Miasteczko C - rozdz 1 - Rozmowa w kuchni - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Miasteczko C - rozdz 1 - Rozmowa w kuchni
A A A
Od autora: Przełom Tysiąclecia

 

2

 

   Najpopularniejszą osobą w mieście, z racji prowadzonej działalności gospodarczej była Halina Nowakówna, matka, trzech zupełnie nie podobnych do siebie córek, właścicielka baru Na Dechach. Wszystkie, z powodów czysto oczywistych używały jednego nazwiska – panieńskiego matki.

   Męski czynnik w tej rodzinie nie istniał. Nowakównie niczym Matce Boskiej macierzyństwo spadało z nieba, bez niepotrzebnych damsko męskich ceregieli, bez randek i długich spacerów pod gwieździstym niebem, bez motylków w brzuchu i nieprzespanych z podniecenia nocy. Element męski pojawiał się na momencik, i gdy stawał się bezużytecznym, niknął odstawiony w kąt niczym zdeptany ołowiany żołnierzyk ze zdeformowaną głową i odłamanymi nogami. Gdyby nie rozbudowany aparat milicyjny i wszędobylska opinia publiczna (szczególnie wszędobylska w Mieście C), pewno pożerałaby nieszczęśników już podczas samej kopulacji a potem ćwiartowałaby, mieliła i robiła z nich siekane….

   Nie było pierścionka z brylantem (ani z cyrkonią), nie było obrączek, nie było tak przed ołtarzem, sukni ślubnej, welonu i spadającego zewsząd ryżu na szczęście. Nie było imienia ojca w akcie urodzenia, nie było podwójnego łóżka w sypialni, nie było porozrzucanych po pokoju męskich skarpetek ani wody kolońskiej w łazience. 

   Była Halina Nowak i jej córki: Agnieszka, Aleksandra i Moniczka.

*

   – Wykres. Dobrze, że go robisz. Dowiesz się, jaką jesteś zołzą. Odpowiedź na pytanie "Czy masz ciężki charakter?” najbardziej mi się podoba –tak, ale nic nie mogę na to poradzić. –Biedny twój mąż jeśli w ogóle go będziesz miała. Nie patrz tak na mnie, to jest ważne, bo o twoją przyszłość chodzi. Nie moją. Może będziesz miała męża, może będziecie mieli dzieci a może zostaniesz starą panną i całe życie będziesz z mamusią mieszkała? Nie wiadomo. Wracając do wykresu, widać już coś?  

   Matka pochyliła się nad Agnieszką i spojrzała na wypełnioną przez nią łamigłówkę w jednej z popularniejszych w tamtych czasach gazecie ezoterycznej. Wszystkie cztery, matka Nowakówna i trzy córeczki Agnieszka, Monika i Aleksandra lubowały się w tego typu prasie. Pomimo pobożności, co chwila zerkały w horoskop, by się czegoś, co przyszłość przyniesie wywiedzieć. Gdy się jednak im przyszłość zbytnio nie podobała (a zdarzało się to prawie przy każdej próbie jej poznania), to karty najrozmaitsze stawiały – pasjansy i Tarot, a gdy przepowiednie nie były wystarczająco klarownymi, to w tedy, telefon Moniczki i telefonowały do wróżki Anieli. Ta, słysząc już specyficznie wymawiane przez mamuśkę haluuu wiedziała z kim ma do czynienia i że jest to jeden z tych wspaniałych momentów w których może obłowić się najbardziej, w końcu porządna wróżba musi potrwać, rozłożenie pasjansa, oczyszczenie aury, odczytanie kart i porównanie odczytów z kryształową kulą. To wszystko kosztuje. Impulsik za impulsikiem, złotówka za złotówką, wszystko razy cztery, bo przecież wróżba dla każdej z córek z osobna.

