16. Jesteś moją przyjaciółką - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 16. Jesteś moją przyjaciółką
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

 

Samochód szarpnął mocno w bok, gdy Darek gwałtownie skręcił kierownicą. Rozległy się piski opon i klakson, gdy prowadzona przez niego beemka wyprzedziła jakiś inny samochód ryzykownie. Tylne koła na moment straciły przyczepność i poleciałam w jedną, a potem w drugą stronę, ale tak naprawdę nie zwróciłam na to większej uwagi. Bolała mnie cała głowa i odczuwałam ogromny gorąc. Miałam też zamknięte oczy, bo potwornie mnie bolały. Obok mnie siedziała Liwia i czułam, jak mnie przytula. Usiłowałyśmy ukryć się pod ubraniami, ale tak naprawdę na niewiele to się zdało. Zsunęłam z siebie kurtkę i czułam, jak bardzo gorąco jest w samochodzie. Albo raczej… nie tyle w samochodzie, co czułam, jak ogromnie ja jestem gorąca, rozpalona, jak po kilku godzinach leżenia na plaży. Takie uczucie było dla mnie czymś zupełnie nowym. Popatrzyłam półprzytomnym wzrokiem na siedzącą obok Liwię. Bolała mnie głowa i miałam problem ze skupieniem myśli. Byłam skołowana. Liwia też nie wyglądała najlepiej.
- Liwia… - jęknęłam cicho. - Gorąco mi… - dodałam. Naprawdę tak się czułam. Potwornie ciepło. Ona tylko popatrzyła mi w oczy na krótką chwilę i pogładziła po głowie.
- Wiem, kochana. Mi też. Wytrzymaj - powiedziała i popatrzyła na Darka. - Szybciej, do jasnej cholery! Zaraz wzejdzie słońce - syknęła gniewnie. Popatrzyłam na nią i widziałam na jej twarzy ogromny wysiłek, domyślałam się, że ona też musiała cierpieć. Ale miałam wrażenie, że jednak lepiej to znosi.  Darek znów gwałtownie przyhamował, poczułam, jak mocno mną szarpnęło. Nacisnął kilka razy klakson, a potem auto zaryczało silnikiem i skoczyło do przodu. Mimowolnie zerknęłam na niego, nieco unosząc powieki. Akurat widziałam, jak wpadł na rondo z ogromną prędkością, zaciągnął na moment ręczny hamulec i gdy auto ustawiło się bokiem, zrobił kontrę kierownicą. Adrian tłumaczył mi kiedyś, jak robi się takie rzeczy, ale tak naprawdę jego umiejętności w porównaniu z Darkiem były żadne. Samochód błyskawicznie opuścił rondo z ogromną prędkością. Niemal mimo woli spojrzałam przez okno na wschód i aż zawyłam. Oczy poraził mi ogromny blask, jakbym patrzyła prosto w jakąś potężną lampę. Liwia błyskawicznie zasłoniła mi oczy.
- Zamknij oczy, kochana. Zaraz będziemy. Będziemy, prawda, Darek? - zapytała.
- Robię, co mogę - powiedział zza kierownicy, wyprzedzając kolejny samochód. - Mamy poniedziałek. Większość ludzi jedzie do pracy - powiedział. - No kurwa! - jęknął i wcisnął hamulec. Samochód gwałtownie się zatrzymał, a ja uniosłam głowę. Przed nami stało morze samochodów. No, może przesadziłam. Ale widziałam wyraźnie ogromny korek. Darek wrzucił wsteczny i popatrzył do tyłu, odwracając się na fotelu, ale już ustawiły się za nami kolejne auta. Uniosłam powoli rękę do góry. Smartwatch pokazywał pięć minut. Nagle dostrzegłam coś dziwnego. Ze skóry na moich palcach zaczęła unosić się para.


- Liwia? - zapytałam. - Co się dzieje? - dodałam, wciąż patrząc na swoje dłonie. Para powoli zmieniała kolor, z przeźroczysto-białego zmieniała się w szary dym. - Co… się ze mną… dzieje? - zapytałam. Liwia popatrzyła na mnie i zaklęła głośno. Moja skóra zaczynała przybierać delikatnie brązowy kolor.
