Pieśń ku cyklowi samobójstwa - Decand
Proza » Inne » Pieśń ku cyklowi samobójstwa
A A A
Od autora: Kiedyś zacząłem pisać, miała być swego rodzaju seria przemyśleń, takie narracje o niczym. Seria zakończyła się niedawno, a to jedna z jego części. Nie nazwałbym tego prozą per se, lecz ma w sobie pewne jego elementy. Tekst przeszedł jedynie śladową ilość korekty językowej.

Naturalnie, prosiłbym o uwagi, zastrzeżenia, ewentualne urazy także przyjmę. Odpowiem tak szybko, jak tylko można.

Test napisany 12.11.2017
Klasyfikacja wiekowa: +18

Szklanka już pusta, wieczór za oknem, dopada mnie zmora samotni. Znów przysiądę i wyrzucę z siebie to, co czuję, bo pragnienie tego jest jakby wyższe ode mnie. Widać nie potrafię inaczej, tak, jak nigdy nie potrafiłem zrozumieć siebie w pełni. Patologia mojego własnego myślenia doprowadzić może jedynie do ostateczności. Lecz nadal złudne ciało przekazuje niewiele spokoju, a myśli o innych bolą bardziej niż mój bliski koniec. Czy skończę jak niezaspokojony seksualnie Schopenhauer, a może jak szalony Nietzsche? Odpowiedź nie przychodzi, nawet, gdy krzyczy się o nią ku górze. Praktycznie nie ma już nadziei na zmianę aktualnego losu. Nawet ręce boskie nie potrafią zmienić losu już ustawionego. Naturalnie, "los" to zbyt duże słowo. Widzisz, nie wierzę w przeznaczenia. Kiedyś wierzyłem, ale po wielu wydarzeniach, po zdradach, otwartych ranach, przestałem. Więc teraz wierzę w los — kolejną złudną myśl. Przekazuje ideę, ta się propaguje w moim życiu i oto ten "los" - wszystko na własny rachunek. Wierzę w coś przeklętego, pokręconego, w to, że człowiek powinien chociaż raz w życiu poczuć tchnienie samobójstwa, by aktywnie się ku niemu doprowadzać i wykonać ten akt z całą jego świadomością, z jego konsekwencjami, bez wstydu, bez nadmiernego emocjonalizmu. Trudno czasem o to, wiem, ale dążenie ku temu jest nad wyraz istotne, priorytetowe. Życie inaczej przestaje mieć sens, chociaż nigdy go w pełni nie miało. Łaska śmierci z własnej ręki jest szczególną — nie poddajemy się dystansowi losowego czasu, nie musimy obawiać się o nasz zgon w pewnym, nieprzewidywalnym momencie. Otrzymujemy coś, co niektórzy mędrcy mogliby nas pobić — wizję przyszłości, jakże czystą i prawdziwą, jasnowidzenie permanentne. Odbycie cyklu samobójczego jest nie tylko naszym zobowiązaniem, ale jedynym wyjściem ku pełnemu życiu.

Musimy zrozumieć wpierw pokrętną rzeczywistość, tak oczywistą dla człowieka rozumnego — życie nie ma sensu i nigdy go mieć nie będzie. Propagowanie innego zdania jest chore i wymaga dokładnej obserwacji ze strony tych, którzy zajmują się ludzkimi umysłami. Życie w samym centrum nie ma wartości, nie ma praw, nie posiada z góry określonych warunków istnienia. Nie jest inteligentnym stworzeniem, jak śmie nam twierdzić chrześcijaństwo, nie jesteśmy cudem wyimaginowanego twórcy. Tworzymy się z komórek i w tych komórkach gnić będziemy aż do końca, aż wszelkie ruchy wewnątrz nas przestaną funkcjonować. Ale co z taką wiedzą robić? Walczyć, naturalnie, walczyć musimy z przeciwstawianiem się świata, z jego brakiem sensu. Musimy przyjrzeć się jego wadom i określić wyjścia z tych wad. Świata nie da się zmienić i ci, co uważają, że wielcy zmienili ten świat są szaleńcami. Ci, podobno wielcy, stworzyli swój system w systemie i osiągnęli w nim sukces. Ale ten system jest poza światem, istnieje w przekazie jednej z warstw naszej egzystencji.