   – Nic? A połączyłaś dobrze punkty? Hmm, to nie przypomina nic konkretnego, ale gdyby odwrócić kartkę... teraz lepiej, coś na wzór serca! Tak, to serce! Może faktycznie poznasz księcia z bajki i się zakochasz, pójdziecie na randkę, na dyskotekę, na kiełbaskę, do kina, teatru, wesołego miasteczka, w romantyczną podróż tylko dla dwojga, tylko dla zakochanych, tylko dla was…

   – Nie, Agnieszce nie wyszło serce, lecz raczej wątroba. – wtrąciła się starsza, jak zawsze najmądrzejsza i najfajniejsza siostra, chodzące cool i trendy – Taka sama jak w reklamie Wątrobeksu, tego lekarstwa, co go ta stara jędza Danuta pod delikatesami tak zachwalała, że niby tani, wygodny, i że się po nim nie odbija.

   – Może i masz racje, a przy takich porcjach alkoholu jakie pochłaniacie z wątrobą faktycznie możecie mieć problemy, szczególnie Agnieszko ty! –zauważyła mamuśka, spoglądając na porozsiadane w kuchni latorośle – Was też uczyła ta Kwiatkowska, co jak się nachyliła nad człowiekiem a chuchnęła, to nie wiadomo było gdzie z nosem uciekać?  Aleksę uczyła, Monię, na szczęście nie! Aż wstyd, że taka baba była nauczycielem. Nie dość, że wyziewała na mnie swe umęczone opary, to jeszcze miała pretensje, że mam bezczelny wyraz twarzy. Żmija sakramencka! W kulturalny sposób zaproponowałam jej gumę, jeszcze tę dobrą Donalda, a ta jędza w dzienniczku, czerwonym atramentem wypisała mi uwagę na pół strony. Myślałam, że na tym się skończy, ze tylko głupia uwaga, ale nie! Podałam więc jej dzienniczek i czekam przy tym biurku, i patrzę zza ramienia i nagle paraliż jakby mnie piorun trafił! Wypisuje tym swoim kaligraficznym pismem, literkę za literką: proszę o szybki kontakt w sprawie córki…, już wiedziałam, że płazem nie ujdzie. Myślałam, by się rozpłakać jak Patka Kubicowa, by Jadźkę na litość wziąć, więc trę te oczy, i trę, i trę, i gówno! Wszyscy na mnie patrzą, a ja zesrana przy tym biurku stoję, bo już widziałam jak mnie stara po powrocie ze szkoły potraktuje…

   Siostrzyczki nieco się ożywiły, Agnieszka oderwała nos od wykreślanek i łamigłówek, Moniczka od telefonu (ówczesnego cudu techniki, niemożliwej gadającej plastikowej kosteczki. Bez kabla!) a chodzące Cool i trendy od piłowania krawędzi stołu, pilnikiem ślusarskim przeznaczonym do matczynych paznokci.

   – I co w tedy? Co babka?

   – No co… wpierdol dostałam za głupią szmatę i jej nieprzyjemny zapach z ust. Jeszcze matka miała półtora metra kabla, z obory, ze ściany wydłubanego, jak się zamachnęła to przez trzy dni dupsko smarowałam Arcalenem i zakładałam cztery pary majtek, bo w jednych, przy siadaniu straszny odczuwałam dyskomfort.  

   Lekko wzburzona nieprzyjemnym wspomnieniem, podeszła do kuchenki obładowanej bulgoczącymi i parującymi garnkami. Dosypała do każdego po szczypcie zawartości poukładanych na półeczce nad piecem kolorowych puszek po ruskiej herbacie, po cacao, i po kawie, w których trzymała przyprawy. Przemieszała, posmakowała i wspierając się o blat kuchenny odwróciła się w stronę rozleniwionych córeczek. W kuchni unosił się zapach gotowanej wołowiny i kiszonej kapusty.

   – No ale co ma wspólnego Kwiatkowska z Wątrobeksem? – Moniczka najwyraźniej nie była w temacie. Sprawiała wrażenie, jakby jeszcze nie doszła do siebie po zakrapianej gorzałką i ruskim krokodylem imprezie.