- Darek, ona już zaczyna płonąć. Rozumiesz? Zaraz się spali - powiedziała. - Zrób coś, kurwa! - Krzyknęła. Darek sięgnął do nawiewów i skierował powietrze w naszą stronę.
- Klimatyzacja. Pracuje na maksa. Jeszcze trochę i będzie produkować lód - powiedział. Wysunęłam odruchowo dłonie w kierunku przodu, by trafić w strumień chłodnego powietrza. Na moment poczułam… nie, nie ulgę. Po prostu uczucie gorąca nieco zmalało. Ale to było tylko chwilowe. Zaraz potem poczułam impuls bólu pochodzący z moich palców. Taki ból, jakiego nie poczułam jeszcze nigdy, przenigdy w życiu. Skuliłam się w kłębek i zawyłam z całych sił przez zaciśnięte usta. Potwornie bolały mnie palce, dłonie, po prostu cała skóra na dłoniach, na twarzy, nogach. Wszędzie tam, gdzie nie była zakryta ubraniem. Mój zegarek zaczął wibrować i potem co kilka sekund wydawał z siebie głośne, elektroniczne kliknięcie. Liwia zepchnęła mnie z siedzenia i wylądowałam na podłodze za fotelem pasażera, po czym szczelnie owinęła mnie kurtką. Usłyszałam spod kurtki, jak Darek zaklął, po czym ruszył gdzieś na bok i zaczął trąbić. Gwałtowny podskok auta i trzask uświadomił mi, że chyba wskoczył na chodnik i w ten sposób omijał korek. Ale to już przestało mnie obchodzić. Z chwilą, gdy zniknęłam pod kurtką, moje palce przestały dymić, chociaż wciąż każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał nieziemski ból.
- Wytrzymaj, Majuś. Zaraz będziemy. - Usłyszałam głos Liwii. Czułam się coraz gorzej, jej głos dochodził do mnie jak zza ściany. Potem usłyszałam pisk opon, beemka znów nieludzko mną rzuciła, chyba hamując. Zatrzymała się na moment, by ruszyć gwałtownie drugi raz. Jechała kilkanaście sekund, po czym zatrzymała się, a ja, ostrożnie wychyliwszy się spod kurtki, zobaczyłam pałac. Nie pozwoliłam sobie jednak na odetchnięcie z ulgą. Wciąż wszystko mnie bolało. I wciąż dzieliło mnie kilkanaście metrów do drzwi.


- No, Majeczko. Jesteśmy. Teraz ostatni wysiłek. Musimy tylko przebiec te kilka kroków. Dasz radę. Chodź - powiedziała Liwia, ściągając ze mnie kurtkę. Spojrzałam na nią i zamarłam. Widziałam na jej twarzy liczne, czerwone ślady, jakby ktoś przejechał po jej skórze ściernym papierem, w dodatku niektóre z nich krwawiły. Jej dłonie również były czerwone, w kilku miejscach odchodziła skóra. Włosy dymiły, czuć było w samochodzie smród tlących się włosów i skóry.
- Nie, nie dam rady, zostaw mnie - wyjęczałam, czując, jak słońce coraz mocniej rozgrzewa wszystko wokół. Naprawdę miałam wrażenie, że to już koniec. Czułam, że się poddaję i po prostu nie mam już siły. Liwia chwyciła mnie mocno za dłoń i pociągnęła.
- Nie, nie zostawię. Jesteś moją przyjaciółką. A przyjaciół się nie zostawia. Chodź, stoimy w cieniu. I jeszcze przez kilka chwil tak będzie. Mamy mało czasu, ale zdążyłyśmy. Chodź. Musisz, Maja. Proszę, chodź. - Liwia namawiała mnie cały czas, a ja z trudem uniosłam się siedzenie i popatrzyłam na moje dłonie. One chyba najbardziej ucierpiały. Widziałam na palcach prawdziwe rany, to nie było już podrażnienie. W kilku miejscach skóra była dosłownie spalona, brązowa i czarna. Częściowo odpadła, odsłaniając tkanki. Poruszyłam palcami i widziałam, jak drgają widoczne ścięgna. Zrobiło mi się niedobrze.