Wyjście w samobójstwie, czyż to nieoczywiste? Czy to nie moralne pozbyć się siebie ku przetrwaniu i życiu innych istot? Dla przetrwania innych czy też dla własnej śmierci — cel nie jest istotny. Istotnym jest natomiast fakt dążenia ku śmierci z ręki własnej. To praktyczne rozwiązanie na wszelkie strachy i obawy o przyszłość, dla których kościach się pastwimy. Istotnie świadomość tego, że się zginie, jest pewniejszym niż wszystkie inne zapewnienia, które dać nam może świadomość. To żadne złudzenie i to, samo w sobie, jest urzeczywistniające. Żaden indywidualista nie ma prawa przeszkodzić Ci w dokonaniu tego czynu, gdyż sam sobie byłby mógł zostać oskarżony o dualizm, o hipokryzję. W żadnym człowieku nie istnieje brak strachu przed śmiercią, krzyczą o tym jedynie lunatycy, dawno zatraceni w realiach stanu rzeczywistego. Nie wierzę też, by jakakolwiek rzecz tego świata mogłaby nas od tego odbić. Pieniądze, prawda, seks? Żadna to nagroda przy ciągłych cierpieniach! Camus mówił o Syzyfie szczęśliwym, ale ten jęczy z bólu, krzyczy, tocząc potężny głaz, krwawi, jego kości są połamane i, co najgorsze, starzeje się bez możliwości skończenia ze sobą, gdy umysł jest jeszcze sprawnym. Nasza samobójcza śmierć usuwa ideę jakiejkolwiek przyszłości. I to najpiękniejszy dar przy jej mocarnym pocałunku.

Ktoś powiedzieć może "Mam rodzinę, dlatego żyć będę nadal.". To głupie myślenie, proste, gdy przy śmierci Twojej rodzina ta przestaje istnieć, a zobowiązania do niej nie mają znaczenia. Przy śmierci kończy się czas, tak samo kończy się ich egzystencja, która po tej śmierci nie powróci. Sentymentalizm jest chorobą, którą sam przeżyłem. Nie twierdzę, że miałem prawo i siłę ją pokonać w pełni, lecz nauczony doświadczeniem wiem, że to nóż, nieprzyjacielska dłoń w ciemnościach.

Ktoś powiedzieć może "Tyle jest przyjemności na świecie, dlatego żyć będę nadal.". Jak można porównywać wszelkie radości ku nieustającemu cierpieniu istnienia? Hedonizm jest podstawą naszej zapaści, nie tyle fizycznej ile mentalnej. Oczekiwanie czegoś — coraz więcej rodzi się nas z ideą, że coś mamy od razu od życia zapewnione. Najczęściej jednak są to rzeczy tak niezależne od samych warunków przetrwania, że aż zadziwia, jak bardzo można oczekiwać czegoś od świata, danego z góry. Ile jednak przyjemności jest na tym świecie, tak realnie? Wszystko skąpane jest w bólu — nawet w obrazie detale często są skąpe i niewidoczne.

Ktoś powiedzieć może "Moja filozofia daje mi chęć życia, dlatego żyć będę nadal.". Jakaż to filozofia Cię zindoktrynowała do swojego kultu?

Zimno przeraża drzewa, w panice zrzucają szare liście na szare blokowiska. Młot moralności upadł, obok papierosów, obok przeistoczenia, obok zmiany człowieka w coś prawdziwego. Gdy spoglądam w lustro, odczuwam odruch wymiotny. Aż ciężko dziwić się ilu na mnie spogląda i nie ma podobnej reakcji. Zamykam się więc w samotni, pięknej, nagiej, pożądającej mojej zapaści. I chociaż pociąganie jest mocne zapaść w tych słowach mnie boli najbardziej. Mógłbym pisać o czymś radosnym, szczęśliwym, świadomość tego byłaby przepiękną. Lecz siedzę tak, rozpisuję… Może zwyczajnie brakuje mi rozmówcy?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Decand · dnia 05.01.2018 14:16 · Czytań: 114 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Darcon dnia 05.01.2018 14:26
Przyznam, że sceptycznie podchodziłem do utworu, po przeczytaniu Twojego wstępu. Rzadko bowiem interesują mnie przemyślenia Autora. Wolę czytać ciekawe historie, z konfliktem bez wyjścia. Muszę jednak przyznać, że całkiem wyraźnie, a jednocześnie metaforycznie przekazałeś mi, jako czytelnikowi, swoje przemyślenia. Jestem miło zaskoczony.

