Światło w ciemności rozdział 6 - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Światło w ciemności rozdział 6
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 ''Istnieje wiele legend dotyczących relacji ludzi i wampirów, lecz nie ma drugiej tak pięknej i porywającej jak Legenda o pięknej Adelinie.'' ~ wstęp do Baśni i Legend na Dobranoc - autor nieznany

Brandon Spark siedział w swoim pokoju i patrzył na wschodzący księżyc. Dziś była pełnia i wampir miał się spotkać  z tajemniczymi przedstawicielami wampirzego rodu szlacheckiego. Bynajmniej tak było napisane w liście, który nie dawno otrzymał.

Pokój Brandona był bardzo skromnie urządzony. Meble ograniczały się do starego łóżka, drewnianej komody i podobnego biurka z lampą naftową. Wampir miał dość wiecznych przeprowadzek i ucieczek. Książę Mroku obiecał wampirom wieczysty spokój, lecz jak na razie, nie zanosiło się na to. Po ostatnim spartaczonym ataku na dziecko w fabryce, Łowcy znów patrolują ulice i szukają kryjówek wampirów. Spark cudem unikał spotkania z Oliverem Brightem, który był bez wątpienia najlepszym Łowcą i tropicielem w Londynie. Lecz jak mawiała matka Brandona - jednooki jest geniuszem w krainie ślepców. 

Grupa Sparka jest dość silna i Bright nie miałby z nimi szans, jednak w pojedynkę wybije każdego wampira. Zabił przecież Alberta i Kamilę i zapewne zabiłby samego Sparka, gdyby miał ku temu okazję. Jednak siła i potęga arystokracji napawała go optymizmem. Żaden Łowca nie ma szansy z elitą wampirzych wojowników, a w szczególności z Thanatosem, który właśnie zmierza do Londynu z pobytu w Galicji.

Brandon zastanawiał się nad tym, kim jest Książę Mroku. Kandydatów było wiele, głównie z takich rodów jak Goth, Black, Dragomir czy Montgomery. Spark stawiał na głowę rodziny Gothów, chociaż Montgomery też by się nadał. Cieszył się, że dzięki niemu wampiry wychodzą z cienia i się jednoczą. Coraz więcej grup i rodzin dołącza do Księcia, który obiecuje zniesienie kasty i każdy ocalały wampir będzie mógł się poszczycić szlachetnym pochodzeniem. Wystarczy zdobyć tylko trochę krwi...

Wampir zmienił ubranie z szarej koszuli i czarnych spodni na elegancki czarny frak i cylinder. Dziś musieli wyglądać jak najbardziej ludzko, by nie przykuwać uwagi.

Gdy był już gotowy, zebrał swe wampiry i razem ruszył na spotkanie. Zabrał ze sobą nawet swojego niesfornego syna, Roberta, który jeszcze nie spotkał się z kimś arystokratycznego pochodzenia. 

***

Oliver spotkał się z Malcolmem o dwudziestej w wyznaczonym miejscu. Była jesień, więc było już zupełnie ciemno jak na taką porę. Ulica była zupełnie pusta, gdyż ludzie nie chcieli wychodzić z domu, kiedy jest ciemno. Znów się bali.

Łowcy skierowali się w głąb Lambeth w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego zajęcia. Dawniej szukano kryjówek wampirów, lecz do nie dawna wszyscy uważali, że takowych już nie ma i zaprzestano poszukiwań. Nocne Ministerstwo musiało zaczynać od początku. Arystokratyczne rody uznano za wymarłe, a ostatnim bastionem wampirów była grupa Sparka. Jednak wszystko to było kłamstwem i wampirów jest znacznie więcej niż myślano. Oliver i Malcolm wspięli się na dach pobliskiej kamienicy, żeby mieć lepszy widok na ulice i na całą okolicę.

- Myślisz, że wampirów jest więcej w Southwark czy Lambeth? - odezwał się po dłuższej przerwie Malcolm. - Ja obstawiam Southwark. W tej zapadłej dziurze musi być ich teraz mnóstwo.

- Wampirów zawsze było najwięcej w Lambeth i dziś pewnie też tak jest - powiedział Oliver. - Po prostu lepiej się ukrywają. Nie wiem jakim cudem Ministerstwo pozwoliło na zbagatelizowanie sprawy wampirów.

