Światło w ciemności rozdział 8 - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Światło w ciemności rozdział 8
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

'' Krążą plotki na temat domniemanego istnienia magii. Polowanie na czarownice wcale nie było wymysłem głupiego ludu. Jednak ile z tych kobiet było prawdziwymi czarownicami? Nie należy negować tego faktu, zwłaszcza, że ludzkość od lat walczy z nadludzkimi istotami zwanymi potocznie wampirami''~  O rzeczach nadnaturalnych - autor nieznany.

Następnego dnia, z samego rana, Oliver poszedł odwiedzić matkę zamordowanej dziewczynki. Wieść o wydarzeniach w sierocińcu jeszcze nie dotarła do chłopaka. Po czterdziestu minutach wędrówki, Oliver dotarł do zaniedbanego domu publicznego, gdzie wciąż pracowała matka dzieci. Tego dnia cały Londyn był spowity gęstą mgłą, która była nie do zniesienia. Oliver był ubrany w czerwoną koszulę oraz czarną kamizelkę. Przy swych spodniach miał przypięty pas z dwoma rewolwerami. Było dość ciepło, więc nie potrzebował płaszcza.

Burdel mieścił się tuż przy Tamizie w City. Przy brudnym nabrzeżu mieściło się wiele podejrzanych pubów, innych burdeli i palarni opium. Małe parowce leniwie płynęły po rzece wyrzucając ze swoich kominów gęsty czarny dym. Przy drzwiach wejściowych obskurnego budynku stało kilka kobiet, które paliły papierosy i rozmawiały ze sobą. Ich skąpy strój wskazywał na wykonywany zawód. Oliver schował kartkę z adresem do kieszeni i zagadał piersiastą blondynkę.

- Dzień dobry, pracuje tutaj Eliza Gledhill? 

-Owszem, ale ja będę dla ciebie lepszą kandydatką, przystojniaku - odparła kobieta gasząc papierosa.

- Nie jestem zainteresowany - powiedział spokojnie Oliver. - Musze z nią porozmawiać. T obardzo ważne.

- Kto normalny przychodzi do burdelu rozmawiać? - spytała uśmiechnięta brunetka w czarnej sukience. - Siedzi w środku. Chyba jest akurat wolna.

Oliver ominął kobiety i wszedł do środka. Od razu uderzył go zapach najróżniejszych kadzidełek, które stały na parapecie. W środku siedziały dwie inne kobiety oraz jeden mężczyzna, który wchodził pa schodach na wyższe piętro. Chłopak podszedł do kobiet i spytał się czy znają Elizę Gledhill.

- To ja - odparła kobieta w średnim wieku i o średniej urodzie. - W czym mogę służyć?

- Chciałbym porozmawiać o ostatnim morderstwie - powiedział chłopak. - Przysyła mnie Nocne Ministerstwo.

Kobieta spojrzała wymownie na swoją towarzyszkę i wstała z jasnej kanapy. 

- Chodźmy porozmawiać na osobności. - powiedziała Eliza i zabrała Olivera do swojego pokoju, gdzie przyjmowała swoich gości.

Pokój nie był wytwornie wystrojony. Znajdowało się w nim tylko duże łóżko, taboret i spora szafa. Zza okna było widać płynące parowce oraz przechadzających się ludzi. Eliza zamknęła okno i usiadła na łóżku. Oliver wybrał taboret. Kobieta zmierzwiła swoje długie, brązowe włosy i spojrzała na chłopaka swoimi brązowymi oczyma, wokół których było już kilka zmarszczek.

- Wie pani co się stało ? - spytał cicho Oliver. - Wie pani kim była ofiara?

- Tak - odpowiedziała kobieta zapalając papierosa. - To była moja córka. Syn mieszka teraz w sierocińcu.

- Wie pani kto jest ojcem dzieci? 

- Dokładnie nie wiem, ale miała na nodze bliznę, jak taki jeden ksiądz z Włoch. Dobrze go pamiętam, bo dużo płacił. Odwiedził mnie dwa razy i za każdym razem zaszłam w ciąże.

- W sierocińcu powiedziano mi, że syn maja nazwisko ojca, a nie pani.

