Głowa żółwia - Figiel
Proza » Humoreska » Głowa żółwia
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 – Czy to już epidemia? – Głos mężczyzny w skórzanej kurtce wybił się ponad gwar.

Charles Benson oparł dłonie na krawędziach mównicy i spojrzał z niesmakiem na tłoczących się dziennikarzy.

 – Nie nazywałbym zwiększonej liczby przypadków epidemią, ale bierzemy pod uwagę taki rozwój sytuacji.
 – Może pan przytoczyć konkretne liczby?
 – Owszem.  – Benson zerknął w notatki. – Zanotowaliśmy dotąd ponad dwa tysiące przypadków w Chinach, półtora tysiąca w Tajlandii, tyle samo w Singapurze. W Nigerii około tysiąca, ale dane wciąż spływają.
 – A w innych krajach?
 – Łącznie około pięciu tysięcy.
 – W Europie też?
 – Tak, na razie niewielki procent.
 – Ale może wzrosnąć?
 – Istnieje takie prawdopodobieństwo. – Benson miał dość nazbyt dociekliwego dziennikarza, więc zawiesił wzrok na młodej dziewczynie, stojącej w drugim rzędzie. – Może teraz pani...
 – Melanie Norfolk, BBC  – przedstawiła się.  – Czy Światowa Organizacja Zdrowia wypracowała już procedury postępowania?
 – Brak nam jeszcze konkretnych algorytmów. Obecnie monitorujemy rozwój sytuacji oraz podjęliśmy prace na poziomie Biur Regionalnych.  – Odpowiedź była zbyt gładka i wymijająca. Benson, słysząc narastający szmer niezadowolenia szybko dodał: - Oczywiście, trwają szerokie konsultacje, o ich wynikach będziemy informować na bieżąco. Ze swojej strony zalecam spokój i apeluję, by media wspomogły nas w przeciwdziałaniu panice. To wszystko.
Melanie podniosła rękę.
 – Jeszcze jedno...
Skinął głową.
– Gdzie i kiedy to się zaczęło?
– Pierwszy przypadek wystąpił trzy tygodnie temu, w Chinach, a dokładnie w prowincji Guizhou. A teraz dziękuję państwu.



***


Gdy Liu Peng stanął na ryżowym tarasie, był pewien, że ten dzień nie będzie należał do najłatwiejszych. Zdjął z ramion kij, na którego końcach chybotały dwa kosze wypełnione sadzonkami. Westchnął. Od tej chwili, aż do zachodu słońca, spędzi czas na żmudnym wtykaniu niezliczonej ilości korzeni w błotnistą ziemię.


Tak jak wszyscy mieszkańcy wioski Cijiang w prowincji Guizhou.


Liu Peng był mężczyzną, więc musiał dbać o wyżywienie rodziny składającej się z synów w wieku dwóch i czterech lat, rocznej córki oraz żony - cichego, posłusznego stworzenia, zajętego nieustanną krzątaniną wokół domu i dzieci.
Wiedział, że jeśli chce być szanowany, powinien postępować tak, jak jego ojciec, a także ojciec jego ojca i inni mężczyźni z wioski - uprawiać pole ryżowe oraz płodzić potomstwo. Z obu tych powinności sumiennie przykładał się do drugiej, w pierwszej zaś upatrywał jedynie przykrej konieczności.


Tego dnia niechętnie wspiął się na najwyższy taras, dźwigając kosze wypełnione smukłymi sadzonkami, które przed upływem dnia powinny znaleźć się na zalanym wodą terenie, posadzone w równiutkich odstępach, by zazielenić pole obietnicą przyszłych plonów.
Nie ukrywał, że wolałby obsiewać nowym plonem łono swojej kobiety, a potem znów usłyszeć jak szepce: "Noszę w sobie szczęście", dając po raz kolejny świadectwo jego męskości.


Żona Liu Penga zawsze informowała męża o poczęciu kwiecistym językiem, gdyż wiedziała, że ma słabość do wyszukanych chińskich zwrotów, które w jego oczach dodawały mężczyźnie godności. W przeciwieństwie do Liu Penga używała ich jednak tylko wtedy, gdy mówiła o ważnych sprawach.


Liu Peng nie myślał teraz o żonie. Przeciągnął się leniwie, wdychając rześkie powietrze, i popatrzył na zbocza gór, pokryte mozaiką tarasów, na których uwijali się mieszkańcy wioski. Widział sąsiadów z nogami zanurzonymi w wodzie do łydek i zgiętymi plecami, zręcznie umieszczających sadzonki na polach, dzięki czemu w okresie dojrzewania ryżu stoki przeobrażały się w złoto-zielone, żywe dzieła sztuki.


Na położonym niżej polu wypatrzył swojego przyjaciela, Pak Sunga, który pracował z żoną i najstarszym synem. Pomyślał, że w południe, gdy słońce zacznie przyklejać koszulę do grzbietu i trzeba będzie przerwać pracę, pójdzie uciąć sobie z nim pogawędkę. Na razie jednak postanowił chwilkę się zdrzemnąć, by wzmocnić nadwątlone wspinaczką siły.


Późnym popołudniem obudziły go wstrząsające ciałem dreszcze, słabość rozlewająca się po całym ciele i dojmujące swędzenie przyrodzenia. Podrapał się, ale świąd, zamiast zniknąć, nasilił się, zaś w podbrzuszu czuł dziwne łaskotanie, jakby znalazła się tam dorodna, trzepocząca skrzydłami, szarańcza. Liu Peng był przekonany, że w trakcie snu jakiś zbłąkany robak wśliznął się w odzienie, a teraz spaceruje wśród włosów łonowych, tworząc nieprzyjemne doznania. Odchylił spodnie w pasie i zajrzał do środka.
Najpierw na jego twarzy odbiło się zdumienie, potem niedowierzanie, a w końcu strach, który znalazł ujście w gardłowym, zduszonym okrzyku.


