Bark - imre
Proza » Inne » Bark
A A A

   Obserwowałem niebo pospinane kominami na mankiecie horyzontu, wraz z dachami powoli stawały się tłem. Pojedyncze nitki wysnute pół wieku temu, ciągnęły się teraz kolorami tworząc żółto-czerwone powroty do domu. Mróz panosząc się między uschniętymi trawami, układał w ich koszykach szron- piętrzące się srebrzyste kopy. Gdy brakło miejsca, zaczął szukać bardziej miłego: wnętrze butów wyścielonych grubymi skarpetami i chudymi stopami. Najwyższy czas i mnie wracać do domu. Jednak wtedy przystanął obok mężczyzna. Bordowa bluza przepleciona grubym sznurkiem od pasa po szyję – ciepła niewątpliwie. Biło od niego łuną, a może to zwykły uśmiech… Słowa opowieści o wzgórzu Bark*, na którym staliśmy, popłynęły tak, jakbyśmy znali się od zawsze.


   Ostatni zlot na Babiej Górze wyjątkowo odbywał się przy nieobecności księżyca. Gęste chmury ściśle zamknęły niebo. Tym razem nawet wiedźmy nie były w stanie odmienić tego stanu rzeczy. Czas czarów mijał bezpowrotnie. Magiczne praktyki stawały się coraz bledsze w obliczu rosnących nad gontami chrześcijańskich krzyży. Ludzie jednak potrafili pokazać swoją własną wewnętrzną siłę, niosąc przez góry kilkumetrowe drzewce, poświęcone w odległej Kalwarii. Zabobony wypędzano, bo za mało było miejsca dla wszystkich pod niskimi stropami. Wszelkie gusła ukryły się więc w szparach deskowanych podłóg, pustych stajniach ze stęchłym sianem i kretowinach przy granicy podwórka. Wychylały one tylko czasem swoje starcze oczy i mrugały, gdy jakiś chłop nieporadnie załamywał ręce. Wypędzając demony ludzie stali się zdani na Boga, zupełnie nie mając już wpływu na swoje życie.
   Wiedźmy mimo to coraz bardziej chodziły głodne, bo i spodeczków nie napełniano mlekiem, i nie wieszano nawet kopru nad drzwiami. Czas magii niewątpliwie mijał. Zlot na Babiej był tylko przypieczętowaniem ich losu- nawet na przyrodę nie miały już większego wpływu. Dlatego stworzyły z kości i ramion ostatni krąg na górze. Połączyły wspólnym tchnieniem wszystkie swoje siły, mieszając ciepłą parę z zimną gliną wydłubaną spod skał. Z zachodzącym słońcem ożył olbrzym, ziemno-kamienne, parujące magią monstrum. Póki noc chłodziła jego ciało – żył. Jednak z pierwszym promieniem słońca miał zasnąć, by obudzić się w pierwszą dwunoc.
   Los magii spoczywał odtąd w pojedynczych godzinach. Uschnięte zaś na kamień, z braku mocy, wiedźmy do dziś kruszeją na szczycie Babiej Góry.
   Ocknąwszy się, olbrzym poczuł w sobie gorące tętno. Wstał, zrywając mokrą glinę wraz ze sporą łatą szorstkiej trawy powlekającą jego mięśnie a wcześniej szczyt Babiej Góry. Instynkt kazał mu rzucić się na przełaj w dolinę. Ramionami żłobił sobie drogę wśród gęstych świerczyn. U podnóża góry zobaczył warkocz pomarańczowych kaganków rozświetlający kucające w gromadzie parapety domostw. Za każdym oknem rozmodlone Zdrowaś Maryja tłumiły lęki przed nieznanymi siłami, które szalały tego wieczora na szczycie góry. Tymczasem monstrum jak ukłute włóczniami modlitw w rozpędzie rozsypało wieś całą na dobre kilka kilometrów, tak, że sąsiad sąsiada stracił z oczu.
   Czas mijał, a olbrzym rozdeptywał kolejne przysiółki i słabo zmrożoną ziemię tworząc większe i mniejsze rozpadliska. Potknąwszy się, rozpłaszczał góry, siedlisko szarych wilków. Przygniótł ich tak swoim cielskiem, że łupkiem pokryły utworzoną przełęcz, a właściwie bramę nazwaną później Wilkowicką. Długo nie mogły zakorzenić się tam drzewa. Czy to z powodu ubitej skały, czy z powodu wilczych dusz, które w zemście niszczyły każdy początek życia. Musiało upłynąć sporo wody w nowych strumieniach, zanim oczyściła się ziemia, tak, by człowieka chcącego tam zamieszkać, nie uśmierciła już żadna nieznana choroba.
   Olbrzym zmęczony drogą zaczął obsychać. Tors jego stał się jaśniejszy, gubiąc pomniejsze grudki za sobą. Kucając, żłopał więc wodę z rzeki Białej. Tu po raz pierwszy mógłby zobaczyć swoje odbicie, jednak wciąż było zbyt ciemno. Woda lekko falując, oddawała powietrzu tylko blask gwiazd. I tylko w miejscu, gdzie on się pochylał, brakowało kawałka kosmosu. Ten brak wypełniał przestrzeń zgrubiałą tu i ówdzie. Odnosiło się wrażenie, że ta pustka jest miękka i ciężka; jak świeżo z kołowrota zdjęta ceramika. Gdyby ją wypalić, stałaby się twarda i krucha…
   Ta myśl zerwała na nogi olbrzyma. Odwrócił się w stronę, gdzie horyzont spotyka się zwykle z początkiem dnia. Zobaczył, jak ciemność pęka przy linii, jak gdyby rozdziobywały ją ptaki, które jeden po drugim otwierały w nocnym niebie małe okienka. Czym prędzej ruszył przed siebie, a przesiąknięty granat zastygał pomału na jego oczach. Nie widząc już nic, po prostu biegł.
   Upadł niedaleko. Blask dnia zamknął mu drogę na północ od góry, na której został stworzony. Ziemne ciało mogło odpocząć, zarastając kolejnymi warstwami pokoleń łaskawej flory, osiedlających się, nieświadomych ludzi.
   Nie był to jednak spokojny sen, jak mówiło tworzące monstrum zaklęcie. Co jakiś czas olbrzym zaczynał się wiercić, strząsając liście, na nieszczęście gospodarzy, już w czerwcu. Zdarzały się też odzewy z głębokiego lasu, który wyrósł na ziemnym tworze. Głosy były tak niecodzienne, że nawet dzika zwierzyna podchodziła blisko domostw, by czuć się bezpieczniej. Mówiono nawet, że wzgórze, które nazwano Bark, emanuje ciepłotą, topiąc śniegi wcześniej niż na nizinach.
   Wzgórze z pewnością żyło swoim wewnętrznym życiem. Podobno przekazywano sobie szeptem, że olbrzym powstanie w czasie pierwszej dwunocy. Dziś już o tym zapomniano. Nikt bowiem nie wiedział i nie wie, kiedy i jak to się ma stać.


