17. Zniszczę kiedyś to wszystko - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 17. Zniszczę kiedyś to wszystko
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

 

Obudziłam się z letargu tak, jak zawsze - w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że mam otwarte oczy. Leżałam na prawym boku, plecami do wnętrza pokoju, zwinięta w kłębek i czułam ogólny ból wszystkiego. Zdałam sobie sprawę że mam na sobie luźną, nocną koszulkę i spodenki, ale na nogach, rękach oraz części twarzy miałam… coś. Coś, co ciasno opinąło moją skórę. Nagle bardziej poczułam niż usłyszałam, że nie jestem sama w pokoju. O ile w ogóle byłam w moim pokoju. Jęknęłam cicho, usiłując się przewrócić na plecy.
- Gdzie ja jestem? - Bardziej wyjęczałam, niż powiedziałam. Ktoś wstał i podszedł do mnie, a ja odetchnęłam z ulgą. Po odgłosie kroków poznałam Emilię. Z jakiegoś powodu właśnie ją darzyłam największą sympatią. Podeszła do mnie i delikatnie chwyciła za moje ramię.
- W swoim pokoju, pani. Musisz się regenerować - powiedziała i delikatnie przewróciła mnie na plecy. Powoli zaczynało wracać czucie w moich członkach i ostrożnie usiadłam na łóżku. Gdy zsunęła się ze mnie cienka kołdra, zobaczyłam, że na nogach miałam naciągnięte ciasne skarpety zaczynające się tuż pod kolanami. Coś identycznego miałam na rękach, od łokci po same dłonie. Materiał zarówno na nogach jak i na rękach był smoliście czarny.
- Co ja mam na sobie? - zapytałam, patrząc na ręce i nogi zaskoczona.
- Coś na kształt opatrunków. Musisz się regenerować. Musisz skupić się na swojej skórze, pani - powiedziała znów Emilia, a w jej tonie słychać było ogromną uległość. Popatrzyłam do góry, wprost na nią, ale uciekła ze wzrokiem z oczywistych względów.
- Nie mów do mnie pani - powiedziałam. - Mam na imię Maja.
- Nie mogę, pani. Hierarchia…
- Więc mów do mnie po imieniu tylko, gdy jesteśmy same. Kamery chyba nie nagrywają dźwięku? - zapytałam, przez moment patrząc w kamerę.
- Nie… Maju - powiedziała z wyraźną ulgą i sympatią. Na jej twarzy dojrzałam nawet przelotny uśmiech. Dobrze, potrzebowałam tutaj jeszcze kogoś zaufanego. - Tylko obraz.
- To dobrze - westchnęłam i usiłowałam wstać, by ruszyć do lodówki, ale zachwiałam się i klapnęłam z powrotem na łóżko. - Jestem głodna. Czy możesz… mi podgrzać… wiesz? - zapytałam, czując, jakie to poniżające. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Emilia podeszła do mnie natychmiast i podstawiła mi rękę, nadgarstkiem w górę.
- Proszę, pan… Maju. Po to tutaj jestem, dla ciebie - powiedziała, a ja tylko popatrzyłam na nią zaskoczona. Nie mogłam zrozumieć, jak to z własnej woli chciała, bym ją ugryzła. Przecież to musiało boleć. I ją osłabiać.
- Nie - powiedziałam z uśmiechem. - Przecież to cię boli. To musi być dla ciebie… nie wiem, nie przyjemne. Nie chcę. Mam przygotowaną w zamrażarce… - urwałam, widząc jej wzrok. Emilia wyraźnie posmutniała i chwilę to trwało, zanim do mnie doszło, o co chodzi. Przypomniałam sobie słowa Liwii, jakie kiedyś powiedziała, a jakich wtedy nie zrozumiałam. I załatwię ci kilka dni wolnych. Od wszystkich obowiązków. Domyślałam się już że dziewczyna, która dała się ugryźć miała wolne od wszystkich obowiązków. Sięgnęłam ku niej i zrozumiała gest. Podała mi dłoń, a ja pochyliłam się nad jej nadgarstkiem, tak, by wyraźnie widziała to kamera w kącie sufitu. Poczułam już znajome mrowienie na dziąsłach i wiedziałam, że moje kły były gotowe. Chwilę później poczułam jej słodki nektar w ustach, a jednak z wykorzystując moją wolę, nie pociągnęłam krwi, trzymałam tylko usta przylgnięte do jej skóry.
- Maju? - zapytała zaskoczona Emilia, ale nie zareagowałam. Pozwoliłam tylko, by jej krew powoli sączyła się do moich ust. Wreszcie, mimo, że wciąż byłam głodna, oderwałam się od jej nadgarstka. Spojrzałam znów na Emilię.
- Wypiłam dostatecznie dużo. Jesteś zwolniona z obowiązków przez kilka dni - powiedziałam spokojnym tonem. - Wszystkich obowiązków - dodałam, podkreślając słowa tonem głosu. Emilia uśmiechnęła się ze zrozumieniem i tym razem spojrzała w moje oczy. O dziwo nie uciekła ze wzrokiem i patrzyłyśmy sobie przez chwilę w oczy.
- Maju… twoje oczy… zgasły - powiedziała zaskoczona. Spojrzałam w lustro i rzeczywiście, po pierwsze moje oczy nie były tak intensywnie zielone, jak za każdym razem, a po drugie nie zapadłam się już we własne spojrzenie. Mogłam spokojnie patrzeć i kompletnie nic się nie stało. Tak, jakby mój wzrok przestał być taki hipnotyzujący. Przestraszyłam się i ostatnią rzeczą, jaką zapamiętałam, była gwałtowna zmiana koloru moich oczu - nagle rozjarzyły się mocną, intensywną zielenią.
 