Liu Peng zerwał się na równe nogi, opuścił przód spodni, a potem mocno schwycił w dłoń przyrodzenie i nie rzuciwszy nawet okiem na więdnące w słońcu sadzonki, ruszył biegiem po kamienistej ścieżce na pole Pak Sunga. Ten, gdy tylko zauważył sylwetkę przyjaciela, nie przerywając pracy ani na moment, głośno zawołał:
 – Jak się miewasz, przyjacielu!
Liu Peng nie od razu odpowiedział – najpierw, przez chwilę łapał powietrze, niczym ryba wyciągnięta na brzeg, a potem, nachylił się do ucha wciąż pracującego Pak Sunga i wyszeptał:
– Stało się coś strasznego... Mój młodszy brat...
– Ty nie masz młodszego brata. Coś ci się pomyliło. – Mężczyzna zgrabnie umieścił kolejną sadzonkę w rzędzie.
– Ten młodszy brat, rozumiesz? No... rzecz poniżej krocza...
– Aaa, twój kutas! Co z nim? – Pak Sung wyprostował się i spojrzał na Liu Penga, ściskającego męskość w dłoni. – Dobrze się czujesz?! – wykrzyknął. – Dlaczego biegasz po polach, trzymając go w ręku? Wystraszysz kobiety!
 – Ciii... nie tak głośno! Muszę mieć mój korzeń cały czas na oku... On... On chowa się do środka brzucha, boję się, że zaraz cały zniknie! Rano był zupełnie normalny, a teraz ginie w trzewiach i jest o połowę mniejszy!
 – Jesteś pewien? To przecież niemożliwe. – Pak Sung pokręcił głową. – Czy aby nie trawi cię gorączka? – zapytał z troską.
 – Nie, przyjacielu. Wszystko, co mówię, to prawda, przysięgam! Mój korzeń nie był taki mały od czasów dzieciństwa. Sam zobacz! – Ostrożnie rozchylił zaciśniętą dłoń i zademonstrował uśpionego penisa.
Pak Sung przyjrzał mu się uważnie. Potem chwilę milczał, a w końcu rzekł niepewnie:
 – Może zawsze był taki?
 – Jak śmiesz tak mówić! – Liu Peng uniósł się gniewem. – Czy nie mam dwóch dorodnych synów i córki? Jakże ten mizerny korzeń miałby tchnąć w nich życie?
 – Obraziłem cię, wybacz...  – zmieszał się Pak Sung, ale Liu Peng tylko machnął niecierpliwie ręką.
 – Nie chowam urazy! Proszę, pomóż mi! Młodszy brat nie może zamieszkać w moim wnętrzu. Co powie żona, gdy dowie się, że nigdy więcej nie sprowadzi na świat syna ani nawet najgłupszej córki? Co pomyślą sąsiedzi, do których rok w rok będzie uśmiechać się szczęście? To już lepiej nie żyć!
 – Chciałbym ci pomóc, przyjacielu, ale nie wiem jak. – Pak Sung bezradnie rozłożył ręce.

 – Znajdź mi schronienie. – Mężczyzna nerwowo rozejrzał się wokół, gdyż w każdej chwili mógł pojawić się ktoś z wioski. Zwyczajem mieszkańców był wspólny powrót do domów po pracowitym dniu, a ten właśnie miał się ku końcowi. Liu Peng mówił więc szybko, niemal połykając słowa:  – Nie mogę uwolnić męskości z dłoni, by znienacka nie umknęła do brzucha. Muszę trzymać ją bez względu na wszystko, a przy tym nikt nie może dowiedzieć się, co mnie spotkało!
 – To prawda – pokiwał głową Pak Sung. – Powinieneś się ukryć i chyba znam dogodne miejsce. Z drugiej strony zbocza stoi pusta chata, w której możesz się zatrzymać. Nie obawiaj się, nie zostawię cię samego, pójdziemy tam razem i będę ci towarzyszyć do rana. Powiem tylko żonie, by nie czekała z posiłkiem.


Bez zwłoki ruszyli w drogę: Liu Peng, mocno dzierżąc penisa, z wyrazem determinacji na twarzy, Pak Sung z niepokojem w sercu o przyszłość przyjaciela.
Dotarli do chaty, gdy wieczór przechodził w noc. Musieli nadłożyć drogi, idąc ścieżkami używanymi jedynie przez zwierzęta, aby uniknąć ciekawskich spojrzeń. Ledwie przekroczyli próg, padli bez tchu na stertę słomy. Liu Peng delikatnie przełożył męskość do drugiej dłoni i rozprostował obolałe palce.
 – Ręka mi omdlewa – poskarżył się. – Nie wiem, czy choć na chwilę zasnę, bo prawa dłoń nie ma już mocy, a lewej, z powodu słabszej siły, nie dowierzam. Młodszy brat mógłby się jej w trakcie snu wymknąć.


Pak Sung w zamyśleniu rozejrzał się po chacie, a gdy jego wzrok spoczął w jednym z kątów, twarz rozjaśniła się uśmiechem. Podszedł do kupki słomy ryżowej, chwilę w niej grzebał, aż ze spodu wyciągnął dwie niezbyt grube deseczki, stanowiące kiedyś część podestu zapobiegającego wilgotnieniu sterty. Obejrzał je uważnie i z zadowoleniem pokiwał głową. Potem usiadł i splótł cienki sznurek ze słomianych łodyg. Trzymając w jednej ręce deseczki, w drugiej sznurek, wrócił do przyjaciela. Deseczki umieścił u nasady penisa, po obu jego stronach, a potem dokładnie obwiązał sznurkiem wystające końce, sprawiając, że męskość Liu Penga znalazła się w drewnianym potrzasku.