- Po rzezi, która była dziesięć lat temu, każdy uwierzyłby w wyginięcie wampirów. One to po prostu wykorzystały i wzmocniły się.

- A większość dzisiejszych Łowców nie jest gotowa do walki z nimi. I wciąż nie wiem, jak udało im się przez cały ten czas ukrywać.

***

- I właśnie dlatego nie będziemy musieli się ukrywać, synu - powiedział Brandon Spark, gdy wraz ze swoją ekipą wkraczał na jedną z ulic Lambeth. - Już za niedługo nie będziemy musieli się ukrywać w piwnicach, kanałach i opuszczonych domach. Gdybyśmy tylko byli tak bogaci i wpływowi jak arystokracja, mielibyśmy lepszy byt. Zrobię wszystko, aby te czasy minęły.

- Jesteś starym głupcem - odparł wzburzony Robert. - Włazisz w rzyć arystokracji i liczysz, że nas nie spławią - Robert przystanął i spojrzał na ojca. - Oni nami gardzą! Przejrzyj w końcu na oczy i postaw się im. Oni nigdy nie zniosą kasty, a my nigdy nie będziemy im równi. Chyba, że postawimy im warunki.

- Zawsze byłeś nieodpowiedzialny i porywczy, Robercie. Ta sprawa decyduje o losie naszej rodziny i o losie innych wampirów w naszej grupie. Nie bądź egoistą. Nie chcę by mnie całowali po rękach i wręczali nagrody - Brandon zdecydowanie podniósł ton głosu. - Chce w końcu żyć normalnie! Lepiej żyć pod rządami arystokracji, niż w tym bagnie!

- Szefie, nie powinien pan tak krzyczeć - powiedział jeden z wampirów. - Ludzie zaczną się nami interesować i będziemy mieli problemy.

***

- Słyszałeś to? - spytał Malcolma Oliver, kiedy przeskakiwali z jednego dachu na drugi. - Wydawało mi się, że słyszałem głosy w jednej z tamtych bocznych uliczek.

- Ja nic nie słyszałem - odparł zdziwiony Malcolm. - Ale lepiej chodźmy to sprawdzić.

***

- To tutaj - powiedział Brandon Spark, kiedy wchodzili w ciemną i wąską uliczkę między dwoma kamienicami. - Powinni już tutaj być.

- I są - rzekła wysoka kobieta ubrana w czarną suknię, a na głowie miała mały, lecz elegancki kapelusz. - Nie musisz się tym martwić.

Miała długie czarne włosy i niebieskie oczy. Twarz miała nadzwyczaj bladą, a jej mina nie była przyjazna. Wyglądała jakby miała ochotę zabić ich wszystkich.

Zza jej pleców wyłonił się młody mężczyzna, który wyglądał na rówieśnika Roberta. Był ubrany w brązowy garnitur, a w prawej ręce trzymał czarną laskę. Jego włosy miały kolor ciemnego blondu i były delikatnie przykryte brązowym cylindrem. Był bardzo przystojny i wyglądał jak jeden z greckich bogów. Ściągnął z dłoni skórzane rękawice i spojrzał na Sparka swoimi niebieskimi oczyma.

- Brandon Spark - rzekł po chwili mężczyzna. - Cieszę się, że odpowiedziałeś na nasz list.

- Viktor i Vanja Dragomir - powiedział cicho Spark. - Nie spodziewałem się was tutaj...

- Daruj sobie - powiedziała Vanja. - Nienawidzę, kiedy ktoś tak mówi.

- Ależ spokojnie siostro - rzekł Viktor. - Pan Spark może zwracać się do nas tak jak chce. Od dziś, jest naszym najlepszym przyjacielem.

- N-nie rozumiem - Spark zaczął się jąkać. - Jak mogę wam pomóc?

- Słyszałem, że pracujesz dla niejakiego Księcia Mroku, zgadza się? Swoją drogą śmieszny pseudonim dla kogoś z tak poważnymi ambicjami.

- Zna go pan, panie Dragomir? - spytał podekscytowany Spark. 

Zwracał się do Viktora  per  pan, pomimo faktu iż wyglądał jak jego ojciec. W rzeczywistości, Viktor i Vanja byli jednymi z najstarszych wampirów na świecie.

- Obawiam się, że tak - rzekł uśmiechnięty Viktor. - Na twoim miejscu nie brałbym go na poważnie. On nie chce dobra wampirów.