Obudziło mnie lekkie szturchnięcie. Nadal siedziałam na łóżku, ale moja głowa nie była skierowana już w stronę lustra. Emilia patrzyła na moją twarz badawczo. Domyśliłam się, że to ona wyrwała mnie ze stuporu, w który sama się wpędziłam. Zmrużyłam nieco oczy, skupiając się na tym wszystkim, co czułam jeszcze przed chwilą wobec niej - sympatii, zrozumienia i znów spojrzałam w jej oczy.
- Masz znów normalne oczy, Maju.
- Chyba mogłabym to kontrolować. Muszę tylko nauczyć się, jak - powiedziałam, po czym szybko i gwałtownie zmieniłam nastawienie. Skupiłam się na tym, by spojrzeć prosto w oczy Emilii bez cienia sympatii, za to z wrogością. Poczułam się nieco zaskoczona, jak łatwo samą tylko myślą potrafiłam modyfikować swoje odczucia, tak, jakby emocje, które czułam, stały się moim narzędziem, zależnym od mojej woli. Emilia tylko uniosła brwi i znieruchomiała, a ja rozejrzałam się. Obok na szafce leżał długopis.
- Emilia, weź ten nóż i podetnij sobie żyły - powiedziałam gniewnym tonem, gotowa do reakcji, gdyby jednak naprawdę była w stanie zrobić sobie nim krzywdę. Emilia mechanicznie sięgnęła po długopis, chwyciła go mocno i przejechała po swoim nadgarstku, zostawiając na nim niebieską, cienką kreskę. Tuż po tym długopis wypadł jej z dłoni i stuknął o podłogę.
- Oj, przepraszam - powiedziała nagle i schyliła się po niego. - Chyba go… upuściłam? - zapytała, patrząc na mnie zaskoczonym wzrokiem.
- Emilia, będę potrzebowała twojej pomocy przez kilka dni. Muszę dokładniej nauczyć się to kontrolować, dobrze? Pomożesz mi? - zapytałam. Dziewczyna skinęła głową.
- Oczywiście. Ale teraz muszę już iść - powiedziała i kątem oka spojrzała za siebie, na kamerę umieszczoną w rogu sufitu.
- Jeszcze jedno - powiedziałam, uświadamiając sobie, że nie zadałam tego pytania od razu na początku. A przecież powinnam była! Od razu, jak tylko się ocknęłam. Teraz robiłam sobie z tego powodu wyrzuty. - Co z Liwią? Czy ona…? - Urwałam, zastanawiając się, czy określenie "żyje" będzie tu pasujące. Na szczęście Emilia domyśliła się, o co chcę ją zapytać.
- Jest wciąż z nami. W swoim pokoju. Musi… musi się zregenerować - powiedziała spokojnie, chociaż w jej tonie głosu było coś, co sprawiło, że poczułam dreszcz. Wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem ruszyłam do drzwi. - Maja, nie możesz teraz jej…
- Nie mogę? - zapytałam gniewnie. Poczułam nagle dziwną pewność, że moje oczy znów świecą się pełną zielenią. - No to popatrz - warknęłam i wyszłam na korytarz.
 