Trafiają się niewielkie błędy:
Cytat:
Znów przy­sią­dę i wy­rzu­cę z sie­bie to, co czuję, bo pra­gnie­nie tego jest jakby wyż­sze ode mnie.
Wyrzuciłbym "jakby", jeśli jest wyższe, to jest.
Cytat:
Otrzy­mu­je­my coś, za co nie­któ­rzy mę­dr­cy mo­gli­by nas pobić
Brakujące "za".

Jest też kilka zdań, które szczególnie mi się spodobały:
Cytat:
Pa­to­lo­gia mo­je­go wła­sne­go my­śle­nia do­pro­wa­dzić może je­dy­nie do osta­tecz­no­ści. Lecz nadal złud­ne ciało prze­ka­zu­je nie­wie­le spo­ko­ju, a myśli o in­nych bolą bar­dziej niż mój bli­ski ko­niec.
Czy też:
Cytat:
Wie­rzę w coś prze­klę­te­go, po­krę­co­ne­go, w to, że czło­wiek po­wi­nien cho­ciaż raz w życiu po­czuć tchnie­nie sa­mo­bój­stwa, by ak­tyw­nie się ku niemu do­pro­wa­dzać i wy­ko­nać ten akt z całą jego świa­do­mo­ścią, z jego kon­se­kwen­cja­mi, bez wsty­du, bez nad­mier­ne­go emo­cjo­na­li­zmu.

Stawiasz tezę i wyciągasz wnioski. Twoje przemyślenia nie są czystą retoryką, a to sobie cenię. Oczywiście, to Twoje subiektywne zdanie, ale ono jest i jest Twoje.
Jestem usatysfakcjonowany lekturą.

I witamy na portalu. :)

Pozdrawiam.
Decand dnia 05.01.2018 18:41
Bardzo dziękuje za komentarz, mam nadzieję, że ostatecznie, pomimo niepewności, nie zmarnowałem Twojego czasu. Uwagi zapisane, drobnostki wskazane przez Ciebie zostały poprawione w rękopisie. Za niedługo wracam do życia i zacznę "pożerać" dzieła innych. :)
mike17 dnia 05.01.2018 20:49
Podoba mi się Twój tekst, bo traktuje na równi o istocie radości i cierpienia.
Wielu nie rozumie, że prosty hedonizm do niczego nie prowadzi, tak, jak bezładne pozostawianie w bólu.
Uwypuklasz.
I można sobie dośpiewać resztę.
Czy jest się po stronie cierpienia, czy też hedonizmu.

Abstrahując od treści, pochwalić należy polszczyznę, jaką operujesz.
Ja zawsze zwracam na to uwagę.
Literki układają się pięknie, i zatem mamy piękny utwór.
Jako koneser odchodzę zadowolon :)

Czepić się można do tytułu - brzmi naprawdę koszmarnie.
Decand dnia 05.01.2018 21:11
mike17, dziękuję za odczyt i komentarz. W polemikę nie ma co wchodzić - kto jest za tą drogą, kto za tą. Dla mnie, w tym miejscu, liczyć się będą przede wszystkim wszelkie komentarze językowe. Jeżeli podpadłem Tobie w swoich sformułowaniach to cieszę bardzo.

mike17 napisał:
Czepić się można do tytułu - brzmi naprawdę koszmarnie.

Tak, tytuły to moja personalna katusza, żaden nie brzmi dobrze i tak naprawdę nie mam zupełnie na nie sposobu. Przychodzą Ci do głowy jakieś alternatywy? :)
mike17 dnia 05.01.2018 21:23
"Żyć to cierpieć, żyć to cieszyć się móc".