 – Możesz już go puścić – oznajmił.
Liu Peng powoli zwolnił uchwyt, a gdy upewnił się, że penis pozostał na swoim miejscu, spojrzał na przyjaciela z wdzięcznością.
– Tak uwięziona głowa żółwia nie zbiegnie do skorupy – powiedział. – Jesteś najmądrzejszym człowiekiem, jakiego znam – dodał z uznaniem.
W odpowiedzi Pak Sung skromnie spuścił oczy, a potem zatopił się w myślach.
– Spróbujmy zasnąć – zaproponował po chwili. – Rankiem głowa jest mądrzejsza i łatwiej o rozwiązania.


Chciał coś jeszcze dodać, ale dobiegł go miarowy oddech towarzysza, więc sam też przymknął powieki. Jednak zanim zasnął, dla pewności dokładnie obmacał krocze.
Świt zaglądał do chaty przez małe, brudne okienko, gdy Liu Peng otworzył oczy i ujrzał wpatrującego się weń przyjaciela.


 – Czy zanim to się stało, czułeś dreszcze? – zapytał Pak Sung.
Liu Peng kiwnął głową.
 – A miałeś słabość, swędzenie na dole i łaskotanie w brzuchu, jakbyś połknął szarańczę?
 – Wszystko tak, jak mówisz! Dlaczego pytasz?
 – Bo to właśnie mi się przytrafiło i boję się zajrzeć w spodnie!
Liu Peng leżał chwilę w bezruchu, z zamkniętymi oczami i skupieniem na czole, a potem rzekł:
 – Mój strach jest starszy od twojego, przyjacielu, bo dzielę z nim życie od wczoraj. Nie możemy jednak postępować jak lękliwe kobiety, lecz musimy okazać męstwo. Dlatego teraz policzę do trzech, a gdy powiem "trzy!", każdy z nas bez zwłoki obejrzy swojego młodszego brata.
 – Niech tak będzie – zgodził się Pak Sung drżącym głosem. – Zacznij już liczyć, dłużej nie zniosę niepewności.


Ledwo przebrzmiał głos Liu Penga, dwugłośny lament wypełnił chatę po dach, wyfrunął krzywym kominem i rozlał się echem pośród górskich zboczy. Dzikie zwierzęta wysłuchały go, strzygąc uszami, a potem obojętnie wróciły do swoich zajęć.


 – Co teraz? – zapytał Liu Peng. – Mój jest jeszcze mniejszy niż wczoraj. Jest tak mały, że wymknął się z desek.
 – Trzeba to powstrzymać. – Pak Sung mocniej ujął własne przyrodzenie. – Sami nic nie wymyślimy w tej pustej chacie! Nie pomogą nam też krewni ani sąsiedzi. Tylko starzec Li Yang ma wiedzę...
 – Ten mędrzec z pobliskiej wsi? Jakże się do niego dostaniemy za dnia, nie urażając ludzkich oczu widokiem rąk w nieskromnych miejscach? To pora, gdy wszyscy wędrują na tarasy, nie sposób nikogo nie spotkać na drodze.
 – Każda chwila jest cenna! – Pak Sung wstał. – Wolę, żeby mojego kutasa zobaczyła cała prowincja, niż miałbym go sam więcej nie oglądać! Chodźmy! – ponaglił przyjaciela. – Znam mało uczęszczaną ścieżkę. Niebawem będziemy na miejscu.


Ponieważ Pak Sung zawsze mówił prawdę, tak było i tym razem.


Gdy dotarli przed stojący na uboczu wsi dom Li Yanga, przywitały ich otwarte na oścież drzwi i cisza, przerywana jedynie trelem skowronka. Zajrzeli do środka. Leciwy mężczyzna o białych jak śnieg włosach, oraz starannie utrzymanej bródce, spływającej na piersi, był całkowicie pochłonięty pisaniem. Siedział przy prostym, drewnianym stole. Izbę przesycał zapach ziół.


 – Czcigodny mędrcu... – zaczął Liu Peng.
 – Wiem, wiem... – Li Yang odłożył pióro, przetarł palcami kąciki oczu i odwrócił się do przybyszów. – Wasze penisy chowają się do brzucha i chcecie wiedzieć dlaczego.
Z twarzy zdumionych mężczyzn wyczytał nieme pytanie, na które udzielił odpowiedzi z dobrotliwym uśmiechem:
 – Skąd wiem? Och, to proste! Zazwyczaj cieszę się samotnością, a tymczasem od wczoraj odwiedziło mnie dwudziestu mężczyzn, jak wy obawiających się o przyrodzenia. A jeśli spojrzycie tam – głową wskazał okno – zobaczycie następnych. O ile mnie stary wzrok nie myli, podąża tu całkiem pokaźna grupa. Powściągnijcie niecierpliwość, niech dołączą do nas. Nie mam zamiaru wypowiadać tych samych słów w nieskończoność. Tymczasem – dodał pogodnie – posłuchajcie śpiewu skowronka.


Szary ptaszek, szybujący w przestworzach, nie zdążył dokończyć radosnej frazy, gdy niewielka izba wypełniła się zatrwożonymi mężczyznami, dyskretnie lub całkiem jawnie, macającymi swoje członki. Li Yang krzątał się między nimi, wręczając każdemu papierowe zawiniątko.


 – Pijcie napar z tych ziół trzy razy dziennie: rano, w południe i wieczorem. Ochroni waszą męskość, a także ukoi lęk. Musicie wiedzieć, że to, co was spotkało, jest sprawką duchów lisic: zmarłych, rozwiązłych kobiet, które przyjmują ludzkie postacie i z upodobaniem dręczą skromnych mężczyzn. Nienasycone żądzą za życia, są jej oddane również po śmierci i pragną waszych sił życiowych. Wypatrujcie ich uważnie, bo są przebiegłe. Potrafią mieszkać wśród ludzi, jak przykładne żony i matki.