- No nie, kurwa! - syknął Darek, gdy gwałtownie zwymiotowałam na podłogę jego auta. Kręciło mi się w głowie, nie miałam już na nic siły. Chłopak wysiadł i stanął obok auta, przy drzwiach, a ja uniosłam głowę i rozejrzałam się. Oczy bolały mnie tak, że aż chciałam wyć. Ale rzeczywiście, auto było w cieniu. Widziałam, jednak że pełne słońce było coraz bliżej.


- Jesteście gotowe? - zapytał Darek, trzymając klamkę przy moich drzwiach. Maja chwyciła mnie za policzki i popatrzyła w moje oczy głęboko. Pozwoliłyśmy sobie na krótkie zapadnięcie się we własne spojrzenia. To było niesamowite uczucie i za każdym razem mnie  to fascynowało. I w jakimś stopniu uspokajało. Tak było również teraz. Nawet trochę zelżał mój ból. W końcu ona pierwsza odwróciła wzrok.
- Gdy Darek otworzy nam drzwi, biegnij. Nie zatrzymuj się, tylko biegnij. Drzwi pałacu są już otwarte. Oni wiedzą, czekają. Ruszaj! - powiedziała i skinęła do Darka. Ten otworzył drzwi i do środka samochodu wpadło piekielnie gorące powietrze. Tak, jakbym otworzyła rozgrzany do czerwoności piekarnik. - Maja, biegnij! - Krzyknęła Liwia i delikatnie mnie popchnęła. Wypadłam bardziej, niż wysiadłam z auta, ale udało mi się ustać na nogach i ruszyłam w stronę pałacu. Drzwi były już otwarte. Każdy krok był potwornym wysiłkiem i miałam wrażenie, że pełznę w gęstej smole. Wydawało mi się, że zrobiłam już tysiąc kroków, a mimo to wciąż nie nie zbliżyłam się do drzwi. Ba, nawet w tej chwili nie widziałam już ich jasno. Słońce wypełniło wszystko wokół porażającą jasnością i widziałam tylko kontury. Nagle dostrzegłam, że ktoś czekający u drzwi ruszył w moją stronę i w chwilę później była obok mnie trzecia dziewczyna mieszkająca w pałacu, chyba Dominika. Stanęła tuż przy mnie i wsunęła się pod moje ramię. Nie pamiętam nawet, jak pokonałam te ostatnie kroki. Pamiętam tylko, że gdy przekroczyłam próg salonu, padłam na podłogę z wyczerpania i zwinęłam się w kłębek. Cała drżałam. Za chwilę do pokoju wpadła Liwia. Uklęknęła przy mnie. Zerknęłam na nią przelotnie. Jej twarz wyglądała strasznie. Z oczu i nosa spływała krew, z wielu oparzeń na jej policzkach, czole, nosie, sączyło się osocze zmieszane z krwią.


- Maja, jesteś cała? - zapytała, szturchając mnie w ramię. - W porządku? - dodała.
- Taa...aak - jęknęłam, chociaż tak naprawdę wszystko mnie bolało. To był istny koszmar. Nie chciałabym nigdy więcej tego przechodzić. - Jestem potwornie zmęczona. Wszystko mnie boli. I jestem głodnaaaa - zawyłam z bólem. Liwia tylko skinęła głową.
- Dominika, nakarm ją - powiedziała tylko blondynka i Dominika natychmiast uklęknęła przy mnie. Podsunęła mi swoją dłoń, patrząc mi w oczy z wyraźną pogardą, ale nawet nie zwróciłam na to większej uwagi. Chwilkę później poczułam w ustach jej rozkoszną krew. W tym momencie do salonu wszedł Mariusz z trzema innymi ochroniarzami. Wciąż spijając krew dziewczyny, patrzyłam na Liwię. Ta spokojnie wstała i popatrzyła na Mariusza. Otarła krew w swoje ubranie, częściowo ścierając również oparzony naskórek. Mariusz zbladł i domyśliłam się, że Liwia musiała teraz wyglądać po prostu upiornie.