- Moje nazwisko jest dosyć popularne w mieści, o ile można to tak nazwać. Nie chciałam by przez to cierpiały. Wolałam podać jego nazwisko.

- Dlaczego dzieci nie mieszkały w jednym sierocińcu?

- Drugie dziecko starałam się wychować, ale tutaj nie miałam do tego warunków i pieniędzy. Gdy podrosła, postanowiłam, że oddam ją do fabryki, gdzie dostanie opiekę i pieniądze. Sama dużo za to dostałam. Teraz się tego wstydzę.

- Wie pani coś więcej o tym mężczyźnie?

- Wiem, że nazywał się Giorgio Scozzari i był Włochem. Mówił, że zatrzymał się tutaj u swojej siostry, ale nie pamiętam jak się nazywa. Ale jest dosyć znana wśród innych. Ludzie mówili, że wyszła za bardzo bogatego Anglika, który był podobno posiadaczem wielu plantacji w Indiach.

Oliver od razu zaczął przypominać sobie wszystkich bogatych ludzi, których znał jego ojciec. Chłopak miał bardzo dobrą pamięć, a zwłaszcza do nazwisk. Jednym z nich był Evan Hatfield, który faktycznie był posiadaczem sporych plantacji w Indiach, a jego żona była Włoszką. Chłopak podziękował kobiecie i pożegnał się z nią. Zanim wyszedł kobieta jeszcze rzuciła za nim.

- Znajdź tego skurwysyna, który to zrobił.

- Postaram się - odparł Oliver i opuścił budynek.

Pod drzwiami burdelu stał Adam McCullan, który widocznie na kogoś czekał.

- Co tutaj robisz, Adamie? - spytał zaskoczony Oliver.

- Mówiłeś, że będziesz rozmawiać z matką dziecka i akurat na ciebie wpadłem - rzekł zziajany Adam. - Był kolejny atak wampirów. Tym razem na sierociniec. Miałeś rację, Oliverze. Cooper i Susan są już w drodze.

Oliver przestraszył się, że wampiry znów zaatakowały i zamordowały trzech Łowców, którzy pilnowali chłopaka. Z drugiej strony poczuł ulgę, ze Susan wreszcie wróciła do miasta.

- Muszę tam iść - powiedział Oliver, ale Adam zastąpił mu drogę.

- Jeśli dowiedziałeś się czegoś ważnego, to przekaże to Ministrowi.

- Dowiedziałem się tylko, że siostra zamordowanego biskupa i babka dzieci to prawdopodobnie Maria Hatfield. Byłbym wdzięczny gdybyś znalazł mi jej obecny adres.

- Oczywiście - oparł Adam i przepuścił Olivera, który natychmiast pobiegł w stronę sierocińca.

***

Oliver dotarł do sierocińca najszybciej jak tylko mógł. Na ulicy przed budynkiem stał David i Susan, którzy czekali na chłopaka. Chłopak przywitał się z nimi i spytał co się stało.

- Kolejny atak wampirów - odparła Susan. - Jednak tym razem wymordowano cały sierociniec.

Susan Roberts była dwudziestoośmioletnią kobietą o rudych włosach i piegowatej cerze. Miała duże, bystre niebieskie oczy, a na jej twarzy ciągle malował się wyraz ciągłej obojętności i zimna. Ubrana była w męski strój Łowcy, a włosy miała spięte w kitkę. Susan przeszła prawdziwe piekło w akademii ze względu na fakt, że jest kobietą. Jest jednak jednym z najlepszych Łowców w Anglii i mało kto jej dorówna.

- Nie ma na co czekać - wtrącił się Cooper. - Idziemy do tej rzeźni.

Tym razem na miejscu było dwa razy więcej policji niż przy fabryce oraz zjawił się komisarz Alfred Gordon. Był on ze swoim zastępcom, Jeremym Stewardem. Młodym blondynem o niebieskich oczach ubranym w schludny policyjny płaszcz. Komisarz przetarł spocone czoło i spojrzał na Łowców. Widział bardzo młodego Olivera, dorosłego Coopera oraz kobietę, więc bez wahania znów wybrał Coopera.