Mężczyźni zaczęli szeptać między sobą, aż wreszcie pewien chudy mężczyzna zadał pytanie, które trapiło wszystkich:


 – Nasze matki, żony, siostry i córki wydają się skromne, ale jeśli duchy są sprytne, to jak je rozpoznamy pośród zwykłych kobiet?
 – Mają lisie ogony, które skrywają pod odzieniem – odparł Li Yang. – Jeśli będziecie przyglądać się uważnie, dostrzeżecie zarys kity pod ubraniem lub koniuszek między fałdami materiału. A teraz idźcie do domów, pijcie zioła i baczcie bardziej na rude ogony niż własne penisy.


Gdy ostatni mężczyzna opuścił izbę, Li Yang na powrót usiadł przy stole. Wziął do ręki kartkę papieru zapisaną równymi, znamionującymi wprawną rękę znakami, przeczytał jej treść, a potem ujął pióro i zaczął pisać:


...zatem, drogi Charlesie, mam tu epidemię sou yang, lub jeśli wolisz, choroby koro, podobną do tej, która nawiedziła Chiny w XIX wieku, a inne państwa azjatyckie oraz kontynent afrykański w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Symptomami nie różni się od swoich poprzedniczek i jest tym, co psychiatria akademicka nazywa zaburzeniami lękowymi w postaci fobii, zaś tradycyjna chińska - brakiem równowagi yin i yang.
Donosisz, że zanotowano przypadki sou yang na całym świecie. Nie jestem zdziwiony, wszak cywilizacja rodzi wiele zagrożeń: żywność z antybiotykami, szczepionki, czy Wasze chemtrails. Nie zapominajmy też o skutkach Fukushimy i katastrofy ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej. Czy wobec tych zjawisk mężczyźni mogą być spokojni o swoją męskość, a także sprostać społecznej presji płodności? Polecam to pytanie Twojej mądrości.
Jakiekolwiek by jednak nie były przyczyny tych zaburzeń, czy to wywodzące się z wierzeń w duchy i czary, czy to spowodowane działalnością człowieka, jestem przekonany, że kolejne epidemie sou yang będą nas nękać również w przyszłości.
Ze swojej strony, jako zwolennik ziołolecznictwa - również w psychiatrii - zalecam cierpiącym napary roślinne o działaniu tożsamym z syntetycznymi anksjolitami. Podjąłem też próbę przekierowania uwagi chorych z symptomów lękowych na czynniki zewnętrzne, wykorzystując dawne chińskie wierzenia. Jestem pewien, że nie przyniesie to szkód, a jedynie pożytek.
Kończąc, przesyłam życzenia długiego i szczęśliwego życia - Tobie i moim Kolegom z całego świata.


                                                                                                                                                        Z wyrazami szacunku,
                                                                                                                                                                         dr Li Yang

 

Li Yang był niewątpliwie mędrcem, ale zdarza się, że i mędrcy bywają w błędzie.


Prowincja Guizhou miała tego roku zanotować rekordowo niskie plony ryżu, gdyż męska część społeczności, zamiast poświęcać uwagę polom, pozwalała, by leżały odłogiem, natomiast z gorliwością oddawała się tropieniu lisic.


Młodsi bracia znów spokojnie spali w spodniach, za to starsi wodzili podejrzliwym wzrokiem za każdą kobietą, wypatrując skrytego pod ubraniem lisiego ogona lub kłaczków rudego futra w miejscach, gdzie odpoczywały.


Żeńska część społeczności dawała wyraz swojemu oburzeniu wobec tych bezpodstawnych insynuacji, odmawiając mężom miłosnych uciech i gotowania ulubionych potraw. Dla bezpieczeństwa panie zaczęły poruszać się grupkami nie tylko po górskich drogach, ale również z domostwa do domostwa, bowiem część mężczyzn nie dowierzała zapewnieniom przyjaciół o skromności ich kobiet, więc osaczali cudze matki, żony, córki i siostry w ustronnych miejscach, bezceremonialnie próbując macać ich odzienie. Nie omijali nawet tych dam, których łona dawno wyschły.


Ponieważ nie znaleźli żadnego lisiego ogona, przez następny rok, do czasu samoistnego wygaśnięcia epidemii, mężczyźni z prowincji Guizhou żyli w cieniu czyhającego na nich niebezpieczeństwa.

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Figiel · dnia 06.01.2018 00:26 · Czytań: 218 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 17
Komentarze
Darcon dnia 06.01.2018 00:38
Muszę przyznać, że dosyć karkołomny pomysł przekułaś w całkiem zabawny utwór. :) Nie padałem ze śmiechu, ale czytałem z zainteresowaniem do końca.
Spodobały mi się rysy psychologiczne wszystkich bohaterów. Zarówno chińskich wieśniaków, jak też Bensona, czy najbardziej - Li Yanga. Uplotłaś przekonującą i zarazem pocieszną historię. To niełatwa sztuka.
Zupełnie nie jestem fanem takich opowiadań, ale nie mogę nie docenić wartkiej i ciekawej akcji. A często piszący o tym zapominają, skupiając się przede wszystkim na formie.
Jestem usatysfakcjonowany lekturą.