   Księżyc nadymał się już wysoko nad splecionymi rękoma drzew, gdy opuściłem kłębki tlących się myśli. Ciepła wystarczyło mi, by bezpiecznie dojść do domu. Czasem, gdy wciągam poranną mgłę o zapachu świeżo mielonej kawy, rozdmuchuję w sobie te iskry. Wirują wówczas spiralą, unosząc mnie daleko, daleko za okno.

 

*Bark: niewielkie wzgórze w północno-wschodniej części miasta Bielsko-Biała

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
imre · dnia 30.12.2017 09:07 · Czytań: 237 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 8
Komentarze
skroplami dnia 01.01.2018 10:37 Ocena: Świetne!
Bombowa proza poetycka :). I niezwykłe baśniowe opowiadanie. Teraz w końcu coś wiem o Babiej Górze, Barku, czarownicach które się "poświęciły", pokonane. A że magia wciąż wokoło, tylko potwierdzenie w opowieści. Każdy spotyka, niektórzy widzą ;). Oczywiście, jest dobra i zła. Jednak jedna i druga poległy od dosłownie, piękna słów tworzącego opowieść o nich :). Chociaż w przenośni, ale po przeczytaniu normalnie czuję zapach kwiatów :).
To dopiero magia :).
imre dnia 02.01.2018 00:49
skroplami napisał:
Bombowa proza poetycka
o rany! :) dziękuję pięknie. bardzo się cieszę, że tekst się spodobał i coś wniósł ...może nie tylko magię;)
Dziękuję skroplami za potwornie dużą dawkę słodyczy:) pozdrawiam
Figiel dnia 02.01.2018 19:23 Ocena: Świetne!
Podoba mi się ta opowieść, przepełniona magią i poetyckimi słowami. Trochę smutna, bo potwierdza, że czas magii i wierzeń w siły natury przebrzmiał, ale też cieszy, że pamięć o nich czasem tli się w myślach. Kto wie, może nastąpi kiedyś dwunoc?
Klimat opowieści wciąga, potknięć nawet nie chce się szukać.
Kosmetycznie mam wątpliwości do tego zdania:
Cytat:
Wy­chy­la­ły one tylko cza­sem swoje star­cze oczy i [b]tylko cza­sem[/b] mru­ga­ły,