- Pan znów reprezentuje Nocne Ministerstwo?

- Nie - odparli równocześnie Oliver i Susan.

Cooper spojrzał ze zdziwieniem na swoich towarzyszy. Zobaczył wściekły wzrok Olivera oraz zimny i bezduszny wzrok Susan. 

- Susan Roberts reprezentuje Nocne Ministerstwo - rzekł speszony Cooper. - Jest najbardziej doświadczona i kompetentna.

- Kobieta? - spytał zaskoczony Gordon. - Nie sądziłem, że Morgan...

- Chce pan coś jeszcze dodać, komisarzu ? - przerwała mu Susan. - Cała nasza trójka jest bardziej kompetentna niż wszyscy pańscy głupi policjanci razem wzięci, więc proszę się zamknąć i powiedzieć co się tu dokładnie stało, panie komisarzu - ostanie dwa wyrazy mocno zaakcentowała.

Alfred Gordon otworzył usta ze zdumienia i nie wiedział co powiedzieć. Steward podszedł bliżej i opowiedział Susan czego się dowiedzieli.

- Wiemy, że wampiry zaatakowały w środku nocy - mówił ściszonym głosem. - Weszły za dnia do sierocińca i zabiły prawie wszystkich. Ocalała jedynie stara pani Norris, ale jest zbyt przerażona, żeby zeznawać. Jest obecnie w szpitalu.

Komisarz otrząsnął się i zaprowadził Łowców do środka budynku. Oliver spojrzał na dach sierocińca. Siedziało na nim kilka czarnych kruków. Gdy chłopak na nie spojrzał zaczęły przeraźliwie krakać, po czym odleciały. Młody Łowca podążył za nimi wzrokiem. Kiedy się odwrócił, zobaczył stojącą w oddali młodą kobietę w czarnym żałobnym ubraniu. Jej czerwone usta wykrzywiły się w grymasie przerażającego uśmiechu. Susan złapała Olivera za rękę. Przestraszony chłopak odwrócił się do niej.

- Na co patrzysz? - spytała spokojnie Susan.

- Na nic - odparł chłopak, który się otrząsną i spojrzał na Susan.

Gdy odwrócił się, ale kobiety już tam nie było. Chłopak bał się, że dzieje się z nim coraz gorzej. Najpierw cyganka, teraz to.

- Napatrzysz się w środku.

Nie myliła się. Niemal wszystkie ściany były brudne we krwi. Wokół roiło się od martwych ciał dzieci i pracowników sierocińca. Obok ciał przechadzali się policjanci robiący notatki. Cooper rozmawiał w oddali z Gordonem. Prawie wszystkie ciała miały rany od ugryzień i cięć bardzo ostrym narzędziem. Wyglądało tu gorzej jak w rzeźni.

- Urządziły sobie niezłą ucztę - powiedziała lodowato kobieta. - Tym razem nie spuszczały krwi z ofiar?

- Myślisz, że ten atak nie ma powiązania z poprzednimi ? - spytał  głosem Oliver.

Martwe ciała przypominały mu widok jego ojca leżącego w kałuży krwi w jego dawnym domu. Szybko się otrząsnął się i kontynuował : 

- Nie mają podciętego gardła, ani żył.

- Ani słynnej litery B, o której mi powiedziano - dokończyła Susan. 

Oliver wszedł do pomieszczenia obok. Była to duża jadalnia, gdzie leżało najwięcej ciał ludzi. Widocznie próbowali uciec, ale wampiry je dopadły. Dzieli leżały na stołach i podłodze, a ich martwe oczy spoglądały na sufit, który przeciekał krwią. Ofiary miały rany od strzałów i cieć noży. Najpierw je zabito, a potem wypito krew - pomyślał Oliver.

Łowca wyszedł z jadalni i poszedł na pierwsze piętro. Nawet na schodach leżało kilka martwych ciał dorosłych kobiet, które były zmasakrowane. Jedna z nich nie miała głowy.