Błędów szczególnie nie widać, oprócz stosowania dywizu zamiast półpauzy w dialogach. Przy (tak) dobrym warsztacie nie powinno się to już zdarzać.
Pozdrawiam.
Miladora dnia 06.01.2018 03:06
A ja się serdecznie ubawiłam, Figielku. :)
Nie od dziś wiadomo, że faceci mają fobię na punkcie swojego młodszego brata.
Ale w życiu bym nie wpadła na to, że można pokazać ją po chińsku.
No i oczywiście - jak zawsze winne są kobiety.
W zasadzie to tylko chciałam rzucić okiem na tekst, no i... wpadłam na całego. :)))
Tak dalece, że nawet nie chciało mi się liczyć tych kilku opuszczonych przecinków, czy kilku w nadmiarze.
Jeżeli jednak miałabyś ochotę, to Ci je wypunktuję.
Na razie to:
Cytat:
że wy­mknął się (z) desek.

Cytat:
- Wiem, wiem(...) - Li Yang odło­żył pióro,

I faktycznie - wymień dywizy (-) na myślniki (–).

Dzięki za lekturę - odchodzę w świetnym nastroju. :)
(Cholerka, tak się zaczytałam, że omal mi się szarlotka nie spaliła).
Serdeczności i figluj mi tak jeszcze. :)
JOLA S. dnia 06.01.2018 08:57
Znakomita humoreska. Niby nic takiego, żadnych wielkich fajerwerków językowych, żadnych niebywale zaskakujących pomysłów - tylko humor ze smakiem, ogromnie poprawiający nastrój. :)

Przeczytałem z ogromną przyjemnością.

Pozdrawiam cieplutko. :)
Figiel dnia 06.01.2018 10:17
Darconie,
dziękuję za ciepłe słowa i miło mi, że miałeś satysfakcję z lektury. Dobre i to, że udało mi się z zaburzenia koro uczynić temat przynajmniej humoreski, bo tak naprawdę na nim poległam. Przeczytałam śmiertelnie poważny artykuł o tej chorobie i równie poważnie próbowałam podejść do tematu, osadzając opowieść w środowisku medycznym. Efekt tej powagi był, powiedzmy, mizerny, więc poszłam trochę na skróty, pisząc humoreskę.
Masz oczywiście rację odnośnie półpauzy, ale z tym mam kłopot czysto techniczny: majstrowałam przy komputerze i wysłałam Worda w kosmos. Czasowo piszę w Word Padzie, a w tym programie z wyjątkiem interlinii nie da się nic ustawić, on tylko przepisuje znaki z klawiatury i uparcie stosuje dywiz. Zwyczajnie nie wiem jak to zmienić.
Pozdrawiam ciepło:)

Milu
szarlotce pewnie to się nie spodobało, ale ja bardzo się cieszę, że zatrzymałam Cię przy tekście.
Wskazane błędy poprawiłam i - jeśli znalazłabyś chwilkę - wręcz dopraszam się o wszelką korektę - to jedyny sposób, by dostrzec błędy czy niezręczności w tekście, własne oko czasem zwyczajnie ich nie dostrzega.
Miło mi, że wprawiłam Cię w dobry nastrój, niech trwa jak najdłużej:)
Pozdrawiam serdecznie:)

JOLU S.,
cieszę się, że pojawiłaś się pod moim tekstem, a jeszcze bardziej, ze odchodzisz w dobrym nastroju. Dziękuję za miłe słowa - one też ogromnie poprawiają nastrój:)
Pozdrawiam cieplutko:)
Dobra Cobra dnia 06.01.2018 11:11 Ocena: Świetne!
Haha! Fantastyczna sprawa! Bez dwóch zdań. Brawo!

Tylko pięć tysięcy na przestrzeni całego świata - cóż to jest :)


Figlo,

Koncept pierwsza klasa, powinnaś w nagrodę dostać bilet pierwszej klasy do... Chin :). W takiej pierwszej klasie jest o wiele więcej miejsca na nigi, dają o niebo lepszą szamę i w ogóle. Więc byłabyś uhonorowaną.

Oczywiście Twoja historia - o czym może nie wiesz - zawiera w sobie prawdę. Oto dzielni kolarze, jezdzący na rowerach z kierownicą wygiętą w baranek, używając spodenek w wkładką sprawiają, że ich penisy pod woływem sportowego tłamszenia oraz gorąca zanikają. I jak taki kolarzyk (a teraz wielu ich na naszych drogach) wraca na chałupę i ściąga te przylegające super gatki - widzi swojego kutasa maleńkim, oj maleńkim.

No, ale pod woływem chłodzących kąpieli, zmiany ubrania oraz podstępnej partnerki - która na pewno ma gdzies ukryty lisi ogon - członeczek wraca do swoich rozmiarów, a nawet je przerasta. Co jest uciechą i dla właściciela i dla podstępnej samiczki, którą przyprowadza on do porządku.

W podobie nienoszenie kaleson w mrozy grozi drastycznym zmienjszeniem głów węży jak i worków Mikołaja (niejeden kochanek powiedzial wszak swej bogdance wieczorem 6 grudnia: - Choś do mię, maleńka. Mikołaj zostawił dla ciebie jeszcze jeden prezent we worku. ;)


Jedyna słabością wywodu mędrca jest ta nieszczęśliwa elektrownia Fukushima. Gdyż po pierwsze taki malutki ubytek paliwa jądrowego na przestrzeni potęznego oceanu jest niczym i nawet nie powiększa normalnego napromieniowania mórz. A po drugie media robią nam w tej sprawie (jak i w wielu innych) straszny zamęt.

Więc jeżeli mądry starzec tego nie wie, to żle świadczy to o nim i jego mądrości. Chyba najlepiej byłoby więc go usunąć.

Summa cum laude! Najwyższe noty, bez dwóch zdań.

Dodaję takze tekst do Ulubionych, bo jakże może byc inaczej.



Z wielkim szacunkiem pozostaje ukontentowana Dobra Cobra.