- Przecież chce pokoju z ludźmi - powiedział Spark. - Mówił, że ma plan i sposóbna to. Nie będziemy zależni od krwi...

- Bzdury - przerwał mu Viktor. - On nie chce prawdziwego pokoju z ludźmi. Wykorzystuje morderstwa dla swoich celów.  Z tego co udało mi się dowiedzieć, z tej krwi chce zrobić broń masowego rażenia. A ty mu w tym pomagasz.

- Tak było - rzekł cicho Spark, jakby był zawstydzony. - Mówił, że jest mu niezmiernie potrzebna do jakiś eksperymentów alchemicznych. Ale nie powiedział nic dokładnie. Jedynie to, że ta krew będzie dla nas zbawieniem...

- Oj będzie, lecz on nie wie co z nią uczynić. - powiedział Viktor. - Używa ją w złym celu, który nie pomoże ani nam, ani ludziom. Dalej będziemy słabi i zależni od krwi, a ludzie będą dalej ginąć. Myślę, że jego plany przyniosą wam zgubę, a wspomogą jedynie elity. Uważam Brandonie, że powinieneś pomóc nam w bardziej szlachetniejszym celu. Celu, który zapewni obu rasom spokój. Powiedz, ile osób z odpowiednią krwią znaleźliście?

- Dwoje - odparł Spark. - Ale doszliśmy tylko do biskupa, trzy lata temu. Dziecko w fabryce nie jest naszym dziełem.

- Słucham? - spytał wyraźnie poirytowany Viktor. Nad jego głową rozległ się cichy dźwięk uderzania o cegłówki. Ktoś skakał po dachu.

***

- Co ty wyprawiasz? - powiedział Malcolm najciszej jak się tylko dało. - Usłyszą nas.

Oliver, który przed chwilą skoczył na dach niższej kamienicy, aby bliżej przyjrzeć się wampirom, spojrzał na niego. Jego słuch był wspaniały i pomógł mu w wiele łowach. Może Oliver nie był najlepszy w walce, lecz jego instynkty wyróżniały go z pośród Łowców, a każdy wampir wiedział, że nie ukryje się przed nim.

Młody Łowca pokazał Malcolmowi palcem, aby był cicho. Chłopak schował się za niskim murkiem i nasłuchiwał.

- Proszę się tym nie przejmować - powiedział Viktor. - To tylko głupie koty. Proszę lepiej sprecyzować, co ma pan na myśli mówiąc, że to nie wy zabiliście dziecko w tej fabryce.

- Wysłałem dwa moje zaufane wampiry, ale nie dotarły na miejsce. Zabił je Łowca. Bright.

- I mówisz, że nikt z was nie zabił tego dziecka i nie pobrał jego krwi? Zapewne też nie wiesz kto to zrobił.

- Obawiam się, że nie wiem.

Viktor był ewidentnie poirytowany całą sytuacją. Nie podobało mu się, że Spark i Książę Mroku tracą kontrolę nad tym przedsięwzięciem, oraz to, że tracą potencjalne cele, które są im niezbędne.

- Wiem jak to brzmi - zaczęła Vanja. - Ale śmierć tych ludzi przyczyni się dla obu ras. Potrzebujemy jej.

- A co wy możecie o tym wiedzieć?! - krzyknął nagle Robert. - Żyjecie w dobrobycie, podczas gdy my mieszkamy w melinach i codziennie walczymy o przetrwanie! I tak nie skorzystamy na waszym planie, jakikolwiek by był.

- Milcz, chłopcze! - krzyknął Brandon Spark. - Natychmiast przeproś...

- Nie trzeba, Brandonie - przerwał mu Viktor. - Ma rację. Księciu Mroku nie zależy na was. Dba tylko o swój interes i o interes arystokracji. Ja natomiast myślę o wszystkich. O każdym wampirze. Nawet o ludziach. Chcę, by mieli spokój. Moja oferta jest dla was o wiele korzystniejsza.

- A co pan proponuje, panie Dragomir? - spytał zaciekawiony Spark.

- Pracę dla mnie. Ty i twoi ludzie będą dalej namierzać cele i spuszczać z nich krew. Niestety to jedyny sposób by otrzymać lek na naszą chorobę - Viktor podszedł bliżej Roberta i spojrzał mu w oczy ignorując przy tym jego ojca. - W zamian oferuję równość i braterstwo. Wszyscy dostaną lek, a nie tylko arystokracja. Każdy zasługuje na dobry byt. Kiedy moi alchemiści stworzą lekarstwo, będziemy jak ludzie. Nie będziemy musieli pić ich krwi.

