?

Berringer wyraźnie się zmartwił. Wyjął swój grzebień spod poduszki, przeczesał posiwiałe włosy, po czym zmniejszył podaż tlenu z butli i położył się, ignorując entuzjazm Edwina. – Wycyckali biedną dziewczynę, która naraziła się na śmierć, żeby tylko coś od nich dostać. Dzięki niej ukradli nasz samochód, a oni raczej nic jej za to nie dali. Każdy z nich dałby sobie wypruć jelita na cześć nauki. – mówił w półśnie - wyglądają na mądrych i przebiegłych. Ale to nie znaczy, że w dosłownym sensie wejdą do niebezpiecznej, praktycznie rzecz biorąc, niezbadanej jaskini, tylko dlatego, że tak powiedział mechanik z El Paso.

 

- Ale nie powiem tego ja, lecz ty, ich „wybawiciel”. – Edwin zmarszczył czoło i wsadził palec w świeżo zabliźnioną ranę na jego brzuchu, aby się przebudził. – Wiesz czemu? Bo jesteś moim dłużnikiem i ty nas w to wpakowałeś. Jutro mają o tym wiedzieć albo radź sobie sam… praktycznie rzecz biorąc – dodał ironicznie i wyszedł.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 22.12.2017 09:42 · Czytań: 174 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
skroplami dnia 23.12.2017 18:13 Ocena: Świetne!
Chociaż nadal ostro ludzie bardziej z ludzkim duchem, w powyższej części. Dobra, niech będzie że z sumieniem, kiedyś wykształconym bo rzeczywistość w "Tchnieniu umierającego" nawet gorsza jak przy zombii ;) i dziw, że jakieś sumienie chwilami istnieje. Dziwi też, mnie, dlaczego bohater rozwiódł się z żoną, przecież ją kocha i o ile pamiętam, ona jego. Reszta, bez zastrzeżeń. Temat, akcja, zachowania wciąż jeszcze żyjących - doskonale oddane. Całość przyciąga i wciąga. I co ciekawe, styl pisania dopasowany do treści. Bardzo, bardzo dobrze w całości. A nawet więcej, bo świetnie.
Krzysztof Konrad dnia 23.12.2017 18:27
Co do pytania o żonę - wyjawić nie mogę. Dziękuję Ci za komentarz i, że się podobało. Z tym sumieniem to taka oczywista sprawa. Bo wiadomo, jest wręcz pewne, że w takiej sytuacji wszyscy byśmy je stracili. Prędzej czy później. W dobrych czy złych celach. Czegoś by nam brakowało. Tej niewidzialnej rzeczy, która czyni nas ludzkimi.
Darcon dnia 13.01.2018 00:15
To, co na pewno znajduje się w tej części, to fabuła. I to trzeba chwalić, nie ma nic gorszego, niż nie kończące się opisy lub infodumpy. Jednak napisanie sprawnej fabuły to jest wyzwanie i tutaj nie do końca sobie poradziłeś.
Na początek ogólna uwaga, że nie zawsze wiedziałem co, kto robi, ale za długo by trwało wyszukiwanie tych fragmentów w tekście, przy wartkiej akcji sprawdzaj dwa razy, czy podałeś minimum danych, by czytelnik wszystko "zobaczył".
Niestety sporo jest słabszych stylistycznie i konstrukcyjnie zdań:
Cytat:
Julio prze­rwał ko­ją­cą ciszę, gdy w trak­cie wy­krę­ca­nia bez­piecz­ni­ków uka­za­ła mu się po­stać męż­czy­zny w spodniach.
Jak przerwał kojącą ciszę? Ukazujący się mężczyzna brzmi trochę jak z cudownych objawień. I naprawdę tak to początkowo zinterpretowałem.
Cytat:
Cezar, naj­wyż­szy z nich, wy­rwał młod­sze­go brata z rąk opraw­cy, gdy tylko to zo­ba­czył. An­ge­lo przy­biegł z po­mo­cą jako ostat­ni. Był z nich naj­star­szy.
Staraj się nie stosować zwrotów typu "gdy tylko to zobaczył". Wiesz, na przykład "gdy tylko ona przystanęła", "gdy tylko on skończył mówić" i "gdy tylko i tak dalej". Brzmią niewprawnie. Co powiesz na to zdanie:
"Cezar błyskawicznie wyrwał brata z rąk oprawcy. Angelo dobiegł ostatni odpychając intruza."
Sugeruję pozbywać się wszelkich "oczywistości" i zbędnych fragmentów ( w danym miejscu). Skoro wyrwał brata z rąk oprawcy, to musiał go widzieć, nie trzeba o tym pisać. Czy ma tu znaczenie, że był najwyższy, a Angelo najstarszy? I właśnie, jeśli chodzi o Angelo, jego opis nie powinien być w tym miejscu. Jesteś właśnie w środku wartkiej akcji, a Ty przerywasz ją na opis fizyczny człowieka, dosłownie jak przerywnik na reklamę w filmach. :) Pewnie, że opis Angelo jest potrzebny, ale daj im najpierw dokończyć pranie po mordzie. :)
I jeszcze dwa, trzy zdania z pytaniami, na które sam sobie odpowiedz.
Cytat:
Usiadł z wra­że­nia na zim­nej po­sadz­ce, jakby chciał się ostu­dzić.
Czy siadałeś kiedyś na podłodze, żeby się ostudzić? Pomijam fakt, że ostudzić można coś, a nie kogoś (wyjątek to przenośnie).
Cytat:
Po­my­ślał wtedy, że jego mózg za­koń­czył funk­cje bio­lo­gicz­ne.