Ps - dywizami bym się nie przejmował. To jednak amatorski klub pisania, a nie wydawnictwo. Ponadto zdradzę Ci w sekrecie, że ja też nie mam dywiza na mojej klawiaturze Apple. ;)

Ps2 - o Fukushimie można poczytać w wielu miejcach. Np: https://www.crazynauka.pl/fukushima-zaatakowala-nie-dajcie-sie-oszukac-sprawdzilismy-jak-jest-naprawde/

http://orwellsky.blogspot.com/2012/.../haarp-bron-konca-swiata.html
Miladora dnia 06.01.2018 14:25
Figiel napisała:
Zwyczajnie nie wiem jak to zmienić.

W tym przypadku pozostaje ręczna robótka, czyli kopiowanie i wklejanie myślnika (–). :)
Też tak robię, ponieważ mimo iż myślnik sam mi przeskakuje w trakcie pisania, nie czyni tego niestety na początku dialogów.

Cytat:
Ben­son, sły­sząc na­ra­sta­ją­cy szmer nie­za­do­wo­le­nia(,) szyb­ko dodał: - Oczy­wi­ście,

Cytat:
A teraz, dzię­ku­ję pań­stwu.

Bez przecinka.

Cytat:
na któ­re­go koń­cach chy­bo­ta­ły dwa kosze, po jed­nym na każ­dym, oba wy­peł­nio­ne sa­dzon­ka­mi.

Zbędne dopowiedzenie.

Cytat:
Od tej chwi­li, aż do za­cho­du słoń­ca(,) spę­dzi czas na żmud­nym

Cytat:
Tak, jak wszy­scy miesz­kań­cy wio­ski

Bez przecinka.

Cytat:
wspiął się na naj­wyż­szy taras, dźwi­ga­jąc kosze wy­peł­nio­ne smu­kły­mi sa­dzon­ka­mi, które przed upły­wem dnia po­win­ny zna­leźć się na za­la­nym wodą ta­ra­sie, po­sa­dzo­ne w rów­niut­kich od­stę­pach, za­zie­le­nia­jąc pole obiet­ni­cą przy­szłych plo­nów.

- na zalanym wodą obszarze -
- w równiutkich odstępach, by zazielenić pole obietnicą -

Cytat:
dając, po raz ko­lej­ny świa­dec­two jego mę­sko­ści.

Bez przecinka.

Cytat:
gdyż wie­dzia­ła, że ma sła­bość do wy­szu­ka­nych chiń­skich zwro­tów, które w jego oczach do­da­ją męż­czyź­nie god­no­ści.

Konsekwencja czasów - dodawały.

Cytat:
Prze­cią­gnął się le­ni­wie, wdy­cha­jąc rześ­kie po­wie­trze(,) i po­pa­trzył

Cytat:
Wszyst­ko, co mówię(,) to praw­da, przy­się­gam!

Cytat:
nie spro­wa­dzi na świat syna, ani nawet naj­głup­szej

Bez przecinka.

Cytat:
nie­mal po­ły­ka­jąc słowa:- Nie mogę

Dodaj spację przed myślnikiem.

Cytat:
a lewej, z po­wo­du słab­szej siły(,) nie do­wie­rzam.

Dwa przecinki albo żaden.

Cytat:
Obej­rzał je uważ­nie i (z) za­do­wo­le­niem po­ki­wał głową.

Cytat:
Trzy­ma­jąc w jed­nym ręku de­secz­ki, w dru­gim sznu­rek,

- w jednej ręce deseczki, w drugiej sznurek -

Cytat:
Trzy­ma­jąc w jed­nym ręku de­secz­ki, w dru­gim sznu­rek, wró­cił do przy­ja­cie­la. De­secz­ki umie­ścił u na­sa­dy pe­ni­sa, jedną po we­wnętrz­nej, drugą po jego ze­wnętrz­nej stro­nie,

Wystarczy dać - po obu jego stronach.

Cytat:
a potem do­kład­nie ob­wią­zał sznur­kiem wy­sta­ją­ce końce, i tym samym mę­skość Liu Penga zna­la­zła się

A nie lepiej - sprawiając, że męskość Liu Penga znalazła się...?

Cytat:
Chodź­my! - po­na­glił przy­ja­cie­la.()- Znam mało

Dodaj spację ().

Cytat:
i sta­ran­nie utrzy­ma­nej bród­ce, spły­wa­ją­cej na pier­si(,) był cał­ko­wi­cie

Cytat:
i chce­cie wie­dzieć, dla­cze­go.

Bez przecinka.

Cytat:
- Skąd wiem? Oh, to pro­ste!

Dopuszczalna jest pisownia "oh" i "och", ale "och" stosowane jest znacznie częściej, więc zmieniłabym.

Cytat:
jak wy, oba­wia­ją­cych się o przy­ro­dze­nia.

Bez przecinka.

Cytat:
Szary pta­szek, szy­bu­ją­cy w prze­stwo­rzach(,) nie zdą­żył do­koń­czyć

Cytat:
- Pij­cie napar z tych ziół trzy razy (dziennie): rano, w po­łu­dnie i wie­czo­rem.

Cytat:
to jak je roz­po­zna­my pod po­śród zwy­kłych ko­biet?

Usuń.

Cytat:
bacz­cie bar­dziej na rude ogony, niż wła­sne pe­ni­sy.

Bez przecinka.

Cytat:
zna­mio­nu­ją­cy­mi wpraw­ną rękę, zna­ka­mi

Bez przecinka.

Cytat:
...()zatem, drogi Char­le­sie, mam tu epi­de­mię

Bez spacji () po wielokropku - ...zatem -

Cytat:
pod ubra­niem li­sie­go ogona, lub kłacz­ków ru­de­go futra

Bez przecinka.