A gdyby tak wyzbyć się drugiego "tylko czasem"?
I jeszcze tu:
Cytat:
bo i spodecz­ki nie na­peł­nia­no mle­kiem

Spodeczków?
Pozdrawiam:)
GregoryJ dnia 02.01.2018 21:50
Wiesz, imre, Twój utwór zatrzymał na sobie mą uwagę. Po części z racji lokalnego patriotyzmu, gdyż wystarczy jak wyjdę kilka kroków poza ogród, by już majaczyła w oddali śnieżna czapa Babiej. Swoją drogą to pomysłowa popularyzacja ludowych podań i legend. Podane estetycznie, barwnie. Generalnie kwestie genezy ukształtowania terenu zostawiam zdecydowanie bardziej w gestii geologów niż ludowych gawędziarzy. Mit z konieczności jednak musiał poprzedzać naukę i ulec pod jej naporem, lecz stał się zarazem częścią innego fascynującego świata – literatury. Cóż, fakt nie musi być nieodłącznym towarzyszem piękna. My, piszący, coś o tym wiemy.

Pozdrawiam noworocznie
imre dnia 03.01.2018 05:02
Figiel bardzo dziękuję za czytanie i podobanie. Twoje propozycje poprawek przyjmuję:) pewnie nie jeden chochlik się gdzieś jeszcze kręci;) taki urok magii która choć uśpiona, czasem pochrapuje...;)

Cytat:
Twój utwór zatrzymał na sobie mą uwagę
jesli tak się stało to jestem zaszczycony:)
Cytat:
wystarczy jak wyjdę kilka kroków poza ogród, by już majaczyła w oddali śnieżna czapa Babiej
Miło mi poznać Ziomka spod Beskidów, tym bardziej przyjemnie czytać Twoją opinię:)) u mnie Babia gdzieś za dachami, a bliżej mi do Beskidu Małego..:)

Cytat:
Mit z konieczności jednak musiał poprzedzać naukę i ulec pod jej naporem, lecz stał się zarazem częścią innego fascynującego świata – literatury. Cóż, fakt nie musi być nieodłącznym towarzyszem piękna. My, piszący, coś o tym wiemy.

ciekawie piszesz, myślę, że tak właśnie jest:)

Pozdrawiam serdecznie Czytelników:)
dobrego dnia!
Miladora dnia 04.01.2018 02:48
Ładna, klimatyczna opowieść, Imre. :)
Przeczytałam z zaciekawieniem, bo nie znam legend z rejonu Babiej Góry.

Dobrze byłoby jednak coś niecoś dopracować. ;)
Popatrz na wstęp:
Cytat:
Ob­ser­wo­wa­łem niebo po­spi­na­ne ko­mi­na­mi na man­kie­cie ho­ry­zon­tu, wraz z da­cha­mi po­wo­li sta­wa­ły się tłem. Po­je­dyn­cze nitki wy­snu­te pół wieku temu, cią­gnę­ły się teraz ko­lo­ra­mi two­rząc żół­to-czer­wo­ne po­wro­ty do domu. Mróz pa­no­sząc się mię­dzy uschnię­ty­mi tra­wa­mi, ukła­dał w ich ko­szy­kach szron- pię­trzą­ce się sre­brzy­ste kopy. Gdy bra­kło miej­sca, za­czął szu­kać bar­dziej mi­łe­go: wnę­trze butów wy­ście­lo­nych gru­by­mi skar­pe­ta­mi i chu­dy­mi sto­pa­mi.

Te rymujące się ze sobą formy zakłócają rytm narracji.
Poza tym:
Cytat:
szron()(-) pię­trzą­ce się sre­brzy­ste kopy.

Dodaj spację, a dywiz (-) zmień na myślnik (–).
Cytat:
ich losu- nawet na przy­ro­dę

Tutaj tak samo.

Brakuje Ci jeszcze trochę przecinków, ale to już innym razem. :)
Miłego.
mike17 dnia 06.01.2018 14:31 Ocena: Świetne!
To, co natychmiast rzuciło mi się w oczy to przepiękny, poetycki język i kreowanie nim niby bajkowych wizji :)
Wyszło to nad wyraz wyśmienicie.
Czytało się pierwszorzędnie jak klasyczną baśń, gdzie położono wielki nacisk na jakość języka i jego brzmienie, co z kolei miało uwypuklić niezwykłą treść.
I tak też się stało: opowieść wciąga i trzyma w napięciu do samego końca.
A to już coś!