Ech, jak zakończył (mózg), to nie mógł (Edwin) już pomyśleć. ;)

Nie do końca panujesz na opisywaniem ciągów przyczynowo - skutkowych. Najlepiej będzie powiedzieć na przykładzie:
"Walnął się młotkiem w głowę, więc go zabolało." lub "Zabolało, gdy walnął się młotkiem w głowę."
Ty zapisujesz to mniej więcej tak:
"Zabolała go głowa, gdy młotkiem się w nią walnął."
Możesz się z tym nie zgodzić, ale widzę sporo takich błędów konstrukcyjnych w zdaniach. Dlatego na koniec wezmę większy fragment pod lupę.
Cytat:
Gdy tylko Kevin po­czuł w płu­cach dawkę świe­że­go po­wie­trza z nowej butli, jego oj­ciec – nie ukry­wa­jąc szczę­ścia – objął go. Chciał wy­na­gro­dzić mu wszyst­kie chwi­le cier­pie­nia. Zaraz po tym, bra­cia mało nie stra­to­wa­li pół­przy­tom­ne­go Au­sti­na. Chcie­li do­pro­wa­dzić go do ładu. Sta­rzec aku­rat ście­rał z wło­sów smar. Ubru­dził się nim, leżąc na warsz­ta­to­wej po­sadz­ce. Cezar przy­niósł mu miskę, do któ­rej wlał cie­płą wodę i pół bu­tel­ki naj­droż­sze­go szam­po­nu head’n sho­ul­ders, na­to­miast Julio dzię­ko­wał w nie­skoń­czo­ność.

Ojciec objął ze szczęścia Kevina, gdy ten zaczerpnął powietrza z nowej butli. Bracia mało nie stratowali półprzytomnego Austina, chcąc od razu doprowadzić go do ładu. Starzec ścierał smar z włosów, którym się ubrudził. Cezar podał mu miskę z ciepłą wodą i butelkę z najdroższym szamponem Head'n'shoulders. Julio dziękował w nieskończoność.
Powiedz, który fragment czyta się bardziej płynnie?

Nie proponuję Ci napisania innej historii, proponuję jej upraszczanie, aby czytelnik miał jasny przekaz, o co Ci chodzi.
Pozdrawiam serdecznie.
Krzysztof Konrad dnia 14.01.2018 08:15
Muszę przyznać, że masz sporo racji. Śmieszne jest to, że mam świadomość tych wszystkich błędów (że ludzie je popełniają i sam je innym wytykałem). Mam skłonność do pisania bzdurnych zdań. Myślałem że napisałem ciekawą historię i tekst nie ma zbyt wielu błędów. Jak widać, jeszcze sporo poprawiania mnie czeka. Mam nadzieję, że w końcu napiszę coś dobrego. Trzymaj się.