"Odpocznij w bólu, wytęż się w radości".

"Słodka boleść, smutna radość".

"Ilekroć myślisz o radości, pomyśl o bólu".

"Po prostu się ciesz życiem, ból sam ustąpi".

To tyle ode mnie, skromnie dość :)
Decand dnia 05.01.2018 21:57
Można nad tym się zastanowić, fakt, chociaż poetyckość nadmierna mi, osobiście, przeszkadza. Chociaż to kwestia już personalnych preferencji. Za propozycję - dziękuję!
Alen Dagam dnia 13.01.2018 17:45
Cytat:
Pa­to­lo­gia mo­je­go wła­sne­go my­śle­nia do­pro­wa­dzić może je­dy­nie do osta­tecz­no­ści.


Równia pochyła, czy da się wobec tego zmienić myślenie? Podobno wszystko jest w naszej głowie. Tam trzeba pokręcić.
Nie chcę wchodzić w polemikę, ani się zgadzać. Filozofowanie to "nie moje".
Często zastanawiałam się, co popycha człowieka, który nie jest uwięziony jakąś tragedią, do samobójstwa. Nie odważyłam się nigdy jednak zastanowić nad tym głębiej. Głeboko może być niebezpiecznie. Może dlatego.
Chyba powinnam się cieszyć, że pewne drogi są mi obce. Czy to jakaś indoktrynacja? Czy po prostu lenistwo?
Aj, no i weszłam w filozofowanie. Już wychodzę.
Nie jest to wszystko nieprzekonujące... chociaż osobiście chyba wolałabym odejść z całym światem. A przynajmniej z całą ludzkością.
Zrobić: "BUM"! I koniec cierpienia. Zwierzęta by odetchnęły. Lasy znowu by się rozrosły.

Językowo, niestety, nie pomogę Ci zbytnio. Nic mi nie zgrzytało po drodze.

Zdjęcie w profilu to Theodor Jung? Odniesienie do "Great Depression"? Wybacz nadmiar ciekawości.
Decand dnia 13.01.2018 23:15
Droga Alen, wpierw dziękuję za odczyt i poświęcenie czasu na komentarz. Może moja odpowiedź do Twojego, jak to nazwałaś, filozofowania uznasz za stosowną.

Alen Dagam napisała:
Równia pochyła, czy da się wobec tego zmienić myślenie?


O ile nie twierdzę, że się nie da tak samo nie twierdzę, by ta zmiana przynosiła korzyści dla człowieka. Argumentuje, nie tylko w tym tekście, tendencje samobójcze jako wyjście z jakichkolwiek sytuacji życia, ba!, jako jedyną słuszną i adekwatną drogę śmierci.

Alen Dagam napisała:
Często zastanawiałam się, co popycha człowieka, który nie jest uwięziony jakąś tragedią, do samobójstwa.


W przypadku wielu osób, z którymi miałem do czynienia, bądź to znajomości, powodem jest często alienacja samego siebie w środowisku obcym, zimnym. Nadwrażliwość. Chociaż ostatecznie to nie musi być tak, że ten, kto dokonuje samobójstwa jest jakiś słabszy. Uważam, że ta droga, to odważenie się na dokonanie sukcesywnego działania ostatecznego, wymaga opuszczenia wiary w życie i ogromnych sił. Sympatyzuje, bo wiem ilu próbowało, zmieniało swoje życia i zaczęło łudzić się, że może być kiedyś lepiej nie dokonując zupełnie niczego, stając się nie indywidualistą, a kolejnym z kolejki.

Alen Dagam napisała:
Nie jest to wszystko nieprzekonujące... chociaż osobiście chyba wolałabym odejść z całym światem. A przynajmniej z całą ludzkością. Zrobić: "BUM"! I koniec cierpienia. Zwierzęta by odetchnęły. Lasy znowu by się rozrosły.