- Książę Mroku mówił tak samo - rzekł nagle Brandon Spark, który zaczął być poirytowany spotkaniem. - A ty jesteś mało wiarygodny, zwłaszcza, że twój własny brat się ciebie wyparł. Liczyłem na bardziej korzystną ofertę, a oferujesz to samo. Poza tym nie masz żadnego poparcia wśród innych. Żegnam.

Brandon odwrócił się i kazał swoim wampirom wrócić do ich kamienicy. W uliczce został jedynie Robert i dwaj jego przyjaciele, którzy patrzyli na Vanję i Viktora.

- Porozmawiaj ze swoim ojcem - powiedział Viktor, który wciąż patrzył mu w oczy. - Czasem trzeba użyć niekonwencjonalnych argumentów, aby osiągnąć cel, chłopcze. Wiem co czujesz. Przechodziłem przez to samo co ty teraz.

- Powinniśmy już wracać - powiedziała Vanja. - Nic tu po nas.

Viktor pożegnał się z Robertem i wraz ze swoją siostrą zniknął w ciemności.

- Myślisz, że koleś ma rację? - spytał Roberta jego towarzysz. - Ja bym mu zaufał, w końcu to Dragomir.

- Ale to czarna owca tej rodziny - rzekł drugi. - Podobno przyniósł hańbę całej rodzinie.

- W tym przypadku to chyba dobrze - powiedział cicho Robert. - Jego rodzina jest okrutna i zachłanna. Nic dziwnego, że Viktor nie chciał z nimi być. Jest od nich inny - Robert zrobił krok na przód. - Jest wyrzutkiem, jak my.

Robert odwrócił się i ku swojemu zaskoczeniu ujrzał dwóch Łowców, którzy patrzyli się na niego nienawistnym wzrokiem. Jego dwaj przyjaciele leżeli martwi tuż obok nich.

- Co do kurwy?! - krzyknął Robert, który w tym samym czasie został przyparty do muru, przez Malcolma. Oliver wyciągnął sztylet i wbił wampirowi w jego prawą dłoń. Wampir głośną jęknął.

- Musimy porozmawiać - rzekł cicho młody Łowca. - Zdaję mi się, że mamy dużo do obgadania.

- Powiem wszystko, tylko wyjmij to ze mnie! 

Oliver wyciągnął powoli sztylet i z dłoni wampira wyleciała ciemna krew. Chłopak wytarł go i schował z powrotem za pas.

- Po pierwsze. Kim jest Książę Mroku?

- Nikt tego nie wie - krzyknął Robert. - Wysyła listy, a na spotkanie przychodzi w masce.

- Dwa. Skąd bierzecie namiary na ludzi i co jest w nich takiego specjalnego?

- Z tego co wiem, to mają jakieś blizny w kształcie półksiężyca. Ojciec przekazuje ją temu Księciu, który chce zrobić z tego coś w rodzaju szczepionki. Nie robimy nic złego!

- Nie wierzę ci - rzekł lodowatym tonem Oliver. - Kto jest waszym następnym celem?

- Nie wiem, dalej szukamy! - krzyczał zapłakany wampir. - Powiedziałem wszystko co wiem, puśćcie mnie!

- Jeszcze jedno - powiedział Oliver. - Gdzie znajduje się wasza kryjówka?

- Tam są! - krzyknął nagle jeden z wampirów, który wbiegł w alejkę.

- Jest ich zbyt wielu - rzekł Malcolm. - Uciekamy.

- Jeszcze się spotkamy - powiedział do Oliver do Roberta i uciekł wraz z Malcolmem. Gdy wampiry dobiegły do Roberta, po Łowcach nie było już śladu.

***

- Chyba wiem, kto będzie następnym celem - powiedział zziajany Oliver. - Spotkałem dziś brata tej zamordowanej dziewczynki. Też ma taką bliznę. Trzeba wysłać Łowców do sierocińca w Lambeth, żeby dać mu ochronę.

- Jeszcze dziś to załatwię - powiedział Malcolm. - A ty powinieneś wracać do domu. Świetnie się dziś spisałeś. Gdybyś ich nie usłyszał, śledztwo dalej byłoby w dupie.