- Wyjaśnienie?! - warknęła. - Czemu do tego doszło? - zapytała. - Nie przyjechałeś po nas. Omal obie nie spłonęłyśmy.
- Łukasz nawalił - powiedział, patrząc na ochroniarza stojącego obok. - Miał to być jeden z jego pierwszych przejazdów. Wdrażał się. Nie opanował samochodu, wpadł w poślizg, uszkodził auto. Stąd spóźnienie. Nigdy już nie wsiądzie do żadnego naszego auta. I nigdy nie tknie żadnej z dziewczyn - wyjaśnił. Liwia spojrzała na Łukasza. Stał obok z miną zbitego psa i patrzył w podłogę. Jej spojrzenie trwało chyba wieki i już myślałam, że nic się nie wydarzy, gdy nagle Liwia rzuciła się na niego. Uderzyła go dłońmi w klatkę piersiową, a gdy poleciał do tyłu, i wpadł na ścianę, zrobiła krok za nim. Trzy razy uderzyła go w żołądek, a kolejnym ciosem było uderzenie jej płaskiej dłoni, która na jego policzku zostawiła długie ślady po jej paznokciach. Gdy Łukasz odruchowo uniósł rękę, by się ochronić przed kolejnym ciosem, Liwia chwyciła ją i stosując prostą, bolesną dźwignię nakazała mu uklęknąć przed nią.
- Liwia, dość - powiedział Mariusz, ale ona nawet nie zareagowała.
- Omal nie zginęłyśmy przez ciebie, tym mały kurwiu - syknęła, a Łukasz jęknął, gdy Liwia wzmocniła chwyt dźwigni. - Wiesz, co to znaczy płonąć żywym ogniem?! Wiesz, kurwa?!
- Powiedziałem, dość - powtórzył Mariusz. Blondynka znów nie zareagowała.
- Puść mnie, kurwa! - syknął Łukasz. - Nie chciałem przecież.
- Nie chciałeś?! - warknęła. - Ale ja, kurwa, chcę! - Krzyknęła ze złością i przeciągnęła dźwignię, łamiąc jego rękę. W tym momencie Mariusz, stojący za nią, wyciągnął pistolet z kabury i podniósł w jej stronę. Poderwałam do góry głowę, wystraszona, zapominając, że jeszcze przed chwilą spijałam krew Dominiki. Dziewczyna to wykorzystała i cofnęła się.
- Nie! - Krzyknęłam, czując, jak krew z moich ust spływa mi na brodę i szyję. Było jednak za późno, pistolet wypalił głośno i pocisk trafił prosto w plecy Liwii. Ta tylko odwróciła się, nieco zaskoczona, zupełnie blada i jak kłoda zwaliła się na podłogę. Rzuciłam się w jej stronę, chociaż słowo "rzuciłam" nie było do końca adekwatne. Po prostu podpełzłam do niej na czworakach i ostrożnie przewróciłam na plecy. Leżała nieprzytomna, z zamkniętymi oczami.
- Liwia… Liwia, obudź się, błagam - wyjęczałam, delikatnie ją poszturchując. Oczywiście, Liwia nie zareagowała w żaden sposób, a ja widziałam tylko plamę krwi na jej piersi, tam, gdzie wyszedł pocisk. - Zabiłeś ją! - warknęłam i podniosłam się powoli na nogi, mimo potwornego bólu. Chciałam już-już rzucić się na Mariusza, ale ten tylko roześmiał się i wymierzył we mnie swoim pistoletem.
- Chcesz być następna? - warknął. To trochę mnie ostudziło. Oczywiste, że nie chciałam.