   – Och, inteligencją Moniko nigdy nie grzeszyłaś! Chodzi o to, że Kwiatkowska miała problemy z wątrobą dlatego woń była taka jaka była. Rozumiesz? Nic z tym nie robiła. Absolutnie nic. Medycyna w tamtych czasach była nie mniej dostępna niż dzisiaj, dla własnego komfortu mogła pójść do lekarza. Jakieś ziółka by jej przepisał, Wątrobex polecił, może płyny bakteriobójcze i dezynfekujące, może od czasu do czasu płukanie żołądka…

   – Pewnie się wstydziła, bo ten lekarz to już w tedy ze Zwichrowaną komitywę trzymał i paplał jej wszystko jak do konfesjonału. –zauważyła Cool i trendy Aleksandra.

   – Tak, a ta plotkara niemiłosierna, te informacje na swój użytek przerabiała, a jak kogo nie lubiła to bójta się Boga…. Jezusie Przenajświętszy, Najjaśniejsza Panienko i wszyscy święci. Nagadała, dodała i wyśmiała w tak bezczelny sposób że raz Janinka Kozakowa nie wytrzymała i przed kościołem, po mszy niedzielnej taki wpierdol spuściła, że plotkara cały tydzień z domu nie wychodziła. Jak wyszła to ciemnotę wciskała, że przeziębienie złapała, jelitówkę, zapalenie płuc i dlatego jej we wsi nie uświadczył. Ona już od najmłodszych lat plotkami się zajmuje, założę się, że zaraz po narodzinach jakby tylko mówić potrafiła to na żadnej położnej w szpitalu nie pozostawiłaby suchej nitki, a i innych noworodków nie oszczędziła.

   – Ona raczej się w szpitalu nie narodziła….  

   – Aga, pewnie że nie! Metafora taka, przenośnia, nie czepiaj się szczegółów, bo to nie o nie, a o sens chodzi.

   – Wracając do nauczycielki – kontynuowała matka – Została starą panną na mieszkaniu, w domu nauczyciela mieszkała, bez jakichkolwiek szerszych perspektyw na życie. Kompletnie sama. Po roku, jak ukończyłam zawodówkę to Kryśka ze spożywczego mówiła, że nawet jej kot zdechnął. Kot Kaśka. Zasnął i się więcej nie obudził….

   – Możliwe, lecz gdy myśmy z Moniczką chodziły do szkoły to kręciła z konserwatorem Heniem, nawet chyba razem mieszkali a na pewno jeździli tym samym busem do domu – Zaznaczyła Aleksandra grzebiąc pilniczkiem w prawej dziurce nosa.

   – Gienkiem raczej, Heniek to był ten piegowaty szatniarz co uwielbiał podglądać siostry Kominkowe jak na wuefie ćwiczą. –dodała olśniona Moniczka

   – Leciał też na Wróblową wuefistkę, lecz bez odwzajemnienia. Nic dziwnego, ona dama, elegancka, wykształcona i widać było, że też podobnego szuka… a taki Henio, no nie oszukujmy się… wieśniak i tyle. 

   – Tak, tak te wyższe damy na malućkich nawet nie spojrzą… nie miłością się kierują a walorami zewnętrznymi. To przykre, lecz jak babka wasza powiadała z ładnej miski się nie najesz….

   – A z brzydkiej wyrzygasz – z triumfem zripostowała Aleksandra – Czyż nie mam racji kochane?  

   – No wiecie, ja osobiście zawsze na wnętrze uwagę zwracałam – zaczęła stara siadając przy stole, na chwiejącym się taborecie –Nie chodzi o to by atletę, eleganckiego, z żurnalu wziętego do łóżka targać, by chwilową rządzę zaspokoić. Chodzi o to, by zdobyć mężczyznę czułego i mądrego, na zawsze, moje kochane. Wy sobie teraz nie zdajecie z tego sprawy, ale poczucie wsparcia, miłości i poszanowania jest bardzo ważne w życiu, szczególnie teraz, gdy człowiek starszy…

   – Mamuś, nie żebym się czepiała, ale gdzie ty masz tego męża? –wypaliła Agnieszka – Nie pamiętam, by takowy choć przez chwilkę w twym życiorysie zagościł!