P.S.

Mimo że nie we wszystkim się zgadzamy, masz świeży pogląd na teksty. Może potrzebujemy takiej osoby. Pozdrawiam.
Darcon dnia 14.01.2018 10:51
To dlatego, że do własnych tekstów podchodzimy bardziej emocjonalnie. Znacznie trudniej jest spojrzeć na nie obiektywnie.
Kiedyś myślałem, że dobrą metodą jest, by tekst odleżał swoje. Tygodnie, może nawet miesiące. Teraz już tak nie uważam, człowiek "piszący" zmienia się, ewoluuje (jeśli potrafi słuchać) i za pół roku, rok, napisze coś innego i zapewne trochę inaczej. Warto pisać i publikować, a później wyciągać wnioski i napisać coś jeszcze lepiej. Trening czyni mistrza, w każdej dziedzinie. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Arrora
20/01/2018 13:59
Tam jest napisane "wieki", wszystko w porządku:… »
Lilah
20/01/2018 13:56
Dziękuję, Milu, zmieniam. Serdeczności :) »
Krzysztof Konrad
20/01/2018 13:05
Dzięki, Darcon. Aktualnie pracuję nad logiką w pisaniu. Nie… »
Darcon
20/01/2018 12:44
Widzę małą zniżkę formy, postaram się wrócić i przytoczyć… »
Darcon
20/01/2018 12:43
Jest lepiej, Konradzie. Jednak nadal w dynamicznych akcjach… »
Silvus
20/01/2018 12:35
Jeszcze wielki kurz został do poprawy. "jest… »
skroplami
20/01/2018 12:13
No tak, odpowiedzi autorki "lepsze" od tekstu ;).… »
Miladora
20/01/2018 11:47
"Dobrem" brzmi dobrze, Lil. :) »
Arrora
20/01/2018 11:44
Witaj Silvus, Bardzo dziękuję za uwagi, narobiłam tutaj… »
skroplami
20/01/2018 10:58
Ma w sobie mroźną tajemnicę, którą odczuwa bohater, i która… »
Felicjanna
20/01/2018 10:05
No nie wiem, ja odniosłam wrażenie, że ironizujesz i… »
skroplami
20/01/2018 09:56
Będzie na raz po pierwsza i na dwa po drugie ;). Po… »
Lilah
20/01/2018 09:43
Zapraszam do posłuchania:… »
dodatek111
20/01/2018 09:32
Zrobione, jeszcze raz dziękuję Milu:) »
JOLA S.
20/01/2018 09:12
Drogi Skroplami, uwielbiam Twoje komentarze. :) Na tej… »
ShoutBox
  • trawa1965
  • 20/01/2018 12:47
  • Ale przedtem była krew, pot i łzy...
  • Krzysztof Konrad
  • 20/01/2018 08:04
  • Z tego co widzę, osiagasz więcej niż większość osób z takiego dpsu, radzisz sobie, można wręcz powiedzieć, że jesteś tam ewenementem. Dlaczego mieliby nie pomóc?
  • Silvus
  • 19/01/2018 23:08
  • @Trawo, @Mike to chyba mówił trochę do mnie. :)
  • trawa1965
  • 19/01/2018 22:17
  • Dlaczego ma być inaczej? Przecież czytujesz moje utwory. Do wszystkiego doszedłem ciężką i uczciwą pracą. Oczywiście, posiadam kilka opcji na przepustkę.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:51
  • Jeśli masz dobry towar, to go opchniesz bez picu.
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:45
  • @Mike, spokojnie. Niektórzy decydenci potrzebują więcej czasu, żeby przemyśleć i się zgodzić.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:42
  • Jarek, jak postawisz sprawę na ostrzu noża, to wygrasz :)
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:17
  • Na pewno się da. Przy odrobinie dobrej ludzkiej woli!
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Alukonisse1r
Wspierają nas