No to masz, Figielku, wszystko, do czego mogłam się przyczepić. :)
Serdeczności.
Figiel dnia 06.01.2018 22:26
Drogi DoCo,,
jak zwykle uśmiecham się, widząc Cię pod moim tekstem. A teraz będę straszyć: koro, znane w psychiatrii pod symbolem ICD-10 F48.8, jest podobno uwarunkowane kulturowo. Niby nie grozi, ale dzisiejszy świat to spora, lecz wioska. Jeśli dziobak zapała miłością do dziobaczycy, to dwie minuty po tym fakcie w Europie lecą newsy o miłości torbaczy ( i widz czuje się, jakby kaczki na własnym podwórku podglądał), więc tym bardziej chorobom uwarunkowania kulturowe niestraszne. Nie ma więc problemu, gdy męskość pod wpływem czynników mechanicznych lub termicznych chwilowo zmaleje, ważne, by jej posiadacz z satysfakcją zanotował powrót do normy. Zdecydowanie gorzej, gdy w jego oczach maleje do nicości. Uwarunkowania kulturowe uwarunkowaniami, ale ma rację mędrzec, mówiąc, że może zmaleć od wszystkiego, co z kulturą związane. Cywilizacyjną również.
Co do Fukushimy różnie różne źródła podają, może Li Yang posiadł tylko jednostronną wiedzę. Nie wiem jak on, ale ja z pewnością pod wskazane linki zajrzę:)
Kłaniam się nisko i dziękuję za notę:)

Milu,
jestem Ci niezmiernie wdzięczna za czas poświęcony na korektę tekstu. Ilość wypunktowanych niedostatków ewidentnie wskazuje, że oko korektorskie patrzy ostrzej niż autorskie, które w pewnym momencie ( zapewne, mając dość czytania po raz setny tych samych fraz) przestaje widzieć i oszukuje, że jest OK. I nie mówię tu o przecinkach, bo w moim przekonaniu trzeba być mocarzem, aby nad nimi panować, ale najzwyklejszych powtórzeniach, niezgrabnościach stylistycznych czy nieskasowanych pozostałościach z własnej korekty. Jeszcze raz, bardzo dziękuję.
Odnośnie myślników: Milu, gdybym choć jeden zobaczyła na ekranie, to kopiowałabym i wklejała bez mrugnięcia okiem, problem, że tego pierwszego nie mogę uzyskać, bo WordPad podstawia wyłącznie dywiz, nawet minusa na dywiz przerobił. Ale właśnie poczytałam o Alt-kodach, jeśli się nie uda, spróbuję z poziomu Windowsa, w końcu uczyć się można do śmierci:)
Pozdrawiam cieplutko:)
Miladora dnia 06.01.2018 22:56
A jeżeli skopiujesz myślnik z komentarza (–) i wkleisz w edytorze?
Też Ci zmieni na dywiz?
Spróbuj, bo ciekawa jestem, czy się uda. :)
Dobra Cobra dnia 06.01.2018 22:59 Ocena: Świetne!
Czasem wielkość przesłania facetom dojrzenie miłości, a to już smutne jest wielce.


Pozdrawiam,

DCo
Figiel dnia 06.01.2018 23:08
Milu, spróbowałam. Zmienił w try miga:) Ale chyba dałam sobie radę, wygrzebałam tablicę znaków gdzieś w Akcesoriach i znalazłam półpauzę, która dała się skopiować i... pozostała. Yes!:)
Miladora dnia 06.01.2018 23:22
Figiel napisała:
znalazłam półpauzę, która dała się skopiować

Hurra! :)))
To teraz jeszcze tylko wymień wszystkie dywizy w tekście, żebym mogła odejść z czystym sumieniem, że jest perfect. :)
Figiel dnia 07.01.2018 00:01
Milu, zrobione:) Omdlewa mi ręka jak Liu Pengowi, tyle że z innego powodu:) Jutro przejrzę spacje, bo mają tendencję do rozjeżdżania się przy majstrowaniu.

DoCo, cóż mogę na to odpowiedzieć, ten feler przytrafia się i panom, i paniom:) Ale faktycznie smutne.
imre dnia 07.01.2018 01:26
no no no... przeczytałem z wielką najpierw ciekawością potem uwagą trwogą aż wreszcie i.. zadowoleniem;) ciekawy i oryginalny pomysł na opowiadanie:)

historia mnie wciągnęła wartką akcją i bogatym językiem. Podoba mi się również tło- powtykane tu i ówdzie opisy przestrzeni np
Cytat:
Tego dnia nie­chęt­nie wspiął się na naj­wyż­szy taras, dźwi­ga­jąc kosze wy­peł­nio­ne smu­kły­mi sa­dzon­ka­mi, które przed upły­wem dnia po­win­ny zna­leźć się na za­la­nym wodą te­re­nie, po­sa­dzo­ne w rów­niut­kich od­stę­pach, by za­zie­le­nić pole obiet­ni­cą przy­szłych plo­nów.

Cytat:
Zdjął z ra­mion kij, na któ­re­go koń­cach chy­bo­ta­ły dwa kosze wy­peł­nio­ne sa­dzon­ka­mi. Wes­tchnął. Od tej chwi­li, aż do za­cho­du słoń­ca, spę­dzi czas na żmud­nym wty­ka­niu nie­zli­czo­nej ilo­ści ko­rze­ni w błot­ni­stą zie­mię.



pozdrawiam serdecznie:)
Jacek Londyn dnia 07.01.2018 10:38
Sprawnie napisane, gdyby nie wskazane przez korektora dywizy, tekst mógłby przynieść dewizy.:)
Fajny pomysł, dobrze poprowadzona narracja i choć temat ch... , Autor prowadzi czytelnika sprawnie za rękę aż do samego finału.
Od dzisiaj przestaję zaglądać w spodnie, nawet jeśli zaswędzi. :)

pzdr
JL
Figiel dnia 08.01.2018 16:44
Witajcie:)

imre, fajnie, że przyciągnął Cię wzrok żółwia. Cieszy mnie, że czytałeś z ciekawością, bo zaciekawić czytelnika to chyba największa trudność - rada jestem, że się udało. Nie miałam zamiaru trwożyć męskiej części portalu, ale czasem odrobina trwogi działa cuda, wzmacniając ciekawość:) Zadowoleniem jestem bardzo ukontentowana. Dziękuję za miłe słowa:)

Jacek Londyn
Ba!, żeby nasze teksty z łatwością przekuwały się w dewizy... Bajka by była, ale raczej trzeba zadowolić się miłymi odwiedzinami, co też jest nie byle jaką nagrodą.
Jacek Londyn napisał:
Od dzisiaj przestaję zaglądać w spodnie, nawet jeśli zaswędzi.