   - Kochana, nie zapominaj się. Nie wiesz jak było, więc siedź cicho! I módl się byś TY starości przed lustrem spędzać nie musiała!

   W matce się zagotowało. Skamieniała na twarzy, poczerwieniała, wnet powstała, stanęła nad krnąbrną córką, oczy kobry, twarz pokerzysty i kazanie niedelikatne zaczęła odprawiać.

   –Agnieszka, musisz w końcu wziąć życie w swoje ręce. –położyła dłonie na jej barkach zaczynając lekko masować – Masz urodę wymagającą troszkę więcej uwagi, oczy gubiące się w bogatej w… tkankę tłuszczową! Tak, w tkankę tłuszczową. Będę teraz dla twojego dobra szczera. Oczy gubiące się w bogatej w tkankę tłuszczową facjacie, wargi wizualnie nieprzypominające nic innego jak dwa złożone do kupy banany, spojrzenie zagubionego w tłumie gęsi kaczątka. Twoje siostry i mamusia są inne. Starsza zgrabna i jędrna, młodsza bynajmniej zgrabna, ale za to rezolutna i gibka…

   – Jeszcze przykładasz tą szklankę do ust w taki ohydny sposób –przerwała Cool i trendy – Że nie mogę na to patrzeć!

   - To patrz się na siebie, szmato! – Agnieszce z nerwów żyłka fioletowa nad oczami  wyskoczyła.

   Nastroszyła się niczym kwoka i z bolesnym wyrazem twarzy spojrzała na siostrę. Nie znosiła momentów takich jak ten, wiedziała bowiem, że żadna z sióstr ani matka nie staną w jej obronie. Zawsze, gdy jedna atakowała i ośmieszała jej wady, reszta dołączała do niej. To był dramat najgorszej i najbrzydszej córki, którego ona sama już nie dostrzegała, myśląc, że tak ma być. Nikt nigdy nie zwrócił jej uwagi, nie nakierował, nie pouczył i nie wskazał jak być powinno. Jej wady matka wyśmiewała, sama nie dając wzorca i nie robiąc nic, by córkę wychować. Stosunek matki do Agnieszki był dramatem rodzicielskim, który zaistniały od samego dzieciństwa po dziś, wrósł w ich życie do tego stopnia, że nie zauważały jego konsekwencji. Brzydkie kaczątko cierpiało, i w przeciwieństwie do pierwowzoru bajkowego miało cierpieć nadal, aż samo weźmie życie w swoje ręce i zrozumie, że cuda się nie zdarzają, że matka nie będzie lepszą a siostry jak nadarzy się okazja nie pozostawią na niej suchej nitki.

   Z rodziną nawet nie do zdjęcia, bo jak już je zrobią to w najbardziej niekorzystnej pozie, gdy buzia otwarta, włosy źle leżą, wałki i wszelkie niedoskonałości cielesne jak na dłoni wyeksponowane, plamy pod pachami, i ogólnie, obnażone wszystko co okropne. Później, długopisem oszpecą, i niczym ta wisienka na torcie, rogi domalują, ośle uszy, wąsa i z tyłu ogonek. Kawą zachlapią, dziurę w głowie (już nie piszącym długopisem) wyryją, i szpilki, gdy fotografia już na pewno się w ramce nie znajdzie, jakby do laleczki Woodoo powbijają, by choćby w ten sposób, jeszcze symbolicznie dopiec. 

   - Tak, tak krzycz, marszcz czoło i wyłupiaj ze zdziwienia gały. – kontynuowała matka – Jeśli ci teraz tego nie powiemy to kto to zrobi i kiedy? Obcy ludzie? Słowa matki są najważniejsze i choćby były najbardziej cierpkim jadem to masz się do nich stosować. A matkę winnaś po gołych stopach całować i wodę z uwielbieniem pić, w podzięce za życiowe wskazówki.