Gdy tylko się na nim znalazłam, rozległy się kroki i pojawił się na nim ochroniarz. Miał w dłoni pistolet, chociaż na razie opuszczony wzdłuż ciała. Wyraźnie jednak widziałam jego wskazujący palec, wyprostowany tuż nad spustem, tak, jak zawsze widziałam na filmach u żołnierzy.
- Dokąd się wybierasz, Pijaweczko? - zapytał. - Teraz twoim zadaniem jest być u siebie i się regenerować.
- Idę do przyjaciółki - powiedziałam gniewnie. - Spróbuj mnie powstrzymać - warknęłam i ruszyłam. Oczywiście, drzwi były zamknięte na klucz. Szarpnęłam kilka razy klamką, ale nic to nie dało. Za to mężczyzna za mną tylko się roześmiał.
- Myślisz, że po tym, co zrobiła, będzie miała otwarte drzwi? - zapytał. Przymknęłam oczy, starając skumulować w sobie złość. Skupiłam się maksymalnie na nienawiści do tego jednego człowieka. Wręcz niemal czułam, jak mnie wypełnia. Nagle odwróciłam się gwałtownie z jego stronę i spojrzałam mu w oczy, pewnie, starając się patrzeć wzrokiem, który mógłby zabić. Mężczyzna spojrzał mi w oczy na moment, po czym drgnął, by uciec ze spojrzeniem, ale po chwili zastygł w bezruchu.
- Otwórz. Mi. Drzwi. - Wysyczałam z gniewem każde słowo z osobna.
- Tak. Już - powiedział nieprzytomnie, po czym wyciągnął z kieszeni klucz na łańcuszku, wsunął go do drzwi i otworzył je. Przechodząc obok niego gładko wyciągnęłam mu klucz z ręki.
- Dziękuję - powiedziałam z uśmiechem. Ochroniarz oprzytomniał nagle i zorientował się, co się stało.
- Co do chol… - Nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo z trzaskiem zamknęłam mu drzwi przed nosem, a zaraz potem zamknęłam za sobą drzwi na klucz.
 