- Dzięki - odparł nieśmiało Oliver. - Staram się jak tylko mogę.

- Jeszcze jedno - Łowca odwrócił się do chłopaka - Kojarzysz tego Viktora Dragomira? To imię wydaje mi się bardzo znajome. 

- Może z tej legendy o pięknej Adelinie  - odparł Oliver. - To chyba on ją kochał, a jego brat Ivan był o to zazdrosny. Nie pamiętam tego dokładnie. Czytałem to bardzo dawno.

- Ok, może masz rację. To do jutra! - rzekł Malcolm i poszedł w stronę Ministerstwa.

- Do jutra - rzekł Oliver bardziej do siebie i poszedł w kierunku swojego domu. Z drzwi pobliskiej kamienicy wybiegło dwóch mężczyzn - jeden z nich był całkiem nagi. Drugi krzyczał, że jeśli jeszcze raz go zobaczy w pobliżu jego żony, to go zabije. Oliver uśmiechnął się pod nosem i ruszył dalej. 

Na dachu jednej z kamienic stał Viktor, który przyglądał się chłopakowi. 

- Skądś cie znam - rzekł do siebie wampir. - Już się kiedyś spotkaliśmy.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 06.01.2018 00:45 · Czytań: 56 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
kamyczek
19/01/2018 15:58
Piękna kołysanka, TiA. Moje skarby już ją znają, a jakże!… »
Pulsar
19/01/2018 15:54
Ostatnia polemika z tobą, kosztowała mnie ostrzeżeniem ze… »
kamyczek
19/01/2018 15:52
Dzięki, Jolu. - Jolu, dzieciom się nie odmawia, więc… »
Dobra Cobra
19/01/2018 15:52
Jaki piękny utwór z gatunku słodkiej i zbliżonej bo boskiej… »
Dobra Cobra
19/01/2018 15:49
Każda czynność przy słuchaniu jest dobrą. Gdyby było inaczej… »
trawa1965
19/01/2018 15:32
Nie tylko współczesna, ale każda na każdym etapie dziejów… »
mike17
19/01/2018 15:25
Beatko, podoba mi się suchy styl relacji, bez ozdobników,… »
Rodgier
19/01/2018 14:52
Hopeless jak zwykle nie zawiódł :yes: »
JOLA S.
19/01/2018 14:34
Witaj Figielku, przyciągnął mnie tytuł, podobnie jak kiedyś… »
mike17
19/01/2018 14:16
Ilekroć czytam tak udane miniatury, a jestem ich fanem,… »
Figiel
19/01/2018 14:03
Chyba czytasz, purpurze w moich myślach:) Trafiłeś w sedno… »
Felicjanna
19/01/2018 13:50
dla mnie jest raczej nadzieją, świadczy o tym ostatnie… »
GoldKate
19/01/2018 13:21
Felicjanna - dziekuję za uwagi. Usunęłam tzw… »
Jacek Londyn
19/01/2018 12:41
Mnie tam bez różnicy, listonosz jest teraz dziarski. Ale to… »
purpur
19/01/2018 12:18
No tak, dość logicznie :p - tak, też tak myślałem i… »
ShoutBox
  • mike17
  • 19/01/2018 15:29
  • Kto szuka, ten znajdzie :)
  • trawa1965
  • 19/01/2018 15:22
  • Właśnie szukam. Ale to trudne.
  • Tomek i Agatka
  • 19/01/2018 13:42
  • Milu, naniosłam zmiany w "świerkowej kołysance" zgodnie z Twoją propozycją. Nie znajdę lepszego rozwiązania, luli-lali jest the best! Jesteś niezastąpiona! Buziaczki od smoków patatających :) :)
  • Tomek i Agatka
  • 19/01/2018 00:05
  • Dzięki Milu, już czytam, przywołałaś mnie tą informacją w shoutboxie. Smoczy podwójny buziak na Dobrą Noc :* :*
  • Miladora
  • 18/01/2018 22:56
  • Smoki - masz odpowiedź pod kołysanką. :)
  • kamyczek
  • 18/01/2018 18:54
  • I dla Ciebie, Agnieszko :) :)
  • mike17
  • 18/01/2018 15:01
  • Jarek, masz już wydawcę, teraz czas znaleźć sobie reżysera :)
Ostatnio widziani
Gości online:28
Najnowszy:Demaranvillees8x
Wspierają nas