Na piętrze było jeszcze gorzej. Trzech nagich mężczyzn było przybitych do ściany kilkunastoma gwoździami. Ich ciała zwisały bezwładnie, a z ich kończyn spływała krew. Na brzuchach mieli wycięte litery, ale inne niż dziecko w fabryce. Układały się w wyraz Tha-na-tos.

- Co to ma oznaczać? - spytał samego siebie Oliver.

Oliver przeszedł korytarzem i znalazł się pod drzwiami pokoju chłopaka. A raczej tym, co z nich zostało. Wszedł do pokoju i rozejrzał się.

Ciało chłopaka leżało na bezwładnie na łóżku. Było sine i niekształtne jak ciało jego siostry. Prawie wyglądał jakby spał. Miał poderżnięte gardło oraz żyły na rękach. Podłoga i ściany były całe we krwi. Oliver rozejrzał się dokładnie po pokoju, lecz nie znalazł nic ciekawego. Tym razem zadbano o to, by nie było żadnych śladów. Łowca postanowił się przejrzeć ciału chłopca. Obrócił jego ciało lecz na plecach nie miał litery B. Położył z powrotem jego ciało i zobaczył, że na ramieniu ma wyrytą literę B. Oliver spojrzał na rozcięte spodnie chłopaka w miejscu, gdzie znajdowało się znamię. Oliver myślał, że morderca w fabryce i morderca w sierocińcu to dwie inne osoby. Dziecko w sierocińcu miało krzywo rozcięte ręce. Te były bardzo precyzyjnie rozcięte, idealnie w miejscu żył. Poza tym oprócz ofiary zabito niemal wszystkich w sierocińcu. W fabryce zabito tylko dziecko, a resztę oszczędzono.

Chłopak przypomniał sobie legendę o Adelinie, którą wczoraj czytał. Syn Adeliny, Baltazar, też miał takie znamię.

- B jak Baltazar - powiedział na głos Oliver.

Oliver odwrócił się i spojrzał na okno. Na parapecie siedział kolejny kruk. Popatrzył na chłopaka i odleciał. Kiedy podszedł do okna znowu ujrzał kobietę w czerni, która stała na dziedzińcu sierocińca. Kobieta przystawiła palec do ust na znak ciszy. Chłopaka przeszły ciarki i zrobiło mu się zimno. 

Obejrzał się i zobaczył, że pomieszczenie zrobiło się bardzo ciemne, a ciało chłopaka zniknęło. Zewsząd słychać było przerażające dźwięki. Oliver sięgnął po swój rewolwer, ale pas był pusty. Za oknem niebo pociemniało i rozszalała się  burza. Przerażony chłopak podszedł do drzwi i je otworzył. Zobaczył przerażającą postać, która była do niego odwrócona plecami. Była niewiarygodnie chuda i wysoka. Kręgosłup w straszny sposób  odznaczał się na jej plecach. Gdy się odwróciła, Oliver zobaczył, że w miejscu jej ust znajdowały głębokie rany, jak gdyby ktoś wydrapał je bardzo ostrymi pazurami, a z resztek ust spływa czarna krew. 

Chłopak odwrócił się i zamknął drzwi. Oparł się o nie i zamknął oczy. W myślach powtarzał sobie, że to nie dzieje się naprawdę. Gdy otworzył oczy zobaczył, że potwór patrzy na niego swoimi czarnymi oczyma pozbawionymi białek. Oliver wybiegł na korytarz i zbiegł na dół po schodach. Nigdzie nie było drzwi wyjściowych. Znalazł się w pułapce. Wszedł do jadalni, w której nie było już ciał i stolików. Potwór klęczał na podłodze, a z jego serca strumieniami wypływała czarna krew. Bestia wydawała przy tym przeraźliwe dźwięki. W pomieszczeniu pojawiły się również trzy postacie z czarnymi kapturami, które zasłaniały im oczy. Wszystkie stały nie ruchomo. Jedna z nich trzymała jeszcze bijące serce, druga wagę, a trzecia pochodnię.

 -  Farzeenish, to jego prawdziwe imię - powiedziały niskim, zniekszałconym głosem postacie, których wzrok był utkwiony w podłodze. - Poznasz go po jego strasznej brzydocie.