   Siostrzyczki uradowane wpatrywały się w swoją siostrę, którą uwielbiały mieć zawsze w pobliżu. Choćby dla takich momentów jak ten.

   Agnieszka była po to, by z niej kpić, śmiać się i zawsze najlepsze rady całkowitemu bezguściu dawać. By ganiała w ubraniach po siostrach, dwa rozmiary mniejszych, z widocznymi plecami i kusymi spodniami. By po kieliszku paradowała po wsi w kreacjach najoryginalniejszych z zasłon i firan skleconych, z makijażem wziętym wprost z holenderskiej dzielnicy de Wallen, czy w gumiakach z elegancko wymalowanym farbą olejną znaczkiem Nike.

   Wiadomo, że Nike to prestiż i każdy chce mieć, ale żeby gumiaki…

   – Więc wiesz, zero dąsów, pełna mobilizacja i w podskokach do fitnessu, ze sztangielkami po macie ganiać. Trzy miesiące i masz figurę jak Pamela Anderson, albo Katarzyna Figura. A pamiętaj, w przyszłym roku  jedziemy nad morze, kochana! Nad Bałtyk. Nad polskie bursztynowe morze. Nazbieramy muszelek do pudełeczka po śledziach, bursztynków do buteleczki po czterdziestoprocentowym Czarnobrodym a potem je zalejemy spirytusikiem i mamusia będzie miała na smarowanie stłuczeń, siniaków i bolących stawów, popływamy statkiem pirackim, promem do Świnoujścia i z powrotem, najemy się morskich ryb, i najważniejsze, nawdychamy jodu za wsze czasy!

   - Będziemy pływać

   - Opalać się

   - I podrywać!

   Ostatnie stwierdzenie zostało przemilczane przez matkę. Spojrzała jedynie karcącym wzrokiem na Moniczkę, zajmując z powrotem miejsce przy stole.

   - Widzicie córuchny, gdybyście miały kawalerów to byśmy z nimi nad to morze pojechały, a tak same pojedziemy. No chyba, że macie kogoś?

   - Agnieszka miała! Ale nie chciała – przypomniała uradowana Aleksandra – Gdybyś posłuchała, byłabyś teraz mężatką. Matka miała dla ciebie doskonałą partię!

   –Że co? Balboa?

   – Nie Balboa, tylko Staszek. Nie nazywaj go tak. Gdyby ciebie ktoś pączusiem nazywał, albo prosiaczkiem to jak byś się czuła? Dobra sztuka z niego, robotny i obrotny. Pan na włościach. Do mamusi byś miała nie daleko, a mąż... spełnieniem marzeń by twoich był...

   - Sylwester Stalone, Aga, twój typ!

   – Chyba twój Moniko. Powiedz lepiej z kim romansujesz? – Agnieszka zmieniła temat – Ciągle esemesy i esemesy? Bardzo cicha dziś jesteś.

   – Wymyślili te bezprzewodowe telefony, by tylko ludziom czas zżerały. Niepotrzebne to i niebezpieczne. Tylko nowotworu możesz do ucha dostać, bo to plastik radioaktywny jest a i ponoć fale toksyczne wysyła – dodała przejęta matka

   – Mamusia, spokojnie, w końcu dla ludzi ten wynalazek więc nic złego się nie śmie wydarzyć. Inżynierowie nad tym myśleli, więc się nie przejmuj – uspokoiła Moniczka – A ty Aga patrz się na siebie!

   – No powiedz chociaż kto to jest – ciągnęła matka.

   Nie powiedziała. Podobnie jak Aleksandra odziedziczyła po matce ośli upór. Im bardziej ktoś pytał, im bardziej był żądny informacji, tym bardziej, jakby specjalnie zamykała się w sobie.