- Więc wynocha do swojego pokoju. Nie chcę cię tu widzieć. Masz teraz czas na to, żeby się zregenerować. - Patrzyłam na niego wściekłym wzrokiem. Czułam, że świeża krew Dominiki już dostarczyła mi tyle sił, by stać na nogach, chociaż ręce, wypełnione bólem, po prostu luźno zwisały. W tej chwili nie byłam w stanie nimi poruszyć. Stałam jak filmowy zombie, który umie już tylko chodzić. Miałam wrażenie jednak, że cała siła uchodzi ze mnie dosłownie z sekundy na sekundę i że zaraz zwalę się na podłogę.
- Któregoś dnia wszyscy za to zapłacicie - syknęłam, ale Mariusz znów tylko się roześmiał, a ja poczułam, że się przewracam.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 08.01.2018 14:59 · Czytań: 77 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ania_Basnik
23/01/2018 12:57
Ten wiersz ma cudowny klimat. Czułość, ciepło pomimo zła,… »
Silvus
23/01/2018 12:43
Nie no, nie no, widać po twórczości, po jej dojrzałości, że… »
Carvedilol
23/01/2018 12:41
Jacku przeklej tekst np. do worda - wyczyśc całe pole… »
Silvus
23/01/2018 12:36
A może by to tak podzielić na zwrotki? Delikatna… »
Silvus
23/01/2018 12:31
To mnie jakoś odstaje. Ale całkiem złe nie jest. Tego… »
hultaj
23/01/2018 12:23
Bardzo fajny wiersz, miniatura. Czytałem z przyjemnością.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:15
ajw lubie takie klimaty. Też tak mam Pięknie to oddałaś.… »
introwerka
23/01/2018 12:08
A dla mnie pointa jest (szczególnie w kontekście tytułu)… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:07
Wiersz bardzo dobry, bez dwóch zdań. O podwójnym dnie.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:02
Ciekawy wiersz! Przywołanie Bukowskiego dodaje klimatu,… »
Ania_Basnik
23/01/2018 11:53
Margaretko bardzo zgrabny wiersz Zaczynasz mocnym akcentem… »
Lilah
23/01/2018 11:40
Życzę peelce, żeby jeszcze długo, długo rosło. Zgrabnie… »
Jacek Londyn
23/01/2018 11:35
Miladoro, nic nie zrobię, bo tekst idzie w rozsypkę. Nie… »
braparb
23/01/2018 11:19
Świetny wiersz, lecz konieczna jest drobna uwaga natury… »
Alen Dagam
23/01/2018 11:11
Dzień dobry, Jolu. To jest kopia z Wikipedii. Mniej… »
ShoutBox
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:57
  • Silv, ale ja nie wiem, jakie rzeczy uważasz za przyjemne :)
  • mike17
  • 23/01/2018 12:55
  • A więc czekam z niecierpliwością na solidną porcję dziania się :)
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:51
  • @Sa, gdybyś tylko pisała o rzeczach dla mnie przyjemnych, to Twój zapał chyba wystarczyłby, bym stał się Twoim fanem. :) A na zaliczenia tak, uważaj.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:50
  • Bo i dawno nie pisałam xD Ale teraz muszę się zająć zaległymi pracami zaliczeniowymi do szkoły. Weterynaria to nie przelewki.
  • mike17
  • 23/01/2018 12:48
  • Cześć, Sanai :) Czyli będzie się działo. Z przyjemnością zajrzę - dawno Cię nie czytałem.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:45
  • Tajest. Są trupy, jest nekrofilia, szalony czarownik-zbok jeżdżący na na wpół martwym jednorożcu, demony i Książę z Bajki (ale nie do końca taki jak w Shreku ;]). Full wypas.
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:25
  • Mroczna baśń. Rozumiem. :)
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:24
  • Mroczna baśń pisana tradycyjnie do muzy mojego ukochanego Carach Angren ;> Osiem dni do koncertu, łiiii
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:16
  • PS. @Sa, fantastyczne?
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:14
  • O, @Sa.
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Buddemeyer
Wspierają nas