Następnie Oliver ujrzał młodą kobietę o czarnych włosach, która mu się przyglądała. Po pewnym czasie pstryknęła palcami i cały obraz rozmył się i znikł. Oliver ocknął się w pokoju chłopaka. Cały czas patrzył przez okno.

- Tutaj jesteś - powiedziała nagle Susan, aż Oliver podskoczył. - Stałeś tak kilka minut. Nie było z tobą kontaktu. Przerażałeś mnie.

- Chyba źle się czuje - odparł chłopak. - Za dużo tutaj krwi i śmierci.

- Dowiedzieliśmy się, że to wszystko, to robota jednego wampira. Wszedł oknem na drugim piętrze, ale wyszedł frontowymi drzwiami.

- Myślę, że się podpisał. Thanatos to chyba jego imię.

- Bardzo możliwe. Znalazłeś tutaj coś ciekawego?

- Nie ma tutaj żadnych śladów - rzekł po chwili Oliver. - Żadnych włosów, paznokci, pierścieni albo sztyletów.

- Ale znów jest litera B - powiedziała Susan, która patrzyła na ciało chłopca. - Co to może oznaczać?

- Myślę, że to tyczy się Baltazara z baśni o Adelinie - powiedział Oliver. - On też miał taką bliznę, jak ofiary. Podobno ma jakieś magiczne właściwości, które są wampirom niezbędne.

Kobieta spojrzała na Oliver i zmarszczyła brwi. Po chwili powiedziała:

- Ja i David wrócimy do Ministerstwa, a ty powinieneś wrócić do domu i się przespać - powiedziała dziewczyna, która nie potraktowała go poważnie. Nie chcę, żeby coś ci się stało podczas śledztwa, rozumiemy się?

Susan często traktowała Olivera jak swojego młodszego brata. Nie przeszkadzało mu to. W głębi duszy lubił, kiedy ktoś się o niego martwił.

Do pokoju wszedł komisarz Gordon wraz z Jeremym, któremu zrobiło się nie dobrze na widok ciała chłopca.

- I czego się dowiedzieliście? - zaczął.

- W zasadzie nic nowego - odparła Susan. - Wampiry dalej mordują ludzi, którzy mają bliznę w kształcie półksiężyca. Spuszczają krew i ją wynoszą. Pewnie chcą coś z niej zrobić.

Oliver chciał powiedzieć o swoich przypuszczeniach, ale reakcja Susan sprawiła, że chłopak wstydził się. Susan wymieniła z komisarzem kilka spostrzeżeń dotyczących morderstw.

- Na nas czas - powiedział Cooper, który nagle pojawił się w pokoju. - Odezwiemy się, kiedy znajdziemy coś nowego.

- Rozumiem - odparł komisarz. - Niech Bóg ma was w swojej opiece.

Trzej Łowcy opuścili gmach sierocińca. Na niebie znowu zebrały się ciemne chmury. Chłopak bez pożegnania poszedł w stronę swojego domu, który był kilka ulic dalej. Myślał o kobiecie w czerni, trupach ludzi, przerażającym upiorze oraz o tajemniczej kobiecie.

***

W tym samym czasie w rezydencji za miastem, czarnowłosa kobieta ze snu Olivera obudziła się.

- Znalazłam go - powiedziała do wampira stojącego obok niej. - To na pewno on.

- Dobrze, Sabrino - rzekł Viktor. - Musimy go tylko przekonać, aby nam pomógł zmienić ten świat w lepsze miejsce. Dla ludzi i wampirów.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 08.01.2018 14:56 · Czytań: 66 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Darcon dnia 08.01.2018 15:04
Namiętnie stosujesz dywiz zamiast półpauzy w dialogach. Przy takiej ilości tekstu, a zanosi się na powieść, nie powinno to już mieć miejsca. Nikt w takiej formie tego tekstu nie wyda.
Główny bohater jest Olivierem albo chłopakiem i zbyt często stosujesz oba określenia.
Cytat:
Następnego dnia, z samego rana, Oliver poszedł odwiedzić matkę zamordowanej dziewczynki. Wieść o wydarzeniach w sierocińcu jeszcze nie dotarła do chłopaka. Po czterdziestu minutach wędrówki, Oliver dotarł do zaniedbanego domu publicznego, gdzie wciąż pracowała matka dzieci. Tego dnia cały Londyn był spowity gęstą mgłą, która była nie do zniesienia. Oliver był ubrany w czerwoną koszulę oraz czarną kamizelkę.