Pokój Liwii był pogrążony w półmroku. Od razu podeszłam do jej łóżka, widziałam, że leżała na nim, zwinięta w kłębek. Usiadłam na krawędzi materaca.
- Liwia? - zapytałam, delikatnie chwytając ją za ramię. - Jesteś tu? - dodałam. Usłyszałam tylko ciche jęknięcie. Liwia powoli, ostrożnie, przewróciła się na plecy i popatrzyła na mnie ze smutkiem. A ja uniosłam dłoń i zasłoniłam usta w geście przerażenia. Liwia patrzyła na mnie tylko jednym okiem. Drugie było schowane pod ogromną, sino-fioletową opuchlizną łuku brwiowego i policzka. W zasadzie cały jej lewy policzek był jednym, wielkim siniakiem. jej wargi były w kilku miejscach pęknięte i pokryte strupami krwi. Jej nos był wyraźnie skrzywiony i posiniaczony. Była po prostu straszliwie pobita. A na czole, tuż pod włosami, widziałam wypalony niemal do kości znak krzyża.
- Wyglądam strasznie, prawda? - wychrypiała. Opuściłam dłoń.
- Nie tylko… ktoś powinien cię obejrzeć. - Liwia usiłowała prychnąć, ale najwyraźniej mogła sobie pozwolić tylko na ciche chrząknięcie.
- Kto? Lekarz - wyszeptała kpiąco. - Nic mi nie będzie - powiedziała spokojnie. - Potrzebuję tylko czasu. I znów będę piękna - dodała, uśmiechając się, a ja dostrzegłam, że w jej szczęce były cztery dziury. Dostrzegła moje spojrzenie i posmutniała. - Tak, wybili mi znów kły. Ale odrosną. Zregenerują się. Tylko będę potrzebowała czasu. Naprawdę dużo czasu. Pół roku, być może. - Bez słowa położyłam się obok niej i skupiłam się na pozytywnych uczuciach, po czym popatrzyłam z bliska w jej oko. Teraz dojrzałam drugie, w wąskiej szparce między opuchlizną.
- Widzisz? - zapytałam z uśmiechem. - Umiem to opanować - dodałam. Uśmiechnęła się połową ust. Druga była zbyt zniekształcona opuchlizną i siniakami, by mogła się ruszać.
- Moja mała, kochana Maja - westchnęła Liwia. - Jak ty się czujesz?
- W porządku. Teraz chcę, żebyś ty doszła do siebie - powiedziałam, pochyliłam się ku niej i ostrożnie pocałowałam ją w usta, sama nie wiedząc czemu to robiąc. Z zaskoczeniem przyznałam, że nie poczułam nic.
- Widzisz? - zapytała Liwia, jak zwykle bezbłędnie odczytując moje emocje. - Naszą jedyną rozkoszą jest krew - dodała, ale sama znów mnie pocałowała.
- Och, Liwio… - westchnęłam i ostrożnie bawiłam się jej włosami. - Zniszczę kiedyś to wszystko - powiedziałam.
- Co masz na myśli? - zapytała.
- To. - Wskazałam na pokój wokół. - Ten pokój, pałac, Alfreda, wszystko. I wtedy będziemy wolne. - Liwia objęła mnie ramieniem, mimo że wyraźnie widziałam, jak sprawia jej to ból.
- Moja mała, kochana Maja - powtórzyła Liwia. - Tak, czasami dobrze jest przez chwilę żyć złudzeniami - westchnęła i przytuliła mnie. Uśmiechnęłam się i już nie odezwałam. Byłam jednego pewna: że to na pewno nie było złudzenie.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 09.01.2018 10:06 · Czytań: 129 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 6
Komentarze
faith dnia 09.01.2018 10:40
Jest tutaj niestety sporo niedociągnięć, które wynikają chyba bardziej z niedopracowania tekstu niż niewiedzy autora.

Na samym początku tej części bardzo mocno kuleje interpunkcja. Miejscami masz zbędne przecinki, innym razem nie stawiasz ich tam, gdzie być powinny. Doskonale widać to w tym zdaniu:
Cytat:
Obudziłam się z letargu tak[,] jak zawsze - w pewnym momencie zdałam sobie sprawę[,] że mam otwarte oczy.

- pierwszy zbędny, drugi do uzupełnienia.

Poza tym konstrukcje niektórych zdań też pozostawiają trochę do życzenia. Są np. zbyt kolokwialne:
Cytat:
Leżałam na prawym boku, plecami do wnętrza pokoju, zwinięta w kłębek i czułam ogólny ból wszystkiego.

Przemyśl to jeszcze i pamiętaj, by nie nadużywać wielokropków. Nie wygląda to zbyt estetycznie i wpływa na to, że tekst czyta się trudniej.

Zdecydowanie warto jeszcze wziąć tę część na warsztat i doszlifować. ;)

Pozdrawiam!
Darcon dnia 09.01.2018 16:02
Zgadzam się z Faith, Marcinie. Szybko publikujesz, ale nie dopracowujesz do końca kolejnych części.
Nowe fragmenty po dialogu rozpoczynamy od nowego akapitu.
Cytat:
- Gdzie ja je­stem? - Bar­dziej wy­ję­cza­łam, niż po­wie­dzia­łam.
Ktoś wstał i pod­szedł do mnie, a ja ode­tchnę­łam z ulgą. Po od­gło­sie kro­ków po­zna­łam Emi­lię.(...)