Widzisz, ja właśnie jestem mam problem ze stwierdzeniem, że nasza śmierć ma jakiś wpływ na świat. Że to zmieni w jakiś znaczący sposób świat, ludzi wokół. Nie ma w tym akcie, i nie powinno być moim zdaniem, niczego egoistycznego, fatalistycznego, heroicznego. Tak samo jak nie ma nic heroicznego w starzeniu się i umieraniu śmiercią naturalną. To nie jest tak, że ten akt ma być swego rodzaju wyrażeniem opinii, nie możemy być jak Mishima. Ale to ma nas, zwyczajnie, uwolnić od cierpienia. I, uważam, samobójstwo jest aktualnie najszybszym sposobem na tą formę wyzwolenia.

Alen Dagam napisała:
Językowo, niestety, nie pomogę Ci zbytnio. Nic mi nie zgrzytało po drodze.


To znaczy, że pracę wykonałem poprawnie ;)

Alen Dagam napisała:
Zdjęcie w profilu to Theodor Jung? Odniesienie do "Great Depression"? Wybacz nadmiar ciekawości.


Okres powstania - tak. Autorem nie jest jednak Jung, ale był jednym z tych, którzy wrzucili mnie w fotografię sprzed lat. Zdecydowanie podziwiam jego pracę, zresztą, tak samo jak innych.

Jeszcze raz dziękuję!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
kamyczek
19/01/2018 15:58
Piękna kołysanka, TiA. Moje skarby już ją znają, a jakże!… »
Pulsar
19/01/2018 15:54
Ostatnia polemika z tobą, kosztowała mnie ostrzeżeniem ze… »
kamyczek
19/01/2018 15:52
Dzięki, Jolu. - Jolu, dzieciom się nie odmawia, więc… »
Dobra Cobra
19/01/2018 15:52
Jaki piękny utwór z gatunku słodkiej i zbliżonej bo boskiej… »
Dobra Cobra
19/01/2018 15:49
Każda czynność przy słuchaniu jest dobrą. Gdyby było inaczej… »
trawa1965
19/01/2018 15:32
Nie tylko współczesna, ale każda na każdym etapie dziejów… »
mike17
19/01/2018 15:25
Beatko, podoba mi się suchy styl relacji, bez ozdobników,… »
Rodgier
19/01/2018 14:52
Hopeless jak zwykle nie zawiódł :yes: »
JOLA S.
19/01/2018 14:34
Witaj Figielku, przyciągnął mnie tytuł, podobnie jak kiedyś… »
mike17
19/01/2018 14:16
Ilekroć czytam tak udane miniatury, a jestem ich fanem,… »
Figiel
19/01/2018 14:03
Chyba czytasz, purpurze w moich myślach:) Trafiłeś w sedno… »
Felicjanna
19/01/2018 13:50
dla mnie jest raczej nadzieją, świadczy o tym ostatnie… »
GoldKate
19/01/2018 13:21
Felicjanna - dziekuję za uwagi. Usunęłam tzw… »
Jacek Londyn
19/01/2018 12:41
Mnie tam bez różnicy, listonosz jest teraz dziarski. Ale to… »
purpur
19/01/2018 12:18
No tak, dość logicznie :p - tak, też tak myślałem i… »
ShoutBox
  • mike17
  • 19/01/2018 15:29
  • Kto szuka, ten znajdzie :)
  • trawa1965
  • 19/01/2018 15:22
  • Właśnie szukam. Ale to trudne.
  • Tomek i Agatka
  • 19/01/2018 13:42
  • Milu, naniosłam zmiany w "świerkowej kołysance" zgodnie z Twoją propozycją. Nie znajdę lepszego rozwiązania, luli-lali jest the best! Jesteś niezastąpiona! Buziaczki od smoków patatających :) :)
  • Tomek i Agatka
  • 19/01/2018 00:05
  • Dzięki Milu, już czytam, przywołałaś mnie tą informacją w shoutboxie. Smoczy podwójny buziak na Dobrą Noc :* :*
  • Miladora
  • 18/01/2018 22:56
  • Smoki - masz odpowiedź pod kołysanką. :)
  • kamyczek
  • 18/01/2018 18:54
  • I dla Ciebie, Agnieszko :) :)
  • mike17
  • 18/01/2018 15:01
  • Jarek, masz już wydawcę, teraz czas znaleźć sobie reżysera :)
Ostatnio widziani
Gości online:28
Najnowszy:Demaranvillees8x
Wspierają nas