Można to uznać za powtórzenia. Olivier to, Olivier tamto. Warto powalczyć z tekstem tak, aby imię nie pojawiało się tak często. Dobra metoda to wyszukiwarka w edytorze, która zaznaczy wszystkich "Olivierów", będziesz wiedział, w których fragmentach jest ich zbyt dużo.
O fabule nie mogę się wypowiedzieć, gdyż to ósmy rozdział, a nie czytałem poprzednich. Nie jestem też fanem powieści o wampirach.
Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ania_Basnik
23/01/2018 12:57
Ten wiersz ma cudowny klimat. Czułość, ciepło pomimo zła,… »
Silvus
23/01/2018 12:43
Nie no, nie no, widać po twórczości, po jej dojrzałości, że… »
Carvedilol
23/01/2018 12:41
Jacku przeklej tekst np. do worda - wyczyśc całe pole… »
Silvus
23/01/2018 12:36
A może by to tak podzielić na zwrotki? Delikatna… »
Silvus
23/01/2018 12:31
To mnie jakoś odstaje. Ale całkiem złe nie jest. Tego… »
hultaj
23/01/2018 12:23
Bardzo fajny wiersz, miniatura. Czytałem z przyjemnością.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:15
ajw lubie takie klimaty. Też tak mam Pięknie to oddałaś.… »
introwerka
23/01/2018 12:08
A dla mnie pointa jest (szczególnie w kontekście tytułu)… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:07
Wiersz bardzo dobry, bez dwóch zdań. O podwójnym dnie.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:02
Ciekawy wiersz! Przywołanie Bukowskiego dodaje klimatu,… »
Ania_Basnik
23/01/2018 11:53
Margaretko bardzo zgrabny wiersz Zaczynasz mocnym akcentem… »
Lilah
23/01/2018 11:40
Życzę peelce, żeby jeszcze długo, długo rosło. Zgrabnie… »
Jacek Londyn
23/01/2018 11:35
Miladoro, nic nie zrobię, bo tekst idzie w rozsypkę. Nie… »
braparb
23/01/2018 11:19
Świetny wiersz, lecz konieczna jest drobna uwaga natury… »
Alen Dagam
23/01/2018 11:11
Dzień dobry, Jolu. To jest kopia z Wikipedii. Mniej… »
ShoutBox
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:57
  • Silv, ale ja nie wiem, jakie rzeczy uważasz za przyjemne :)
  • mike17
  • 23/01/2018 12:55
  • A więc czekam z niecierpliwością na solidną porcję dziania się :)
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:51
  • @Sa, gdybyś tylko pisała o rzeczach dla mnie przyjemnych, to Twój zapał chyba wystarczyłby, bym stał się Twoim fanem. :) A na zaliczenia tak, uważaj.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:50
  • Bo i dawno nie pisałam xD Ale teraz muszę się zająć zaległymi pracami zaliczeniowymi do szkoły. Weterynaria to nie przelewki.
  • mike17
  • 23/01/2018 12:48
  • Cześć, Sanai :) Czyli będzie się działo. Z przyjemnością zajrzę - dawno Cię nie czytałem.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:45
  • Tajest. Są trupy, jest nekrofilia, szalony czarownik-zbok jeżdżący na na wpół martwym jednorożcu, demony i Książę z Bajki (ale nie do końca taki jak w Shreku ;]). Full wypas.
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:25
  • Mroczna baśń. Rozumiem. :)
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:24
  • Mroczna baśń pisana tradycyjnie do muzy mojego ukochanego Carach Angren ;> Osiem dni do koncertu, łiiii
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:16
  • PS. @Sa, fantastyczne?
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:14
  • O, @Sa.
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Buddemeyer
Wspierają nas