Cytat:
- W swoim po­ko­ju, pani. Mu­sisz się re­ge­ne­ro­wać - po­wie­dzia­ła i de­li­kat­nie prze­wró­ci­ła mnie na plecy.
Po­wo­li za­czy­na­ło wra­cać czu­cie w moich człon­kach i ostroż­nie usia­dłam na łóżku. (...)

Staraj się być pewnym, tego co piszesz, to sprawia, że opowieść jest bardziej wiarygodna.
Cytat:
- Coś na kształt opa­trun­ków.
Co to jest coś na kształt opatrunku?
"– Opatrunek. Musisz się regenerować, pani."

Mam też jedną uwagę, generalnie do wielu osób, mianowicie pisanie o "oczywistościach".
Cytat:
Po­pa­trzy­łam do góry, wprost na nią, ale ucie­kła ze wzro­kiem z oczy­wi­stych wzglę­dów.
Skoro to oczywiste, to po co o tym piszesz? Trzeba wierzyć w inteligencję czytelnika i zostawiać mu "oczywistości" w domyśle. Zdanie znacznie lepiej wyglądałoby bez tego.
"Po­pa­trzy­łam do góry, wprost na nią, ale ucie­kła wzro­kiem." Krótko, konkretnie i każdy wie o co chodzi.

Namawiam do stosowania półpauzy zamiast dywizu, jeśli chciałbyś zostać kiedyś "wydrukowany", to warto się do tego przyzwyczajać.
Pozdrawiam.
MarcinD dnia 09.01.2018 20:43
Faith, Darcon, dziękuję Wam za jakże potrzebne słowa konstruktywnej krytyki. Cóż, przyznaję, że z interpunkcją czasami mam problem. Z drugiej strony wydaje mi się, że w jakimś stopniu udało mi się wyeliminować powtórki. Teraz czas zabrać się zatem na interpunkcję B) .

Cytat:
Namawiam do stosowania półpauzy zamiast dywizu, jeśli chciałbyś zostać kiedyś "wydrukowany", to warto się do tego przyzwyczajać.

Cóż, całe moje opowiadanie powstaje w googlowej chmurze, a tutaj wklejanie jest z notatnika - by usunąc formatowanie chmury, które z tekstem robi istne cuda. Myślę, że stąd ten błąd. Oczywiście, jest to do zrobienia. Nie wiem, na ile konwersja z formatu Google Docs do treści formularza tutaj nie będzie za każdym razem rozwalać tych znaków.