Nie zwracałem uwagi na kwestie techniczne, zawsze tak czynię, ilekroć coś mi się naprawdę podoba - zmysł korektorski uruchamia mi się przy słabszych utworach.

Zatem, gratuluję udanego kawałka i oby takich więcej :)
imre dnia 07.01.2018 00:19
Witam szanownych Czytaczy:)

Ucieszyły mnie wasze komentarze, opinie

Miladora
Cytat:
Przeczytałam z zaciekawieniem, bo nie znam legend z rejonu Babiej Góry.

Dobrze byłoby jednak coś niecoś dopracować
Zawsze warto coś podszlifować zwłaszcza że jestem początkujący w tym pisaniu:) dziękuję za sugestie korekty, ale przede wszystkim za zaciekawienie napisaną historią:)

mike17
Cytat:
To, co natychmiast rzuciło mi się w oczy to przepiękny, poetycki język i kreowanie nim niby bajkowych wizji :)
Wyszło to nad wyraz wyśmienicie.
kurczak...prawie unoszę się metr nad ziemią:)B) Mike... bardzo Ci dziękuję za tak piękną opinię

bardzo dziekuję wam wszystkim za poświęcony czas, za czytanie, komentowanie

pozdrawiam serdecznie:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Graiel
20/04/2019 00:44
Coś co przyciąga... jak ten Twój wiersz :) cieszę się, że go… »
AntoniGrycuk
19/04/2019 21:24
Przykro mi, że się wtrącam, ale dla mnie kluczowe w tym… »
al-szamanka
19/04/2019 21:18
W takim razie zbyt mało o tej nadziei napisałeś, raczej… »
Marek Adam Grabowski
19/04/2019 21:13
Przykro mi, że nie w pełni ciebie zadowoliłem. Zaznaczę… »
al-szamanka
19/04/2019 21:06
Zaczęło się bardzo ciekawie. Szczególnie, że uwielbiam… »
JOLA S.
19/04/2019 17:25
Draconie, tak, nostalgiczne teksty to chyba moja bajka.… »
mike17
19/04/2019 16:52
Yaro, Ty piszesz zupełnie jak ja :) Coś niebywałego.… »
Darcon
19/04/2019 16:42
Podobało mi się. Umiejętnie poprowadzona krótka,… »
Marek Adam Grabowski
19/04/2019 16:20
Chymm, samemu od pewnego czasu mierzę się z chęcią… »
allaska
19/04/2019 16:05
Berele, bardzo Ci dziękuję za ciepłe słowa:) pisałam ten… »
Gabriel Dobosz
19/04/2019 14:17
Graiel, co do losu dziewczyny, to nie miałbym większych… »
Berele
19/04/2019 11:39
Inne, niepozbawione ciepła, spojrzenie na boginię… »
pociengiel
19/04/2019 11:05
Nie lubię zabiegów z pauzami w słowach. Nie wiem dlaczego.… »
Berele
19/04/2019 11:04
Jest ciekawie w wierszu. Nie mogę się zgodzić z przytaczaną… »
pociengiel
19/04/2019 11:00
Dzięki serdeczne. »
ShoutBox
  • leskos
  • 18/04/2019 09:25
  • Dzień dobry
  • mike17
  • 17/04/2019 22:06
  • A tu utwory, na które możecie głosować : [link]
  • mike17
  • 17/04/2019 22:04
  • Zapraszam serdecznie do oddania swoich głosów na naszych artystów w MUZO WENACH 7, nie jest ich zbyt wielu, ale może właśnie dlatego zbiorą maksimum głosów. Czytajcie i głosujcie :)
  • StalowyKruk
  • 17/04/2019 12:13
  • A ja myślałem, że wy to tak pod wpływem natchnienia w chwilę piszecie :)
  • allaska
  • 17/04/2019 12:11
  • Pocienglu gdybyś się nie spieszył twoj wiersz o sledziach trafilby na półkę gorna za szybko publikujesz, prawdziwa poezja zaczyna się od szlifowania, ja Ci to mówię, co się ciągle poprawia:)
  • Gramofon
  • 16/04/2019 18:21
  • metallica w majtki sika!
  • Dobra Cobra
  • 16/04/2019 08:21
  • Piękny artykuł o kulisach powstania Żywota Briana, The filmu Monty Pythonów: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:6sophiee8623gM5
Wspierają nas