   - To nie mów! Dobrze, chociaż, że przez telefon nawiązujesz kontakty, a nie przez ścianę dworcową… tego bym nie zniosła, a teraz… teraz idę posprzątać zaplecze, bo się po wczorajszym skrzynki powywracały.

   Wyłączyła gotujące się na piecu garnki, przetarła ścierką blat, przymknęła otwarte okno i wyszła.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 08.01.2018 23:47 · Czytań: 83 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Darcon dnia 09.01.2018 00:06
Zbudowałeś całkiem przekonujący świat, w historię ledwo się wgłębiłem, więc się nie wypowiadam. Jednak pierwsze akapity nadają od razu specyficzny klimat życia czterech kobiet, brzmi to wszystko bardzo realistycznie.
Proszę Cię tylko o poprawienie dialogów. Półpauzy oddziela się od słów spacją i dialogi zaczyna od dużych liter. :) Inaczej reszta redaktorek pogrozi mi palcem za górną półkę. ;)
Gatsby dnia 09.01.2018 21:06
Dziękuję! ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Arrora
20/01/2018 13:59
Tam jest napisane "wieki", wszystko w porządku:… »
Lilah
20/01/2018 13:56
Dziękuję, Milu, zmieniam. Serdeczności :) »
Krzysztof Konrad
20/01/2018 13:05
Dzięki, Darcon. Aktualnie pracuję nad logiką w pisaniu. Nie… »
Darcon
20/01/2018 12:44
Widzę małą zniżkę formy, postaram się wrócić i przytoczyć… »
Darcon
20/01/2018 12:43
Jest lepiej, Konradzie. Jednak nadal w dynamicznych akcjach… »
Silvus
20/01/2018 12:35
Jeszcze wielki kurz został do poprawy. "jest… »
skroplami
20/01/2018 12:13
No tak, odpowiedzi autorki "lepsze" od tekstu ;).… »
Miladora
20/01/2018 11:47
"Dobrem" brzmi dobrze, Lil. :) »
Arrora
20/01/2018 11:44
Witaj Silvus, Bardzo dziękuję za uwagi, narobiłam tutaj… »
skroplami
20/01/2018 10:58
Ma w sobie mroźną tajemnicę, którą odczuwa bohater, i która… »
Felicjanna
20/01/2018 10:05
No nie wiem, ja odniosłam wrażenie, że ironizujesz i… »
skroplami
20/01/2018 09:56
Będzie na raz po pierwsza i na dwa po drugie ;). Po… »
Lilah
20/01/2018 09:43
Zapraszam do posłuchania:… »
dodatek111
20/01/2018 09:32
Zrobione, jeszcze raz dziękuję Milu:) »
JOLA S.
20/01/2018 09:12
Drogi Skroplami, uwielbiam Twoje komentarze. :) Na tej… »
ShoutBox
  • trawa1965
  • 20/01/2018 12:47
  • Ale przedtem była krew, pot i łzy...
  • Krzysztof Konrad
  • 20/01/2018 08:04
  • Z tego co widzę, osiagasz więcej niż większość osób z takiego dpsu, radzisz sobie, można wręcz powiedzieć, że jesteś tam ewenementem. Dlaczego mieliby nie pomóc?
  • Silvus
  • 19/01/2018 23:08
  • @Trawo, @Mike to chyba mówił trochę do mnie. :)
  • trawa1965
  • 19/01/2018 22:17
  • Dlaczego ma być inaczej? Przecież czytujesz moje utwory. Do wszystkiego doszedłem ciężką i uczciwą pracą. Oczywiście, posiadam kilka opcji na przepustkę.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:51
  • Jeśli masz dobry towar, to go opchniesz bez picu.
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:45
  • @Mike, spokojnie. Niektórzy decydenci potrzebują więcej czasu, żeby przemyśleć i się zgodzić.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:42
  • Jarek, jak postawisz sprawę na ostrzu noża, to wygrasz :)
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:17
  • Na pewno się da. Przy odrobinie dobrej ludzkiej woli!
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Alukonisse1r
Wspierają nas