I jeszcze na koniec: póki co ten rozdział jest na razie ostatnim, chociaż nie ukrywam, że 18-sty już "się pisze". Jednak teraz chcę wrócić do 1-go rozdziału tutaj, popatrzeć na skromne komentarze pod poszczególnymi tekstami i wprowadzić poprawki. Wtedy dorzucę kolejne części. Wiem na razie tylko, że opowieść o zielonookiej Majce planuję na naprawdę długą - w przyszłości.
skroplami dnia 10.01.2018 00:14 Ocena: Świetne!
No dobra, niech będzie, jakieś tam interpunkcja, przecinki, itp. Oczywiście, to nie jakieś tam i nie "niech będzie" ;). To ważne, bardzo, podnosi poziom i mocniej uderza w czytelnika treść, bo bez "zgrzytów", które może zauważyć.
Ale pomimo powyższych, ja pytam: gdzie to jest? Ponowne oczywiście: jest tam gdzie wskazano :). Tylko ja nic nie zauważyłem, zatopiony w tym co się dzieje i widząc to tak, jak opisuje autor. Oczywiście, autor narzuca określone spojrzenie. Dla mnie, nie wiem dlaczego :(, małe ciut "dziecinne" ale :) w dobrym znaczeniu. Bohaterka wampir chociaż nie posiada części uczuć, to ma je skumulowane, jakby wbrew sobie :). Choćby lubienie Emilii czy w poprzednim odcinku "rzut" na ratunek Liwii, gdy już nie była pewna swego życia.
Akcja pięknie się rozwija, jak zwykle u MarcinaD :). Szkoda, szykuje się przerwa, "wybaczam", każdemu się zdarza, coś :). Będę czekał z nadzieją, że dożyję ;). Ten "odcinek" i całość, zapowiadają się co najmniej dobrze jak "Zmierzch"
MarcinD napisał:
opowieść o zielonookiej Majce planuję na naprawdę długą - w przyszłości.
, może nawet lepiej będzie gdy się rozwinie :) ale to zależne od umysłu, woli i serca autora :). Gratulacje za dotychczas, jest bardzo dobrze, czas współczesny i legenda, która się w ten czas wplata i odsłania, że to co "bajką" było wcale nie bajką jest :).
Yennefer z Vengerbergu dnia 11.01.2018 22:10
Jej, Marcinie, cieszę się, że Cię tu znalazłam (T. Sz.), Przeczytałam, długie, ale nawet fajne. Cóż, nie jestem w temacie, musiałabym czytać większość części aby być. Zbyt zmęczona już też jestem aby coś więcej napisać, ale wrócę...
Pozdrawiam, Yenn... teraz i Bl.Dz tam...
MarcinD dnia 12.01.2018 13:01
Miło mi :-). Zapraszam więc do pozostałych części i innych moich tekstów. Mam tutaj tego trochę ;-).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
kamyczek
19/01/2018 15:58
Piękna kołysanka, TiA. Moje skarby już ją znają, a jakże!… »
Pulsar
19/01/2018 15:54
Ostatnia polemika z tobą, kosztowała mnie ostrzeżeniem ze… »
kamyczek
19/01/2018 15:52
Dzięki, Jolu. - Jolu, dzieciom się nie odmawia, więc… »
Dobra Cobra
19/01/2018 15:52
Jaki piękny utwór z gatunku słodkiej i zbliżonej bo boskiej… »
Dobra Cobra
19/01/2018 15:49
Każda czynność przy słuchaniu jest dobrą. Gdyby było inaczej… »
trawa1965
19/01/2018 15:32
Nie tylko współczesna, ale każda na każdym etapie dziejów… »
mike17
19/01/2018 15:25
Beatko, podoba mi się suchy styl relacji, bez ozdobników,… »
Rodgier
19/01/2018 14:52
Hopeless jak zwykle nie zawiódł :yes: »
JOLA S.
19/01/2018 14:34
Witaj Figielku, przyciągnął mnie tytuł, podobnie jak kiedyś… »
mike17
19/01/2018 14:16
Ilekroć czytam tak udane miniatury, a jestem ich fanem,… »
Figiel
19/01/2018 14:03
Chyba czytasz, purpurze w moich myślach:) Trafiłeś w sedno… »
Felicjanna
19/01/2018 13:50
dla mnie jest raczej nadzieją, świadczy o tym ostatnie… »
GoldKate
19/01/2018 13:21
Felicjanna - dziekuję za uwagi. Usunęłam tzw… »
Jacek Londyn
19/01/2018 12:41
Mnie tam bez różnicy, listonosz jest teraz dziarski. Ale to… »
purpur
19/01/2018 12:18
No tak, dość logicznie :p - tak, też tak myślałem i… »
ShoutBox
  • mike17
  • 19/01/2018 15:29
  • Kto szuka, ten znajdzie :)
  • trawa1965
  • 19/01/2018 15:22
  • Właśnie szukam. Ale to trudne.
  • Tomek i Agatka
  • 19/01/2018 13:42
  • Milu, naniosłam zmiany w "świerkowej kołysance" zgodnie z Twoją propozycją. Nie znajdę lepszego rozwiązania, luli-lali jest the best! Jesteś niezastąpiona! Buziaczki od smoków patatających :) :)
  • Tomek i Agatka
  • 19/01/2018 00:05
  • Dzięki Milu, już czytam, przywołałaś mnie tą informacją w shoutboxie. Smoczy podwójny buziak na Dobrą Noc :* :*
  • Miladora
  • 18/01/2018 22:56
  • Smoki - masz odpowiedź pod kołysanką. :)
  • kamyczek
  • 18/01/2018 18:54
  • I dla Ciebie, Agnieszko :) :)
  • mike17
  • 18/01/2018 15:01
  • Jarek, masz już wydawcę, teraz czas znaleźć sobie reżysera :)
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:Demaranvillees8x
Wspierają nas