A gdzie tam, można czochrać się do woli, jeśli tylko nie ma dreszczy i szarańcza w brzuchu nie harcuje!

Pozdrawiam serdecznie:)
purpur dnia 12.01.2018 15:44
Witaj Figlu ( no pozowliłem sobie zaingerować w nick, ale to z Twojego pwoodu, bo nastroiłeś mnie iście pozytywnie, co by nie rzec błogo :)

Bardzo fajnie się czytało!

Sam pomysł może i nie przypadł mi do gustu, bo wydaje się na prędce okiełznany, ale za to całość zagrała świetnie. Bardzo fajnie udało się Tobie również okazać subtelność, w tym przecież, dość dwuznaczym i bezeceńskim dziele :p

Fajna jest również "chińska" atmosfera, którą udało się stworzyć, i te ich słowa, i te ich lęki i odrobina "historii", no bardzo to pasowało i czytało się wybornie.

O takich zdaniach mówię:
Cytat:
Mój strach jest starszy od twojego, przyjacielu, bo dzielę z nim życie od wczoraj.
- prze-świetne :)

Bardzo leciutkie i bardzo "mądre" :)

Naprawdę miło spędziłem te kilka chwil z Twoją lekturą.

Pozdrawiam!
Figiel dnia 13.01.2018 11:06
Witaj, purpur,
cieszę się bardzo z Twojej obecności pod moim tekstem, a jeszcze bardziej z tego, że nastroił Cię pozytywnie, bo to oznacza, że trud pisania nie poszedł na marne. Miło mi, że doceniasz " chińską" atmosferę, ba! nawet jestem z tego dumna, choć prawdę mówiąc nie miałam wyboru i musiałam się z tą "chinskością" zmierzyć, wszak to zaburzenie, które właśnie tam jest uznane za chorobę społeczną. Mogłam je co prawda przenieść na grunt zachodni, co ułatwiłoby sprawę, ale przecież w pisaniu nawet lekkich tekstów nie chodzi o to, żeby było łatwiej, a bardziej o to, żeby z czymś powalczyć. Nie zawsze wyjdzie, ale próbować trzeba:)
Pozdrawiam serdecznie:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
robert_augustyn
21/04/2018 11:22
Dziękuję bardzo. Joszko cały jest magiczny, a każdy jego… »
faith
21/04/2018 10:38
Darconie, nie ujęłabym tego trafniej i zwięźlej. Dzięki za… »
Greg Malecha
21/04/2018 07:20
introwerko, nie musisz się wstydzić, ja też się nie wstydzę… »
AntoniGrycuk
20/04/2018 23:33
Ciężko mi się wypowiedzieć, bo to w końcu dla dzieci i… »
introwerka
20/04/2018 23:18
Może i widać, w pewnej takiej naiwności/postulatywności… »
Zola111
20/04/2018 22:30
Pięknie jest: Krótko, refleksyjnie, metaforycznie. I bardzo… »
Zola111
20/04/2018 22:25
Juvenilia Introwerki! Brawo, Poetko. Wrażliwość, niezależnie… »
Kazjuno
20/04/2018 22:11
Mam w Łodzi kuzynkę - jest wykładowcą na tamtejszej ASP i… »
Greg Malecha
20/04/2018 22:08
widać w tym wierszu wiek autorki, dobrze że dodałaś ile… »
Darcon
20/04/2018 20:18
Jako poetycki laik, nie znam się, ale się wypowiem. :)»
introwerka
20/04/2018 19:52
ja tu widzę wyraz skromności poety, ale po takich… »
faith
20/04/2018 19:52
Kazjuno, masz oczywiście rację, że przesłanie wiersza jest… »
introwerka
20/04/2018 19:39
Wiolinie, dziękuję serdecznie za zaglądnięcie i ciepłe… »
Bernierdh
20/04/2018 19:39
Pięknie dziękuję :) »
alos
20/04/2018 16:39
A mi się ten wiersz skojarzył z Che Guevarą i… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 18/04/2018 00:24
  • jak tam ramy nowego Zaśrodkowania? Podobają się?
  • introwerka
  • 17/04/2018 11:24
  • Mój nick to introwerka ;)
  • Szysza
  • 17/04/2018 11:21
  • introwertka, dziękuję bardzo.
  • introwerka
  • 17/04/2018 11:08
  • Szyszo, wchodzisz w panel "Moje artykuły" pod napisem "Witaj [Twój nick]" po prawej stronie, tam przy każdym artykule masz opcje " Edytuj / Usuń".
  • Szysza
  • 17/04/2018 10:40
  • kochani jak usuwa się zamieszczony tekst?
  • Zola111
  • 16/04/2018 23:33
  • jskslg - nie! Pojedyncze frazy, zazwyczaj pointę, jednak całych własnych wierszy - nie. Innych autorów - owszem, i to wiele.
  • jskslg
  • 16/04/2018 22:32
  • pamiętacie na pamięć wasze teksty?
  • ajw
  • 16/04/2018 14:03
  • Rzeczywiście, brzmi prawie jak Jaromir :)
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:Ercolanise1j
Wspierają nas